Close
Close

Nie wiem jak wy spędzacie sylwestra, ale ja jestem właśnie w Białym Dunajcu i mimo, że nie ma śniegu tyle ile bym chciał, to jest kozacko. Odcięcie od świata, odcięcie od neta, odcięcie od Fejsbuka. Domyślam się jednak, że spora część z was ma ciśnienie na melanż, na grube picie i zgorszenie do 8 rano.

Kraków bardzo atrakcyjnie przedstawia się pod kątem imprez w klubach, jednak ja zawsze preferowałem domówki. Jeśli więc wybieracie się na takową, to przyda wam się mocna playlista sylwestrowa. Sprawdźcie nasze typy na hity (ale się zrymowało):

 

10. Okoliczny Element feat. Szufla – Balsam Party

 

9. Leeway – a może łyk ginu synku (Bassnectar vs DonGURALesko vs Pharoahe Monch)

 

8. Borgore – Nympho

 

7. Wdowa – Cholera tak!!!

 

6. Pezet – Halo

 
5. CSS – Hit’s Me Like A Rock (Dillon Francis Remix)

 

4. Sobota – Tańcz Głupia

 

3. Britney Spears – Hold it against me

 

2. Ten Typ Mes – Zanim znajdziemy (Dual NeurOne remix)

 

1. Death Cab for Cutie – Underneath The Sycamore (Dillon Francis Remix)


---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • jowita

    Grzecznemu chłopcu na najbliższy Nowy Rok życzę tyle samo adrenaliny ,zapału i zabawy przy pisaniu bloga , zapewniam że wnikliwemu obserwatorowi jakim jest grzeczny chłopiec tematy same będą się pchały żeby je opisać i skomentować, bo nic tak jak życie nie przynosi najlepszych scenariuszy a więc zachęcam do pióra i GOOD LUCK !!!!!!!

Ludzie, którzy weszli na szczyt, mimo że świat spychał ich na dno

Skip to entry content

W naszej kulturze często sukcesy i porażki łączymy z zewnętrznymi, nieokreślonymi czynnikami. Jeśli kolega z biurka obok awansował na team leadera, dostając tym samym dostęp do magicznego przycisku „prześlij dalej” w skrzynce mailowej, mówimy, że mu się pofarciło. Jeśli z kolei szef zorientował się, że przez większość ostatniego miesiąca symulowaliśmy pracę, oszukując system wykrywania ruchu na komputerze myszką przyklejoną do chomika, i zostaliśmy zwolnieni, mówimy, że mieliśmy pecha. Sprawczość zdarzeń globalnych, mających trwały wpływ na nasze życie, również przypisujemy sile  wyższej. Niezależnej od nas samych.

Ktoś przedwcześnie odszedł z tego świata? Bóg tak chciał. Dwójka ludzi rozstała się po roku małżeństwa? Nie byli sobie przeznaczeni. Obiecujący piłkarz zerwał ścięgna? Kariera sportowa nie była mu pisana. Dziewczyna z rozbitej rodziny skończyła na ulicy? Taki był jej los.

Wychowując się w nieciekawych warunkach społeczno-ekonomicznych, w biedzie, w rozbitej rodzinie, w miejscu, gdzie psy szczekają dupami, cytując XIX-wiecznego poetę, trudno zacząć wierzyć w siebie. Bez bliskich wzorów sukcesu do naśladowania, przekonanie o wpływie na swoje życie i możliwości decydowania o samym sobie spada do zera. A często poniżej niego.

Gdy cały świat pokazuje Ci środkowy palec, otoczenie na każdym kroku utwierdza Cię w przekonaniu, że jesteś nikim, a jedyne co dostałeś w nadmiarze, to czwarty pasek na Superstarach, myśl, że sam kreujesz swoją rzeczywistość jest ciałem obcym. Umysł je odrzuca. I przyjmuje dożylnie koncepcję woli bożej, przeznaczenia bądź losu. Lub wszystkie naraz.

