Close
Close

[FOTO] Juwenaliowy pochód – Kraków 2012

Skip to entry content

„Juwe, juwe, juwenalia, kto nie pije temu gniją genitalia” – jedno z dominujących haseł na wczorajszym pochodzie juwenaliowym. Wolałem nie sprawdzać czy to prawda i wypiłem asekuracyjnie 2 piwka. Zadziałało – nie zgniły.

Pochód jak zwykle wystartował spóźniony z okolic Miasteczka AGH/stadionu Wisły. Na początku było więcej służb porządkowych niż studentów, ale na szczęście szybko się to zmieniło. W tym roku najpopularniejsze były przebrania indywidualne. Mało było zbiorczych akcji typu Buka, 300, czy czołgi jak w zeszłym roku. Z paroosobowych ekip były M&Msy, pudła co zabił Hankę Mostowiak, Ostry Dyżur i Żółwie Ninja.

W kategorii indywidualny kostium, największe wrażenie zrobił na mnie koleś przebrany za tego typa z Piły. Na miniaturowym rowerku wyglądał bardzo bekowo i godnie reprezentował Uniwersytet Ekonomiczny. Wzruszyli mnie też panowie, którzy zajarani Hulkiem Hoganem zrobili łódź z kultowego serialu „Grom w raju”. Warto również wspomnieć o ekipie, która przebrała się za przedszkolaków. Najbardziej dopracowane przebranie z całego pochodu, nie mam pojęcia jak oni to zrobili, ale dostosowali się nawet wymiarowo (chyba poucinali sobie ręce i nogi, żeby osiągnąć odpowiedni wzrost).

Atmosfera była kozacka, nie zepsuł jej nawet Grzegorz Turnau, zamulający po raz trzy tysiące setny swoimi nostalgicznymi tekstami na rynku. Swoją drogą, czemu do cholery organizatorom od tylu lat przychodzi do głowy myśl, że  Turnau to mega-studencka opcja i wszyscy marzą, o tym żeby go posłuchać w juwenalia? Czwarty raz byłem na pochodzie i nadal nie udało mi się znaleźć osoby, która byłaby choć trochę zainteresowana tym co on tam śpiewa. Cóż, pewnie był najtańszy.

Wracając do atmosfery, to nie da się tego opisać słowami, to trzeba przeżyć. Przez te kilka godzin jesteśmy królami życia. Miasto jest nasze, główne ulice są zablokowane dla nas, możemy naginać przepisy, prawo i wydolność organizmu. O to chodzi. Po to się studiuje. To uczucie gdy kilkutysięczny tłum, ochraniany przez wszystkie dostępne służby porządkowe, wali browary, skacze, tańczy i ciśnie po UJocie. To trzeba przeżyć albo przynajmniej wrzucić na główną na Demotywatory.

 

 

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST

Kilka szokujących liczb, które zmienią Twoje myślenie

Skip to entry content

Kilka dni temu wyemitowany został ostatni odcinek „Westworld” – genialnego serialu HBO z Anthonym Hopkinsem o ultranowoczesnym parku rozrywki stylizowanym na western, w którym główną atrakcją są roboty do złudzenia przypominające ludzi. Goście odwiedzający wesołe miasteczko przyszłości mogą uwolnić hamowane na co dzień popędy i ziścić skrywane na dnie moralności dzikie fantazje, strzelając do nich, gwałcąc je lub podbijając dziki zachód. Roboty po każdym dniu są czyszczone, naprawiane, pozbawiane wspomnień z mijającego dnia i podstawiane na swoje miejsce, aby mogły odegrać – jak jest to nazwane w serialu – swoją pętlę fabularną.

Mimo, że jest to turbo rozwinięta sztuczna inteligencja, to roboty nie zdają sobie sprawy z tego, że są tylko przedmiotem dostarczającym rozrywki ludziom, lecz są przekonane, że naprawdę żyją w drugiej połowie XIX wieku i są mieszkańcami miejscowości na zachodzie Stanów Zjednoczonych. Mimo, że każdego są mordowane przez gości parku, nie są w stanie tego dostrzec, ponieważ żyją w swoich sztywnych, narzucających postrzeganie rzeczywistości pętlach, niepozwalających dostrzec im realnego obrazu sytuacji.

Z ludźmi jest tak samo.

Rzeczywistość wpycha nas w koleiny, którymi mozolnie idziemy, nie dostrzegając co jest poza nimi. Jesteśmy wtłaczani w schematy: wstań, umyj się, zjedz śniadanie, jedź do pracy, pracuj, wróć do domu, zjedz kolację, umyj się, idź spać, powtórz. Powtórz, powtórz, powtórz. Jesteśmy w pętlach codzienności, zupełnie jak roboty w „Westworld”, myśląc, że jest to jedyna możliwa droga i nie mając pojęcia o szablonie, który odrysowujemy na kalendarzu każdego dnia.

