Close
Close

Smak krwi na zębach i zapach zwycięstwa

Skip to entry content

W podstawówce daleko mi było do najpopularniejszego kolesia w klasie. Dziewczyny nie krzyczały mojego imienia w trakcie meczów na wuefie, koledzy nie klepali mnie po plecach, gdy zdobywaliśmy gola. Pewnie dlatego, że nigdy żadnego nie strzeliłem. Zawsze stałem na bramce, a jedynym momentem, gdy zwracano na mnie uwagę, była chwila gdy ktoś strzelił gola mnie. Słyszałem wtedy, że tylko baba mogłaby puścić taką szmatę pod nogami i że do niczego się nie nadaję.

Widziałem ich pogardliwe spojrzenia, słyszałem ich szyderczy ton. Niewiele jest rzeczy, które mogą mocniej uderzyć w 11-letniego chłopca, niż dezaprobata rówieśników. Nawet już później, jako dorosły człowiek, mało kiedy czułem się tak beznadziejnie. Nawet gdy dowiedziałem się, że dziewczyna, w której jestem śmiertelnie zakochany zdradza mnie. Nawet, gdy wyrzucono mnie z pracy w innej części Europy i zostałem bez środków do życia.

W gimnazjum dalej nie byłem królem strzelców, ani wybitnym obrońcą. Może przeciętnym podawaczem piłek. W dodatku nauka przychodziła mi na tyle łatwo, że widząc oceny w dzienniku nauczyciele nazywali mnie prymusem. Koledzy kujonem. I tak też traktowali. Jeśli byłbym z willowego osiedla, z „dobrego domu”, miał rodziców biznesmenów, to pewnie nie robiłoby to na mnie wrażenia. Chodziłbym do prywatnej szkoły, miał wokół podobnych sobie i każde ferie spędzał w Alpach, a wakacje nad Morzem Śródziemnym. Ale nie byłem.

Mieszkałem w szarym bloku na jeszcze szarszym osiedlu, a od 16-go roku życia jeździłem na wakacje tylko wtedy, gdy sam na nie zarobiłem. Zbyt biedny na wyższe sfery, zbyt inteligentny na patologię. Nie pasowałem tam ewidentnie.

Przez długi czas próbowałem się wpasować na różne sposoby, ale to nigdy nie wychodziło. Do której grupy bym nie równał, zawsze odstawałem. Nowobogaccy traktowali mnie z góry. Jak egzotyczną ciekawostkę. Zresztą przy bliższym poznaniu nie mieli do zaoferowania nic poza markowymi ciuchami, sklepową wódką i smakowymi fajkami. Ich życie było równie puste, co kolorowe. Klasa robotnicza z kolei, nie wymagała noszenia na sobie równowartości kwartalnej pensji rodziców, ale z definicji zakładała wyzbycie się marzeń i równanie w dół. A nie po to chodziłem z głową w chmurach, by patrzeć pod nogi.

Chciałem rzeczy, których nigdy bym nie dostał godząc się ze swoim losem, a które były zbyt atrakcyjne, bym mógł je po prostu odpuścić. Wiedziałem, że jeśli chcę je mieć, muszę o nie zawalczyć. I tak zrobiłem.

Każdą jedną rzecz, którą mam zawdzięczam sobie. Praca, pieniądze, podróże, miłości? Krew, pot i łzy. Wszystko co przeżyłem, wszystko do czego doszedłem, wszystko co osiągnąłem, było okupione walką. Walką na noże, walką wręcz, walką na spojrzenia, gesty i siłę woli. Bywały dni, że budzik wyrywał mnie ze snu gięciem metalu o metal. Bywały tygodnie, że nie schodziłem z pola bitwy – dzień i noc w gotowości. Bywały miesiące, że jedyne o czym marzyłem, to zasnąć i się nie budzić.

