Close
Close

Share Week: dzielimy się fajnościami

Skip to entry content

 

Autor bloga jestKultura, zainicjował fajną akcję, która zwie się „Share Week”. Polega w skrócie na tym, że blogerzy polecają swoim czytelnikom innych blogerów, aby blogosfera rosła w siłę i wszystkim żyło się lepiej. Nie wiem czy powstrzyma to inflację i przyśpieszy budowę autostrad, ale na pewno wzbogaci Wasze życie w internecie. Poniżej macie 5 osób, których wcześniej Wam nie polecałem (bo tu i tu już mieliście kilka adresów), a do których naprawdę warto zajrzeć. I to „zajrzeć” mówiąc dosłownie, bo wyjątkowo będzie raczej do oglądania, niż czytania.

 

Marco prezentuje

Marca spotkałem na Blog Forum Gdańsk i stąd dowiedziałem się o jego kanale. Gość prowadzi arcy ciekawego vloga na tematy egzystencjalo-filozoficzne z domieszką science-fiction (a może z przewagą?). Świetnie ogląda się do kolacji, kiedy siedzisz sobie w wygodnym fotelu i możesz w spokoju porozkmniać zagadki wszechświata i ludzkiego mózgu. Jeden z 3 kanałów na YouTube, którego targetem nie są głównie gimbusy.

 

Venila Kostis

kliknij w obrazek, żeby przejść na bloga

O Venili też dowiedziałem się na BFG’12. Venila jest blogerką modową (nie piszę, że szafiarką, bo ostatnio dowiedziałem się, że to pejoratywne określenie) i oprócz tego, że potrafi się ubrać, to potrafi też pisać. Niby każdy absolwent podstawówki powinien się tym cechować, ale w jej kategorii to spora nisza. Nie prowadzi durnej komunikacji na fanpjedżu, nie wrzuca monosylabicznych podpisów, ani jednozdaniowych notek. Oprócz tego, że jest zajęta nie posiada większych wad.

 

Wybuchające Beczki

Krzychu reprezentuje moje lokalne podwórko, czyli Kraków. Jest tak wszechstronnym twórcą wideo, że nie wiem, czy powinienem go jeszcze nazywać vlogerem, czy już showmanem (choć w zasadzie jedno drugiego nie wyklucza). Nagrywa zarówno głupkowate filmiki, przy których można się zrelaksować po ciężkim dniu, jak i  szalenie wartościowe relacje z podróży po całym świecie. Nie wiem skąd się wzięła nazwa jego kanału – Wybuchające Beczki – ale to co na nim znajdziecie to z pewnością materiał wybuchowy.

 

Porysunki

kliknij w obrazek, żeby przejść na bloga

Porysunki, to jedne z najładniejszych lifestylowo-satyrycznych grafik na jakie ostatnio trafiłem. Autorka ma i ciekawą (swoją i oryginalną) kreskę i całkiem zgrabne dialogi, które bawią. Czasem bardziej, niż niejeden mem. Mogliście trafić na nią już wcześniej, bo kilku ilustracji użyczyła do tekstu o tym, że wygląd się nie liczy.

 

Kocham Gotować

Na koniec pan, który jest najpopularniejszym vlogerem kulinarnym, a mimo to są ludzie, którzy go nie znają. Na jego epickie „sieeemanko” reagujesz albo szerokim uśmiechem, albo podwyższonym ciśnieniem. Jest autorem takich klasyków, jak domowy przepis na Red Bulla, Coca-Colę, Frugo, czy smażonego Snickersa. To od niego wziąłem przepis na nudle z kurczakiem. Jeśli nie umiesz gotować, a chciałbyś się nauczyć, to jego kanał (zaraz po moim cyklu), jest najprostszą drogą.

 

Twój ruch

Jak zwykle, teraz Twoja kolej. Masz dwa wyjścia:

  1. możesz po prostu dać lajka i udostępnić tego posta na swojej tablicy, żeby dobra treść poszła w świat
  2. możesz aktywnie przyczynić się do promowania wartościowych twórców internetu i w komentarzach dać swoją  piątkę blogów/vlogów/fanpejdży, które trzeba sprawdzić

Niech fejm będzie z Tobą!

