Close
Close
Jesienna ekscytacja
autorem zdjęcia jest Michael Hyman

Jadę wzdłuż Wisły na swoim złotym rowerze bez celu i powodu, ciesząc się z samego aktu pedałowania. No dobra, już nie takim złotym. Zbladł od słońca i wyobijał się od latarń, barierek, znaków, poręczy i ogrodzeń, do których go przypinałem. Widać, że pod spodem była magenta, pod nią czerwień, a jeszcze niżej srebrny. To było intensywne lato.

Mijam barki przycumowane do brzegu i albo mi się wydaje albo jest ich mniej, niż dwa tygodnie temu. Może mi się wydaje. Może tylko ludzi jest na nich mniej. Jadę przed siebie i widzę jak niebo zalewa się przypalonym pomarańczem. Jak to, już? Już się ściemnia? O tej godzinie?

No tak, mamy wrzesień. Koniec września. To już jesień. Koniec lata. A przecież jeszcze wczoraj był lipiec…

Jak zwykle zrobiłem mniej, niż planowałem. I teraz będę musiał czekać pół roku. Pół roku, aż znów będzie ciepło. Choć czekać to złe słowo. Nigdy nie czekałem. Zawsze było za mało czasu, a za dużo rzeczy do zrobienia. Wyglądałem wiosny wielokrotnie, ale nigdy nie miałem sposobności, by siąść w fotelu i jej po prostu oczekiwać. Tym razem też tak nie będzie. Tym razem zwłaszcza.

Przeprowadzam się. 15-ty raz. Zawsze to lubiłem – poznawanie nowych miejsc, nowych dzielnic, nowych sąsiadów, nowych twarzy w autobusie. Zawsze traktowałem to metaforycznie – zostawianie starych spraw, starych problemów, starych zepsutych relacji w starym mieszkaniu i rozpoczynanie nowych, nieskalanych brudem, pomyłkami i złymi intencjami w nowym. Zawsze mnie to kręciło.

Idę na studia. 7-my raz. Nie po żaden dyplom, oceny, czy inne symboliczne ekwiwalenty wirtualnych osiągnięć, niemający przełożenia na rzeczywistość. Z zajawki. Te właściwe skończyłem już dawno, teraz mogę to robić dla zabawy. Zresztą, zawsze to lubiłem – poznawanie nowych ludzi, inspirowanie się ich życiorysami, czerpanie z ich charakterów, obserwowanie ich reakcji na stres, nowe sytuacje i inne osoby. To takie ciekawe. To tyle tematów na bloga. To tyle nowych zmiennych, które mogą coś wnieść w moje życie.

Bloguję. Za tydzień miną 2 lata. Przez pierwszy rok błąkałem się jak dziecko we mgle. Robiłem to po omacku, nie wiedząc jak, a tym bardziej z czym, to się je. Przez kolejny rok uczyłem się. Sporo. Teraz wiem. Wiem dość dobrze, by móc wiązać z tym przyszłość. Wciąż jeszcze dużo muszę zmienić, poprawić i dopracować, ale wiem co. Już nie strzelam na chybił-trafił. Już wiem jaka perspektywa jest przede mną. Widzę co na mnie czeka. Co dzień dostaję z tego ciut więcej.

Praca. Straciłem rachubę, która to. Ważne, że taka jaką chciałem mieć. Że to był świadomy wybór, nie bolesny przymus. Z każdym dniem uczę się w niej nowych rzeczy. Z każdym zadaniem mam większą odpowiedzialność za to, co robię. Nie jestem trybem w machinie, jestem kierowcą boilidu i w którą stronę skręcę, w tę pojedzie, a widoki za kolejnymi zakrętami są coraz bardziej malownicze.

A w tej chwili jadę wzdłuż Wisły na swoim blado-złotym rowerze i zamiast ciepłego wiatru, czuję chłodną bryzę na policzkach. Słońce schowało się pod taflą wody, zmieniając mgiełki i szorty, na leginsy i ramoneski na kobiecych sylwetkach. To jesień. Mimo to nie czuję depresji.

