Close
Close

Miałem 19 lat. Byłem po maturze. Był koniec czerwca, a studia miały zacząć się dopiero za 3 miesiące. Większość moich znajomych z liceum bujała się po ciepłych krajach za hajs starych. Mniejszość zapijała nudę w parku w centrum miasta. Ja z dwoma kumplami pracowałem dorywczo w Castoramie na nocki, za tak śmieszną stawkę, że żarty Abelarda Gizy są przy niej czerstwe. Oczywiście po to, żeby mieć na to drugie.

Któregoś dnia mama pokazała mi ogłoszenie w „Wyborczej” z działu „praca – inne”. Szukali osób do sprzedawania gazet nad morzem. Z każdego sprzedanego egzemplarza dawali procent. Wychodziło jakieś 50 groszy od sztuki. Coś takiego. Za to zakwaterowanie – polówka w trzyosobowym kempingu – było za darmo. Pojechałem.

Wstawałem o 8:00, żeby o 8:30 odebrać świeże gazety od koordynatora, a o 9:00 być już na plaży i zacząć pracę. Przez 6 godzin chodziłem wzdłuż wybrzeża między parawanami i namawiałem ludzi na „Super Express”, „Politykę” i „Mojego Psa”. Niektórzy kupowali, większość to zlewała, a część po moim pytaniu „może gazetkę?” siliła się na ultra lotny żart „nie dziękuję, nie umiem czytać”. Nie omieszkałem ich poinformować, że „wiem, wiem, widać po twarzy”.

Każdego dnia, gdy szedłem przez deptak widząc jak miasteczko budzi się do życia, gdy witałem się po imieniu ze sprzedawcami na straganach, gdy kupowałem jagodziankę i jogurt u pani Zosi, gdy chodziłem sobie bez koszulki, wchodząc do wody i kładąc się na piasku kiedy miałem na to ochotę, gdy liczyłem napiwki po pracy i jadłem dorsza z frytkami za pół ceny w zaprzyjaźnionej knajpie, gdy wieczorem z innymi gazeciarzami robiłem grilla przed kempingiem albo piłem na plaży do wschodu słońca, za każdym razem myślałem sobie, że życie jest spoko.

 

***

 

Była dziewczyną mojego przyjaciela z piaskownicy. Byliśmy w drugiej klasie podstawówki i właśnie poznaliśmy się na jego urodzinach grając w „Chińczyka” albo „Eurobiznes”. Miała taki uśmiech, że wolałem go nawet od nowego zestawu LEGO. Straaasznie mi się podobała i chyba nawet powiedziałem jej coś w stylu „lubię cię”. Była najładniejszą dziewięciolatką jaką znałem, ale cóż z tego – była dziewczyną mojego przyjaciela.

Przestałem się z nim przyjaźnić gdzieś pod koniec czwartej klasy, ale jej uśmiech miałem w pamięci nieco dłużej. Chodziliśmy do innych szkół, które za specjalnie za sobą nie przepadały, zresztą byłem niewiarygodnie wstydliwy w tamtym okresie, więc szanse na to, że się spotkamy były nie wielkie. I nie spotkaliśmy się. Przez 12 lat. Mimo, że mieszkaliśmy w jednym mieście.

Przez taki szmat czasu zdążyliśmy dorosnąć i zmienić się niemal nie do poznania. Niemal.

Byłem w mieszkaniu u kumpla z grupy, bo robiliśmy reklamę na jakiś konkurs. W Krakowie. 4385 dni później. I wpadliśmy na siebie w przedpokoju, zaczynając rozmowę od hiper filmowego tekstu „czy my się przypadkiem skądś nie znamy?”. Znaliśmy się, choć po tylu latach nie wiem czy to stwierdzenie miało w sobie choć ziarenko prawdy.

Była zjawiskowa. Nie straciła nic ze swojego uroku odkąd widzieliśmy się ostatni raz. Ba, spotęgował się wielokrotnie, bo nie była już dzieckiem, a wyjątkowo atrakcyjną kobietą.

Z lekkim niedowierzaniem, że to dzieje się naprawdę, zacząłem się z nią spotykać. Uwiedzenie jej było wyzwaniem, to było coś! Musiałem być błyskotliwy, elokwentny, spontaniczny, pewny siebie i wyjątkowy. I to naraz. Musiałem być najlepszą wersją siebie. W pewnym momencie poczułem, że nic z tego nie będzie. Że w najlepszym wypadku zostaniemy przyjaciółmi albo po prostu nie będziemy odwracać głowy mijając się na ulicy. Wtedy właśnie siadła mi na kolanach i zaczęła całować po szyi. Kiedy poczułem jej wilgotne, miękkie usta na swojej spękanej dolnej wardze, pomyślałem, że życie jest spoko. Spoko na maksa.

