Close
Close

Premiery filmowe 2012 – Część #2 adaptacje

Skip to entry content

Parę dni temu rozpoczęliśmy cykl opisujący premiery filmów, które ukażą się na ekranach kin w tym roku. W pierwszej części, mieliście okazję się zapoznać z najciekawszymi kontynuacjami filmów. W części drugiej przedstawimy wam najbardziej interesujące adaptacje sztuk, książek i bajek. Enjoy!

premiery filmowe 2012

Rzeź

Najnowszy film Romana Polańskiego, który (przynajmniej w zapowiedziach) ma być komedią. Biorąc jednak pod uwagę, że oparty jest na sztuce „Bóg mordu”, a Romek pracował nad nim odsiadując wyrok, całkiem prawdopodobne, że nie będzie komedią. Film opowiada historię dwóch, z pozoru ułożonych i eleganckich, małżeństw, które wraz z rozwojem wydarzeń okazują się nie zupełnie „eleganckie”. Głównych bohaterów grają: Christoph Waltz, Kate Winslet, Jodie Foster i John C. Reilly.

ADAPTACJE KSIĄŻEK, BAJEK, GIER I KOMIKSÓW

Dziewczyna z tatuażem

W zeszły piątek na ekrany kin wjechał film w reżyserii Davida Finchera, który już przed premierą narobił sporo zamieszania. „Dziewczyna z tatuażem”, to amerykańska adaptacja „Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”, książki Stiega Larssona – światowego bestsellera. Jako, że sam jeszcze nie widziałem, to nie opiniuję, ale podobno Daniel Craig i Rooney Mara zrobili kawał dobrej roboty.

Snow White and The Huntsman

Królewna Śnieżka i Łowca

Słodką bajkę o Śnieżce i krasnoludkach wszyscy znają. Tym razem będzie bardziej hardcorowo. W czerwcu niewinna królewna będzie walczyć ze złą królową na śmierć i życie o należne jej królestwo, tocząc bitwy w założeniu porównywalne do tych z „Władcy pierścieni”. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego coś więcej niż tylko pseudo-fantasy z człeko-podobnymi zwierzątkami biegającymi za kuso odzianą dziewicą.

Władca Pierścieni

Hobbit: niespodziewana podróż

Wzruszając0-zamulająca opowieść o ludziach poniżej metraczterdzieści zamieszkujących Śródziemię (jakby byli trochę wyżsi, to by mieszkali na śródmieściu). Zapowiada się na mega nudę. Tylko dla psychofanów Tolkiena.


(niżej jest kolejny tekst)

Niech ci, którzy myślą, że mnie skazali na wygnanie
wiedzą, że może to ja ich skazałem na pozostanie.

Bisz „Niesława”

Siedzę na murku nad Rudawą. Ostatnie promienie słońca spływają mi po twarzy. Leniwy podmuch wiatru próbuje skleić mi powieki. Mrużę oczy i wpatruję się w słońce chowające się za drzewami. I zastanawiam się jak wrócić po takiej przerwie.

Nie było mnie rok. W zasadzie to prawie półtora. Dokładnie to 493 dni. Po latach blogowania, po całych epokach, które minęły w międzyczasie, po tym jak z aktywności w mediach społecznościowych zrobiłem sposób na życie, postanowiłem wyciągnąć wtyczkę. Po prostu wylogować się i zniknąć z sieci. Powodów było sporo, o większości nikt nie wie, i to też nie czas ani miejsce, ale kilka jest na tyle oczywistych, że chcę się nimi podzielić. W zasadzie to muszę.

Unoszę wzrok znad błyszczącej matrycy telefonu, niebo jakiś czasem temu z błękitu przeszło w pomarańcz, a teraz zalewa się purpurą. Piękny impresjonistyczny obraz. Sztuka najwyższej próby, którą za rzadko doceniam. Niebieskie światło telefonu woła o uwagę, wracam do niego i dochodzi do mnie, że powrót po takim czasie jest niemożliwy. Trzeba zacząć od początku. Od zera.

Ale po kolei.

