Close
Close

„Burger Tata”, czyli gdzie robią najsłabsze burgery w Krakowie

Skip to entry content

Nowe knajpy z burgerami wyskakują w Krakowie jak grzyby po deszczu. Albo jak blogi modowe po każdej wzmiance o Maffashion na Pudelku. Tak czy inaczej, cieszy mnie, bo konkurencja najczęściej sprzyja obniżaniu cen i podnoszeniu jakości. Najczęściej. Bo zdarza się, że tylko jedna z tych zmiennych ewoluuje w korzystnym dla konsumenta kierunku, a druga niekoniecznie. Tak właśnie jest w przypadku burgerowni o wdzięcznej nazwie…

 

„Burger Tata” na Krupniczej

Ale zacznijmy od pozytywów.

Po pierwsze – lokalizacja. Teatr Bagatela, to drugie (po Galerii Krakowskiej) najpopularniejsze miejsce spotkań w Mieście Królów. Nie da się go ominąć będąc w Krakowie dłużej, niż dobę. Sam jestem tam średnio raz dziennie, więc wieść o lokalu z czymkolwiek innymi, niż kebab i zapiekanki w tej okolicy zawsze mnie cieszy.

Po drugie – „lokal”. Kiełbasy z Żuka na Hali Targowej od lat cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem, bo to taka swojska, sielska forma sprzedaży. Znacznie skraca dystans między obsługą, a klientami i sprzyja też nawiązywaniu interakcji klientom między sobą. W związku z czym uważam, że pomysł z obwoźną knajpą-vanem jak najbardziej trafiony (może nie w dziesiątkę, ale w siódemkę na pewno).

Dobra, miód i cukier został posypany, to teraz…

 

Co jest nie halo? 

Na sam początek, to miejsce do jedzenia. Przed vanem są tylko 2 beczko-stoliki, które nie są zbyt dużych rozmiarów, więc gdy przyjdą więcej, niż 4 osoby, to za specjalnie nie ma jak zjeść burgera i trzeba wszystko „trzymać w powietrzu”. Profesor Bralczyk nazwałby ten sposób konsumpcji pewnie „na Małysza”. Niewygodnie jak cholera, wszystko leci z rąk i na 90% uświnisz sobie buty cieknącym sosem.

Ale to nic (w sensie, nie że bez znaczenia, ale da się przeżyć).

Najbardziej irytuje fakt, że zawsze jeden beczko-stolik stoi przy śmietniku (co możecie zauważyć na zdjęciu powyżej). No przepraszam bardzo, ale to jest jakiś wybitny brak jakiejkolwiek wyobraźni. Czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach będzie chciał JEŚĆ PRZY ŚMIETNIKU? Wkładać coś do ust opierając się plecami o pojemnik z odpadami? Serio, to nie wymaga wielomiesięcznych rozkmin, żeby dojść do wniosku, że to ohydne, obrzydliwe, nieapetyczne, nieestetyczne i pewnie wbrew przepisom BHP.

Okej, olać miejsce. Tu chodzi o szamę, więc…

[emaillocker]

Jak z jedzeniem?

Bardzo słabo.

Specjalnie byłem u „Burger taty” 3 razy, żeby nie skreślać lokalu po jednej nieudanej wizycie. I za pierwszym, i za drugim, i za trzecim razem było tak samo.

Esencją burgera jest mięso. Wszystko dookoła może przyprawiać podniebienie o orgazm, ale jeśli mięso będzie przeciętne, to ogólne wrażenie będzie marne. Tutaj dodatki są przeciętne, a mięso jest beznadziejne. Zupełnie bez smaku. Czy brałem klasycznego „Cheese&Bacon”, czy stylizowanego na modłę brytyjską „Johny English”, czy mającego dać mi kop „Rocket”, nie było czuć wołowiny.

Ani przy pierwszym, ani przy ostatnim kęsie w ustach nie zostawał posmak dobrze przyprawionej i odpowiednio wysmażonej krowy, tylko trocin. Jakbym włożył otręby między sałatę, a pomidora, i polał keczupem, to nie byłoby większej różnicy. Te burgery są totalnie bez smaku, kompletnie płaskie. Nie wiem, czy kucharz dopiero się rozkręca, czy stwierdzili, że na początku pojadą po kosztach i będą robić wołowinę z proszku, ale to jest po prostu nijakie. Zero wrażeń dla kubków smakowych.