Wręcz przeciwnie.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Agnieszka Zelek

    haj5, mieszkam w Krakowie dopiero od roku o własnie przeprowadzam się po raz piąty.Kraków jest przepiękny jesienią, to miasto to moja jedyna miłość, której wierności mogę być pewna ;)

  • Joanna

    W większości znanych mi przypadków plany i marzenia na lato przerastają rzeczywistość. A ludzie nie chcą jesieni. Ostatnio, w ogólnym zamieszaniu, nawet ja zapomniałam, czym ona dla mnie jest. Szczęściem wczorajszy deszcz zmył ze mnie ponuractwo, a na wierzchu ukazała się warstwa zapomnianej euforii. Dzięki wam, chmurne niebiosa.

  • Czuć depresję to teraz takie… mainstreamowe ;)

  • Po ogromnej części lata spędzonej za Kołem Podbiegunowym wciąż nie mogę uwierzyć, że słońce zachodzi o 18, a nie o 3 nad ranem (żeby podnieść się o 4). I to zmiana z dnia na dzień! ;)

    Jesień zawsze wpędza mnie w ciężką depresję. Ale tym razem postanawiam zbierać kasztany i cieszyć się jarzębiną :)

    • Łouł, niezła wycieczka! To spontanicznie/zajawkowo czy coś związanego z pracą? I jak zachodziło o 3 to o które wschodziło? ;-)

      • Wyprawa była wakacyjna. Odbyło się wielkie zwiedzanie północy :)

        A słońce wschodziło mniej więcej pół godziny lub godzinę po tym jak zaszło, więc było naprawdę klimatycznie. Od mniej więcej 18 do 1 w nocy na niebie praktycznie nic się nie zmieniało – panował taki „wczesny wieczór”. Naprawdę polecam zobaczyć na własne oczy! :)

        • Brzmi niewiarygodnie, mimo, że nie przepadam specjalnie za zimnem i śniegiem, to chcę to kiedyś zobaczyć :)

          • Zaskakująco może, ale w okolicach 71 stopnia nie ma śniegu w lato, a tak daleko dotarliśmy. Jak na wakacje, to faktycznie jest zimno: 14 stopni było w tym roku normą, a 20 upałem. Wiadomości z Polski, że zdarza się ponad 40 stopni w cieniu były irytujące w momencie, kiedy walczyłam z lodowatym wiatrem i mgłą xD

  • Jagoda Kurek

    Niestety depresji dostać można nie od samej jesieni, ale od jej braku. Zamiast złotych liści pod stopami chlupocze kwaśna deszczówka, wiatr pizga w oczy jak na Uralu, pomarańczowej, słonecznej poświaty ani widu ani słychu. Patrzę za okno i mam wrażenie, że jestem w Londynie a nie na słowiańszczyźnie. Odchodząc od aspektu pory roku poruszany chyba teraz na każdym blogu, też bardzo lubię przeprowadzki. Najlepsze są pierwsze dni w nowym mieszkaniu. Zawsze czuję wtedy nie spowodowaną niczym specjalnym ekscytację, uwielbiam gotować w nim pierwszy posiłek, zaparzyć pierwszą herbatę. Najlepiej kiedy te pierwsze dni spędzam w nim sama albo z kimś bardzo bliskim. Masz rację – jest jeszcze wtedy nieskażone, czyste, magiczne, obiecujące. Nie wiadomo co nas w nim czeka. Piętnasty raz…pewnie też dobiję do takiej liczby. Kiedyś. Jak na razie mam za sobą czwarty.

    comowiblondynka.blogspot.com

  • I kolejny tekst, który tchnie optymizmem w już mroźne, jesienne wieczory. Powodzenia na studiach! Napiszesz kiedyś tekst o każdym kierunku, który studiowałeś? :D

    • Gdybym miał pisać o każdym z osobna, to wyszłaby 7-tomowa powieść, a na takie poważne pisanie nie jestem jeszcze gotowy :)

  • Marcin

    Ufam, że nie skończysz jako jakiś komercyjny przebieraniec (typu Kominek). Tu zawsze było sporo wartości przyprawionej pokorą. Liczę, że tego nigdy nie braknie.

  • Ty jeździsz jesienią na rowerze, a mi moją kozę właśnie ukradli… I nie przetnę w tym roku ani jednej kupy kolorowych liści. Żal, ogromny żal.