 

***

 

Były juwenalia. Czwartek – dzień przed pochodem. Poszliśmy z Marcinem na stadion Wisły, bo tego dnia gwiazdą wieczoru miało być Myslovitz. Czekając na 21:00 albo piliśmy piwo wylegując się na trawie, albo podrywaliśmy dziewczyny. Albo jedno i drugie. Od dwóch nawet wzięliśmy numery telefonów, tylko po to by nigdy do nich nie zadzwonić. W końcu na scenie pojawił się Rojek.

Ludzi było jak to na stadionie – od groma. Im bliżej barierek tym robiło się gęściej i trudniej było się przebić, ale ja musiałem być w pierwszym rzędzie. Musiałem być pod samą, ale to pod samą sceną. Po to tam przyszedłem. Dopóki nie dotknąłem ręką barierek, nie przestałem się pchać.

Zaczęli grać. I to mocno! Na pierwszy ogień poszli „Chłopcy”. Tyle razy siedziałem na chodniku słuchając tej piosenki, tak dobrze opisuje miejsce skąd pochodzę. Jej wersy mogłyby być epitafium mojego pokolenia. Dalej kolejny szlagier – „Dla Ciebie”, a potem „Chciałbym umrzeć z miłości”. Znów o mnie. Zresztą ich wszystkie numery są o mnie, dlatego śpiewałem każdy. Śpiewałem na całe gardło.

Wzruszałem się, skakałem i wyłem. Ciągle ktoś mnie popychał i deptał, a moje białe buty już nigdy miały nie być nawet szare. W powietrzu było tyle kurzu, że ciężko się oddychało i gdybym wtedy się wysmarkał, to chusteczka byłaby czarna. Po godzinie, miałem tak zdarte gardło, że Marcin nie rozumiał co do niego mówiłem, ale byłem w swoim żywiole i czułem, że życie jest spoko.

 

***

 

Dzisiaj obudziłem się o 10:00, puściłem „Can’t hold us” Macklemore’a, nalałem sobie soku ananasowego do szklanki i zrobiłem kanapkę z jajkiem, szynką i majonezem. Wyszedłem na balkon w krótkich spodenkach i japonkach wystawić buzię do słońca i popatrzeć na Wawel. Przeczesałem włosy dłonią, wziąłem gryza i pomyślałem, że życie jest spoko. Bo jest.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Sylwia S

    Bardzo fajny tekst. Miło się tak pousmiechać do ekranu:) Po raz pierwszy na twoim blogu, pozwolisz że troche poszperam?:)

  • Sarna

    Uwielbiam ten test! Jak mi smutno, to zawsze do niego wracam.

  • Pingback: Moje pierwsze 7 prac - #myfirst7jobs()

  • Michał

    Fajnie, że taki starszy post pojawił mi się dzisiaj na stronie głównej i mogłem na niego trafić po raz pierwszy. Życie nadal jest spoko.

  • rozwijaszsie.pl

    Ta historia z dziewczyną jest na serio czy naciągnięta trochę na potrzeby tekstu? Zajebista laska, z którą się spotkałeś po tylu latach sama zaczęła Cię całować? Tak z ciekawości pytam. Nie byłbym sobą, gdybym nie zapytał. A tekst ogólnie nastraja pozytywnie i chyba o to w głównej mierze chodziło :)

  • Dot

    Jaki fajny tekst! :D O tym, że można się cieszyć z drobnych chwil w życiu, bo tak naprawdę to one sprawiają, że życie jest piękne :))

  • Świetny tekst! Taki lekki i prawdziwy :)

  • Patrycja

    To jest jeden z najlepszych tekstów, jakie kiedykolwiek przeczytałam w internecie. Wżera się w głowę i serce niż 50 881 filmików motywacyjnych. Nie napisałeś nawet „bądź sobą”, „rób to na co masz ochotę”, „czerp energię ze słońca i starej brzozy”. Nie wiem, jak Ty to robisz, ale rób tak dalej.

  • Bianka Fajlhauer

    bo jest :)

  • Ven

    Wow, tekst genialny i taki pozytywny. Myślałam, że przejrzałam całego Twojego bloga sto razy, ale ten tekst jakoś przeoczyłam. I nie wiem jakim cudem.

  • Jacek Jacek

    Facetów rusza! A jak nie rusza, są amebami. Dziękuję Ci za ten tekst, cała przyjemność z czytania po mojej stronie. Do następnego!

  • Sebastian Ziach

    Minęło tyle czasu od dnia powstania tego tekstu, a gęba mi się cieszy tak samo, jak podczas pierwszego czytania! Ten tekst ma moc! :)

  • kasia garnek

    Tekst stary datą, aktualny treścią. Mam nadzieję, że po 18 maja poczuję się jak Ty wtedy. Choć już teraz wiem, że życie jest spoko.
    ps. tylko czy aby na pewno życie tych dziewczyn, które czekały na telefon od Was było spoko? Nieładnie!

