Close
Close

Bez ciebie moje życie nie ma sensu

Skip to entry content

Zakładam, że większość z Was była kiedyś w związku. Rocznym, dwuletnim, miesięcznym, tygodniowym. Nieważne ile on trwał, ważne jakie uczucia się z nim wiązały. Czy była to miłość, fascynacja, przywiązanie, czy rozsądek? Choć to ostatnie to nie uczucie, tylko wynik logicznego rozumowania. Niezależnie czy byłeś z drugą osobą tylko dla seksu, czy dlatego, że panowała miedzy Wami kosmiczna harmonia dusz, to po rozstaniu czułeś stratę. Brak. Jakiś rodzaj pustki. Zgadza się?

 

Podejście „lód w sercu”

Dziwne byłoby, gdybyś rozstał się z kimś, z kim dzieliłeś czas, pieniądze, łóżko i swoje ciało i nie towarzyszyłyby temu żadne emocje. Nie odczułbyś zadnej róznicy. Żadnej nostalgii lub choćby chwilowej melancholii. Oznaczałoby to, że albo jesteś wykastrowany z uczuć, albo… jesteś robotem (sztuczna inteligencja to nie plotki).

 

Podejście „popkulturowo-serialowe”

Druga skrajność, to nastawienie do związku, które jest lansowane we wszystkich komediach romantycznych i większości seriali, czyli albo jesteśmy razem albo strzelam sobie w łeb. „Wolałbym zginąć, niz żyć bez ciebie”, „jesteś wszystkim co mam”,  „bez ciebie moje życie nie ma sensu” – popkultura pierze ludziom mózgi gorzej, niż kościół. Jak możesz dać sobie wmówić, że Twoje życie ma sens, tylko gdy jesteś w związku? Że to kim jesteś i co robisz zupełnie traci wartość, gdy nie ma przy Tobie osoby płci przeciwnej? Przecież to śmieszne.

[emaillocker]

Jeśli masz beznadziejne życie, to związek tego nie zmieni

Może Ci się zrobić przykro w tej chwili, ale tak jest. Jeśli nienawidzisz swojego życia i przeklinasz każdy kolejny dzień, to bycie z kimś nagle tego nie odmieni. A jeśli liczysz na to i tylko myśl o znalezieniu drugiej połówki każe Ci budzić się rano, to grubo sie na tym przejedziesz. Uzależnianie sensu swojego istnienia na tej planecie od innej osoby jest poronionym pomysłem. Z dwóch powodów:

  1. Żyje się dla siebie nie dla kogoś. Żyje się po to, żeby realizować swoje pasje, cele i marzenia. Druga osoba może Ci w tym pomóc, możesz dzielić się z nią szczęściem, ale nie może być celem samym w sobie. No chyba, że wraz z narodzinami przyjąłeś rolę reproduktora, którego jedyną misją jest przedłużenie gatunku. W takim wypadku zgłoś się do zoo, bo nie jesteś człowiekiem, tylko zwierzęciem.
  2. Obarczanie durgiej osoby odpowiedzialnością za swój los jest patalogią. Wyobraź sobie, że to Ty jesteś z tej drugiej strony. Jak się czujesz z tym, że ktoś jest tak pusty, że tylko Ty możesz wypełnic jego żadne jestestwo? Że totalnie nie ma poczucia własnej wartości, ani swojej autonomicznej sfery życia? Że jesteś jego prywatnym ratownikiem, który codziennie musi wyławiać go ze środka morza, bo jesli tego nie zrobi, to utonie? Obciążające, co? Ile będziesz w stanie być CAŁYM ŚWIATEM na 3 etaty? Kwartał, pół roku?

 

Najpierw Ty!

Bądź singlem. Bądź żoną. Bądź romantykiem. Bądź zimną suką. Bądź kim chcesz, ale najpierw znajdź sens życia w sobie, a potem szukaj ludzi z którymi będziesz się nim dzielił. Nigdy na odwrót, okej?

