Close
Close

Restauracja „W starej kuchni” na Świętego Tomasza

Skip to entry content

Znów w „Fly Food” odchodzimy od reguły opisywania miejscówek, gdzie można zjeść za dychę. Po dobrze przyjętym przez was artykule o restauracji Adama Gesslera, postanowiliśmy dalej pójść tym tropem i sprawdzać inne mało „studenckie” miejsca, gdzie można zjeść za w miarę „studencką” cenę. Tym razem byliśmy w restauracji „W starej kuchni”, która jest 3 kroki od rynku – na Świętego Tomasza.

„W starej kuchni” bardzo polecał mi Łukasz, jednak mimo, że mamy zbieżne gusta, to podchodziłem z dystansem. Okazało się, że niepotrzebnie. Knajpa ma bardzo miły klimat – ma swojski wystrój, nie jest specjalnie ciasno, ani tłoczno i jak to powiedział jeden z moich znajomych „nie ma teatralnej atmosfery”. Obsługa kłania się w pas, aczkolwiek nie jest natarczywa. Kelnerzy mają kelnerskie (a nie mcdonaldowe jak w niektórych miejscach) uniformy, kucharze kucharskie. Jeśli chodzi o aspekty wizualne i ogólną estetykę jest wporzo.

Przechodząc do jedzenia, oczywiście bałem się cen. Na śniadanie jadam chleb ze smalcem, na obiad ryż z wodą, a kolację (idąc śladami Stachurskiego) czerpię z energii księżycowej, miałem więc nadzieję, że nie stracę resztki stypendium socjalnego na jeden obiad. Nie było tak źle. Od poniedziałku do piątku do godziny 18:00 mają ofertę specjalną, w której są 4 stałe zestawy obiadowe, każdy po 15 złotych. Biorąc pod uwagę, że w skład zestawu wchodzi poczęstunek/przystawka, zupa, drugie danie i kompot, to naprawdę uczciwa cena.

Jadłem zestaw I, II i III – wszystkie porównywalne smakowo i jakościowo – jednak o zdjęciach pamiętałem tylko przy trzecim.

Kraków – gdzie warto zjeść?

Przystawka – pita i masło czosnkowe

Pita, jak to pita – kawałek ciasta. Trudno ją zepsuć (chyba, że się spali), trudno też żeby wyszła jakoś specjalnie oszołamiająco. Po prostu placek. Na szczególną uwagę zasługuje natomiast masło czosnkowe, które do niej podają. Jest świetne. Mimo tego, że po posiłku już do końca dnia mogę zabijać wampiry, to trudno mi sobie go odmówić. Jest tak dobre, że często dodaję go też do zupy i drugiego dania.

 

Zupa – rosół

Rosołek (przez całe dzieciństwo moja ulubiona zupa) jest bardzo smaczny. Nie jest rozcieńczony wodą, pływają w nim grube oczka i kolor też ma taki jak trzeba. Makaron nierozgotowany, marchewka i pietruszka w odpowiednich proporcjach, wszystko się zgadza. Smak bez zastrzeżeń, blisko mu do babcinego. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić, to że mogliby go lać trochę więcej.

 

Drugie danie – kurczak w cieście piwnym

Nie jest wielkim fanem kurczaka, bo z przyczyn ekonomicznych trochę za często występuje w mojej diecie, ale wszystkie wariacje na jego temat ochoczo testuję. Wyżej przedstawiona wersja w cieście piwnym nie jest szczytem ekstrawagancji, ale smakuje co najmniej dobrze. Jest odpowiednio dopieczona i kruchutka, a ciasto zostawia miły posmak. Ziemniaczki/talarki są nawet fajniejszą opcją, niż standardowe frytki. Są ładnie zarumienione i soczyste. O surówkach z marchewki i selera nie ma co pisać elaboratów, są po prostu świeże i kucharz nie dodaje do nich jakichś dziwnych przypraw. Co do kompotu, którego akurat nie ma na żadnym zdjęciu, to czuć, że nikt nie pożałował owoców przy produkcji. Odpowiednio schłodzony smakuje pysznie i dobrze dopełnia jedzenie.