    • Ja też 2 rowery straciłem i nauczyłem się inwestować w dobre zapięcie, bo bez tego w Krakowie ani rusz. Teraz mam jakiś tytanowy łańcuch, który jest do przecięcia chyba tylko ciekłym azotem.

    • Joanna

      „I nie przetnę w tym roku ani jednej kupy kolorowych liści.” Hej, czy Ty zdajesz sobie sprawę z tego, że w tych kolorowych kupach liści mieszkają jeże?! Nie sądzę. No dobrze.. może i to nie jest prawda. Może i wyciągnęłam to spomiędzy bajek dzieciństwa. Ale ja zawsze się boję o te biedne jeżyki :(

  • Justyna Sekuła

    kocham jesień.

  • Chyba każdy kto dziś wraca z roweru, joggingu czy z orlika, patrzy na niebo i nie może zrozumieć, że dzień kończy się o 19. Ale wiesz co? Też jakoś nie czuję „jesiennej depresji”. Mam tylko nadzieję, że zima będzie mroźna słoneczna i obfita w puch, bo wizja katańska na snowboardzie od razu wywołuje uśmiech na mojej twarzy! :)

  • Martyna Kubicka

    najulubieńsza pora roku. trochę mi żal, że nie ma babiego lata, kruszenia liści pod butami. tylko tak od razu jebutnęło. ale i tak super. smak herbaty z sokiem malinowym, polowanie na imbir w sklepach. oglądanie wieczorem filmów pod kocem. nowy rok akademicki. przeprowadzki. nie chcę już nawet liczyć. prywata: jak ktoś z łodzi i nie ma z kim mieszkać, zgłaszać się na fejsie :)

    • Podobno (według meteorologów) od piątku ma być złota polska jesień :)

  • venila

    Jak masz pisać TAKIE teksty, to już się cieszę na Twój romans z jesienią :)

    • Domowo-kawiarnia pogoda na pewno będzie sprzyjać takim wynurzeniom :)

  • Aga

    Cieszę się, że jest więcej ludzi takich jak ja na tej powszechnej fali narzekactwa :) Trzeba się cieszyć z małych rzeczy, jakkolwiek banalnie by to brzmiało.

  • Cholera. Chciałam napisać tekst „Pierwsza jesień, której się nie boję”. I będzie, że plagiat :D

  • Dopóki nie będzie błota, jest dobrze. A długie wieczory są świetne do oglądania zaległych filmów i czytania. Jesień jest spoko.

10 typów ludzi, których nie chcesz spotkać na ulicy

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z Krajową Radą Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego

Wiesz, że mamy jeden z najwyższych współczynników śmiertelności w wypadkach drogowych w Europie? Że w zeszłym roku w Polsce zginęło przez to 3026 osób? Bo 8 na 100 takich wypadków kończy się śmiercią? Ja też nie, dopóki nie przeczytałem raportu Biura Ruchu Drogowego. Na ulicy pojawiam się i jako kierowca, i jako rowerzysta, a najczęściej jako pieszy, i trafiam na ludzi z każdej z tych grup, którzy zapominają, że nie są tam sami. Przez co wolałbym ich nie spotykać.

Młody gniewny

Odebrał prawko w zeszłym tygodniu i jeszcze dobrze nie opanował sprzęgła, ale już chce lecieć stówką w terenie zabudowanym. Najlepiej ruszając z trójki. Wziął sobie do serca słowa wujka Wiesia na ostatnich imieninach cioci Marzeny, że tak jak na egzaminie, to już nie pojedzie nigdy w życiu. Bo na egzaminie jeździ się, żeby zdać, a w życiu, żeby zdążyć na obiad. Dlatego nigdy nie zatrzymuje się na zielonej strzałce. Przed torami kolejowymi też. I na stopie też nie, jak nic nie jedzie.

Najwięcej wypadków ze skutkiem śmiertelnym spowodowały osoby w wieku 18-24lata.