[/emaillocker]

(niżej jest kolejny tekst)

31
Dodaj komentarz

avatar
20 Comment threads
11 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
figofagomaniakMiłość i inne pierdoły - Ekaterina Kozlova - lifestyle blog -Rusz tyłek! – zapowiedź | Stay Fly - blog lifestylowyEkaterina Kozlova Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Rafał Lisiak
Gość

Przyjąłem, zrozumiałem, zaakceptowałem:)

Grzeczny Chłopiec
Gość

To jeszcze tylko 7 miliardów pozostałych ludzi :)

paqel
Gość
paqel

Cóż Cię skłoniło do takiego wpisu? Ktoś zaszedł Ci za skórę?

Grzeczny Chłopiec
Gość

Przypadek. Włączyłem telewizor i trafiłem na końcówkę jakiejś komedii romaylintycznej. Standardowa scena w tego typu filmach – koleś błagał jakąś dziewczynę, żeby byli razem, bo bez niej jego życie nie ma sensu. No ile można?

paqel
Gość
paqel

Powinieneś poruszyć też kiedyś wątek dotyczący bycia w związku. Amerykańskie komedie „romaylintyczne” właściwie pokazują tylko jak dobrnąć do momentu by z kimś być, ale nie mówią jak później radzić sobie w dwójkę. I baby, uczone przez telewizję, nie mają przez to dalszych wzorców!

Grzeczny Chłopiec
Gość

Myślę, że w ogóle dużym problemem jest to, że ludzi wychowuje telewizja, a nie rodzice i chcą żyć jak bohaterowie programów na MTV.

grzana
Gość
grzana

Mnie uczylo zycie. Obserwowalam znajome rodziny i swoja w pierwszej kolejnosci w sumie. I to sie przeklada na terazniejszosc, bo wiem, jak nie chce by bylo w mojej rodzinie i staram sie powielac tylko dobre wzorce. Amen.

grzana
Gość
grzana

Dobrze, ze niedouczone chlopy to wiedza!

Maciej Polek
Gość

A gdzie podejście „sponsor” bądź „beneficjent sponsorowania”? ;)

Grzeczny Chłopiec
Gość

Te podejścia są stosowane w trakcie związku, a nie po jego rozpadzie :)

Agnieszka Pelowska
Gość

I kto to mówi, lol ;d ;)

Mario
Gość
Mario

Jak mnie żona zdenerwuje to też potrafię popełnić wpis w ten deseń;) Wszystkie emocje na stół! Na bloga raczej. A tak poza tym, to sama prawda coś napisał. M.in. stąd się biorą potem rozwody.

looqash.com
Gość

Czasem sens znajdziesz dopiero pod wpływem drugiej osoby. Ale to trzeba chcieć i wiedzieć, że jest się ofiarą losu. A druga strona musi chcieć w tym pomóc. Skomplikowane i rzadko kiedy się udaje.

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

5 prezentów, których nie chciałbyś znaleźć pod choinką

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest daveynin

Na początku miesiąca radziłem Wam co kupić na Mikołaja, żeby i chłopczyki i dziewuszki były szczęśliwe, a przemoc fizyczna znikła z naszych szkół, uczelni i zakładów pracy. Udało się! Posty się spodobał, zszerowały i zlajkowały, a foki na Alasce przestały ginąć.

Jako, że jutro Wigilia Świąt Bożego Narodzenia – ulubiony dzień samobójców – pomyślałem, że znów warto coś zrobić dla świata. Coś, żeby tego dnia tych samobójców było choć troszkę mniej. Zgodnie z zasadą „chcesz zmienić świat, zacznij od blogosfery”, poprosiłem znajomych blogerów o pomoc. Wspólnymi siłami stworzyliśmy zestawienie 5 najgorszych prezentów, które mogą znaleźć się pod choinką i doprowadzić do gwałtownego pogorszenia nastroju.