Szama w „W starej kuchni” jest dobra z plusem i ładnie podana, a porcje w sam raz. Nie dają tak dużo żeby się przejść i też raczej trudno wyjść stamtąd głodnym. Byłem tam kilukrotnie i nie zdarzyło mi się żeby coś mi nie smakowało, albo żebym wyszedł niezadowolony. Biorąc pod uwagę jakość, ilość, cenę i lokalizację, to warto odwiedzić to miejsce (nawet parę razy). Polecam!

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST

10 typów ludzi, których nie chcesz spotkać na ulicy

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z Krajową Radą Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego

Wiesz, że mamy jeden z najwyższych współczynników śmiertelności w wypadkach drogowych w Europie? Że w zeszłym roku w Polsce zginęło przez to 3026 osób? Bo 8 na 100 takich wypadków kończy się śmiercią? Ja też nie, dopóki nie przeczytałem raportu Biura Ruchu Drogowego. Na ulicy pojawiam się i jako kierowca, i jako rowerzysta, a najczęściej jako pieszy, i trafiam na ludzi z każdej z tych grup, którzy zapominają, że nie są tam sami. Przez co wolałbym ich nie spotykać.

Młody gniewny

Odebrał prawko w zeszłym tygodniu i jeszcze dobrze nie opanował sprzęgła, ale już chce lecieć stówką w terenie zabudowanym. Najlepiej ruszając z trójki. Wziął sobie do serca słowa wujka Wiesia na ostatnich imieninach cioci Marzeny, że tak jak na egzaminie, to już nie pojedzie nigdy w życiu. Bo na egzaminie jeździ się, żeby zdać, a w życiu, żeby zdążyć na obiad. Dlatego nigdy nie zatrzymuje się na zielonej strzałce. Przed torami kolejowymi też. I na stopie też nie, jak nic nie jedzie.

Najwięcej wypadków ze skutkiem śmiertelnym spowodowały osoby w wieku 18-24lata.

Rebeliant

Anarchia, wolność i leki na receptę bez recepty dla wszystkich! Buntownik z wyboru, już w przedszkolu walczył o swoją niezależność otwarcie ignorując poobiednie leżakowanie, kontynuując drogę rewolucjonisty i pisząc „mój” przez u otwarte aż do matury. Nikt nie narzuci mu, że białe jest białe, a czarne jest czarne, a tym bardziej, że nie może przechodzić na czerwonym. Czy Luke Skywalker trzymał się zasad narzuconych przez imperialistyczny system? No właśnie!

Janusz biznesu

Miałeś kiedyś w trakcie jazdy tak ważny telefon, że aż zjechałeś na pobocze, żeby go odebrać i porozmawiać? Tak? No i po co to wszystko? Trzeba było jedną ręką trzymać słuchawkę, drugą dźwignię zmiany biegów, zębami kierownicę, a rzęsą włączyć kierunkowskaz. Zestaw słuchawkowy? Głośnomówiący? Bluetooth w uchu? A co Ty z Holiłudu jesteś, czy ze Star Treka? Prawdziwy byznesmen potrafi zmieniając pas ruchu, wyprzedzając na trzeciego i odpalając czerwonego Viceroya w tym samym czasie odebrać ważny telefon. Czyli każdy telefon, bo w byznesie wszystkie telefony są ważne.

Kierowcy jadący 100 km/h i trzymający komórkę przy uchu hamują średnio o 14 metrów później niż nierozmawiający.

Klubowóz

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Co?

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Co mówiłeś?

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Nie słyszę…

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– W końcu przejechał, możesz powtórzyć?

Najwięcej wypadków śmiertelnych jest w piątek i sobotę.

W dni imprezowe.

