Close
Close

Instagramowe miksy na blogach dziewczyn już się przejadły. Czas na rewolucję w blogosferze. Jesteście świadkami narodzin nowego trendu – YouTube Mixów!

Albo i nie, ale było już za ciemno, żeby kręcić vloga na plantach.

(niżej jest kolejny tekst)

44
Dodaj komentarz

avatar
23 Comment threads
21 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
24 Comment authors
Unboxing jedzeniowyJan FavreAleksandraOla OlszewskaSceptyczna Jadźka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
YokoOno
Gość
YokoOno

Hahahaha, instagramy wymiękają, czekam na kolejnego jutub miksa :D

Monika
Gość

Jak z bambusa to jem :D

Monika
Gość

Kurcze, komentowanie przed zobaczeniem całego filmu bywa niebezpieczne :D

Grzeczny Chłopiec
Gość

Z bambusa wegetariańskiego, także coś dla Ciebie :)

KW
Gość
KW

„ja się przekonałem do mycia zębów” – boskie :)

Maja Sieńkowska
Gość
Maja Sieńkowska

Muszę kupić fasolę!

Erillsstsyle
Gość

hahahahahahahahahahahahahahahhahahahaha!!! O boże kocham cie, ożeń się ze mnom!!!! <3 :D

Grzeczny Chłopiec
Gość

Nie mam bierzmowania :(

Erillsstsyle
Gość

I cały misterny plan runął. No weź.. ja tu już wybierałam kolor serwetek i mmsów na wesele ;((((

Monika
Gość

Zdraaadaaaaa!!!!!!11

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

TL;DR. Po angielsku – too long didn’t read, po polsku – za długie nie przeczytałem. Tym akronimem oznaczane są komunikaty na Facebooku dłuższe, niż 140 znaków i teksty obszerniejsze, niż 200 słów. Pokolenie wtórnych analfabetów jest przerażone skupieniem się na jednej informacji dłużej, niż dwukrotny ruch gałek ocznych w prawo i w lewo. Dlatego stara się za wszelką cenę unikać treści, które mogłyby od niego wymagać atencji.

Liczy się ilość, nie jakość.

Jego przedstawiciele jeśli już zdecydują się na konsumpcję jakiejś treści, ich uwaga skupia się na nagłówku, śródtytule i ostatnim akapicie. Czasem na dwóch zdaniach ze środka. I tyle. W ciągu 7 sekund przelatują przez artykuł i na podstawie 6 zdań stwierdzają o czym jest. To im wystarczy by się zgodzić, otwarcie przeciwstawić całości poglądów i tez w nim zawartych, lub uznać, że autor jest debilem z Parzygłowów Dolnych.

Wczoraj w pierwszoklasowy sposób zostali ośmieszeni przez CeZika.

Nie byli w stanie obejrzeć tego wideo, od początku do końca, choćby z umiarkowanym skupieniem. Zobaczyli początek, środek i rzucili okiem na końcówkę. Albo odpalili i przełączyli na drugą kartę, żeby wyrobić normę odświeżania aktualności i lajkowania kotów. Nic dziwnego, w końcu trwa ponad 4 minuty. Gdyby było skrócone do 30 sekund, to może jeszcze by wytrzymali bez oczopląsu po całym wszechświecie, ale 4 minuty? Pfff, nikt nie będzie się tyle gapił w jeden filmik! Zobaczyli kolesia śpiewającego o suplementach i wrzucili na tablicę „ja cię kręcę, ale jaja POLAK ROZWALIŁ MAM TALENT w UKeju!!!!”.

I nie załapali, że to żart.

To nic, że filmik jest wrzucony na kanale CeZika „KlejNuty”, na którym są same przeróbki audio-wideo. To nic, że pod koniec filmiku jest oznaczony odnośnik do oryginału. To nic, że w oryginale widać, że Józef jest tak naprawdę Jordanem i zapewne w życiu nie słyszał o Grodzisku Mazowieckim. A tym bardziej nie śpiewał o aminokwasach. To nic, że program miał miejsce w kwietniu, a filmik został wrzucony wczoraj. Dla pokolenia TL;DR to wszystko jest nieistotne.

Oni nie mają czasu analizować. Muszą konsumować. Choćby mieli wyjść na głupków.

Przez weekend byłem w Gdańsku na corocznym zjeździe gospodyń wiejskich. Trochę gadania o nowych przepisach na schabowego, trochę narzekań, że olej drożeje, dużo nieudanych zdjęć ze wspólnego szydełkowania. W skrócie – śpiew mew i Instagram. Zanim jednak zdążyłem dobrze przeklnąć przykrótki materac w kuszetce i po raz 84-ty obiecać sobie, że już nigdy nie będę podróżował PKP, wiedziałem, że czegoś zapomniałem.