Jeśli chcesz być dobrym człowiekiem, nie mieć płaskostopia i pójść do nieba, to wystrzegaj się obdarowywania kogokolwiek takimi niewypałami jak:

 

Piżama

Propozycja podesłana przez Kamila z Social Talk (guru Facebooka i cardiganów). Kamil powiedział, że gdyby jeszcze raz znalazł piżamę pod choinką, to nawet nie szukałby kupca na Allegro, tylko od razu oddał ludziom z Radomia. Gdy ja dostałem piżamę na gwiazdkę, byłem za mały, żeby wpaść na takie rozwiązanie. Po prostu się popłakałem i nie wychodziłem z pokoju do końca świąt (bo liczyłem na zestaw lego).

 

Aniołki, amorki, ozdoby

Fuck up gwiazdkowy dedykowany głównie kobietom, bo nie wyobrażam sobie, żeby ktoś przy zdrowych zmysłach mógł kupić coś takiego facetowi. Po co ludzie (kobiety) dają sobie takie badziewia? Ani to nie zdobi, ani nie jest użyteczne, bo dużo lepszym przyciskiem do papieru jest po prostu kubek po kawie. Tego typu figurki tylko nie potrzebnie zagracają mieszkanie (do sylwestra), a później piwnice (po nowym roku). Wszelkie amorki, aniołki i inne ozdoby znienawidziła także Amelia z Choccolatte’s Style.

 

Wyjazd z groupona

Łukasz z looqash.com (blog prawie tak fajny jak mój), zasugerował, że głupim pomysłem jest kupowanie komuś na gwiazdkę wyjazdu z zakupów grupowych. I zgadzam się w zupełności, bo:

  1. Jak to niby zapakować? Wydrukować kod, włożyć w dizajnerską kopertę, a całość wrzucić do pudełka po mikrofali i owinąć szarym papierem do przesyłek pocztowych, żeby obdarowywany nie miał szans się domyśleć co jest w środku? No to byłaby prawdziwa niespodzianka, ale nie oszukujmy się – nikt z Twojej rodziny nie jest, aż tak kreatywny. Na 90% pod choinką znajdziesz po prostu zwykłą kopertę ze swoim imieniem i będziesz  dziękował stwórcy, że tym razem nikt nie wpadł na głupi pomysł, by kupić Ci coś z tej listy, tylko po prostu dał kasę. Po czym wyciągniesz z koperty krzywo wydrukowaną kartkę papieru i odejdą Ci wody, gdy zobaczysz, że dostałeś dwudniowy wyjazd do Ciechocinka.
  2. Termin, termin, termin! Oferty wyjazdowe, które znajdują się na grouponach, citeamach i mydealach nie są tam dlatego, że są bestsellerami. Trafiają tam, ponieważ albo dotyczą pobytu w zapyziałej dziurze, do której normalnie nikt by nie pojechał, albo terminu, w którym większości ludzi coś nie pasuje. Mam tu na myśli albo środek sesji; albo zaraz po nowym roku (gdy wszyscy są spłukani po świętach); albo 2 tygodnie od momentu zakupu. Czyli brak szans na jakieś sensowne wykorzystanie wyjazdu.
  3. To w rzeczywistości nie wygląda jak na zdjęciach. Serio.

 

Książki

Książki ogólnie są spoko. Zawsze można nimi podeprzeć stół albo przypozować na intelektualistę-literata, gdy przyjdzie do Ciebie nowa dziewczyna. Problem pojawia się jednak, gdy dostaniesz przewodnik po barokowych zabytkach Berlina, będąc zadeklarowanym fanem gotyku. Lub, gdy okaże się, że to literackie dzieło, jest niższe niż ułamana noga od szafy i wykorzystasz je dopiero w sezonie grillowym jako rozpałkę. O tym jak bardzo nie lubię nietrafionych książek przypomniała mi Olga z Ekskribicjonizmu kontrolowanego.

 

Skarpety!!!

Najgorszy prezent ever wymieniony przez wszystkich (pierwszy był Michał z Życie jest piekne)! 10 na 9 blogerów zadeklarowało, że popełniłoby sepuku online, gdyby znaleźli pod choinka skarpety. Jeden z moich kumpli zakończył 4 letni związek z dziewczyną, gdy dostał od niej coś co widzicie na zdjęciu u góry. Drugi poprosił rodziców o zmianę nazwiska po jednej z rodzinnych wigilii.

