Close
Close

„Jesteś Bogiem!” – 3 fragmenty filmu o Paktofonice

Skip to entry content

Po dłuuugim oczekiwaniu, w końcu pojawiły się trailery/zapowiedzi/fragmenty filmu o Paktofonice. O samym zespole nie będę się rozpisywał, bo tak jak wspomniałem przy okazji koncertu ku pamięci Magika, zna go każdy, a jeśli nie zna, nie ma sensu, żeby czytał dalej.

Sam film zapowiadano od dekady, scenariusz był gotowy od 7 lat, a książka ukazała się w 2008. Nie tylko ludzie ze środowiska spekulowali na temat formy filmu. Dominowały niepokojące głosy, jakoby miał to być kolejny gniot w stylu Blokersów, karykaturalnie przedstawiający hip-hopową kulturę w Polsce. Na szczęście już po 3 krótkich fragmentach, które możecie sprawdzić poniżej widać, że tak nie będzie.

Zaryzykuję stwierdzenie, że to będzie kultowy film. Aktorzy są bardzo dobrze dobrani. Ich stylizacje, słownictwo, zachowania, są bardzo spójne z tamtymi czasami. Całość dobrze oddaje klimat, który panował wokół hip-hopu w tamtych czasach. Wzruszyłem się, gdy wciągu paru sekund przeniosłem się do czasów, w których nosiło się smycze na szyi, żaden student nie słuchał rapu, a Krzysztofowi Ibiszowi nawet przez myśl nie przeszło, żeby założyć New Erę. „Jesteś Bogiem” opowiada o moim pokoleniu, pokoleniu niespełnionych marzycieli. Chcę go zobaczyć już! Już dzisiaj, najpóźniej jutro, ale premier dopiero 9 listopada… Choler jasna!

1

2

3

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST

Najgorsze co możesz zrobić, to żyć „chujowo, ale stabilnie”

Skip to entry content

Gdy ktoś pytał „co słychać?” i za bardzo nie wiadomo było co odpowiedzieć, żeby nie rozpoczynać litanii krzywd, w pokoleniu moich rodziców zbywało się rozmówcę hasłem „stara bida”, w moim pokoleniu natomiast powiedzenie to przeszło metamorfozę i brzmi „jest chujowo, ale stabilnie”.

– Jak w pracy?

– Jest chujowo, ale stabilnie.

– Jak ci się układa z Krystyną?

– Jest chujowo, ale stabilnie.

– Jak mieszkanie z teściami?

– Jest chujowo, ale stabilnie.

– Jak życie?

– Jest chujowo, ale stabilnie.

Uniwersalna odpowiedź na wszelkie drażliwe pytania, które wywołują w pytanym dyskomfort i przypominają jak źle jest mu w danej kwestii. Gdy wiesz, że praca, którą wykonujesz zupełnie Cię nie satysfakcjonuje i nie rozwija, związek, w który wpadłeś to ciepłe bagienko, a Twoje życie nie może wydostać się z zamkniętego rozdziału, rzucasz zabawne hasełko podłapane gdzieś w sieci i po sprawie. Mam wrażenie, że niektórzy obrali je sobie za ponadczasowe motto, bo mimo zmiany dat w kalendarzu, kursu dolara i sytuacji geopolitycznej, ich odpowiedź na pytanie „co słychać?” cały czas brzmi tak samo. I nie jest to „super!”.

Jeśli jesteś jedną z osób, która kieruje się zasadą, że nie ma nic złego w tkwieniu w gównie, jeśli tylko to gówno jest Ci znane i przewidywalne, to ten tekst jest dla Ciebie.

Stabilizacja w długiej perspektywie nie istnieje

stabilizacja – stan równowagi; utrwalenie jakiegoś stanu, położenia, zjawiska

Pamiętam jak w 2013 byłem na jakiejś domówce i paląc fajkę na balkonie, gość, od którego wziąłem ognia, spytał mnie czym się zajmuję. Gdy powiedziałem, że piszę bloga spojrzał na mnie jak nauczyciel na uczniaka, i spytał retorycznie „no fajnie, fajnie, ale co ty będziesz robił za 5 lat, jak moda na blogi się skończy?”. Ta jego pseudo troska zdradzająca poczucie wyższości była o tyle zabawna, że on sam zajmował się montowaniem anten satelitarnych. Do telewizorów. Czyli w dobie Netflixa, HBO GO, serwisów z wideo na żądanie i szalonego rozwoju smartfonów, zajmował się montowaniem prehistorycznych urządzeń do reliktów przeszłości. Przez swoje zadufanie zupełnie nie zauważając jak świat się zmienia.

