Close
Close

wpis jest wynikiem współpracy z marką Sennheiser

hashtagi w muzyce 3

Z wyobraźnią u mnie nie najgorzej.

Bez trudu potrafię sobie wyobrazić, że czerwone światło na krzyżowaniu, gdy jest zielone, albo, że lane piwo w klubie smakuje jak z butelki. Oprócz tego na bieżąco wyobrażam sobie, że, mam proste plecy, kredens wypchany dolarami i własnego boeinga, którym latam na Florydę. Serio, z moją wyobraźnią jest naprawdę nieźle, ale nawet mocno popuszczając wodze fantazji, nie wpadłbym na to, że jakaś funkcjonalność Twittera będzie miała wpływ na muzykę. A już tym bardziej, że aż tak bezpośredni.

Jeśli nie macie kompletnie pojęcia o czym mówię, to sprawdźcie najnowsze vloga.

Jeśli zainteresowały Was słuchawki, które mam na sobie, możecie dowiedzieć się o nich więcej czytając post z testem sprzętu lub śledząc Facebooka i YouTuba Sennheisera. Oprócz tego, na stronie producenta (na której znajdziecie alternatywne kolory i szczegóły techniczne) właśnie trwa konkurs, w którym możecie je zgarnąć.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Hmm, obejrzałem i nie do końca rozumiem, skąd pomysł, że zabiegi stylistyczne w tych tekstach są inspirowane hashtagami? Czy autorzy tekstów to deklarują?

    • Skąd pomysł? :D Stąd, że mówią o tym ich twórcy :D

      • A to co innego:) Chętnie bym o tym poczytał.

      • Obejrzałem jeszcze raz i nie ma tam ani słowa o tym, że twórcy deklarują, że inspirują się hashtagami. Więc, jak rozumiem, powołujesz się na wypowiedzi twórców, które nie są wprost cytowane w materiale. Czy można się z tymi wypowiedziami gdzieś zapoznać?

  • Pingback: Zimowa ścieżka dźwiękowa()

  • Pingback: Płyty, przy których zmarzniesz()

  • Szymon2k9

    Fajnie by było mieć taki lajfstajl, gdzie mamy polskie głoski takie jak ą czy ę. Do tego widać, że wideło było kręcone cały dzień, a lifestyle kreuje typ pryskający się Adidasem. Już nie wspominając o co najmniej specyficznych przykładach muzycznych.

  • orly

    I tylko żal, że tak fajna marka pozwala promować swój produkt w tak amatorski sposób…

  • disqus_qrfw5b1Kvd

    też wyobrażam sobie, że mam proste plecy

  • Jakoś nie czuję tego. Kiedyś tak samo stosowano słowa w tekstach bez #. To po prostu pełni rolę wtrąceń lub równoważników zdań.
    Tego typu zwroty mozna znaleźć na przykład w tekście Gurala: http://www.youtube.com/watch?v=eo0ZbJ75GLU – nie ma tu hasztagów, ale podobne konstrukcje gramatyczne. Na przykład w drugiej zwrotce:
    „Tworzymy modę, taksuję świat trzecim okiem
    Robimy trzodę, Bacardi z lodem, Finlandia z sokiem”
    Równie dobrze mogłyby się tam znaleźć krzaczki/krzyżyki :)

    • No właśnie pokazałeś czym się różnią równoważniki zdań od hashtagów :) Zacytowany przez Ciebie tekst, to po prostu opis składający się z następujących po sobie zwrotów nie odnoszących się bezpośrednio do siebie nawzajem i nie mający jakiegoś jednego, konkretnego wydźwięku (co de facto jest dość charakterystyczne dla Gurala, że rzuca wyrwane z kontekstu zdania).

      • No to chyba mam dzisiaj ciężki dzień, bo nie rozumiem :) Właśnie nie widzę różnicy w tych tekstach między wtrąceniem, równoważnikiem zdania i hashtagiem :) „Pióro wieczne” jest normalnym porównaniem w formie równoważnika zdania. Gdybym nie zajrzał do tekstu tylko opierał się na słuchu, to bym nie doszukiwał się tam żadnego hasza. Gdyby rzeczywiście miało to być odniesienie do jakiegoś wątku, to ok. Ale pod hasłem #piórowieczne lub #fakir próżno szukać jakichkolwiek treści w socialu. Idę zrobić sobie kolejną kawę.
        #kawa #NiskieCiśnienie

        • Nie jesteśmy w stanie napisać Ci nic więcej, niż to co powiedziałem we vlogu, więc jeśli tamto tłumaczenie do Ciebie nie dotarło, to pasuję. Aczkolwiek bez zrozumienia hashtagów też da się żyć :)

          • Tzn wiesz, ja ogarniam co to jest hashtag jako taki. Tylko nie widzę dla niego zastosowania poza netem, poza miejscami gdzie można coś wyszukać po # lub użyć # jako hiperlinka. Na co dzień używam na G+, TT, czy Fb. Nie rozumiem zastosowania w tekście piosenki :| Posłucham tego jeszcze raz jutro.

