Close
Close

Ostatnio znów dotarł do mnie stary viral Durexa (sprawdźcie, bo całkiem dobry) i tak od linku do linku, zacząłem przeglądać reklamy prezerwatyw. Reklamy konkretnych marek i kampanie społeczne uświadamiające ryzyko zakażenia wirusem HIV. Poza kilkom tragicznym znalazłem wiele fajnych. Pominąłem spoty i ograniczyłem się do grafik/zdjęc. Sprawdźcie 8 najbardziej wymownych…

Czekam, aż reklamy proszków do prania choć odrobinkę oderwą się od ziemi i zaczną próbować zbliżyć się do tych.

(niżej jest kolejny tekst)

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
vividbats Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
vividbats
Gość
vividbats

ostatnia! ale wszystkie sa swietne

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Grzeczny Chłopiec gotuje #2 – Pizza à la Magda Gessler

Skip to entry content

W weekend znowu miałem okazję sobie pogotować z chłopakami. Tym razem nie miałem za dużo do gadania odnośnie tego co zrobimy. Zostało mi zakomunikowane, że pieczemy pizzę à la Magda Gessler (czyli pizzę łącką). Co jest w niej takiego wyjątkowego (poza tym, że była w „Kuchennych rewolucjach”)? Ano to, że zamiast tradycyjnego pomidorowego sosu na spodzie jest sos śliwkowy. Dokładniej to sos z suszonych węgierek. Choć brzmi to niecodziennie, nie protestowałem. W końcu o to chodzi, żeby poznawać nowe smaki.

1

Składniki:

– ciasto na pizzę (można kupić gotowe, lub w tradycyjny sposób zrobić samemu – my wybraliśmy tę drugą opcję)
– suszone śliwki węgierki
– przecier z pomidorów
– żółty ser
– boczek
– salami
– kiełbasa krakowska sucha
– kukurydza
– sól, pieprz, czosnek, czerwona papryka

2

Manewry:

Sos: suszone śliwki wrzucamy do garnka, zalewamy wodą i gotujemy do momentu, aż rozmiękną. Do śliwkowego wywaru dorzucamy taką samą ilość przecieru z pomidorów. Mieszamy aż uzyskamy jednolitą konsystencję i gotujemy jeszcze kilka minut. Po zdjęciu z gazu sos należy przestudzić, następnie odlać zbędną ilość wody i  doprawić solą, pieprzem, odrobiną słodkiej papryki i czosnkiem.
Pizza: Ciasto na pizzę (kupione lub zrobione, jeśli chcecie robić, to według tego przepisu) należy uformować na blasze posmarowanej oliwą i równomiernie rozsmarować na nim sos. Następnie należy posypać pizzę startym żółtym serem, ułożyć na nim plastry wędlin i całość posypać kukurydzą. Pizzę należy piec w piekarniku nagrzanym do 230 stopni, przez około 15 minut.

Mimo, iż zdjęcia wyszły średnio (tak, tak cały czas czekam na kogoś, kto zasponsoruje mi cyfrową lustrzankę), to pizza wyszła całkiem dobrze. Ciasto nam wyrosło, a to już połowa sukcesu. Śliwkowy sos spisał się elegancko i bardzo dobrze komponował się z boczkiem, salami i kiełbasą. Placek był na tyle dobry, że zjadłem całą swoją pizzę, pół Wiktora i pół Łukasza. Sorry chłopaki, ale nie mogłem się opanować…

Nie chciałem tego robić, ale nie mam wyboru. Pull&Bear leci w kule, nie kupujcie u nich, bo to strata pieniędzy! Robią ciuchy z odpadów i klientów też traktują jak śmieci! Ale od początku…

Kupiłem sobie u nich na wyprzedaży 4 koszulki. Każda po 20zł (to znaczy 19,90zł – ach ten genialny marketing!), uczciwa cena, ładne wzory, ogólnie wporzo. Cieszyłem się, że mam takie fajne koszulki aż do pierwszego prania. Uprałem je zgodnie z zaleceniami na metce – w 30 stopniach, bez wybielacza, z krótkim czasem wirowania (swoją drogą, jak coś może się wyprać w 30 stopniach? przecież ta woda jest prawie zimna). Niestety, ale trzy z moich czterech turbo-fantastycznych t-shirtów skurczyły się. I to o 2 rozmiary! Efekty możecie zobaczyć poniżej…

Byłem wściekły jak cholera, ale zastanawiałem się czemu ten czwarty też się nie skurczył. W końcu prałem je tak samo. Zacząłem kminić, zastanawiać się i filozofować i doszedłem do szalonego pomysłu, że może miał wpływ na to kolor. 3 koszulki, które zmieniły rozmiar były białe, ta która zachowała wymiary jest granatowa. Granatowy t-shirt był z lepszego materiału? Brzmi absurdalnie, ale to możliwe. Zacząłem się przyglądać zmniejszonym koszuleczkom i zauważyłem, że „materiał jakby się sprał”. Zrobił się tak cienki, że prawie prześwitywały. Po włożeniu w nie ręki, wyraźnie widać kontury!

[emaillocker]

W dodatku pluszowe elementy zmechaciły się i obeszły jakimś syfem. Takie gówno po jednym praniu? WTF? Totalna padaka…

Powiecie, że wszystkie ciuchy z sieciówek to kupa i małe chiński dzieci robią je z odchodów nietoperzy, ale tak nie jest. Mam masę koszulek z Housea, Reserved, Bershki czy Zary, które mają po kilka lat, są często używane i równie często prane i nic im nie jest!

Powkurzałem się, pokrzyczałem i gdy pierwsza fala złości opadała, postanowiłem pójść do sklepu i oddać „towar”. Jestem głupi, bo nie mam specjalnej skrzynki na paragony od kurczących się ubrań, i znalazłem w portfelu dowód zakupu tylko jednego t-shirta. Cóż, lepszy rydz, niż muchomor.

Pani w kasie od razu mi powiedziała, że pieniędzy na pewno nie dostanę. Ewentualnie, gdy uznają mi reklamację, naprawią towar (niby jak?), a jak będą mieli lepszy humor, to może będę mógł sobie ją na coś wymienić. Ekstra! Na łaskawe rozstrzygnięcie reklamacji czekałem 3 tygodnie. Pani manager powiedziała, że mogę sobie wybrać coś ze sklepu za równowartość, czyli 20 złotych (sorry, 19,90) albo dopłacić 60 i dostać kartę podarunkową. Myślałem, że z tym drugim żartuje, ale okazało się, że mów serio. Tłumaczyłem jej, że mają gówniane produkty i chcę zwrot kasy. Bo po co mi nowa koszulka? Żeby przyjść do niej za tydzień i całą drogę odbyć od początku? Zlała to ciepłym moczem i powiedziała, że jak nie chcę nowej, to mogę sobie zostawić starą. Świetnie, zawsze chciałem sobie kupić markowe szmaty do podłóg w sklepie z ciuchami!

Reasumując, Pull&Bear leci w kule! Pull&Bear ssie! Nie kupujcie w Pull&Bear!

[/emaillocker]