Close
Close

Faceci bici pejczem i wiązani przez kobiety

Skip to entry content

Raz na kwartał zdarzy mi się sprawdzić z jakich fraz wpisanych w Google ludzie trafiają na Stay Fly. Mniej żeby się sugerować, bardziej z ciekawości. Większość to dość przewidywalne hasła typu „jak żyć”, „spring breakers recenzja”, „krakow muzeum za darmo”, czy „ten zabójczo przystojny koleś w bandażu”. Co jakiś czas, jednak wyniki z Google Analytics wpędzają mnie w poczucie silnego niepokoju. Niepokoju związanego z tym czego ludzie szukają w internecie i czemu googlując tak dziwne rzeczy trafiają na mojego bloga.

Oto 10 najbardziej osobliwych fraz, które przeniosły tu ludzi z wyszukiwarki:

 

#10

Wiem, ale nie powiem! Chyba powinienem pomyśleć o przewodniku-przetrwalniku z lifehackami na całe 5 lat studiów.
 

#9

Hasło niecodzienne, ale zrównoważone. Aczkolwiek nie przypominam sobie, żebym miał gdzieś zdjęcie z kotem w słuchawkach na blogu.

 

#8

To źle myślał. Bardzo źle. Mam nadzieję, że udało mi się wyprowadzić go z błędu.

 

#7

Bardzo mi przykro. Zmień go albo zmień go. Chyba, że Ci to odpowiada skoro jesteście razem.

 

#6

Cholera wie. Ciężko wyczuć. Na pewno nie chciała być z DiCaprio, bo by się ogarnęła z ciuchami.

 

#5

Hmm, pomyślmy… Wystarczy wydać wszystkie pieniądze na alkohol, przegrać mieszkanie w karty, dać przyjaciołom powód do znienawidzenia i wyrzec się rodziny. A potem to już samo jakoś leci.

 

#4

Ooo, tego to nawet ja nie wiedziałem! Tylko kogo/czego?

 

#3

Nie wiem jak inni, ale ja pozwalam.

 

#2

Szczere, mocne wyznanie. Trochę się boję, że to o mnie.

 

#1

Co to, to nie! Wybaczcie, ale takich rzeczy tu nie znajdziecie! Nie ma mowy!

No chyba, że bardzo chcecie, to mogę się zastanowić.

 

Dobra, pochichraliśmy się że boki zrywać i turlać się po ziemi, ale w sumie to niewiele. To za mało, więc…

 

Śmiejmy się dalej

Jeśli jesteś blogerem – wrzuć u siebie analogicznego posta z listą 10 najdziwniejszych haseł, z których ludzie wchodzą na Twojego bloga. Założę się, że czytając moje frazy przypomniałeś sobie co najmniej 3, które spokojnie mogłyby to przebić. Podziel się nimi. Zalinkuj do mnie w swoim tekście i wrzuć swój wpis w komentarzach poniżej, niech korytarze w kopalni beki będą ze sobą połączone!

Jeśli jesteś czytelnikiem nie blogującym, pokaż swoją mroczną stronę – wrzuć w komentarzach najdziwniejsze zdanie jakie miałeś okazję wklepać w Google. Poznajmy najciemniejsze zakamarki internauckich poszukiwań. I oczywiście pośmiejmy się przy tym.

I pamiętajcie, nie ma głupich słów kluczowych, są tylko głupie wyniki wyszukiwania!

(niżej jest kolejny tekst)

24
Dodaj komentarz

avatar
18 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
17 Comment authors
Rysiek Ridel skończył się na Kill Em AllJustyna SekułaMikołaj Więckowski3PDestylator / adam Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Gerwaz
Gość
Gerwaz

Hmm, a ja tu trafiłem bo chciałem sobie coś znaleźć typu „modestep kraków 2012”. Relację przeczytałem, a blog dodałem do speeddial’a na Operce :)
Pozdro

Anastazja Dec
Gość
Anastazja Dec

Aż zerknęłam do wyników wyszukiwania na moim blogu, faktycznie pełen odjazd. Wrzucam link do posta http://anastazjas.blogspot.com/2013/07/wyszukaj-mnie-z-fantazja_28.html

Grzeczny Chłopiec
Gość

„mężczyzna, który kocha prześcieradło” piękne :)

Ela C.
Gość
Ela C.

