Close
Close

Londyn część III – McLaren, Harrods i galeria sztuki współczesnej

Skip to entry content

Kończymy z tą Anglią co? Wiecie już żeby nie żywić się kurczakburgermi i że Hyde Park to najfajniejsze miejsce w Londynie. Teraz dowiecie się gdzie robią zakupy gwiazdy serialu Gossip Girl, gdy lecą na melanż do Europy i to by było na tyle. Chyba, że chcecie więcej. Chcecie?

 

Salon McLarena

Kompletnie nie znam się na autach. Dla mnie to one wszystkie oprócz koloru, zasadniczo niczym się nie różnią. Serio. No może jeszcze ceną, ale na tym koniec. Dlatego nigdy, ale to nigdy nie mogłem zrozumieć kolesi, którzy dostawali erekcji na widok jakiejś fury. Już nawet jestem w stanie zrozumieć podniecanie się nowym iPhonem, bo na nim przynajmniej można poczytać mojego bloga. Ale na litość boską, pocenie się na widok mechanicznej dorożki? Słabe.

Nie inaczej było, gdy przechodziliśmy obok salonu McLarena. Wiktor prawie dostał palpitacji serca, ja natomiast zwróciłem uwagę na buty dziewczyny idącej na przeciwko (bo trudno mi jak cholera uwierzyć, że ktoś naprawdę się jara tym adidasami na obcasie – bleee, ohyda). Spojrzał na mnie karcącym wzrokiem i usłyszałem „musisz to wrzucić na tego swojego bloga, to jest MAK-LAREN, będziesz miał milion wejść”. No to wrzucam. Nie zawiedźcie mnie z tym milionem!

 

Centrum handlowe Harrods

Jeśli nigdy nie słyszeliście o tej esencji snobizmu, to

Harrods – luksusowy dom towarowy na Brompton Road, w dzielnicy Knightsbridge, w Londynie. Oprócz domu towarowego w skład Harrods Group wchodzą Harrods Bank, Harrods Estates, Harrods Casino, Harrods Aviation i Air Harrods.

Lans, lans i lans. To tak w skrócie. Jest tam niewiarygodnie drogo (jak dla biednego Polaka oczywiście). Możesz tam pooglądać (bo wątpię, żeby było cię stać na kupno) ciuchy z takimi metkami jak:

  • Versace
  • Armani
  • Dolce&Gabbana
  • Hugo Boss
  • Pierre Cardin
  • Yves Saint Laurent
  • Valention

Żeby było śmieszniej, to te ciuchy nie mają cen na etykietach. Czyżby pieniądze nie grały roli? Dla lasek, które mają choć jedną parę Louboutinów z pewnością nie. Abstrakcją było dla mnie również to, że w Harrodsie nie ma zamkniętych salonów poszczególnych marek. Jest tylko jedna wielka otwarta przestrzeń.

Największym zaskoczeniem były jednak kible. Przepraszam bardzo, toalety. Pomijam, że na ziemi marmur, na klamkach złoto, a na lustrze kryształ. Pomijam, że papier w sraczu miększy, niż po wylaniu zgrzewki Cocolino. To co sprawiło, że poczułem się jak małpa w samolocie, to perfumy. Normalnie przy każdej umywalce stały mega drogie perfumy (Lacosty, Bossa i takich tam studenckich marek), którymi można było się psiknąć, albo wykąpać się w nich, jak ktoś miał ochotę. W takiej Galerii Krakowskiej postałyby góra 15 minut, zanim by ktoś ich nie zwinął, a tu taki Londyn i proszę – stoją i stoją. Niebywałe.

w Harrodsie święta trwają cały rok

Jak to dorosłym facetom, najbardziej przypadł nam do gustu dział z zabawkami.
Ps. Dementuję plotki, Nimbus 3000 nie jest gejowski.
Łouł, co?

Przeszedłem na ciemną stronę mocy. Od jutra tylko spoilerki i banerki.
Oł maj gad, prawdziwy pełnowymiarowy Buzz Astral!