Roboty, żeby zyskać świadomość, zauważyć role, które odgrywają i zorientować się, że są robotami potrzebowały zmiany w kodzie, która uruchomiła efekt domina. Ludzie też potrzebują aktualizacji oprogramowania, aby wywołać taki efekt. Przed Wami kilka liczb, które mam nadzieję zmienią Wasze myślenie i pozwolą wyrwać się z pętli, w których tkwicie.

100% – tylu z nas na pewno umrze

1:1 000 000 – takie jest prawdopodobieństwo, że Twoje życie się zmieni, jeśli nic w nim nie zmienisz

50% – dorosły człowiek minimum tyle czasu, w którym nie śpi poświęca na pracę

5 – tyle lat miał Mozart, gdy skomponował pierwszy utwór

11 – a tyle, gdy skomponował pierwszą operę

0% – taki odsetek osób spotkał odpowiedniego partnera tworząc z nim szczęśliwy związek, czekając w domu, aż sam zapuka do ich drzwi

193 – tyle jest państw na świecie, w których mógłbyś mieszkać, daj +1 jeśli bierzesz pod uwagę też Watykan

0 – tyle razy średnio powtarza się niewykorzystana okazja

3 – tyle lat potrzebował Michał Szafrański, żeby zarobić milion złotych na blogu

1:13 983 816 – dokładnie tyle wynosi szansa trafienia 6 w Lotto

5,4 doby – statystycznie każdego miesiąca Polacy spędzają przed telewizorem

0,000001% – tyle wynosi ryzyko, że zjawiskowa dziewczyna, którą mijasz na ulicy da Ci w twarz, jeśli nawiążesz z nią kontakt

0,000000001% – tyle wynosi szansa, że jeśli teraz jej nie zaczepisz, to spotkasz ją drugi raz w życiu

6 – tyle kontaktów dzieli Cię od dowolnego człowieka na świecie, w tym Baracka Obamy i Krzysztofa Krawczyka

0 – o tyle centrumetrów będziesz bliżej realizacji swojego jutro, jeśli nie zaczniesz realizować go już dziś

40 – tyle lat miał założyciel KFC, gdy rozpoczął sprzedaż opiekanych kurczaków w panierce przy stacji benzynowej

10n – tyle masz możliwości na przeżycie swojego życia

1 – a tyle osób ponosi odpowiedzialność za to, którą z tych możliwości wybierzesz

autorem zdjęcia w nagłówku jest Emilio Garcia
---> SKOMENTUJ

Yo! Wiem, że pewnie już zbieracie się na pochód juwenaliowy i czytanie Stay Fly nie jest pierwszą rzeczą, o której w tym momencie myślicie, ale mam dla wam coś spoko.

Ruszamy z nowym cyklem na blogu, tym razem muzycznym. Co piątek będę miał dla was weekendową playlistę 5 kawałków. Głównie będą numery imprezowe, ale nie zabraknie też czegoś do wczuty, bądź jakichś chilloutów. Będą i niszowe remixy, i mainstreamowe bangery i nieśmiertelne klasyki. Przy dzisiejszej playliście pomagała mi Sylwia i Maciek. Jeśli macie jakieś zastrzeżenia, widzielibyście to zestawienie inaczej, albo macie jakąś kozacką nutę, którą chcecie się podzielić, to zostawiajcie swoje sugestie w komentarzach.

---> SKOMENTUJ

Jak było na koncercie Modestep na Kampusie UEK?

Skip to entry content

Tak jak się spodziewałem, Modestep zdewastował mózg i obuwie. Był totalny ogień, małolatki odbijały się od barierek, a hipsterzy dochodzili od samego patrzenia. Zagrali świetnie. Dali z siebie masę energii i mimo, że pod sceną można było stracić przytomność, zęby i telefon, a wokalista nie był w stanie wypowiedzieć zdania bez słowa „fucking”, to była mega pozytywna atmosfera. Zdarłem gardło i trampki, opuchlizna ze stóp i siniaki będą mi schodzić pewnie przez resztę tygodnia, ale bawiłem się rewelacyjnie. Było warto i zupełnie nie rozumiem ludzi, którzy wolą pójść 18-sty raz na przeruchaną po całości Comę niż na Modestep. Jeśli jakimś cudem ominęliście ten melanż, to sprawdźcie na filmikach czemu powinniście teraz wypłakiwać oczy.

Tak, tak, wiem, że nic nie słychać, ale chodzi to to co widać.

---> SKOMENTUJ