To z Dodą faktycznie budzi niepokój :) ale ja kiedyś wpisałam „polonistyka uj czy tam pija fresco” :)

Saga Sachnik
Gość
Saga Sachnik

Moim ulubionym hasłem był „boczek na patyku”. Nie wiem jak to interpretować. Nie czuję się boczkiem.

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Ah, ah- „czy warto życie poświęcić szachom?”^.^ Ale i tak największą frajdę mam z ludzi, którzy regularnie wchodzą do mnie z hasła „coś miłego”:)

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

„Ulgi dla małżeństw? Powinny płacić więcej – mają łatwiej” – stwierdza Ten Typ Mes w utworze „The chauvinist” i ma rację.

Życie z kimś w parze, w porównaniu do bycia singlem, jest bez wątpienia bardziej korzystne pod względem ekonomicznym. Taniej wynająć mieszkanie razem, niż osobno. Sensowniej gotować dla dwóch osób, niż dla jednej. Mniej jedzenia się marnuje, gdy konsumuje się je wspólnie. Na taksę z imprezy też lepiej złożyć się z kimś – raz ja, raz ona – niż ciągle płacić samemu. Kupowanie gazet, książek, filmów, płyt muzycznych, konta premium na Brazzers? To samo. A oszczędność przy wynajmowaniu pokoju podczas podróży? Bez porównania.

Ale pieniądze są najmniej istotne w tym wszystkim.

Kasa jest zupełnie bez znaczenia, biorąc pod uwagę…

 

Wsparcie jakie daje druga osoba

Mógłbym zacytować z wcześniej wspomnianego numeru „ktoś cię słucha, ktoś cię głaszcze, ktoś stres na dwie części dzieli” i na tym skończyć. Bo fakt, że masz kogoś komu możesz powierzyć większość swoich trosk, sprawia, że w walkę z życiem wjeżdżasz czołgiem, podczas gdy single idą na to starcie z kamieniami w rękach.

Dobrze wiem jak to jest iść na spotkanie z Goliatem z garścią żwirku, i wyć z bezsilności, gdy okazuje się, że rzucasz go pod wiatr. Nieobce jest mi też poczucie siły, jaką daje kochająca kobieta, gotowa skoczyć za Tobą w największą przepaść. To drugie pozwala rozwinąć skrzydła, grać ryzykownie, stąpać po niepewnym gruncie, wspinać się na oblodzone wierzchołki własnych ambicji. Bo daje pewność, że gdy będziesz spadał ktoś Cię złapie. I ten upadek nie będzie tak bolesny.

Posypał się interes, w który zainwestowałeś cały hajs? Powie Ci, że się odkujecie. Wyrzucili Cię z pracy? Usłyszy, że dopóki nie znajdziesz czegoś nowego, będziecie żyć z jej pensji. Twój pseudo-rockowy zespół grający covery Metalici i Kombi znów nie zakwalifikował się na support supportu na before party przed dniami Włodawy? Nieważne, dla niej i tak jesteś lepszy, niż Kirk Hammett. I nawet jeśli nie znałbyś wzorów skróconego mnożenia, a chciał dostać się do Mensy, dla niej będziesz najlepszy, bo…

 

Ona w Ciebie wierzy. I Ty to wiesz

Świadomość tego, że w przypadku niepowodzenia ktoś będzie głaskał Twoje zbite na kwaśne jabłko ego i dawał mu witaminki na wzmocnienie, pozwala puścić wodze fantazji i zająć się czymś na co inni by się nie zdecydowali. Brakłoby im odwagi, wiary w siebie, motywacji. Będąc z wierną, wspierającą kobietą, możesz nawet zająć się czymś tak absurdalnym jak pisanie bloga. I możliwe, że nie dasz sobie spokój po dwóch miesiącach, gdy nikt Cię nie będzie czytał, lub po pół roku, gdy będziesz przeżywał kryzys pierwszych hejterów.