Poprawiać samopoczucie może cena, bo faktycznie, to najtańsze burgery w Krakowie (11zł za podstawowego, najdroższy 16zł). Jednak cóż z tego, skoro nie ma najmniejszej przyjemności z ich jedzenia?

Nie polecam z ręką na podniebieniu.

 

Na koniec coś, co zawsze mnie strasznie śmieszy w przypadku tego typu małych knajp, czyli…

 

Marketing mikro przedsiębiortw

Hasło „Znajdź nas na Facebooku” na 4/5 szyldu, właściwy adres na 1/5. I tak szacun, że podali adres, a nie tak jak inne lokale kazali się po prostu szukać na Fejsie. Bo wiadomo, że każdy internauta, jak tylko przyjdzie z całego dnia na mieście, to siada przed kompem i zaczyna szukać wszystkich lokali, które odwiedził. Oczywiście wpisując w wyszukiwarce po kolei nazwy miejsc, w których był, ze skrupulatnie przygotowanej listy. Tutaj co prawda jest konkretny adres, ale na tyle mały i nieczytelny, że nie wiem, czy komukolwiek udało się przez niego trafić na ich fanpejdża.

Udało?

[/emaillocker]

(niżej jest kolejny tekst)

40
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment threads
27 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
22 Comment authors
Burger Tata (Kraków) | eBurgery.pl - najlepsze polskie burgerownie w jednym miejscuewelinaburgerRobekMonika Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Joanna
Gość
Joanna

Udało. Ale wiesz dlaczego kotletów nie czuć krową? Bo są z kotów.

Grzeczny Chłopiec
Gość

Ooo, to tego nie wiedziałem.

rap
Gość
rap

sama jesteś z kotów

Dominika Dziedzic
Gość
Dominika Dziedzic

akurat duzo osob poleca, weic na pewno sie wybiore ;)

Tomek Zień
Gość
Tomek Zień

Mnie akurat wszyscy odradzali, bo mieso do dupy. Może faktycznie z tych kotów robią?

rap
Gość
rap

nie

Martex
Gość
Martex

akurat w piątek jadłam burgera w Krakowie :) Love Krowe- polecam!
a jeśli kiedy będziesz na Śląsku to polecam Mad Micka w Katowicach-super burgery z opcją wyboru wysmażenia mięsa (a to nie zdarza się często) :)

Grzeczny Chłopiec
Gość

Mnie w Krakowie najbardziej smakuje w „Corner Burgerze” na Kazimierzu. A co do Mad Micka, to może nawet w tym tygodniu będę miał okazję sprawdzić :) Gdzieś w okolicach Empiku jest?

Aleksandra Alexsoundra Pytel
Gość
Aleksandra Alexsoundra Pytel

Mad Micka jest na Warszawskiej ;)

Martex
Gość
Martex

a dokładniej…na Warszawskiej, blisko Mielęckiego :)
ps. a Empik teraz zamknięty ;)

Grzeczny Chłopiec
Gość

Dzięki!

zoom
Gość
zoom

Potwierdzone info Corner Burger na propsie !!!

Dee Dee
Gość
Dee Dee

Empik to wyburzyli ;)

Poczekam na Twoją recenzje Mad Micka. Robiłam dwa podejscia, ale jakos nie moge sie przekonac. Znajomy z Kato, polecił mi jeszcze Burgery w City Pubie. Zachwalał, ale tez nie wiem czy są zjadliwe.

Grzeczny Chłopiec
Gość

Coś te Empiki słabo się trzymają i w Krakowie i w Katowicach znika kultowe miejsce spotkań :( Jak żyć?

ewelina
Gość
ewelina

O tak, mad mick jest najlepszy :))

Becia
Gość
Becia

Próbowałam tam kiedyś zjeśc, przy połowie kanapki myślałam, że zwymiotuję. Nie polecam.

olgacecylia
Gość
olgacecylia

O, a Nowicki bardzo się podniecał tym… No, ale on pali, może kucharz też ;-)

Grzeczny Chłopiec
Gość

Serio Nowicki się tym podniecał? Podrzucisz linka?

Venegoor
Gość
Venegoor

to samo miałem pisać. Pan Nowicki pisał że bardzo spoko miejsce i smacznie. a on bywa przeważnie krytyczny

Grzeczny Chłopiec
Gość

Chyba był nietrzeźwy albo to prowokacja. Nie wierzę, że ktoś na serio coś takiego napisał.