Czy zdjęcie mojego śniadania zmieni świat? 

Czy moja samojebka pomoże w walce z głodem? Czy mój wpis na blogu o Czarnym Proteście przebije się przez mur memów z kotami i mdłych fotek słodkich bombelków? Czy Twoje serduszko pod moim postem jest faktycznie zostawieniem kawałka serca, czy tylko nieświadomym stuknięciem palcem? Jak bębnienie o blat ławki w trakcie nudnej lekcji. Czy w ogóle są jeszcze jakieś działania w internecie, które podejmujemy świadomie? Randkowanie? Zakupy? Chyba tylko kliknięcie przycisku „wyloguj”.

Blogowałem od jesieni 2011. PONAD. SIEDEM. LAT. Czy było warto poświęcić na to tyle czasu? Czy coś zmieniło to w Twoim życiu? Chyba nigdy nie udawałem, że piszę tylko dla siebie. Po co to ciągnąć, jeśli jestem dla odbiorcy tylko mikroekspresją w trakcie obrad na tronie? Jestem?

Blogowałem od jesieni 2011. Co te 7 lat zmieniło w moim życiu? Bardzo dużo. W zasadzie to wszystko. Na lepsze. Chociaż, czy na pewno?

Nie trzeba wierzyć w to co się robi, by to robić. Czasami wystarcza chcieć zarabiać na tym pieniądze. 

Większość branży rozrywkowej działa w ten sposób. Cały kapitalizm jest na tym oparty. Ale ja chciałem być inny i chciałem żyć inaczej. Więc kiedy paląca potrzeba odpowiedzi na najważniejsze pytanie nie została zaspokojona, odepchnąłem klawiaturę, żeby się nie poparzyć. Odepchnąłem ją na rok. 

To pytanie brzmiało: czy ja w ogóle mam jeszcze coś do powiedzenia?

Zatrzymać kołowrotek

„Zatrzymajmy się w pędzie, nikt nie pamięta po co biegnie. Czy na pewno po szczęście? Czy sam bieg nie jest biegu sensem?” rapował Eldo w utworze „Plaża” w 2003 roku. Ja w ’96, siedząc w zadymionej kuchni u mojej sąsiadki z mieszkania z naprzeciwko, wpatrywałem się w chomika wchodzącego w nadświetlną w kołowrotku i miałem podobną rozkminę. Czy biega w kółko, bo nie wie, że może rzucić wszystko w cholerę i wyjechać w Bieszczady, czy dlatego, że sprawia mu to przyjemność?

Przekonać można było się tylko w jeden sposób. Zabierając chomika w Bieszczady.

Nie ma już internautów. Są za to cyfrowo wykluczeni

Pierwszy miesiąc był cudowny. A świadomość, że mogę być poza Facebookiem, Instagramem i blogiem, i już nie muszę się bić o utrzymanie zasięgów, uwalniająca.

Kojarzysz ten moment na domówce, kiedy kończy się alkohol, a zgonów jest więcej niż pustych butelek, ale mimo to nie chcesz wyjść, bo cały liczysz, że jednak jeszcze coś się wydarzy? To byłem ja. Gdy podjąłem decyzję, że znikam z sieci, czułem się jakby ktoś wypuścił mnie z piwnicy. Odzyskałem życie, które dawno temu przegrałem z kimś w karty.

Patrzyłem na ludzi przepychających się w komentarzach pod postami, które jutro przestaną istnieć w czyjejkolwiek świadomości, i nie miałem pojęcia po co to robią. Nie przypominam sobie ani jednej afery na Fejsie, w której ktoś kogoś przekonał. Poświęcamy czas, energię i nerwy, a efekt jest taki jakbyśmy grali w tenisa na błocie. Na końcu wszyscy jesteśmy brudni. Czasem człowiek nawet nie zdąży się umyć przed kolejnym meczem.

Cieszyłem się, że jestem poza tym cyrkiem. Przez pierwszy miesiąc. W drugim po prostu byłem poza.