Tyle razy chciałem się poddać. Oddać grę o wszystko walkowerem, powiesić niespełnione ambicje na haku i wrócić na tarczy. Przestać szarpać się z losem o marzenia, podkulić ogon i zadowolić się padliną, którą rozrzuca po bezdrożach. Łokcie zdarte, kolana zdarte, kostki na pięściach niezagojone od zawsze. Czasem mam wrażenie, że jedyne co dostałem za darmo, to życie. Choć każdy dzień przypomina mi jaką płacę za nie cenę. I gdy już chcę odpuścić i zostać biernym trybem w maszynie, to nie mogę. Ten ból z dzieciństwa, to pragnienie oszukania przeznaczenia nie pozwala mi.

Za długą drogę przeszedłem, zbyt wiele rzeczy poświęciłem, za dużo wyrzeczeń kosztowało mnie dojście tu gdzie jestem. Miałbym zawrócić pod koniec szlaku? Zatrzymać się metr przed metą? Zejść do podnóża góry, gdy widać już jej szczyt? Pozwolić sobie kolejny raz otrzeć się o sukces? Obejść podium dookoła, gdy mogę na nie wbiec? Popatrzeć na trofeum zamiast, trzymać je w dłoniach?

Nie mogę. Pcha mnie naprzód smaki krwi na zębach i zapach zwycięstwa.

autorem zdjęcia jest Simon Plestenjak

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Jaki motywujący tekst! Są dreszcze, a to chyba najlepsza reakcja jaką autor może wywołać u czytelnika :)

  • Ven

    Ale mnie zatkało! Wow. Ten tekst jest mistrzowski.

  • Ola

    Genialne. Uwielbiam każdy Twój tekst. Każde zdanie. Kurczę, każde słowo!
    Wszystko, wszystko, wszystko!:) Dzięki!

  • Nie napiszę niczego nowego, czego by nie stwierdzili moi poprzednicy. PLUM, wpadłeś do mojego rssiaka. Będę zaglądał częściej.

  • Cieszę się że w latach mojego dzieciństwa świat nie dzielił się na ludzi z wyższych sfer i patologię tylko było coś pomiędzy gdzie świetnie się czułem. Rozumiem że rozwiązaniem problemu wyalienowania było dla Ciebie osiągnięcia sukcesu w postaci bloga i niezależność finansowa (w komentarzach określasz to mianem „zwycięstwa”). Teraz możesz podróżować i poznawać świat. Dzięki temu nie jesteś już gościem ,który nigdzie nie pasuje. Jeśli o to chodziło w tym tekście to gratuluję odnalezienia rozwiązania problemów(bez ironii). Zrealizowanie marzeń własnym uporem i ciężką praca jest godne naśladowania.

  • mm

    w sumie tekst spoko i pewnie dla wielu osob b. bliski, choc prawde mowiac mieszkajac w miescie i majac edukacje i dach nad glowa jestes w sytuacji znowu nie tak tragicznej, znowu stayfly to jeszcze nie google, a ton i opis przeciwnosci conajmniej wyniosly :P

    • mm

      co nie zmienia faktu ze kierunek jest dobry i warto nasladowwac =]

    • Chyba nie zrozumiałeś tekstu, może przeczytaj jeszcze raz.

      • mm

        podtrzymuje swoja opinie, ale sprecyzuje ja inaczej, codziennie slyszy sie biadolenie o tym jak to wszyscy maja zle i pod wiatr, tyle, ze najczesciej to tylko pozorne braki wynikajace z zestawienia z lansowanym globalnie ‚zadowalajacym poziomem zycia’, a realnych problemow brak. Ani nie maja szczegolnie ciezko, ani szczegolnie mocno nie walcza z systemem. Generalnie obetnij w myslach sobie noge, dorzuc astme, ojca w pirdlu, wielodzietna rodzine i zamieszkaj pod wschodnia granica – juz codzienne zycie jest latwiejsze. Moze Ciebie to nie dotyczy, to uogolniona refleksja

        • Nie mam zamiaru teraz opisywać swoje drogi życiowej z pieczołowitością kronikarzy wojennych, żeby udowodnić Ci, że nie masz racji. Cieszę się, że u Ciebie wyjście ponad przeciętną odbyło się lekko, przyjemnie i bez większych problemów.