Salon mody dla piesków. Jak słodko… bleee!

 

Galeria sztuki współczesnej

Na tę galerię trafiliśmy zupełnie przypadkowo, wychodząc z Muzeum Narodowego, w którym było na maksa nudno. Jeśli widziałeś Luwr, to nie ma najmniejszego sensu tam zaglądać – nic nowego tam nie zobaczysz. Natomiast owa galeria sztuki współczesnej – no to to jest coś! Cała poświęcona była jednemu artyście. Będę strasznym ignorantem, ale nazwę go brytyjskim Andym Warholem. Świetne prace – masę nawiązań do popkultury i Wielkiej Brytanii, zero patosu. Parę minut dłużej w środku i zacząłbym udawać znawcę sztuki.

Oprócz Beatlesów-bandytów, najbardziej rozśmieszył mnie Super-Barack i para królewska z boomboxem. A Ty, przy czym popuściłeś w spodnie?

(niżej jest kolejny tekst)

7
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
FuriapandaLondyn część IV – Camden Town | Stay Fly - blog lifestylowyDagna ParynowGrzeczny Chłopiec Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] o to, jak to jedzenie wygląda. Jak jest podane, z jakimi dodatkami, jak komponuje się na talerzu. Jak wiecie totalnie nie jaram się autami, ale podejrzewam, że z nimi jest podobnie. Furą może się […]

Zuzia
Gość
Zuzia

O! Mr. Brainwash! jeśli podobała Ci się ta wystawa, to mega polecam film „Wyjście przez sklep z pamiątkami” :D

Grzeczny Chłopiec
Gość

Właśnie zbieram się do tego filmu i ciągle zapominam, żeby go obejrzeć, cholera jasna…

Dagna Parynow
Gość

Harrods jest najbardziej magiczny w okresie miedzyswiatecznym. Mega choinka i wszedzie ozdoby! Cudenko.
Smieszne jest to, ze mozna tam kupic prawie wszystko. Od dzemu brzoskwiniowego przez kije golfowe po ogromna ilosc zabawek. Ale jest jeden sklep z zabawkami, ktory bije wszystkie inne na glowe …. Hamleys na Regent Street. Slyszalam, ze raj, choc sama niestety nie mialam okazje byc ;/

trackback

[…] przekonany, że napisałem Wam o wszystkim, o czym warto napisać. W końcu był i Hyde Park, i Harrods, i kurczakburgery (sacrum zmieszało się z profanum, a policjanci przestali gonić za picie w […]

trackback

Spectacular blog

the time to browse or see the subject matter or internet websites we’ve got associated with under the

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Śniadanie Mistrzów #16 – Subway Melt

Skip to entry content

Uwaga, uwaga, uwaga! Od dziś zaczyna się moją współpraca z Subwayem (no dobra, oficjalnie od dziś, a tak naprawdę od zeszłego piątku, ale nie o to tu szło).

 

Śniadanie Mistrzów w Subwayu

Przez 4 kolejne tygodnie w „Śniadaniu Mistrzów” razem z moją ekipą będziemy testować kanapki, z najpopularniejszej restauracji z kanapkami na ciepło. Stayfly’owe testy zawierać będą takie parametry jak:

  • smak – podstawowe kryterium przy ocenie każdej szamy
  • lekkość bytu – czyli jak się czujesz 15 minut po zjedzeniu, czy chce ci się fruwać i szybować między chmurami, czy raczej jest ci na tyle ciężko, że trudno w ogóle oderwać stopy od ziemi
  • ukryta moc – tak zwany kop – czy po wszamaniu sandwicza czujesz się jak Popey po puszcze szpinaku, Gumiś po soku z gumijagód, czy raczej kanapka nie zrobiła na tobie wrażenia i żeby mieć energię do działania musiałbyś zjeść jeszcze 3

 

To tyle z z tej współpracy?