Podgrupę tak długo określa się specyficzną nazwą, jak długo jest mniejszością w danej społeczności. Gdy zaczyna stanowić większość, nazwa znika. Bo większość to „my”, a „my” nie potrzebujemy klasyfikujących łatek. To „oni” ich potrzebują.

Nikt już nie mówi na użytkowników Facebooka facebookowicze, czy na ludzi, korzystających z Instagrama instagramowicze. Zbyt wielu Polaków ma dostęp do internetu by wciąż nazywać ich internautami. To oczywiste, że każdy jest w sieci. To po prostu „my”. Dziwne jest jeśli kogoś tam nie ma.

W 2020 próba oddzielna świata online i offline, to próba oddzielenia ciała od duszy. Virtual i real to w tym momencie jedna zazębiająca się rzeczywistość. Zazębiająca się tak bardzo jakby miała szczękościsk.

Więcej osób zobaczy mój status na Facebooku i zdjęcie na Instagramie niż kiedykolwiek mnie pozna i zamieni ze mną słowo. Na podstawie tego, co wrzucę do sieci, wyrobi sobie opinię na mój temat i namaluje w głowie mój obraz. Który może być na tyle brzydki, że nie będzie chciała podać mi ręki, gdy spotkamy się fizycznie. Czy z malunku może wyjść paszkwil zamiast laurki mimo najszczerszych chęci pozującego? Może. Czy to sprawiedliwe, że na podstawie szczątkowych informacji w sieci budujemy sylwetkę realnego człowieka? W ogóle. Ale tak już jest. Bez względu na to, czy nam się to podoba, czy nie.

Ludzie w całej Polsce wychodzą protestować na ulice, bo ktoś założył wydarzenie na Fejsie. Virtual – real. Ludzie w internecie podają sobie link do wpłaty pieniędzy, bo mama pewnej dziewczynki w Poznaniu jest chora. Real – virtual. Ktoś idzie do więzienia, bo prowadził trollkonto na Twitterze. Virtual – real. 

Działania podejmowane w rzeczywistości są komentowane w sieci, komentarze w sieci popychają do podejmowania działań w rzeczywistości. I na odwrót. Granica między analogiem i cyberprzestrzenią przestała istnieć, kiedy wszyscy ją przekroczyliśmy, by sprawdzić czy trawa pod drugiej stronie jest bardziej zielona. 

Możesz nie brać udziału w dyskusji, ale to nie znaczy, że bez Ciebie się ona nie odbędzie. Po prostu ktoś podejmie decyzję bez Twojego udziału. 

Takie są konsekwencje bycia poza.

Wypchnij godlewskie z ramówki, to przestaną istnieć

Bóg umiera, kiedy traci ostatniego wyznawcę, zmarli giną ostatecznie, gdy znika o nich pamięć. Jeśli chcesz żeby coś przestało istnieć w przestrzeni publicznej, przestań poświęcać temu uwagę.

Patostreamerzy, kruszwile, chajzerowie, godlewskie, youtuberzy bijący się za pieniądze. Oni nie znikną dlatego, że będziemy ich potępiać. Oczywiście wyrażanie sprzeciwu wobec patologii jest ważne, ale w dobie popularności jako nadrzędnej waluty, popularności jako celu samego w sobie, nie ma znaczenia, czy mówimy o nich dobrze, czy źle. Istotne jest wyłącznie to, że mówimy. Jak długo nie przekręcamy nazwy, tak długo dokładamy cegiełkę do budowania ich zasięgu. To absurdalne, ale tak to działa. Z każdym publicznym atakiem w ich stronę stają się tylko silniejsi. Hydra.

Kiedy tylko ktoś wskazuje ich palcem jako antyprzykład, ktoś inny właśnie się o nich dowiaduje i za tym palcem podąża, znajduje ich i zostaje na dłużej. Tak z ciekawości. Bo jeśli wszyscy o czymś mówią, i to głośno, to musi być to ciekawe. Prawda?