  • Mateusz

    #hashtagi to już nie tylko domena twittera. Staje się to coraz bardziej popularne także w innych sieciach społecznościowych np. G+ coraz bardziej je promuje, FB także się z tym mierzy. Kilka dni temu Google w USA wprowadziło możliwość wyszukiwania po tych znacznikach. Pojawiają się wówczas w wynikach wyszukiwania posty z G+ (świeże i popularne), które zostały oznaczone #hashtagiem. Wygląda to tak jak na zdjęciu poniżej (kolumna po prawej). Narazie pojawiają się tylko posty G+, jak widać pod kolumną z postami można też przeszukać inne social media (Twitter i Facebook).
    Także zapowiada się, że te znaczniki będą coraz powszechniejsze i to nie tylko w sieci.

    • Tak, tak, jasne, hashtagi są coraz popularniejszym rozwiązaniem w sieci i nie mam zamiaru tego podważać, to fakt. Ale nie zaprzeczysz, że największą rolę w ich popularyzacji odegrał Twitter?

      • Mateusz

        Fakt – Był pierwszy a wkład w upowszechnienie miał największy.
        Ale target Twittera jest wąski. Bez wprowadzenia znaczników z # do innych kanałów komunikacji (nie tylko online czyli np. muzyka, ale przede wszystkim takich jak wyszukiwarka) będzie ciężko zrobić z tego coś więcej niż odnośnik czy parafrazę używana przez szeroko pojętą „młodzież”.

        W kawałku Medium – Traper też jest dobry przykład :)

  • Joanna Bochenek-Olińska
    • Właśnie wczoraj jeden z czytelników podesłał mi to na maila. Dobre, czekam aż Abstrachuje zrobią swoją wersję :)

  • sieczkarnia

    Mega, w sumie słucham rapsów ciągle, ale nigdy czegoś takiego nie wyczaiłam. Szacun!

  • Pom

    Za mała próba artystów/piosenek. Brakuje mi chociaż 2sty’ego czy Gedza

    • Ograniczyłem się tylko do kilku przykładów, żeby wideo nie było za długie i za bardzo rozwleczone, bo w tedy mało kto dotrwałby do końca.

      • Pom

        Mówiłem raczej o zastąpieniu artystów niż o dodatkowych hashtagach :D ale bardziej mnie dziwią komentarze w stylu ‚słucham rapsów ale pierwsze słysze’ itd

  • Justyna

    Bisz jest w tym mistrzem zdecydowanie.
    I muuuusze zapytac, jak się czujesz na fesjbusiowym odwyku? :D

    • Beznadziejnie, bo to mniej więcej tak jakbyś pracowała jako kierowca i ktoś zabrał Ci prawo jazdy ;/

      • Justyna

        raaany, aż mi sie łezka zakręciła, kocham auta wiec porównaniem trafiłeś w sedno!

  • Szczerze przyznam, że nie miałem o tym zielonego pojęcia. Teraz będę rozkminiał każdy numer pod kątem hasztagów ;D

  • Jons

    Oszlałem, jak ty to rozkminiłeś? Szacun!

  • O masz, ten stolik z IKEA który muszę kupić :D

    • No nie mów, ze jest ktoś kto nie ma tego stolika? :)

      • Mam czerwony, a potrzebuje biały do sweet foci jedzenia na bloga.

  • Ms. Dynamite

    Ciekawy vlog, przyznam szczerze, że nie mialam o tym pojecia i pewnie nigdy bym nie miała, mimo, że interesuje sie muzyka :) a poza tym Bisz najlepszy!

