Close
Close

Święta, święta i zamiast talii osy, dupa słonięta. Czy jakoś tak. Barszcz wypity, uszka odgryzione, poliki wycałowane, hajsik przytulony. Aby tradycji stało się za dość, w pierwszy pracujący dzień po świętach należy pognać co tchu w płucach do sklepów. Bo wyprzedaże, bo obniżki, bo promocje. W gąszczu nikomu niepotrzebny pierdół tańszych o złotówkę czają się zasadzki, niebezpieczeństwa i spoceni ludzie.

Jak po bożemu ich ominąć i zrobić zakupy jak szef, a nie jak lama? Oczywiście bardzo prosto.

1. Miej galerie cudze przede mną. Wybranie się na poświąteczne wyprzedaże, do centrum handlowego, które jest najbliżej/które najlepiej znasz, nie zawsze jest dobrym pomysłem. Zwłaszcza jeśli to najpopularniejszy obiekt w mieście/usytuowany w centrum. W Galerii Krakowskiej w „zwykłe” dni są tłumy, a po jakiejkolwiek dłuższej przerwie są TŁUMY. Odpuść i pojedź do jakiejś handlówki na obrzeżach, gdzie nie zaglądają przypadkowi turyści.

2. Nie będziesz jeździł po obiedzie nadaremno. Jeśli nie chcesz skruszyć zębów zgrzytając nimi w kolejce do wejścia, przebieralni i kasy, to wyrusz na zakupy przed południem, a nie po, jak większość. Najlepiej koło 11, gdy ciuchy jeszcze nie walają się po podłodze, tylko wiszą ułożone według rozmiarów na wieszakach, a ekspedientki nie wypowiadają nazwy najstarszego zawodu świata w myślach, przed udzieleniem odpowiedzi na Twoje pytanie.

3. Pamiętaj abyś szatnię na okrycie wierzchnie święcił. Pozbądź się kurtki, czapki, rękawiczek i szalika. Nie żałuj tej trójczyny i zostaw zbędną odzież tam, gdzie jej miejsce. Taszczenie tego ze sobą po wszystkich sklepach albo, nie daj boże, ściąganie i zakładanie za każdym razem, gdy chcesz coś przymierzyć jest gorsze, niż odrastające włosy w nosie.

4. Czcij gotówkę swoją i karty płatnicze swoje. Obniżka o 10%, to nie obniżka. Przecena z 249,90zł na 229,90zł, to nie przecena. Już lepiej było kupić tę kurtkę od razu po ukazaniu się kolekcji, a nie teraz brać wymiętoloną za 2 dyszki mniej. Nie daj się omamić napisem „SALE”. Sale to były w szkole od wuefu.

5. Nie wkręcaj sobie, że nie potrzebujesz przymierzyć. To, że wszystkie spodnie z Bershki masz w rozmiarze 32 nie znaczy, że gacie w Zarze z takim numerkiem też będą na Ciebie pasowały. A już na pewno nie w H&M! Wiem, że nie chce Ci się 27 raz stać w kolejce, rozsznurowywać butów i ściągać spodni, ale lepiej zrobić to po raz kolejny, niż po przyjściu do domu dowiedzieć się, że sztruksy, których tyle się naszukałeś, jednak są za małe. I wyglądasz w nich jak po młodszym bracie.

6. Nie zabijaj. Się. O byle gówno. Stań przed lustrem w tym t-shirce z jednorożcem, i zadaj sobie jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie – „czy naprawdę chcę to mieć?”. Nie raz widząc stertę ciuchów ometkowanych „-50%” brałem co popadnie w euforycznym szale, po czym dochodziłem do kabiny w przymierzalni i doznawałem olśnienia. Wewnętrzny głos rozsądku klepał mnie po twarzy mówiąc „synu, trzymasz w rękach syf najgorszego sortu, w którym będzie ci wstyd nawet wyjść ze śmieciami”.

7. Nie cudzołóż. W sensie nie łóż gdzie popadnie. Jeśli rezygnujesz z oversize’owego swetra, w którym wyglądasz jak Dumbo po nieudanej liposukcji, to nie rzucaj go gdzie popadnie. Daj go jakiejś ekspedientce przy przymierzalni albo zostaw przy kasie, bo kładąc go byle gdzie, zrobisz większy burdel, niż w „Showgirls”.

8. Nie rób bydła. Ani rzucając się na ostatnią koszulę moro za 19,90zł w Twoim rozmiarze, ani kwitnąc w kolejce do kasy. To, że nie udało Ci się kupić po taniości tego, co chciałeś, to Twoja wina. Tak samo jak to, że wrastasz w ziemię czekając, aż kasjer Cię obsłuży. Zacznij zarabiać więcej, to pozbędziesz się takich problemów.

9. Nie miej fałszywych potrzeb przeciwko skarbonce swojej. Przy kasie dowiesz się, że jeśli weźmiesz jeszcze 15 rzeczy, to 16-sta będzie gratis. De facto okaże się, że zapłaciłeś za to, co naprawdę chciałeś kupić 3 razy więcej, niż przed przeceną, ale wiele osób się na to łapie. Bądź czujny. Nie daj się zwieść. Podążaj za brzdękiem monet w swojej świni-skarbonie.

10. Ani złudzeń, że nie potrzebujesz paragonu. Potrzebujesz i to jak cholera! Wszystkie ciuchy podlegają wymianie bądź naprawie, jeśli są wadliwe, a ciuchy z wyprzedaży bywają wybrakowane częściej, niż poza nią. Tu przetarcie na zgięciu, tam urwany guzik i już dżinsy z niższym krokiem, niż team leader przewiduje, nie nadają się do założenia na casual friday w korpo. Bez paragonu będziesz mógł w nich już tylko jeździć na sobotnie zakupy, więc nie kozakuj wyrzucając rachunek za siebie po odejściu od kasy, tylko schowaj w portfelu.

Amen.

autorem zdjęcia w nagłówku jest twicepix

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Joanna Krzak

    prawie stare, ale jakie jare !!! :Sale to były w szkole od wuefu.”- najlepsze zdanie w kosmosie.

