Close
Close

Zamień odpady na kulturalne wypady

Skip to entry content

W drugiej połowie miesiąca będzie miał miejsce fajny event. 22 kwietnia będzie można wymienić śmieci na bilety do kina, teatru lub muzeum. Tak, tak – śmieci, nie przesłyszeliście się. Fundacja Ekorozwoju organizuje akcję, podczas której w zamian za odpady (czyli puszki, butelki, makulaturę, słoiki, baterie i małe sprzęty elektryczne) dostaniecie wejściówki do różnych kulturalnych miejsc.

Dobra, z tą liczbą mnogą to może faktycznie przesadziłem, bo za paczuszkę śmieci można dostać na głowę tylko jedną wejściówkę, ale zawsze to coś. Poza tym można próbować przebierać się, doklejać wąsy, zakładać okulary albo przyjść w kombinezonie NASA. Może akurat uda się ściemnić wolontariuszy.

Akcja „Zamień odpady na kulturalne wypady” odbędzie się na Małym Rynku. Start – godzina 10:00, koniec – 16:00. Instytucje które na dzień dzisiejszy potwierdziły, że przekażą bilety do rozdania, to:

Fantasy Park Kraków
Muzeum Lotnictwa Polskiego
Kino Sfinks
Ogród Doświadczeń
Krakowska Opera Kameralna
Filharmonia Krakowska im. Karola Szymanowskiego
Żydowskie Muzeum Galicja w Krakowie
Manggha – Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej
Aquarium i Muzeum Przyrodnicze
Kino Mikro
Muzeum Zoologiczne Uniwersytetu Jagiellońskiego

Tutaj macie natomiast konkretne zestawy śmieci, które trzeba przynieść żeby dostać wejścióweczki:

5 sztuk sprzętu elektrycznego małego (świetlówki, suszarki…),
1 sztuka sprzętu elektronicznego dużego (lodówka, telewizor, komputer),
10 butelek lub słoików szklanych,
10 butelek lub kubeczków plastikowych lub 40 sztuk foliówek,
10 puszek aluminiowych po napojach,
10 kartonów po napojach,
10 zużytych baterii,
5 kg makulatury

Oczywiście, żeby dostać zaproszenie, wystarczy przynieść jeden z wyżej wymienionych zestawów.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST

7 grillowych sztuczek, które warto znać!

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z piwem Tyskie i przeznaczony jest wyłącznie dla osób pełnoletnich

Jest kilka nierozłącznych par na tym świecie: Tom i Jerry, kawa i papierosy, Charles Xavier i Magneto, orzechówka i mleko, sandały i skarpety, piwo i grill. Z racji aktualnej pory roku, dziś zajmiemy się tą ostatnią, bo biesiada w plenerze, to coś co tygryski lubią najbardziej. Do tytułu MasterChefa mi jeszcze trochę brakuje, ale znam kilka grillowych sztuczek, które ułatwią Wam pichcenie mięska i relaks. Z warzywami w trosce o własne zdrowie wolałem nie próbować, ale podobno też działa.

Nie przedłużając, ruszamy z koksem, jak to zwykł mawiać Pablo Escobar!

Chłodzenie piwa

Jeśli spadła na nas gwiazdka z nieba i nie dość, że mamy dom to jeszcze ogródek przy tym domu, i nie dość, że mamy ogródek, to jeszcze basen w tym ogródku, to powinniśmy złożyć pączki z adwokatem w ofierze, a zaraz potem wstawić do basenu piwa przyniesione przez gości, bo na 99% nie zmieszczą się w lodówce, a picie ciepłego to jak jedzenie frytek bez soli. Może powodować powikłania.

Jeśli świat kocha nas trochę mniej i nie mamy tego basenu, to w radzeniu sobie z oziębianiem trunków pomaga wanna zalana zimną wodą, a jeśli świat kocha nas jeszcze mniej i nie mamy nawet tej wanny, to zawsze zostaje miska.

Jeśli natomiast robimy grilla w plenerze, to pobliskie jeziorko/strumyk, będzie w sam raz do zadania, a jeśli świat nie kocha nas w ogóle jak Skaza Simby i nieopodal nie ma żadnej wody, to przewijamy do następnego punktu.

Rozkładanie węgla

Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ale siatki foliowe poza pękaniem w najmniej oczekiwanym momencie mają jeszcze jedno zastosowanie: można ich użyć jako jednorazowe rękawiczki. Rozkładanie węgla na grillu ma to do siebie, że jak byś się nie starał i jak turbo precyzyjnie nie trząsłbyś opakowaniem, w którym jest, to i tak w pewnym momencie będziesz musiał go dotknąć łapą, bo w końcu przypomina Ci się, że musisz położyć pod niego rozpałkę.

