Close
Close

Co byś zrobił gdyby nie było jutra?

Skip to entry content

W piątek jest koniec świata, wiadomo. Info to jest dostępne od kiedy Majowie stworzyli kalendarz, czyli już od dłuższego czasu. Tak jak w 2000 roku nie uderzył w nas meteoryt, tak, tym razem podejrzewam, że również nic się nie stanie. Oczywiście poza armagedonem na dworcach PKP, ale to temat na osobne 20 postów. Nasi rodzice poradzili sobie z hiperinflacją, to i My powinniśmy dać radę z tygodniową awarią Facebooka, czy tam innymi katastrofami.

 

Pocałowałbym cię w usta, by poczuć smak życia

Na pewno kojarzycie kawałek Pezeta, który jest powyżej, czyli „Gdyby miało nie być jutra”. Nawija w nim o tym, co by zrobił, gdyby został mu ostatni dzień życia i nazajutrz czekała go pewna śmierć. Paweł z Ursynowa gdyby wiedział, że jutro straci życie, dziś:

  • przeprowadziłby napad rabunkowy z bronią w ręku
  • poleciał na Majorkę albo do Meksyku
  • spotkał się ze swoją życiową miłością
  • odurzył się kokainą i Jackiem Daniel’sem
  • zastrzelił komendanta
  • przejechał się w ekstremalnych warunkach luksusowym samochodem
  • przepuścił dużą sumę pieniędzy na wyścigach konnych

 

3 rzeczy w 24 godziny

Zawsze kiedy jest gadka o końcu świata i śmierci, zastanawiam się jakby to było u mnie. Co ja bym zrobił, gdybym wiedział, że zostały mi ostatnie 24 godziny, a potem koniec. Finito. The end. Game over. Nie ma powrotu. Gdybym na przykład był jednym z bohaterów „Loopera” i wiedział, że jutro nastąpi zamknięcie mojej pętli i egzekucja… Zbliżający się 21.12.2012 jest dobrą okazją by się nad tym zastanowić.

Ograniczając się do 3 rzeczy (bo w ciągu jednej doby, to jednak całego świata nie okrążę), w ostatnim dniu:

  • połamałbym nogi pogrzebaczem kolesiom, którzy mnie dręczyli w podstawówce
  • wziąłbym pożyczkę w Providecie na 5000zł i z trójką moich przyjaciół poleciał do Paryża, żeby jeszcze raz pić wino, jeść ser pleśniowy i oglądać zachód słońca na Montmartre
  • kupiłbym sobie najdroższe białe Lacosty jakie istnieją i poszedł na jakiś mocny koncert plenerowy (na przykład Hadoukena!) albo do najbardziej zatłoczonego klubu

 

Teraz Twoja kolej

Jeśli nie musiałbyś obawiać się konsekwencji, wyrzutów sumienia i wyzerowanego konta w banku, to jakie 3 rzeczy byś zrobił? Coś co zawsze chciałeś zrobić, ale brakowało Ci odwagi lub pieniędzy?

(niżej jest kolejny tekst)

26
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
12 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
Rusz tyłek! – zapowiedź | Stay Fly - blog lifestylowyDagna ParynowMartaSzymulaWojciech KopećUwierz w koniec Świata | Życie jest piękne :) Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
James
Gość
James

Chwile musialem sie zastanowic, bo szczerze moiwac nie myslalem o tym nigdy, a to jednak bardzo powazny temat, ale jakbym mial zginac w piatek, to jutro 1. Ujawniłbym sie w swojej pracy, ze jestem gejem i powiedzial swoim nadetym szefom, ze mam dupie ich opinię! 2. Zadzwonił do swojego byłego chłopaka z liceum i powiedział mu, że mimo jego zdrady dalej go kocham. 3. Poleciał do Nowego Jorku zjesc prawdziwego amerykanskiego burgera i przejsc się po Manhatanie. To jest moje wielkie marzenie.

Mariusz Suchocki
Gość

Ja na pewno tak jak pezet, ukradlbym jakiegos Merola i go rozbil na drzewie. Wzial pozyczke i kupil w klubie butelke Hennesy i oproznil ja z pierwsza lepsza poznana dziewczyna. A trzecia rzecz, to pogodzil sie z bratem i powiedzial ze nie mam mu juz nic za zle…

Megazord
Gość
Megazord

To zrób to.

