Close
Close

Telewizja to wciąż największe i najsilniejsze medium. Dociera do każdego domu, i co ważniejsze, jest odbierane w każdym domu. Są stacje mniej i bardziej popularne, a TVN jest na szczycie tej telewizyjnej piramidy (jeśli oczywiście nie bierzemy pod uwagę fanatycznych zwolenników PiSu). Pojawienie się w takim środku masowego przekazu, to zarówno wielka szansa, jak i pole minowe.

Jessica Mercedes Kirschner we wczorajszym odcinku „Kuby Wojewódzkiego” poinstruowała nas jak nie dać się wysadzić.

 

Po pierwsze: zastanów się po co tam idziesz

Nie chwytaj się zaproszenia do talk-showu jak tonący pozłacanej brzytwy.

Przed podjęciem decyzji o udziale w nośnym programie rozrywkowym, warto zadać sobie pytanie „po co?”. Po co chcesz się tam pojawić? Co da Ci udział w nim? Co chciałbyś powiedzieć i dlaczego? Czym chcesz się podzielić z milionami Polaków? Opowiedzenie samemu sobie na te zajebiście, ale to zajebiście ważne pytania, decyduje o sukcesie udziału w owym przedsięwzięciu.

Jessica ewidentnie udzieliła sobie takich odpowiedzi.

Od samego wejścia widać było, że wie po co tam jest. Że nie trafiła przed kamery przypadkiem. Że wie o czym chce opowiedzieć i w jaki sposób. Śmiało chwaliła się prowadzeniem bloga, pisaniem o modzie, relacjonowanie pokazów i opiniowaniem trendów. Mówiła o współpracy z markami, o motywacji do blogowania i planach na najbliższą przyszłość. Cel występu osiągnięty w stu procentach.

 

Po drugie: przygotuj się

Fajnie, że wiesz żeby w wypowiedziach skupić się na swoim internetowym pamiętniczku, ale prawie na pewno nie będziesz miał na to okazji.

Czy to w tym programie, czy w innym bardziej show, niż talk, prowadzący nie jest Twoim przyjacielem. Ma robić widowisko, a recytowanie formułek z pamięci nie jest widowiskowe. Dlatego będzie Ci przerywał, zmieniał temat i zadawał niewygodne pytania, licząc, że strzelisz jakąś gafę, która później wyląduje na Kwejku. Żeby ustrzec się przed zostaniem mem, warto przygotować sobie odpowiedzi na najbardziej oczywiste trudne pytania.

Mercedes odrobiła pracę domową na szóstkę z plusem.

Mimo, że Wojewódzki zaczął od ataku przytaczając niewygodne wypowiedzi na jej temat, Jessica z miejsca odbiła piłeczkę. Nie pozwoliła się ośmieszyć. Zapytana o zarabianie na reklamach nie plątała się w zeznaniach. Nie intonowała „yyyyy”, ani „eeeee” we wszystkich możliwych harmoniach, wodząc wzrokiem po podłodze. Przy zarzutach o błahość mody, też długo się nie zastanawiała. Wiedziała, że takie pytania się pojawią i wiedziała jak na nie zareagować.

 

Po trzecie: nie pozwól by Ci przerywano…

Nawet przy odpowiedniej zaprawie psychicznej, po wpływem stresu, emocji, kamer, świateł i świadomości, że to nagranie zobaczą wszyscy Twoi znajomi, łatwo ulec tremie. Zaciąć się, zacząć jąkać i pozwalać by Ci przerywano. W pół zdania, w pół słowa, czasem zanim zdążysz wziąć oddech. Nic odkrywczego tu nie napiszę, bo sam raczej spinam się takimi wystąpieniami, a dystansu do nich nabiera się z czasem.

W takich momentach najsensowniej nie zapomnieć o oddychaniu. I o tym co chciało się powiedzieć.

20-letnia blogerka modowa, mimo młodego wieku opanowała to na poziomie, na którym nie jest połowa osób publicznych. Nie pozwalała zdominować się w rozmowie, ani zepchnąć jej na rynsztokowe tematy. Każdą wypowiedź doprowadzała do końca, mimo licznych prób wejścia w słowo. Jeśli chciała coś powiedzieć, to to robiła. I, za co jeszcze większe brawa ode mnie, nie przeginała w drugą stronę.

 

…ale nie kozacz!

Nie dała się ponieść ani sprowokować. W żadnym momencie nie była agresywna, ani obsceniczna. Trzymała nerwy na wodzy. Będąc w tak stresowej sytuacji, nawet gwiazdom z wieloletnim stażem nie udaje się zachować spokoju. Dają się podpuścić, puszczają im hamulce i pokazują mroczne oblicze. Najlepszym tego przykładem jest Doda, która rozjuszona którymś z docinków oblała gospodarza wodą. Jessica przez cały wywiad nawet nie uniosła głosu.