Rebeliant

Anarchia, wolność i leki na receptę bez recepty dla wszystkich! Buntownik z wyboru, już w przedszkolu walczył o swoją niezależność otwarcie ignorując poobiednie leżakowanie, kontynuując drogę rewolucjonisty i pisząc „mój” przez u otwarte aż do matury. Nikt nie narzuci mu, że białe jest białe, a czarne jest czarne, a tym bardziej, że nie może przechodzić na czerwonym. Czy Luke Skywalker trzymał się zasad narzuconych przez imperialistyczny system? No właśnie!

Janusz biznesu

Miałeś kiedyś w trakcie jazdy tak ważny telefon, że aż zjechałeś na pobocze, żeby go odebrać i porozmawiać? Tak? No i po co to wszystko? Trzeba było jedną ręką trzymać słuchawkę, drugą dźwignię zmiany biegów, zębami kierownicę, a rzęsą włączyć kierunkowskaz. Zestaw słuchawkowy? Głośnomówiący? Bluetooth w uchu? A co Ty z Holiłudu jesteś, czy ze Star Treka? Prawdziwy byznesmen potrafi zmieniając pas ruchu, wyprzedzając na trzeciego i odpalając czerwonego Viceroya w tym samym czasie odebrać ważny telefon. Czyli każdy telefon, bo w byznesie wszystkie telefony są ważne.

Kierowcy jadący 100 km/h i trzymający komórkę przy uchu hamują średnio o 14 metrów później niż nierozmawiający.

Klubowóz

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Co?

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Co mówiłeś?

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Nie słyszę…

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– W końcu przejechał, możesz powtórzyć?

Najwięcej wypadków śmiertelnych jest w piątek i sobotę.

W dni imprezowe.

Ostatnia szara komórka

Koniom zakłada się klapki na oczy, żeby nie patrzyły na boki, a ludziom wkłada w ręce smartfony. Świecący prostokąt przed twarzą i całe otoczenie przestaje istnieć. O ile w przestrzeniach zamkniętych można po prostu popsuć sobie wzrok, o tyle w terenie otwartym można zepsuć sobie nogi, ręce, żebra albo życie. Na przykład przechodząc przez ruchliwą ulicę wpatrzonym w komórkę.

Niespokojna noga

Zwany też lowriderem dla ubogich. Przyśpiesza, zwalnia, przyśpiesza, zwalnia, przyśpiesza, zwalnia, a auto się gibie jak na teledysku do „Still D.R.E.”. Zatrzymuje się zawsze metr za linią stopu na światłach, a gdy stoisz na pasach, nigdy nie wiesz, czy nie zatrzyma się na Tobie. Ani czy nie wjedzie Ci w tyłek, jeśli stoisz przed nim w korku i ruszysz ćwierć sekundy później niż on.

Niezachowanie bezpiecznej odległości między pojazdami, jest jedną z głównych przyczyn wypadków na prostych odcinkach.

Usain Bolt

Rusza z bloków startowych w momencie, gdy w autobusie po drugiej stronie ulicy zamykają się drzwi i biegnie do nich jak po karpia na Wigilię. Ignorując wszystkich uczestników ruchu drogowego dookoła. Gdyby któryś z kierowców samochodów cudem omijających go miał gorszy dzień, albo bardziej zużyte klocki hamulcowe, do celu dojechałby na masce. Kończąc karierę sportową w szpitalu.

Oszczędny

Ładowanie akumulatora? 50 groszy.

Migacz boczny do Opla? 14 złotych.

Emocje z jazdy bez używania kierunkowskazów? Bezcenne!

Nieprawidłowe wyprzedzanie, jest jedną z głównych przyczyn wypadków na prostych odcinkach.

James Bond na rowerze

Szpieg w służbie Jej Królewskiej Mości realizuje tajne zadanie, od powodzenia którego zależą losy starego kontynentu, dlatego musi pozostać incognito. I jedzie na rowerze nocą bez oświetlenia i odblasków, zmieniając pasy jakby miał za sobą ogon odkąd wyszedł z MI6. Dzięki temu jest niewidzialny dla kontrwywiadu. I wszystkich pozostałych uczestników ruchu drogowego.

