Close
Close

Rusz tyłek #4 – rozmowa z Tamarą z „Macademian Girl”

Skip to entry content

Tamara Gonzalez Perea, czyli autorka bloga „Macademian Girl”, to jedna z najwyrazistszych postaci związanych z modą w sieci. Oprócz tego, że jest zgrabną, atrakcyjną dziewczyną, ma unikatowy – w dosłownym znaczeniu tego słowa – styl,  którego jeszcze nikomu nie udało się skopiować. Gdy idzie ulicą trudno jej nie zauważyć, a jeszcze trudniej ją z kimś pomylić. W ciągu 2 lat stała się jedną z najpopularniejszych i najbardziej wpływowych blogerek modowych w Polsce.

Przeczytajcie jak do tego doszła.

Grzeczny Chłopiec: Kim chciałaś zostać, gdy byłaś mała?

Tamara Gonzalez Perea: Jak byłam mała chciałam zostać astrologiem albo astronautą, bo bardzo fascynował mnie kosmos i gwiazdy.

Czyli nie byłaś typową dziewczynką, która chciała zostać modelką albo aktorką?

Nie, nie. Byłam raczej chłopczycą w przetartych jeansach,  nieustannie zresztą skaczącą po drzewach – ślady na kolanach mam do dziś. W liceum myślałam  też poważnie o aktorstwie, ale jednak rodzimy przemysł filmowy i perspektywa grania w “M jak miłość”  żeby zarobić na chleb, doprowadziły mnie do wniosku, że to nie ma sensu. Postanowiłam odnaleźć w sobie inne pasje.

A jaką przyszłość dla ciebie planowali twoi rodzice?

Nie wiem czy coś planowali. Tata był inżynierem, moja mama jest prawnikiem i na pewno bardzo by się ucieszyła gdybym poszła na takie studia, ale miałam wolną rękę. Jedyne ciśnienie jakie było to odnośnie tego, żebym robiła coś co da mi w miarę pewny dochód.

Skąd w takim razie pomiędzy astronomią i aktorstwem pojawiła się architektura wnętrz?

Zawsze byłam uzdolniona plastycznie – dużo rysowałam, malowałam, ale też grałam w jakichś kółkach. Z czasem aktorstwo odpadło, ale pociągi artystyczne mi zostały i kończąc liceum miałam wybór: albo znajdę kierunek, który ma jakieś podłoże artystyczne i zagwarantuje mi pracę po jego ukończeniu, albo – jak to powiedziała moja mama – nie wymyślam i idę na normalne studia. Jestem jednak z tych co zawsze chcą od życia więcej, nie lubię godzić się na opcję minimum. Wybrałam więc architekturę wnętrz, bo z jednej strony pozwalała mi się wyżyć kreatywnie, a z drugiej strony dawała stabilizację.

Gdy już byłaś na studiach, czułaś, że więcej ci dają – wnoszą jakąś wartość w twoje życie, czy bardziej zabierają czas?

Był mega zapierdziel. Na pierwszym roku miałam kilkanaście  przedmiotów, z czego wszystkie zajęcia były obowiązkowe.  Na nic poza szkołą nie miałam wtedy czasu, ale na uczelni poznałam świetnych ludzi. Poza tym bardzo się rozwinęłam jak osoba i jako artystka. Wszystkie zajęcia plastyczne, w których uczestniczyłam studiując na ASP były mega stymulujące. Myślę, że dzięki temu teraz patrzę na modę jak na sztukę – widzę skąd się wywodzi i jak piękną jest dziedziną.

To kiedy definitywnie poczułaś, że architektura to nie to, czym chcesz się w życiu zajmować?

W trakcie drugiego roku. Przez tak dużą ilość zajęć po prostu się wypaliłam. Zawsze byłam trochę nadambitna, a wyciskanie siebie sto procent na każdym przedmiocie, spowodowało że zaczęłam to robić już tylko dla ocen. To mnie zaalarmowało, przecież to miała być moja pasja!

To był moment kiedy zarabiałaś już na blogu?