          • mm

            nie traktuj tego osobsicie, sam generuje 90% swoich problemow, ale zajelo mi kilka lat, aby to zauwazyc, mysle ze to dosc typowy wynik w naszym, calkiem dobrze ustawionym spoleczenstwie

          • Jasne, że sami tworzymy większość naszych problemów, ale w zależności od tego z jakiego środowiska się wywodzisz, jakie masz wsparcie i jakie perspektywy, możesz mieć albo łatwość w rozwiązywaniu ich, albo zupełnie przelatywać nad nimi nie musząc zwracać na nie uwagi, albo zostawać z nimi na zawsze nie wiedząc jak je rozwiązać.

  • Jak się to dobrze czyta. Jaki kunszt :) Dzięki !

  • Rita

    Czasami jak czytam Twoje teksty mam Cię stanowczo dość, ale tym razem powaliłeś mnie na kolana. Ten wpis daje tak ostrego kopa do życia, ze chyba w najbliższych godzinach zrobię kilkanaście pozycji z listy „do zrobienia” z głosem w głowie „Pcha mnie naprzód smaki krwi na zębach i zapach zwycięstwa. „

  • Agg

    Tylko czym jest to „zwycięstwo”?

    • Nie ma uniwersalnej definicji, która dla wszystkich byłaby prawdziwa. To tak jak ze szczęściem, czy miłością, każdy indywidualnie musi określić czym to dla niego jest. Dla mnie w tym kontekście zwycięstwo, to dojście do takiego poziomu w zarabianiu na blogu, w którym nie będę musiał robić absolutnie nic innego, tylko i wyłącznie pisać, nagrywać i podróżować w najbardziej odległe zakątki, poznając świat.

  • Rafal

    A do mnie jakoś tekst nie trafił…

    Może dlatego że jestem raczej realistą, twardo stąpam po ziemi, i takie pseudo poetyckie pisanie jakoś średnio do mnie przemawia.

    Ta codzienna walka, o której piszesz, nazywa się życie i każdy z nas ją toczy.

    Sam pochodzę z tzw. klasy robotniczej i określenie że tacy jak ja „wyzbywają się marzeń i równają w dół” to chyba zbyt duże uproszczenie. Po prostu spełnianie marzeń w takim przypadku jest utrudnione a życie nie jest usłane różami i trzeba realnie patrzeć przed siebie żeby dać sobie radę.

    I jeszcze jedno. Może trochę zbyt osobiście to odbieram ale z tego fragmentu: „Zbyt biedny na wyższe sfery, zbyt inteligentny na patologię” to trochę wynika jakby sugestia że klasa robotnicza = patologia. Lekka przesada chyba…

    Pozdrawiam.

  • Marta

    Mam ciarki
    Bardzo dobry tekst, napisany jakby dla mnie :)

  • Justyna Sekuła

    Witaj.

  • Pawel Bielecki

    Jedyne co nam pozostało to walka o czynsz i jedzenie – to jest takie hmm ostateczne, takie „życiowe”. Jesteśmy podobni, nie byłem prymusem na w-f, nie jarało mnie to, było bo było. Byłem nawet przy kości, powiedzmy. Pielęgnowałem w sobie fightera jakim stałem się teraz i mam tę dziką satysfkację z tego, że Ci wielcy siatkarze, wielcy koszykarze są teraz otyli, gdzie ja jestem hmm w całkiem dobrej formie. Gdzieś ich ta wielkość ze szkolnych ławek wyparowała, a ja, my, z beta, staliśmy się alfa. My się nie zatrzymujemy, ze szczytu trzeba zejść – to normalne, więc my nawet schodząc się nie zatrzymujemy. Ja i Ty i inni podobni.

