Close
Close

Sennheiser Momentum On – test sprzętu

Skip to entry content

Gdy dostałem maila w sprawie współpracy związanej z nowymi słuchawkami Sennheisera, ucieszyłem się, ale wiedziałem, że przy ewentualnym teście będę wyjątkowo nieobiektywny.

W liceum, wraz z kumplami, byłem doszczętnie pochłonięty muzyką, Fruity Loopsem i szukaniem nowych sampli. W tamtych czasach Sennheiser był jedną z marek, do których wzdychaliśmy przed spaniem i zaraz po przebudzeniu. Każdy chciał mieć słuchawki z tym charakterystyczny „s”, a jeszcze lepiej mikrofon. Wyżej wymieniony sprzęt jednoznacznie kojarzył nam się z jakością. Wysoką jakością. A mając go w rękach, pozytywne odczucia nie kończył się na skojarzeniach. I jest tak do tej pory.

Jak tylko dostałem „Momentum On”, jeszcze przed podłączeniem do wieży, pierwsze co zwróciło moją uwagę, to…

 

Dbałość o detale

Słuchawki Sennheiser Momentum On-Ear test sprzętu 1

Już samo „opakowanie” w jakim sprzedawane są słuchawki robi wrażenie. Elegancki pokrowiec, do którego chowając sprzęt, masz pewność, że przy żadnej większej podróży nic mu się nie stanie. Ale ja nie o pokrowcu.

Słuchawki Sennheiser Momentum On-Ear test sprzętu 2

Słuchawki Sennheiser Momentum On-Ear test sprzętu 3

Ramię, na którym osadzone są głośniczki, wykonane jest z nierdzewnej stali i obite zamszem. Złamanie przy przypadkowym kopnięciu/stanięciu/siadzie płaskim raczej nie wchodzi w grę. Sprawdzałem w warunkach bojowy, nic im się nie stało. Głośniczki też są osadzone w taki sposób na ramieniu, żeby trudno było je urwać, a jednocześnie łatwo dostosować do ucha. Można je wyginać na boki, przeciągać w górę i w dół, bez narażenia na szwank.

Słuchawki Sennheiser Momentum On-Ear test sprzętu 6

Oprócz tego głośniczki obite są milusim, mięciutkim materiałem, który daje bardzo miłe wrażenie przy kontakcie z uchem (ja osobiście mam przed oczami misia z reklamy Cocolino). Coś co również rzuciło mi się w oczy, to zakończenie kabla przy wtyczce. Celowo kończy się on pod kątem 90-ciu stopni i wzmocniony jest dodatkową osłonką, po to aby możliwość przetarcia zniwelować do zera. Nie ma nic bardziej irytującego, niż ten moment w tanich słuchawkach, gdy kable przy wtyczce przestają stykać i słyszysz dźwięk tylko w jednym kanale.

Okej, wykończenie, wykończeniem, ale słuchawki mają  jeszcze…

 

Bajery

Słuchawki Sennheiser Momentum On-Ear test sprzętu 5

Super, hiper, mega, ekstra bajerem, który złapał mnie za serce mocniej, niż chirurg przy transplantacji, jest wypinany kabel. Boże, gdyby mi płacili za każdym razem, gdy wyrwałem kabel ze słuchawek, to już dawno przestałbym pisać bloga i został rentierem. Tego typu „usterka” to moja największa zmora. Niezliczoną ilość razy siedziałem przy laptopie i zapominając, że mam na sobie słuchawki, wstawałem wyrywając kabel i niszcząc sprzęt bezpowrotnie. Albo wracając z herbatą nieświadomie zahaczałem o niego, co skutkowało tym samym. W „Momentum On”, w takiej sytuacji, można po prostu wypiąć zepsuty kabel i wymienić na nowy (zapasowy dostajemy w komplecie). Takie proste, a takie genialne. Zakochałem się.

Słuchawki Sennheiser Momentum On-Ear test sprzętu 4

Mniejszą miłością pałam już do tego, że w kablu przy słuchawkach znajduje się minipilot, na którym można pogłaśniać/ściszać muzykę i odbierać połączenia telefoniczne. Świetna opcja, ale tylko na iPhone’a. Tak, świat technologii nie jest sprawiedliwy.

