Close
Close

Bajki są dla dzieci. Bajki są niemęskie. Bajki są nudne.

To 3 kłamstwa, które wciąż są utrwalane na temat filmów animowanych. Jako dumny posiadacz „Króla Lwa” na kasecie VHS i fanatyk serii „Toy Story”, postaram się przełamać ten krzywdzący stereotyp. Zwłaszcza, że za oknem mamy już jesień, a nic Was tak nie rozgrzeje, jak abstrakcyjna opowieść od Pixara.

To co sprawia, że wolę obejrzeć nową bajkę, niż zapuścić koljeny odcinek „Mad Mena”, to…

 

Oderwanie od rzeczywistości

Niby oglądając filmy sensacyjne, seriale oparte na powieściach fantasy, czy polskie komedie romantyczne, można uzyskać ten sam efekt. Ale tylko niby. W przypadku bajek, jest to szczególny odlot. Mimo, iż są alegorią do naszego świata, to jednak błyskawicznie pozwalają zapomnieć o przymiotach codzienności. Przenoszą nas w inny, niekoniecznie lepszy, ale zdecydowanie ciekawszy świat. Tam wszystko jest nowe  i angażujące. Przedostając się przez kolejne lokacje, mamy chyba większą radochę z ich odkrywania, niż główny bohater.

Oglądając „Potwory i spółka”, do piątej minuty jeszcze pamiętałem o tym, że muszę zapłacić rachunek za telefon i umówić transport do przeprowadzki, ale po dziesiątej już nie. Po kwadransie byłem jednym z włochatych potworów i wszystkie moje procesy myślowe skupiały się na znalezieniu sposobu, dzięki któremu będę jeszcze skuteczniej straszył dzieci. Gdyby ktoś w tym momencie spytał mnie o NIP, PESEL lub PIN do telefonu, najprawdopodobniej bym go nie zrozumiał i uznał, że mówi w jakimś nieznanym mi narzeczu. Albo, że jest nietrzeźwy.

Warto zatracić się w takiej wyimaginowanej rzeczywistości, choćby dla higieny psychicznej i chwilowego resetu pamięci krótkotrwałej. Byłoby to dużo trudniejsze, gdyby nie…

 

Efekty specjalne

Choć na dobrą sprawę trudno mówić, tu o jakichś konkretnych efektach specjalnych, skoro cały film jest wygenerowany komputerowo. Maszyny, które na co dzień obliczają loty statków NASA, wypluwają te barwne scenerie i plastyczne bryły głównych bohaterów. Po co? Właśnie po to, by były świeże i nie kojarzyły się z niczym innym.

Przez to, że nie mamy tu do czynienia z ludźmi i przypisanymi do nich ułomnościami, postacie nie „grają” tak jak im się uda, lecz tak jak faktycznie chce reżyser. Widząc Penelopę Cruz, w kolejnej roli, bywa, że wciąż mamy skojarzenia z „Elegią”, czy „Vanilla Sky”. W przypadku bohaterów bajek, jest to niemożliwe. To samo odnosi się do otoczenia. Nie jest takie, do jakiego udało się dotrzeć i sfilmować. Nie jest też kliszą z setki innych fabuł rozgrywających się w Nowym Jorku. Jest nowe, czyste i w pełni zgodne z założeniami twórców filmu.

Ktoś powie, że animacja 3D też nie jest wolna od wad, bywa, że tła są pozbawione detali i zdarzają się niedoróbki. To prawda. Trudno z tym polemizować, ale w moim mniemaniu osoby pracujące nad filmem i tak mają nieporównywalnie większą kontrolę nad tym, co sobie zakładali na starcie produkcji, a co uzyskują jako finalny efekt. Jednak z perspektywy ogólnej i tak dużo istotniejszy jest fakt, że bajki…

 

Jednocześnie wywołują emocje i niosą przesłanie

Śmiem twierdzić, że to dwie wartości, które chciałby zawrzeć w swojej pracy każdy twórca. Udaje się to jednak tylko nielicznym, niezależnie czy mówimy o kinie, muzyce, malarstwie, bodypaintingu czy blogosferze. Pozostając jednak przy filmach, to z moich obserwacji wynika, że najczęściej dzielą się na 4 kategorie:

– te, które bawią i nie niosą nic więcej ze sobą,

– te, które trzymają w napięciu, dostarczają ekscytacji, ale również pozbawione są głębszego sensu,

– te, które mają mocny zapdający w pamięć przekaz, ale są ciężkie i smucą,

– te, które są miksem powyższych i chciałby nieść przesłanie, ale jakoś go nie donoszą.