    • Karzeł

      Wielcy siatkarze siedzą pod budką z piwem i zbierają drobne na Wojaka :)

    • Coś podobnego miałem napisać. Mnie bawi to, że Ci „samce alfa” z podstawówki i liceum dziś płaczą nad swoim przegranym życiem. Albo siedzą w zakładach, albo stoją pod spożywczakiem. Ci sami „wielcy”, którzy lata temu szydzili z tych co chcieli się uczyć, dziś, po rozwodach, z przeszłością, problemami alkoholowymi robią kariery jako ochroniarze w dyskontach spożywczych. I jak to zauważył Jan – wyzbyci marzeń i równający w dół – zastanawiają się jak spędzić kolejny bezsensowny wieczór: VanPur czy Kuflowe?

  • Bardzo fajny tekst. I chociaż czasem mnie irytujesz i wydajesz się niemiły to muszę powiedzieć, że większość Twoich tekstów czytam jednym tchnieniem:) Nigdy nie można się poddawać, zwłaszcza jak czuje się, że jest się blisko nawet jeśli miałoby to oznaczać, że nasz cel znajduje się po drugiej stronie grubego muru. Mam podobne odczucia jak Ty. Też wydaje mi się, że szukając drogi często próbowałam się gdzieś wpasować. Człowiek uczy się na błędach i to jest najpiękniejsze. Ale najważniejsze jest mieć po co żyć i walczyć o to. Życzę Ci żebyś jak najszybciej poczuł smak zwycięstwa:)

    • Karzeł

      Człowiek uczy się na błędach i to jest nasmutniejsze, bo musi ich tyle popełnić…

      • Czy ja wiem czy to jest smutne? Myślę, że bez nich życie nie miałoby żadnej wartości i byłoby cholernie nudne:)

  • W pewnym sensie w tym wpisie odnajduję analogię do moich doświadczeń.
    Nie ma co się szczypać z życiem, trzeba przeć do przodu. Jak brać, to garściami, jak kraść, to miliony. :)

  • psychophaze

    Marzyciele mają do siebie to, że latają wysoko w chmurach. Co jest dobre. Jednak upadki z takich wysokości mogą okazać się makabryczne w skutkach. Na szczęście mnie mama karmiła danonkami, więc mam mocne kości. Spadając nabijam sobie co najwyżej siniaka, wstaję i lecę dalej. Mam nadzieję, że Ciebie też karmiła i bezpiecznie wzlecisz na szczyt! :)

    • Wyznaję zasadę, że lepiej umrzeć spadając z wysokości, niż całe życie zastanawiać się jakby to było się na nią wznieść.

  • lekk

    ‚Zawsze stałem na bramce, a jedynym momentem, gdy zwracano na mnie uwagę, była chwila gdy ktoś strzelił gola mnie.’
    ‚Nawet gdy dowiedziałem się, że dziewczyna, w której jestem śmiertelnie zakochany zdradza mnie.’

    Przeczytaj tekst, zanim go opublikujesz. Te zdania brzmią koszmarnie, co do pierwszego ‚mnie’ używamy tylko na początku zdania, w środku i na końcu powinno stać ‚mi’, w obu zrobiłeś jakąś dziwną inwersję, powinno być ‚gdy ktoś strzelił mi gola’ i ‚dziewczyna (…) mnie zdradza’
    Pozdrawiam
    grammar nazi

  • Joanna Sambora

    taki tekst przy dobrej muzyce jest jak oczyszczenie. Dzięki ;>

  • Julita Balcerzak

    Ależ z wieloma aspektami Twojego życia się utożsamiam, ze mną jest bardzo podobnie… Świetny tekst.