Natomiast bardzo sprawiedliwa jest jakość dźwięku. Na tych słuchawkach po prostu…

 

Wszystko słychać!

Słuchawki Sennheiser Momentum On-Ear test sprzętu

Mam taki rytuał, że zawsze gdy kupuję nową płytę, najpierw w spokoju przesłuchuję ją na słuchawkach, a dopiero potem puszczam na kolumnach.  Robię to po to, żeby bardziej się wczuć, skupić i wyłapać wszystkie smaczki na drugim i trzecim planie. Słuchając muzyki na wieży nie jestem w stanie wyodrębnić wszystkich instrumentów. Nie wiem czy to kwestia tego, że nie mam monitorów studyjnych, czy, że mam źle zaaranżowane wnętrze, czy chodzi po prostu o psychoakustykę. Tak czy inaczej, gdy chcę usłyszeć każdy dźwięk, zakładam słuchawki.

I zakładając „Momentum On” mocno się zdziwiłem.

Przy płytach/utworach, które wydawało mi się, że znam doskonale okazało się, że jestem w błędzie. Na tych słuchawkach po prostu słychać wszystko. Wszystko co słyszałeś wcześniej i wszystko o czym nie miałeś pojęcia, że znajduje się w danym utworze. Zakładasz je i nagle okazuje się, że w Twoim ulubiony kawałku są jeszcze 2 linie melodyczne, o których nie wiedziałeś. Szok! Puste gadanie o tym, że dźwięk jest czysty zostawiam do reklam w gazetach.

Na tym sprzęcie jeśli wchodzi bas, to oprócz tego, że masz go w uszach, czujesz go na całym ciele. Hi-haty cykają ostro jak brzytwy, a stopa kopie mocno jakbyś miał perkusję ustawioną tuż za swoimi plecami. Ale i tak największe wrażenie robi brzmienie wszystkich synthów. Muzyka nabiera nowego wymiaru. Syntezatory skrzą się na pierwszy planie, nie dominując jednak kompozycji, po czym dogasają głęboko w tle będąc cały czas wyraźne. Tu nie ma gorszych i lepszych pasm częstotliwości. Dół, środek i góra idą równie mocno i głęboko. Cholera, tak to chciałem słyszeć!

 

Więcej info?

Cóż, ostrzegałem, że będę nieobiektywny, ale jeśli chcesz mnie sprawdzić, to jest okazja. Na stronie producenta właśnie rozpoczął się konkurs, w którym możesz wygrać Sennheiser „Momentum On” i skonfrontować, czy te słuchawki faktycznie takie fajne. Tam znajdziesz też szczegółową techniczną specyfikację sprzętu. Oprócz tego warto zajrzeć na kanał i fanpage Senheisera, gdzie na bieżąco pojawiają się treści z okołomuzycznego światka.

(niżej jest kolejny tekst)

39
Dodaj komentarz

avatar
16 Comment threads
23 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
18 Comment authors
Zimowa ścieżka dźwiękowaPłyty, przy których zmarznieszFly Style #8 – Wielki Zderzacz HadronówHashtagi w muzyceAdam Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Muszkieter
Gość

Sam używam Zenków, ale nie aż tak wypasionych :) Wyglądają mimo wszystko na dosyć delikatne. Jak duże są gąbki? Zakrywają uszy? Jak wygląda sprawa przenoszenia dźwięku na zewnątrz, tzn. czy jak odpalisz głośno muzę, czy otoczenie dostaje apopleksji? :) Pytam, bo słuchawek używam często, jak nie chcę przeszkadzać innym i słuchać tego, co mi się podoba :)

Grzeczny Chłopiec
Gość

Są jak dobra dziewczyna – wyglądają na delikatne, a w środku są twarde :) Gąbki pokrywają się z uchem, ale nie zakrywają go (widać to chyba trochę na ostatnim zdjęciu). Co do wydostawania się dźwięku na zewnątrz, to tak, jak puścisz głośno muzykę otoczenia ją słyszy, ale w granicach przyzwoitości.

malvina-pe.pl
Gość

„Są jak dobra dziewczyna – wyglądają na delikatne, a w środku są twarde” – o, to zupełnie tak, jak ja ;) Wniosek? Potrzebuję Sennheiserów. Sprawnych. Bo zepsute już mam :P

Grzeczny Chłopiec
Gość

No faktycznie, muszę przyznać, że ze sprawnymi fajniej :)

Justyna Sekuła
Gość
Justyna Sekuła

:D

Kwiatek
Gość

Ja to mogę test Trittonów Pro 5.1 zrobić a co do tekstu fajne te zenki.