  • Kto w dzisiejszych czasach nosi sztruksy?! ;)

  • Aga

    Ja myślę, że tym jednym zajebiście, ale to zajebiście ważnym pytaniem powinno być: czy naprawdę chcesz uczestniczyć w tej ludzkiej szopce zwanej wyprzedażami. W końcu chłopaki nie płaczą, a po co zgrzytać zębami?

  • Mjichał Zet

    Formy z dekalogiem nie do końca kupuje, trochę się musiałeś nagimastykować żeby przełożyć mojżeszkowe na swoje, a efekt samych śródtytułów gdzieś dla mnie zniknął w -ciekawszej- treści zdań.
    Dobrze się czujesz w miejskiej tematyce bezmyślnego tłumu, zręcznie obserwujesz i wyciągasz uszczypliwe wnioski. Lubię Twój cięty humor ‚nie wprost’, oraz inteligentne besztanie działające pod przykrywką porównań. w ogóle najbardziej lubię Twoje porównania „x jak y” Keep trying.

  • Ula

    swietnie jest zobaczyc to z boku jako pracownik ZARY z niektórych klientów to mozna sie połozyc na ziemi i smiac pol dnia ;) a po pierwszych dniach wyprzedazy juz przekazałam znajomym z pracy zeby mi kupili czarno biała trumne i pocholwali w tej zarze ;d pracuje na kasie wiec zwroty wymiany reklamacje sprzedaz istny hardcore i 100000000 pytan do …. ;] ale i tak kocham ta prace ;d

  • Pingback: 498. Instynkt Łowcy. | W poszukiwaniu stylu..()

  • Dobre! Ja w weekend dobrodusznie odstałem służąc swojej siostrze jako wieszak i asystent do podawania i odbierania kolejnych ton fatałaszków. Najgorzej było w Mango. DANTEJSKIE sceny! Musiałem wyjść i z innymi, nierzadko smutnymi i znudzonymi kolesiami czekać oparty o barierkę przed sklepem. :-)

  • Klaudia Gajda

    Zrób listę i dopiero idź na zakupy . Np. spodnie , buty i do domu. PILNUJ SIĘ!!1

  • Dziś chciałam jechać do śląskiego Fashion House i pożałowałam tego już w trakcie podróży ( ach, cóż to za podróż 35 minut w jedną stronę), gdy usłyszałam w radio informacje, że akurat dziś jest PRZECENA PRZECEN. Jakby nie fakt, iż byłam na autostradzie, skąd jak wiadomo nie ma powrotu nie jechałabym dalej. I dobrze bym zrobiła, ponieważ wpakowałam się w korek, w którym stałam 3 godziny!!!!
    I choć w końcu mega zła i mega spragniona przedarłam się przez te masy ludzi, kupiłam swoje upragnione buty. Tylko szkoda, że cały dzień mam stracony…
    Ogólnie uważam, że wszystkie punkty są ważne. Szczególnie pierwszy.
    Amen.

    • 3 godziny stania w korku… cóż, bardzo mi przykro. To jak już dorwałaś te wymarzone buty, to pochwal się! Kozaki, szpilki, cichobiegi?

      • Nic z tych rzeczy :) Kupiłam NIKE do biegania <3 i teraz nawet zima nie jest mi straszna!
        PS : Szczęśliwego Nowego Roku! :)

  • Już dawno nie gościłam w galerii handlowej, na wyprzedaży tym bardziej. Strasznie nie lubię tych miejsc, zawsze są dla mnie ostatnią deską ratunku, gdy w butikach na mieście nie mogę znaleźć tego co chcę. Mówione o tym było bardzo dużo, więc nie ma sensu żebym się rozpisywała, ale jakość w tych typowo galeriowych sklepach jest naprawdę ciężka do zaakceptowania. W tym aspekcie moje podejście w pełni pokrywa się z tym co głosi Styledigger. Krzywo skrojone, źle zszyte, tkanina mocno prześwitująca (nie mówię o tych celowo półprzezroczystych), w takim stanie jest większość ubrań, a co tu dopiero mówić co się dzieje z nimi na wyprzedażach. Oraz co się dzieje z nimi po pół roku noszenia.
    W sumie to nawet nie o to chodzi w mojej niechęci, bo wiem, że idzie znaleźć dobre kawałki, które przypadkiem, jak mniemam, odszyte są dobrze i nawet nikt z klientów nie zdążył ich zniszczyć. Najgorszy w galeriach jest ten klimat, zamknięta przestrzeń, wszystko dookoła takie sztuczne, ludzie biegający od tego do tego.Wizyty tam naprawdę mi źle wpływają na psychikę.

  • Justek aka cacko_z_dziurką

    Magia słowa SALE. Najgorzej. Jeszcze 3 lata temu patrzyłam na to od tej drugiej strony, czyt. praca jako VM. :) Teraz patrzę na to ze strony… kompletnego lenia. Lepiej mi poleżeć w ciepłym łóżku niż wychodzić na jakieś wyprzedaże. Jeżeli czegoś potrzebowałam, kupiłam za czasów wejścia kolekcji do sklepu, a nie jej wyprzedania. I niech mi buk błogosławi, nie chce pamiętać czasów, kiedy nie było mnie na to stać.
    Idę leżeć. :)
    P.S. który to jest pierwszy pracujący dzień po świętach?

  • mygumas

    Zakupy w vistuli i bytom’ie 50% niższy rachunek po przekroczeniu o 9:15 rano. . Pusto w CH, miło, szybko i do domku

    • Bytom odmieniasz jak miasto, z którego pochodzi marka. Więc w Bytomiu, a nie „Bytom’ie” :)

  • Kamila

    Niezapomniany widok gdy z ukochanej przez wielkie damy ZARY robi się targowisko :)
    Amen.

    • W każdym z nas jest bazarowa przekupka. Trzeba ją tylko odkryć ;)

      • Kamila

        Bez urazy ale mnie wyprzedaże kompletnie nie kręcą: spijam śmietankę i uśmiecham się na sam widok tłumów i porozrzucanych ciuchów :)

        • Każda tak mówi, po czym biegnie „tylko po jedną bluzeczkę” na wyprzedaże ;)

          • Kamila

            Amelia wybacz ale nie jestem każdy i nie znając mnie średnio masz tutaj pole do popisu i oceny moich zwyczajów :)

          • Ewa Zielinska

            a te smietanke to spijasz gdzie? w domu? bo jesli usmiechasz sie na widok tlumow to chyba jednak na te przeceny chodzisz, no chyba, ze tylko popatrzec i posmiac sie z „glupich” to sorry;))

      • Dorota Cudzich

        ba-Zarowa.