Venegoor
Gość
Venegoor

Widzisz Grzeczny, może masz po prosty smak popsuty Glutaminianem Sodu albo innymi chemikaliami i dobre rzeczy nie smakują już tak dobrze. Oczywiście żartuje ale podobno tak jest. Nowicki kiedyś strasznie obsmarował knajpe Papuamu, która serwuje jedzenie całkowicie „wolne” od chemii, ale i od przypraw. Może Nowicki też nie wpasował sie w smak. I możliwe że tak też było w Burger Tata. Jemu smakował, Tobie nie.

olgacecylia
Gość
olgacecylia

Rozumiem, że wg Ciebie papierosy nie mają wpływu na smak? :-D
http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,14303288,Burgertata_i_Om_Om__Idzie_nowe__odcinek_1.html

Venegoor
Gość
Venegoor

Nie wiem bo nie palę. Nie wiem też co pali Nowicki. Ale do tej pory wszystkie jego opinie pokrywały się z moimi :)

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Wykładowca kazał studentce odpowiadać z szafy

Skip to entry content

To z nagłówka było mocne, zdarzyło się na jednej z łódzkich uczelni, ale wróćmy do Krakowa. Słyszeliście tę historię o kolesiach, którzy…

 

Jeździli tyłem po rondzie w Hucie?

Trzech gości się ujarało i stwierdziło, że najlepszą zabawą w stanie tetrahydrokannabinolowego odurzenia jest jazda maluchem. W środku nocy. Na wstecznym. Wokół ronda w Nowej Hucie. Jeździli tak dobre 2 kwadranse, aż przyładowali w bogu ducha winnego kierowcę, który akurat wjeżdżał na owe rondo. Chłopaki mimo dość luźnego kontaktu z rzeczywistością, zdali sobie sprawę z tego co się stało i nawet udało im się odnotować przybycie policji na miejsce zdarzenia. Jeden z funkcjonariuszy po wstępnych oględzinach i rozmowie z mężczyzną, w którego stuknęli podszedł do nich i powiedział:

Panowie, macie szczęście, że was nie zabił. Koleś ma półtora promila we krwi i próbuje nam wmówić, że jeździliście po rondzie na wstecznym. Wariat.

Opowiedział mi to dobry kumpel jakieś 3 lata temu, gdy uczyłem się testów na prawko.  Jednym z bohaterów tej akcji był brat jego znajomego. Równie niecodzienną przygodę miała kuzynka laski, z którą chodziłem na angielski na pierwszym roku…

 

Przypadkiem uniknęła śmierci z rąk nekrofila

Dziewczyna poszła na studencką środę do Spiżu w Katowicach. Poznała na parkiecie jakiegoś gościa i mimo, że nie był wybitnie w jej typie, to dała mu się pocałować, bo nie chciał dać za wygraną. Zresztą przetańczył z nią całą noc, to mu się należało. Próbował ją potem zaciągnąć do siebie na oglądanie znaczków i czytanie poezji, ale tu już odmówiła. Po dwóch dniach wyskoczyła jej ohydna opryszczka i coś dziwnego zaczęło jej się dziać ze skórą. Poszła do lekarza. Pan doktor po wnikliwej analizie oświadczył, że

To zakażenie od trupiego jadu. Wygląda na to, że miała Pani w ostatnim czasie bliski kontakt ze zwłokami. Przykro mi, ale musiałem powiadomić policję.

Pół dnia zeznawała na komendzie opisując co się działo tamtej nocy. W końcu policja ustaliła tożsamość i miejsce zamieszkania tego dyskotekowego amanta. W jego mieszkaniu znaleziono ciała dwóch młodych kobiet.

Troch mniej mrożąca krew w żyłach, ale tak samo popieprzona historia, spotkała chłopaka pracującego z przyjaciółką mojej byłej dziewczyny. Gość odkąd przeprowadził się do nowego mieszkania codziennie budził się z bólem tyłka. Ale to pewnie też znacie, tak jak inne równie…

 

Absurdalne historie, które są miejskimi legendami

Dopóki nie trafiłem na książkę, którą widzicie na zdjęciu powyżej, byłem przekonany, że te opowieści to fakty. W końcu usłyszałem je od bliskich osób. Poza tym zdarzyły się ich dobrym znajomym, więc jak mógłbym wątpić w ich autentyczność? I akcja z osiedlowcami w maluchu, i nekrofil w katowickim klubie, i historia o współlokatorze geju-gwałcicielu, została opowiedziana tak, jakby zdarzyła się wczoraj, a narrator był jej naocznym świadkiem.