Gocha
Gość
Gocha

Taki bajer z wymiennym kabelkiem to by mi się przydał, bo już 17 par takim przecieraniem i wyrywaniem załatwiłam. Wrrr, paskudztwo!

Karzeł
Gość
Karzeł

Kurcze, muszę przyznac, że mnie przekonałeś tym testem :) Chyba bede wiedzial co zrobić z kasą za nadgodziny :)

aventia
Gość
aventia

Nie bij, ale fanką sprzętu muzycznego nie jestem, ale… aaaa, zdjęcie bez bandaży! :D
Tak, już dawno „obczaiłam” Cię na FB, ale i tak fajne :P

Grzeczny Chłopiec
Gość

Ej, ej, przecież był vlogi bez bandaży :)

aventia
Gość
aventia

To nie to samo:-)

Shit-test – co to jest, jak go przejść i czemu kobiety robią je facetom?

Skip to entry content

Dzień, w którym dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak shit-test pamiętam dość dobrze. Prawie tak dobrze, jak moment, w którym zorientowałem się, że jeśli stanę na łączeniu płyt chodnikowych, to ulica nie wybuchnie. Też dotarło do mnie, że to co robiłem wcześniej było zupełnie bez sensu, a świat zaczął wyglądać nieco inaczej. Gotowy na połknięcie czerwonej pigułki i wyjście poza Matrixa? To jedziemy!

Co to jest shit-test?

Shit-test pochodzi ze slangu trenerów uwodzenia i profesjonalnych podrywaczy i można tłumaczyć go na polski dosłownie: to test, którym kobieta sprawdza, czy nie wciskasz jej gówna. Mniej dosłownie: niewinne zdanie lub pytanie, na podstawie którego dziewczyna błyskawicznie klasyfikuje jakim typem faceta jesteś. Za jego pomocą weryfikuje, czy wersja siebie, którą próbujesz jej sprzedać, to tylko przyjęta przez Ciebie poza na potrzeby podrywu, czy faktycznie taki jesteś.

W skrócie: shit-test, to błyskawiczny sprawdzian Twojej osobowości.

Po co kobiety robią shit-testy?

Żeby bez wysiłku odsiać ziarno od plew.

Nieco ponadprzeciętnej urody dziewczyna niestroniąca od imprez, zwłaszcza w klubach, słyszy średnio co trzy piosenki, że ma ładne oczy i co cztery, że z taką jak ona, to można by ołówki z IKEI kraść. Że jej cielęcinkę, to jak Reksio szynkę, nawet nie trzeba mówić, bo mokra intencja spływa adoratorowi po twarzy razem z potem. Innymi słowy: ma branie. I najczęściej wśród typów, z którymi nie chciałaby się wymienić nawet spojrzeniem. Skutkuje to tym, że nawet, gdy nie podbijasz z tekstem, że jej stary to na bank jest złodziejem, bo ukradł gwiazdy i wsadził jej w oczy, to ona i tak odruchowo zakłada, że:

a) chcesz wyłącznie dobrać jej się do majtek (więc sprawdza shit-testem, czy zależy Ci na czymś więcej niż seksie)

b) jesteś za cienki w uszach, żeby do niej startować (więc sprawdza shit-testem, czy jesteś z jej ligi i nie zrobi błędu dając Ci szansę)

Czasem pojawia się jeszcze jedna motywacja:

c) jest nauczona, że relacja damsko-męska to wojna, a ona nie wie, gdzie masz granice (więc sprawdza shit-testem na ile może sobie pozwolić)

jeśli jednak zdarza się to na zaawansowanym etapie znajomości i na tyle często, by to zauważyć, to lepiej uciekać od takiej. Zdrowi ludzie nie sprawdzają w kółko, czy mogą Ci stanąć butami na głowie. Po prostu tego nie robią, bo to pojebane.

Jak wyglądają shit-testy?

Czyli, w którym momencie flirt zamienia się w egzamin, stwierdzający, czy jesteś godzin jej uwagi, numeru telefonu i kontaktu z florą bakteryjną? W każdym. Ale najczęściej, gdy w trakcie podrywu słyszysz jeden z poniższych tekstów.

