Close
Close

W ramach niekończącego się umiłowania samego siebie, przeglądałem wczoraj posty z mojej wyprawy do Londynu. Pisząc je byłem przekonany, że napisałem Wam o wszystkim, o czym warto napisać. W końcu był i Hyde Park, i Harrods, i kurczakburgery (sacrum zmieszało się z profanum, a policjanci przestali gonić za picie w plenerze). Po czym spojrzałem w folder ze zdjęciami i olśniło mnie. Zapomniałem o Camden Town…

 

Dzielnica Amy Winehouse

Za jej piosenkami jakoś szczególnie nie przepadałem i po jej śmierci też nagle się to nie zmieniło, ale dzielnię to muszę przyznać, że miała kozacką. Nie ma takiego miasta w Polsce, w którym można na co dzień spotkać tyle freaków i cudaków, co w londyńskim Camden Town. Ta miejscówka to mekka wszystkich gotów, electro-gotów, metalowców, cyber-punkowców, emo i innych ludzi, których z pewnością nie wpuściliby do żadnego biurowca w Krakowie.

 

Cyberdog

„Cyberpies” to sklep z najbardziej pokręconymi akcesoriami w jakim miałem okazję być. Buty na koturnach wyższych niż Danny DeVito, peruki z plastikowych rur i implanty większości części ludzkiego ciała. To asortyment podstawowy w tym sklepie. Były tam zasadniczo same dziwne rzeczy, którymi Kasia Tusk z pewnością nie chwaliłaby się na swoim blogu. Mimo to, włos zjeżył mi się na pośladkach, dopiero gdy zszedłem do podziemi.

Cóż tam oczy me ujrzały? Akcesoria erotyczne (jeśli nie macie skończonych 30-stu lat, to w tej chwili przestańcie czytać), a wśród nich podwójny fluorescencyjnych wibrator doodbytniczy „stylizowany na członka obcego”. Bleee! Jak teraz o tym myślę, to wciąż robi mi się… źle. Mózg mi eksplodował trzykrotnie i w chwili słabości dałem się złapać obsłudze na robieniu zdjęć (a był zakaz przy wejściu, oj były). Skończyło się bez mordobicia i po wyjściu stamtąd wciąż mogłem zjeść frytki z rybą używając wszystkich jedynek, ale niestety foty bezpowrotnie przepadły. Wrrr, I’ll be back!

 

Szama

Nie spodziewałem się tego, ale jedzenie było tam całkiem znośne i to bez dziwactw. Były Pizze, burgery, zapiekanki, ale przede wszystkim chińszczyzna! Masę różnej maści chińszczyzny. I nawet nie tak bardzo zapadły mi w pamięć same kurczaki na 3 miliony sposobów, co sprzedawcy. Każdy handlujący tam Azjata zapraszał (wołał) Cię na darmową mini-porcyjkę. Zrobiłeś 2 rundki po wszystkich stoiskach i byłeś już tak najedzony, że nie było potrzeby nic kupować.

 

Fauna i flora

Jeśli mój wstęp o ludziach ze strefy cienia Was odstraszył, to zakończenie powinno Was zdecydowanie przekonać do Camden Town. Jak widać, jestem tam zielono i strasznie klimatycznie. Można się elegancko wyłożyć na murku nad wodą, poczytać, posłuchać muzyki i pokontemplować rzeczywistość (lub swoją zajebistość). Po Hyde Parku, to druga najfajniejsza miejscówka w Londynie na chillout i piwko w plenerze, czyli to co blogerzy lubią najbardziej.

Ktoś z Was też już tu był (jest)?

(niżej jest kolejny tekst)

6
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
FuriaAleksandraDagna ParynowGrzeczny Chłopieclooqash.com Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
James
Gość
James

Ja tu jestem i teraz to tak kolorowo nie wyglada, ale trzeba przyznac ze camden town ma klimat. Duzo roznego jedzenia i piknik nad reczka jest bardzo fajny. Tylko trzeba trafic, tak jak tobie sie udalo, na jeden jedyny tydzien wakacji w Anglii kiedy swieci slonce i nie pada deszcz :) A ci metlae i hipsetrzy sa calkiem przyjazni :)

looqash.com
Gość

A ten facet na ostatnim zdjęciu co robi? Nie pozwala łódce przepłynąć pod mostem? ;D

Grzeczny Chłopiec
Gość

Nie, nie, on próbuje przesunąć most, ale ludzie stojący u góry nie chcą mu pozwolić :)

Dagna Parynow
Gość

Camden Town to zdecydowanie moje ulubione miejsce w Londynie. Cyber Dog to istna petarda! Robi wrazenie ;D obiecalysmy sobie z kumpela, ze kiedys obkupimy sie w CD i pojdziemy na jakas idiotyczna impreze w takim klimacie w Londynie, ale los chcial, ze przestalam tam mieszkac. Chinszczyzna jest naprawde dobra. Tak jak wiekszosc take aways w Londynie. Moj hit to dwie miejscowki dzienne na CT: 1. Stoisko z vintage meblami/walizkami/lustrami u takiego goscia w Stables Market. Kupilysmy tam kiedys z kumpela cudowna komode w komiksy! Nie do opisania przezycie jak wracalysmy z nia metrem do domu ;D 2. Drugie stoisko w… Czytaj więcej »

Aleksandra
Gość
Aleksandra

Strasznie żałuję, że nie byłam w muzeum sztuki współczesnej i nie dotarłam do Camden będąc w Anglii :< Muszę znów pojechać i zwiedzić więcej niż ostatnio :)

Furia
Gość

kiedy bywam w Londynie zawsze idę na Camden na hinduskie jedzenie :) Uwielbiam i kocham. Zawsze jest ta sama pani i zawsze mam po wizycie w tym miejscu podwyższony poziom endorfin :D

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Prezent mikołajkowy do 20zł: wersja damska

Skip to entry content

W piątek był przed-świąteczny poradnik dla dziewczyn i one już świetnie wiedzą, co kupić swoim kolegom z pracy/studiów na Mikołaja. Teraz czas na Was panowie. Jasne, że dziewczyny cieszą się z źle dobranej bielizny, którą dostają od Was co roku. Nie pasujące do niczego kolczyki też uszczęśliwiają je jak cholera, ale może warto żebyście ten jeden jedyny raz spróbowali czegoś innego. Wchodzicie w to? To sprawdźcie jaki prezent na Mikołaja dla dziewczyny można kupić do 20zł.