Michał Maj
Gość

Całowałbym się…

Grzeczny Chłopiec
Gość

Z kimś konkretnym, czy głównie „się”? :)

Michał Maj
Gość

tutaj musiałbym się zastanowić dłużej ;)

D.
Gość
D.

może to mało kreatywne, ale teraz do głowy przychodzi mi tylko jeden pomysł … 24 godziny seksu

Grzeczny Chłopiec
Gość

Bardzo racjonalny pomysł.

Dagna Parynow
Gość

Dokladnie to samo mialam napisac ;D ale zeby nie bylo tak banalnie – na lozku, z ktorego mialabym widok na Barcelone. Z duza iloscia wina.

grzana
Gość
grzana

Limit glupot w zyciu wyczerpalam, wiec cos madrego bym zrobila chetnie…

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Nowy Jork, to po Paryżu i Londynie trzecie miasto, które chcę zobaczyć, zwiedzić i poznać. Mam już odłożone 15 złotych na ten cel, także wyprawa niebawem.  A napalam się tak na to miasto z dwóch powodów:

  1. Połowa amerykańskich raperów, których słucham pochodzi z NYC. Chcę w końcu przekonać się, czy Brooklyn i Bronx wyglądają tak jak w kawałkach Beastie Boys, Notoriousa B.I.G., Nasa i Jaya-Z.
  2. Dopóki Jenny Humphrey nie wyleciała z Gossip Girl, byłem omotany tym serialem. Oglądałem go głównie po to, żeby pozazdrościć zabawy licealistom na drugiej półkuli. I żeby uświadomić sobie, że są większe problemy, niż za co zapłacić za czynsz – na przykład jakie szpilki Valentino ubrać na imprezę? Obiecałem sobie, że pewnego dnia polecę na ten Manhattan i będę się bujał limuzyną po głównych ulicach jak prawdziwa elita z Upper East Side! A co!
autorem zdjęcia jest kaysha

Żeby pokazać Wam jak wyobrażam sobie Nowy Jork, przygotowałem zestawienie 5 kawałków, które moim zdaniem najtrafniej oddają klimat tego miasta.

 

1. Nas – N.Y. state of mind

Nas – (nie)korowany książę rymów – opowiada o mrocznych stronach Wielkiego Jabłka. Jeśli chcesz posłuchać historii, których raczej nie drukują w folderach promocyjnych hoteli i biur podróży, to włącz ten numer. Co drugi polski raper gadający o ulicy wzorował się na nim.

 

2. Frank Sinatra – New York, New York

Utwór mocno kontrastujący z poprzednim. Frank Sinatra – człowiek legenda, najlepszy wokalista wszech czasów zaraz po Gutku z Indios Bravos – nagrał niekwestionowany hymn Nowego Jorku. Gloryfikuje to miasto w każdy calu. Jeśli tego nie słyszałeś, to nigdy nie będziesz wiedział co to znaczy być „królem wzgórza”.

 

3. Kid Cudi – Pursuit of happiness (Steve Aoki remix)

Frank był reprezentantem starej szkoły i klasycznych brzmień, to teraz coś newschoolowego. Remix Kida Cudiego, który mogliście usłyszeć w  „Project X”, dobrze oddaje atmosferę nowojorskiego melanżu. Jazda po bandzie i na bogato. Tak się bawią Jankesi!

 

4. El Dupa – Natalia w Bruklinie

Polski akcent, czyli jak większość naszych rodaków na emigracji postrzega to miasto (i kraj). Od 2000 roku (momentu w którym Kazik napisał ten numer) sporo się zmieniło, ale mimo to dla wielu Polaków nadal właśnie tak wyglądają amerykańskie realia. Czas to zmienić!

 

5. Jay-Z „Empire state of mind” + Alicia Keys

Wiedzieliście, że ten kawałek tu będzie, a Ja nie wyobrażam sobie jak takie zestawienie mogłoby istnieć bez niego. Shawn Carter – uosobienie hasła „od pucybuta do milionera” – w niecałych 5 minutach streścił ponad 300-letnie miasto. Nowy Jork jest kolebką hip-hopu. Nie ma się więc co dziwić, że jeden z pionierów tego nurtu opowiada o nim tak, że czujesz je na skórze. Następca hymnu Sinatry.  Nic nie tworzy w głowach dokładniejszych obrazów zakorkowanych ulic, zatłoczonych klubów i wszystkich skwerów tętniących życiem, niż „Empire state of mind”.