Coś ty. Bloga prowadzę 2 lata, a dobrze zarabiam na nim może od 7-8 miesięcy, a dopiero gdzieś od 5 miesięcy mogę powiedzieć, że to jest moje główne źródło utrzymania.

Czyli to był taki skok w nieznane?

To był totalnie skok w nieznane. Gdy zakładałam bloga, to było hobby i nie myślałam w ogóle o zarabianiu.

Wiem, że do założenia bloga namawiała cię mama i mocno cię wspierała przy tym. Z drugiej strony wiem też, że miałaś różne nieprzyjemności w szkole z powodu swojego koloru skóry. Nie bałaś się, że prowadzenie bloga, w którym epatujesz swoją odmiennością, będzie czymś w rodzaju płachty na byka? Że będziesz prowokować rasistowskie ataki na swoją osobę?

Generalnie, za przeproszeniem, ale mam to głęboko. Nic mnie tak nie wkurza jak nietolerancja. Jestem i czuję się stuprocentową Polką, bo w Polsce się urodziłam, wychowałam i mieszkam. Niestety przez to też widzę, że nietolerancja jest naszym olbrzymim problemem narodowym. I dopóki będziemy udawać, że tego tematu nie ma, dopóty nic się nie zmieni. Uważam, że trzeba to nagłaśniać a wiele osób denerwuje, że ja poruszam ten problem i o tym otwarcie mówię.

Można powiedzieć, że twój blog ma misję walki z nietolerancją?

Tak, ale nawet nie tyle tylko walki z nietolerancją na tle rasistowskim – na szczęście z tym jest na samym blogu niemal zerowy problem – ale z każdą formą nietolerancji. Bo ludzie w Polsce są dyskryminowani przez to, że mają inne poglądy, inaczej się ubierają albo mają inną orientację. Do nas należy żeby to zmienić.

A gdy stawałaś się coraz bardziej popularna, jak radziłaś sobie z negatywnymi komentarzami, które dotyczyły cię personalnie? Co robiłaś, żeby się nie zdołować?

Po prostu je olewałam. Serio. Zamiast dużo gadać wolę dużo pracować i skupiać się na tym co dobre i pozytywne. Negatywna energia ma to do siebie, że prędzej czy później zżera tych którzy ją wytwarzają.

Nie miałaś trudności z tym, żeby się od nich zdystansować i nie przyjmować tego do siebie?

Moi czytelnicy często mnie o to pytają, bo nie radzą sobie z tym, że są szykanowani chociażby przez takie drobnostki jak to, że założą jakieś kolorowe leginsy a mieszkają w małym mieście, czy że są rudzi, a przecież nie mają na to wpływu. Poza tym to cudny kolor! Jedynym sposobem radzenia sobie z tym, jest uzbrojenie się w mega gruby pancerz. Robisz swoje i idziesz do przodu, bez względu na wszystko. Nie możesz pozwolić by ktoś inny decydował o tym jak wyglądasz, czy jak się czujesz. Dlatego idąc ulicą, zawsze jestem tak jakby za szybą, jakieś docinki w ogóle do mnie nie docierają.

Skąd wzięła się Twoja odporność na tego typu zachowania?

Stąd, że miałam przechlapane jako dziecko. W 3 klasie podstawówki musiałam uciekać po lekcjach przed dzieciakami z klasy, bo chciały mnie zlać, za to, że mam inny kolor skóry. Dziś to wydaje się nieprawdopodobne, ale wtedy dostałam hardkorowo po dupie.  Dzięki temu teraz zupełnie mnie nie rusza, gdy ktoś mówi “ale się wystroiła”, albo “co ona ma na głowie”.

A nie poczułaś w którymś momencie, że chcesz się wycofać i schować, że masz tego dość i kończysz z blogiem?

W życiu! Ja idę w zaparte. Trzeba mieć wiarę w to co chcesz przekazać światu.

Twój pierwszy post pochodzi z 10 kwietnia 2011 roku. W ciągu dwóch lat zostałaś jedną z najbardziej rozpoznawalnych i wpływowych blogerek modowych. Co stoi za sekretem osiągnięcia tak szybko, tak dużego sukcesu?