Bo świat się zmienia. Każdego dnia. Przez co nie ma czegoś takiego jak stabilizacja.

W czasach młodości mojej babci szewc to był pewny, solidny zawód. Dziś trudno mi sobie przypomnieć, czy w ciągu ostatnich 10 lat choć raz byłem u szewca. Podobnie jak nie korzysta się już z usług osób wykonujących takie profesje jak latarnik, szczurołap, mleczarz, czy telefonistka, mimo, że każdy z nich z pewnością czuł, że ma trwały fach w ręku. Galopujący postęp technologiczny sprawia, że każdego roku kolejne zawody odchodzą w zapomnienie, bo albo taniej, albo łatwiej, albo lepiej, albo szybciej jest daną pracę zlecić maszynie.

Bo wszystko się zmienia. Bo jedyną stałą jest zmiana.

Czy to w kwestii pracy, czy związków, czy polityki globalnej stabilizacja jest możliwa tylko w krótkim okresie, bo nikt z nas nie żyje w układzie izolowanym, zamkniętym na czynniki zewnętrzne. Nawet kamienna góra ulega zmianom, bo wietrzeje, jest drążona przez wodę lub przez zmiany wewnątrz naszej planety. Czy jeszcze 4 lata temu ktoś na poważnie brałby pod uwagę, że Donalnd Trump zostanie najważniejszym człowiekiem na świecie, Snapchat pozwoli twórcom zarabiać dziesiątki tysięcy złotych, a co piąty mieszkaniec dużego miasta będzie miał uczulenie na gluten?

To co się wydaje ucementowane dzisiaj, jutro jest już tylko liściem targanym na wietrze. „Panta rhei” – wszystko płynie, więc jak naiwnym trzeba być, żeby wierzyć w jakąkolwiek długoterminową stabilność?

Każdy dzień dłużej w bylejakości, to krok dalej od możliwości zmiany

Jest takie powiedzenie, że im więcej świeczek na torcie, tym trudniej cokolwiek zmienić. I jest w tym dużo prawdy.

Gdy masz 19 lat i mieszkasz z rodzicami, możesz całą swoją rzeczywistość wywracać do góry nogami pstrykając palcami. Z dnia na dzień. Bez obaw, bez konsekwencji bez wyrzutów moralnych. Gdy masz 27 lat i żyjesz na własny rachunek, łańcuchy rzeczywistości powoli zaczynają się zaciskać na Twoich nadgarstkach i coraz trudniej jest Ci wprowadzać gruntowne zmiany. Rzucenie pracy pod wpływem impulsu, już nie jest takie proste, bo rachunki same się nie zapłacą, a głodu nie zaspokoisz poczuciem bycia rebeliantem. Podobnie ze związkiem, masz dużo więcej oporów, żeby go zakończyć nawet jeśli nie jesteś z niego zadowolony, bo widzisz, że możliwości na poznanie kogoś nowego jest nieporównywalnie mniej. I przede wszystkim coraz mniej masz na to czasu. Gdy masz 35 lat czujesz się jak więzień codzienności, zniewolony przez obowiązki, więzi rodzinne, kredyty i inne, ciągle mnożące się zobowiązania. Zostawisz żonę, żeby w końcu znaleźć miłość swojego życia? Przecież macie razem dziecko. Skażesz je na wychowywanie się w rozbitej rodzinie? Pieprzniesz w cholerę tą odmóżdżającą robotą i otworzysz foodtrucka z tostami, o którym zawsze marzyłeś? A co jak nie wypali? Z czego będziesz spłacał mieszkanie? I płacił za przedszkole córki?

Stwierdzasz, że jest chujowo, ale stabilnie i patrzysz jak pociąg z lepszym życiem bezpowrotnie odjeżdża znikając we mgle.

Każdy dzień dłużej w bylejakości, to dzień krócej w zajebistości

Im dłużej tkwisz w życiu, którego nie chcesz, tym mniej masz czasu na życie, o którym śnisz.

Do momentu, w którym nie będziemy mieli cybernetycznych ciał, w pełni naprawialnych i wymienialnych, jak bohaterowie „Ghost in the shell”, a dusza nie będzie w stanie przemieszczać się między zewnętrznymi powłokami, do tego momentu czas jest jedynym nieodnawialnym dobrem na świecie. Godzin, dni, lat, gdy jesteś w relacji, sytuacji, czy zawodzie, który jest dla Ciebie niezadowalający, niesatysfakcjonujący, który Cię nie cieszy, który Ci nie odpowiada, nikt nie cofnie. Ten czas mija bezpowrotnie. BEZ-PO-WRO-TNIE. Nawet jeśli w wieku 40 lat, stwierdzisz, że rzucasz wszystko w pizdu i układasz świat wokół siebie tak jak miałeś na to ochotę od liceum, to nikt, powtarzam, NIKT nie zwróci Ci tych miesięcy, gdy żyłeś byle jak, w sprzeczności z samym sobą.

