Close
Close

High Five #4 – Uwolnij Muzykę – wyniki konkursu!

Skip to entry content

Słuchałem od rana kawałków, które wrzuciliście na konkurs i w końcu udało mi się przez nie przebrnąć. Trochę ich było – w sumie 40 utworów – ale szczerze mówiąc liczyłem na więcej. Co do poziomu numerów i zbieżności z moim gustem, to trafiło się parę totalnych gniotów, które wyłączyłem po 30 sekundach, ale ogólnie rzecz biorąc nie było tragedii. Choć rzadko się to zdarzało, to fajnie jak pisaliście uzasadnienia swoich typów. Większość piosenek, które wrzuciliście znałem już wcześniej, aczkolwiek poznałem kilka naprawdę niezłych kozaków, o istnieniu których nie miałem pojęcia. Dzięki! Nie przedłużając, numer którym najbardziej się zajarałem, był kawałek Die Antwoord – „I think u freaky”. Ogień, po prostu ogień – i jest w nim słowo na „p”, i jest electro i kozacka aranżacja, i trochę rapu. O to chodziło. Wrzucił go Jakub Kiesio i to on wygrywa słuchawki Philips SHL 8800, które widzicie powyżej. Brawo Kuba! Poszła już do ciebie prywatna wiadomość odnośnie wygranej.

Poniżej utwory, które otarły się o pierwsze miejsce (kolejność przypadkowa). Nie przejmujcie się, że słuchawki nie powędrowały do was, w przyszłości czeka was jeszcze nie jeden konkurs, a nagrody myślę, że będą porównywalne.

1

#1 Alex Clare – Too Close – wrzucone przez Jacka Borka

2

#2 CYBERPUNKERS – I Needed To Go – wrzucone przez Sylwię Dietrych

3

#3 3OH!3 – STARSTRUKK (Feat. Katy Perry) – wrzucone przez Piotra Kaczora

4

#4 Borixon – Papierosy [Erionite Remix] – wrzucone przez Macieja Polka

5

#5 Nicki Minaj – Stupid Hoe – wrzucone przez Karolinę Sitkowską

6

#6 Awolnation – Sail – Unlimited Gravity Remix – wrzucone przez Mateusza Borka

7

#7 Buraka Som Sistema – Restless – wrzucone przez Sylwię Wróbel

8

#8 Pendulum – The Island, Part 2 (Dusk) – wrzucone przez Jana Danka

W przyszłym tygodniu nie mam nic dla was do rozdania, ale fajnie by było jakbyśmy podtrzymali tę akcję i co piątek wrzucalibyście swoje typy na przyszły tydzień. Co wy na to?

(niżej jest kolejny tekst)

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
High Five #5 – Polski remix | Stay Fly Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] Five #5 – Polski remix W zeszłym tygodniu były emocje, wszyscy czekali na wynik konkursu. Dziś nie mam dla was słuchawek, ani nawet jednej słuchawki, ale mam 5 nowych kawałków, które […]

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Philips Fidelio AD7000W – stacja dokująca dla Apple

Skip to entry content

Dalej „Uwalniamy Muzykę” razem z Philipsesm. Po teście stacji dokującej do Androida, muzycznym konkursie w którym możecie wygrać słuchawki (macie jeszcze czas do północy!), przyszła pora na test drugiej stacji dokującej. Dziś dowiecie się co sądzę o Philips Fidelio AD7000W – sprzęcie muzycznym przeznaczonym dla produktów Apple.

1

Co mówi ulotka?

Stacja dokująca Philips Fidelio AD7000W:
– przeznaczona jest dla iPodów, iPhoneów i iPadów
– przesyła muzykę strumieniowo za pomocą bezprzewodowej technologii AirPlay(wi-fi)
– posiada złącze USB
– gra muzykę o natężeniu 10 watt

2

Co mówi Grzeczny Chłopiec?

Strasznie umordowałem się z konfiguracją sprzętu. Głośnik z iPhonem (czy tam iPadem) łączy się przez wi-fi, więc jeśli nie masz routera, to możesz odpuścić sobie tę stację (aczkolwiek nie wierzę, że są jeszcze ludzie, który ciągną neta po kablu). Najpierw próbowałem to skonfigurować „na czuja”, potem godzinę z instrukcją, a potem znów chwilę „na czuja” i w końcu się udało. Ogólnie całość (głośnik z iPhonem) da się połączyć w 2 minuty, ale albo jestem opóźniony w rozwoju, albo instrukcja jest napisana w taki sposób, że nic z tego nie wynika. W każdym razie, gdy w końcu zaczęło grać prawie popłakałem się ze szczęścia. Plus jest taki, że nie musisz ściągać żadnych aplikacji, oprogramowania, sterowników, ani nic w tym stylu.

3

Granie bezprzewodowe przez wi-fi

Tak jak przy poprzedniej stacji, opcja bezprzewodowego używania głośnika jest rewelacyjna. Strasznie mnie to jara i jestem wielkim zwolennikiem tego udogodnienia. Powiedzmy kablom raz na zawsze nie! Możemy spacerować po domu, siedzieć w kuchni/łazience, leżeć na antresoli i zmieniać sobie muzykę bez ruszania się z miejsca. Extra! Co do zasięgu bezprzewodowego grania, to jest lepiej niż przy poprzedniej stacji. Z racji na to, że nie łączymy się przez bluetootha tylko wi-fi, to odległość na jaką możemy odejść od głośnika jest większa (tym większa im lepszy router).

