Close
Close

99 pytań do kolesia, którego czytasz

Skip to entry content

Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo dawno temu (na przełomie lat 80′-90′), na TVP latał pierwszy polskich talk-show. Nazywał się „100 pytań do…” i polegał na tym, że publiczność zadawała zaproszonym gościom tytułową stówkę pytań. Program zniknął z anteny zanim zdążyłem mieć w domu telewizor, ale idea przetrwała. Co jakiś czas pojawia się na blogach w postaci wpisów, w których czytelnicy zadają autorom najbardziej dociekliwe pytania, bądź sprawdzają ich wiedzę z matematyki.

I u mnie też się pojawia, tyle, że w okrojonej wersji, bo zdaję sobie sprawę z tego, że nie jestem na tyle popularny, by ktoś zadał mi setkę pytań. Jeśli zastanawiacie się…

 

Po co to?

…to już odpowiadam.

Po pierwsze, co jakiś czas dostaję mniej lub bardziej zaskakujące maile z pytaniami typu: gdzie kupuję bandaże, w jakiej temperaturze najlepiej je prać i czy będę w sobotę w Rozrywkach. Chcę zebrać wszystkie kluczowe i najbardziej interesujące Was kwestie w jednym miejscu, żeby zagrać w otwarte karty, odkryć moje mroczne oblicze i wprowadzić jasność na tym spowitym tajemnicami blogu.

Po drugie, strasznie pozazdrościłem tym znanym i lubianym, którzy przeprowadzali u siebie pytaniową akcję i też tak chcę!

Po trzecie, będę debiutował na YouTube. Złapałem zajawkę na vlogi, web-showy i wydurnianie się do kamery, i odpowiadanie na Wasze pytania, to chyba najlepsza okazja, żeby zacząć przygodę z wideo.

Po czwarte, zdałem rozszerzenie z matmy na 50% i dodawanie liczb całkowitych mam w małym palcu (aczkolwiek z odejmowaniem już gorzej, więc proszę o wyrozumiałość).

No to…

 

Do dzieła!

Akcja jest prosta – w komentarzach zadajecie pytania, aż nie zobaczymy magicznej liczby 99 (założyłem, że dobijemy do niej przed końcem świata, więc powinno się udać). Gdy to się stanie, biorę kamerę (Nokię 3310 przerobioną na toster), odpowiadam na Wasze pytania i nagrywam epokowe dzieło, które przejdzie do historii kinematografii. Można pytać o wszystko, ale z wyczuciem. Poglądy polityczne, pomysły na wpisy, przepisy na jajecznicę – tak, obwód w pasie, wielkość nosa – nie. Odpowiem na wszystkie rzeczowe i absurdalne pytania, pod warunkiem, że drastycznie nie wkroczą w moją prywatność.

No to bawimy się! Zawsze chciałeś spytać o…

(niżej jest kolejny tekst)

111
Dodaj komentarz

avatar
105 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
63 Comment authors
99 odpowiedzi od kolesia, którego czytaszIlonatpiapiacMaciekslodkoogorzkoo Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kinia
Gość
Kinia

Wiem, że masz 5 indeksów i w piątek miałeś ostatnie zaliczenie. Co sądzisz o studiach, magistrze i całym tym systemie? Czy uważasz, że studia są do czegoś człowiekowi potrzebne?

Syta
Gość
Syta

Trafiłam tu od wpisu „życie jest spoko” i był bardzo spoko :) Potem zaczęłam czytać inne „jak żyć” i wszystkie napisane są cudowanie, po prostu płyną i się je czyta jednym tchem :) skąd masz taki talent pisarski? Dużo pisałeś opowiadań zanim zaczałeś prowadzić blog?

Kuba
Gość

Skąd bierzesz tematy na wpisy? Mi, jako początkującemu, czasami dość ciężko znaleźć temat, a staram się pisać co dwa dni. Masz jakieś opcje awaryjne, na wypadek braku weny?
I ogólnie gratuluję wytrwałości.

Saga Sachnik
Gość
Saga Sachnik

Jeśli miałbyś lecieć balonem w świat, to gdzie byś poleciał?

(nie wiem, jakoś mi balony chodzą po głowie, za dużo siedzę na Rynku – a jedna osoba może zadawać więcej pytań?)

Grzeczny Chłopiec
Gość

Tak, tak, jedna osoba może zadać kilka pytań, tylko każde w osobnym komentarzu :)

Natalia
Gość
Natalia

Co myslisz o kobietach , ktore nie chca miec dzieci i brac slubu? Nie mam na mysli typowych feministek czy karierowiczek , ktore z facetami spotykaja sie tylko na seks. Mowie o tych , ktore chca prowadzic wspolne zycie z facetem , byc szczesliwe, ale nie potrzebny im od tego slub w kosciele czy huczne wesele. Czy kobieta, ktora nie chce urodzic mezczyznie dzieci, bedzie dla niego atrakcyjna ?