– Postawisz mi drinka? – sprawdza, czy uważasz, że musisz kupować sobie jej uwagę, czy w swoim mniemaniu jesteś na tyle interesujący, że będzie z Tobą rozmawiać nawet, gdy odmówisz

– Musisz się bardziej postarać – sprawdza, czy może Cię zdominować i sprowadzić do roli maskotki

– Mówisz to wszystkim dziewczynom? – sprawdza, czy jesteś masowym podrywaczem i bierzesz co się nawinie, czy chcesz spędzić wieczór stricte z nią

– Nie daję swojego numer nieznajomym – sprawdza, czy nie jesteś desperatem, który zacznie ją błagać o numer albo wariatem-stalkerem

– Jesteś dla mnie za niski/wysoki – sprawdza, czy kwestia Twojego wzrostu jest tak naprawdę problemem dla Ciebie

– Pójdziesz do szatni po mój płaszcz? – sprawdza jak bardzo jesteś uległy i czy będziesz posłusznym pieskiem wykonującym polecenia

– Któraś się złapała na ten bajer? – sprawdza, czy wystarczy prosty przytyk do sposobu w jaki podrywasz, żebyś odpuścił, czy masz jaja, żeby grać z nią dalej

– Dzięki, ale mam chłopaka/jestem lesbijką – oczywiście może być tak jak mówi, ale w większości przypadków, to po prostu filtr odsiewający płotki i sprawdzający poziom Twojej determinacji

Jak przejść shit-test?

Jak już ustaliliśmy, shit-test jest egzaminem, który musisz zdać lub też piłeczką, którą musisz odbić, jeśli chcesz posunąć się do przodu w relacji ze stosującą go kobietą. Poprawnych odpowiedzi na szczęście jest więcej niż na maturze i wcale nie trzeba uczyć się ich na pamięć, żeby wpasować się w klucz. Są 3 głownie strategie rozwiązywania tego typu quizów, jednak niezależnie, którą z nich wybierzesz, musisz pamiętać o najważniejszej kwestii: nigdy, przenigdy, nawet pod groźbą wazektomii, NIE TŁUMACZ SIĘ!

Niestety w tej grze jest permanentne domniemanie winności, a jej naczelna zasada to, że winny się tłumaczy. Jeśli więc zaczniesz racjonalnie ją przekonywać, że nie uważasz, żebyś był niski albo, że wcale nie jesteś podrywaczem i przyszedłeś do klubu po prostu się pobawić, to przegrałeś. Serio, tłumaczenia pozostaw na rozprawy sądowe, a jeśli chcesz przejść gówno-sprawdzian, to wykorzystaj któryś z poniższych wariantów.

1. Zbycie absurdalnym żartem.

– Mówisz to wszystkim dziewczynom?
– Tylko tym, których imię kończy się na „a”.

– Dzięki, ale mam chłopaka.
– Ja też, ciągle nie mogę go nauczyć, żeby nie sikał na deskę.

– Z iloma dziewczynami spałeś przede mną?
– Za kogo ty mnie masz? Seks dopiero po pierwszym dziecku.

Niezależnie, czy chcesz kogoś poderwać, czy sprzedać mu zestaw garnków za 5 koła, gdy poznajesz nową osobę Ty jesteś na jednym brzegu, a ona na drugim. Wskoczenie w ciuchach do rzeki jest pomysłem z puli tych mniej przybliżających Cię do niej. Potrzebujesz wybudować most między Wami, a śmiech jest świetnym stelażem, po którym można się poruszać i nakładać kolejne warstwy. Jeśli nie wiesz jak wybrnąć z jakiejś sytuacji w trakcie podrywu – rzuć żartem. W najgorszym wypadku tylko jedno z Was zakończy spotkanie w dobrym humorze. Ty.

2. Zignorowanie.

Opcja dla chłopaków mocniej zaprawionych w bojach, ewentualnie z silniejszym poczuciem własnej wartości. Jeśli słyszy pytanie, czy postawisz jej drinka albo popilnujesz torebki, gdy będzie tańczyć z koleżanką na parkiecie, zachowuj się, jakby Twoja kilkuletnia siostra spytała, czy dłubiesz w nosie. Zignoruj to i zrób minę, jakby to było tak niepoważne, że tylko z grzeczności nie będziesz odpowiadał.