Bajki natomiast, dostarczają pełne spektrum emocji i zawsze wypływa z nich jakaś myśl. Nastroje przechodzą od głębokiego smutku, po niepohamowaną radość. Są katharsis, katalizatorem wewnętrznych napięć, złych emocji i niepokoi. Po ciężkim tygodniu, gdy lecę przez kolejne dni z duszą na ramieniu, urywając głowę na każdym zakręcie, puszczam sobie „Ratatuj” i czuję się wyluzowany jak nigdy. Przy czym, między śmiechem, a wzruszeniem, nigdy nie ginie puenta. Morał zawsze jest wyczuwalny.

Scenarzyści filmów obyczajowych, mogli by się uczyć od „Epoki lodowcowej” jak budować wzorce osobowe. Od „Toy Story” jak się tworzy spójne i zaskakujące zwroty akcji. A od „Jak wytresować smoka” jak opowiedzieć oklepaną historię, by wcale na taką nie wyglądała. Zresztą większość bajek porusza zgrabniej poważniejsze tematy, niż niejeden „film dla dorosłych”. I nie napisałem tego tekstu, by usprawiedliwiać swoje mało popularne preferencje. Nie. Napisałem go dlatego, że…

 

Chcę przeciągnąć jak najwięcej osób na swoją stronę

Filmy animowane, to niesłusznie niedoceniany gatunek przez dorosłych, który może dostarczyć im rozrywki. Jeśli nie tyle, co Batman, Bond i Iron Man, to na pewno więcej, niż kolejne części „Kac Vegas”, American Pie”, „Szklanej pułapki” i filmów wypuszczanych w okolicach 14 lutego. Moje typy już znasz, ale założę się, że Ty też widziałeś przynajmniej jedną bajkę, którą mógłbyś polecić z ręką na dowodzie dorosłemu.

Śmiało, wrzuć jej tytuł w komentarzach. Zobaczymy ile osób jest w stanie docenić uniwersalność „filmów dla dzieci”.

(niżej jest kolejny tekst)

58
Dodaj komentarz

avatar
31 Comment threads
27 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
32 Comment authors
Bajki wszech czasów (idealne na chorobę)SonjaKamilMadzikAnia Ścisłowska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kulturalna Dolina
Gość

A ja akurat rano wrzuciłam u siebie tekst o bajkach i ich przesłaniu :)

Dla mnie Alladyn pozostanie bajką wszechczasów. Niech sobie mówią że rasistowski, to jest historia która w dzieciństwie przerażała, dziś fascynuje. I ta muzyka! Ostatnio u http://owcadz.blogspot.com/ przypomniałam też sobie Atlantydę, bardzo niedocenioną, a fantastyczną bajkę.

Grzeczny Chłopiec
Gość

Ooo, dobrze, że mi przypomniałaś o „Alladynie”, bo nie widziałem go jako dorosły człowiek, a mam przebłyski z dzieciństwa, że mi się podobał, także obejrzę dzisiaj :) a „Atlantyda” świetna bez dwóch zdań.

Kulturalna Dolina
Gość

Ok, to daj znać jak wrażenia :) Mnie Alladynem zaraził tata, który puszczał mi to non-stop, kupował edycje kolekcjonerskie i do tej pory twierdzi, że to jeden z jego ulubionych filmów.

Grzeczny Chłopiec
Gość

Obejrzałem wczoraj, podobało mi się, wciągnął i zdecydowanie miło spędzony czas, ale będąc przyzwyczajony do obecnego poziomu technicznego, to ten dubbing lekko śmieszy, bo brzmi jakbym go nagrywał na laptopie :) ach, ten znak czasu :)

Kulturalna Dolina
Gość

Nie przypominam sobie tych różnic w dubbingu, ale ponieważ Krzysztof Tyniec zawsze kradnie moje serce, nie ważne czy jako Dżin, czy jako Timon, czy jako ktokolwiek inny, nie zwracałam nigdy na to uwagi :)