Niech to pójdzie, niech to dotrze, niech się niesie: SKARPETY NIE SĄ DOBRYM POMYSŁEM NA PREZENT GWIAZDKOWY! Amen.

Bonus

Jeśli rodzina Cię nie kocha i mimo wszystko jutro znów dostaniesz skarpety, to puść sobie poniższy filmik. Na pewno pocieszy Cię, że dzieci w Stanach mają gorzej. Ich rodzice nie dość, że specjalnie dają im najgorsze prezenty na świecie, to jeszcze nagrywają ich reakcje i wrzucają na YouTuba. To się nazywają wesołe i rodzinne święta, co?

Śniadanie Mistrzów #21 – Jemy w Muzeum Narowodym

Skip to entry content

Rok temu, gdy zaczynałem prowadzić bloga, wpadłem na niedorzeczny pomysł, że będę pisał o wystawach. Dwoiłem się i troiłem, żeby recenzje wyglądały tak jakbym się na tym znał, a i tak nikt tego nie czytał. Nie mówiąc już o komentarzach. I mimo że dałem sobie z tym spokój, a w tekście o miejscówkach na zimową randkę napisałem, że do muzeów chodzą tylko starzy ludzie, to Muzeum Narodowe w Krakowie zaprosiło mnie na „śniadanie z mediami”.

Miło. Raz, że śniadanko na mieście zawsze spoko, a dwa, że rzecz działa się w Kamienicy Szołayskich, historycznej miejscówce jakby nie patrzeć. Bałem się trochę, że na owym spotkaniu będę jedyną osobą, która nie przekroczyła jeszcze ćwierćwiecza, więc wziąłem ze sobą Andrzeja (a propos, jego ekipa puściła pierwszy singiel po sieci). Moje obawy były słuszne, ale nie było tak źle. W zasadzie to było bardzo dobrze.

 

Śniadanie w MNK

Oprócz dobrej szamki (pyszny pasztet ze śliwką i kozi ser) i nienajgorszych napojów (myślałem, że ta kawa z TriBeCi będzie lepsza), udało mi się wynieść z tego spotkania coś jeszcze. Nie, nie chodzi mi o torebkę pani dyrektor, ani numer telefonu żadnej z dziennikarek. Tym razem chodzi mi o poczucie, że ktoś z budżetówki się stara. Myślałem, że takie sytuacje istnieją tylko w teorii, a tu proszę bardzo jakie zaskoczenie.

Osoby zarządzające MNK naprawdę się starają, żeby przyciągnąć do muzeum ludzi przed 60-tką. Na całym „śniadaniu z mediami” nie było pompatycznego tonu, ani kuriozalnych szopek, takich jak choćby na oficjalnych spotkaniach organizowanych przez moją uczelnię. Było za to dużo kreatywnych projektów przygotowywanych przez MNK, które mają zachęcić szeroko rozumianą młodzież do kontaktu. Niektóre z nich to:

  • stworzenie wielkiej ślizgawki (takiej lodowej) przed Gmachem Głównym, na której w zimie starzy i młodzi będą mogli aktywnie spędzać czas
  • stworzenie kolejnych murali upamiętniających krakowskich artystów (po świetnie przyjętej Marii Jaremie), które będą rozświetlać szare blokowiska
  • gra miejska (podchody wokół Rynku Głównego) oparta na życiu Jana Matejki (taki aktor przedwojenny)

Dla mnie bomba! Nie lubię zimy, ale najbardziej czekam na ślizgawkę, bo w podstawówce to była moja niemal jedyna forma spędzania wolnego czasu. Oprócz owych fajności, 0d 27 grudnia 2012 do 27 stycznia 2013, WSZYSCY maja DARMOWY wjazd do WSZYSTKICH placówek Muzeum Narodowego w Krakowie (czyli przez ten miesiąc wyjątkowo nie musicie kierować się moją listą). Spoko, co?