Jak to zrobić, żeby nie wyglądać jak górnik po pracy? Założyć na dłoń jednorazówkę, w której przyniosłeś jedzenie.

Rozpalanie grilla

Tę grillową sztuczkę pokazał mi kumpel z Opola w trakcie jakichś prehistorycznych juwenaliów. Bierzesz zwykły długopis za 50 groszy, rozkręcasz go, wyciągasz wkład i dmuchasz w stronę węgielków, które chcesz rozpalić. Brzmi głupio? No brzmi i nawet tak wygląda, ale działa! Przez to, że dmuchasz wąskim strumieniem, a nie szeroko na całe otoczenie, powietrze trafia dokładnie tam gdzie ma trafić i momentalnie rozpala żar do poziomu płomieni. Minuta, góra dwie i grill rozpalony!

Aluminiowe tacki

Nie wiąże się z nimi żadna zajebista historia, ale dzięki temu, że ich używasz, jedzenie tak szybko się nie pali i nie musisz zdrapywać czarnej skorupy, gdy na moment odejdziesz od grilla, a akurat buchnie ogień, bo na węgle ściekł tłuszcz.

Znaczenie jedzenia keczupem

Ona chciała ten chudszy, on ten grubszy, a Monika to w ogóle słabo przypieczony i weź tu teraz ogarnij te kawałki bez pamięci fotogenicznej. Albo która kiełbaska jest czyja. Jest na to sposób, wystarczy powiedzieć, że jesteś śmiertelnie chory i jeśli sam natychmiast nie zjesz wszystkiego, to zaraz będzie trzeba dzwonić po karetkę. Ewentualnie wyprosić wszystkich do domów. Ostatecznie można namazać keczupem pierwszą literę imienia osoby, która rezerwuje dane mięso, ale nie wiem, czy poprzednie rozwiązania nie są lepsze.

Otwieranie piwa bez otwieracza

Otwieranie piwa bez otwieracza to umiejętność, którą nabywa się zazwyczaj w połowie pierwszego roku studiów, jednak wiele osób opuszcza te zajęcia, stąd kilka przykładów jak można to zrobić, nie urywając szyjki butelki.

Technika numer 1: puszką

Jedną dłonią obejmujesz butelkę, tak by palec wskazujący był zaciśnięty tuż przy kapslu, drugą łapiesz pełną puszkę i wciskasz jej krawędź między ów palec i ów kapsel, następnie dynamicznym ruchem naciskasz na nią jakby była dźwignią i gotowe. Wraz z czasem, gdy nabierzesz wprawy będziesz w stanie tym sposobem otwierać piwo jak szampana i strzelać kapslami w gości podjadających Twoje mięso.

Technika numer 2: drugą butelką

Mimo, że ta technika jest bliźniaczko podobna do poprzedniej, to poziom skomplikowania rośnie, ponieważ osobom niezaprawionym w bojach zdarza się źle ułożyć butelki i otworzyć inną niż się planowało. Aby do tego nie dopuścić i nie zafundować trawie i swoim butom kąpieli w piwie, należy zwrócić szczególną uwagę na butelkę, która służy nam za otwieracz i jej kapsel, mianowicie, jego ząbki nie mogą zahaczać o ząbki kapsla, którego chcemy się pozbyć. Jeśli ten warunek jest spełniony, to tak jak wcześniej, wystarczy zrobić dźwignię i wypatrywać tęczy na niebie.

Technika numer 3: kluczem

Wariant dla osób, które wolą otwierać trunki bez wystrzałów. Bierzemy klucz z ząbkami, Gerda i ten od samochodu odpada, podkładamy go od dołu i odginamy ząbki kapsla, obracając drugą ręką butelkę. Mniej więcej tak jak byśmy otwierali konserwę. Mniej efektowne, ale nie trzeba potem szukać kapsla z wykrywaczem metali w trawie.

Owijanie jedzenia folią

Sztuczka ostatnia, ale chyba najważniejsza z całej listy, bo pozwalająca zachować obłędną grillową stylówkę w stanie nienaruszonym. Jeśli nie mamy talerzy, a nie mamy, jeśli nie mamy śliniaków, a nie mamy tym bardziej, jeśli nie mamy tacek, a nawet jak mamy, to to i tak nic nie daje, to żeby nie uświnić się tłuszczem kapiącym z mięska, wystarczy uprzednio opakować je w bułę i całość owinąć folią aluminiową. Działa z kebabem, działa też w przypadku karkówki i pozwala zachować czyste dłonie, koszulkę i spodnie. Z sumieniem bywa gorzej.

To tyle z moich grillowych sztuczek na zostanie plenerowym MacGyverem, jak macie jakieś swoje, to śmiało podrzucajcie do komentarzy!