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

7 irytujących motywów w filmach akcji

Skip to entry content

Odradzaliście „Tylko bóg wybacza”, to poszedłem na „Człowieka ze stali”. Po świetnym „Iron Manie 3”, liczyłem, że kolejna reinkarnacja Supermana będzie równie lekką i zgrabnie podaną formą rozrywki. No nie była. Z której strony by nie patrzeć, to typowy średniak. Ani spektakularna porażka, ani wybitne dzieło. Superman chowając majtki pod kostium, ukrył też dreszczyk emocji magnetyzujący widzów. W filmie zabrakło napięcia i fascynacji głównym bohaterem. Za to obraz pełen był irytujących motywów, notorycznie powielanych w niemal wszystkich filmach akcji.

Najbardziej wkurzające akcenty we wszystkich „Spider-manach”, „Szklanych pułapkach”, „Matrixach”, „Terminatorach” i „Predatorach”, to:

 

#1 – Niekończące się magazynki

Choćby mieli strzelać do siebie 6 dni i 15 nocy, to amunicja się nie kończy. Co z tego, że główny bohater używa AK-47, który mieści 30 naboi? To przecież jeszcze nie oznacza, że nie może oddać 180 strzałów bez przeładowania.

 

#2 – Kod na niewidzialność

Cały oddział SWAT zrzuca bomby, wąglika i wygłodzoną Chytrą Babę z Radomia na naszego herosa. Nie trafia. Nawet powiew wiatru z bazooki mu włosków nie zmierzwi. Nic, zero. Wszystkie naboje go omijają. Po czym on jeden (wyposażony w zardzewiałą łyżkę), morduje 6 tuzinów żołnierzy jednostki specjalnej.

 

#3 – Zdewastuj całe miasto, uratuj kulawego psa

To już motyw stricte z „Człowieka z żelaza” i innych filmów o gościach z nadprzyrodzonymi mocami.

Typ naparza się po całym śródmieściu Nowego Jorku. Rozpieprza wszystkie wieżowce w zasięgu rzutu cysterną. Miasto płonie, sodoma i gomora, martwe dzieci i zniszczenie. W zgliszczach drapaczy chmur dogorywa z pół miliona ofiar, a pozostały milion zginął na miejscu w trakcie wypłacania sobie liści z Tym Złym. Ale to nic, że miasto poniosło takie straty. W końcu czarny charakter został schwytany! 

I co?

I nic. Zostaje wypuszczony!

Czemu? 

Bo super-hero stwierdził, że życie kulawego psa i bezdomnego (których Ten Zły wziął za zakładników) jest ważniejsze, niż unicestwienie wroga ludzkości z którym zmaga się od początku filmu.

 

#4 – Niepotrzebne akty miłosierdzia

Arcy mocne trzęsienie ziemi. Podłoga pod stopami Tego Dobrego i Tego Złego pęka na głębokość 18 Jezusów ze Świebodzinia. Wystarczy chuchnąć mocniej w twarz Temu Złemu, żeby spadł w przepaść. Zresztą tak chłopaka zarzuciło, że sam w nią wpadł i tylko opuszkiem małego palca u stopy trzyma się na krawędzi. Ten Dobry mógłby już pójść do domu i popijać Piccolo, świętując kolejne uratowanie świata, ale nie. Stwierdza, że czarny charakter jest jednak szary i zamiast go unicestwić, albo chociaż urwać jaja, podaje mu rękę. Zbiera mu się na litość, wybawia go z opresji, ratuje mu życie i zaraz po tym naiwnym akcie miłosierdzia dostaje od niego bęcki.

 

#5 – Rozmowy w przestworzach

Każdy absolwent podstawówki wie, że na wysokości 10 000 kilometrów (a zwłaszcza w kosmosie) dźwięk rozchodzi się lepiej, niż na ziemi. Lewitując w powietrzu nic nie zakłóca fal dźwiękowych i można swobodnie rozmawiać, bez obawy o szumy komunikacyjne.

 

#6 – Złam miednicę, skacz po ciężarówkach

Główni bohaterowie są niezniszczalni. To wiadome i taka jest konwencja. Mogą zeżreć kilo śrutu popijając wanną napalmu i nic. W najgorszym wypadku lekko im się odbije. Natomiast wszystkie pozostałe postacie – pucybuty, pomagierzy, padawani i rodzina super-hero – są zniszczalne i śmiertelne. O to chodzi i tak jest cel. Jeśli by tak nie było, to główny bohater nie miałby kogo bronić. Mimo to, gdy kompan Tego Dobrego (zazwyczaj w jednej z końcowych scen) straci nogę dostając manto od Tego Złego, już po 5 minutach jest w pełni sił by beztrosko skakać między wieżowcami.