Wydaje mi się, że to przez to, że nie starałam się wpasować w to co jest popularne, co się aktualnie nosi, tylko od początku miałam swój styl. Blogosfera zaczęła w pewnym momencie pewne rzeczy weryfikować i jeśli coś się powtarzało, coś było zwykle, to to zostawało w tyle. Wtedy ja poszłam do przodu, a moja oryginalność zaczęła być dostrzegana jako coś pozytywnego. A poza tym, to po prostu ciężka praca i – nie bójmy się tego słowa – zapierdzielanie.

Jeśli miałabyś wymienić 3 cechy charakteryzujące dobrego bloga, to co by to było?

Szacunek do czytelnika, połączony jednocześnie z dużą asertywnością blogera, systematyczność i oryginalność. To są dla mnie takie 3 rzeczy, które są podstawą, żeby zacząć w ogóle myśleć o blogowaniu.

A jakie cele stawiasz sobie w związku ze swoim blogiem? Do czego zmierzasz, co byś chciała osiągnąć?

Bloga dalej będę rozwijać, tak jak to robię do tej pory, mam nadzieję, że będzie rósł razem ze mną. Jest takim moim pierwszym krokiem w personal brandingu, ale nie chcę za dużo zdradzać. Oprócz tego, pozwolił mi odnaleźć drugą wielką pasję: dziennikarstwo modowe. Zdecydowanie kocham pisać i w tym kierunku będę zmierzać.

Na koniec słowo dla wszystkich, którzy biernie żyją z dnia na dzień, studiując kierunek, którego nie lubią lub wykonując pracę, która ich nie interesuje – jak Tamara Gonzalez Perea  zmotywowałaby ich do ruszenia tyłka i odnalezienia swojej pasji?

Jak bym ich zmotywowała? Macie jedno życie i jeśli je prześpicie to tylko Wasza strata. Nikt za Was nie podejmie trudnych czy ryzykownych decyzji, ale to właśnie Wy możecie zmieniać świat zaczynając od siebie. I pamiętajcie, że każdą pasję można przekuć w pracę, którą będziecie uwielbiać – niedowiarkom polecam książkę “Uchwycić żywioł” Kena Robinsona.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Dot

    Ciekawy wywiad (nie zgadniesz jak na niego trafiłam :P), ale jedno zdanie rozśmieszyło mnie na maxa:
    „Był mega zapierdziel. Na pierwszym roku miałam kilkanaście przedmiotów, z czego wszystkie zajęcia były obowiązkowe.” Nie ma nic dziwnego w tym, że na studiach zajęcia są obowiązkowe i jest ich dużo.
    To przykre, że jest coraz więcej osób, które myślą, że studia to wakacje i nie trzeba nic robić. Niejedni godzą dwa kierunki równocześnie, często na różnych uczelniach i to w tym samym czasie (bo przedmioty się nakładają), a Tamarę zdziwiło, że ma tyyyle przedmiotów i to jeszcze OBOWIĄZKOWYCH! Toż to straszne, przecież na studiach wszystkie przedmioty powinni być fakultatywne. Właściwie to studia są fakultatywne. Można na przykład na nie nie iść albo pójść do pracy.

  • Pingback: Rusz tyłek #5 – rozmowa z Mr. Vintagem()

  • vividbats

    Młoda, przedsiębiorcza kobieta prowadzi bloga, które „od 5 miesięcy jest jej głównym żródłem utrzymania” a na swoim fanpejdzu próbuje znaleźć fotografa, który będzie jej za darmo robił zdjęcia. Beka z typiary :)

  • Marco Kubiś

    Łał, niesamowita osoba, genialny wywiad!