Życie chujowo, ale stabilnie, to skazywanie się na nieszczęście

Bo każdy dzień, gdy nie jesteś szczęśliwy, to jeden dzień mniej w Twoim życiu, gdy mógłbyś być szczęśliwy w pełni, a pozorna stabilność jest pozorna, do momentu kiedy staje się jawnym bagnem.

---> SKOMENTUJ

Święto Cykliczne i Rowerowa Gra Miejska

Skip to entry content

Kto mieszka w Krakowie dłużej niż od zeszłej sesji, ten wie, że najlepszą opcją poruszania się po mieście jest rower. Przebicie się przez Aleje w godzinach szczytu furą, jest zadaniem równie karkołomnym co słuchanie Gotye po raz milion szósty. Tramwaje i autobusy też nie mkną jak strzały, spóźniają się, frustrują i już od wiosny masakrują nozdrza zapachem obszczanych meneli. Rower jest odpowiedzią, rower jest wybawieniem, rower jest ratunkiem. No chyba, że ci go ukradną…

rowery Kraków

Święto Cykliczne

Na 3 czerwca przypada święto wszystkich krakowskich rowerzystów. Głównym punktem programu będzie „Wielki Przejazd Rowerowy”, który wystartuje o 12:00 z Placu Szczepańskiego. Będą monocykle, holenderki, kolarzówki, górale, składaki i wszystkie inne sprzęty, które tylko mają kółka i pedały. W zeszłym roku był naprawdę szeroki przekrój rowerów, tak więc podejrzewam, że w tym również będzie na co popatrzeć. Jeśli  też poruszasz się po Krakowie na jednośladzie, to wpadaj!

rowery Kraków

Rowerowa Gra Miejska

W ramach „Święta Cyklicznego”, 20 maja będzie miała miejsce bardzo fajna akcja – wciągająca gra miejska, która w całości odbędzie się na rowerach. O co kaman? Tak jak pisałem we wstępie, rower jest super sprawą, dopóki ci go nie ukradną. A że mieszkamy w mieście, w jakim mieszkamy, ewentualnie zaginięcie bicykla wcale nie jest niemożliwe. A w zasadzie baaardzo prawdopodobne (na tyle, że swój straciłem dwa razy). Fabuła gry opiera się na klasycznym motywie walki dobra ze złem – ci dobrzy (my) śledzą tych złych (ich). 2-3 osobowe grupy rowerzystów będą tropić szajkę rowerowych złodziei, rozwiązując zagadki porozrzucane po mieście. Grę zwieńczy złapanie zbrodniarzy, publiczny lincz i gilotyna. Oprócz emocji i dobrej zabawy, będzie można wygrać rowerowo-książkowo-kulturalne nagrody. Zgłoszenia zespołów do gry wysyłajcie na Rowerowa.Gra.Krk@gmail.com, a dokładny opis eventu możecie sprawdzić tutaj.

Jako wielki zwolennik rowerowego szaleństwa i zdrowego trybu życia na pewno wpadnę na oba wydarzenia i was również do tego namawiam. A jeśli nie ja, to może Gural was do tego przekona:

---> SKOMENTUJ

10 pomysłów na Facebookową oś czasu

Skip to entry content

Regularnie co poniedziałek widzę histerię, płacz i spazmy na Fejsie. Ktoś po pijaku kolejnemu z moich znajomych włączył oś czasu. Ludzie nie chcą, nie lubią i nie potrafią z niej korzystać. Sam byłem przeciwko włączaniu timeline, ale tylko na fanpage’ach. Na profilu prywatny uważam, że to świetna sprawa. Jeśli też padliście ofiarą imprezowego dowcipnisia i wypłakujecie sobie prawe oko nad klawiaturą, to na moment przestańcie. Pod spodem znajdziecie 10 najfajniejszy pomysłów na wykorzystanie zdjęcie profilowego i zdjęcia w tle, a nuż któryś z nich wam podejdzie.

timeline covers

#1 – Spanie, rysowanie

timeline covers

#2 – Jestem w skrzynce

timeline covers

#3 – Doom

timeline covers

 

#4 – Z parasolem w chmurach

timeline covers

 

#5 – Kot wszechmogący

timeline covers

 

#6 – Kask to podstawa

timeline covers

 

#7 – Ciemnia

timeline covers

 

#8 – Rzygam tęczą

timeline covers

 

#9 – Polepiona

timeline covers

 

#10 – Fejsbukowy deszcz

---> SKOMENTUJ