 

#7 – Pokonaj prędkość światła by uratować świat, spędź pół godziny na słuchania sentymentalnych głupot

W każdy szanującym się filmie akcji jest scena wyścigu z czasem. Głównym bohater pędzi z duszą na ramieniu, żeby wyłączyć zapalnik bomby wodorowo-amotowo-neutronowo-drożdżowej i uratować świat. Łamie ograniczenie 50km/h w terenie zabudowanym i często wyprzedza bez świateł mijania (nawet na pasach). Wszystko po to, by nasza planeta nie wybuchła. Gdy w końcu dociera do celu, trzaska freeza jak rasowy b-boy i przez 2 kwadranse słucha tendencyjnych wynurzeń Tego Złego, na temat tego, czemu chce zniszczyć świat. A zegar tyka.

 

#8 – Wkurza Cię coś jeszcze?

Jeśli zapomniałem o jakimś wybitnie irytującym motywie, powtarzającym się w filmach akcji jak piątek po czwartku, to śmiało – komentarze są Twoje. Reżyserowie i producenci raczej nagle się nie ogarną, ale zawsze będzie lżej na sercu.

Wczoraj czekając na przypływ weny, siedziałem na plantach i liczyłem dziewczyny bez staników. Gdy już poczułem falę endorfin wywołaną nieobwisłym 75C, w kadr wtarabanił się szalony 40-latek. Taki ze stylówą na wykładowcę z UEKu – białe skarpy, sandacze, szare bojówki, flanela w kratę, przetarta na łokciach marynara i grzywa. Naturalna, epicka grzywa wyhodowana na odżywkach L’Oreal, zaczesana z karku na czoło. Typowy ruchacz łamiący serca wszystkim polonistkom z pierwszego roku.

Gdy słodka woń zielonego Bonda, wymieszana z świeżym potem spod niemytej pachy owego dżentelmena, przestała drażnić moje nozdrza i pobudzać żołądek do wymiotów, na pierwszym planie pojawił się równie fascynujący obiekt. Niestety nie był nim ani dojrzewający biust niewinnej licealistki, ani obfity dekolt wulgarnej bizneswoman. Frapującym obrazem, który do tej pory nie może opuścić mojej głowy, były pseudo-dredy przyczepione do potylicy na wpół wyłysiałej czaszki.

Takie 3 kikuty, podobne do zasuszonych psich odchodów, odstające z tyłu głowy. Bardzo estetyczne.

Właściciel tego dzieła Edwarda Nożycorękiego po kodeinie, ewidentnie nie mógł się pogodzić z utratą włosów.  I nie jest jedyny. Odkąd zrobiło się ciepło, falami widuję podobnych wirtuozów grzebienia i lakieru. Z ledwie zauważalnej kępki włosów próbują wytapirować afro godne Williamsa z „Wejścia smoka”. Zaginają czasoprzestrzeń jak mogą. Albo usiłują naciągnąć włosy łonowe na zakola, albo wmawiają otoczeniu, że to czoło od brwi do karku z meszkiem po bokach, to tak specjalnie. Albo nie daj boże z ostatnich 5 kłaczków będą stawiać irokeza.

[emaillocker]

Sorry ziom, ale jak masz słabe geny i wyłysiałeś przed 30-stką, to tego nie cofniesz.

Nie bądź głupi. Nie okłamuj się. I przede wszystkim – przestań robić z siebie pośmiewisko. Jeśli dałoby się zatrzymać lub cofnąć łysienie, to myślisz, że…

 

Książę William by nie skorzystał?

Tak jak panny nie zaczarują cellulitu (o czym pisała Monika z Black Dresses), tak faceci w magiczny sposób nie zaczną się nagle budzić z bujnymi czuprynami. Domyślam się, że to przykre stracić włosy szybciej, niż zdolność kredytową, ale bądź mężczyzną. Przyjmij to na klatę! Zetnij te żałosne krzaczki doszczętnie niszczące Twoją aparycję. Łysienie to przypadłość, brak włosów to wybór.

Zgolenie się na zero, to jedyna słuszna droga w tym przypadku. Przestajesz wyglądać jak komiczny oblech, zaczynasz być zadbanym facetem. Czasu nie cofniesz, włosów nie przylepisz. Jedyne co możesz zrobić, to pogodzić się z sytuacją i dostosować się do niej. Zresztą, zupełnie nie ma nad czym rozpaczać.

Dziewczyny lubią łysych facetów. Całkowicie.

[/emaillocker]