Szybki i wściekły

Wiesz po co w aucie jest pedał gazu? Żeby go używać! Dlatego dopóki nie czuje pod dużym palcem u prawej stopy podłogi, ciśnie. Ciśnie wyprzedzając ruszający autobus, ciśnie na gasnącym pomarańczowym i ciśnie wymijając matkę z dzieckiem na pasach. Jak im zrobi peeling pięt, to może nauczą się szybciej chodzić. Gdy nie może zasnąć po ciężkim dniu, bo męczą go wyrzuty sumienia, że przez półtorej minuty jechał prawym pasem, układa sobie w głowie, co by powiedział Vin Dieselowi jakby go spotkał. I jakim jechałby autem, gdyby kręcili „The Fast and the Furious: Zabrze Drift”.

W zeszłym roku główną przyczyną aż 7195 wypadków było niedostosowanie prędkości do warunków ruchu.

Kierowcy wczujcie się w rolę pieszych! Tylko wzajemne zrozumienie może zaprowadzić nas bezpiecznie do celu. Druga odsłona naszej kampanii. #kierowcaVpieszy

Opublikowany przez Krajowa Rada BRD na 25 września 2017

Ten tekst jest uszczypliwy, ale tylko po to, by zwrócić uwagę na zachowania, które mogą przyczynić się do tragedii. Niezależnie, czy jesteś kierowcą w nowej, błyszczącej strzale, czy pieszym, który musi zdążyć na tramwaj, zwracajmy na siebie uwagę i pamiętajmy, że nie jesteśmy sami na ulicy. Zaoszczędzimy sobie nerwów, zdrowia, a czasem i życia.

---> SKOMENTUJ

Bajki są dla dzieci. Bajki są niemęskie. Bajki są nudne.

To 3 kłamstwa, które wciąż są utrwalane na temat filmów animowanych. Jako dumny posiadacz „Króla Lwa” na kasecie VHS i fanatyk serii „Toy Story”, postaram się przełamać ten krzywdzący stereotyp. Zwłaszcza, że za oknem mamy już jesień, a nic Was tak nie rozgrzeje, jak abstrakcyjna opowieść od Pixara.

To co sprawia, że wolę obejrzeć nową bajkę, niż zapuścić koljeny odcinek „Mad Mena”, to…

 

Oderwanie od rzeczywistości

Niby oglądając filmy sensacyjne, seriale oparte na powieściach fantasy, czy polskie komedie romantyczne, można uzyskać ten sam efekt. Ale tylko niby. W przypadku bajek, jest to szczególny odlot. Mimo, iż są alegorią do naszego świata, to jednak błyskawicznie pozwalają zapomnieć o przymiotach codzienności. Przenoszą nas w inny, niekoniecznie lepszy, ale zdecydowanie ciekawszy świat. Tam wszystko jest nowe  i angażujące. Przedostając się przez kolejne lokacje, mamy chyba większą radochę z ich odkrywania, niż główny bohater.

Oglądając „Potwory i spółka”, do piątej minuty jeszcze pamiętałem o tym, że muszę zapłacić rachunek za telefon i umówić transport do przeprowadzki, ale po dziesiątej już nie. Po kwadransie byłem jednym z włochatych potworów i wszystkie moje procesy myślowe skupiały się na znalezieniu sposobu, dzięki któremu będę jeszcze skuteczniej straszył dzieci. Gdyby ktoś w tym momencie spytał mnie o NIP, PESEL lub PIN do telefonu, najprawdopodobniej bym go nie zrozumiał i uznał, że mówi w jakimś nieznanym mi narzeczu. Albo, że jest nietrzeźwy.

Warto zatracić się w takiej wyimaginowanej rzeczywistości, choćby dla higieny psychicznej i chwilowego resetu pamięci krótkotrwałej. Byłoby to dużo trudniejsze, gdyby nie…

 

Efekty specjalne

Choć na dobrą sprawę trudno mówić, tu o jakichś konkretnych efektach specjalnych, skoro cały film jest wygenerowany komputerowo. Maszyny, które na co dzień obliczają loty statków NASA, wypluwają te barwne scenerie i plastyczne bryły głównych bohaterów. Po co? Właśnie po to, by były świeże i nie kojarzyły się z niczym innym.