10 typów ludzi, których nie chcesz spotkać na ulicy

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z Krajową Radą Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego

Wiesz, że mamy jeden z najwyższych współczynników śmiertelności w wypadkach drogowych w Europie? Że w zeszłym roku w Polsce zginęło przez to 3026 osób? Bo 8 na 100 takich wypadków kończy się śmiercią? Ja też nie, dopóki nie przeczytałem raportu Biura Ruchu Drogowego. Na ulicy pojawiam się i jako kierowca, i jako rowerzysta, a najczęściej jako pieszy, i trafiam na ludzi z każdej z tych grup, którzy zapominają, że nie są tam sami. Przez co wolałbym ich nie spotykać.

Młody gniewny

Odebrał prawko w zeszłym tygodniu i jeszcze dobrze nie opanował sprzęgła, ale już chce lecieć stówką w terenie zabudowanym. Najlepiej ruszając z trójki. Wziął sobie do serca słowa wujka Wiesia na ostatnich imieninach cioci Marzeny, że tak jak na egzaminie, to już nie pojedzie nigdy w życiu. Bo na egzaminie jeździ się, żeby zdać, a w życiu, żeby zdążyć na obiad. Dlatego nigdy nie zatrzymuje się na zielonej strzałce. Przed torami kolejowymi też. I na stopie też nie, jak nic nie jedzie.

Najwięcej wypadków ze skutkiem śmiertelnym spowodowały osoby w wieku 18-24lata.

Rebeliant

Anarchia, wolność i leki na receptę bez recepty dla wszystkich! Buntownik z wyboru, już w przedszkolu walczył o swoją niezależność otwarcie ignorując poobiednie leżakowanie, kontynuując drogę rewolucjonisty i pisząc „mój” przez u otwarte aż do matury. Nikt nie narzuci mu, że białe jest białe, a czarne jest czarne, a tym bardziej, że nie może przechodzić na czerwonym. Czy Luke Skywalker trzymał się zasad narzuconych przez imperialistyczny system? No właśnie!

Janusz biznesu

Miałeś kiedyś w trakcie jazdy tak ważny telefon, że aż zjechałeś na pobocze, żeby go odebrać i porozmawiać? Tak? No i po co to wszystko? Trzeba było jedną ręką trzymać słuchawkę, drugą dźwignię zmiany biegów, zębami kierownicę, a rzęsą włączyć kierunkowskaz. Zestaw słuchawkowy? Głośnomówiący? Bluetooth w uchu? A co Ty z Holiłudu jesteś, czy ze Star Treka? Prawdziwy byznesmen potrafi zmieniając pas ruchu, wyprzedzając na trzeciego i odpalając czerwonego Viceroya w tym samym czasie odebrać ważny telefon. Czyli każdy telefon, bo w byznesie wszystkie telefony są ważne.

Kierowcy jadący 100 km/h i trzymający komórkę przy uchu hamują średnio o 14 metrów później niż nierozmawiający.

Klubowóz

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Co?

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Co mówiłeś?

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Nie słyszę…

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– W końcu przejechał, możesz powtórzyć?

Najwięcej wypadków śmiertelnych jest w piątek i sobotę.

W dni imprezowe.

Ostatnia szara komórka

Koniom zakłada się klapki na oczy, żeby nie patrzyły na boki, a ludziom wkłada w ręce smartfony. Świecący prostokąt przed twarzą i całe otoczenie przestaje istnieć. O ile w przestrzeniach zamkniętych można po prostu popsuć sobie wzrok, o tyle w terenie otwartym można zepsuć sobie nogi, ręce, żebra albo życie. Na przykład przechodząc przez ruchliwą ulicę wpatrzonym w komórkę.

Niespokojna noga

Zwany też lowriderem dla ubogich. Przyśpiesza, zwalnia, przyśpiesza, zwalnia, przyśpiesza, zwalnia, a auto się gibie jak na teledysku do „Still D.R.E.”. Zatrzymuje się zawsze metr za linią stopu na światłach, a gdy stoisz na pasach, nigdy nie wiesz, czy nie zatrzyma się na Tobie. Ani czy nie wjedzie Ci w tyłek, jeśli stoisz przed nim w korku i ruszysz ćwierć sekundy później niż on.

Niezachowanie bezpiecznej odległości między pojazdami, jest jedną z głównych przyczyn wypadków na prostych odcinkach.

Usain Bolt

Rusza z bloków startowych w momencie, gdy w autobusie po drugiej stronie ulicy zamykają się drzwi i biegnie do nich jak po karpia na Wigilię. Ignorując wszystkich uczestników ruchu drogowego dookoła. Gdyby któryś z kierowców samochodów cudem omijających go miał gorszy dzień, albo bardziej zużyte klocki hamulcowe, do celu dojechałby na masce. Kończąc karierę sportową w szpitalu.