  • Świetny wywiad! :) Szczególnie spodobała mi się odpowiedź na ostatnie pytanie, bardzo motywująca ;] A teraz zamiast spać, idę pisać notki. Blog sam się nie zrobi ;)

  • hummingbird girl

    Super wywiad Tamaro, Gratulacje!!! Należy Ci się wszystko co najlepsze, bo tak jak powiedziałaś ciężką pracą jesteśmy w stanie osiągnąć na prawdę wiele. Masz rację, nie ma się co przejmować innymi, Ci zawistni tylko patrzą by znaleźć w Tobie albo tym co mówisz jakieś niedociągnięcia a przecież nie na tym życie polega! Życzę Ci najszczerzej wszystkiego co najlepsze; zdrowia, miłości, szczęścia, garderoby największej na świecie i wszystkiego o czym marzysz :) Wszystkiego Naj

  • Żaneta Barwikowska

    Dziewczyna jest przebojowa, inteligentna i ma pasję, którą przerodziła w sposób na życie. Po przeczytaniu tego (za krótkiego) wywiadu czytelnik powinien dostać kopa w dupę żeby iść śmielej do przodu. Na prawdę nie rozumiem jak z tak pozytywnej rozmowy niektórzy wyłapali tylko „astrologie i astronomię”. No faktycznie ręce opadają…

  • fasola

    „Jak byłam mała chciałam zostać astrologiem albo astronautą, bo bardzo fascynował mnie kosmos i gwiazdy.”

    aż mi ręce opadły, jak można astrologię i astronomię zestawiać obok siebie?

    • Tamara Gonzalez Perea

      Mnie też aż ręce opadły, bo jak można się czepiać dziecięcej fantazji? Pytanie dotyczyło dzieciństwa, a odpowiedź odnosi się do okresu jak miałam pewnie jakieś 4-6 lat. Wybacz, ale w tym wieku obok miałam prawo postawić nawet meteorologie jeśli tak mi się marzyło. Nie sądziłam że to takie straszne i trudne do pojęcia :)

      • fasola

        Wiesz, nie czepiam się Ciebie. Żyjemy w epoce, gdy MaturaToBzdura udowodniła , że rzeczy oczywiste i banalne dla mnie, nie dla każdego takie są.
        A w powyższym zdaniu, wypowiadanym teraz, to brzmi tak, jakbyś widziała jakąś większą analogię od samego kosmosu :p
        Jak ktoś się interesuje astronomią i astrofizyką, to rozumie co mam na myśli.

        Pomijając międzygalaktyczny temat – nie zmieniło się to, że cieszę się, że są na naszych ulicach ciekawi ludzie z unikalnym stylem – jak Ty :)

  • Martex

    super wywiad!
    od dawna śledzę jej bloga- lubię jej odmienność i to, że naprawdę ma swój styl.
    Kiedyś była w DDTVN i od tej pory lubię ją bardziej- jest szczera, pewna siebie, ale przy tym skromna i symaptyczna :)

    • CatCake

      Też ja widziałam w Dzień Dobry TVN i jako jedyna potrafiła się wypowiedzieć składnie i na temat, w odrożnieniu od reszty dziewcząt z „branży”…

  • Alusia

    Zawsze lubiłam jej stylizacje i odmienność, bo ile można patrzeć na dziewczyny w szortach i trampkach?

  • Senna

    Szczerze mówiąc po tym wywiadzie zmieniłam spojrzenie na Tamarę, myślałam, że to kolejna szafiarka ktora miała lekko i przyjemnie i z nudów zajeła sie ciuchami, a tu prosze bardzo, tego sie nie spodziewalam.

  • olgacecylia

    To w końcu astronomem czy astrologiem? Fajny wywiad, zwłaszcza podobał mi się ten fragment „psy szczekają, bloger idzie dalej” :-)

    • „Jak byłam mała chciałam zostać astrologiem albo astronautą, bo bardzo fascynował mnie kosmos i gwiazdy.” – którego słowa nie rozumiesz? :)

      • olgacecylia

        A później jest „pomiędzy astronomią i aktorstwem…” w Twoim pytaniu :-) Astrolog stawia horoskopy, astronom obserwuje gwiazdy, tak w skrócie taka jest różnica :-)

wpis jest wynikiem współpracy z marką STR8

Czemu pierwszy raz jest taki ekscytujący?