  • a ja bym dopisał punkt 11: „Nie kupuj. Naprawdę tego nie potrzebujesz!” ;)

    • Mniej więcej chodziło mi o to w 6-tym przykazaniu, żeby nie brać czegoś, czego tak naprawdę w ogóle nie chcesz mieć.

      • źle to ująłem może. Chodziło mi o to, żeby w ogóle niczego nie kupować. Po ruinie finansowej spowodowanej zakupami świątecznymi, to jest średni czas na szaleństwo zakupowe ;)

        • Janosik

          Wystarczy dobrze zaplanować finanse i odłożyć gotówkę, bo po co kupować ubrania w listopadzie za X pieniędzy, skoro mozna poczekac póltora miesiąca i kupić za 1/2X :)

  • Anna Nowicka

    Punkt siódmy powinien być do wyklepania na pamięc dla 90% klientów podczas wyprzedaży ! Uwierzcie, nawet jeżeli, w myśl zasady, powtarzanej przez każdego – przecież za to im płacą, to układanie i sprztątanie tego syfu do północy(!) nie należy do najprzyjemniejszych.

    • Justek aka cacko_z_dziurką

      Do takich powinni strzelać. Sama chętnie stanęłabym przy drzwiach z karabinem.

  • Wierzę w Grzecznego Chłopca, Pana Wiedzy i Samoświadomości. Jedynego. Stworzyciela Dekalogu I Zasad Życia z Nim Zgodnego. Pana Dowcipu i Języka Ciętego, który wynosi Kaganek Oświaty…
    Enter.

  • Saga Sachnik

    Ach, łezka w oku się kręci na wspomnienia ekspedientki w dniach wyprzedaży i stertę skołtunionych, wywróconych na lewą stronę rzeczy, które elegancka pani na zakupach oddaje ci przy przymierzalni…

  • Krakowska Singielka

    Amę.

    Powinni takie ulotki przed wejściami do galerii rozdawać. ;)

  • Ja bym dala jeszcze przykazanie 11.Nie spinaj się. Wszyscy chodzą wkurzeni i bojowo nastawieni i sapia się za każdym razem gdy ktoś/cos wejdzie im w drogę. Trochę więcej pozytywnych wibracji i świat stanie się o wiele bardziej przystępny i wesoły.

    • Liczę, że zastosowanie się do wszystkich 10 przykazań zaowocuje brakiem spiny.

  • Do 7 i 8 dodałabym jeszcze – nie rób bydła w przymierzalni. Jeśli przymierzyłaś (sorry, w męskich nie widziałam takiego syfu nigdy) 6 seksi sukieneczek i w każdej wyglądasz źle, to zabierz je łaskawie ze sobą i oddaj obsłudze/poszukaj wieszaka zbiorowego przy wyjściu z przymierzalni/ odnieś na właściwe miejsce, a nie wychodź, a sukienusie zostawiaj w przymierzalni do której ktoś po tobie musi wejść.

  • Sieciówki są mistrzami marketingu, nieraz dałam się złapać na te ich cudowne promocje czy specjalne oferty. Jak już idę na zakupy to w konkretnym celu, więc raczej nie szaleję na wyprzedażach.

    • Ja od jakiegoś czasu też jeśli idę to tylko w konkretnym celu. Jest? Biorę! Nie ma? Wychodzę.

      • gabrielafrancuz

        W przypadku kobiet to tak nie działa ;-) Cel zmienia się z minuty na minutę – wychodzę po spodnie i wracam z sukienką, nie ma w tym nic nielogicznego ;)

  • Cloudy

    Przyda się przed jutrzejszą eskapadą ;)

Kończę 29 lat. Co powiedziałbym 19-letniemu sobie?

Skip to entry content

Gdy miałem 19 lat i kończyłem liceum, wiek 29 wydawał mi się tak odległy, że nie byłem przekonany, czy kiedykolwiek go dożyje. Dziś jestem po drugiej stronie, w tym tygodniu obchodzę 29-te urodziny i wracając myślami do 19-letniego siebie mam wrażenie, że cofam się niemal do poprzedniego życia. Co zmieniło się w trakcie tej dekady? Nie chcę mówić, że wszystko, bo choćby nazwisko wciąż mam to samo, ale przeszedłem sporo przeobrażeń w tym czasie, głównie mentalnych.

Czy dziś, będąc krok przed 30-tką utożsamianą w naszym społeczeństwie z pełną dojrzałością, dałbym sobie z przeszłości, młodemu szczawiowi, jakieś rady? Pewnie, że tak!

Nie przywiązuj wagi do opinii innych, oni będą stać i pieprzyć, a ty ruszysz dalej

Głowa mnie boli, gdy myślę o tym ilu rzeczy nie zrobiłem, bo bałem się jak to zostanie odebrane przez otoczenie. Lęk przed negatywnymi opiniami innych jest niewiarygodnie blokujący i kompletnie idiotyczny, przy czym o tym drugim dowiadujesz się dużo, dużo później. Gdy dziś patrzę na osoby, które na studiach szydziły z tego, że założyłem bloga, widzę, że są dokładnie w tym samym miejscu, co wtedy. Czyli nigdzie. Pracują za karę, w zawodach, których nie lubią, przeklinają poniedziałki i błogosławią piątki. Nie zrobiły nic, co dałoby im prawo do demotywowania mnie przy realizacji swoich pomysłów, a mimo to im na to pozwalałem.

Czy dziś przeżywam to, że ktoś 5 lat temu mnie wyśmiał? W ogóle. Czy byłbym dużo dalej, gdybym wcześniej „zaryzykował”, że komuś może się nie spodobać to co robię? Zapewne.