Oszczędny

Ładowanie akumulatora? 50 groszy.

Migacz boczny do Opla? 14 złotych.

Emocje z jazdy bez używania kierunkowskazów? Bezcenne!

Nieprawidłowe wyprzedzanie, jest jedną z głównych przyczyn wypadków na prostych odcinkach.

James Bond na rowerze

Szpieg w służbie Jej Królewskiej Mości realizuje tajne zadanie, od powodzenia którego zależą losy starego kontynentu, dlatego musi pozostać incognito. I jedzie na rowerze nocą bez oświetlenia i odblasków, zmieniając pasy jakby miał za sobą ogon odkąd wyszedł z MI6. Dzięki temu jest niewidzialny dla kontrwywiadu. I wszystkich pozostałych uczestników ruchu drogowego.

Szybki i wściekły

Wiesz po co w aucie jest pedał gazu? Żeby go używać! Dlatego dopóki nie czuje pod dużym palcem u prawej stopy podłogi, ciśnie. Ciśnie wyprzedzając ruszający autobus, ciśnie na gasnącym pomarańczowym i ciśnie wymijając matkę z dzieckiem na pasach. Jak im zrobi peeling pięt, to może nauczą się szybciej chodzić. Gdy nie może zasnąć po ciężkim dniu, bo męczą go wyrzuty sumienia, że przez półtorej minuty jechał prawym pasem, układa sobie w głowie, co by powiedział Vin Dieselowi jakby go spotkał. I jakim jechałby autem, gdyby kręcili „The Fast and the Furious: Zabrze Drift”.

W zeszłym roku główną przyczyną aż 7195 wypadków było niedostosowanie prędkości do warunków ruchu.

Kierowcy wczujcie się w rolę pieszych! Tylko wzajemne zrozumienie może zaprowadzić nas bezpiecznie do celu. Druga odsłona naszej kampanii. #kierowcaVpieszy

Opublikowany przez Krajowa Rada BRD na 25 września 2017

Ten tekst jest uszczypliwy, ale tylko po to, by zwrócić uwagę na zachowania, które mogą przyczynić się do tragedii. Niezależnie, czy jesteś kierowcą w nowej, błyszczącej strzale, czy pieszym, który musi zdążyć na tramwaj, zwracajmy na siebie uwagę i pamiętajmy, że nie jesteśmy sami na ulicy. Zaoszczędzimy sobie nerwów, zdrowia, a czasem i życia.

---> SKOMENTUJ
Jesienna ekscytacja
autorem zdjęcia jest Michael Hyman

Jadę wzdłuż Wisły na swoim złotym rowerze bez celu i powodu, ciesząc się z samego aktu pedałowania. No dobra, już nie takim złotym. Zbladł od słońca i wyobijał się od latarń, barierek, znaków, poręczy i ogrodzeń, do których go przypinałem. Widać, że pod spodem była magenta, pod nią czerwień, a jeszcze niżej srebrny. To było intensywne lato.

Mijam barki przycumowane do brzegu i albo mi się wydaje albo jest ich mniej, niż dwa tygodnie temu. Może mi się wydaje. Może tylko ludzi jest na nich mniej. Jadę przed siebie i widzę jak niebo zalewa się przypalonym pomarańczem. Jak to, już? Już się ściemnia? O tej godzinie?

No tak, mamy wrzesień. Koniec września. To już jesień. Koniec lata. A przecież jeszcze wczoraj był lipiec…

Jak zwykle zrobiłem mniej, niż planowałem. I teraz będę musiał czekać pół roku. Pół roku, aż znów będzie ciepło. Choć czekać to złe słowo. Nigdy nie czekałem. Zawsze było za mało czasu, a za dużo rzeczy do zrobienia. Wyglądałem wiosny wielokrotnie, ale nigdy nie miałem sposobności, by siąść w fotelu i jej po prostu oczekiwać. Tym razem też tak nie będzie. Tym razem zwłaszcza.

Przeprowadzam się. 15-ty raz. Zawsze to lubiłem – poznawanie nowych miejsc, nowych dzielnic, nowych sąsiadów, nowych twarzy w autobusie. Zawsze traktowałem to metaforycznie – zostawianie starych spraw, starych problemów, starych zepsutych relacji w starym mieszkaniu i rozpoczynanie nowych, nieskalanych brudem, pomyłkami i złymi intencjami w nowym. Zawsze mnie to kręciło.