Pamiętasz swój pierwszy raz? Założę się o mój login i hasło do Facebooka, że tak. Takich rzeczy się nie zapomina, mimo że tego typu wspomnieniom raczej daleko do poprawiających samopoczucie. Nie, nie tylko Twój pierwszy stosunek płciowy był beznadziejny. Jak donosi Instytut Badania Opinii Publicznej Na Podstawie Rzutu Kośćmi, 11 na 10 Polaków czuje zażenowanie i wstyd przywołując w myślach swoją inicjację seksualną. Łatwiej znaleźć niewypłacalnego dłużnika mafii ze wszystkimi palcami, niż osobę, która szczerze stwierdzi, że jej pierwszy seks był udany i podobało jej się.

Większość, jeśli nie każdy, z nas czuł się w tym momencie skrępowany, niepewny, czy zwyczajnie przerażony, a sam akt przebiegał jak pilotowanie samolotu bez przejścia kursu pilotażu. Tu coś wciskasz, tam za coś ciągniesz, próbujesz utrzymać w rękach stery i modlisz się, żeby lot nie skończył się przed czasem. Mimo to, nie znam osoby, która by nie czekała w napięciu na ten pierwszy raz albo chciała cofnąć czas i żyć w celibacie, żeby uniknąć dyskomfortu.

Czemu więc towarzyszyła temu taka ekscytacja? Bo wszystkiemu co nowe i nieznane, a pobudzające zmysły i emocje, towarzyszy podniecenie. Mimo świadomości, że może skończyć się inaczej, niż byśmy to sobie wyobrażali.

Rutyna zabija związki

Popadanie w schematy często bywa korzystne w pracy i w sporcie, ale rzadko kiedy poza nimi.

Czy wyjście w piątek wieczorem do kina jest spoko? No jest. Można odetchnąć po całym tygodniu i spędzić razem czas – dobra zabawa. Czy wychodzenie co piątek wieczorem do kina przez 5 lat, na seans o 19:15 jest spoko? No mniej. Nie ma w tym nic zaskakującego i na dobrą sprawę zamienia się to w kolejny obowiązek do odhaczenia – brak dobrej zabawy. Czy uprawiane seksu na jeźdźca jest spoko? No jasne. Czy uprawianie seksu tylko i wyłącznie na jeźdźca, za każdym razem na tej samej kanapie przy zgaszonym świetle jest spoko? No nie za bardzo.

Czemu mężczyźni zdradzają kobiety? Bo się nudzą, bo potrzebują nowych bodźców, bo dawny ogień namiętności zgasł na wietrze powszedniości. Czemu kobiety zdradzają mężczyzn? Bo ten koleś w barze, który zrobił jej i jej koleżance „test najlepszej przyjaciółki”, a potem odgadł liczbę, którą zapisała na serwetce był inny. Inny niż ten, który odkąd się poznali w kółko zabiera ją na randki do tego samego miejsca. Ten jest ciągle taki sam.

Powodów w obu przypadkach jest oczywiście więcej, ale zrutynizowanie wspólnego życia jest najniebezpieczniejsze. Bo rutyna wkrada się niepostrzeżenie.

Monotonia zabija radość z życia

Uwielbiam burgery, ale gdy zbierałem materiał do rankingu krakowskich burgerowni i musiałem jeść je dzień po dniu, żeby rzetelnie ocenić serwujące je miejscówki, zaczęły śnić mi się po nocach wegetariańskie sałatki. Z zestawieniem najlepszych ramenów było podobnie. I nie inaczej jest ze słuchaniem w kółko jednego utworu. Ile razy miałeś tak, że pojawiał singiel Twojego ulubionego wykonawcy, zapętlałeś go jak szalony w oczekiwaniu na resztę płyty, a gdy już ukazał album, musiałeś pomijać ten utwór słuchając całości, bo wychodził Ci nosem? Albo po powrocie z wakacji ustawiałeś na budzik w telefonie turbo szlagier, przy którym byłeś conocnym królem parkietu. A po miesiącu wracałeś do domyślnego alarmu wgranego przez producenta, bo po pierwszych taktach letniego hitu zaczynało Cię mdlić?

