Close
Close

Skąd mam okazję obserwować irytujące zachowania kobiet? Ostatnio mam więcej koleżanek, niż kolegów. W zasadzie, to od dłuższego czasu. Nie wiem na czym to polega, ale na blogu też 74% czytelników jest płci żeńskiej. Nigdy nie zakładałem, że tak będzie, wręcz przeciwnie. Byłem przekonany, że bloguję do podobnych sobie. Facetów. Cóż, najwyraźniej mam jakiś kobiecy styl pisania. Albo wszystkie dziewczyny są przekonane, że za chwilę będę recenzował ekologiczne błyszczyki. Tak czy inaczej, najwyraźniej o czymś nie wiem.

Wracając do tematu – jestem stosunkowo miłym i umiarkowanie kulturalnym człowiekiem. Staram się myć zęby i uśmiechać, jeśli to możliwe. Równie często wkładam czyste skarpety. Nie mam problemu z dogadywaniem się z dziewczynami, kobietami, ani nawet z filolożkami.  Dopóki im jakoś szczególnie nie zależy, żeby się nie dogadać. I nie zaczynają przejawiać jednego z 12 zachowań, które wyprowadzają mnie z równowagi.

Na przykład…

 

#1 – Ja do niej dzwonię, ona odpisuje mi na Facebooku

– Wiesz, że dzwoniłem wczoraj do ciebie?

– No wiem. Nie słyszałam.

– To było ważne. Czemu później nie oddzwoniłaś?

– No przecież odpisałam ci na Fejsie „o co chodzi”?

– Aha.

 

#2 – Zwraca się do koleżanek męskimi odmianami imion

Kasiek, Anek, Gosiek, Asiek, Klaudek. Szkoda, że nie Zygmunt. Jakby Twoja koleżanka chciała mieć męskie imię, to by zapuściła wąsy. Fuj.

 

#3 – Teatralizacja zachowań

Jak się wzrusza, to trzepocze dłońmi, żeby pokazać, że łzy jej lecą. Jak leci refren jej ulubionej piosenki, to trzepocze rękami, żeby pokazać, że dobrze się bawi. Jak się dziwi, to trzepoce rzęsami, żeby pokazać, że zaraz jej się zwoje mózgowe popalą. We wszystkich trzech przypadkach wygląda jak upośledzona.

 

#4 – Torturuje mnie swoimi niedoskonałościami

– Nigdy sobie nie znajdę faceta.

– Już wiem, że pożałuje tego pytania, ale zrobię to – czemu?

– Mam takie wklęsłe policzki…

– Masz normalne policzki.

– Mam tak strasznie wklęsłe policzki…

– Masz normalne policzki. Kaśka ma takie same. Ewa zresztą też.

– Mam takie wklęsłe policzki, nawet Anja Rubik nie ma takich…

– Jesteś 15 kilo od niej cięższa, więc raczej nie możesz mieć tak wklęsłych jak ona, poza tym…

– O, widzisz, przyznałeś, że mam wklęsłe!

 

#5 – Zmiękcza słowa

Na wszelkie „cio tam?”, „pifko” „nio” i „krakufff” reaguję jak anorektyczka na chleb ze smalcem.

 

#6 – Zmienną jest

– Idziemy do Smakołyków?

– Nie, chyba nie jestem głodna.

– Przecież chciałaś umówić się na obiad?

– Bo myślałam, że zgłodnieję do tego czasu. Chociaż kawałek pizzy bym zjadła…

– Ale tu nigdzie nie sprzedają na kawałki.

– Ale weźmiemy na pół.

– Jak weźmiemy na pół, to ja zjem pół, a nie trzy czwarte. No dobra. Chodź do Dominium.

– Nieee, do Dominium, to nie. To chodź na zapiekanki. Wezmę sobie ze szpinakiem!

– Przecież ty nie lubisz zapiekanek?

– Ale tak strasznie zgłodniałam, że już nawet to bym zjadła…

 

#7 – Nie jest w stanie pójść do kibla bez koleżanki

Boję się ludzi, którzy potrzebują asysty przy oddawaniu moczu.

 

#8 – Jest przekonana, że wszyscy na nią patrzą

– Musimy stąd iść.

– Czemu?

– Mam plamę.

– Gdzie?

– Na spódnicy.

– Gdzie?

– Na falbance.

– Gdzie?

– Na prawym udzie.

– Kaśka, tu jest z 250 osób, jest półmrok i przede wszystkim, wszyscy przyszli na koncert. Ludzie mają w dupie twoją niewidoczną plamę na spódnicy, na falbance, na prawym udzie.

– Nie, musimy stąd iść! Nie mogę się tak pokazać!