Ostatnia szara komórka

Koniom zakłada się klapki na oczy, żeby nie patrzyły na boki, a ludziom wkłada w ręce smartfony. Świecący prostokąt przed twarzą i całe otoczenie przestaje istnieć. O ile w przestrzeniach zamkniętych można po prostu popsuć sobie wzrok, o tyle w terenie otwartym można zepsuć sobie nogi, ręce, żebra albo życie. Na przykład przechodząc przez ruchliwą ulicę wpatrzonym w komórkę.

Niespokojna noga

Zwany też lowriderem dla ubogich. Przyśpiesza, zwalnia, przyśpiesza, zwalnia, przyśpiesza, zwalnia, a auto się gibie jak na teledysku do „Still D.R.E.”. Zatrzymuje się zawsze metr za linią stopu na światłach, a gdy stoisz na pasach, nigdy nie wiesz, czy nie zatrzyma się na Tobie. Ani czy nie wjedzie Ci w tyłek, jeśli stoisz przed nim w korku i ruszysz ćwierć sekundy później niż on.

Niezachowanie bezpiecznej odległości między pojazdami, jest jedną z głównych przyczyn wypadków na prostych odcinkach.

Usain Bolt

Rusza z bloków startowych w momencie, gdy w autobusie po drugiej stronie ulicy zamykają się drzwi i biegnie do nich jak po karpia na Wigilię. Ignorując wszystkich uczestników ruchu drogowego dookoła. Gdyby któryś z kierowców samochodów cudem omijających go miał gorszy dzień, albo bardziej zużyte klocki hamulcowe, do celu dojechałby na masce. Kończąc karierę sportową w szpitalu.

Oszczędny

Ładowanie akumulatora? 50 groszy.

Migacz boczny do Opla? 14 złotych.

Emocje z jazdy bez używania kierunkowskazów? Bezcenne!

Nieprawidłowe wyprzedzanie, jest jedną z głównych przyczyn wypadków na prostych odcinkach.

James Bond na rowerze

Szpieg w służbie Jej Królewskiej Mości realizuje tajne zadanie, od powodzenia którego zależą losy starego kontynentu, dlatego musi pozostać incognito. I jedzie na rowerze nocą bez oświetlenia i odblasków, zmieniając pasy jakby miał za sobą ogon odkąd wyszedł z MI6. Dzięki temu jest niewidzialny dla kontrwywiadu. I wszystkich pozostałych uczestników ruchu drogowego.

Szybki i wściekły

Wiesz po co w aucie jest pedał gazu? Żeby go używać! Dlatego dopóki nie czuje pod dużym palcem u prawej stopy podłogi, ciśnie. Ciśnie wyprzedzając ruszający autobus, ciśnie na gasnącym pomarańczowym i ciśnie wymijając matkę z dzieckiem na pasach. Jak im zrobi peeling pięt, to może nauczą się szybciej chodzić. Gdy nie może zasnąć po ciężkim dniu, bo męczą go wyrzuty sumienia, że przez półtorej minuty jechał prawym pasem, układa sobie w głowie, co by powiedział Vin Dieselowi jakby go spotkał. I jakim jechałby autem, gdyby kręcili „The Fast and the Furious: Zabrze Drift”.

W zeszłym roku główną przyczyną aż 7195 wypadków było niedostosowanie prędkości do warunków ruchu.

Kierowcy wczujcie się w rolę pieszych! Tylko wzajemne zrozumienie może zaprowadzić nas bezpiecznie do celu. Druga odsłona naszej kampanii. #kierowcaVpieszy

Opublikowany przez Krajowa Rada BRD na 25 września 2017

Ten tekst jest uszczypliwy, ale tylko po to, by zwrócić uwagę na zachowania, które mogą przyczynić się do tragedii. Niezależnie, czy jesteś kierowcą w nowej, błyszczącej strzale, czy pieszym, który musi zdążyć na tramwaj, zwracajmy na siebie uwagę i pamiętajmy, że nie jesteśmy sami na ulicy. Zaoszczędzimy sobie nerwów, zdrowia, a czasem i życia.