Adrianna Koziorowska
Gość
Adrianna Koziorowska

przyznam się bez bicia, że już jakiś czas Cię nie czytałam z powodu braku czasu. pochłonęłam poprzedni wpis o filozofach, roniąc łzę rozbawienia, a teraz wzruszenia, że ktoś ma takie same podejście do bajek jak ja. Disney 4eva, zwłaszcza ten starszy. :) moja półroczna córeczka ma nawet ubranko stylizowane na Sully’ego z „Potworów…” <3

Dżejms Delfin
Gość
Dżejms Delfin

„Odlot”- piękne, smutne, przejmujące do bólu. O takiej miłości marzymy wszyscy…
„Księżniczka i żaba”- majstersztyk i mega dobra nuta, której nikt nie czuje tak, jak aligator. :) Ogólnie to bajki są dobre na wszystko! Uwielbiamy całą rodziną!

Grzeczny Chłopiec
Gość

„Księżniczka i żaba” faktycznie taki dobry? Bo widziałeś kiedyś zwiastun i pamiętam, że mnie nie porwał.

Dżejms Delfin
Gość
Dżejms Delfin

Obejrzyj! Moim zdaniem jedna z lepszych bajek ever!

Paula
Gość
Paula

a jak dla mnie, to jedna z najgorszych:D kompletnie mnie nie urzekła. dużo bardziej wolę Mustanga, Zaplątanych, a Jak wytresować smoka to poezja!

Elaine
Gość

Filmy dla dzieci są genialne i nigdy w to nie wątpiłam. „Potwory i spółka”, „Epoka lodowcowa”, „Madagaskar” bawią mnie do łez, naprawdę, a „Król Lew” to najpiękniejsza bajka jaką ktokolwiek kiedykolwiek wymyślił. „Dzwonnika z Notre Dame” też mogę śmiało polecić:) Nie trzeba być dzieckiem, żeby dobrze się bawić przy takich filmach:)

Wojciech Kotliński
Gość

No i zauważmy, że od czasu pierwszego Shreka, filmy dla dzieci przestały być dla dzieci, a zaczęły być konstruowane jako zabawa dla całej rodziny, aby dziecko śmiało się z prostych żartów i postaci, a rodzic mógł cieszyć się wplecionymi w film nawiązaniami do popkultury. Do tego animacja japońska, gdzie normalne jest, że film animowany może być skierowany do grupy 18+ i nikogo to nie dziwi. I tak dalej. Prawdą jest, że np. Despicable Me czy pierwszy Madagascart dały mi więcej frajdy niż większość komedii fabularnych. A inną sprawą jest to, że ostatnio jakby zaniżył się poziom „kreskówek”. Przez ostatni rok… Czytaj więcej »

Grzeczny Chłopiec
Gość

Co do ostatniego roku to „Madagaskar 3” faktycznie słaby, ale „Frankenweenie” już w porządku, a nie widziałem „Ralpha Demolki”, który jest podobny bardzo dobry.

Wojciech Kotliński
Gość

Ralph Demolka to jedyna animacja, która dawała radę z tego co oglądałem w ciągu ostatnich miesięcy. Zwłaszcza dla osób, którym nieobce są nocne maratony z grami komputerowymi. Frankenweenie nie sprawdzałem, ale jak mówisz, że w porządku to obadam.

mm
Gość

Hm, wlasnie to jest kunszt, aby bajka byla przyjemna dla dzieci i smieszna oraz aktualna dla doroslych, Shrek byl tu chyba faktycznie prekursorem, ale im dalej tym wiecej tego :) Chodzenie z dzieckiem do kina nie musi byc przykrym obowiazkiem :)

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Każda podróż Polskimi Kolejami Państwowymi, to końska dawka inspiracji do postów na bloga. Rozmowy, zachowania i wygląd współpasażerów nieustannie mnie zadziwia, mimo iż zwykłem udawać takiego, co to widział już wszystko. Nie inaczej było podczas ostatniego przejazdu TLK na trasie Kraków-Warszawa. Dowiedziałem się sporo o życiu, śmierci i związkach damsko-męskich, a przede wszystkim miałem okazję do zanurzenia się w głębokich rozważaniach, dzięki którym dotknąłem jądra prawdy.

Te sytuacje nie miałaby miejsca, gdyby nie współcześni myśliciele, których udało mi się spotkać w niepozornym wagonie drugiej klasy.

 

Tylko ludzie mają wolę?