#1 Mapa miasta, w którym aktualnie mieszka

Zaraz po błyszczyku, prostownicy, zniżce na peeling i tygodniku z zeszłego kwartału, to najpotrzebniejsza rzecz, którą kobieta jest w stanie schować do torebki. Będzie wniebowzięta, że ją ma, nawet jeśli od urodzenia mieszka w tym samym mieście. Z moich bolesnych doświadczeń wynika, że każda kobieta jest w stanie się zgubić w każdym miejscu, po godzinie 21.  Ba, niektóre mieszkając 4 lata w Krakowie nie wiedzą jak dojść z Floriańskiej na św. Anny (albo nawet nie wiedzą, że taka ulica istnieje). To, że mają GPSa i Google Maps w telefonie nie jest żadnym argumentem i nawet nie próbuj go używać. Nie od dziś wiadomo, że jedyną kobietą, która tego używa jest Martyna Wojciechowska. Także mapka. Najlepiej fluorescencyjna. Jak dobrze poszukasz, to możesz się nawet zmieścić w dyszce.

#2 Bambosze

Must have każdej laski z wyjątkiem gotek i fanek death metalu. W tym temacie im bardziej przypałowo tym lepiej, także bez obaw, że przesadzicie. Dziewczyny mieszkające w kamienicach bez ogrzewania miejskiego docenią ten prezent podwójnie.

#3 Wejściówka na szybkie randki

autorem zdjęcia jest Dave Rowswell

Wiele dziewczyn narzeka, że po licencjacie jedyni wolni faceci, to fanatycy WOWa, którzy swoje przyrodzenie widzą tylko w lustrze. To taka sama bzdura, jak hasło, że laski lecą tylko na kasę (trzeba dodać jeszcze wygląd i blogowanie). Jeśli Twoja koleżanka jest notoryczną singielką i nie możesz już słuchać jej użalania się nad sobą, kup jej wejściówkę na szybkie randki. Sama nigdy by się na to nie zdecydowała, bo brakłoby jej odwagi, a mogę się z Tobą założyć o flaszkę Metaxy, że pozna przynajmniej jednego gościa, z którym będzie chciała się umówić drugi raz.

#4 Soundtrack z „Pocahontas”

Na jakiej domówce bym nie był, laski prędzej czy później zaczynają śpiewać „Kolorowy wiatr”. Sam zdążyłem się już nauczyć na pamięć tego kawałka, a dalej nie wiem czemu dziewczyny darzą tak dużym sentymentem „Pocahontas”. Zazdroszczą głównej bohaterce karnacji, czy zakazanego romansu? Co by to nie było, lepiej żeby słuchały tego z oryginału.

#5 Bilet do Paryża

Przy wersji męskiej pisałem, że każdy facet chciałby strzelić piwko w londyńskim pubie. Tutaj napiszę, że nie znam kobiety, która nie chciałby napić się latte, w jednej z paryskich ulicznych kawiarenek. Nie ma co ściemniać, to miasto ma czar. Może nie aż tak przekoloryzowany jak w filmie Allena, ale ma. Dorwij okazję na Ryanairze albo Wizzairze i pozwól się o tym przekonać Twojej kumpeli na własnej skórze.

To tyle z moich pomysłów na świąteczny prezent dla dziewczyny do 20zł. Tak jak poprzednio, zachęcam do korzystania, inspirowania się i wrzucania linków w komentarzach do Waszych propozycji.

Mamy Metaxę. Nie wiemy z czym ją wypić

Skip to entry content

Olać to, że jest poniedziałek. I co z tego, że jutro trzeba iść do pracy/na uczelnię/pisać bloga. Mamy Metaxę! Maciek właśnie wrócił z pracy i przyniósł flaszunię, którą dostał za jakiś mega deal.

Darowanej flaszce podobno się w sposób podania nie zagląda, ale jakoś ją trzeba wypić. A my nie mamy pojęcia jak. Wiadomo, że każde alko (oprócz piwa) dobrze się łączy z colą. Ale bezcześcić trunek, który 5 lat leżakował w piwnicy chemiczną mieszanką do odrdzewiania metalu? Nie, nie, nie tym razem.

Jedyne co nam przychodzi do głowy to tonic, albo picie czystej z lodem (z tym, że nie mamy lodu). Ale jako, że co 29 365 głów to nie jedna, tak więc zapytuję się Was drodzy czytelnicy: z czym najlepiej wypić Metaxę?

W miarę szybkie i sensowne odpowiedzi zostaną nagrodzone dożywotnim fejmem i możliwością przechodzenia na czerwonym.

3 mężczyzn, 4 kobiety, 24 godziny w Krakowie

Zapis doby wyrwanej bez znieczulenia z życia byłej stolicy. Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów.

Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy?

Noc w środku juwenaliów pełna jest wykrzyczanych pytań. Dzień przynosi odpowiedzi, których nikt nie chce słyszeć, nawet gdy są wypowiedziane szeptem. Czy uwierzysz bohaterom, przekonującym siebie nawzajem, że „to tylko seks”?

Zobacz książkę!