 

#9 – Nie dochodzi

Jak się spotykacie, nigdy nie możecie umówić się na miejscu. Czyli w jakiejś kawiarni, pubie, barze, czy nie daj boże, klubie. Bo ona nie wie jak tam dojść. Bo nigdy tam nie była. A skoro nie była, to nie ma możliwości żeby tam dotarła. Sama. Mimo, że ma Google Maps w telefonie i to miejsce jest ulicę od Bagateli.

 

#10 – Musi pić przez słomkę

Jak rozwodnione piwo z przeterminowanym syropem przelatuje przez plastik, to lepiej smakuje, czy coś?

 

#11 – Nic jej się nie stało

– Jesteś zła o coś?

– Nie.

– To czemu się nie odzywasz?

– Odzywam się.

– No o co się obraziłaś?

– O nic.

– Możesz mi po prostu powiedzieć co się stało?

– Nic się nie stało!

 

#12 – Nie wie ile zajmują jej codzienne czynności

Spóźniła się. Miała być punktualnie, wszystko miała gotowe, już miała biec na autobus, tylko jeszcze musiała umyć głowę. Myślała, że zdąży, bo co to za wielka rzecz? Ale nie zdążyła. Okazało się, że moczenie włosów, nakładanie szamponu, wcieranie, spłukiwanie i suszenie zajęło jej 20 minut. Nie spodziewała się, że aż tyle. W końcu powtarza ten rytuał tylko raz dziennie od kilkunastu lat, więc skąd miała wiedzieć, że potrzeba na to aż tyle czasu?

 

***

 

Dobra wiecie już jakie są irytujące zachowania kobiet, które potrafią doprowadzić mężczyznę do białej gorączki. Mam tylko nadzieję, że po tym poście nie stracę 74% czytelników.

(niżej jest kolejny tekst)

133
Dodaj komentarz

avatar
85 Comment threads
48 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
88 Comment authors
To nie jest tym na co wygląda | Dziewczyna z obrazka7 najbardziej irytujących zachowań wszystkich mężczyzn. - Flow MummmyMagdalena StankiewiczMagdalena SuskaMarika Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ania Burmistrzak
Gość
Ania Burmistrzak

Przez chwilę bałam się, że będzie pasowało coś więcej, ale tylko picie piwa przez słomkę. Serdecznie polecam, nie czuć, że rozwodnione :P
Poza tym, zmiękczanie słów? I plama na falbance? Ugh, chyba już wiem czemu większość moich znajomych to faceci.

Dominika Polok
Gość
Dominika Polok

Teatralizacja zachowań – z kim Ty się zadajesz? :P Zmiękcza słowa – nie, teraz serio… z kim Ty się zadajesz? :P Picie piwa przez słomkę to największa zbrodnia ludzkości, z którą aktywnie walczę. Znaczy jak kupuję komuś piwo to nie zabieram mu słomki. Z premedytacją. Nawet jeśli potem cierpi, to kiedyś będzie mi wdzięczna! A jeśli chodzi o chodzenie parami do kibla, to też tego nie rozumiałam, ale stworzyłam teorię, która mi to wytłumaczyła. Zamki w kiblach często są zepsute. Jak facetowi ktoś wlezie to nic się nie stanie, bo on i tak stoi tyłem. A w babskim przypadku czasem… Czytaj więcej »

Ha.
Gość
Ha.

To Ty masz kretynki za koleżanki, a nie kobiety. Ewentualnie przyjaźnisz się 12-latkami. Sama nie mogłabym się podpisać pod żadnym z punktów i z tego co wiem żadna z moich znajomych też nie.

Mjks
Gość

Myślałam, że potrafię być cholernie irytującą babą, a tu proszę, sprawdza się tylko jedno…
#10 – rozwodnione piwo pite przez słomkę nie trąci już przeterminowanym sokiem, nabiera szlachetny posmak plastiku, polecam!

Elaine
Gość

Strasznie mi się ten tekst spodobał. Zwłaszcza, że żadnego z punktów nie mogę sobie w całości przypisać. Dobra, czasami chodzę do łazienki z koleżanką, raz na jakiś czas piję przez słomkę, a nawet zdarzy mi się robić jakieś teatralne gesty, ale nie jest to u mnie norma. Ale mam przecież całą masę innych irytujących cech, które to wszystko równoważą :D

Grzeczny Chłopiec
Gość

Czyżby torturowanie swoimi niedoskonałościami? ;)

Elaine
Gość

Doprawdy nie wiem skąd Ci to przyszło do głowy;D

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

wybitny twórca musi byc nieszczęśliwy

Słucham nowej płyty Jamala i przy każdym utworze, oprócz „Defto”, mam w głowie tę samą myśl – któś tego gościa musiał mocno zranić. Z tych kawałków gorycz wylewa się strumieniami jak z pękniętej tamy. Czuć, że serce mu krwawi, jakby ktoś właśnie dźgał je nożem. Gdyby ból po zniszczonym związku miał melodię, to prawdopodobnie brzmiałby jak ten album. Wibroakustyczna mieszanka złości i kaca po przedawkowaniu euforii.