Za każdym razem, gdy wyjeżdżam za miasto na dłużej niż kwadrans, mam to nieznośne uczucie, że coś przeoczyłem przy pakowaniu.  W zasadzie, to już w momencie zamykania za sobą drzwi od mieszkania, wiem, że powinienem się wrócić.  Po jakąś pierdołę. Najmniejszą z możliwych, której brak będzie mi wadził bardziej, niż kamień w bucie podczas wyprawy na biegun. Nie inaczej było w zeszły piątek. W zasadzie to załapałem się na combo. Zapomniałem, aż 5-ciu głupot, które skutecznie uprzykrzyły mi wyjazd.

Pierwsze o problemach z pamięcią poinformowały mnie…

 

Zatyczki do uszu

O tym, że ich nie mam, dowiedziałem się w momencie, kiedy przemiły starszy pan śpiący w kuszetce nade mną zaczął chrapać. A w zasadzie warczeć jak silnik z Żuka. Nie da rady wygrać z taką siłą ekspresji. Sen musiał ustąpić. Cała noc nieprzespana. Tak, to jest to.

Gdy dotarliśmy do Gdańska, olśniło mnie, że…

 

Nie wziąłem ręcznika

To cudowne uczucie, gdy po kilkunastogodzinnej podróży docierasz do miejsca gdzie jest prysznic. Możesz w końcu zmyć z siebie cały pot, kurz i resztki rozlanej orzechówki. Moczysz się, namydlasz, spłukujesz, spłukujesz, spłukujesz i jeszcze chwilę spłukujesz, a potem czuję się jak młody bóg. Chyba, że właśnie w tym momencie stwierdzasz, że nie masz się w co wytrzeć. Wtedy czujesz się trochę gorzej.

Tak samo, gdy w następnym kroku miałeś zamiar umyć zęby, ale…

 

Nie masz szczoteczki

I szkliwo Cię swędzi, i twarz Ci wykrzywia, i oddałbyś parę nowych cichobiegów, żeby pozbyć się tego nieznośnego pieczenia w ustach. Ale nie ma jak, bo płukanie wodą z pastą, to nie to samo.

Podobny dyskomfort pojawia się w chwili, gdy zrobiłbyś wszystko by zdobyć…

 

Krem Nivea

Wczoraj, a raczej 5 godzin  temu, wróciłeś z zacnej imprezy integracyjnej. Było na niej tyle ładnych dziewczyn, że w przypływie euforii wziąłeś sobie za punkt honoru walnąć z każdą banię. Jakimś cudem udało Ci się to zrobić aż z połową, a trzem miałeś nawet okazję podeptać botki na parkiecie. Wydawało Ci się, że byłeś jak Patrick Swayze, ale naoczni świadkowie twierdzą, że z płynnością ruchów jednak bliżej było Ci do Pudzianowskiego. Nie mniej, świat wirował jak w piosence Just 5.

I jest tak również w tym momencie.

Głowa Ci pęka, nogi się chwieją i wiesz, że masz strasznie, ale to strasznie spękane usta. Bardziej, niż ziemia w „Królu Lwie”. Wypłukałeś z siebie wszystkie witaminy, wysuszyłeś organizm na wiór i masz wrażenie, że wargi Ci zaraz eksplodują, jeśli natychmiast ich czymś nie nawilżysz. No ale nie masz czym, bo dobra na wszystko (dosłownie: NA WSZYSTKO) Nivea została w Krakowie. A szukanie apteki na mieście w tym stanie jest pomysłem równie niewykonalnym, co naładowanie telefonu…

 

Bez ładowarki

To jest tak częste, że aż mi wstyd. Jak do tej pory chyba zaliczyłem więcej wyjazdów, na których jej zapomniałem, niż tych, na które ją wziąłem. Biorąc pod uwagę jak wiele czynności wykonuję na telefonie i jak ważne jest to narzędzie z perspektywy tego, czym się zajmuję, to naprawdę nie wiem, jak można jej notorycznie zapominać. Żadne logiczne wyjaśnienie nie przychodzi mi do głowy. Wstyd i rozpacz.

I zasadniczo…

 

To tyle?

Jeśli chodzi o wypad do Gdańska to tak, ale standardowo zdarza mi się jeszcze zapomnieć słuchawek, śpiwora,  albo skarpetek. Równie często moja podświadomość uznaje, że bilety na pociąg zupełnie nie są potrzebne i mogę je śmiało zostawić w domu. Konduktorzy niestety mają zupełnie odmienne zdanie.

A Wam czego najczęściej zdarza się nie spakować przed podróżą?

3 mężczyzn, 4 kobiety, 24 godziny w Krakowie

Zapis doby wyrwanej bez znieczulenia z życia byłej stolicy. Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów.

Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy?

Noc w środku juwenaliów pełna jest wykrzyczanych pytań. Dzień przynosi odpowiedzi, których nikt nie chce słyszeć, nawet gdy są wypowiedziane szeptem. Czy uwierzysz bohaterom, przekonującym siebie nawzajem, że „to tylko seks”?

Zobacz książkę!