  • Jak masz pisać takie dobre teksty to częściej wyjeżdżaj ;)

  • Venegoor

    heh już wczoraj wchodziłem i czaiłem czy nie ma nic nowego. a tu dziś niespodzianka :) dobrze że wróciłeś. brakowało takich tekstów :)

10 typów ludzi, których nie chcesz spotkać na ulicy

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z Krajową Radą Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego

Wiesz, że mamy jeden z najwyższych współczynników śmiertelności w wypadkach drogowych w Europie? Że w zeszłym roku w Polsce zginęło przez to 3026 osób? Bo 8 na 100 takich wypadków kończy się śmiercią? Ja też nie, dopóki nie przeczytałem raportu Biura Ruchu Drogowego. Na ulicy pojawiam się i jako kierowca, i jako rowerzysta, a najczęściej jako pieszy, i trafiam na ludzi z każdej z tych grup, którzy zapominają, że nie są tam sami. Przez co wolałbym ich nie spotykać.

Młody gniewny

Odebrał prawko w zeszłym tygodniu i jeszcze dobrze nie opanował sprzęgła, ale już chce lecieć stówką w terenie zabudowanym. Najlepiej ruszając z trójki. Wziął sobie do serca słowa wujka Wiesia na ostatnich imieninach cioci Marzeny, że tak jak na egzaminie, to już nie pojedzie nigdy w życiu. Bo na egzaminie jeździ się, żeby zdać, a w życiu, żeby zdążyć na obiad. Dlatego nigdy nie zatrzymuje się na zielonej strzałce. Przed torami kolejowymi też. I na stopie też nie, jak nic nie jedzie.

Najwięcej wypadków ze skutkiem śmiertelnym spowodowały osoby w wieku 18-24lata.

Rebeliant

Anarchia, wolność i leki na receptę bez recepty dla wszystkich! Buntownik z wyboru, już w przedszkolu walczył o swoją niezależność otwarcie ignorując poobiednie leżakowanie, kontynuując drogę rewolucjonisty i pisząc „mój” przez u otwarte aż do matury. Nikt nie narzuci mu, że białe jest białe, a czarne jest czarne, a tym bardziej, że nie może przechodzić na czerwonym. Czy Luke Skywalker trzymał się zasad narzuconych przez imperialistyczny system? No właśnie!

Janusz biznesu

Miałeś kiedyś w trakcie jazdy tak ważny telefon, że aż zjechałeś na pobocze, żeby go odebrać i porozmawiać? Tak? No i po co to wszystko? Trzeba było jedną ręką trzymać słuchawkę, drugą dźwignię zmiany biegów, zębami kierownicę, a rzęsą włączyć kierunkowskaz. Zestaw słuchawkowy? Głośnomówiący? Bluetooth w uchu? A co Ty z Holiłudu jesteś, czy ze Star Treka? Prawdziwy byznesmen potrafi zmieniając pas ruchu, wyprzedzając na trzeciego i odpalając czerwonego Viceroya w tym samym czasie odebrać ważny telefon. Czyli każdy telefon, bo w byznesie wszystkie telefony są ważne.

Kierowcy jadący 100 km/h i trzymający komórkę przy uchu hamują średnio o 14 metrów później niż nierozmawiający.

Klubowóz

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Co?

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Co mówiłeś?

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Nie słyszę…

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– W końcu przejechał, możesz powtórzyć?

Najwięcej wypadków śmiertelnych jest w piątek i sobotę.

W dni imprezowe.

Ostatnia szara komórka

Koniom zakłada się klapki na oczy, żeby nie patrzyły na boki, a ludziom wkłada w ręce smartfony. Świecący prostokąt przed twarzą i całe otoczenie przestaje istnieć. O ile w przestrzeniach zamkniętych można po prostu popsuć sobie wzrok, o tyle w terenie otwartym można zepsuć sobie nogi, ręce, żebra albo życie. Na przykład przechodząc przez ruchliwą ulicę wpatrzonym w komórkę.

