Close
Close

Fly Food #3 – Chińczyk na Basztowej

Skip to entry content

Pierwsze dwa wpisy z cyklu „Fly Food” traktowały o kuchni polskiej. Wiadomo, że wszystko co nasze to dobre, ale kiedyś nawet schabowe z frytkami się nudzą. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale po dłuższym maratonie, nawet rosołek z makaronem może się znudzić. Wtedy nic innego nie poratuje jak dobry chińczyk, choćby był wietnamczykiem.

Na Basztowej, kilkanaście metrów w prawo od przystanku „Basztowa Lot”, znajduje się najlepszy chińczyk w Krakowie. Nazwa jego „Zielone Bistro”, lecz wątpię by ktokolwiek prócz mnie i właścicieli zwrócił na to uwagę. Z zewnątrz wygląda średnio, w środku wcale nie lepiej, ale jak to mawiają moi koledzy – „nie oceniaj dziewczyny po zdjęciu profilowym” – tak więc, przechodząc do konkretów i zagłębiając się w menu jest już dużo lepiej.

Czy to kurczak w pięciu smakach, czy kaczka na gorącym półmisku, czy tylko zwykły filet w panierce, jedzenie jest dobre. Rzekłbym nawet dobre z plusem lub też bardzo dobre z minusem. Często jadam tam kurczaka z pieczarkami (14zł) – bardzo przyzwoity, porcja też nie mała, zasadniczo starcza za cały obiad. Po tym daniu zupy już nie dałbym rady w sobie zmieścić.

Odnosząc się jednak do ideału tego cyklu, czyli „jak zjeść obiad za 10zł”, proponuję zestaw klasyczny (którego niestety jeszcze nie ma w karcie pod moim imieniem). Mowa oczywiście o zupie krabowej (5zł) i sajgonkach (5,80 zł).

Zupka  krabowa nie wiem czy faktycznie jest z krabów, bo kraba widziałem tylko w bajkach Disneya, ale możliwe, że jakaś noga mu tam wpadła podczas gotowania. Tak czy inaczej jest dobra, jest jej dużo i przede wszystkim jest gęęęsta. Parokrotnie udało mi się w niej postawić pionowo łyżkę, także nie ma lipy. Pływa w niej kurczak, warzywka i inne takie. Co do sajgonek, to są to normalne sajgońskie sajgonki z sajgonkowym mięsem. Podawane z surówką, również dobre, smaczne, przyjemne i pożywne. Mnie nie zdarzyło się być po takim zestawie głodnym, jednak możliwe, że są wśród nas drwale, którym by to nie wystarczyło. 

Biorąc po uwagę, że Basztowa jest bardzo blisko rynku, chińczyk ten jest naprawdę dobrą opcją na obiad. Porównywalny znajduje się na Dolnych Młynów, natomiast stanowczo odradzam tego na Długiej. W tym na Długiej, jest drogo, mało i bardzo brudno.

Cena/ilość: 7/10
Jakość: 8/10
Ogółem: 8/10

Kraków blog

Gdzie jest chińczyk Zielone Bistro?

Wyświetl większą mapę


(niżej jest kolejny tekst)

6
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Stay Fly| Fly Food #9 – Chińczyk przy KrólewskiejFly Food # 8 – Stołówka „Barbex” na Piastowskiej | Stay FlyFly Food #7 – Przystanek Pierogarnia | Stay FlyGajosiak88Grzeczny Chłopiec Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
bees
Gość
bees

Więcej artykułów Fly Food prosze :D

Grzeczny Chłopiec
Gość
Grzeczny Chłopiec

Dzięki za zainteresowanie, po przerwie świąteczno-noworocznej będzie więcej :)

Gajosiak88
Gość
Gajosiak88

Ogólnie kozacki jest sposób podania w tej knajpce, na takiej gorącej patelni w kształcie ryby : ) I racje masz, że jedno danie w zupełności wystarczy : ) Ale zupa ostra też dojebana !

trackback

[…] Food #7 – Przystanek Pierogarnia Ostatnio znudzeni chodzeniem do Koko i chińczyka na Basztowej, postanowiliśmy sprawdzić jakieś nowe miejsce. Wybór padł na bar mleczny niedaleko Wielopola. […]

trackback

[…] Koniec, końców, jeśli mieszkasz przy Miasteczku, a jesteś z gotowaniem na bakier, to „Barbex” jest spoko opcją. Jeśli natomiast masz specjalnie jechać przez pół miasta żeby tam się dostać, to odpuść sobie i idź do Chińczyka albo Pierogarni. […]

trackback

[…] to najtańszy Chińczyk jakiego spotkałem. Ceny są niższe, niż w tym na Basztowej średnio o złotówkę, a niż w tym na Miodowej o 2 złote. Zastanawiacie się w czym tkwi haczyk? […]

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Łukaszenka do pudła! – happening na Placu Szczepańskim

Skip to entry content

Dziś kolejny z niewielu wpisów, w których ani nie będę się mądrzył, ani krytykował, ani opływał w samouwielbieniu. Wiem, wiem, jest wam przykro. Mnie też. Niestety taką a nie inną formę wpisu wymusza temat.