Nie rezygnuj z porannej gimnastyki

Ani żadnych innych pozytywnych nawyków, które masz. Bo to jak ze sprzątaniem. Dużo łatwiej jest utrzymywać mieszkanie w czystości, pucując je co tydzień, niż zebrać się w raz w miesiącu, żeby je odgruzować z kurzu i brudnych naczyń.

Kiedyś codziennie rano ćwiczyłem przez 10 minut i nie kosztowało mnie to specjalnie dużo wysiłku, bo był to stały element dnia. Któregoś razu zrobiłem sobie tygodniową przerwę. Która rozciągnęła się na 1,5 roku. Powrót do tego nawyku dzisiaj jest nieporównywalnie trudniejszy, niż niezaprzepaszczanie go przerwą wtedy.

Każdy wybór, którego dokonujesz jest dobry, bo jest twój

Na przestrzeni lat podejmowałem wiele trudnych decyzji, które ciągnęły za sobą poważne, często nieodwracalne konsekwencje. Stając w ich obliczu wielokrotnie się bałem, bazując tylko na intuicji i nie mając pojęcia, czy dobrze robię. Szczęście w nieszczęściu, że nie miałem kogoś kto mógłby narzucić mi co jest właściwe i dokonać tego wyboru za mnie. Zresztą, byłem na tyle niepokorny, że i tak bym go nie posłuchał. Cześć z tych decyzji było nieodpowiedzialnych, lekkomyślnych i czasami po prostu głupich, ale patrząc na nie z perspektywy dzisiejszego punkt widzenia i tak ich nie żałuję.

Czemu?

Bo każda z nich była moja. Bo wiem, że przez te 10 lat byłem jedyną osobą, która kierowała moim życiem. Bo nie mam wrażenia, że biernie odgrywałem scenariusz napisany przez rodzinę, czy otoczenie.

Próbuj nowych rzeczy

Dokładnie tylu, do ilu tylko czujesz pociąg. Nigdy nie wiesz kiedy pozornie nieprzydatne umiejętności staną się kluczowe dla twojego rozwoju i twojej kariery.

Nie bądź tak zapatrzony w swoich idoli z młodości

Oczywiście, jeśli nie chcesz zostać wrakiem.

Od końca podstawówki byłem zafascynowany rapem, ta muzyka była całym moim życiem, a raperzy bożkami, w których byłem ślepo zapatrzony. Z kolegami godzinami analizowaliśmy ich teksty, przerzucaliśmy się plotkami na ich temat i chcieliśmy robić wszystko to, co oni. Niezależnie jak zdemoralizowane i destrukcyjne by to było. Gdy dziś patrzę na dawnych idoli, których z szacunku za dawne dokonania nie wymienię, widzę wraki zarówno fizyczne, jak i emocjonalne. Nie potrafią ani funkcjonować w społeczeństwie jako dorośli ludzie, ani w rodzinach jako mężowie, nie mówiąc już o parodii ojcostwa. Są teraz karykaturami samych siebie, którzy żyją w nadziei, że jeśli tylko wystarczająco mocno zamkną oczy, to czas się zatrzyma.

Gdybym się cofnął o te 10 lat, pokazałbym sobie co dzieje się z Piotrusiami Panami, gdy opuszczają Nibylandię. Bo zbyt długo byłem pewien, że taka sytuacja nie będzie mieć miejsca, traktując ich jak autorytety, a ich słowa jak drogowskazy.

Nigdy nie jest za późno na zmianę

Zawsze jest jeszcze czas, żeby zacząć wszystko od początku. Zawsze jest jeszcze czas, żeby wywrócić całe swoje życie do góry nogami. Zawsze jest jeszcze czas, żeby spróbować czegoś zupełnie nowego od zera. Może być trudniej, może być więcej przeszkód, może to zająć więcej czasu, ale nigdy nie jest za późno, żeby ułożyć rzeczywistość wokół siebie tak jak to sobie wymyśliłeś.

Tę radę kieruję zarówno w przeszłość, jak i przyszłość, żebym nigdy o niej nie zapomniał.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Nenad Popović
---> SKOMENTUJ
jak skutecznie zepsuć święta
autorem zdjęcia jest Dan Century

Święta Bożego Narodzenia, to radosny czas, kiedy golimy się, strzyżemy, depilujemy nogi i wkładamy czystą bieliznę. Przypływom szczęścia nie ma końca, gdy dowiadujemy się, co przez pół roku mieliśmy za kanapą. Pod biurkiem znajdujemy zaginione długopisy, a w zgięciach fotela drobniaki, których czasem starcza na jakieś lepsze piwo. Wszyscy są serdeczni, trzymają się za ręce i nie kradną kołpaków z aut na obcych blachach stojących pod blokiem, a po północy nawet blogerzy technologiczni zaczynają mówić ludzkim głosem.

Tę sielankę jednak da się zakłócić. I to dość prosto. W zasadzie to nawet przez nieuwagę. Poniżej masz 7 sposobów, którymi, celowo bądź nieumyślnie, zepsujesz każde święta.

 

1.  Nie przychodź

Niezjawienie się na Wigilii, pomimo przyjęcia i potwierdzenia zaproszenia, z pewnością wpłynie negatywnie na atmosferę podczas wieczerzy. Jednak pojawiają się tu dwa haczyki. Po pierwsze, jeśli zwyczajem w Twojej rodzinie jest, że na wigilijną kolację zjeżdżają się wszyscy do trzech pokoleń wstecz i jednego wprzód, to możliwe, że w tym kilkudziesięcioosobowym tłumie nikt nie zauważy Twojej nieobecności. Po drugie, jeśli Ty jesteś organizatorem Wigilii, to masz ograniczone pole ucieczki, a nieotwieranie drzwi może nie poskutkować.

 

2. Nie przynoś prezentów

Działa tylko w momencie, gdy w Twojej rodzinie jest zwyczaj wkładania pudełek przewiązanych wstążką pod choinkę. Jeśli tradycją jest, że każdy daje sobie coś choćby symbolicznego, a Ty ostentacyjnie zamanifestujesz, że się w to nie bawisz, wszystkim zrobi się nieswojo. Przynajmniej przez kwadrans.