Idę na studia. 7-my raz. Nie po żaden dyplom, oceny, czy inne symboliczne ekwiwalenty wirtualnych osiągnięć, niemający przełożenia na rzeczywistość. Z zajawki. Te właściwe skończyłem już dawno, teraz mogę to robić dla zabawy. Zresztą, zawsze to lubiłem – poznawanie nowych ludzi, inspirowanie się ich życiorysami, czerpanie z ich charakterów, obserwowanie ich reakcji na stres, nowe sytuacje i inne osoby. To takie ciekawe. To tyle tematów na bloga. To tyle nowych zmiennych, które mogą coś wnieść w moje życie.

Bloguję. Za tydzień miną 2 lata. Przez pierwszy rok błąkałem się jak dziecko we mgle. Robiłem to po omacku, nie wiedząc jak, a tym bardziej z czym, to się je. Przez kolejny rok uczyłem się. Sporo. Teraz wiem. Wiem dość dobrze, by móc wiązać z tym przyszłość. Wciąż jeszcze dużo muszę zmienić, poprawić i dopracować, ale wiem co. Już nie strzelam na chybił-trafił. Już wiem jaka perspektywa jest przede mną. Widzę co na mnie czeka. Co dzień dostaję z tego ciut więcej.

Praca. Straciłem rachubę, która to. Ważne, że taka jaką chciałem mieć. Że to był świadomy wybór, nie bolesny przymus. Z każdym dniem uczę się w niej nowych rzeczy. Z każdym zadaniem mam większą odpowiedzialność za to, co robię. Nie jestem trybem w machinie, jestem kierowcą boilidu i w którą stronę skręcę, w tę pojedzie, a widoki za kolejnymi zakrętami są coraz bardziej malownicze.

A w tej chwili jadę wzdłuż Wisły na swoim blado-złotym rowerze i zamiast ciepłego wiatru, czuję chłodną bryzę na policzkach. Słońce schowało się pod taflą wody, zmieniając mgiełki i szorty, na leginsy i ramoneski na kobiecych sylwetkach. To jesień. Mimo to nie czuję depresji.

Wręcz przeciwnie.

---> SKOMENTUJ

Bajki są dla dzieci. Bajki są niemęskie. Bajki są nudne.

To 3 kłamstwa, które wciąż są utrwalane na temat filmów animowanych. Jako dumny posiadacz „Króla Lwa” na kasecie VHS i fanatyk serii „Toy Story”, postaram się przełamać ten krzywdzący stereotyp. Zwłaszcza, że za oknem mamy już jesień, a nic Was tak nie rozgrzeje, jak abstrakcyjna opowieść od Pixara.

To co sprawia, że wolę obejrzeć nową bajkę, niż zapuścić koljeny odcinek „Mad Mena”, to…

 

Oderwanie od rzeczywistości

Niby oglądając filmy sensacyjne, seriale oparte na powieściach fantasy, czy polskie komedie romantyczne, można uzyskać ten sam efekt. Ale tylko niby. W przypadku bajek, jest to szczególny odlot. Mimo, iż są alegorią do naszego świata, to jednak błyskawicznie pozwalają zapomnieć o przymiotach codzienności. Przenoszą nas w inny, niekoniecznie lepszy, ale zdecydowanie ciekawszy świat. Tam wszystko jest nowe  i angażujące. Przedostając się przez kolejne lokacje, mamy chyba większą radochę z ich odkrywania, niż główny bohater.

Oglądając „Potwory i spółka”, do piątej minuty jeszcze pamiętałem o tym, że muszę zapłacić rachunek za telefon i umówić transport do przeprowadzki, ale po dziesiątej już nie. Po kwadransie byłem jednym z włochatych potworów i wszystkie moje procesy myślowe skupiały się na znalezieniu sposobu, dzięki któremu będę jeszcze skuteczniej straszył dzieci. Gdyby ktoś w tym momencie spytał mnie o NIP, PESEL lub PIN do telefonu, najprawdopodobniej bym go nie zrozumiał i uznał, że mówi w jakimś nieznanym mi narzeczu. Albo, że jest nietrzeźwy.