    • No jasne, przynajmniej już wiedziały, że ideały istnieją.

      A co zmienia się u Ciebie 18-go maja?

      • Dla niektórych to koniec matur i przypuszczam, że właśnie o to może chodzić. :)

      • kasia garnek

        Będę „po maturze”, a to teraz jedyna uniwersalna jednostka czasu. ;p

  • Ten wpis musiałam przeczytać dwa razy. Nie dlatego, że go nie rozumiałam za pierwszym razem. Po prostu naładował mnie niesamowicie pozytywną energią. Zaczęłam przypominać sobie te „moje chwile”. Jest ich tyle, że nie sposób wymienić ich wszystkich. Jednak ostatnio codziennie budzę się ze świadomością, że życie jest spoko. Każdy dzień jest spoko i zawsze taki będzie. Tylko jeśli sobie na to pozwolimy, a raczej nie pozwolimy na to, by wszystkie te chwile przeszły niezauważone.

    A tak w ogóle, to dziękuję, ponieważ przywołałeś mi świetne wspomnienia! Ja dobre kilka lat temu (ok. 10 lat temu) pracowałam jako ratownik na plaży. Całkiem zapomniałam o tym jak zgraną ekipę tworzyliśmy z osobami, które sprzedawały gazety, orzeszki, lody i wszystko inne. Codzienne piwo i oglądanie zachodów słońca na plaży. Zaprzyjaźnione budki. Wieczory w barach, ogniska. Zupełnie o tym zapomniałam, a zdecydowanie były to świetne wakacje.

    • Przeczytałem Twój komentarz i chyba w lipcu pojadę nad polskie morze, żeby jeszcze raz poczuć ten klimat.

  • Joanna Krzak

    Kurde no spoko jest! No jest spoko. Mam nadzieje, że przez te dwa lata u Ciebie jeszcze bardziej spoko jest ;).

    • Nie mam już widoku na Wawel z okna, ale też jest spoko ;)

  • Kurde, bez zastanowienia kliknąłem w linka na fejsie, licząc, że Janek napisał nowy tekst. I tak czytam, czytam i czytam. Czytam, czytam i czytam. Fajnie się czyta, wchłonąłem tekst lepiej niż

    Tramp spaghetti z Zakochanego Kundla. Myślę sobie „Janek, zajebisty tekst, dawno takiego nie było na SF”, a potem zjechałem na komentarze i patrzę, że ludzie tu pisali już dwa lata temu. Dopiero później zauważyłem datę wpisu. Mega tekst, więc nawet z takim poślizgiem przyjemnie się go czyta ;).

    • Dzięki wielkie i cieszę się, że mimo przepaści czasowej nie czuć przepaści warsztatowej.

  • Monika Grzebyk

    Obudziłam się o 8:45 a nie, jak ostatnio, o 12. W kuchni minęłam się ze współlokatorem i z wąsatym panem, który właśnie naprawiał nam piekarnik. Wreszcie zrobiło się ciepło i mogłam pojechać do labu na rowerze. Miła pani w samochodzie zatrzymała mi się przed przejściem dla pieszych (przeprowadzam rower, oczywiście) a poranna kawa smakowała jakoś lepiej. Uwielbiam życie, życie jest spoko.

  • Świetny tekst! Przeczytałem jednym tchem. Jakkolwiek to zabrzmi, masz bardzo fajne, lekkie pióro. No i zgadzam się, życie jest czadowe! :)

  • Ale cudowny tekst! Czytałam obrazując sobie każde słowo, czując ten piasek pod plecami, słońce na skórze, nawet smak kanapki z jajkiem. Lekko, przyjemnie i motywująco :)

  • Laroutcha

    Dopiero co zaczęłam Cię czytać, a tu taki tekst! Od siebie powiem, że życie jest spoko nawet w deszczu na Kurdwanowie.

  • To się grubo mylisz! Trafiasz do facetów również(tak myślę, przynajmniej do mnie stuprocentowo) Ten tekst jest genialny i utożsamia to jak się ostatnio czuję, po części i to chyba nawet dużej z powodu Twojego bloga. Wpadłem na niego poprzez blog MajkonMajk i jestem mu za to dozgonnie wdzięczny… Tekst jest lekki i przyjemny jak „Happy” Pharella i to właśnie sprawia, że tak trafia do ludzi, chociaż mam nadzieję, że tych czytających tego bloga nie trzeba przekonywać, że życie jest spoko! ;)

    • Dzięki Dawid za ciepłe słowa, bardzo mi miło.