Każda czynność ma skończoną liczbę powtórzeń, po wykonaniu których bez żadnej przerwy z przyjemności zamienia się w mękę. Każda.

Od poniedziałku do piątku kursujemy między dwoma punktami – pracą i domem, ewentualnie uczelnią i domem albo, przy opcji triathlonowej – uczelnią, pracą i domem. Zwłaszcza jesienią i zimą, gdy każde wyjście z domu zaczyna być postrzegane w kategoriach wyczynu, w codzienność wkrada się monotonia, zakładając nam klapki na oczy jak koniowi. Klapki, przez które nie widzimy piękna otaczającego nas świata i ciągle rozwijających się pąków możliwości, tylko betonową drogę, którą znamy na pamięć, prowadzącą do miejsca przyprawiającego nas o ziewanie, a nie zachwyt. Z czasem dopada to każdego, również mnie, choć mogłoby się wydawać, że w przypadku pracy opartej na pasji to niemożliwe. Nic bardziej mylnego. Zwłaszcza, gdy Twoja trasa do pracy polega na przebyciu drogi między łóżkiem a biurkiem, a liczba interakcji z ludźmi w jej trakcie wynosi 0. Tak jak jej zmienność.

Żeby codzienność nie stała się linijką, która bije Cię po palcach, gdy chcesz brać z życia garściami, trzeba coś zmienić. Wpleść w nią coś nowego.

Co daje próbowanie nowych rzeczy?

W przeciwieństwie do większości chłopców, jakoś nigdy ani w przedszkolu, ani w podstawówce, ani w gimnazjum, ani nawet w liceum nie ciągnęło mnie do motoryzacji i zupełnie nie kumałem tych wczutych gadek o furach i ciśnienia na zdawanie prawka. Aż nie skończyłem 22 lat i nie pomyślałem, że przy staraniu się o kolejną pracę taki dokument może się przydać. Zapisałem się na kurs, cudem nie umarłem z nudów na wykładach, wsiadłem do samochodu po stronie kierowcy i poczułem się jak Neo z „Matrixa”, kiedy wybrał czerwoną pigułkę.

W momencie kiedy wcisnąłem pedał gazu, usłyszałem ryk silnika i poczułem jak auto przyśpiesza, wszystko stało się dla mnie jasne. Nagle zrozumiałem skąd u tylu facetów taka fascynacja samochodami, a przede wszystkim kompletnie zmieniłem perspektywę postrzegania poruszania się po mieście i ruchu ulicznego. Na rzeczywistość został nałożony filtr, który ukazywał ją z innej, nowej strony. Podobnie było, kiedy pierwszy raz leciałem samolotem. I kiedy pierwszy raz występowałem na scenie prowadząc prezentację dla tłumu ludzi. I kiedy pierwszy raz wpadł mi w ręce koktajler i odkryłem, że szpinak łączy się z bananem i można to wypić.

Za każdym razem, gdy próbujesz czegoś czego nie próbowałeś nigdy wcześniej, gdy jesz, robisz albo jesteś w jakimś miejscu po raz pierwszy, zmienia się Twoje dotychczasowe postrzeganie. Patrzysz na, wydawałoby się, znane Ci rzeczy z nieznanej wcześniej perspektywy, przez co znów zaczynają być interesujące. Gdy codziennie pokonywaną drogę z domu na przystanek możesz obserwować lecąc nad nią balonem, rzeczywistość poszerza się o kolejny wymiar, a płaska monotonia nabiera kształtów.

Próbowanie nowych rzeczy, to odkrywanie świata na nowo.

Tydzień pierwszych razy!

Żeby nie być zakładnikiem codzienności i przypomnieć sobie na wiosnę, że świat wciąż jest nieprzeczytaną książką, podjąłem wyzwanie. Wyzwanie pod tytułem „Tydzień pierwszych razy!”. W ramach akcji #BeTheHeroYouAre, razem z marką STR8 przez 7 dni codziennie próbowałem czegoś po raz pierwszy, żeby przełamać rutynę, zainspirować się, rozbawić, przerazić, zmieszać i przede wszystkim wnieść coś nowego do prozy życia. Jak konkretnie wyglądał mój plan?