To samo wrażenie mam słuchając płyt Hey. Jest tam ten sam, a nawet mocniejszy, rodzaj bólu. Bólu i strachu, że może go być więcej, że może się powtórzyć. Na albumach Myslovitz, również nie ma specjalnie dużo pozytywnych emocji.  Też  jest pochmurnie i wilgotno, a wielokrotnie mrocznie i lodowato. Podobnie na krążkach Pezeta. Raczej ból istnienia, niż nieznośna lekkość bytu, a „Muzyka emocjonalna” to perfekcyjna ścieżka dźwiękowa, do skoku na bungee bez liny. Zresztą, nie wiem, czy w tej kategorii nie przebił nawet Comy.

Co ich łączy poza nadwrażliwością i opanowaniem na mistrzowskim poziomie sztuki opisywania wewnętrznych przeżyć?

To, że każdy z nich wydał płytę, która jest klasykiem. Ponadczasowym klasykiem. „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!” nie zestarzała się ani trochę od dnia premiery. „Muzyka Poważna”, wciąż brzmi świeżo i nieszablonowo (zresztą Pezet nigdy nie wydał słabego solowego albumu). I wiem, że z „Miłością” Jamala będzie tak samo. Ludzie będą do niej wracać po latach, jak do „Korova Milky Bar” czy „Pierwszego wyjścia z mroku”.

Dlaczego?

Tak duża doza otwartości, niespotykana na co dzień szczerość ze strony twórców, przyciąga ludzi. Tematy nieszczęśliwej miłości, czy innych rozterek emocjonalnych, nie są wyjątkowo odkrywcze. Jednak wyciągnięte spod zasłony własnego wstydu, magnetyzują słuchaczy. Ludzie potrzebują znajdywać podobnych sobie. Każdy kiedyś został, zdradzony, porzucony, oszukany lub zraniony w inny sposób przez drugiego człowieka, jednak mało kto chce publicznie o tym mówić.

To właśnie emocjonalny ekshibicjonizm jest atrakcyjny dla odbiorców.

Uzewnętrznianie się na różowo też jest w cenie, tyle, że opowiadanie o jasnych stronach życia raczej nikomu nie sprawia trudności. Za to wystawianie na widok publiczny jątrzącej się rany, wymaga już dużej odwagi. Odwagi, która nadaje utworom wartość. Odwagi, którą doceniają słuchacze. Odwagi, która odróżnia przeciętne grafomaństwo od wybitnych utworów, pociągających za sobą setki, tysiące, a nawet miliony.

Czy Marek Koterski stworzyłby takie dzieła jak „Ajlawju”, „Dzień świra”, czy „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”, gdyby żyło mu się lekko i przyjemnie?

wpis jest wynikiem współpracy z kanałem telewizyjnym Ale Kino+

House of Cards - AleKino+

Ten zawód niejako domyślnie jest zarezerwowany dla żonatych. Z jednej strony z przyczyn wizerunkowych – dobrze by osoba decydująca o losach milionów rodzin sama miała rodzinę. Z drugiej, ze względu na obciążenie psychiczne – politycy dzień i noc są pod okiem opinii publicznej. Niby muzycy, czy choćby gwiazdy telenowel też, ale w odróżnieniu od nich, nie mogą powiedzieć, że to oddawanie moczu pod brzózką w parku, to taki niewinny żarcik. Takie nieustanne bycie na świeczniku trudno przetrwać pojedynkę (a pary mają łatwiej).

W zeszłym tygodniu byłem z Justyną na najnowszym filmie Wajdy i tak mnie tknęło, że…

 

Wałęsa nie obaliłby komuny bez Danuśki

Gość stanął na czele narodu bardziej z przypadku, niż przez świadomą decyzję i miał więcej dobrych intencji, niż rozumu. Nie ma to jednak zupełnie wpływu na fakt, że dokonał rzeczy wielkich. Gdyby nie on, internet oglądalibyśmy na filmach science-fiction i wystawali dniami w kolejkach po papier toaletowy w innym kolorze, niż szary. Nie mówiąc już o zapachowym. Ten człowiek wygrał z rakiem – rozsadził system od środka. Takie rzeczy się nie zdarzają.