  • Pingback: 99 odpowiedzi od kolesia, którego czytasz()

  • Sandra;)

    Uwielbiam ten tekst. Czytam go kiedy mam doła. Pomaga na wszystko. Nie sądziłam, że jakiś tekst może stać się wyznacznikiem mojego dobrego nastroju ;)

  • Patrycja

    Na ogół czytam blogi modowe, znalazlam Twoj adress przypadkiem u jednej z blogerek, a teraz nie moge sie oderwać od czytania, choc mialam iść pobiegać ;) , bede do Ciebie zaglądać , pozdrawiam ;)

    • Dzięki, bardzo mi miło. A skąd tu trafiłaś? Bo widzę, że przyleciała nowa fala czytelników i szukam źródła :)

  • Niezłe zastawienie. Ciekawe tylko, czy Twoje wspomnienia nie są trochę wygładzone przez Twoją własną pamięć.

  • Patrycja Zapała

    Kosa, właśnie na tym polega życie.

  • Ula Nowak

    Kocham Myslovitz, a czytając ten tekst mam ciarki na całym ciele… Chyba zrobię to jeszcze raz :)

  • Świetne wpisy! Aż chce się czytać dalej i dalej, słuchając Myslovitz. ;)
    Pozdrawiam z Łodzi!

  • mimo, że kładę się spać po pełnym wrażeń dniu, uważam, że życie jest bardzo spoko :) miło kończysz dzień :)

  • no cudne :)

  • Dżo

    Przypomniałam sobie o Twoim tekście w sobotę na Juwe gdy skakałam w tłumie do „Raissy” Strachów. Życie jest zdecydowanie bardzo spoko ;)

  • Patrycja Jaworska

    Rzeczywiście. Masz spoko życie! Dzięki za tę pozytywną energię, którą mi przekazałeś. :)

  • niegrzeczna dziewczynka

    Trafiasz do kobiet, to dopiero komplement dla mężczyzny.

  • w89

    Bardzo fajny tekst. Nic nie można by dodać.
    Ja się tylko odniosę do tych Juwenaliów. Mi się kojarzy to z koncertem na juwe 2009. Strachy, Coma, Myslovitz (w sumie skład przewijający się od lat). Piach, skakanie, darcie ryja. Potem żółte zęby, żółte włosy, żółte glany. I w głowie też tak żółto, bo życie jest spoko. Takie pozytywnie żółte :)

  • Marcelina Pawłowska

    Wow chyba się zakochałam ! Mega teksy, mega bloga, mega flow, bomba! To mówiłem ja, Jarząbek. Pozdrawiam!

  • no faktycznie! całkiem spoko jest

  • Jutro zrobię coś spontanicznego i beztroskiego. Ten tekst przypomniał mi, że dawno szczerze nie cieszyłam się z życia. Jakieś dziwne nostalgiczne uczucia we mnie wywołał.

  • Fajnie się to czyta, naprawdę fajnie. I dobrze wiedzieć, że na świecie są jeszcze optymiści, którzy doceniają każdą chwilę. Tak po prostu. To jest BARDZO SPOKO ;)

  • jkasia8

    Czytam twój blog już od dawna, ale nie wiedzieć czemu, nigdy niczego nie skomentowałam. Najwidoczniej po prostu nie czułam takiej potrzeby. Jednak tym razem muszę przyznać, że to zdecydowanie mój ulubiony wpis :)

  • Zainspirowałeś mnie do poszukania w swoim nie tak bardzo zaawansowanym życiorysie spoko momentów… no to szukam! Dzięki Grzeczny! :)

    Przy okazji, post ma dopiero kilka dni, a już tyle komentarzy, bardzo ładnie ;)

  • Jej, jestem pierwszy raz na Twoim blogu i już wrzucam go do ulubionych. Masz niesamowity dar pisania! Czyta się z przyjemnością i wielkim uśmiechem :D

  • Nasi narodowi pisarze, mogą tylko pozazdrościć Ci talentu!

  • Dżejms Delfin

    Przeczytałem dzisiaj Twój tekst i pomyślałem, że życie jest spoko. Dziękuję!

  • Przypomniałeś, mi jakie życie jest spoko – szczególnie wtedy, gdy stałam na koncercie (akurat był to Kult) i miałam identyczne odczucia – czas się dla mnie po prostu zatrzymał i czułam się tak dobrze, że nie da się tego opisać… :-)

  • Venegoor

    mam nadzieje że to nie była ta dziewczyna co miała Gangcośtam Style na dzwonku w telefonie:) Myślałeś o napisaniu jakiejś powieści? Masz strasznie lekkie „pióro” i dobrze się czyta takie Twoje wpisy

    • Bardzo lubię pisać i sprawia mi to dużą frajdę, ale uważam, że robię to za słabo i za krótko by porywać się na większe i zdecydowanie poważniejsze formy. Nie chciałbym wydać książki i być Mandaryną wśród pisarzy :)

      • Venegoor

        Idź przykładem za Beccą Moody i jedź w odkrywczą podróż:)

      • Zuzanna Zapiórkowska

        kupiłabym w ciemno Twoją pierwszą książkę.