Dzień pierwszy: popłynę kajakiem po Wiśle
Dzień drugi: nadrobię puszczanie latawców
Dzień trzeci: oderwę się od ziemi w parku trampolin
Dzień czwarty: postaram się nie przewrócić na tandemie
Dzień piąty: wydostanę się z escape roomu
Dzień szósty: zobaczę jak jeździ się w kabriolecie
Dzień siódmy: sprawdzę jak smakują bycze jądra

Jak wyszło? Zobacz na filmie poniżej, a jeśli chcesz podjąć swoje wyzwanie wpadaj na https://www.str8betheheroyouare.com/poland

---> SKOMENTUJ

Siedzę na balkonie, nagrywam się sam i mówię o środowej aferze z Kanye Westem. Przy okazji rozwiązuję kilka tajemnic poliszynela, które od zawsze nurtowały ludzkość i bezpardonowo radzę jak żyć.

Żeby nie było – nie mam nic do osób kupujących polówki Lacoste za 4 stówy. Byleby nie myślały, że ich cena jest wprost proporcjonalna do jakości materiału.

---> SKOMENTUJ

Rozmowa rekrutacyjna: 8 pytań i odpowiedzi

Skip to entry content

W życiu większości nieblogujących facetów i połowy niezamężnych kobiet, przychodzi taki moment, że trzeba pójść do pracy. Dla Waszego dobra, lepiej to zrobić szybciej, niż później. Żeby jednak dostać coś lepszego, niż kelner czy promotor (w krakowskiej nomenklaturze, to koleś rozdający na ulicy zaproszenia do klubów), trzeba przejść przez serię rekrutacyjnych sucharów, pojawiających się zarówno w korpo jak i małych firmach.

Od 16-go roku życia miałem okazję zmieniać pracę 21 razy i być na spotkaniu pod tytułem „rozmowa rekrutacyjna” około 50-60 razy, dzięki czemu udało mi się utworzyć listę najczęściej powtarzających się pytań. Poniżej 8 największych klasyków wraz z kluczem odpowiedzi.

 

#1 – Dlaczego aplikowałeś do naszej firmy?

Po co pytają: Osoby, którym udało się doczołgać do jakiegoś decyzyjno-kierowniczego stanowiska, lubią podnosić swoje poczucie samozajebistości, słysząc, że wszyscy chcą pracować tylko i wyłącznie w ich firmie. Jeśli będziesz w stanie wymienić jej nazwę z pamięci, dodając, że jest liderem w obszarze swojej działalności, zyskasz słodki pomruk zadowolenia dający Ci pół-cień aprobaty.

Co chciałbyś odpowiedzieć: Bo potrzebuję hajsu, a nie kwalifikuję się na zasiłek, ani rentę.

Co powinieneś odpowiedzieć: Ponieważ Państwa firma jest liderem na rynku <nazwa_rynku_na_jakim_działa>, zrzeszając specjalistów z dziedziny <nazwa_dziedziny_jaką_się_zajmuje>, a ja zawsze chciałem pracować wśród najlepszych.

 

#2  – Jak kierunek, który studiujesz pomoże Ci w pracy?

Po co pytają: Rekruterzy chcą ocenić, czy wszystko w Twoim życiu jest dziełem przypadku i wybrałeś studia na chybił-trafił, tak jak stanowisko, na które aplikujesz, czy jednak kierujesz się jakąś dookreśloną myślą, która spaja to co robisz w całość.

Co chciałbyś odpowiedzieć: A skąd mam to wiedzieć, przecież jestem na europeistyce?

Co powinieneś odpowiedzieć: Studiując <nazwa_twojego_kierunku> nauczyłem się systematyczności, patrzenia na problem z wielu aspektów i przede wszystkim osiągania wyznaczonych celów mimo licznych przeszkód, co z pewnością przyda mi się na stanowisku <nazwa_stanowiska_na_które_aplikujesz>.