3. Konfrontacja.

– Postawisz mi piwo?
– Chcesz, żebym cię kupił, czy upił?

– Jesteś dla mnie za niski.
– A ty dla mnie zbyt wymalowana, ale chyba nie ma sensu oceniać książki po okładce?

– Musisz się bardziej postarać.
– Zawsze masz takie roszczeniowe podejście, czy tylko gdy ktoś próbuje Cię poznać?

Tu już wchodzimy z drzwiami. Chce grać w wojnę? Potrzebuje dowodu, że nie dajesz sobie wchodzić na głowę? To proszę bardzo. Zagranie ryzykowne, przy czym całe ryzyko sprowadza się do tego, czy odbijesz greps wystarczająco przekonująco. Wyczuje w Tobie moment zawahania i leżysz. O ile przy ignorowaniu było wyrównywanie siły i ustawianie się w pozycji równowagi, o tyle tu jest przechylanie szali dominacji na Twoją stronę.

Czy w ogóle warto przechodzić shit-testy?

Pytanie, od którego tak naprawdę powinniśmy zacząć.

Część kobiet stosuje shit-testy z pełną premedytacją w wyniku uczenia się zarządzania relacjami, część zupełnie nieświadomie, kopiując te zachowania od koleżanek lub matek. Cześć z nich ma zawyżoną samoocenę i musi sprawdzić, czy aby na pewno jesteś ich wart. A część nie zadziera nosa, ale trafiła na pluton ruchaczy w przebraniach mężczyzn szukających związku i instynkt samozachowawczy każe im się przed nimi bronić.

Warto wiedzieć jak przechodzić shit-testy dla tych ostatnich.

Sokołów vs Kocham Gotować: 9 kwestii prawnych, o których nie wiedziałeś

Skip to entry content

Od dwóch (trzech?) tygodni internet żyje tatarem, Sokołowem i Piotrkiem Ogińskim z „Kocham Gotować”. Vlogerzy wspierają swojego, szydząc z mięsnej przetwórni. Blogerzy spierają się ze sobą dostarczając NaTemat opinii do przedruku. Gazecie.pl zresztą też. Między tym wszystkim miotają się zdezorientowani internauci, którzy na każdy nowy nius reagują w jeden sposób – nienawiścią do Sokołowa. Ich fanpage powinien zmienić nazwę na hatepage, bo od wybuchu „Tatar Gate” nie ma tam ani jednego komentarza, który byłby choć neutralny.

Tak jak w przypadku „zawieszonej kawy”, wiele opinii, komentarzy i wypowiedzi bazuje na przypuszczaniach, jawnych błędach, czy nieznajomości faktów. Żeby trochę rozjaśnić sprawę, poprosiłem mojego przyjaciela Michała, który z zawodu jest prawnikiem, o konsultacje, dzięki czemu udało mi się wyjaśnić podstawowe aspekty i ustalić, jak to z tym tatarem faktycznie jest. Poniżej 9 kwestii prawny, które (mam nadzieję) pomogą zrozumieć Wam całą sprawę i dadzą odpowiedź, co i jak można mówić o marce i jej produktach.

 

1. Sokołów mógł pozwać Piotrka

Każdy człowiek, jak i osoba prawna (jaką jest spółka akcyjna) ma prawo do chronienia swoich dóbr osobistych, a jednym z nich jest dobre imię. W związku z czym, jeśli Sokołów jako przedsiębiorstwo uznał, że Piotrek naruszył ich dobre imię, to jak najbardziej mógł złożyć pozew, aby sąd rozstrzygnął, czy faktycznie tak było.

 

2.  To Piotrek będzie udowadniał

Odpowiedzialność cywilną powoduje dopiero bezprawne naruszenie dóbr osobistych, czyli można bezkarnie naruszać cudze dobra osobiste, jeżeli naruszenie nie jest bezprawne. Gdy naruszymy dobro innej osoby i jej się to nie spodoba na tyle, że złoży pozew, to istnieje domniemanie bezprawności tego naruszenia. Oznacza to, że na starcie przyjmuje się iż każde naruszenie jest bezprawne. Innymi słowy, to nie osoba wnosząca pozew musi udowodnić, że naruszenie jej dóbr osobistych było bezprawne, tylko pozwany musi udowodnić, że jego działanie nie nosiło cech bezprawności.