Bo pary mają łatwiej.

autorem zdjęcia w nagłówku jest moriza

Głód sensacji ułatwia mediom pracę

Skip to entry content

Od dwóch dni wszyscy i nikt żyją porodem księżnej Kasi z Wysp Brytyjskich. Wszyscy – bo każdy o tym mówi, nikt – bo nikogo to nie interesuje i ma już stanowczo dość informacji o przychodzeniu na świat królewskiego dzieciątka. Typowy paradoks pudelka*.

Na temat rodzącej, dziecka i jego ojca zostało powiedziane wszystko, co można by powiedzieć w takiej sytuacji i sporo rzeczy, które nie przyszłyby mi do głowy nawet po solidnej kuracji LSD. Relacjonowano każdy skurcz mięśni mimicznych Kasi. Obstawiano płeć, pierwszy odruch i ilość kupy, którą bobas zrobi w ciągu 24 godzin po porodzie. Mam wrażenie, że zapowiadana w zeszłym roku apokalipsa wzbudzała mniejsze zainteresowanie. Byłbym hipokrytą, gdybym powiedział, że nie wiem skąd taka obsesja na punkcie noworodka, ale i tak mnie to dziwi i nie do końca jestem w stanie zrozumieć ten szał. Ale ja nie o tym.

Widząc zalew niusów o Kasi i bachorku, tych wspierających i tych hejtujących, naszła mnie refleksja…

 

O czym te wszystkie media mówiłyby, jeśli Kate Middleton akurat by nie rodziła?

Pomyślcie, że gdyby nie irracjonalny głód sensacji, gdyby nie wścibskość i hołubienie najniższym pobudkom, gdyby nie chęć zajrzenia zakonnicy pod habit w trakcie oddawania moczu i potrzeba wchodzenia gwiazdom do łazienki w trakcie golenia nóg, te wszystkie media musiałby się napracować, żeby znaleźć jakiś temat.

Normalnie ci wszyscy ludzie z Onetu, Gazety, Newsweeka, czy Faktu, musieliby podrążyć, poszukać, zrobić jakiś research, zebrać materiał, żeby o czymś napisać. No dobra, może wszyscy poza Faktem, bo tam jak nie ma tematu, to po prostu idzie się na pole i rzuca talerzami, a potem jest hit sprzedażowy typu „UFO w Kasińce Małej”. Ale wszystkie pozostałe redakcje miałyby normalne, pracowite dwa dni.

Oczywiście możecie powiedzieć, że codziennie w wyżej wymienionych mediach pojawiają się łamiące wiadomości pokroju królewskiego dziecka. Jasne, zgadzam się w zupełności, z tym, że jest to jedna, czy dwie tego typu treści. A nie cała, kilkudniowa seria. Zresztą, dużo łatwiej jest zaplanować, że przez najbliższy tydzień bombardujemy wiadomościami o tym, czy widać tylko czubek główki, czy już cały nosek, niż każdego dnia szukać nowego tematu.

Reasumując – Kasia i książę Wilhelm idąc 9 miesięcy temu do łóżka bez zabezpieczenia, zrobili wielką przysługę mediom. I Wasi nieinteresujący się tym znajomi też.

*paradoks pudelka – związek frazeologiczny stworzony przez autora bloga „Stay Fly”. Portal ma ponad 7 milionów unikalnych użytkowników miesięcznie, ale wśród Twoich znajomych nie ma nawet 3 osób, które przyznawałyby się do czytania go.

3 mężczyzn, 4 kobiety, 24 godziny w Krakowie

Zapis doby wyrwanej bez znieczulenia z życia byłej stolicy. Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów.

Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy?

Noc w środku juwenaliów pełna jest wykrzyczanych pytań. Dzień przynosi odpowiedzi, których nikt nie chce słyszeć, nawet gdy są wypowiedziane szeptem. Czy uwierzysz bohaterom, przekonującym siebie nawzajem, że „to tylko seks”?

Zobacz książkę!