 

#3 – Wymień swoje 3 zalety

Po co pytają: To pytanie z kolei pozwala ocenić jak bardzo jesteś samoświadomy, a w zasadzie, to czy w ogóle znasz siebie, oprócz tego, że potrafisz się przedstawić.

Co chciałbyś odpowiedzieć: Potrafię wypić połówkę na hejnał, umiem symulować pracę nawet, gdy szef patrzy mi przez ramię i nigdy nie kończę przed 3 orgazmem partnerki.

Co powinieneś odpowiedzieć: Jestem punktualny, dokładny i dobrze gotuję (to ostatnie uwiarygodni Twoje odpowiedzi dodając im naturalności).

 

#4 – Wymień swoje 3 wady

Po co pytają: Jak wyżej.

Co chciałbyś odpowiedzieć: Jestem rasistą, antysemitą i homofobem.

Co powinieneś odpowiedzieć:  Średnio gram w siatkówkę, mam słaby kontakt z małymi dziećmi, nie znam się na modzie.

#5 – Wymień 10 przykładów zastosowania ołówka

Po co pytają: To pytanie zazwyczaj zadaje się w środku rozmowy. Ma za zadanie wyprowadzić Cię z równowagi i wybić z rytmu recytowania formułek wyuczonych w domu, a także sprawdzić czy potrafisz myśleć abstrakcyjnie.

Co chciałbyś odpowiedzieć: Można go wsadzić w dupę 10 menadżerom z 10 różnych firm, działających w 10 różnych branżach.

Co powinieneś odpowiedzieć: Spinka do włosów, pseudo-wieszak, packa na muchy, pałeczka do jedzenia, prawidło do dziecięcych butów, nabój do kuszy, pałeczka do perkusji, zakładka do książki, narzędzie do samoobrony, materiał na ognisko.

 

#6 – Dlaczego zrezygnowałeś z poprzedniej pracy?

Po co pytają: Jeśli zrezygnowałeś z poprzedniej pracy z błahego powodu (lub praca zrezygnowała z Ciebie, bo jesteś bezdyskusyjnie niekompetentny), to jest bardzo prawdopodobne, że w nowej firmie sytuacja się powtórzy. Pracodawca chce tego uniknąć, bo każda nowa rekrutacja generuje dla niego koszty, więc liczy, że sam wysypiesz się na rozmowie.

Co chciałbyś odpowiedzieć: Wyrzucili mnie, bo zaliczyłem córkę szefa na wigilii pracowniczej.

Co powinieneś odpowiedzieć:  W poprzedniej firmie nie miałem satysfakcjonujących mnie perspektyw dalszego rozwoju zawodowego.

 

#7 – Gdzie widzisz się na rynku pracy za 5 lat?

Po co pytają: Laska z haeru tym pytaniem sprawdza, czy faktycznie interesujesz się branżą, w której chcesz pracować i czy wiesz jakie są kierunki rozwoju na tym stanowisku.

Co chciałbyś odpowiedzieć: Na miejscu twojego szefa.

Co powinieneś odpowiedzieć: Na stanowisku <to samo, na które aplikujesz z dopiskiem „starszy specjalista”>.

 

#8 – Jakie są twoje oczekiwania finansowe?

Po co pytają: Haerowiec ma podane jakie wynagrodzenie jest przewidziane na stanowisku, na które aplikujesz. Nie ma szans żebyś dostał więcej, niż przewiduje budżet, ale liczą na to, że powiesz mniej i firma na Tobie oszczędzi.

Co chciałbyś odpowiedzieć: Piątka netto plus premie, służbowy telefon, laptop, auto i karta benefit do agencji towarzyskiej.

Co powinieneś odpowiedzieć:  Około <tyle ile wynosi średnia pensja na tym stanowisku>.

 

Dobra, macie know-how, wiecie co robić, rozmowa rekrutacyjna w tym momencie powinna być tylko formalnością. Jedyne co mi pozostaje, to życzyć…

Powodzenia!

I oczywiście dajcie znać, jak dostaniecie się tam gdzie chcecie.

---> SKOMENTUJ