---> SKOMENTUJ

10 najfajniejszych naklejek na MacBooka

Skip to entry content

Niestety życie najczęściej bywa niesprawiedliwe. Ani nie mam swojego Porsche (tylko ciągle muszę pożyczać od dziewczyny), ani nie mam najnowszego MacBooka Air, ani nawet jednej oryginalnej polówki Lacoste. Przy czym to drugie boli mniej najbardziej. Nie dość, że mam zwykłą czarną Toshibę (nawet nie szarą) i każdego dnia muszę zmagać się z Windowsem, to jeszcze nie ma na nią żadnych fajnych naklejek. A na MacBooka są. I to jakie!

Sprawdźcie najfajniejsze 10 naklejek na sprzęt firmy Apple, jakie udało mi się znaleźć w sieci!

macbook stickers

#1 Iron Man

macbook stickers

 

#2 Apple vs. Google

macbook stickers

 

#3 Jabłko Ewy

macbook stickers

 

#4 Lord Vader

macbook stickers

 

#5 Apple Juice

macbook stickers

 

#6 Sex, sex, sex

macbook stickers

 

#7 Gnijąca Panna Młoda

macbook stickers

#8 Ogryzek

macbook stickers

 

#9 Epoka Lodowcowa

macbook stickers

 

#10 Homer Simpson

Wyrazu współczucia związane z tym, że również nie macie MacBooka i nie możecie udekorować swojej maszyny jedną z wyżej zaprezentowanych naklejek, możecie zostawiać w komentarzach poniżej.


---> SKOMENTUJ

Szykuje się prawdziwa rewolucja i nie mam tu na myśli studenckiego buntu przeciwko ACTA. Google ma zamiar zrealizować marzenie wszystkich fanów filmów science-fiction i groupies Jamesa Bonda. W czeluściach Doliny Krzemowej powstaje (a według plotek jest już na ukończeniu), projekt interaktywnych okularów. Okularów, dzięki którym będziemy mieć stały kontakt z cyberprzestrzenią i będziemy mogli się poczuć jak jeden z członków załogi Star Treka.

Project Glass to kawałek aluminiowej rurki, który pozwoli ci przeprowadzić wideokonferencję, sprawdzić pogodę, zaplanować dzień i posłuchać muzyki. To niewiele, wiem. Dlatego dzięki okularom od Google, możesz też sprawdzić jak dojść na tramwaj używając mapy w 3D, robić zdjęcia, kręcić filmy, wrzucać to na Google+, a wszystko za pomocą sterowania głosem. Brzmi niesamowicie i wygląda tak samo. Sprawdźcie tylko poniższy filmik.

Project Glass: One day…

Interaktywne okulary Google w akcji

Domyślam się, że Japończycy już nie śpią po nocach okupując ulice Palo Alto. Kolejki w dniu premiery będą pewnie większe niż za komuny, ale wcale się nie dziwię. Project Glass zatrząsł moim światem bardziej niż Barbara Białowąs. Według plotek, ma trafić do komercyjnego użytku jeszcze w tym roku, a jego cena ma oscylować między 250, a 600 dolarów. Jak na taki bajer, to tanio, aczkolwiek mam skrytą nadzieję, że ktoś wyśle mi go do testów.

Pomijając jednak oczywiste udogodnienia wynikające z jego właściwości, trzeba też pamiętać o zagrożeniach jakie może ze sobą nieść. Od raka mózgu począwszy, przez odpadające uszy, na utracie wzroku skończywszy. Tak, tak, promieniowanie dotyczy nas wszystkich. Warto również przemyśleć kwestię prywatności, która w tej sytuacji zupełnie przestaje istnieć. Google i tak już inwigiluje nas niemal w 100%, a po wprowadzeniu tego projektu w życie, będzie wiedzieć o tobie więcej niż sąsiadka z dołu i naprzeciwka razem wzięte.


---> SKOMENTUJ