(niżej jest kolejny tekst)

21
Dodaj komentarz

avatar
12 Comment threads
9 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
KonradAnna LeszczyńskaMarochemikPaei100 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Alan
Gość
Alan

Marco jest swietny dobrze ze go wrzuciles!

Osia
Gość
Osia

Marco jest niezły, true, ale „sieeemanko” z Kocham Gotowac nic nie pobije :)

xF
Gość
xF

Gościu z Kocham Gotować tak mocno działa mi na nerwy, że jakkolwiek świetnego przepisu by nie wrzucił po prostu nie mogę tego oglądać.

Grzeczny Chłopiec
Gość

To jest właśnie to, albo go kochasz albo nienawidzisz.

Michał Maj
Gość

Kocham gotować jest niesamowity. Jestem kulinarnym beztalenciem, nie przepadam za tym, a ostatnio o 1 w nocy oglądając któryś odcinek siedziałem i płakałem z głodu. Na drugi dzień już robiłem własny tatar ;) Może jeszcze nauczę się gotować.

Grzeczny Chłopiec
Gość

Na naukę gotowania nigdy nie jest za późno (biorąc pod uwagę, że człowiek je całe życie :), a z „Kocham Gotować” jest to naprawdę proste, także zachęcam :)

xF
Gość
xF

Nazwa kanału „Wybuchające beczki” pochodzi od nazwy książki Gonciarza, której nazwę autor tłumaczył jako nawiązanie do zawsze wybuchających beczek w grach video. Gonciarz przecież popularność zdobył jako dziennikarz growy w tvgry.pl

Grzeczny Chłopiec
Gość

Myślałem, że dużo wcześniej ktoś to napisze. Dzięki Filip!

Rita Hairwood
Gość

grzeczny chłopiec gotuje! jestem pod wrażeniem ;) uwielbiam porysunki!

Grzeczny Chłopiec
Gość

Gotuje i to jak!

Anna Nowak
Gość

Dzięki! Do tej pory przeglądałam tylko Ciebie, „świętą trójce” Kominka, Seg i Fashionelkę oraz mim.blox.pl. Nowe blogi do przejrzenia tuż przed sesją – lubię to:)

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Jest bardzo poważna akcja. Taka akcja żebyś dał piątaka, a w zasadzie dyszkę.

 

Do końca świata i jeden dzień dłużej

Zawsze wspieram Wielką Orkiestrę świątecznej Pomocy. Od najmłodszych lat, w drugą niedzielę stycznia wychodziłem z mamą na miasto szukać wolontariuszy z puchami. Zawsze wrzucałem pieniążka i dumnie nosiłem serduszko przypięte na piersi. Lubię Jurka Owsiaka, podoba mi się inicjatywa i strasznie mnie cieszy, że w tym dniu Polacy pokazują, że potrafią bezinteresownie pomagać!

Allegro, któryś tam już raz wspiera WOŚP. Możecie wystawiać na aukcjach co chcecie, a jak to się sprzeda, to hajsik pójdzie na małe dzieci i seniorów. Cele, na które kościół bardzo by chciał zebrać pieniążki, tylko mu jakoś nie wychodzi. Ale nie po to jest ten wpis, bym uzewnętrzniał swoją antypatię do katolicyzmu. Tym razem chodzi o coś innego.

 

Sprzedaję się po taniości

Wystawiłem na Allegro na sprzedaż post na Stay Fly. Szczegóły i aukcję macie tutaj. Jeszcze nigdy nie dało się mnie tak tanio kupić. Aukcja zaczyna się od 10zł, czyli równowartości 1000 groszy (liczyłem to z kalkulatorem). Jeśli ją wygracie jeden post na moim blogu jest Wasz. Napiszę o czym dusza zapragnie. Jeśli więc Wasi przyjaciele mają zespół, któremu przyda się promocja, lokal do którego nikt nie chodzi, lub po prostu piszecie wiersze, których nikt nie czyta, to jest okazja.