 

3. Narzekaj na jedzenie

Ale nie jednokrotnie. Jeśli ograniczysz się do stwierdzenia, że karp cuchnie mułem, sprawisz przykrość tylko osobie, która go przyrządzała. No i może dwóm innym, które są fanatykami karpi. Kwieciście komentując każdą z potraw znajdujących się na stole, nie tylko urazisz wszystkich którzy brali udział w przygotowywaniu kolacji, ale i tych, którzy wcześniej je chwalili.

 

4. Szybko przeholuj z winem

Nic tak nie żenuje jak bełkoczący gość, w momencie gdy reszta zaproszonych nie zdążyła jeszcze dotknąć kieliszków. Brak koordynacji ruchowej, plątający się język i bezsensowny słowotok wywołują grymas nawet na twarzach kilkuletnich dzieci, które nie są do końca świadome, co się dzieje. A jedyne co musisz zrobić, żeby do tego doprowadzić, to nawadniać organizm. Alkoholem.

 

5. Nie śpiewaj kolęd

Kolędy cieszą tylko starych ludzi, upośledzonych i kaleki. I dobrze, żeby się o tym dowiedzieli. Od Ciebie. Poza tym przecież nie umiesz śpiewać.

 

6. Włącz telewizor

Przedkładając telepudło nad rozmowy z bliskimi zanegujesz sens całego spotkania. Mass media i marketing wmawiają nam, że w Bożym Narodzeniu chodzi o prezenty i Coca-Colę, a nie spotkania z rodziną i kultywowanie relacji. Jeśli tysięczna powtórka „Kevina” będzie dla Ciebie ważniejsza, niż rozmowa z umierającą ciocią, dasz wszystkim jasny komunikat, że faktycznie tak jest. I że masz ich gdzieś. Znaczy się w dupie konkretnie.

 

7. Złóż szczerze życzenia

Poprzednie 6 punktów, to był tylko aperitif. Leciutka przystawka torująca drogę przed daniem głównym, które ma roznieść imprezę.

Przyjęło się, że w dzień poprzedzający narodzenie boga, życzymy sobie zdrowia, szczęścia i spadku stopy inflacyjnej. Czasem powodzenia w życiu zawodowym i zmiany stanu cywilnego. Jeśli ktoś chce zaszaleć i po całości spersonalizować życzenia, to między jednym „wszystkiego”, a drugim „najlepszego”, wtrąci nasze imię i nawiąże do rozmowy sprzed 5-ciu lat. Jednak nikt, dosłownie i w przenośni, ale to nikt nie spodziewa się, że te życzenia będą szczere, przemyślane i jakkolwiek związane z naszymi realiami.

Jeśli chcesz zniszczyć święta bez szans na szczęśliwe zakończenie, podczas łamania się opłatkiem daj upust swoim całorocznym przemyśleniom na temat członków rodziny. Życz wujkowi utraty kilogramów. Przynajmniej 15-stu. Babci znalezienia sobie kogoś w zastępstwie za zmarłego 30 la temu dziadka i regularniejszego zażywania lecytyny. Młodszej siostrze prostszych zębów. I cycków. Jakichkolwiek, już obojętnie czy prostych, czy krzywych, bo nie wiadomo po której stronie ją klepać jak się zakrztusi. Ojcu bezalkoholowej wódki.

Ludzie nie chcą słuchać o problemach. Zwłaszcza swoich. Powyciągaj je na wierzch uzmysławiając jak bardzo potrzebują rozwiązania, a otworzysz puszkę pandory. Zniszczenie, armagedon, wszystko płonie.

---> SKOMENTUJ

99 odpowiedzi od kolesia, którego czytasz

Skip to entry content

Wiem, wiem. Te odpowiedzi miały być tak dawno, że nawet wypis ze szpitala byłby słabym usprawiedliwieniem.

Najpierw wpadłem na genialny pomysł, że nagram przypadkowych ludzi na starym mieście jak czytają Wasze pytanie, a potem dogram siebie, jak siedzę na pomniku Mickiewicza i na nie odpowiadam. Faktycznie genialne, tylko nie przewidziałem, że zaczepienie i przekonanie do tego 99 osób trochę zajmie. Trochę za dużo.

Potem chciałem nagrać fabularyzowane scenki. Znajome blogerki przebrane kolejno za nauczycielkę, księdza i lekarkę miały zadawać mi Wasze pytania. Nagraliśmy pierwszą część w szkole, ale przekombinowaliśmy i nie wyszła dobrze. Poza tym żaden ksiądz nie chciał się zgodzić na vlogowanie w kościele.

Później stwierdziłem, że siądę u siebie w kuchni i po prostu na nie odpowiem. Zaparzyłem sobie herbatę i zacząłem odpowiadać. Biorąc ostatniego łyka zorientowałem się, że minęło już pół godziny, a ja dopiero jestem w połowie. Nie chciałoby Wam się tego oglądać.

I tak doszedłem do tego miejsca, czyli odpowiedzi pisemnej, którą będziecie w stanie przełknąć bez uszczerbku na zdrowiu. Aha, jest 95 odpowiedzi, a nie 99, bo 4 pytania się powtarzały.

 

1. Skąd pomysł z ukrywaniem twarzy? Jak długo chcesz stosować ten image?

Zabandażowana twarz miała dwa dna.

Po pierwsze, uważałem, że ważniejsze jest to co piszę, a nie to jak wyglądam. Że zupełnie nie ma znaczenia, czy mam buźkę jak Zakościelny, czy nos jak lodołamacz i krzywe zęby. Dalej uważam, że najważniejsza jest treść, ale nie ma co zaklinać rzeczywistości – osią bloga jest autor. I powinien być widoczny na blogu.

Po drugie, chciałem żeby człowiek-widmo był czymś na wzór symbolu. Założyć bloga na platformie blogowej można w 15 minut. Na swoim serwerze w 45. Z technicznego punktu widzenia, żeby robić to co ja, wystarczy mieć dostęp do komputera i internetu. Jest ktoś, kto tego nie ma w dzisiejszych czasach? Chciałem pokazać, że tym kolesiem z zabandażowaną twarzą mógł być każdy. Dosłownie.

2. Uważasz się za „grzecznego chłopca” ?

Ten pseudonim jest z przekory do samego siebie. Nigdy nie chciałem nim być, a zawsze tak mnie postrzegano.