Występujące osoby: ja (Ja) i nastoletni 30-latek z czołem do połowy karku i dredami po bokach (Filozof)

Ja: -Dzień dobry, wolne?

Filozof: – Jak widać.

Ja: – No właśnie nie widać, bo leży tam czyjaś torba.

Filozof: – Ale czy ta torba ma wolę, by celowo mogła zająć to miejsce?

 

Życie to nie sieć telefonii komórkowej

Występujące osoby: pół-dres w swetrze i Shoxach (Filozof1), pół-dres w pełnym cywilnym przebraniu (Filozof2)

Filozof1: – Ćwiczysz nie?

Filozof2 – No, podnosi się czasem, a co?

Filozof1: – Ładna Łapa. To na sucho, czy coś odżywiasz?

Filozof2 – Na początku witaminki, teraz tylko czysto.

Filozof1: – I nie schodzi ci?

Filozof2: – Jak dobrze mase zrobisz, to nie schodzi.

Filozof1: – No racja.

Filozof2: – Ale po Sanrajsie trochę bicek spadł. Jak tankujesz, to ci wszystko klapie.

Filozof1: – Byłeś na Sanrajsie?

Filozof2: – Z ziomkiem uderzyliśmy w bawke. Balet opór.

Filozof1: – Ja się z bracholem 4 lata zbieram, ale to wiesz, jak sójka za morze.

Filozof2: – Nie no, z życia to trzeba korzystać. Sanrajs, Mejdej, ciągle gdzieś się jeździ.

Filozof1: – No, no, trzeba.

Filozof2: – Bo wiesz jak, życie to nie minuty w Orendżu, że ci na następny miesiąc przejdzie.

 

Mężczyźni nie dają mleka

Występujące osoby: dres (Filozof) i miss osiedla w kozakach za kolano (Filozofka)

Filozof – Idziesz że?

Filozofka: – Nie, kwitne. Może byś mi tak łaskawie pomóg?

Filozof – A co ci jest?

Filozofka: – Gówno!

Filozof – Ciote masz czy ci zemby rosnom?

Filozofka: – Jesteś nierób, luj parkowy i prostak! Nie widzisz, że mi ciężko z tom torbom?!

Filozof – Takom se wziełaś, to takom se noś. Było pakować tyle szmat?

Filozofka: – Ty luju jeden! Ty nierobie! Śpisz u mnie, jesz moje i…

Filozof – I ci mieszkanie cały tydzień za frajer robiłem!

Filozofka: – Łazienke 5 dni ześ malował, a kuchnia dalej nie zrobiona stoi, bo ci sie trzeźwieć nie zdarza! Alkoholiku!!

Filozof – Ty z twojom mamuśkom, to byście mnie obie zasuszyły. Tylko robić, robić, jak wołu w polu!

Filozofka: – Boże, co ja z tobom robie, jesteś beznadziejny!! Jak wszyscy faceci! Wszyscy jesteście tacy sami!!! Jesteście jak te psy, co dużo szczekajom, a mało mleka dajom!!

 

Nic nie trzeba

Występujące osoby: ja (Ja), konduktor (Pan Filozof), urocza staruszka z tabletem (Pani Filozof)

Ja: – Można bilet?

Pan Filozof: – Pewno, że można, nawet trzeba, hehe!

Pani Filozof: – Trzeba tylko jeść, spać i wydalać. Cała reszta to konwencje.

 

***

 

Mijam ich, jestem świadkiem naocznym. Jak nie Hegel w WARSie, to Platon w bezprzedziałowym. Kant częstuje mnie jagodzianką, Nietzsche ciśnie się gdzieś w tłoku. PKP jest pełne filozofów.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Defenestre

11 bekowych haseł z ogłoszeń z wynajmem mieszkań

Skip to entry content

Przeprowadzka, to jedna z moich ulubionych dyscyplin sportowych. Pod koniec września robię to po raz 15-ty. Jeszcze 2-3 razy i wydam poradnik „Jak spakować dobytek całego życia w mniej, niż pół godziny”. Standardowo szukam mieszkania na Gumtree i dowiaduję się, że Mistrzejowice, to ścisłe centrum miasta, z Bieżanowa jest tylko 15 minut spacerkiem do rynku. Jeśli umówiłeś się kiedyś na oglądanie dwupokojowego mieszkania, które okazało się kawalerką przedzielona meblościanką, to musisz to obejrzeć.