Close
Close

Rusz tyłek #4 – rozmowa z Tamarą z „Macademian Girl”

Skip to entry content

Tamara Gonzalez Perea, czyli autorka bloga „Macademian Girl”, to jedna z najwyrazistszych postaci związanych z modą w sieci. Oprócz tego, że jest zgrabną, atrakcyjną dziewczyną, ma unikatowy – w dosłownym znaczeniu tego słowa – styl,  którego jeszcze nikomu nie udało się skopiować. Gdy idzie ulicą trudno jej nie zauważyć, a jeszcze trudniej ją z kimś pomylić. W ciągu 2 lat stała się jedną z najpopularniejszych i najbardziej wpływowych blogerek modowych w Polsce.

Przeczytajcie jak do tego doszła.

Grzeczny Chłopiec: Kim chciałaś zostać, gdy byłaś mała?

Tamara Gonzalez Perea: Jak byłam mała chciałam zostać astrologiem albo astronautą, bo bardzo fascynował mnie kosmos i gwiazdy.

Czyli nie byłaś typową dziewczynką, która chciała zostać modelką albo aktorką?

Nie, nie. Byłam raczej chłopczycą w przetartych jeansach,  nieustannie zresztą skaczącą po drzewach – ślady na kolanach mam do dziś. W liceum myślałam  też poważnie o aktorstwie, ale jednak rodzimy przemysł filmowy i perspektywa grania w “M jak miłość”  żeby zarobić na chleb, doprowadziły mnie do wniosku, że to nie ma sensu. Postanowiłam odnaleźć w sobie inne pasje.

A jaką przyszłość dla ciebie planowali twoi rodzice?

Nie wiem czy coś planowali. Tata był inżynierem, moja mama jest prawnikiem i na pewno bardzo by się ucieszyła gdybym poszła na takie studia, ale miałam wolną rękę. Jedyne ciśnienie jakie było to odnośnie tego, żebym robiła coś co da mi w miarę pewny dochód.

Skąd w takim razie pomiędzy astronomią i aktorstwem pojawiła się architektura wnętrz?

Zawsze byłam uzdolniona plastycznie – dużo rysowałam, malowałam, ale też grałam w jakichś kółkach. Z czasem aktorstwo odpadło, ale pociągi artystyczne mi zostały i kończąc liceum miałam wybór: albo znajdę kierunek, który ma jakieś podłoże artystyczne i zagwarantuje mi pracę po jego ukończeniu, albo – jak to powiedziała moja mama – nie wymyślam i idę na normalne studia. Jestem jednak z tych co zawsze chcą od życia więcej, nie lubię godzić się na opcję minimum. Wybrałam więc architekturę wnętrz, bo z jednej strony pozwalała mi się wyżyć kreatywnie, a z drugiej strony dawała stabilizację.

Gdy już byłaś na studiach, czułaś, że więcej ci dają – wnoszą jakąś wartość w twoje życie, czy bardziej zabierają czas?

Był mega zapierdziel. Na pierwszym roku miałam kilkanaście  przedmiotów, z czego wszystkie zajęcia były obowiązkowe.  Na nic poza szkołą nie miałam wtedy czasu, ale na uczelni poznałam świetnych ludzi. Poza tym bardzo się rozwinęłam jak osoba i jako artystka. Wszystkie zajęcia plastyczne, w których uczestniczyłam studiując na ASP były mega stymulujące. Myślę, że dzięki temu teraz patrzę na modę jak na sztukę – widzę skąd się wywodzi i jak piękną jest dziedziną.

[emaillocker]

To kiedy definitywnie poczułaś, że architektura to nie to, czym chcesz się w życiu zajmować?

W trakcie drugiego roku. Przez tak dużą ilość zajęć po prostu się wypaliłam. Zawsze byłam trochę nadambitna, a wyciskanie siebie sto procent na każdym przedmiocie, spowodowało że zaczęłam to robić już tylko dla ocen. To mnie zaalarmowało, przecież to miała być moja pasja!

To był moment kiedy zarabiałaś już na blogu?

Coś ty. Bloga prowadzę 2 lata, a dobrze zarabiam na nim może od 7-8 miesięcy, a dopiero gdzieś od 5 miesięcy mogę powiedzieć, że to jest moje główne źródło utrzymania.