3. Skąd bierzesz tematy na wpisy? Mi, jako początkującemu, czasami dość ciężko znaleźć temat, a staram się pisać co dwa dni. Masz jakieś opcje awaryjne, na wypadek braku weny?

To najbanalniejsza odpowiedź jakiej mogę udzielić, ale też najprawdziwsza. Najwięcej tematów na wpisy biorę z życia i bieżących sytuacji, w których się znajduję. Równie często inspiruję się muzyką i filmami, ale zawsze w odniesieniu do własnych przeżyć. W newralgicznych wypadkach (kiedy leżę obłożnie chory, jak ostatnio) wchodzę na Wykop i mam tematy na miesiąc wprzód.

4. Dlaczego założyłeś bloga i jakie są twoje plany/marzenia z nim związane?

Bloga założyłem, że zrobić sobie pracę z hobby, zarabiać więcej, niż na etacie i czuć namiastkę wolności podróżując po świecie.

5. Co sądzisz o ludziach typu Natalia Siwiec, którzy nic nie zrobili, niczego nie osiągnęli, a są w mediach i lansują się na celebrytów?

Do Natalii Siwiec nic nie mam, póki nie będzie się starała być ekspertem od wszystkiego. Robi to, co większość modelek, tyle, że z lepszym skutkiem.

6. Jakie seriale oglądasz/polecasz?

Z nieaktualnych, polecam pierwsze dwie generacje „Skinsów” i pierwsze dwa sezony „Californication”. Z bieżących „Mad Men” i „House of cards”. Z ponadczasowych „South park”.

7. Jakbyś mógł spełnić jedno życzenie, co by to było?

Zażyczyłbym sobie tysiąca życzeń.

8. Masz francuskie korzenie (pytam bo nazwisko na to wskazuje)? Może powiedz o tym coś więcej?

Tak, urodziłem się we Francji i mam francuskie nazwisko, ale to tyle w tym temacie. Nie upubliczniam spraw rodzinnych.

9. Trafiłam tu od wpisu „Życie jest spoko” i był bardzo spoko. Potem zaczęłam czytać inne „jak żyć” i wszystkie napisane są cudownie, po prostu płyną i się je czyta jednym tchem. Skąd masz taki talent pisarski? Dużo pisałeś opowiadań zanim zacząłeś prowadzić blog?

Mimo tego, że w liceum byłem w klasie matematycznej, a na studiach 90% przedmiotów opierało się o liczby, to zawsze miałem duszę humanisty. Po 3-cim roku dostałem się na staż w portalu informacyjny, gdzie moim zadaniem było pisanie artykułów. Dość szybko okazało się, że nawet mi to wychodzi, co ucieszyło obie strony, jednak poza wypracowaniami w gimnazjum, nigdy nie pisałem wcześniej nic dłuższego.

10. Czy masz rzecz bez której absolutnie byś się nie wytrzymał? Jeśli tak,to jaką?

Nie przywiązuje się za bardzo do rzeczy, ale jeśli już coś musiałbym wybrać, to na pewno trudno byłoby mi żyć bez lodówki.

11. Dlaczego nie podbiłeś do mnie w tramwaju, skoro specjalnie jeżdżę bez słuchawek?

Bo jeżdżę rowerem.

12. Nie uważasz, że powoli więcej czasu zaczynasz poświęcać na promocję niż na samą treść bloga?

W żadnym wypadku.

13. Jak myślisz, co jest w walizce z „Pulp Fiction”?

Najpewniej ćwierćfunciak z serem.

14. Gdzie w Krakowie można cię najczęściej spotkać?

Gdy czekam na kogoś pod Bagatelą.

15. Co zrobiłbyś z pierwszym zarobionym milionem?

Kupiłbym Jordany 5-tki i dwupoziomowe mieszkanie w kamienicy na Lea. No i może starczyłoby mi nawet na to, żeby je urządzić.

16. Co myślisz o kobietach , które nie chcą mieć dzieci i brać ślubu? Nie mam na myśli typowych feministek czy karierowiczek , które z facetami spotykają się tylko na seks. Mówię o tych, które chcą prowadzić wspólne życie z facetem, być szczęśliwe, ale nie potrzebny im od tego ślub w kościele czy huczne wesele. Czy kobieta, która nie chce urodzić mężczyźnie dzieci, będzie dla niego atrakcyjna ?

Myślę, że niezależnie, czy ktoś jest kobietą, czy mężczyzną, decyzję o posiadaniu dzieci powinien podjąć samodzielnie, w oparciu o własne odczucia, a nie presję z zewnątrz. Jeśli jednak ktoś decyduje się na wspólne życie z drugą osobą na dłużej, niż do następnego weekendu, powinien otwarcie zakomunikować, że w żadnym wypadku nie planuje reprodukcji, żeby obojgu zaoszczędzić przyszłych rozczarowań.

Natomiast co do ślubów i wesel, a zwłaszcza hucznych, to jestem przeciwnikiem marnowania pieniędzy w ten sposób. Znam inne dużo lepsze. Wiem jednak, że wielu ludzi to cieszy. Jeśli chodzi o samą instytucję małżeństwa, to nie uważam, żeby posiadanie tego samego nazwiska było bezwzględnym gwarantem szczęścia.

17. Na co najczęściej przeznaczasz pieniądze? Rachunki, podatki, jedzenie to rzeczy oczywiste, ale reszta idzie na ubrania, hobby, kino czy jeszcze coś innego?

Poza mieszkaniowo-czynszowymi sprawami, najwięcej kasy wydaję na szeroko rozumianą kulturę/rozrywkę, czyli płyty, kino, koncerty. Nie żałuję też sobie na dobre jedzenie, bo to jedna z trzech najprzyjemniejszych rzeczy na świecie i jedyna, którą powinno się kupować. Dalej są podróże, ale te już wymagają większych nakładów.

18. Ostatnio podnosi się szum wokoło takiej blogowej śmietanki. Dużo się mówi o towarzystwach wzajemnych adoracji i ciągle tych samych twarzach wszędzie się pojawiających. A jak ty się na to postrzegasz? Czy też się z tym zgadzasz, czy nie? Czy sam chciałbyś być tam gdzie oni?