To domniemanie można obalić wykazując, że dokonane naruszenie nie było bezprawne. Na przykład udowadniając, że zostało dokonane w interesie społecznym. Piotrek więc przyjmując tę linię obrony, musi dowieść, że mówił prawdę o tatarze, po to aby przestrzec ludzi (działał dla wyższego celu).

 

3. Nie test był problemem, a stwierdzenie, że w tatarze jest chemia

To, że Piotrek porównał dwa produkty i poddał jej testowi organoleptycznemu nie było powodem zamieszania. Do tego trudno się doczepić. Jeżeli doszło do naruszenia, to dopiero poprzez stwierdzenia „mięso z Sokołowa zawiera kupę chemii”, „jeśli będziecie jeść taką chemię, to gwarantuję wam, że będziecie świecić w nocy”, „nie wiem co to jest, ale mięsem to na pewno nie jest”.

 

4. Opinię można wyrażać swobodnie. Twierdzenia o faktach powinny być zgodne z prawdą

Opinia o danym produkcie to subiektywne odczucie, do którego każdy ma prawo. Jeśli coś Ci nie smakuje, to śmiało możesz to powiedzieć, jednak skupiając się na osobistych wrażeniach – „nie podoba mi się smak/kolor/zapach”. Odnosząc się jednak do cech fizycznych (właściwości, składu itd.), Twoje wypowiedzi muszą bazować na faktach. Parafrazując, jeśli mówisz, że to mięso jest z psa i wyrasta po nim trzecia ręka, to dobrze, żebyś miał resztki budy w garażu i pod telefonem kogoś z pięcioma kończynami.

 

5. Usunięcie filmu to standardowa procedura

Sokołów wniósł o usunięcie spornego filmu, ponieważ jest to tak zwane zabezpieczeniu powództwa. Zabezpieczenia udziela się wtedy, gdy jego brak uniemożliwiłby lub poważnie utrudnił wykonanie zapadłego w sprawie orzeczenia, lub w inny sposób uniemożliwił lub poważnie utrudnił osiągnięcie celu postępowania w sprawie. Żądający zabezpieczenia musi jedynie uprawdopodobnić swoje roszczenie.

Przekładając na polski, jeżeli filmik byłby wyświetlany przez cały czas trwania procesu, to dobra osobiste nie zostałyby w ogóle ochronione, nawet przy korzystnym dla Sokołowa wyroku. Skutki naruszenia byłyby tak ogromne, że aż nieodwracalne, więc ewentualne przeprosiny, czy też zakaz wyświetlania dopiero od momentu uprawomocnienia się wyroku, nic by nie dał.

To jest oczywiście teoria. W obecnej rzeczywistości, w której niemal każdy ma dostęp do internetu, samo usunięcie filmiku przez Piotrka nic nie dało. Niemal natychmiast pojawiły się kopie na innych kontach i de facto przez sam pozew więcej osób zainteresowało się filmikiem i go obejrzało, niż przed nim.

 

6. Piotrek nie pójdzie siedzieć

To nie jest proces karny, a cywilny, w związku z czym nawet po ogłoszeniu niekorzystnego wyroku dla Piotrka, nie ma możliwości aby poszedł do więzienia. Tak, hasło „siemanko, witam w mojej celi” jest nieadekwatne.

 

7. Nie grzywna, nie kara, nie zadośćuczynienie, nie odszkodowanie

150 000 złotych, których oczekuje Sokołów, to odpowiednia suma pieniężna na wskazany cel społeczny (tak to się dokładnie nazywa). Kara jest w procesie karnym dla przestępców (lub dla tych, którzy popełnili wykroczenie). Grzywna jest jedną z kar. Zadośćuczynienie to pieniądze dla pokrzywdzonego (w tym przypadku Sokołowa) za doznane krzywdy i cierpienia. Odszkodowanie to pieniądze dla poszkodowanego, które mają naprawić szkodę majątkową (gdyby Sokołów wykazał, że przez tę akcję nie sprzedał mięsa za ileś tam set tysięcy złotych). Natomiast kwota, której żąda spółka, to właśnie odpowiednia suma pieniężna na wskazany cel społeczny. Pełni ona funkcję kompensacji pośredniej doznanych krzywd i zawsze idzie na jakiś szczytny cel.