Doby nie da się rozciągnąć. Ten talon na 24 godziny życia, który dostajemy każdego dnia jest niewydłużalny. Jeśli oś czasu między 0:00, a 24:00 wypełnisz oglądaniem tutoriali makijażowych, czytaniem felietonów o popkulturze i przeglądaniem zdjęć ładnych ludzi na tle jeszcze ładniejszej przyrody, to w najgorszym wypadku po prostu stracisz dzień. Ale nie będziesz w stanie już upchnąć w nim prezentera TVN napastującego kobiety, czy patoyoutubera zachęcająco dziecko do napastowania kobiet. A jeśli to nie zmieści się na Twojej osi czasu, osi czasu Twoich znajomych, i ich znajomych, to nikt nie poda tego dalej. Śmieci zostaną w koszu.

Nie chcę, żeby moje dziecko kiedyś spytało mnie, dlaczego nic nie zrobiłem by powstrzymać degeneratów wdrapujących się na świecznik dla celebrytów. Jeśli moje teksty na blogu pomogą ich wypchnąć z czyjejś ramówki, to chyba warto.

Małe kroki = wielkie zmiany

Żeby strzaskać lustro jeziora nie trzeba wrzucać do niego głazu. Wystarczy żwirek.

Żeby powstrzymać koronawirusa wystarczyło myć ręce i zachować fizyczny dystans.

Jesteśmy na skraju katastrofy klimatycznej. Produkcja mięsa ma w tym spory udział. Jak ludzie mają przerzucić się na wege, jeśli nikt im nie pokaże, że takie jedzenie też jest dobre?

Może zdjęcie mojego śniadania jednak zmieni świat?

Jak opiszę swoją pustkę? „Przezroczysta”

Jesteśmy formą. Kształtem. Dziecięcą foremką, do której trzeba wsypać piach. Konturem, czekającym na pokolorowanie.

Po wydaniu drugiej powieści chciałem usiąść i pisać kolejną, bo miałem wstępne szkice trzech następnych, ale wiedziałem, że muszę poczekać. Między maratonami trzeba robić przerwy, jeśli nie chce się doprowadzić do kalectwa. Tylko psychopata z premedytacją płodziłby coś co jest kalekie. A to nie ja. Ja to duma i szczęście z każdej strony maszynopisu i walka o dziesiątkę w skali Apgar. Ale musiałem zrobić przerwę.

I weź teraz wyciągnij sobie to wypełnienie, co je miałeś w sobie i spróbuj oddychać jak płuca schowałeś do szuflady. Weź podpisz się pod hasłem, że zielony to kolor szczęścia, jak w lustrze widzisz, że jesteś bezbarwny. Weź zbierz myśli, jak echo grochu rzucanego o ścianę pustego pokoju rozsadza Ci łeb.

No to wziąłem nowy zestaw kredek i koloruję to puste pole.

Dziękuję

Kiedy ktoś usuwa mnie ze znajomych na Facebooku, nie wiem o tym. Kiedy ja usuwam kogoś, on też nie jest tego świadomy. Nikt z nas nie dostaje powiadomienia „Hej, Andrzej Nowak właśnie stwierdził, że wymaże Cię z listy osób, z którymi będzie dzielił się prywatnymi szczegółami swojego życia!”. Po prostu przestajecie się pojawiać na swoich tablicach. Dyżurny zrobił użytek z mokrej gąbki.

Kiedy stwierdziłem, że chcę zniknąć, nie spodziewałem się, że ktokolwiek to zauważy. Bo niby w jaki sposób? W lawinie informacji zasypującej Cię przy każdym odblokowaniu telefonu miałbyś zauważyć, że brakuje moich dwóch płatków śniegu? Nie ma szans. A jednak.

Dziękuję każdemu, kto napisał do mnie z pytaniem czy coś się stało, każdemu, kto postanowił sprawdzić czy wszystko w porządku. To przemiłe i wzruszające, a przede wszystkim ogromnie podnoszące na duchu. W dobie powszechnej izolacji, w świecie, w którym sąsiad nie powie ci dzień dobry mijając cię na klatce schodowej, obcy człowiek martwi się o ciebie. Tak właśnie powinien wyglądać ten świat.