Cóż, jak wynika ze „Znikającej nerki” nie był. Lub był, ale to na tyle częsta sytuacja, że przydarzyła się kilkuset osobom w różnych częściach Polski. Głupio mi jak cholera, że dałem się nabrać i uwierzyłem w tak niedorzeczne serie zdarzeń. Przyznaję się wszem i wobec: jestem naiwny. Pocieszam się (z różnym skutkiem) tym, że osoby, które opowiadały mi o tych ekscesach, zapewne same były święcie przekonane, że to niepodważalna prawda.

Poprawisz mi samopoczucie i powiesz, że Ty też łyknąłeś historię, która okazała się miejską legendą?

14 dowodów na to, że nie jesteś już nastolatkiem

Skip to entry content

W sobotę byłem na koncercie Borgore’a w Fortach Kleparz. Dubstep nie jest moją największą muzyczną miłością, ale nic tak nie ożywia jak wobble z rana. Zresztą, o jakiejkolwiek porze dnia nie jechałbym na rowerze przez zatłoczone miasto, to taka łupanka też daje kopa. Biorąc pod uwagę również fakt, że moja przygoda z tym gatunkiem zaczęła się od „Nympho”, to nie miałem wyboru. Musiałem pójść na ten koncert.

Przed wejściem do klubu, w tracie imprezy i po niej, czułem się jak totalny zgred. Duża część moich znajomych też słucha ciężkiej muzyki elektronicznej, więc spodziewałem się, że na sali będą jacyś moi rówieśnicy. Niestety, rzeczywistość po raz kolejny okazała się brutalna. Wyszło na to, że mocno zawyżałem średnią wieku, która oscylowała w okolicach rocznika ’95. Tak, było masę dzieciaków, które mocno podważyły moje przekonanie o nie mijającej młodości.

Starością na szczęście również nie mogę nazwać obecnego stanu, ale uzmysłowiłem sobie, że czasy nastoletnie to jednak były co najmniej 6 lat temu (a cały czas byłem przekonany, że wczoraj). Poniżej 14 sygnałów krzyczących, że jesteś już 20+:

 

1. Nie umawiasz się 2 godziny przed startem imprezy, żeby spić się sklepowym browarami za klubem.

2. Wchodzisz na koncert 30 minut przed gwiazdą główną, a nie godzinę przed pierwszym supportem.

3. Nie wchodzisz do klubu nabity jak poduszka na szpilki.

4. Ludzie w kolejce przed Tobą wymieniają zespoły, których nazw w życiu nie słyszałeś i w sumie nie jesteś w stanie powtórzyć.

5. Nie szkoda Ci dwójki na szatnię.

6. Nie próbujesz wnieść ćwiartki Starogardzkiej w nogawce.

7. Obruszasz się, gdy ktoś chce wysępić od Ciebie fajkę.

8. Nie czujesz gigantycznego przypływu euforii za każdy razem, gdy wokalista krzyczy „zróbcie wieeelki, pierdoloooony hałaaaaas!”.

9. Denerwujesz się, gdy ktoś regularnie wbija Ci łokieć w żebra, mimo, że nie stoisz pod samą sceną.

10. Nie odpowiadasz twierdząco za każdy razem, gdy wokalista pyta „Kraków nie słyszę was, jesteście tutaj?”.

11. Flirtując z dziewczyną bardziej martwi Cię to, że Twój współlokator jest w mieszkaniu, niż że wrócisz z koncertu godzinę później, niż deklarowałeś rodzicom.

12. Stojąc w kolejce do baru, zaczepia Cię ktoś z dziewiczym zarostem i pyta, czy nie kupisz mu alkoholu.

13. Wolisz dopłacić złotówkę i pić piwo w butelce.

14. Nie pytasz ludzi czy wiedzą skąd odjeżdża nocny na Ruczaj.

 

Ile potwierdziło się u Ciebie?

autorem zdjęcia jest Winnie Liu