Czyli to był taki skok w nieznane?

To był totalnie skok w nieznane. Gdy zakładałam bloga, to było hobby i nie myślałam w ogóle o zarabianiu.

Wiem, że do założenia bloga namawiała cię mama i mocno cię wspierała przy tym. Z drugiej strony wiem też, że miałaś różne nieprzyjemności w szkole z powodu swojego koloru skóry. Nie bałaś się, że prowadzenie bloga, w którym epatujesz swoją odmiennością, będzie czymś w rodzaju płachty na byka? Że będziesz prowokować rasistowskie ataki na swoją osobę?

Generalnie, za przeproszeniem, ale mam to głęboko. Nic mnie tak nie wkurza jak nietolerancja. Jestem i czuję się stuprocentową Polką, bo w Polsce się urodziłam, wychowałam i mieszkam. Niestety przez to też widzę, że nietolerancja jest naszym olbrzymim problemem narodowym. I dopóki będziemy udawać, że tego tematu nie ma, dopóty nic się nie zmieni. Uważam, że trzeba to nagłaśniać a wiele osób denerwuje, że ja poruszam ten problem i o tym otwarcie mówię.

Można powiedzieć, że twój blog ma misję walki z nietolerancją?

Tak, ale nawet nie tyle tylko walki z nietolerancją na tle rasistowskim – na szczęście z tym jest na samym blogu niemal zerowy problem – ale z każdą formą nietolerancji. Bo ludzie w Polsce są dyskryminowani przez to, że mają inne poglądy, inaczej się ubierają albo mają inną orientację. Do nas należy żeby to zmienić.

A gdy stawałaś się coraz bardziej popularna, jak radziłaś sobie z negatywnymi komentarzami, które dotyczyły cię personalnie? Co robiłaś, żeby się nie zdołować?

Po prostu je olewałam. Serio. Zamiast dużo gadać wolę dużo pracować i skupiać się na tym co dobre i pozytywne. Negatywna energia ma to do siebie, że prędzej czy później zżera tych którzy ją wytwarzają.

Nie miałaś trudności z tym, żeby się od nich zdystansować i nie przyjmować tego do siebie?

Moi czytelnicy często mnie o to pytają, bo nie radzą sobie z tym, że są szykanowani chociażby przez takie drobnostki jak to, że założą jakieś kolorowe leginsy a mieszkają w małym mieście, czy że są rudzi, a przecież nie mają na to wpływu. Poza tym to cudny kolor! Jedynym sposobem radzenia sobie z tym, jest uzbrojenie się w mega gruby pancerz. Robisz swoje i idziesz do przodu, bez względu na wszystko. Nie możesz pozwolić by ktoś inny decydował o tym jak wyglądasz, czy jak się czujesz. Dlatego idąc ulicą, zawsze jestem tak jakby za szybą, jakieś docinki w ogóle do mnie nie docierają.

Skąd wzięła się Twoja odporność na tego typu zachowania?

Stąd, że miałam przechlapane jako dziecko. W 3 klasie podstawówki musiałam uciekać po lekcjach przed dzieciakami z klasy, bo chciały mnie zlać, za to, że mam inny kolor skóry. Dziś to wydaje się nieprawdopodobne, ale wtedy dostałam hardkorowo po dupie.  Dzięki temu teraz zupełnie mnie nie rusza, gdy ktoś mówi “ale się wystroiła”, albo “co ona ma na głowie”.

A nie poczułaś w którymś momencie, że chcesz się wycofać i schować, że masz tego dość i kończysz z blogiem?

W życiu! Ja idę w zaparte. Trzeba mieć wiarę w to co chcesz przekazać światu.

Twój pierwszy post pochodzi z 10 kwietnia 2011 roku. W ciągu dwóch lat zostałaś jedną z najbardziej rozpoznawalnych i wpływowych blogerek modowych. Co stoi za sekretem osiągnięcia tak szybko, tak dużego sukcesu?