Gdy rzeczywistość próbuje Cię wdeptać między płyty chodnikowe, to wielu z nas uznaje, że tak ma być. Akceptując tym samym, że nie ma wpływu na swoje życie, bo jeśli coś jest zapisane w kartach, na przykład zapicie się na śmierć i zlanie z żelbetonowym osiedlem w jedną bezbarwną masę, to nikt i nic tego nie zmieni. A już na pewno nie Ty.

Czy to słuszne podejście? Czy można oszukać przeznaczenie? Czy przeznaczenie w ogóle istnieje? Czy jeśli gwiazdy na niebie układają się w słowo „śmieć”, to jest jakiś sposób, by „m” obrócić do góry nogami?

Nie odpowiem na te pytania. Bohaterowie dzisiejszego tekstu zrobią to za mnie.

 

Quentin Tarantino – pornobileter bez szkoły

„Magister to podstawa”, „bez studiów nie znajdziesz pracy”, „żeby zarabiać dobre pieniądze, trzeba mieć dobre wykształcenie”. Słyszałeś to? Pewnie, że tak i wątpię, żeby ominęło to również uszy młodego Quentina, który mimo to, w wieku 16 lat rzucił szkołę. By rozpocząć zawrotną karierę biletera w kinie pornograficznym. Z którego i tak został wyrzucony ze względu na kłamstwo odnośnie pełnoletności.

Czy to była przyszłość, jaką chciała zapewnić mu jego matka i ojczym? Wątpię. Czy późniejsza praca jako układacz kaset w wypożyczalni filmów była szczytem ich ambicji? Kurczę, nie sadzę. Jednak bez względu na to, jak decyzje Quentina oceniłoby otoczenie, w jego skali, ta z pozoru byle jaka tyrka, była mocnym 11/10. Bo dzięki niej był blisko kina. I zaczął kręcić swój pierwszy film „My best friend’s birthday”. Który nie został ukończony, bo taśma się spaliła.

Przy kolejnych dwóch – „Wściekłe psy” i „Pulp fiction” – sprawy przyjęły nieco inny obrót, i z nikogo znikąd stał gwiazdą „Hollywood” i ikoną świata filmu.

 

J. K. Rowling – samotna matka z depresją

Dzisiaj to oczywiste, że seria przygód o małym czarodzieju z przekręconym logiem Opla na czole to, oprócz wciągającej historii, maszynka do robienia pieniędzy, ale w momencie, gdy autorka ją tworzyła, wcale nie było to takie oczywiste. I J. K. Rowling ostatnie o czym mogła pomyśleć, to że dzięki swojemu pisaniu zostanie milionerką. Albo chociaż będzie miała czym zapłacić czynsz.

Rowling od dziecka marzyła o byciu pisarką, ale pracując w dorosłym życiu jako sekretarka, nic nie wskazywało, żeby z powodzeniem miała się przebranżowić. Szkicowanie „Harry’ego Pottera” przerwała śmierć jej matki, którą strasznie przeżywała, więc wyjechała z Anglii do Portugalii, żeby zacząć wszystko od nowa. Tam wróciła do pisania, dopóki nie poznała w barze dziennikarza, z którym wzięła ślub i spłodziła córkę. A który okazał się damskim bokserem. Pobita, upodlona kolejny raz musiała od czegoś uciekać. I przerywać pisanie. Po przeprowadzce do Szkocji, bez pieniędzy, bez pracy, za to z małym dzieckiem na utrzymaniu, wpada w depresję i ląduje w szpitalu psychiatrycznym. W trakcie leczenia z obserwacji pacjentów i personelu czerpie inspiracje do książki, i w 1995 w końcu ją kończy. I to by było na tyle, bo 12 wydawnictw z rzędu ma jej powieść w dupie.

Wielu na tym etapie pogrzebałoby pomysł bycia pisarzem głęboko pod ziemią, ale Rowling cały czas trzymała go przy życiu. Wierzyła w niego jak w nic innego na świecie. I w 1997 ukazał się „Harry Potter i kamień filozoficzny”, który do tej pory przetłumaczono na 35 języków, a w 1998 Warner Bros kupił prawa do ekranizacji powieść. A J. K. Rowling stała milionerką. Mimo, że do tej pory była samotną, bezrobotną matką z depresją, tułającą się po świecie.