Warto obejrzeć ten występ więcej, niż raz. To naprawdę dobry instruktaż.

(niżej jest kolejny tekst)

26
Dodaj komentarz

avatar
18 Comment threads
8 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
19 Comment authors
Jan FavreArek GmurczykMaddcinkikPolska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kamil Bąbel
Gość

Fajnie „rozbroiłeś” to wystąpienie. Zgadzam się szczególnie z tym, że można przygotować się na niewygodne pytania. Czasami można nawet można wzbudzić w rozmówcy chęć zadania takiego pytania. Jeżeli się do tego przygotujemy, mamy wygraną w kieszeni.

Grzeczny Chłopiec
Gość

Byłem pod wrażeniem jak Jessica odparła atak z Jacykowem, Tyszką, porównaniem do innych blogerek i wypunktowała nieprzygotowanie Wojewódzkiego. Widać było bardzo solidne przygotowanie. Chapeau bas!

Madame Poison
Gość
Madame Poison

Ktoś tu trafił w punkt, post tak dobry jak wystąpienie :)

Oleandrra
Gość

też jej się bacznie przyglądałam. powiedzieć, że wypadła lepiej niż Maffashion, to mało.
niektórzy po występie w tym programie mogą się cieszyć, bo się nie zbłaźlili. ona nie tylko się nie zbłaźniła – nie widać było po niej stresu i pokazała się z dobrej strony. czyli pełen szacun dla niej.

TakWamPowiem
Gość
TakWamPowiem

Interesuje mnie tylko jedno – co to znaczy, że nie była obsceniczna?

Grzeczny Chłopiec
Gość

Rażąca, sprośna. Nawet jeśli pojawiały się jakieś dwuznaczne nawiązania, to w granicach przyzwoitości.

TakWamPowiem
Gość
TakWamPowiem

Ale w którym momencie ona miała być sprośna? Obejrzałem program i nie wychwyciłem momentu, w którym mogłaby czymś takim zabłysnąć. No i po co miałaby to robić? Wszystko fajnie, ale to słowo tutaj zwyczajnie nie pasuje. Tak, jakby słynęła ze swojej wulgarności, a to jednak spokojna (choć wygadana) dziewczyna.

Grzeczny Chłopiec
Gość

Nie mówię, że normalnie tak się zachowuje i jest z tego znana, tylko, że mogło ją ponieść, co zdarzało się już w tym programie innym gościom.

M.
Gość

Ma cięty język, trzeba jej przyznać. Świetnie się broniła, argumentowała i opowiadała o tym, co robi.

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

wpis powstał przy współpracy z kanałem FOX Life

projektanci na start -  fox life 5

Powiedzenie o szacie, to jedno z najczęściej utrwalanych w naszej kulturze, które ma sugerować, że nie powinno wartościować się ludzi po wyglądzie. Myśl jest jak najbardziej słuszna, tyle, że interpretacja nie do końca.  Bo widząc kogoś po raz pierwszy, nie jesteś w stanie wejść w jego duszę i dowiedzieć się, czy pomaga fokom na Alasce, czy topi małe kotki w Wiśle. Nie jesteś w stanie wejść w jego umysł i przekonać się, że jest hiper inteligentną jednostką, z którą przegadasz pół imprezy. Nie.

Widząc kogoś po raz pierwszy, w ciągu kilku sekund, analizujesz czy ciuchy, które ma na sobie wyglądają schludnie/sympatycznie/ciekawie/jak z kosza PCK na Ukrainie i…

 

Oceniasz

Oczywiście tylko i wyłącznie na podstawie ubioru, nie można stwierdzić, czy ktoś jest dobrym, czy złym człowiekiem. Czy powinien być kanonizowany,  czy raczej skazany na banicję. Na taki werdykt wpływa to, co robi, a nie jak wygląda. Jednak widząc co ma na sobie, jesteś już w stanie stwierdzić, czy chce Ci się do niego podchodzić i zaczynać rozmowę, czy nie. Po butach, spodniach i bluzie/swetrze/koszuli, momentalnie klasyfikujesz go jako nudziarza, ciekawego gościa, bądź totalnego odpałowca.

I nie ma w tym nic złego, bo…

 

Ubrania dużo mówią o ludziach

Nie o tym, czy są dobrzy, czy źli. O tym jacy są. To, że jedna osoba nosi jaskrawe marynarki i pół buty, a druga rozciągnięte swetry i trampki, nie jestem przypadkiem. W obu wypadkach to sporo przekazuje na temat ich charakteru i usposobienia. Mówi o tym, w większej lub mniejszej mierze, jakie mają nawyki, priorytety i czym się kierują w życiu.