Wydaje mi się, że to przez to, że nie starałam się wpasować w to co jest popularne, co się aktualnie nosi, tylko od początku miałam swój styl. Blogosfera zaczęła w pewnym momencie pewne rzeczy weryfikować i jeśli coś się powtarzało, coś było zwykle, to to zostawało w tyle. Wtedy ja poszłam do przodu, a moja oryginalność zaczęła być dostrzegana jako coś pozytywnego. A poza tym, to po prostu ciężka praca i – nie bójmy się tego słowa – zapierdzielanie.

Jeśli miałabyś wymienić 3 cechy charakteryzujące dobrego bloga, to co by to było?

Szacunek do czytelnika, połączony jednocześnie z dużą asertywnością blogera, systematyczność i oryginalność. To są dla mnie takie 3 rzeczy, które są podstawą, żeby zacząć w ogóle myśleć o blogowaniu.

A jakie cele stawiasz sobie w związku ze swoim blogiem? Do czego zmierzasz, co byś chciała osiągnąć?

Bloga dalej będę rozwijać, tak jak to robię do tej pory, mam nadzieję, że będzie rósł razem ze mną. Jest takim moim pierwszym krokiem w personal brandingu, ale nie chcę za dużo zdradzać. Oprócz tego, pozwolił mi odnaleźć drugą wielką pasję: dziennikarstwo modowe. Zdecydowanie kocham pisać i w tym kierunku będę zmierzać.

Na koniec słowo dla wszystkich, którzy biernie żyją z dnia na dzień, studiując kierunek, którego nie lubią lub wykonując pracę, która ich nie interesuje – jak Tamara Gonzalez Perea  zmotywowałaby ich do ruszenia tyłka i odnalezienia swojej pasji?

Jak bym ich zmotywowała? Macie jedno życie i jeśli je prześpicie to tylko Wasza strata. Nikt za Was nie podejmie trudnych czy ryzykownych decyzji, ale to właśnie Wy możecie zmieniać świat zaczynając od siebie. I pamiętajcie, że każdą pasję można przekuć w pracę, którą będziecie uwielbiać – niedowiarkom polecam książkę “Uchwycić żywioł” Kena Robinsona.

  [/emaillocker]

(niżej jest kolejny tekst)

Dodaj komentarz

18 komentarzy do "Rusz tyłek #4 – rozmowa z Tamarą z „Macademian Girl”"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
olgacecylia
Gość

To w końcu astronomem czy astrologiem? Fajny wywiad, zwłaszcza podobał mi się ten fragment „psy szczekają, bloger idzie dalej” :-)

Grzeczny Chłopiec
Gość

„Jak byłam mała chciałam zostać astrologiem albo astronautą, bo bardzo fascynował mnie kosmos i gwiazdy.” – którego słowa nie rozumiesz? :)

olgacecylia
Gość

A później jest „pomiędzy astronomią i aktorstwem…” w Twoim pytaniu :-) Astrolog stawia horoskopy, astronom obserwuje gwiazdy, tak w skrócie taka jest różnica :-)

Senna
Gość

Szczerze mówiąc po tym wywiadzie zmieniłam spojrzenie na Tamarę, myślałam, że to kolejna szafiarka ktora miała lekko i przyjemnie i z nudów zajeła sie ciuchami, a tu prosze bardzo, tego sie nie spodziewalam.

Alusia
Gość

Zawsze lubiłam jej stylizacje i odmienność, bo ile można patrzeć na dziewczyny w szortach i trampkach?

Martex
Gość

super wywiad!
od dawna śledzę jej bloga- lubię jej odmienność i to, że naprawdę ma swój styl.
Kiedyś była w DDTVN i od tej pory lubię ją bardziej- jest szczera, pewna siebie, ale przy tym skromna i symaptyczna :)

CatCake
Gość

Też ja widziałam w Dzień Dobry TVN i jako jedyna potrafiła się wypowiedzieć składnie i na temat, w odrożnieniu od reszty dziewcząt z „branży”…

fasola
Gość

„Jak byłam mała chciałam zostać astrologiem albo astronautą, bo bardzo fascynował mnie kosmos i gwiazdy.”

aż mi ręce opadły, jak można astrologię i astronomię zestawiać obok siebie?

