Close
Close

Kaliber 44 i Paktofonika grają koncert ku pamięci Magika

Skip to entry content

Nie znam nikogo z mojego rocznika (’88), kto nie słyszałby „Plus i minus” albo „Jestem Bogiem” i nie jarał się chociaż przez chwilę Paktofoniką. 70% studentów zapytanych, o to czego słuchają, w trakcie wymieniania rzuci właśnie PFK, pierwszą płytę Kalibra i oczywiście Ostrego. Po 2000 roku, czy się to komuś podoba czy nie, hiphop przebił się do świadomości masowego odbiorcy.

W tym też roku, razem z ukazaniem się płyt, które były kamieniami milowymi w rozwoju tego nurtu, wydarzyła się wielka tragedia. Jeden z najzdolniejszych polskich raperów, człowiek odpowiedzialny za sukces wyżej wymienionych zespołów, popełnił samobójstwo. Do dziś ani rodzina, ani przyjaciele, ani fajni nie wiedzą, dlaczego Magik odebrał sobie życie. Jednak mimo upływu czasu (to już 11 lat), zainteresowanie jego twórczością nie słabnie.

26 grudnia, w 11 rocznicę śmierci Piotra „Magika” Łuszcza, zreaktywowane zostaną zespoły, w których tworzył, aby oddać cześć jego pamięci. Nieistniejący już Kaliber 44 (Joka, Abradab, Dj Feelx) i Paktofonika (Fokus, Rahim, Dj Bambus), mimo dzielących ich wcześniej antagonizmów, staną wspólnie na scenie. Koncert odbędzie się w kultowej miejscówce – katowickim Mega Clubie.

Taki koncert to naprawdę wyjątkowo sprawa. Kawałki z „W 63 minuty dookoła świata” i „Kinematografii” znam na pamięć do dziś, wychowałem się na tych płytach. Wszystkim, którzy pamiętają czasy walkmanów i przegrywanych kaset, teraz pewnie kręci się łezka w oku. Możliwość usłyszenia swoich idoli z dzieciństwa na żywo, w klasycznym repertuarze, jest warta sporo.

W obliczu niepowtarzalności tej sytuacji, 49 złotych za bilet nie jest jakąś wygórowaną kwotą. Podczas imprezy najprawdopodobniej będą kręcone zdjęcia do filmu o Paktofonice – „Jestem Bogiem”. Start koncertu 21:00, bilety do nabycia bezpośrednio w Mega Clubie.

(niżej jest kolejny tekst)

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
„Jesteś Bogiem!” – 3 fragmenty filmu o Paktofonice | Stay Flyfan Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
fan
Gość
fan

Kultowy klub to był kilka lat temu. Zacne czasy :)

trackback

[…] o Paktofonice. O samym zespole nie będę się rozpisywał, bo tak jak wspomniałem przy okazji koncertu ku pamięci Magika, zna go każdy, a jeśli nie zna, nie ma sensu, żeby czytał […]

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Michał Wiśniewski zaprasza na ślub!

Skip to entry content

Pamiętam jak miałem 13 lat, byłem na jakichś koloniach letnich nad morzem, gapiłem się na najładniejszą dziewczynę z turnusu jak ciele w namalowane wrota, a w tle leciało Ich Troje. Niestety samo gapienie się nie poskutkowało, a obiekt moich westchnień porwał w obroty opalony blondy z sąsiedniego obozu. Od tamtej pory już zawsze „A wszystko to bo ciebie kocham” kojarzyło mi się z nieudanymi podbojami miłosnymi i wstydem. Znienawidziłem Michała Wiśniewskiego, zostałem największym hejterem jego zespołu i poprzysięgłem krwawą zemstę.

Wszystkie te negatywne emocje trzymałem w sobie aż do dziś, bo oto dzisiaj on – pierwsza gwiazda polskiego szołbiznesu – zaprasza mnie na swój ślub! Człowiek, któremu menstruuje głowa postanowił się zrehabilitować. Nie tylko wobec mnie ale i wobec wszystkich, którzy byli katowani tragikomicznym „Powiedz” podczas zakupów w jakimkolwiek z marketów. Gość, który bywa częściej na solarium niż blachary z twojego osiedla, żeni się po raz 4 i zaprasza również Ciebie na to wydarzenie na Facebooku!

Myślałem, że największym zaszczytem jakiego dostąpię w tym życiu będzie poprowadzenie teleturnieju z Ibiszem, ale okazuje się, że trafiło mi się coś lepszego. Michał znany ze swego szczodrego serca i miłości do zwierząt zaprasza wszystkich jak leci. Niemal krzyczy (cytując Rysia Peję) „wszystko na mój koszt”. Ślub będzie miał miejsce 28 lipca przyszłego roku w Slesinie. Póki co udział w imprezie potwierdziło nieco ponad 200 osób. Biorąc pod uwagę jak wyglądały poprzednie śluby Wiśniewskiego, warto potwierdzić obecność już dziś, nie zważając na fakt, że nie podano jeszcze menu. Jedno jest pewne, będzie gruby melanż!

Gdyby ktoś się nie zdążył załapać, albo nie miałby akurat hajsu na prezent ślubny, uspokajam – za 3 lata będzie powtórka z nową panną młodą.

Krzysztofory – dla jednych relikt przeszłości będący nieprzecenionym zabytkiem architektonicznym, dla drugich lokalna mekka drum’n’bassu. Tych drugich z pewnością zainteresuje informacja o tym co szykuje się tam w piątek.

25 listopada w Krzyśkach odbędzie się przedostatnia impreza (aczkolwiek o ostatniej nic nie wiadomo). Klub z różnych powodów z końcem miesiąca zostanie zamknięty. Z nieoficjalnych źródeł wiemy, że znalazły się pieniądze na renowację całego budynku, to też i w piwnicy ma być generalny remont. Moje koleżanki są bardzo niepocieszone z tego powodu i odmówiły golenia nóg, aż do ponownego otwarcia.

Co do samej imprezy, to muzycznie będzie lżej niż zazwyczaj. Klub odwiedzą goście z zagranicy – Natasza i Oscarsix (Wiedeń), gość z bliższej zagranicy – 600sto900 (Warszawa) i panowie organizatorzy – ekipa Podaj Kabel ze śląska. Jak można przeczytać na stronie wydarzenia, brzmienia oscylować będą w okolicach chicago/detroit/deephouse. Nie mam szczerze mówiąc pojęcia co znaczy, którekolwiek z tych określeń, ale przesłuchując kolejno Soundcloudy wymienionych wyżej panów, muszę powiedzieć, że będzie dobrze.

Wjazd piątka, start dziewiąta.
Do zobaczenia!

3 mężczyzn, 4 kobiety, 24 godziny w Krakowie

Zapis doby wyrwanej bez znieczulenia z życia byłej stolicy. Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów.

Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy?

Noc w środku juwenaliów pełna jest wykrzyczanych pytań. Dzień przynosi odpowiedzi, których nikt nie chce słyszeć, nawet gdy są wypowiedziane szeptem. Czy uwierzysz bohaterom, przekonującym siebie nawzajem, że „to tylko seks”?

Zobacz książkę!