To nie musiała być świadoma potrzeba przerwy. To mogła być depresja. To mogło być coś naprawdę poważnego. Dziękuję za każdy przejaw troski o mnie, jesteście wielcy.

***

Dziękuję również wszystkim osobom, które dopytywały co z książkami. Wy też mieliście spory udział przy puszczeniu domina w ruch. Od dzisiaj „Lunatycy” i „To tylko seks” wracają do sprzedaży. Tymczasem na blogu widzimy się przed trzecim maratonem.

Superbohater czuwa – wywiad z SA Wardęgą

Skip to entry content

Jako jeden z pierwszych miałem zaszczyt i przyjemność przeprowadzić wywiad z najbardziej pozytywną postacią ostatni dni (a nawet i miesięcy). Mowa o człowieku, który czuwał nad naszym bezpieczeństwem w sylwestra – czyli SA Wardędze. My pisaliśmy o nim już jakiś czas temu tutaj, jednak wielki szum zrobił się wokół niego, po przypadkowym udziale w materiale przygotowywanym przez Superstację. Miłego czytania!

Grzeczny Chłopiec: Pierwsze pytania tendecyjne i banalne: od jak dawna zajmujesz się tym czym się zajmujesz, czyli kręcisz śmieszne filmiki?
SA Wardęga: Pierwszym filmem była walka sumo na rondzie i pojawił się on w czerwcu 2011, więc tą datę można uznać za początek. W sumie śmieszne filmiki kręciłem już w liceum, kiedy chodziliśmy z kolegami na wagary :)

Grzeczny Chłopiec: Czy przy wymyślaniu kolejnych pomysłów na swoje akcje mocno inspirujesz się Remim Gaillardem? Jak odbierasz ciągłe porównywanie cię do niego?
SA Wardęga: Jasne, że zainspirował mnie Remi i fajnie że niektórzy nazywają mnie Polskim Remim. Wiadomo są też ludzie, którzy hejtują i piszą „plagiat Remiego”. Owszem, „sumo” można uznać za swego rodzaju plagiat, ale Spiderman itd., to moje pomysły. Czy tylko Remi może robić jajca na ulicy? Ja robiłem żarty już 20 lat temu, uciekając z domu jako dwu latek :) Rozumowanie niektórych ludzi jest dla mnie niezrozumiałe.

Grzeczny Chłopiec: Dlaczego w ogóle to robisz – przebierasz się za superbohaterów, zaczepiasz ludzi na ulicach, prowokujesz otoczenie? To jakaś misja, niewyleczone ADHD, czy po prostu chcesz zostać sławny, zgarnąć furmankę hajsu i bujać się po bankietach?
SA Wardęga: Studiuję psychologię i dużo obserwuję ludzi. Wiele osób zbyt mało się uśmiecha. Wystarczy obserwować ludzi jadących czy to w metrze czy w tramwaju – wpatrzeni w okna, smutni, albo przysypiają. Uwierz mi, że gdy nad głowami wisi im zawieszony na metalowej rurce Spiderman lub naprzeciwko siedzi Batman, to od razu widać więcej uśmiechów, pojawiają się wesołe twarze itd. Kolejnym powodem jest udowodnienie, że Polacy wcale nie są drętwym narodem. Pamiętam jak kiedyś siostra oglądała ze mną film Remiego i powiedziała, że u nas od razu dostałby od jakiegoś narwańca w głowę. Po pół roku czasu zabawy jeszcze nikt mnie nie pobił, wiadomo czasem pogonił ;P

Grzeczny Chłopiec: Ja śledzę twoje poczynania od filmików ze Spidermanem, jednak najwięcej ludzi usłyszało o tobie w ostatnim czasie, po filmiku z Supermanem. „Superbohter czuwa” ma ponad 800 tys. wyświetleń w ciągu 10 dni, to dużo więcej niż najnowszy klip Dody w ciągu 2 miesięcy. Czujesz się popularny?
SA Wardęga: Spontaniczna scena przed kamerą „Superstacji” szybko zdobyła popularność, ale większą miał mój film Spiderman Warszawa. Przez trzy pierwsze dni miał on około miliona wyświetleń. Niestety został skasowany. Do końca nie wiem jaki był powód, ale po opowieściach policji ze starówki, mam już kilka teorii ;P Nie czuję się popularny. Mam sporo wyświetleń, ale zazwyczaj jestem zamaskowany. Wiele ludzi ogląda jeden z moich filmów np. widząc go na Kwejku lub Joemonsterze, uważa go za zabawny, ale nie odwiedza mojego kanału i nie wie, że jest tego więcej, a szkoda, bo bardzo cieszą mnie lajki i suby :)