Przez to, że nie mamy tu do czynienia z ludźmi i przypisanymi do nich ułomnościami, postacie nie „grają” tak jak im się uda, lecz tak jak faktycznie chce reżyser. Widząc Penelopę Cruz, w kolejnej roli, bywa, że wciąż mamy skojarzenia z „Elegią”, czy „Vanilla Sky”. W przypadku bohaterów bajek, jest to niemożliwe. To samo odnosi się do otoczenia. Nie jest takie, do jakiego udało się dotrzeć i sfilmować. Nie jest też kliszą z setki innych fabuł rozgrywających się w Nowym Jorku. Jest nowe, czyste i w pełni zgodne z założeniami twórców filmu.

Ktoś powie, że animacja 3D też nie jest wolna od wad, bywa, że tła są pozbawione detali i zdarzają się niedoróbki. To prawda. Trudno z tym polemizować, ale w moim mniemaniu osoby pracujące nad filmem i tak mają nieporównywalnie większą kontrolę nad tym, co sobie zakładali na starcie produkcji, a co uzyskują jako finalny efekt. Jednak z perspektywy ogólnej i tak dużo istotniejszy jest fakt, że bajki…

 

Jednocześnie wywołują emocje i niosą przesłanie

Śmiem twierdzić, że to dwie wartości, które chciałby zawrzeć w swojej pracy każdy twórca. Udaje się to jednak tylko nielicznym, niezależnie czy mówimy o kinie, muzyce, malarstwie, bodypaintingu czy blogosferze. Pozostając jednak przy filmach, to z moich obserwacji wynika, że najczęściej dzielą się na 4 kategorie:

– te, które bawią i nie niosą nic więcej ze sobą,

– te, które trzymają w napięciu, dostarczają ekscytacji, ale również pozbawione są głębszego sensu,

– te, które mają mocny zapdający w pamięć przekaz, ale są ciężkie i smucą,

– te, które są miksem powyższych i chciałby nieść przesłanie, ale jakoś go nie donoszą.

Bajki natomiast, dostarczają pełne spektrum emocji i zawsze wypływa z nich jakaś myśl. Nastroje przechodzą od głębokiego smutku, po niepohamowaną radość. Są katharsis, katalizatorem wewnętrznych napięć, złych emocji i niepokoi. Po ciężkim tygodniu, gdy lecę przez kolejne dni z duszą na ramieniu, urywając głowę na każdym zakręcie, puszczam sobie „Ratatuj” i czuję się wyluzowany jak nigdy. Przy czym, między śmiechem, a wzruszeniem, nigdy nie ginie puenta. Morał zawsze jest wyczuwalny.

Scenarzyści filmów obyczajowych, mogli by się uczyć od „Epoki lodowcowej” jak budować wzorce osobowe. Od „Toy Story” jak się tworzy spójne i zaskakujące zwroty akcji. A od „Jak wytresować smoka” jak opowiedzieć oklepaną historię, by wcale na taką nie wyglądała. Zresztą większość bajek porusza zgrabniej poważniejsze tematy, niż niejeden „film dla dorosłych”. I nie napisałem tego tekstu, by usprawiedliwiać swoje mało popularne preferencje. Nie. Napisałem go dlatego, że…

 

Chcę przeciągnąć jak najwięcej osób na swoją stronę

Filmy animowane, to niesłusznie niedoceniany gatunek przez dorosłych, który może dostarczyć im rozrywki. Jeśli nie tyle, co Batman, Bond i Iron Man, to na pewno więcej, niż kolejne części „Kac Vegas”, American Pie”, „Szklanej pułapki” i filmów wypuszczanych w okolicach 14 lutego. Moje typy już znasz, ale założę się, że Ty też widziałeś przynajmniej jedną bajkę, którą mógłbyś polecić z ręką na dowodzie dorosłemu.

Śmiało, wrzuć jej tytuł w komentarzach. Zobaczymy ile osób jest w stanie docenić uniwersalność „filmów dla dzieci”.

---> SKOMENTUJ

Każda podróż Polskimi Kolejami Państwowymi, to końska dawka inspiracji do postów na bloga. Rozmowy, zachowania i wygląd współpasażerów nieustannie mnie zadziwia, mimo iż zwykłem udawać takiego, co to widział już wszystko. Nie inaczej było podczas ostatniego przejazdu TLK na trasie Kraków-Warszawa. Dowiedziałem się sporo o życiu, śmierci i związkach damsko-męskich, a przede wszystkim miałem okazję do zanurzenia się w głębokich rozważaniach, dzięki którym dotknąłem jądra prawdy.