Co ważne, aby żądana kwota została zasądzona, Sokołów musi dodatkowo udowodnić, że działanie Piotrka było zawinione (konkretnie, że chciał naruszyć dobre imię Sokołowa lub przynajmniej, że powinien obiektywnie zdawać sobie sprawę z tego, że może swoim filmikiem doprowadzić do takiego naruszenia).

 

8. Piotrek będzie mógł odwołać się od wyroku

W tej chwili sprawa toczy się przed Sądem Okręgowym w Gliwicach, który jest w tej sprawie sądem I instancji. Od wyroku przysługiwać będzie apelacja, jako zwyczajny środek zaskarżenia, do Sądu Apelacyjnego w Katowicach. Wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach zakończy zwyczajną procedurę (ale może też uchylić wyrok sądu I instancji i przekazać sprawę do ponownego rozpoznania). Są też nadzwyczajne środki zaskarżenia, na przykład skarga kasacyjna do Sądu Najwyższego. Z tym że, tego typu skarga przyjmowana jest do rozpoznania (i ewentualnie uwzględniana) tylko po spełnieniu bardzo rygorystycznych przesłanek.

 

9. To sąd podejmie decyzję, czy 150 000zł jest adekwatną kwotą

To, że Sokołów zażądał 150 000zł, wcale nie oznacza, że w momencie wygrania sprawy, Piotrek będzie musiał tyle zapłacić. Ostateczną decyzję o wysokości kwoty podejmuje sąd. Może nie zasądzać tej kwoty w ogóle, zasądzić jej część albo zasądzić ją w pełnej żądanej wysokości. Podejmując tego typu decyzję bierze pod uwagę takie okoliczności, jak:  rodzaj naruszonego dobra, rozmiar doznanej krzywdy, intensywność naruszenia, stopień negatywnych konsekwencji dla pokrzywdzonego, nieodwracalność skutków naruszenia, stopień winy sprawcy, czy sytuację majątkową i osobistą zobowiązanego.

 

***

 

Jeśli coś jest dla Was jeszcze niejasne, o coś chcielibyście dopytać w związku z tą lub podobną sprawą, to śmiało – komentarze są Wasze. Michał obiecał, że w miarę możliwości będzie na bieżąco odpisywał na pytania, więc jeśli jakaś kwestia wybitnie Was nurtuje, to macie okazję rozwiać swoje wątpliwości.

wpis jest wynikiem współpracy z marką Heineken

Heineken Dropped Polska

Umberto Eco powiedział, że kto czyta książki żyje podwójnie. Ja mówię, że kto nie podróżuje nie żyje wcale. I nie są to drydymały zmanierowanego bananowca, który dla zabicia nudy lata sobie na Seszele. Nie. Przez bardzo długi czas nie podróżowałem wcale, bo nie miałem jak, za co i kiedy, ale gdy w końcu zacząłem, to poczułem, że żyję. Żyję przez duże „ż”, długie „y” i głośne „ę”. Ta żądza przygód, niepokój przy starcie samolotu, ekscytacja z wyprawy w nieznane. Dopóki tego nie spróbowałem, nie wiedziałem jakie to przyjemne.

Moim wielkim marzeniem jest lot do Stanów. Śni mi się po nocach, że szwendam się po kultowych nowojorskich miejscówkach, przybijam piątkę z tuzami internetu w Dolinie Krzemowej i konkretnie wygrzewam tyłek w Miami Beach. Póki co miałem okazję zjechać, zlecieć, przepłynąć i zwiedzić tylko niewielką część Europy, ale mimo to uważam, że podróże są zajebiste, bo…

 

Poznajesz ludzi

Czy to lecąc samolotem, czy jadąc pociągiem, czy łapiąc stopa, już w samej podróży poznajesz nowe osoby. Niby nic, tylko jakaś miałka, przelotna znajomość w zatłoczony PKP, ale tylko od Ciebie zależy czy nie wyciągniesz z niej czegoś więcej.