Grzeczny Chłopiec: Możesz spokojnie chodzić po ulicach? Ludzie cię rozpoznają? Zaczepiają? Jak reagują gdy cię widzą?
SA Wardęga: Wiadomo, że jak jestem w przebraniu to wiele osób chce zdjęcia, ale każdy kto założyłby zabawny kostium spotkałby się z tym samym. No chyba, że miałby twarz mordercy. Reakcje są różne. Czasem opadają mi ręce. Jeszcze jestem gotowy zrozumieć pomylenie Spidermana z Supermanem, gdyż mają podobne barwy, ale kiedy idę jako Superman a słyszę „patrz Batman” to nie wiem co o tym myśleć :D

Grzeczny Chłopiec: Wracając do twoich filmików, to ile razy podczas kręcenia „Super Toilet” zatrzymała cię policja/straż miejska? Często zdarza ci się spędzać noc na dołku?
SA Wardęga: Podczas kręcenia Super Toalety obyło się bez zatrzymań policji i bez mandatów. Na komisariacie nigdy nie byłem, choć policjanci mnie tym straszyli. Pierwszy mandat dostałem dopiero kręcąc Supermana, ale nie miałem drogi ucieczki i musiałem polec :[

Grzeczny Chłopiec: Czemu prześladujesz służby mundurowe i osoby duchowne? Czy Ryszard Nowak (szef Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami, człowiek, który notorycznie pozywa muzyków) złożył już na ciebie doniesienie do prokuratury?
SA Wardęga: Nie znam człowieka. Nie prześladuję osób duchownych, a co do służb mundurowych to zazwyczaj sami zaczynają :P Będąc Spidermanem zauważyłem policjantów spisujących ulicznych grajków. Jako superbohater musiałem dowiedzieć się co się takiego stało. Niestety policjant nie był miły i powiedział żebym się nie interesował. Wytłumaczyłem mu, że przecież jestem Spidermanem i to co się dzieje na mieście to akurat moja sprawa. Zażądał wtedy ściągnięcia przeze mnie maski na co się nie mogłem zgodzić, po czym wezwał posiłki. Finał akcji widać na filmie o Spidermanie. A potem płacz i lament bo się internauci śmieją, że pałka wypadła. Nie ma co zaczynać z superbohaterem.

Grzeczny Chłopiec: W zapowiedzi najnowszego filmiku, wyskakujesz ze zwykłych ciuchów, zamieniając się w Supermena podczas wykładu na jednej z warszawski uczelni. To twoja uczelnia? Jak zareagował prowadzący? Będzie zaliczenie w pierwszym terminie?
SA Wardęga: Tak to moja uczelnia, WSFiZ w Warszawie. Jak już wspomniałem studiuję Psychologię i na tym kierunku wykładowcy są bardzo mili, niektórzy nawet mi kibicują. Niestety, na moich zajęciach nie ma pełnej auli. Z tego powodu zakradłem się na zajęcia innego kierunku. Wykładowca był pozytywnie nastawiony, do czasu kiedy jakiś podlizuch nie pokazał mu Grzywacza z aparatem, czyli mojego kamerzysty. Wtedy wykładowca wezwał ochronę, kazał skasować materiał oraz zabronił publikacji go w internecie. Jak widać nie posłuchałem. Zwiastun zniknie gdy pojawi się prawdziwy film ;P