Nie. Oprócz sobotnich testów kanapek, podczas naszej współpracy przeprowadzę również wywiad z przedstawicielem regionalnym Subwaya. W luźnej rozmowie przemagluję go odnośnie wszystkiego co z kanapkami i Subwayem związane. Wyciągnę od niego również wszystko, co Wy zawsze chcieliście wiedzieć, ale baliście się spytać. I tu pojawi się pierwszy konkurs, a będą w sumie dwa. Nie powiem wam kiedy się pojawią i na czym będą polegały. Jedyne co mogę zdradzić, to to, że nagrody będą zaiste pyszne.

So stay tuned & stay fly!

 

Subway Melt

Na pierwsze testy wybraliśmy się do Galerii Krakowskiej w 4-osobowej ekipie:

  • Andrzej (nieodkryta gwiazda rocka, najlepszy gitarzysta w Małopolsce, tutaj możecie sprawdzić jego zespół)
  • Maciek (mój niezawodny współlokator, nikt tak nie chrapie jak on)
  • Dzika (szalona melanżowniczka, klubowa terrorystka, jeśli ktoś okupuje didżejkę w Pixelu, to właśnie ona)
  • i ja (mnie chyba znacie co?)

 

Za silną namową Andrzeja, pierwszym sandwiczem, który testowaliśmy był Subway Melt – podawany na ciepło i składający się z:

  • bagietki z miodową posypką
  • szynki
  • bekonu
  • indyka
  • sera
  • świeżego ogórka
  • cebuli
  • oliwek
  • pomidora
  • papryki
  • sałaty
  • i majonezu

 

W 10 punktowej skali ocen, bezwzględna loża szyderców (Andrzej/Maciek/Dzika/Grzeczny Chłopiec) przyznała takie oto noty:

Smak – 7,25 (8/7/8/6)

Lekkość bytu – 9,5 (10/10/8/10)

Ukryta moc –  6,25 (7/5/7/6)

Co daje ocenę ogólną: 7,67.
Jak na pierwszy strzał całkiem nieźle, ale mam nadzieję, że przy ostatnim teście trafimy w kanapkę, która przebije ocenę 9,5.

Londyn część II – Hyde Park, tani chińczyk i M&M’s World

Skip to entry content

Będąc w Anglii mieliśmy wyjątkowego farta, bo trafiły nam się akurat 3 dni w ciągu roku, kiedy nie pada i można wyjść z domu bez parasola. Grzechem śmiertelnym byłoby zmarnowanie takiej szansy, więc wykorzystaliśmy ją (żeby nie pójść do piekła) i wybraliśmy się do najfajniejszego miejsca w Londynie. Odwiedziliśmy…

 

Hyde Park

Bez kitu, jest to miejsce w całym wielkim Londynie, w którym czułem się najlepiej. Jedna sprawa, że kocham przebywanie na łonie natury, parki, skwerki, akweny itp. itd. Druga natomiast, że tam jest po prostu super. To ogromny park (8 razy większy niż park Jordana), w którym można:

  • wylegiwać się na leżakach (które są na miejscu), kocach, trawie (czystej)
  • grać w piłkę, badmintona, freezby
  • puszczać latawce
  • pływać na rowerkach wodnych, kajakach
  • walnąć piwko na świeżym powietrzu (niby picie w plenerze w Anglii też nie jest dozwolone, ale nikt cię za to nie ściga jak kryminalistę, gdy otworzysz sobie Somersby, tylko najwyżej zwróci uwagę, że nie powinieneś tego robić)
  • zjeść coś/wypić w kawiarni/restauracji
  • pokarmić kaczki, łabędzie i inny drób (to był dla mnie największy szok, że te zwierzęta chodzą swobodnie między ludźmi i w ogóle się nie boją! łouł, ja chcę takie w Krakowie!)
  • pochlapać się w fontannie księżnej Diany (dorośli co prawda trochę się wstydzą i tylko dzieci się chlapią, ale ja jestem takim dużym dzieckiem, to też tam wbiłem)

Serio, w Hyde Parku zupełnie nie czuć tego smutnego, szarego Londynu. Tam jest miło radośnie i przyjemnie. Polecam najbardziej ze wszystkich atrakcji!