Czy byłby w stanie to zrobić bez swojej zony? Wątpię.

Na filmie nie jest to pokazane wprost, ale ta kobieta dawała mu gigantyczne wsparcie. Była damą, kucharką i kochanką 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. Zwłaszcza tą ostatnią. Urodziła i wychowała mu ośmioro dzieci. OŚMIORO. Gotowała, robiła kanapki i kelnerzyła jemu i wszystkim gościom politycznym, którzy permanentnie przewijali się przez ich dom. Utrzymywała wszystko w ryzach, gdy on bujał się po manifestacjach i aresztach, a gdy trzeba było, poleciała za niego dobierać nobla.

Nieprzeciętnie zaradna, odporna i wyrozumiała. I przede wszystkim niepodważająca, że to co robi Lechu ma sens. Podobnie jak…

 

Żona Franka Underwooda

Serialowa Claire z „House of cards”, też jest zaprogramowana na wspieranie działań męża.

Nie jest typową kurą domową – nie niańczy dzieci, nie prasuje, nie sprząta, nie gotuje. Prowadzi własną fundację, w której działa prospołecznie. Jest ambitna, przedsiębiorcza i finansowo niezależna. Cieszy się społecznym poważaniem, spotykając się z równie wpływowymi personami co Frank. Mimo to, najważniejsza jest kariera jej męża.

Niejednokrotnie rezygnuje z dobra własnych interesów na rzecz powodzenia spraw Francisa. Nie robi mu wyrzutów z tego powodu. Służy radą, dobrym słowem i milczącym przyzwoleniem na wykonywanie ruchów, które będą ją boleć. Byleby jej mąż mógł osiągnąć swój cel. Jest w stanie nawet schować do kieszeni własną dumę, zapakowaną w poczucie godności, pozwalając się zdradzać z początkującą dziennikarką. Bo wie ile wymiernych korzyści ten układ przyniesie jej małżonkowi.

Nie powiem Wam, jak ta mieszanka zaangażowania z poświęceniem się kończy, bo zepsułbym Wam zabawę z oglądania serialu. Ale pewne jest, że Frank bez związku z Claire, nie zostałbym tak wpływowym politykiem jakim jest. Jeśli znacie jakieś inne przykłady wielkich dyplomatów, którzy nie doszliby do miejsca, w którym są bez wsparcia kobiet, to dobrze, bo…

 

Jest konkurs!

House of Cards - AleKino+ NC+

Polski dystrybutor serialu – kanał AleKino+ dostępny na platformie NC+, na którym co sobotę możecie oglądać „House of cards” – ma dla Was upominki. Do rozdania jest:

– wieczne pióro, którym Kevin Spacey podpisuje się w serialu (nie tylko do wypisywania czeków)

– talia kart z postaciami z serialu (nie tylko do gry w politycznego pokera)

– plakat (nie tylko do wzdychania do głównego bohatera)

Co do zadania, to sprawa jest prosta – napiszcie w komentarzach jakiego znacie polityka zawdzięczającego w dużej mierze sukces, swojej drugiej połówce. Mogą to być zarówno postacie żyjące, historyczne, jak i fikcyjne (filmy, książki i komiksy również wchodzą w grę).

Autor pierwszej najciekawszej odpowiedzi, według mojego widzimisię, dostaje pióro, drugiej talię kart, trzeciej plakat. Czas na podawanie swoich propozycji dyplomatów wspieranych przez kobiety, macie do piątku 25-go października, do godziny 12:00. Szczerze jestem ciekaw jakie persony pojawią się w komentarzach.

Sprawdźmy!

 

+++ EDYCJA 25.10.2013 +++

Dzięki za sporo historii w komentarzach i trochę humoru. I pośmiałem się i dowiedziałem kilku rzeczy.

I miejsce, czyli pióro wieczne – Alicja Gawinecka za Mieszka i Dobrawę

II miejsce, czyli talia kart – Aleksandra Muszyńska za Billa Clintona i Hillary Clinton

III miejsce, czyli plakat – Andrzej Słowik za Krzysztofa Bęgowskiego i Annę Grodzką

Dostaliście właśnie maile z prośbą o adres do wysyłki.

 

Dzięki za wszystkim za udział!

3 mężczyzn, 4 kobiety, 24 godziny w Krakowie

Zapis doby wyrwanej bez znieczulenia z życia byłej stolicy. Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów.

Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy?

Noc w środku juwenaliów pełna jest wykrzyczanych pytań. Dzień przynosi odpowiedzi, których nikt nie chce słyszeć, nawet gdy są wypowiedziane szeptem. Czy uwierzysz bohaterom, przekonującym siebie nawzajem, że „to tylko seks”?

Zobacz książkę!