  • Sialalala

    Życie jest spoko! To niesamowite, ale dzisiaj po przebudzeniu miałam identyczną rozkminę i nawet poczyniłam sobie na ten temat notkę w moim specjalnym czerwonym notesie ;) (siedząc na balkonie i zajadając pyszną jajecznicę z tego, co znalazłam w lodówce). U2 mi przygrywało ze swoim ,,Beautiful day”.
    Właśnie rzuciłam studia, które mnie nie interesowały (a potrzebowałam prawie roku, by to sobie uświadomić…) i poszłam do pracy jako kelnerka. Od października uderzam na mój wymarzony (choć niby nieopłacalny i z-dupy-wzięty) kierunek. Jestem szczęśliwa. Jestem wolna.

    A tak w ogóle, to czytam Twój blog od dawna, ale nigdy nie komentuję (nie wiem, w sumie, czemu). Dzisiaj po prostu musiałam.

  • Lo30

    Najcudowniejsze w tym tekście jest to, że przy całym gównie, które każdego dnia wylewa się na nas przez wszelkiego typu media, udowadniasz, że najpiękniejsze w życiu są te proste, cudowne chwile. Nie nowa bryka, hajs, sława, ale miłość, przyjaźń, słońce, widok z okna (tego Wawelu to Ci najnormalniej w świecie zazdroszczę). Ludzie dzisiaj tak strasznie cierpią, że ich życie jest do bani, że praca nie ta, że rodzina do dupy, że „kumple dawno mnie olali” – dosyć tego! Życie jest spoko! Takich chwil, w których będziesz to sobie mógł powiedzieć będziesz miał w życiu jeszcze mnóstwo, jestem tego pewien, bo nie masz napierdzielone w czaszce. Trzymaj tak Gościu!(specjalnie przez duże G, jako wyraz szacunku) Ostatnio mam sporo do czynienia z nasto i dwudziestolatkami… Będę im polecał Twój blog, niech wiedzą, że życie jest spoko, trzeba tylko to zauważyć. Kiedy ja im to mówię, nie wierzą mi, dla nich jestem starym pierdem. Może ktoś młodszy do nich dotrze:)

    • Dzięki stary i bardzo mi miło, że trafiam też do starszych od siebie. A masz do czynienia z licealisto-studentami, bo jesteś nauczycielem/instruktorem?

      • Lo30

        Trafiasz i do starszych i do młodszych bo mówisz o uczuciach i wartościach, które są ponadczasowe i nie można ich przypisać do konkretnej grupy wiekowej. Jeśli chodzi o Twoje pytanie to nie, nie jestem nauczycielem/instruktorem, ale mam do czynienia z młodymi ludźmi w wielu sytuacjach. Dość często bywam zapraszany przez różne uczelnie na wykłady/pogadanki ze studentami. Zrobiłem też serię wykładów dla uczniów szkół średnich z południa Polski. Do tego dochodzą dzieciaki w rodzinie i wśród znajomych, młodzież zaraz po studiach lub w ich trakcie, którą spotykam w pracy.
        Już któryś raz zwracasz się do mnie w komentarzach per „stary”. Hehe, naprawdę taki stary to ja nie jestem:)

  • Sis

    Zdecydowanie twój najlepszy tekst do tej pory i jak dla mnie- przełomowy.

  • Dzisiaj jechałam 20 minut z góry na różowej hulajnodze, na zdziwione spojrzenia odpowiadając szerokim uśmiechem, zaczepił mnie pan starszy Anglik i pochwalił moje buty z różowymi sznurówkami, po czym zapytał się, czy jestem z USA (ze względu na akcent). Życie zdecydowanie jest spoko :D

  • Uwielbiam Twoje teksty :) Czasem czytam po parę razy z coraz większym rogalem na twarzy. Dzięki Ci za takiego bloga !

    • Dzięki Fabian, miło wiedzieć, że ktoś oprócz mnie czyta to więcej, niż raz.

  • Sandra

    Za tydzień mam maturę a mimo to po przeczytaniu tego tekstu zdałam sobie sprawę, że życie jest piękne. Dziękuję Ci ;)

    • Będzie dobrze, nie ma się czym przejmować :) Życie jest spoko ^^

      • Sandra

        Mam taką nadzieję ;)

  • O dzięki Tattwie, że Cię podlinkowała. Życie jest spoko. Bo tak.

  • Od razu pisanie licencjata stało się łatwiejsze..! ;)

  • natalia

    Gdzieś w jednym z ostatnich wpisów było „leże i czuje, że życie jest spoko”.. Już wtedy zanotowałam sobie ten zwrot! ;p

  • +100 do motywacji

  • nacz szum

    uwaga, mój elokwentny komentarz:
    Kurde spoko! Motywujące, ale nie sztuczne. Najlepszy fragment o wakacjach, o pracy za grosze, o życiu które możemy prowadzić tylko teraz, gdy jesteśmy młodzi.. No i o dziewczynach, do których nie zadzwoniłeś :D
    100% życia w życiu

  • Xerol33t

    Jest spoko! Nawet jest lajk!