Niespokojna noga

Zwany też lowriderem dla ubogich. Przyśpiesza, zwalnia, przyśpiesza, zwalnia, przyśpiesza, zwalnia, a auto się gibie jak na teledysku do „Still D.R.E.”. Zatrzymuje się zawsze metr za linią stopu na światłach, a gdy stoisz na pasach, nigdy nie wiesz, czy nie zatrzyma się na Tobie. Ani czy nie wjedzie Ci w tyłek, jeśli stoisz przed nim w korku i ruszysz ćwierć sekundy później niż on.

Niezachowanie bezpiecznej odległości między pojazdami, jest jedną z głównych przyczyn wypadków na prostych odcinkach.

Usain Bolt

Rusza z bloków startowych w momencie, gdy w autobusie po drugiej stronie ulicy zamykają się drzwi i biegnie do nich jak po karpia na Wigilię. Ignorując wszystkich uczestników ruchu drogowego dookoła. Gdyby któryś z kierowców samochodów cudem omijających go miał gorszy dzień, albo bardziej zużyte klocki hamulcowe, do celu dojechałby na masce. Kończąc karierę sportową w szpitalu.

Oszczędny

Ładowanie akumulatora? 50 groszy.

Migacz boczny do Opla? 14 złotych.

Emocje z jazdy bez używania kierunkowskazów? Bezcenne!

Nieprawidłowe wyprzedzanie, jest jedną z głównych przyczyn wypadków na prostych odcinkach.

James Bond na rowerze

Szpieg w służbie Jej Królewskiej Mości realizuje tajne zadanie, od powodzenia którego zależą losy starego kontynentu, dlatego musi pozostać incognito. I jedzie na rowerze nocą bez oświetlenia i odblasków, zmieniając pasy jakby miał za sobą ogon odkąd wyszedł z MI6. Dzięki temu jest niewidzialny dla kontrwywiadu. I wszystkich pozostałych uczestników ruchu drogowego.

Szybki i wściekły

Wiesz po co w aucie jest pedał gazu? Żeby go używać! Dlatego dopóki nie czuje pod dużym palcem u prawej stopy podłogi, ciśnie. Ciśnie wyprzedzając ruszający autobus, ciśnie na gasnącym pomarańczowym i ciśnie wymijając matkę z dzieckiem na pasach. Jak im zrobi peeling pięt, to może nauczą się szybciej chodzić. Gdy nie może zasnąć po ciężkim dniu, bo męczą go wyrzuty sumienia, że przez półtorej minuty jechał prawym pasem, układa sobie w głowie, co by powiedział Vin Dieselowi jakby go spotkał. I jakim jechałby autem, gdyby kręcili „The Fast and the Furious: Zabrze Drift”.

W zeszłym roku główną przyczyną aż 7195 wypadków było niedostosowanie prędkości do warunków ruchu.

Kierowcy wczujcie się w rolę pieszych! Tylko wzajemne zrozumienie może zaprowadzić nas bezpiecznie do celu. Druga odsłona naszej kampanii. #kierowcaVpieszy

Opublikowany przez Krajowa Rada BRD na 25 września 2017

Ten tekst jest uszczypliwy, ale tylko po to, by zwrócić uwagę na zachowania, które mogą przyczynić się do tragedii. Niezależnie, czy jesteś kierowcą w nowej, błyszczącej strzale, czy pieszym, który musi zdążyć na tramwaj, zwracajmy na siebie uwagę i pamiętajmy, że nie jesteśmy sami na ulicy. Zaoszczędzimy sobie nerwów, zdrowia, a czasem i życia.

---> SKOMENTUJ

Od początku istnienia bloga opublikowałem 435 postów. Na początku pisałem krótsze codziennie, później dłuższe co 2 dni. Poważniejszą przerwę miałem rok temu, gdy poleciałem do Londynu szlakiem polskich rodzin, przerzucać paczki w magazynach. Jednak niezależnie czy danego dnia pisałem, czy nie, to świątek, piątek, sobota, niedziela myślałem o blogu. O nowych pomysłach na posty, o kierunkach rozwoju, o tym co jeszcze można zrobić, żeby było bardziej, lepiej, mocniej.