I również o tym, jak podchodzą do własnego wizerunku. Nawet jeśli uważają, że ich to nie dotyczy (bo brak odpowiedzi, to również odpowiedź). A mam wrażenie, że niektórzy przyjmują sobie za punkt honoru udowodnienie, że nie znają się na modzie, nie chcą znać i nigdy nie będą. Jakby ich misją było pokazanie całemu światu, że nie potrafią dobrać butów do spodni.

Nie mówię, żeby z „nie szata zdobi człowieka” od razu przerzucać się na „jak cię widzą, tak cię piszą” i wyglądać jak Chajzer na ostatniej relacji z Fashion Weeku. Raczej, żeby znaleźć złoty środek i od czasu do czasu, patrząc w lustro, zastanowić się, czy to, co mam na sobie dobrze wygląda i do mnie pasuje. Żeby wprowadzić lekki powiew świeżości i czymś się zainspirować. Choćby blogami modowymi, czy nowy programem…

 

„Projektanci na start”

projektanci na start -  fox life

To pierwszy w Polsce casting-show poświęcony projektowaniu mody. Młodzi, głodni sukcesu i możliwe, że zdolni, będą chcieli przebić się przez sito jury i pokazać reszcie kraju, jak oni widzą kwestię tworzenia ciuchów. Oprócz cięcia, szycia i ubierania manekinów, aspirujący do miana projektantów będą musieli wykazać się również umiejętnościami zarządczo-organizatorskimi. Zostaną przeegzaminowani pod kątem pracy zespołowej, realizacji sesji zdjęciowej i organizowania pokazu, bo w każdym biznesie, oprócz talentu, trzeba mieć również smykałkę do zarządzania.

Miałem okazję być na planie zdjęciowym „Projektanci na start” i zobaczyć jak wygląda ta zabawa od środka. Formuła programu jest typowo castingowa – co odcinek ktoś odpada, po to by dwójka najlepszych mogła się zmierzyć w finale. Jury (w składzie Mona Kinal, Aneta Kręglicka, Marek Straszewski) raczej skupia się na merytorycznej ocenie, niż licytowaniu się, kto da bardziej uszczypliwy komentarz, jak ma to miejsce w „X-Factorze”. Sami uczestnicy natomiast, faktycznie przyszli po to, żeby podzielić się swoją zajawką ze światem i zrealizować marzenia, a nie tylko pokazać w telewizji.

Program startuje w tę środę, na kanale FOX Life (dostępnym na platformach cyfrowych) o 22:00. Nie będzie to produkcja stricte dla maniaków modowych, tylko również dla śmiertelników, jakim sam jestem. W związku z tym, to dobra okazja, żeby podpatrzeć jak tworzy się ciuchy, które potem mają wpływ na wygląd naszych ulic, ale przede wszystkim zobaczyć coś nowego i zainspirować się.

Bo szata nie stanowi o wartości człowieka, ale zdecydowanie go zdobi.

Rzadko piję mocny alkohol. Jeszcze rzadziej mu się przyglądam. Zazwyczaj tylko wtedy, gdy rozleję, a gospodarz wybitnie upiera się, że „trzeba posprzątać” (tak jakby od kilku kropel wiśniówki nagle robiło się brudno). Ale ostatnio coś mnie podkusiło i spojrzałem na etykietę Lubelskiej.

Patrzę i oczom nie wierzę.

kto kradnie wódkę - kto kradnie procenty w alkoholu 2

Zdawałem, sobie sprawę, że smakowe są ciut słabsze, niż standardowa, czysta wóda. Ale ciut to zawsze oznaczało 2%. A tu nagle z dnia na dzień widzę, że wiśniówka nie ma już 38% czystego alkoholu, tylko 32%. Tak ni tego, ni z owego. Bez ostrzeżeń. Co się stało tymi zaginionymi sześcioma procenciszami? Przechlali w rozlewni?

No nic. Patrzę dalej i dostaję oczopląsu.

kto kradnie wódkę - kto kradnie procenty w alkoholu 3

Sorry, ale Żołądkowa Gorzka, to wódka! WÓDKA! WÓD-KA! W-Ó-D-K-A, cytująca z Wieśka z Facebuka, co ma zresztą napisane na etykiecie. Jak wódka, nawet rdzawa, ale wciąż wódka, może mieć mniej, niż 40%? No jak? Jak? JAK? J-A-K?

Żałuję, że wyrzuciłem paragon, bo bym poszedł i oddał.