Grzeczny Chłopiec: W swoich filmikach wchodzisz w interakcję z całym dostępnym otoczeniem, zarówno infrastrukturą miejską jak i ludźmi, niejednokrotnei czyniąc spore spustoszenie. Uważasz, że są jakieś granice, których nie można przekroczyć w tym co robisz? Byłbyś w stanie poprowadzić mszę albo „pożyczyć” karetkę? Co według ciebie jest przegięciem?
SA Wardęga: Staram się nie mieszać w religię, ograniczyć politykowanie ;P Niestety pewnego pięknego dnia obrońcy krzyża spod pałacu prezydenckiego bez powodu przebili mi strój sumo. Jest to dla mnie niezrozumiałe, ponieważ dzień wcześniej przy owacji moherowych beretów, w tym samym stroju pomagałem im nosić namiot. Cóż, to oni zdecydowali się zepchnąć naszą znajomość na wrogie tory. Od tego czasu często ich odwiedzam i nie koniecznie są z tego powodu zadowoleni. Wracając do pytania, w tym co robię staram się nie robić nikomu krzywdy. Pożyczenie karetki mogłoby tę krzywdę wyrządzić, gdyż mogłaby być ona właśnie komuś potrzebna. Ale jest wiele innych ciekawych rzeczy do „pożyczenia” :D

Grzeczny Chłopiec: Jak na twoją twórczość reagują najbliżsi – przyjaciele, znajomi, rodzina? Czy twój tata dopinguje cię w tym co robisz? Jest z ciebie dumny?
SA Wardęga: Znajomi i przyjaciele są bardzo pozytywnie nastawieni. Często pytają kiedy kolejny film. Rodzina oglądając filmy również się śmieje, ale według nich powinienem zająć się poważną robotą, a nie głupotami. Mama często boi się, że podczas nagrywania ktoś mnie pobije, bądź ja kogoś skrzywdzę.

A teraz parę pytań od naszych czytelników:

Czytelnicy Stay Fly: W Polsce ciężko znaleźć budkę telefoniczną z prawdziwego zdarzenia. Gdzie w takim razie przebierasz się z ubrań cywilnych w strój superbohatera?
SA Wardęga: W moim batmobilu :D

Czytelnicy Stay Fly: Ilu osobom już uratowałeś życie?
SA Wardęga: 731, albo 732 bo nie wiem czy liczyć taką jedną.

Czytelnicy Stay Fly: Czy już w dzieciństwie walczyłeś ze złem?
SA Wardęga: Oczywiście, wychowany na anime od zawsze byłem gotów wybawić świat.

Czytelnicy Stay Fly: Odwiedzisz fanów w Sosnowcu? lub chociaż wpadniesz na parapetówkę do Asi Biedrony?
SA Wardęga: Nie znam człowieka. Kiedyś pewnie zawitam :D

Czytelnicy Stay Fly: Pixy czy kwasy? Dużo jarasz?
SA Wardęga: Nie biorę narkotyków, czasem odwiedza mnie koleżanka Marysia, pośmiejemy się, pogadamy i to tyle. Alkoholu też nie używam, gdyż muszę być w formie i ciężko ćwiczyć, bo co jeśli zabraknie mi sił by uratować jakąś niewiastę?

Czytelnicy Stay Fly: I na koniec pytanie bez, którego nie mogło się obejść – masz jakąś Mary Jane albo inną Lois Lane?
SA Wardęga: Odmawiam udzielenia odpowiedzi na to pytanie ;)

Grzeczny Chłopiec: Ostatnie słowo na dla czytelników Stay Fly?
SA Wardęga: Jakby coś wzywajcie, numer znacie, a jak nie to zgłoście problem do straży miejskiej, oni znają bo wydzwaniają.



Premiery filmowe 2012 – Część #1 kontynuacje

Skip to entry content

Wygląda na to, że zima w tym roku jednak będzie. Tu u mnie za oknem coś popruszyło, ale jest za ciepło i śnieg znikł w minucie. Synoptycy zapowiadają mimo wszystko, że od połowy stycznia będzie biało. Na ocieplenie tej zimowej perspektywy (której nie jestem fanem), przygotowałem dla was zestawienie zapowiedzi najciekawszych filmów, które mają się ukazać w 2012.