 

Łukaszenka do pudła!

19 grudnia 2010 roku na Białorusi odbyły się wybory prezydenckie. Druzgocące zwycięstwo odniósł w nich Aleksander Łukaszenka, który swój triumf zawdzięcza licznym fałszerstwom jakich dopuścił się podczas liczenia głosów. Uzyskując siedemdziesięcioprocentowe „poparcie społeczeństwa”, mógł rozpocząć osiemnasty rok swojej dyktatorskiej władzy.

Wielu jego konkurentów politycznych, przedstawicieli opozycji i niewygodnych młodych ludzi zostało aresztowanych. Do zatrzymań doszło po najważniejszej od lat demonstracji opozycji przeciwko sfałszowaniu wyników głosowania, gdy ponad 20 tys. osób wyszło na ulice Mińska.

Od tamtego czasu represje nie mają końca. Do więzień wsadzani są opozycjoniści, a jeszcze w tym roku zostanie wykonany wyrok śmierci na dwóch młodych chłopcach, którym nie udowodniono ostatecznie winy podłożenia bomby w mińskim metrze.

Aby wspierać białoruską opozycję w niedzielę, 18 grudnia grupa krakowian i białorusinów mieszkających w naszym mieście, postanowiła w przededniu rocznicy wyborów na Białorusi ustawić na Placu Szczepańskim sześciometrową ścianę, na której powstanie graffiti.

Artysta – Darek Paczkowski – przygotował kilka projektów graffiti. Organizatorzy chcą, by przez kilka godzin, krakowski  Plac Szczepański przybrał białoruskie barwy. Happening poprzedzą warsztaty artystyczne poprowadzone przez Paczkowskiego w jednym z krakowskich domów kultury. Podczas nich, Białorusini opowiedzą najmłodszym mieszkańcom, jak żyje się w ich kraju. Potem wspólnie podejmą decyzję o tym, co znajdzie się na murze.

Patronat Honorowy nad projektem objął eurodeputowany Platformy Obywatelskiej, Bogusław Sonik. A w organizację włączył się m.in.: Krakowskie Biuro Festiwalowei kulturalna koperta POKA POKA.

O wszelkich szczegółach akcji można dowiedzieć się na facebooku. Wydarzenie „Belarus Kolektiv Project. Malujemy polityczne graffiti„, przyciągnęło już ponad sto dziewięćdziesiąt osób.

Kraków blog

Kraków blog

Plan wydarzenia:

17 XII (sobota), godz. 13.00 w Młodzieżowym Domu Kultury „Dom Harcerza”, przy ul. Lotniczej 1 odbędą się warsztaty prowadzone przez Dariusza Paczkowskiego, podczas których, Białorusini opowiedzą, jak żyje się w ich kraju. Potem wspólnie zostanie przygotowany projekt graffiti.

Pod adresem: biuro.castlemedia@gmail.com przyjmowane są zgłoszenia od osób które chcą wziąć udział w warsztatach.

18 XII (niedziela), godz. 12.00, Plac Szczepański, Kraków – w przededniu rocznicy wyborów prezydenckich na Białorusi, stanie sześciometrowa ściana na której powstawać będzie graffiti uderzające w reżim Łukaszenki!  Podczas malowania graffiti na Placu Szczepańskim zagrają najlepsi didżeje z Krakowa.

19 XII (poniedziałek), godz. 17.00, Pawilon Wyspiańskiego – spotkanie z białoruskimi opozycjonistami


Old Spice już jakiś czas temu puściło po sieci klasyk – reklamę dezodorantu, w której murzyn stwierdza, że siedzi na koniu.  Tyle absurdu, co w tym 30 sekundowym spocie, można spotkać tylko w polskim sejmie.

Ostatnio kumpel, który ani nie jest murzynem, ani nie psika się Old Spicem, ani też nigdy nie siedział na koniu, podesłał mi 2 parodie. Co ważne, nie są to głupkowate jutubowe przeróbki z Ivoną, tylko z krwi i kości sensowne parodie.

W pierwszej mamy obicie piłeczki i hasło „spójrz na swoją kobietę, a teraz spójrz na mnie, niestety twoja kobieta nie wygląda tak jak ja”, co mimo wszystko chyba jednak bardziej celuje w mężczyzn niż kobiety.

Druga, to Shrekowy kot w butach, który spokojnie mógłby reklamować Whiskas, albo jakikolwiek inny produkt dla zwierząt.

I trzecia. Z Jezusem Chrystusem. Hasło dnia – jestem na krzyżu.

Mocniejsze od oryginału?