 

Jeśli jednak nie chcesz sobie wyobrażać tego miasta, a zobaczyć jak wygląda naprawdę, to jest okazja. Jedno z lepszych piw jakie zdarza mi się pijać – Miller – ma dla Was konkurs, w którym do wygrania jest wyjazd (wylot w zasadzie) do New York City! Tak, tak, możecie wygrać wycieczkę życia i bujnąć się na „Miller Music Tour” za wielką wodą. Konkurs jest o tyle ciekawy, że nie musicie wysyłać mi swoich nagich zdjęć. Wszystko zawarte jest w ramach internetowej gry, która jest wirtualną podróżą po Wielkim Jabłku. Od wczoraj możecie rozwiązywać pierwsze zadanie. Wiadomo, że nie zrobicie tego lepiej ode mnie, ale warto próbować, bo  poza główną nagrodą są do zdobycia również „piwka pocieszenia” i gadżety.

5 par butów, w których nie powinnaś wychodzić z domu

Skip to entry content

Jest środek niedzieli, Wasze zdolności kojarzenia i przyswajania powinny wrócić już do normy, więc wrócimy do problemów pierwszego świata. Czyli szeroko pojętej stylówki!

Ustaliliśmy nie demokratycznie, że wygląda się liczy. Wiecie też już jak wygląda moja Supergirl i co na siebie zakłada, gdy akurat jest taka konieczność, że musi być ubrana. Teraz pójdźmy w drugą stronę. Dziś dowiecie się czego NA PEWNO nie powinna zakładać na stopy żadna kobieta wychodząc z domu. Jeśli oczywiście w promieniu 100 kilometrów są jacyś ludzie. Jeśli nie, może chodzić w czym chce. Pozwalam.

 

#1 Crocsy

Mimo, że mają krokodyla w logówce, to to jednak nie Lacoste. Nie jest to też but, w którym powinnaś opuszczać pomieszczenie zamknięte (jeśli jesteś przy zdrowych zmysłach rzecz jasna). To ani nie wygląda, ani nie pasuje. Do niczego! W dodatku jest z plastiku i jak pochodzisz w tym dłużej będą ci śmierdzieć stopy. Uznajmy, że te „buty”, to żart.

 

#2 Adidasy na koturnie

Moda na te kaszaloty przyszła do nas stosunkowo niedawno i na szczęście jeszcze nie dążyły zalać ulic. Dziewczyno nie wkładaj tego! W tych po lewej będziesz wyglądać jak upośledzona, a w tych po prawej jakby ci walec przejechał po stopie i coś „delikatnie” spuchło. Te buty są brzydkie i założę się o orzechówkę z mlekiem, że nie masz w szafie nawet jednych spodni, które do nich pasują (nie mówiąc już o górze).

[emaillocker]

#3 Buty trekkingowe

Ja wiem, że jest zima. Naprawdę wiem. Ale to są buty do wspinaczek wysokogórskich. Nie do pójścia na uczelnię, czy do pracy i już NA PEWNO nie do klubu! Reasumując – nie masz prawa ich zakładać, jeśli akurat nie jesteśmy w górach. A nie jesteśmy, więc przestań zaginać rzeczywistość i udawać, że pasują do obcisłych dżinsów i płaszcza!

 

#4 Glany

Cytując Smarki Smarka: „glany, to mogło wtedy imponować teraz śmieszy”. Nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia uzasadniającego to, że je nosisz, zakładając, że skończyłaś gimnazjum. Okres buntu jest super, ale ma to do siebie, że mija i musisz sobie uświadomić, że wyglądasz w nich głupio (bardzo). Poza tym to cholernie niehigieniczne i każdy facet widząc Cię w nich wie, że masz grzyba.

 

#5 What the fuck?

Dziewczyny lubią ekstrawagancję, dziwne ciuchy, szalone fasony i odjechaną kolorystykę. Jasna sprawa, ja też to u Was lubię, ale te buty to jest nieporozumienie. Te z lewej nawet nie wiem jak się nazywają, bo nie za specjalnie interesuję się akcesoriami cyrkowymi. Te z prawej, to wiem, że to rzymianki, ale z okresu średniowiecza, a od dobrych 12-stu lat mamy nowe millenium, więc ogarnij się kobieto i nie daj sobie wmówić, że to jest trendy, sexy i jazzy. Nie, nie jest zupełnie.

To tyle co miałem do powiedzenia na temat damskiego obuwia. Weźcie sobie to do serca, a świat będzie lepszy i spadnie inflacja.

[/emaillocker]