Zasadniczo nie ma ograniczeń co do tematyki, byleby nie były to jakieś gadżety erotyczne, ani dopalacze. Zaznaczam też, że recenzja/test/opis, mimo szczytnej aukcji charytatywnej, będzie subiektywny. Znaczy to tyle, że jeśli chcecie pokazać światu swoje zdjęcia, a nie są one najwyższych lotów, to nie będę lukrował. Po prostu jest wstawię i tyle. Nie mniej, myślę, że jest to dobra okazja, żeby podpromować swoją twórczość tani kosztem. I przede wszystkim pomóc dzieciakom i starszym osobom!

kliknij w obrazek, żeby przejść do aukcji

Powinienem Was namawiać i podpuszczać, żebyście pokazali ile macie hajsu w portfelach. Nie zrobię tego. Wierzę, że Stay Fly czytają dobrzy ludzie, którzy wiedzą, że to co dają później do nich wraca. Amen.

Ps. Jeśli sami coś wystawiliście na Allegro dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, to podzielcie się linkiem w komentarzach. A nuż ja albo ktoś z czytelników będzie tym zainteresowany.

Znowu dałem się złapać na trailer, cholera jasna. Chyba nigdy się tego nie oduczę. Nie żeby mnie oszołomił, nie. Nabrał mnie na zjadliwy polski komedio-dramat. Wiedziałem, że nie będzie fajerwerków, ale liczyłem na przyzwoitą rozrywkę. Taką, że bez uprzedniego odurzania się będę mógł parsknąć śmiechem więcej, niż 3 razy. Ale tak uczciwie, a nie tylko po to, by dziewczyny rząd wcześniej dowiedziały się, że siedzi za nimi młodzieniec o niebiańskim wokalu.

 

Nie czuję bluesa

„Bejbi blues” jest beznadziejne. Jest na tyle niechlujnie, bez przekonania i amatorsko zrobione, że na tytułowej planszy jest błąd. Gdy zaczyna się film pojawia się napis „baby blues”, zamiast „Bejbi blues”. Ot, taka literóweczka, pewnie ktoś zapomniał zmienić i tak poszło. Scenarzysta zapomniał napisać dialogów, a aktorzy zapomnieli, że mają grać. Nawet montażyście się przysnęło i co jakiś czas w filmie są ni z gruchy, ni z pietruchy czarne plansze (WTF?).

 

Same pozytywy

W tym filmie jest tyle słabych elementów i rzeczy źle zrobionych, że pierwszy raz łatwiej będzie mi wymienić, co jest w porządku. W 105 minutach „Bejbi blues” dobre jest 5 rzeczy:

  1. Ciepłe, pastelowe kolory na modłę serialu „Skins”.
  2. Goły tyłek Klaudii Bułki (z cyckami już gorzej).
  3. Szpilki w groszki głównej bohaterki.
  4. Podkład jedynej polskiej piosenki w ścieżce dźwiękowej (niestety wokal to już kompletna wiocha).
  5. Szminka, którą są pomalowane ekspedientki w butiku.

I to by było na tyle z pozytywnych aspektów nowej ikony polskiej kinematografii.

 

Co z tym Giertychem?

Nie chcę się jakoś przesadnie pastwić nad tym filmem, bo miałem całkiem udany weekend, dlatego zakończę na tym akapicie. Magdalena Berus (grająca główną bohaterkę), to aktorka jednej miny. Tym samym, niedookreślonym quasi-grymasem wyraża szczęście, złość, gorycz i rozpacz. Nie wiem czy jest spokrewniona z Romanem, ale poziom ekspresji mimicznej mają na tym samym poziomie. Nuda, nuda, nuda. Po prostu N-U-D-A! Reżyser chciał zakamuflować tę jej ułomność, pokazując ją nagą w każdej sprzyjającej sytuacji. Niestety, nie pomogło. A wystarczyłoby żeby zastąpiła ją równie goła Aleksandra Hamkało i film byłby o niebo lepszy, prawda?