  • Najlepszy wpis Twój. Przynajmniej z tego, co przeczytałam. Milion!

  • Agga

    ale to ładne! w sumie – się żyje cudnie :)

  • Tekst akurat na 6 dni przed maturą :) Bardzo, ale to bardzo dziękuję. :) Na SF zawsze można liczyć :)

    • Alicja, to pochwal się koniecznie jak już będziesz miała wyniki. Może napiszę jakiś tekst o wpływie czytania Stay Fly na zdawalność matur :)

  • Anna Ścisłowska

    Super tekst, aż nie mogłam się oderwać. Czuję lekki niedosyt, że tak krótko, ale mam nadzieję, że będzie jeszcze jakiś podobny post :) Oby było coraz więcej osób, które są świadome tego, że to nasz punkt widzenia decyduje o tym czy życie jest „spoko”. :)

    • Niedosyt lepszy od przesytu. Nie chciałbym, żebyś stwierdziła, że już za dużo tego i nie wracasz po więcej :)

  • Konrad Szczebak

    Jedynie co mogę napisać to najpospolitsze dziękuję. Dobrze jest przeczytać taki tekst i rozjaśnić swój umysł po ciągłym katowaniu matmy i polskiego.
    Poniekąd dzięki Tobie postanowiłem zamieszkać po maturach w Krakowie dlatego za to też Ci serdecznie dziękuje, niech Ci bozia w czytelnikach wynagrodzi :)

    • Słuszny wybór Konradzie, niech moc pozytywnego myślenia będzie z Tobą na egzaminach!

  • Super, trzymaj formę dalej :)

  • Daniel Bieniek

    Genialny tekst. Przypominają się najpiękniejsze chwile. Koncerty Strachów, T.Love i pierwsza miłość. Przepraszam za może lekki OT i może oskarżysz mnie o snobizm, nazwiesz chwalipiętą, ale dla mnie koncerty to często spełnianie marzeń, tych największych. Tak jak Ty czułeś się na Myslovitz, ja czułem się w ubiegłym roku na RHCP i Coldplay. Obiecuję, że już nigdy się nie będę tak nieładnie chwalił i offtopował, ale mogę Ci dziękować za tekst, bo naprawdę jest przyjemnie melancholijny!

    • Stary chwal się śmiało, jeśli jest to tylko powiązane z tematem. A jest jak najbardziej, bo mowa o emocjach jakie towarzyszą słuchaniu muzyki na żywo, a w życiu, w dużej mierze, właśnie o te emocje chodzi :)

  • amen!

  • Emi

    fajnie jak jest fajnie :)

  • Kurde, dawno tu nie było takiego tekstu. Lekkiego, tak interesującego, że nie można się doczekać kolejnych słów w akapicie. Bardzo, ale to bardzo lubię to!

    • Dzięki Jakub, bo już się bałem, że trafiam tylko do kobieta, a facetów zupełnie nie rusza to co piszę.

      • Podejrzewam, że reszta się ze mną zgodzi. Fajnie piszesz o rzeczach przyziemnych, lifestyle, muzyce czy innych pierdołach. Ale i tak większość ludzi będzie najbrdziej ciekawa tych kwestii bliżej Twojej osoby. Obstawiam, że ten dzisiejszy post będzie jednym z poczytniejszych.
        Może nie ma chwytliwego tytułu, ale za to treść rozpierdala tatuaże.

        • Tak, tak jasne, to jest dla mnie zrozumiałe jak najbardziej. Chodzi mi tylko o to, że czytając komentarze pod tekstami (nie tylko tym, ale i innymi), dominująca ilość wypowiedzi pochodzi od kobiet. Stąd moje rozważanie, czy to co piszę nie trafia do facetów, czy po prostu czytają w milczeniu.

          • Podejrzewam, że bardziej to drugie.

          • Ja czytam w milczeniu. Zazwyczaj nie myślę o tym, żeby dać jakiś feedback. Przepraszam za to. :)

          • Lo30

            Trafia, trafia do facetów. Tylko my:) jak wiadomo mamy problem z okazywaniem emocji:), a tu jeszcze trzeba to „przelać na papier”… nie dziw się. Statystyka nie kłamie, kobiety są mistrzyniami w komentowaniu, choćby przez sam fakt, że to robią:)

  • genialne

    • malvina_pe

      Fakt. Czytając wpis, czułam się trochę, jakbym oglądała film. Był taki jeden, polski… Młodość, chłopcy, dziewczęta, pierwszy seks gdzieś w trawie, w zbożu, starsza sąsiadka, która podrywa młodych chłopców. Gierszał tam grał.. O! Już mam! „Wszystko, co kocham”. No, to czułam się, jakbym oglądała „Wszystko, co kocham”. Tylko lepiej ;)

      Świetny, bardzo obrazowy, miejscami wręcz poetycki tekst. Z chęcią sięgnę po więcej.