Pierwsza część przeglądu premier, to kontynuacje, czyli wszelkie sequele, presequele, tasiemce i takie tam. Zapraszam do lektury, a w zasadzie to do filmtury.

SEQUELE, PREQUELE, RESTARTY, REMAKI

Sherlock Holmes: Gra cieni

Nowa część przygód Sherlocka już śmiga po ekranach kin. Dzięki uprzejmości mojej wybranki, miałem okazję oglądać „Grę Cieni”. Film bardziej przypomina Jamesa Bonda przeniesionego w czasie do innej epoki, niż faktycznie Holmesa, którego znamy z książek. Dużo gadżeciarstwa, wybuchów, akcji, bójek itp. Aż dziwię się, że to dziewczyna mnie na to wzięła.

premiery kinowe 2012

American Pie: American Reunion

13 kwietnia (akurat na wiosnę) pojawi się czwarta część kultowej amerykańskiej komedii. Piszę czwarta (a nie siódma czy tam ósma), ponieważ będzie to oficjalna kontynuacja, w której wystąpią wszyscy aktorzy grający w poprzednich częściach. Nie zapowiada się na mega szał i opad szczeny, raczej będzie to średniak, ale na bezczelność Stiflera zawsze miło popatrzeć.

mEN IN bLAck 3

Faceci w czerni 3

Bieganie z pistoletem i strzelanie do kosmitów, czy to może się kiedyś znudzić? Skoro powstają nieustannie kolejne filmy o zombie, to ufoludki też powinny dać rade. Po licznych problemach scenariuszowo-budżetowych, Tommy Lee Jones i Will Smith znów chwycą za wyrzutnie cytoplazmy. Będzie dużo efektów, świrowania i skoki w czasie, czyli standard, który możemy znaleźć w większość aktualnych filmów akcji.

Ice Age 4

Epoka Lodowcowa 4

Naprawdę dziwię się, że po trzeciej części nie dali sobie spokoju. Lubię opowieści o milusińskich zwierzakach, będące alegorią życia ludzi, jednak ile można? Wiewiórka ponownie zniszczy spokój na ziemi wbijając orzecha (w bardzo efektowny sposób) na początku lipca. Oczywiście w 3D.


Spiderman 4

Niesamowity Spider-Man

6 lipca człowiek-pająk zaatakuje nasze kina po raz czwarty. Tym razem będzie się tłuk z Jaszczurem. Jako, że jestem fanem komiksu i pamiętam jak bajka latała jeszcze w polskiej telewizji, to wybiorę się z pewnością.

Batman: Dark Knight Rises

Batman: Mroczny rycerz powstaje

„Mroczny Rycerz” był kozacki, Incepcja jeszcze lepsza. Christopher Nolan (reżyser obu) i w tym przypadku nie powinien dać ciała. Batman, podobnie jak Spiderman, to superbohater wszechczasów. Każdy kolejny film czy dobry czy zły (ale zazwyczaj dobry) trzeba zobaczyć. W tej części człowiek-nietoperz ujarzmiał będzie Bane’a.

Madagaskar 3

Madagaskar 3

Znowu milusińskie zwierzątka.  Król Julian (aktualnie król Facebooka) i banda pingwinów będą kręcić bekę po raz trzeci dokładnie 3 sierpnia. Zwierzyniec wybiera się na wycieczkę po Europie. Nie zapowiada się animowany Eurotrip, ale przyjemny, lekki film bez przesłania na niedzielnego kaca.

James Bond 24

James Bond: Skyfall

Byli superbohaterowie, to teraz superagent. Po „Casino Royale” były ochy i achy, po „Quantum of Solace” lekkie utyskiwania. 24-tą część podbojów miłosnych brytyjskiego samca alfa, ma reżyserować Sam Mendes – człowiek, który bardziej kojarzony jest z dramatami niż filmami akcji. Biorąc pod uwagę, że fabuła nie będzie nawiązywać do poprzednich części i nie ma jeszcze żadnego trailera, to nie mam najmniejszego pojęcia czego się spodziewać.