Tamara Gonzalez Perea
Gość

Mnie też aż ręce opadły, bo jak można się czepiać dziecięcej fantazji? Pytanie dotyczyło dzieciństwa, a odpowiedź odnosi się do okresu jak miałam pewnie jakieś 4-6 lat. Wybacz, ale w tym wieku obok miałam prawo postawić nawet meteorologie jeśli tak mi się marzyło. Nie sądziłam że to takie straszne i trudne do pojęcia :)

fasola
Gość

Wiesz, nie czepiam się Ciebie. Żyjemy w epoce, gdy MaturaToBzdura udowodniła , że rzeczy oczywiste i banalne dla mnie, nie dla każdego takie są.
A w powyższym zdaniu, wypowiadanym teraz, to brzmi tak, jakbyś widziała jakąś większą analogię od samego kosmosu :p
Jak ktoś się interesuje astronomią i astrofizyką, to rozumie co mam na myśli.

Pomijając międzygalaktyczny temat – nie zmieniło się to, że cieszę się, że są na naszych ulicach ciekawi ludzie z unikalnym stylem – jak Ty :)

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Siedzę na balkonie, nagrywam się sam i mówię o środowej aferze z Kanye Westem. Przy okazji rozwiązuję kilka tajemnic poliszynela, które od zawsze nurtowały ludzkość i bezpardonowo radzę jak żyć.

Żeby nie było – nie mam nic do osób kupujących polówki Lacoste za 4 stówy. Byleby nie myślały, że ich cena jest wprost proporcjonalna do jakości materiału.

Rozmowa rekrutacyjna: 8 pytań i odpowiedzi

Skip to entry content

W życiu większości nieblogujących facetów i połowy niezamężnych kobiet, przychodzi taki moment, że trzeba pójść do pracy. Dla Waszego dobra, lepiej to zrobić szybciej, niż później. Żeby jednak dostać coś lepszego, niż kelner czy promotor (w krakowskiej nomenklaturze, to koleś rozdający na ulicy zaproszenia do klubów), trzeba przejść przez serię rekrutacyjnych sucharów, pojawiających się zarówno w korpo jak i małych firmach.

Od 16-go roku życia miałem okazję zmieniać pracę 21 razy i być na spotkaniu pod tytułem „rozmowa rekrutacyjna” około 50-60 razy, dzięki czemu udało mi się utworzyć listę najczęściej powtarzających się pytań. Poniżej 8 największych klasyków wraz z kluczem odpowiedzi.

 

#1 – Dlaczego aplikowałeś do naszej firmy?

Po co pytają: Osoby, którym udało się doczołgać do jakiegoś decyzyjno-kierowniczego stanowiska, lubią podnosić swoje poczucie samozajebistości, słysząc, że wszyscy chcą pracować tylko i wyłącznie w ich firmie. Jeśli będziesz w stanie wymienić jej nazwę z pamięci, dodając, że jest liderem w obszarze swojej działalności, zyskasz słodki pomruk zadowolenia dający Ci pół-cień aprobaty.

Co chciałbyś odpowiedzieć: Bo potrzebuję hajsu, a nie kwalifikuję się na zasiłek, ani rentę.

Co powinieneś odpowiedzieć: Ponieważ Państwa firma jest liderem na rynku <nazwa_rynku_na_jakim_działa>, zrzeszając specjalistów z dziedziny <nazwa_dziedziny_jaką_się_zajmuje>, a ja zawsze chciałem pracować wśród najlepszych.

 

#2  – Jak kierunek, który studiujesz pomoże Ci w pracy?

Po co pytają: Rekruterzy chcą ocenić, czy wszystko w Twoim życiu jest dziełem przypadku i wybrałeś studia na chybił-trafił, tak jak stanowisko, na które aplikujesz, czy jednak kierujesz się jakąś dookreśloną myślą, która spaja to co robisz w całość.

Co chciałbyś odpowiedzieć: A skąd mam to wiedzieć, przecież jestem na europeistyce?

Co powinieneś odpowiedzieć: Studiując <nazwa_twojego_kierunku> nauczyłem się systematyczności, patrzenia na problem z wielu aspektów i przede wszystkim osiągania wyznaczonych celów mimo licznych przeszkód, co z pewnością przyda mi się na stanowisku <nazwa_stanowiska_na_które_aplikujesz>.