  • Ale ja Cię lubię czytać!

  • Krakowska Singielka

    Chyba też się trochę wzruszyłam. Zwłaszcza fragmentem o Juwenaliach, bo po wielu koncertach miałam podobne odczucia. Moje życie też jest zdecydowanie spoko, dzięki za przypomnienie! :)

  • StayFly- najlepszy życiowy motywator! :)

  • Aleksandra

    Ojej, jakie to piękne i wzruszające (nie płakałam). Tylko takie chwile zdarzają się stanowczo zbyt rzadko ;)

    • Dlatego się je docenia, gdyby zdarzały się cały czas nie zwracalibyśmy na nie uwagi i nie miałyby znaczenia.

      • Aleksandra

        Też prawda :)

  • Takie momenty w życiu sprawiają, że „jest spoko” :) Strasznie ci dziękuję za to, że to napisałeś, teraz i ja przypominam sobie takie chwile : )

Skończyłem pisać książkę!

Skip to entry content

Chciałbym napisać tu coś mądrego, ale czuję, że wszystkie mądre słowa i finezyjne zwroty zużyłem pisząc książkę, dlatego krótko: SKOŃCZYŁEM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Więcej w poniższym filmie, a jeszcze więcej (między innymi o czym ona będzie i jaki będzie jej tytuł) w specjalnym newsletterze: http://tnij.at/KsiazkaJanka

---> SKOMENTUJ

„Bates Motel” – tak się rodzi psychoza

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z kanałem 13th Street Universal

Pewnie nie kojarzycie „Psychozy”, co? „Scena pod prysznicem” wiązała Wam się z chwilą grozy tylko w momencie, gdy zabrakło wody przy spłukiwaniu farby do włosów?

Okej, słaby żart. Wiem, że doskonale znacie ten turbo klasyk Alfreda Hitchcocka z 1960 roku, a gdy zobaczyliście go po raz pierwszy jako nastolatkowie, przez kwartał kąpaliście się tylko w wannie. Spoko, ja też tak miałem. Zresztą, kto nie? Chyba tylko Ci, którzy nie widzieli tego thrillera owianego większym kultem, niż Całun Turyński. Kto widział choćby jednym okiem, drżał i zaciskał dłonie na poduszce w ataku paniki, ten z pewnością zadawał sobie pytanie…

 

Czemu Norman Bates został psychopatycznym mordercą?

Świeżtuki serial „Bates Motel” stara się opowiedzieć na to pytanie. Od 14 kwietnia na kanale 13th Street Universal możecie oglądać serię wydarzeń będących preludium do aktów zbrodni z „Psychozy”. „Bates Motel” opowiada historię Normana Batesa i jego symbiotycznej matki od momentu, gdy ten pierwszy ma 17 lat i dopiero zaczyna się zmieniać z wrażliwego introwertyka w zwyrodniałego socjopatę. Owa diaboliczna metamorfoza ukazana jest dość szczegółowo i każdy średnio wczuty widz będzie w stanie wyłapać doświadczenia wpływające na nią.

Ilość patologicznych sytuacji, w które pakuje się główny bohater przysporzyłaby o ból głowy nawet psychoterapeutów z Arkham. W serialu stopniowo pojawia się cały wachlarz toksycznych relacji jakie jest w stanie nawiązać nastolatek. Przy czym tą dominującą jest oczywiście „wyjątkowo bliski” związek z jego matką. Nie będę Wam zdradzał pikantniejszych szczegółów, ale nie tylko propagatorzy psychoanalizy Freuda stwierdziliby, że ten układ nie jest zdrowy.

Zaburzenia osobowości zaburzeniami, ale Was pewnie najbardziej zastanawia…

 

Jak się ogląda dojrzewanie przyszłego mordercy?

Dobrze. Serial nie jest arcy ciężki i po każdym odcinku nie trzeba odmawiać zdrowasiek odpędzających demony, aczkolwiek wprowadza uczucie niepokoju. Powiedziałbym, że jest wyważony. Nie ma serii drastycznych morderstw, jedno po drugim i wodotrysków z krwi. Jest stopniowe budowanie napięcia, tak aby zbrodnia była osadzona w konkretnym kontekście, a widz był świadomy jakie konsekwencje ze sobą niesie dla bohatera.