Walt Disney – porażka, porażka, porażka

Życiorys Walta Disneya przypomina trochę biblijną przypowieść o Hiobie. Jakby przeznaczenie/los/Bóg próbowało sprawdzić ile razy musi go przybić do gleby, żeby w końcu się nie podniósł.

Chodził do szkoły artystycznej, by potem kierować ambulansem w trakcie I wojny światowej. Dostał pracę jako ilustrator w gazecie, by zostać z niej zwolnionym. Założył własne studio rysunku, by od razu zbankrutować. Drugi raz założył własną firmę, by drugi raz zbankrutować i nie skończyć „Alicji w krainie czarów”, na stworzenie której się pozadłużał. Trzeci raz próbował sił w prowadzeniu studia animacji, by wspólnik ukradł mu prawa do stworzonej przez niego postaci. I pracowników. Później przeszedł załamanie nerwowe, później stworzył Myszkę Mickey, która odniosła sukces, a później chciał stworzył „Królewnę Śnieżkę”, która prawie puściła go z torbami, ale ostatecznie odniosła sukces spektakularny.

I tak, nie ulegając sprowadzaniu go przez życie do roli szmaty do podłogi, Disney stworzył imperium, które znamy dziś.

Stephen Hawking – więzień w klatce własnego ciała

Powiem krótko: gość powinien być najpopularniejszym i najlepiej opłacanym mówcą motywacyjnym na świecie.

Nie może chodzić, nie może mówić, nie może pisać. Jest przykuty do wózka, w gardle ma rurkę, a ze światem komunikuje się przez syntezator mowy, który obsługuje policzkiem. PO. LICZ. KIEM. Zgodnie z diagnozą lekarzy miał już dawno umrzeć. A napisał doktorat, napisał bestseller, jest przegenialnym fizykiem i cały czas występuje na scenie. Rzucając do tego żarcikami.

Oprah Winfrey – gwałty, pobicia i narkotyki

Lista tytułów, którymi została odznaczona jest chyba dłuższa niż ten wpis. Czołówka najbardziej wpływowych kobiet świata według Forbesa, czołówka najbardziej wpływowych kobiet świata według Time’a, czołówka najbardziej wpływowych kobiet świata według Life’a. Trzecie miejsce najbardziej rozpoznawalnych postaci medialnych według plebiscytu telewizyjnego z 2003. Oprah znalazła się w nim tuż za Supermanem i Elvisem Presleyem. Decydowała o być albo nie być polityków, pchnęła po wygraną George’a W. Busha i Baracka Obamę.

Grubo, co? To teraz pomyśl, że doszła do tego po tym, jak w dzieciństwie mężczyźni w jej rodzinie ją bili i gwałcili.

Jej matka była nastoletnią robotnicą, jej ojciec żołnierzem na przepustce, a ona ich wpadką. „Rodzice” oddali ją na wychowanie dziadkom, którzy uczyli ją zasad i dyscypliny pięścią. W wieku 9 lat zgwałcił ją jej własny kuzyn, a w wieku 14 – wujek. Z którym zaszła w ciążę. Ich wspólne dziecko zmarło po dwóch tygodniach. Żeby nie skonać z bólu zaczęła pić i ćpać. Jak to piszę, to nie wierzę, że pojedynczy człowiek mógł topić się w tak głębokim oceanie gówna.

I nie utonąć, a po wyjściu z niego zacząć błyszczeć jak gwiazda. Wbrew wszystkiemu.

 

***

 

Dobrego dnia.

autorem zdjęcia jest JD Hancock

---> SKOMENTUJ


Nie tak dawno temu, rzesze nolife’ów i studenciaków bez zainteresowań przeżywały śmierć trzecioplanowej bohaterki telenoweli dla pół-mózgów. W lutym zapowiada się powtórka z rozrywki. Producenci „Klanu” zamierzają uśmiercić przygłupiego Rysia, kierowcę taksówki. Najwyraźniej Piotr Cyrwus po 14 latach, ma dość robienia z siebie idioty i bycia utożsamianym z opóźnionym w rozwoju ćwierć-inteligentem.

