lis 30, 2011

Posted by in Fly Food, Szama!, Wyróżnione

Moaburger – nowozelandzkie burgery w Krakowie

2 grudnia na Mikołajskiej otwiera się knajpa z hamburgerami prosto z Nowej Zelandii. Ekipa Stay Fly dostąpiła nie lada zaszczytu i miała okazję skosztować dań serwowanych w Moaburger, jeszcze przed oficjalnym otwarciem. Co nas zaskoczyło? Czego możecie się spodziewać? Czy jedzenie wiezione z tak daleka nadaje się do spożycia, a przede wszystkim czy Święty Mikołaj naprawdę istnieje? Postaramy się odpowiedzieć na większość z tych pytań.

Powiedzmy sobie na wstępie, że wszyscy wegetarianie i obrońcy bydła parzystokopytnego (nie parzysto też) mogą sobie odpuścić ten artykuł. Będzie tu sporo o mordowaniu bogu ducha winnych, milusińskich krów. Tak ,tak, krów – czyli mięsa, którego nie uświadczysz w McDonaldzie i podejrzewam, że w Burger Kingu też (choć przyznaję bez bicia, że często i ochoczo tam jadam). W Moaburger, stopień prawdziwości mięsa sprawdzaliśmy na dwóch przypadkach:

#1 – specjalność zakłaku – Moaburger

Duża bestia. Na sam widok ciekała mi ślinka, aczkolwiek bałem się połączenia w jednym burgerze ananasa, buraka i bekonu. Jak się szybko okazało, moje obawy były nieuzasadnione. Żarcie było naprawdę pyszne. Zazwyczaj jem dość szybko, bo nie lubię jak coś mi stygnie, ale tu musiałem wyhamować. Burger był takich rozmiarów, że zajął mi dobre 3 minuty zanim go pochłonąłem.

#2 – burger dnia – Four Chilli

Bydle nie mniejsze niż poprzednie. Nazwa „Four Chilli” może trochę mylić. Uspokajam, kanapki nie doprawiał sam Smok Wawelski, można ją zjeść bez konieczności wypicia połowy Wisły. Nachosów i fasolki w burgerze  jeszcze nie miałem, aż do teraz. Nie zostanę fanem tej kombinacji, ale z pewnością jest miłą odmianą. Udane połączenie ostrych i słodkich smaków. Kubki smakowe wydały jednoznaczny werdykt – dobre.

gość specjalny – Fryty

Walcząc z kanapeczkami większymi niż Podwójny Whooper, przegryzaliśmy fryteczki, a w zasadzie fryty! W Moa frytki są w rozmiarze dla puszystych. Co do smaku, to ćwiartki ziemniaka (bo tak je trzeba nazwać) też są pierwsza klasa. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że także są z prawdziwych ziemniaków, a nie skrobi ziemniaczanej.

Dobra, dobra, były plusy, to teraz czas na jakiś pocisk. Drobne „ale” mam do kwestii podania szamki. Wiem, że Moa to fast food, ale do każdego burgera mogliby dawać też talerz. Frytki da się jeszcze jakoś zjeść z poszanowaniem mienia, ale w przypadku burgerów, naprawdę trudno nie uświnić stołu i wszystkiego dookoła (co udało mi się zrobić).

Na koniec pięta achillesowa knajpy, czyli cena. Średni koszt burgera to 2 dychy, co nie ukrywajmy na moje (i podejrzewam również wasze) studenckie warunki jest kwotą sporą. Sporo za dużą. Gdybyście mieli jednak jakąś nadwyżkę w budżecie (urodziny, imieniny, wizyta u babci, wygrana w bet-at-home), szarpnijcie się i zróbcie okazyjnie ucztę podniebieniu. Polecam!

Moaburger – Kraków, ul. Mikołajska 3

Gdzie jest Moaburger?


Wyświetl większą mapę

Zobacz również:

  1. Fly Food #2 – Gospoda Koko W drugiej odsłonie cyklu „Fly Food„, bierzemy na warsztat najlepszą...
  2. Hologram Mariah Carey na rynku w Krakowie W czwartek wieczorem na krakowskim rynku miał miejsce „koncert” Mariah...