Pierwsze dwa odcinki są mocno wprowadzające. Wydawało mi się, że mnie nie wciągną, bo są zbyt lajtowe. Trzeci to zmienił. Kulminacja wydarzeń z poprzednich, wraz z ujawnianiem coraz mroczniejszego oblicza Normana Bates, sprawia, że czekasz na następny epizod. Czekasz, bo chcesz się dowiedzieć czy zabił. I jak sobie z tym poradzi. Wkręcasz się w ten chory świat zmanipulowanego 17-latka, bo chcesz zobaczyć jak uwikłanie się w fatalne sytuacje wpłynie na niego . Jak go zmieni.

A zmienia.

 

Tylko dla fanów „Psychozy”?

Nie tylko. Osoby, które widziały to kultowe dzieło, na pewno z serialu wyniosą więcej. Odkrywanie poszczególnych smaczków nawiązujących do filmu i dokładne poznanie podłoża późniejszego mordowania pod prysznicem, powinno sprawić im frajdę. Jednak Ci, którzy mają gdzieś thriller sprzed ponad 50 lat (gdzieś powyżej ud, a poniżej krzyża), a po prostu lubią się bać, będą mieli ku temu okazję. Wielokrotnie. Bo chyba są tu też tacy.

Są?

---> SKOMENTUJ

Barcelona część II – Bazar La Boqueria, oceanarium i Muzeum Erotyki

Skip to entry content

Pogoda zakpiła sobie z nas perfidnie. Z całodniowego plażowania w otoczeniu półnagiego kalendarza Pirelli zostało tyle, co z obietnic przedwyborczych – same niespełnione nadzieje. Od środy regularnie padało i temperatura nie przekraczała 18-stu stopni, więc japonki miały okazję się sprawdzić tylko pod prysznicem. Okrucieństwa dodaje fakt, że nawet w Polsce było cieplej w tym czasie (i wciąż jest).

Ty zła, przebiegła naturo, nie wiesz z kim zadarłaś! Oficjalnie ogłaszam, że bezpańska suka z ciebie!

Plaża, morze i pływanie nie wyszło i mimo, że byliśmy na nie najbardziej napaleni, to nie powiesiliśmy się na najbliższej palmie. Poszliśmy się utopić do…

 

Oceanarium (L’aquarium Barcelona)

Najdroższa atrakcja na jaką trafiliśmy w Barcelonie – wjazd 19 euro. Drogo jak cholera, ale zawsze chciałem się przejść podwodnym tunelem i zobaczyć jak przepływa nade mną rekin. Przeszedłem, rekin przepłynął (nawet 3). Mogę ze spokojnym sumieniem odhaczyć ten punkt ze swojej listy rzeczy do zrobienia przed andropauzą.

Oprócz rekinów, było dużo innych egzotycznych, kolorowych rybek i zwierzątek, które znałem tylko z National Geographic. Meduzy, koniki morskie i fluorescencyjne ryby na żywo są bardzo spoko, aczkolwiek, gdybym je spotkał pływając w wodzie, to chyba bym popuścił. Takie dziwne żyjątka miło pooglądać, ale nie koniecznie dotykać gołą stopą.

 

Muzeum Erotyzmu

Mocno się na to napalaliśmy, bo co może kręcić takich młodych chłopców jak my, jak nie gołe baby? Okej, może jeszcze Mario Kart na Nintendo 64, ale cycki zdecydowanie są numerem jeden. Niestety spotkał nas zawód gorszy, niż telemarketer.

Wstęp 8 euro, a w środku same wydruki prac dostępnych w internecie. I to jeszcze kiepskiej jakości. Wystawa do obejścia maksymalnie w 20 minut. Przy czym żaden „eksponat” nie zainteresuje osoby mającej skończone 16 lat na dłużej, niz 2 sekundy. Czułem się obrażony, oszukanych i zupełnie niepodniecony. Nie polecam z całego serca.

 

Bazar La Boqueria

Jeśli myślisz, że magia kolorów to najnowsza kolekcja H&M, to jesteś w błędzie. I to głębokim.  Bazar przy La Rambla (największym deptaku w Barcelonie), to niekończąca się kanonada barw! Takich odcieni nie widział nawet Picasso po LSD. Jak tam wszedłem myślałem, że dostanę oczopląsu albo co najmniej zeza.

Świeże owoce, świeża warzywa, świeże małże, świeże krewetki, świeże szyneczki. Rany boskie, ale to pysznie wyglądało, zjadłbym wszystko, wszystko, wszystko! Co prawda, cześć homarów, raków i krabów była tak świeża, że jeszcze się ruszała (dlatego ma pozwiązywane kleszcze) i trochę mnie to przerosło. Ale te wszystkie owocki… ach, zawładnęły moim umysłem. A świeży sok z mango i kokosa, to już w ogóle pozycja obowiązkowa.

Aha, i mimo mega tłoku i ścisku, tu też nas nie okradli!

Piłbyś, co?

---> SKOMENTUJ