Afery próbują wzniecać mali blogerzy i pseudo dziennikarze z bólem dupy, którzy chcieliby być na miejscu osób, które krytykują. Ja również chcę się tam znaleźć, dlatego pracuję, by być tam najpóźniej za rok.

19. Umówisz się ze mną na kawę?

Tak.

20. A ze mną na lody (ze Starowiślnej, bo wiem, że lubisz)?

Tak.

21. A ze mną na piwo (bo ja lubię)?

Tak.

22. Gdybyś był superbohaterem, to jakie miałbyś moce i jaki miałbyś kostium?

Chciałbym mieć moc czytania w myślach, żeby wiedzieć czy ludziom pokrywa się to co mówią, z tym co myślą. A kostium? Zasadniczo to w czym chodzę teraz, tyle, że z zasłoniętą twarzą. Na przykład bandażem.

23. Jeśli miałbyś lecieć balonem w świat, to gdzie byś poleciał?

Biorąc pod uwagę, że balonem nie da się za daleko dolecieć, to nie chciałbym spaść na ziemię przed Włochami.

24. Co to za blondynka która zadawała Ci pytanie przed Galerią?

Nie mam pojęcia.

25. Co myślisz o Kamilu Bednarku?

Wiem o jego istnieniu, ale kompletnie nie mam z nim, ani jego twórczością, styczności. W związku z czym, myślę o nim to, co o każdej niewyróżniającej się osobie na ulicy – nic.

26. Kot czy pies?

Pies.

27. Czy mężczyźni naprawdę kochają zołzy?

Tylko ci o słabym charakterze.

28. Jak wygląda twój blog pod względem statystyk?

Tak jak w zakładce współpraca.

29. Ulubiona książka z dzieciństwa?

„Sposób na Alcybiadesa” – jedyna jaką przeczytałem w całości w podstawówce.

30. Co sądzisz o studiach, magistrze i całym tym systemie? Czy uważasz, że studia są do czegoś człowiekowi potrzebne?

Myślę, że  moje pokolenie zamiast myśleć samodzielnie, dało się bezrefleksyjnie kierować rodzicom, którzy z kolei zostali wychowani w zupełnie innej rzeczywistości.

W czasach, gdy moja mama kończyła szkołę średnią, mało kto z jej rówieśników szedł na studia, to były raczej pojedyncze przypadki i przez rzadkość tego zjawiska, ten dyplom był gwarantem pracy. Teraz mało kto nie idzie na studiach, co roku mamy kilka set tysięcy magistrów i ten dyplom nie znaczy nic. Na większości kierunków dostajesz tylko i wyłącznie wiedzę teoretyczną, która dla przyszłego pracodawcy nic nie znaczy. Liczy się doświadczenie.

Dlatego zamiast cieszyć się, że studiujesz 3 kierunki naraz, lepiej skończyć licencjat z jednego zaliczając w międzyczasie 2-3 praktyki. Albo w ogóle pójść od razu po maturze do pracy.

31. Bardzo lubię cię czytać i zawsze mnie zastanawia ile zajmuje ci napisanie jednego tekstu? Godzinę, dwie?

Stworzenie kompletnego wpisu, czyli napisanie tekstu, wyjustowanie, poprawienie literówek i znalezienie odpowiedniego zdjęcia średnio zajmuje mi 5 godzin.

32. Co najbardziej lubisz jeść?

Wiem jak to zabrzmi, ale pizzę i burgery. Tyle, że prawdziwą pizzę i prawdziwe burgery.

33. Slipki czy bokserki ?

Bokserki. Noszę od 6 klasy podstawówki i zastanawiam się jak mogłem zacząć tak późno.

34. Jeśli byłbyś instrumentem muzycznym to jakim?

Skrzypcami, bo nie ma do nich prostej instrukcji obsługi.

35. Gdybyś dziś propozycję od Wojewódzkiego faktycznie dostał, to czy uznałbyś że to właściwy czas by się zgodzić?

Pewnie, że bym się zgodził, takich propozycji się nie odrzuca. Zresztą, czemu miałby to nie być właściwy czas?

36. To kiedy u tego Wojewódzkiego?

Cały czas czekam na zaproszenie. Chyba zgubił mój e-mail.

37. Czy od początku studiów sam na siebie zarabiałeś (czynsz,  życie, itp.)?

Tak, odkąd wyprowadziłem się z domu w wieku 20 lat, pracuję, żeby mieć na życie.

38. Czy nie jesteś rozczarowany, że zebranie kompletu pytań zajęło… dokładnie miesiąc?

Jestem pod wrażeniem, że w ogóle padło tyle pytań.

39. Kawa czarna czy biała?

Biała, najlepiej latte albo w ogóle mrożona mocha. Tylko raz w życiu próbowałem wypić czarną. Nie dopiłem.

40. KFC czy McDonald?

Oba, ale sporadycznie.

41. Jadasz w North Fish?

Tak, zdarza się.

42. Z jakiego miasta pochodzisz?

Z Sosnowca – miasta Jana Kiepury, nie mamy małej Madzi.

43. Co było pierwsze – jajko czy kura?

Rosół z lanymi kluskami.

44. Dlaczego KMK jest najlepsze?

Nie wiem co to KMK.

45. Chcesz się całować?

Tak.

46. Kiedy masz urodziny?

3 dni po pierwszym dniu wiosny.

47. Jaką książkę ostatnio przeczytałeś?

Cały czas kończę „Grę o tron”.

48. Co sądzisz o naszym kraju?

Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć kilkoma zdaniami, a nie chcę też tu pisać kilkudziesięciostronicowego wywodu. Zasadniczo jest wiele rzeczy do zmiany.

49. Chciałbyś wyjechać z Polski na stałe?

Kocham polski język, sprawia mi przyjemność posługiwanie się nim i na nim opieram swoją przyszłość, w związku z czym, nie wyobrażam sobie, żeby nagle przerzucić się na angielski. Aczkolwiek, okresowo, na przykład od października do kwietnia, chętnie będę wyjeżdżał zagranicę, żeby tam przezimować. Ale nigdy na stałe.