Warto zatracić się w takiej wyimaginowanej rzeczywistości, choćby dla higieny psychicznej i chwilowego resetu pamięci krótkotrwałej. Byłoby to dużo trudniejsze, gdyby nie…

 

Efekty specjalne

Choć na dobrą sprawę trudno mówić, tu o jakichś konkretnych efektach specjalnych, skoro cały film jest wygenerowany komputerowo. Maszyny, które na co dzień obliczają loty statków NASA, wypluwają te barwne scenerie i plastyczne bryły głównych bohaterów. Po co? Właśnie po to, by były świeże i nie kojarzyły się z niczym innym.

Przez to, że nie mamy tu do czynienia z ludźmi i przypisanymi do nich ułomnościami, postacie nie „grają” tak jak im się uda, lecz tak jak faktycznie chce reżyser. Widząc Penelopę Cruz, w kolejnej roli, bywa, że wciąż mamy skojarzenia z „Elegią”, czy „Vanilla Sky”. W przypadku bohaterów bajek, jest to niemożliwe. To samo odnosi się do otoczenia. Nie jest takie, do jakiego udało się dotrzeć i sfilmować. Nie jest też kliszą z setki innych fabuł rozgrywających się w Nowym Jorku. Jest nowe, czyste i w pełni zgodne z założeniami twórców filmu.

Ktoś powie, że animacja 3D też nie jest wolna od wad, bywa, że tła są pozbawione detali i zdarzają się niedoróbki. To prawda. Trudno z tym polemizować, ale w moim mniemaniu osoby pracujące nad filmem i tak mają nieporównywalnie większą kontrolę nad tym, co sobie zakładali na starcie produkcji, a co uzyskują jako finalny efekt. Jednak z perspektywy ogólnej i tak dużo istotniejszy jest fakt, że bajki…

 

Jednocześnie wywołują emocje i niosą przesłanie

Śmiem twierdzić, że to dwie wartości, które chciałby zawrzeć w swojej pracy każdy twórca. Udaje się to jednak tylko nielicznym, niezależnie czy mówimy o kinie, muzyce, malarstwie, bodypaintingu czy blogosferze. Pozostając jednak przy filmach, to z moich obserwacji wynika, że najczęściej dzielą się na 4 kategorie:

– te, które bawią i nie niosą nic więcej ze sobą,

– te, które trzymają w napięciu, dostarczają ekscytacji, ale również pozbawione są głębszego sensu,

– te, które mają mocny zapdający w pamięć przekaz, ale są ciężkie i smucą,

– te, które są miksem powyższych i chciałby nieść przesłanie, ale jakoś go nie donoszą.

Bajki natomiast, dostarczają pełne spektrum emocji i zawsze wypływa z nich jakaś myśl. Nastroje przechodzą od głębokiego smutku, po niepohamowaną radość. Są katharsis, katalizatorem wewnętrznych napięć, złych emocji i niepokoi. Po ciężkim tygodniu, gdy lecę przez kolejne dni z duszą na ramieniu, urywając głowę na każdym zakręcie, puszczam sobie „Ratatuj” i czuję się wyluzowany jak nigdy. Przy czym, między śmiechem, a wzruszeniem, nigdy nie ginie puenta. Morał zawsze jest wyczuwalny.

Scenarzyści filmów obyczajowych, mogli by się uczyć od „Epoki lodowcowej” jak budować wzorce osobowe. Od „Toy Story” jak się tworzy spójne i zaskakujące zwroty akcji. A od „Jak wytresować smoka” jak opowiedzieć oklepaną historię, by wcale na taką nie wyglądała. Zresztą większość bajek porusza zgrabniej poważniejsze tematy, niż niejeden „film dla dorosłych”. I nie napisałem tego tekstu, by usprawiedliwiać swoje mało popularne preferencje. Nie. Napisałem go dlatego, że…

 

Chcę przeciągnąć jak najwięcej osób na swoją stronę

Filmy animowane, to niesłusznie niedoceniany gatunek przez dorosłych, który może dostarczyć im rozrywki. Jeśli nie tyle, co Batman, Bond i Iron Man, to na pewno więcej, niż kolejne części „Kac Vegas”, American Pie”, „Szklanej pułapki” i filmów wypuszczanych w okolicach 14 lutego. Moje typy już znasz, ale założę się, że Ty też widziałeś przynajmniej jedną bajkę, którą mógłbyś polecić z ręką na dowodzie dorosłemu.

Śmiało, wrzuć jej tytuł w komentarzach. Zobaczymy ile osób jest w stanie docenić uniwersalność „filmów dla dzieci”.

---> SKOMENTUJ