Te sytuacje nie miałaby miejsca, gdyby nie współcześni myśliciele, których udało mi się spotkać w niepozornym wagonie drugiej klasy.

 

Tylko ludzie mają wolę?

Występujące osoby: ja (Ja) i nastoletni 30-latek z czołem do połowy karku i dredami po bokach (Filozof)

Ja: -Dzień dobry, wolne?

Filozof: – Jak widać.

Ja: – No właśnie nie widać, bo leży tam czyjaś torba.

Filozof: – Ale czy ta torba ma wolę, by celowo mogła zająć to miejsce?

 

Życie to nie sieć telefonii komórkowej

Występujące osoby: pół-dres w swetrze i Shoxach (Filozof1), pół-dres w pełnym cywilnym przebraniu (Filozof2)

Filozof1: – Ćwiczysz nie?

Filozof2 – No, podnosi się czasem, a co?

Filozof1: – Ładna Łapa. To na sucho, czy coś odżywiasz?

Filozof2 – Na początku witaminki, teraz tylko czysto.

Filozof1: – I nie schodzi ci?

Filozof2: – Jak dobrze mase zrobisz, to nie schodzi.

Filozof1: – No racja.

Filozof2: – Ale po Sanrajsie trochę bicek spadł. Jak tankujesz, to ci wszystko klapie.

Filozof1: – Byłeś na Sanrajsie?

Filozof2: – Z ziomkiem uderzyliśmy w bawke. Balet opór.

Filozof1: – Ja się z bracholem 4 lata zbieram, ale to wiesz, jak sójka za morze.

Filozof2: – Nie no, z życia to trzeba korzystać. Sanrajs, Mejdej, ciągle gdzieś się jeździ.

Filozof1: – No, no, trzeba.

Filozof2: – Bo wiesz jak, życie to nie minuty w Orendżu, że ci na następny miesiąc przejdzie.

 

Mężczyźni nie dają mleka

Występujące osoby: dres (Filozof) i miss osiedla w kozakach za kolano (Filozofka)

Filozof – Idziesz że?

Filozofka: – Nie, kwitne. Może byś mi tak łaskawie pomóg?

Filozof – A co ci jest?

Filozofka: – Gówno!

Filozof – Ciote masz czy ci zemby rosnom?

Filozofka: – Jesteś nierób, luj parkowy i prostak! Nie widzisz, że mi ciężko z tom torbom?!

Filozof – Takom se wziełaś, to takom se noś. Było pakować tyle szmat?

Filozofka: – Ty luju jeden! Ty nierobie! Śpisz u mnie, jesz moje i…

Filozof – I ci mieszkanie cały tydzień za frajer robiłem!

Filozofka: – Łazienke 5 dni ześ malował, a kuchnia dalej nie zrobiona stoi, bo ci sie trzeźwieć nie zdarza! Alkoholiku!!

Filozof – Ty z twojom mamuśkom, to byście mnie obie zasuszyły. Tylko robić, robić, jak wołu w polu!

Filozofka: – Boże, co ja z tobom robie, jesteś beznadziejny!! Jak wszyscy faceci! Wszyscy jesteście tacy sami!!! Jesteście jak te psy, co dużo szczekajom, a mało mleka dajom!!

 

Nic nie trzeba

Występujące osoby: ja (Ja), konduktor (Pan Filozof), urocza staruszka z tabletem (Pani Filozof)

Ja: – Można bilet?

Pan Filozof: – Pewno, że można, nawet trzeba, hehe!

Pani Filozof: – Trzeba tylko jeść, spać i wydalać. Cała reszta to konwencje.

 

***

 

Mijam ich, jestem świadkiem naocznym. Jak nie Hegel w WARSie, to Platon w bezprzedziałowym. Kant częstuje mnie jagodzianką, Nietzsche ciśnie się gdzieś w tłoku. PKP jest pełne filozofów.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Defenestre

---> SKOMENTUJ