Gdy wybieraliśmy się z Maćkiem do Czech na Hip-Hop Kemp, nie mieliśmy zaklepanego transportu i szukaliśmy jakiejś podwózki po sieci. Znaleźliśmy ogłoszenie gościa, który miał wolne 2 miejsca w aucie i powiedział, że możemy jechać jak dorzucimy się do benzyny. Miał nas tylko podwieźć i tyle. W trakcie podróży tak się zżyliśmy, że potem przez cały festiwal bawiliśmy się razem, do tej pory utrzymujemy kontakt i śmiało mogę nazwać Mariusza swoim dobrym kumplem.

Lecąc z Bartkiem do Paryża mieliśmy nocować u kilku osób z CouchSurfingu. Ania nie dość, że opowiedziała nam o mieście wszystko co powinniśmy wiedzieć jako świeżaki, to jeszcze oprowadziła nas po miejscach, których nie znajdziesz w przewodniku dla turystów. Jeremie przyjął nas lepiej, niż gości na śniadaniu wielkanocnym, częstując najlepszymi regionalnymi specjałami, przy akompaniamencie harmonijki ustnej.

Nie dość, że nie muszę się już martwić o nocleg przy kolejnych wizytach w stolicy Francji, to zyskałem nietuzinkowych znajomych z odrębnej kultury. Innymi słowy, podróże są zajebiste, bo…

 

Poznajesz inny świat

Nie wydostając się poza Polskę B miałem przekonanie, że wszędzie jest tak samo szaro, źle i każdy skrawek zielni został zalany przez beton. Lub reklamami hipermarketów. Filmy niby pokazywały, że jest coś poza ulicami owrzodzonymi blokami i powodzią życiowej bylejakości, ale to filmy. Tak samo jak egzotyczne krajobrazy tętniące życiem, widziałem na nich kosmitów, latające samochody i nie pijących robotników., więc trudno traktować je serio.

Dopiero, gdy zobaczyłem uporządkowany Berlin, leniwą Barcelonę, czy wcześniej wspomniany, zielony Paryż, zobaczyłem, że świat nie ogranicza się do mojego podwórka. Że poza moim osiedlem jest coś więcej. Dużo więcej. Że gdzie indziej może być inaczej, lepiej, ciekawiej. To niby oczywista oczywistość, ale proza codzienności depcze wyobraźnię i skutecznie wybija z głowy myśli o tym, że gdzieś indziej też jest życie. I że możesz się tam znaleźć na dłużej, niż chwilę.

A poza odkrywaniem cywilizowanej części świata jest też ta dzika. Gdzie nie ma butiku ze świeżymi t-shirtami na każdym rogu, prywatnego gabinetu lekarskiego co dzielnicę i jedzenia na telefon. Mówię o tak niemiejskich zakątkach naszego globu jak Kenia, Tanzania, czy Borneo. Podróże do takich miejsc są zajebiste, bo…

 

Odkrywasz siebie

Nie mając pod ręką całej obecnej technologii, dostępu do wszystkich wielkomiejskich udogodnień, ani nawet telefonu do przyjaciela, jesteś zdany tylko na siebie. Poznajesz swoje mocne i słabe strony lepiej, niż na jakimkolwiek teście behawioralnym w korpo. Dowiadujesz się jak silny jest Twój instynkt samozachowawczy i sprawdzasz swoje umiejętności adaptacji. Powrót do korzeni – Ty kontra natura. Stuprocentowa przygoda.

Na tym właśnie bazuje najnowsza kampania Heinekena. Jeden z przedstawicieli naszego gatunku zostanie oderwany od komputera, codziennych obowiązków, i wyrzucony w środku afrykańskiej dżungli. Albo wśród dziewiczych pól ryżu w Azji. Albo na Alasce. Albo na ukraińskich bezdrożach. Gdzie dokładnie wyląduje, dowiemy się już 2 września, a to jak radzi sobie w starciu z matką ziemią będziemy mogli sledzić na specjalnym kanale YouTube Heinekena. Ale o szczegółach (w tym wybitnie dotyczących Was) będzie później.

Wracając do tematu, to tylko 3 najbardziej oczywiste argumenty przemawiające za tym, że podróże są zajebiste. Z pewnością jest…

 

Coś jeszcze

Halo podróżnicy! Dajcie poznać Waszą motywację. Czemu lepiej wybrać się na dziką wyprawę, niż siedzieć w ciepłym domu?