Rysio taxi driver, bohater świetnego utwór Sokoła „Każdy ponad każdym„, obiekt niezliczonej ilości kpin, żartów i pomówień w lutym przyszłego roku zginie. Jak podają plotkarskie portale, Rysiek (jak na prawdziwego samca alfa przystało), ma w wdać się w bójkę, w której zostanie śmiertelnie pobity. Godna i chwalebna to śmierć dla uczestnika tak kultowych scen jak strzelanina w burdelu czy interwencja na domówce.

Uzależnieni od Kwejka i Demotywatorów internauci, już zaczynają prześcigać się w robieniu coraz to głupszych memów, związanych z tym wydarzeniem. Blogosferę z pewnością, jak w przypadku Hanki Mostkowiak, zaleje fala minut ciszy, a na Fejsie powstają pierwsze profile upamiętniające Ryszarda taksówkarza. Ryszard jest postacią zdecydowanie bardziej bekową niż Hanka (o istnieniu, której dowiedziałem się przy okazji jej śmierci), to też domniemam, że skala zjawiska będzie duuużo większa.

Dla przypomnienia – najbardziej absurdalne momenty z życia Rysia:

Ryszard Lubicz nie żyje

Rysio napada na burdel z bronią palną

Rysiek z Klanu nie żyje

Rysiek robi borutę na domówce

Rysio taxi driver umiera

Rysio dostaje oklep od dresów

Hanka Mostkowiak nie żyje

Wywiad z Piotrem Cyrwusem o Ryszardzie Lubiczu

---> SKOMENTUJ

Życie jest piękne – zrób to sam

Skip to entry content


Ilu z was jest zadowolonych ze swojego życia? Kto słysząc budzik o 7:30, będąc pogrążonym w głębokiej otchłani snu, myśli o tym, że życie jest piękne, a fakt, że stąpa po tej planecie to istny cud? Niech zgadnę – każdy z was. Tak, tak, ja też. Za każdym razem gdy ucieka mi tramwaj. Zawsze gdy jadę półprzytomny w zatłoczonym PKP. Ilekroć po raz miliardtysięczny, ten sam żul na plantach chce wysępić ode mnie fajkę (których i tak nie palę), myślę, że Polska to cudowny kraj, a moje życie nie mogłoby być lepsze.

Jest jednak garstka osób (obstawiam około siedmiu), którzy czują, że ich życie nie jest tak dobre jak mogłoby być i mogliby w nim coś zmienić. Ten wpis dedykuję właśnie im. Znajomy kumpla dziewczyny kuzyna brata mojej byłej sąsiadki podesłał mi linka do bloga Życie jest piękne, mówiąc, że to coś dla mnie i że znajdę tam cytuję „dobrego kopa na każdy dzień”. No i muszę przyznać, nie pomylił się.

Owy blog to skarbnica wiedzy na temat rozwoju osobistego, samodoskonalenia i zdobywania motywacji. Jest wielkim zbiorem porad na temat tego co zrobić żeby się „w końcu udało”, żeby „bardziej się chciało” i żeby w ogóle „chciało się chcieć”. Dobra odtrutka dla wszystkich leni, nierobów i darmozjadów. Swoiste antidotum na narzekactwo, niechcemisizm, odjutronizm i inne wysublimowane synonimy nieróbstwa, którzy widzicie w obrazkach na Kwejku.

Autor bloga – 22-letni student UEKu – wpisy dzieli zasadniczo na 2 kategorie. Pierwsza z nich, to wspomniane techniki/rady dotyczące dążenia do sukcesu, realizacji obranych celów, skutecznego działania. Druga natomiast, to bardzo inspirujące relacje z dalekich wojaży Michała. Zdjęcia z takich miejsc jak Maroko czy Indie naprawdę robią wrażenie. Przeglądając je i czytając egzotyczne opisy dzikich terenów, człowiek zaczyna nie tylko marzyć , ale i nabierać energii do działania. Na dobitkę dodam, że autor do większości miejsc dotarł autostopem.

Panie i panowie czapki z głów – Życie jest piękne, wystarczy tylko chcieć!

---> SKOMENTUJ