---> SKOMENTUJ

Grzeczny Chłopiec gotuje #1 – Calzone

Skip to entry content

W zeszłym tygodniu, na Wykopie, znalazłem przepis na calzone, czyli tak zwaną pizzę-pieróg. Jest to jedna z moich ulubionych potraw, zawsze gdy pojawia się na stole, choćbym nie wiem jak był najedzony, to trudno mi się oprzeć. Postanowiłem, że spróbuję swoich sił w starciu z bezlitosną kuchenką gazową i drożdżami, i upiekę to wyśmienite calzone (jak z Trzech Papryczek na Poselskiej). W niedzielę ustawiłem się z Łukaszem i Kubą na wspólne gotowanie i tak oto w prima aprilis zmagaliśmy się z kulinarnymi żywiołami.

life style blog

Przepis:

Z podanego przepisu wychodzi około 9 pierożków – 3 osoby się przejadły, a 2 calzone jeszcze zostały..

Ciasto:
* 500g mąki
* 40g drożdży
* łyżka cukru
* szczypta soli
* szklanka ciepłej wody (250ml)

Środek – farsz:
* szynka/salami
* ser żółty
* oliwki
* cebula
* pomidory
* oregano/zioła prowansalskie
* wnętrze ciasta wysmarowałem serkiem topionym Hochland

Sos: 
* jogurt bałkański
* czosnek (wciśnięty albo w proszku)
* papryka w proszku
* oregano/zioła prowansalskie

Manewry z ciastem:
*Mąkę wsypujemy do miski, następnie wyjmujemy drugą, mniejszą miskę (taką, żeby zmieściła się szklanka wody i trochę mąki) i wlewamy do niej ciepłą wodę. Wkruszamy do niej drożdże i mieszamy aż znikną grudki. Następnie bierzemy łyżkę stołową i z dużej miski przesypujemy 3, dosyć czubate, łyżki do miski mniejszej (z drożdżami i wodą) i mieszamy. Po wymieszaniu, przykrywamy miskę ścierką (najlepiej obie miski) i zostawiamy na 10 minut. W tym czasie możemy przygotować sos i pokroić rzeczy które włożymy do środka (pamiętajcie żeby schować do lodówki albo chociaż do szafki, bo ser potrafi szybko uschnąć).

lifestyle blog

Przebieg prac możecie zobaczyć poniżej:

Niestety z ciasta wyszedł nam trochę pierwszokwietniowy żart. Było za grube, bo zamiast 500g mąki wsypaliśmy całą paczkę, czyli kilogram, jednak pomijając ten mały szczegół było całkiem dobre. Środek, czyli farsz wyszedł świetnie. Sosik też bez zastrzeżeń. Gdyby nie to grube ciasto napisałbym, że było pyszne, a tak powiem tylko, że bardzo dobre.


---> SKOMENTUJ

Michał Szpak – „Rewolucja” – pierwszy klip!

Skip to entry content

Michał Szpak – wschodząca gwiazda muzyki rozrywkowej, drugie wcielenie Czesława Niemena i zarazem najprzystojniejszy mieszkaniec Jasła – przedwczoraj wydał na świat swój pierwszym teledysk. Po, bijącym rekordy sprzedaży, debiutanckim albumie „XI”, Michał znów sprowadza cały świat do swoich stóp. Wszystko za sprawą monumentalnego obrazu do ponadczasowego utworu „Rewolucja”, który jednocześnie jest oficjalnym hymnem Euro 2012.

Walory estetyczne teledysku są niepodważalne, bez zbędnej przesady można go nazwać najlepszym klipem tego millenium. Niebagatelny scenariusz, zjawiskowe wnętrza i efekty specjalne na hollywoodzkim poziomie i tak są niczym przy mistrzowskiej grze aktorskiej Michała Szpaka. Borys Szyc, zanim się sprzedał, mógłby się od niego uczyć jak to się robi. Klip od pierwszej, aż do ostatniej sekundy ogląda się z zapartym tchem.

Dodając do obrazu muzykę, która jest największym majstersztykiem z pięcioutworowej płyty Michała, trudno nie nazwać całości dziełem sztuki. Głębokie, filozoficzne teksty, rewelacyjny warsztat wokalny autora i produkcja muzyczna, której mogłaby pozazdrościć Madonna – to nie może nie być hit. Słucham tego od 2 dni nieustannie, moi współlokatorzy już dawno mają to na dzwonkach, a z półki z płytami zniknęły wszystkie wszystkie albumy Rihanny i Rycha Peji. Nie ma sensu słuchać innych nagrań – nieoficjalny zwycięzca X  Factor jest najlepszy!



---> SKOMENTUJ