 

Z kamerą wśród zwierząt

Sorry, ale byłem w takim szoku, że musiałem to wrzucić.

 

Najtańszy chińczyk w centrum Londynu

Po chodzeniu, zwiedzaniu i obcowaniu z dziką przyrodą wybitnie zgłodnieliśmy (zwłaszcza po tym ostatnim). Jako, że ceny w centrum miasta nie są jakieś specjalnie studenckie, szukaliśmy miejsca gdzie jest najtaniej. I znaleźliśmy! Niestety byłem tak zaaferowany, że nie zdążyłem zrobić zdjęcia z zewnątrz, ani zapisać nazwy ulicy, ale było to gdzieś w rejonach stacji Tottenham Court Road. Zastanawiacie się pewnie co wywołało we mnie takie emocje?

Trafiliśmy na knajpę z chińskim żarciem, gdzie płacisz 5,50 funta i możesz zjeść tyle ile jesteś w stanie! Extra, co? Też tak pomyślałem, zanim nie zacząłem jeść… Głównym mięsem oczywiście był kurczak. Kurczak w curry, skrzydełka kurczaka i kurczak z czymś tam. Oprócz tego była wieprzowina i jakieś coś, czego nie byłem w stanie zidentyfikować, a opis na etykietce też nie pomógł. Ogólnie byłoby spoko, gdyby nie fakt, że wszystko było CHOLERNIE OSTRE! Było doprawione jak sam… wiecie, kto.

Gdyby fakt, że wszystko było „delikatne jak owca Szewczyka Dratewki” nie wystarczał, to mięso było pochowane. Tak, tak pochowane. Każdy kawałeczek mięsa był skrzętnie ukryty w ogromie warzyw (najczęściej cebuli). Także dogrzebanie się do tego kurczaka, też było nie lada wyczynem. Reasumując, jeśli na co dzień nie dodajecie do każdej możliwej potrawy pieprzu i chilli, to nie polecam.

Zapomniałbym zupełnie, była również zupa, która wygląda, tak jak za zdjęciu poniżej – woda z 4 pieczarkami i 6 kawałkami cebuli.

Po tak palącym posiłku, poszliśmy do monopolowego naprzeciwko, żeby jakimś cudem ugasić to nieziemskie pragnienia. I co zrobiłem? Kupiłem napój imbirowy… Głupota w najczystszej postaci. Po wypiciu tego myślałem, że wyzionę płuca. Również nie polecam.

 

M&M’s World

Byliście kiedyś w największym na świecie sklepie ze słodyczami? Nie? A, ja tak! Hahaha (ach ta duma)! M&M’s World, to 3-poziomowy sklep z czekoladkami, który summa summarum zajmuje 35000 metrów kwadratowych. Jeśli nie macie wyobraźni przestrzennej, to powiem wam, że to dużo.

Oprócz cukierków we wszystkich kolorach świata, możecie w nim kupić tysiące gadżetów związanych z M&M’sami. Od maskotek, przez naczynia, na piłeczkach golfowych kończąc. Świetny sklep, kupa atrakcji i frajdy, jednak nie polecam odchudzającym się laskom. Na pewno wyjdziecie z trzema siatami pełnymi czekoladek i przytyjecie z 5 kilo. Mogę się założyć.

[box type=”tick” size=”large” style=”rounded” border=”full”]Pamiętaj: komentowanie rąk nie brudzi i nie trudzi dobrych ludzi![/box]

3 mężczyzn, 4 kobiety, 24 godziny w Krakowie

Zapis doby wyrwanej bez znieczulenia z życia byłej stolicy. Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów.

Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy?

Noc w środku juwenaliów pełna jest wykrzyczanych pytań. Dzień przynosi odpowiedzi, których nikt nie chce słyszeć, nawet gdy są wypowiedziane szeptem. Czy uwierzysz bohaterom, przekonującym siebie nawzajem, że „to tylko seks”?

Zobacz książkę!