I jest nieźle.

Jestem zadowolony z tego, jak blog ma się jako całość w tej chwili. Podoba mi się szablon, tematy które poruszam i reakcje czytelników. Bywa, że przybijamy sobie piątkę, bywa, że kłócimy się jak rodzeństwo, ale nie jesteśmy sobie obojętni. Cieszy mnie, że jest Was tu tyle i wciąż przybywa, bo bądźmy szczerzy – jakbym chciał pisać tylko dla siebie, to bym pisał pamiętnik. Na papierze. A nie uzewnętrzniał się w najszerzej dostępnym medium.

Tak samo lubię siadać na balkonie/w parku/nad Wisłą i pisać, jaki i chodzić po mieście i szukać inspiracji. Dzięki temu, że prowadzę bloga poznałem kilka bardzo wartościowych osób, dostałem pracę i nabieram szlifu w publicznych wystąpieniach. Póki co wyrzeczenia równoważą się z korzyściami, ale wiem, że jeśli będę konsekwentny w tym co robię, to w końcu szala przechyli się na rzecz tych drugi.

Wiem gdzie chcę dojść, wiem co chcę zdobyć, wiem skąd chcę patrzeć na świat za rok. Mimo to, w tym momencie…

 

Wciskam stop

Muszę odpocząć od życia w sieci. Odetchnąć od smartfonów, netbooków i tabletów. Na chwilę stracić zasięg. Być poza wifi, HSDPA, UMTS i HDWP w awatarach. Zapomnieć co znaczy awatar. Wyrzucić ze słownika cover photo, login, pass i edge rank.

I nie myśleć o tym, czy post, nad którym siedziałem pół dnia, ktoś przeczyta, zleje ciepłym moczem, czy zachwyci się i wyśle połowie znajomych.

Chcę złapać niezdrowy dystans. Przypomnieć sobie jak dobrze żyje się w offlinie. Przez całą dobę. Zostawić telefon komórkowy w szufladzie i poczuć wolność. A nie irytujące uczucie omijania czegoś ważnego. Bo ważne rzeczy dzieją się wszędzie. To tylko kwestia tego, do czego przywiązujesz wagę.

A ja chcę się wyciszyć, po to by zacząć doceniać pierdoły. To, że wiatr wieje, słońce świeci, a woda jest mokra. Potrzebuję przerwy, chcę spojrzeć na wszystko z boku, wrócić do źródeł, wywrócić spojrzenie na świat, blogosferę i samego siebie do góry nogami, po to by…

 

Jechać dalej

Nie chcę się zapędzić w kozi róg. Nie chcę się zapętlić w myśleniu. Nie chcę zjeść swojego ogona. Robię krótką przerwę i wracam! Z nowymi pomysłami, nową energią i jeszcze większą motywacją do działania. Ale przede wszystkim z głodem zwycięstwa! Z wielką, nienakarmioną potrzebą udowodnienia wszem i wobec, kto tu szefuje.

Ten zjazd na pit-stop, nie może zaowocować niczym innym, jak dobrymi tekstami. Lepszymi, niż dotychczas.

Obiecuję.

---> SKOMENTUJ

Warszawski Superman – SA Wardęga, zawsze balansował na granicy dobrego żartu i ordynarnej chamówy. Po niedzielnym filmiku, w którym nachalnie dotyka kobiety po piersiach, wielu fanów odwróciło się od niego, a opinie były bardziej skrajne, niż zwykle. Jednak bardziej to, czy publiczne obmacywanie nieznajomych kobiet jest w porządku czy nie, ludzi zbulwersował fakt, że partnerzy owych niewiast nie reagowali. Mimo, że perfidnie została na naruszona ich nietykalność cielesna.

W dzisiejszym vlogu próbuję wyjaśnić czemu tak się stało, czy są ciotami i czy Sylwester faktycznie powinien dostać w ryja.

---> SKOMENTUJ