 

#3 – Wymień swoje 3 zalety

Po co pytają: To pytanie z kolei pozwala ocenić jak bardzo jesteś samoświadomy, a w zasadzie, to czy w ogóle znasz siebie, oprócz tego, że potrafisz się przedstawić.

Co chciałbyś odpowiedzieć: Potrafię wypić połówkę na hejnał, umiem symulować pracę nawet, gdy szef patrzy mi przez ramię i nigdy nie kończę przed 3 orgazmem partnerki.

Co powinieneś odpowiedzieć: Jestem punktualny, dokładny i dobrze gotuję (to ostatnie uwiarygodni Twoje odpowiedzi dodając im naturalności).

 

#4 – Wymień swoje 3 wady

Po co pytają: Jak wyżej.

Co chciałbyś odpowiedzieć: Jestem rasistą, antysemitą i homofobem.

Co powinieneś odpowiedzieć:  Średnio gram w siatkówkę, mam słaby kontakt z małymi dziećmi, nie znam się na modzie.

[emaillocker]

#5 – Wymień 10 przykładów zastosowania ołówka

Po co pytają: To pytanie zazwyczaj zadaje się w środku rozmowy. Ma za zadanie wyprowadzić Cię z równowagi i wybić z rytmu recytowania formułek wyuczonych w domu, a także sprawdzić czy potrafisz myśleć abstrakcyjnie.

Co chciałbyś odpowiedzieć: Można go wsadzić w dupę 10 menadżerom z 10 różnych firm, działających w 10 różnych branżach.

Co powinieneś odpowiedzieć: Spinka do włosów, pseudo-wieszak, packa na muchy, pałeczka do jedzenia, prawidło do dziecięcych butów, nabój do kuszy, pałeczka do perkusji, zakładka do książki, narzędzie do samoobrony, materiał na ognisko.

 

#6 – Dlaczego zrezygnowałeś z poprzedniej pracy?

Po co pytają: Jeśli zrezygnowałeś z poprzedniej pracy z błahego powodu (lub praca zrezygnowała z Ciebie, bo jesteś bezdyskusyjnie niekompetentny), to jest bardzo prawdopodobne, że w nowej firmie sytuacja się powtórzy. Pracodawca chce tego uniknąć, bo każda nowa rekrutacja generuje dla niego koszty, więc liczy, że sam wysypiesz się na rozmowie.

Co chciałbyś odpowiedzieć: Wyrzucili mnie, bo zaliczyłem córkę szefa na wigilii pracowniczej.

Co powinieneś odpowiedzieć:  W poprzedniej firmie nie miałem satysfakcjonujących mnie perspektyw dalszego rozwoju zawodowego.

 

#7 – Gdzie widzisz się na rynku pracy za 5 lat?

Po co pytają: Laska z haeru tym pytaniem sprawdza, czy faktycznie interesujesz się branżą, w której chcesz pracować i czy wiesz jakie są kierunki rozwoju na tym stanowisku.

Co chciałbyś odpowiedzieć: Na miejscu twojego szefa.

Co powinieneś odpowiedzieć: Na stanowisku <to samo, na które aplikujesz z dopiskiem „starszy specjalista”>.

 

#8 – Jakie są twoje oczekiwania finansowe?

Po co pytają: Haerowiec ma podane jakie wynagrodzenie jest przewidziane na stanowisku, na które aplikujesz. Nie ma szans żebyś dostał więcej, niż przewiduje budżet, ale liczą na to, że powiesz mniej i firma na Tobie oszczędzi.

Co chciałbyś odpowiedzieć: Piątka netto plus premie, służbowy telefon, laptop, auto i karta benefit do agencji towarzyskiej.

Co powinieneś odpowiedzieć:  Około <tyle ile wynosi średnia pensja na tym stanowisku>.

 

Dobra, macie know-how, wiecie co robić, rozmowa rekrutacyjna w tym momencie powinna być tylko formalnością. Jedyne co mi pozostaje, to życzyć…

Powodzenia!

I oczywiście dajcie znać, jak dostaniecie się tam gdzie chcecie.
[/emaillocker]