Kawałki puszczamy ze standardowego appleowego odtwarzacza, więc jest to tak wygodne jak zazwyczaj. Minusem jest budzik. Niestety, ale nie ma takiej opcji jak w stacji do Androida, że po ustawieniu godziny i sygnału alarmu, telefon budzi nas przez głośnik. Szkoda, wielka, wielka, wielka szkoda. W Philips Fidelio AS351 była to jedna z moich ulubionych opcji. Ustawiałem sobie na Samsung pobudkę i niezależnie czy zasnąłem z telefonem pod głową, czy zostawiłem go w pokoju obok, to byłem budzony moim ulubionym kawałek przez 10-wattowy głośnik. Extra!

Duży plus stawiam za zużycie baterii. Bezprzewodowe używanie Philips Fidelio AS351 zużywa jej dużo mniej, niż stacja do Androida. Po 3 godzinach grania non-stop, znikła mi niecała jedna czwarta paska baterii. Spoko.

1

Granie przewodowe z podłączeniem do stacji

W tym temacie jest trochę średnio. Żeby podłączyć iPoda/iPhonea/iPada do stacji musisz mieć kabel USB. Swój kabel USB. Niestety głośnik nie ma specjalnego gniazda do tego celu, a w zestawie również nie ma tego kabla, więc jeśli nie masz swojego (bo zgubiłeś), to masz lipę i nie poładujesz sobie. Jeśli natomiast uchował ci się swój własny kabel (lub zmotywowałeś się i kupiłeś sobie nowy) , to podłączasz go z tyłu stacji i możesz ładować sprzęt. Jako, że jestem przeciwnikiem kabli, to nie do końca podoba mi się ta opcja (aczkolwiek zawsze to jakieś wyjście).

Istnieje też drugi wariant grania przewodowego. W zestawie ze stacją znajdziesz kabel z obu stron zakończony „dżekiem”. Dzięki temu, możesz podłączyć sobie do głośnika każdy odtwarzacz muzyczny. Czy to telefon, czy komputer, czy zwykła empetrójka, będzie grać. Miło.

1

Ogólne wrażenia z grania

Tak jak przy poprzednim teściegłośnik gra całkiem głośno, słychać bas, słychać wysokie tony, jest git. Również  dwupiętrowej domówki nie rozkręci, ale na pewno umili niejedną posiadówę (trudno żeby było inaczej skoro ma tyle samo mocy co poprzedni). Wizualnie prezentuje się bardzo fajnie (fajniej niż poprzedni). Ma miły dizajn, ładnie wygląda na biurku, na stoliku i nawet na półce. Biorąc pod uwagę cenę (około 1000zł), nie jest to z pewnością studencka opcja. Analizując parametry techniczne i zastosowanie sprzętu, to jest to jeden z tych droższych, jednak powiedzmy sobie, że jeśli stać się na iPoda, to taki głośnik też cię specjalnie nie trzepnie po kieszeni.

Dawno, dawno i jeszcze raz dawno nie było w Krakowie żadnego flash moba (albo mi o tym nie powiedzieliście). W najbliższą sobotę, czyli 9-go czerwca odbędzie się „Zombie Walk Kraków 2012”. Gdyby się ściśle trzymać definicji, to też nie jest to stuprocentowy „błyskawiczny tłum”, ale prawie, prawie. W każdym razie lepszy rydz niż nic.

O co w ogóle kaman? Przez krakowski rynek przejdzie marsz żywych trupów. Na wzór filmów o nieumarłych, kilkaset osób będzie ucharakteryzowanych na zwłoki, będzie jęczeć, krzyczeć i odgryzać gapiom ręce (i nogi). Tego typu akcje odbywają się cyklicznie na całym świecie i nawet w tak egzotycznym miejscu jak Polska. Na YouTubie znajdziecie sporo filmików z Warszawy i innych polskich miast, a na dole macie najfajniejszy z nich.

Wracając do naszego lokalnego podwórka, pochód rusza o godzinie 18:00 z Grodzkiej (ulicy, nie Anny). Wcześniej jednak, o 16:00 w Pubie Szwalnia, będzie można się ucharakteryzować, wyluzować i złapać odpowiedni nastrój. Zombie swój walk, po przejściu przez rynek, zakończą na skrzyżowaniu Starowiślnej z Miodową. Oficjalne after party odbędzie się w Pubie Zaraz Wracam. Więcej szczegółów tutaj.

Zapowiada się ciekawe wydarzenie. Świetnie by było, gdyby akcja była tak spektakularna jak w miastach zachodnich państw. Dublin i Londyn postawiły wysoko poprzeczkę, nie mówiąc już o San Diego. Jeśli jednak ilość osób i jakość ich charakteryzacji dorówna choćby warszawskiemu eventowi, to będzie naprawdę grubo. Wpadnę skontrolować to osobiście i pstryknąć to i owo.

1

Zombie Walk Warszawa 2011

 2

Zombie Walk Dublin 2012

 3

Zombie Walk San Diego 2011