50. Okulary! Zafascynowały mnie. Skąd takie i dlaczego ten model a nie inny?

Cytując Franka Kimono – pierwszego znanego mi samca alfa – chciałem mieć w  sobie dzikość żółtej pantery.

51. Kręcą o tobie film. Albo o blogosferze. Jakoś tak. Kto miałby Ciebie zagrać?

Gierszał – najlepszy aktor młodego pokolenia. Tyle, że zanim do tego dojdzie nie będzie już taki młody…

52. Wybierasz się na Coke Live Music Festival w tym roku ?

W tym nie poszedłem, w przyszłym możliwe, ale najchętniej wybrałbym się na Woodstock. To jedyny polski festiwal owiany legendą. Słyszałem tyle skrajnych opinii, że muszę sam sprawdzić jak tam jest.

53. Masz jakiś blogowy autorytet? Na kim się wzorujesz pisząc bloga?

Na nikim się nie wzoruję, bo mam własną wizję tego jak ma to wyglądać, ale jeśli chodzi o rady dotyczące blogowania, to bardzo dużo wyniosłem z obu książek Tomka i bloga Andrzeja. Gdyby nie wiedza, którą od nich dostałem, nie byłoby mnie tu gdzie jestem teraz, za co jestem im bardzo wdzięczny.

54. Jak ubrane wolisz kobiety – luźno czy elegancko?

Zdecydowanie luźno. Staram się unikać jak ognia eleganckich ciuchów, i u kobiet też mi się to nie podoba. Strasznie je to postarza i odbiera im uroku.

55. Co myślisz o spotted? Dałbyś się tak poderwać?

Myślę, że nie wchodzę na tego typu strony, więc nawet jeśli ktoś by mnie tam szukał, to nie miałbym o tym pojęcia. Jeśli chcesz kogoś poderwać, to po prostu to zrób, gdy masz ku temu okazję. W najgorszym wypadku dowiesz się, że nie jesteś w jego typie. To dużo lepsze, niż pół życia zastanawiać się „co by było gdyby…”.

56. Jaki jest twój ideał kobiety?

Filigranowa z pasją.

57. Czy jest jakaś cecha – jeśli tak, to jaka – którą szczególnie cenisz sobie u kobiet?

Pazur. Lubię wyraziste kobiety z charakterem, które mają coś do powiedzenia i potrafią obronić to zdanie.

58. Gdy byłeś mały, chciałeś zostać… ?

Jak każdy chłopiec – piłkarzem. Niestety, dość szybko okazało się, że nie potrafię prosto kopnąć piłki i moja kariera sportowa legła w gruzach.

59. Określ się politycznie. Lewica czy prawica?

Nigdy nie interesowałem się tym na tyle, by jednoznacznie się określać. Zasadniczo tyle razy dałem się już nabrać na obietnice wyborcze, że każda partia wydaje mi się zła.

60. Co tam?

Spoko.

61. Jak wyrzeźbiłeś łydki ? Chodzisz gdzieś na siłownię/chodziłeś?

Nic nie rzeźbiłem, najzwyczajniej codziennie jeżdżę na rowerze. Ogólnie rower jest rozwiązaniem wszystkich problemów egzystencjalnych i źródłem szczęśliwego pożycia przedmałżeńskiego. Polecam każdemu.

62. Najbardziej szalona rzecz, jaką w życiu zrobiłeś?

Żadna z tych, które byłyby interesujące nie nadaje się do publikacji.

63. Gdybyś mógł wybrać czasy bądź epokę, to kiedy chciałbyś żyć?

Chciałbym zobaczyć jak będzie się żyło za 100 i za 1000 lat. Czy nasze wyobrażenia o przyszłości pokryją się z realiami, czy są zupełnie od nich oderwane? Ciekawi mnie jak będzie wyglądało życie i kontakty międzyludzkie w, jak podejrzewam, totalnie zdigitalizowanym świecie, gdzie nawet nasze myśli będą zapisywane na dysku twardym.

64. Masz dobrze wytyczony plan na przyszłość?

Jasne, pisałem o nim tutaj.

65. Ciebie też wkurwia Kominek?

Nie. Tomka bardzo szanuję za to, że wbrew wszystkim i wszystkiemu zrealizował swoją fantazję i żyje tak jak chce, a nie tak jak wypada.

66. Lubisz Kubę Wojewódzkiego?

Nie znam go, więc nie mogę go lubić, bądź nie, ale cenię go za intelekt i błyskotliwość.

67. Czy wiesz kim był Pakelika?

Nie.

68. Kim chcesz być w przyszłości, zakładając, że z bloga nie wyżyjesz?

Wszystko wskazuje na to, że jednak wyżyję i to nie tylko jedząc parówki z Biedry, więc raczej rozważam co będę robił, jeśli kiedyś blogowanie mi się znudzi.

69. Książka, która wywarła na Ciebie największy wpływ to…?

Zdecydowanie „Gra” Neila Straussa. Wywróciła do góry nogami moje nastoletnie, naiwne spojrzenie na relacje damsko-męskie. Gdyby kumpel nie podrzucił mi jej w liceum, pewnie do dziś nie złapałbym dziewczyny nawet za ramię.

70. Jakie trzy cechy ludzkie uznałbyś za najbardziej denerwujące?

Zawiść, brak chęci do działania i narzekactwo. W tej kolejności.

71. Ja mam pytanie: za co kochasz Kraków?

Za to, że zawsze się w nim coś dzieje i daje namiastkę dużego, zachodnioeuropejskiego miasta, ale mimo to jest bardzo kameralny i zaściankowy.

72. Czy w tym bandażu nie jest Ci za ciepło?

Było w nim gorąco jak cholera. Latem czułem, że mi odparzy twarz, ale za to zimą dawał większy komfort ciepła, niż jakakolwiek czapka/szalik/kominiarka.

73. Czy twoje ukruszone jedynki odrosły dzięki profesjonalnemu bandażowaniu twarzyszcza?

Niestety mumifikowanie się nie pomogło.

74. Czy na spotkania blogerów też przychodzisz w bandażach? Bo w sumie z chęcią bym z tobą poruszyła parę blogowych kwestii, a podejrzewam, że ciężko Ci się rozmawia przez te zwoje?

Faktycznie trudno się w tym rozmawiało, ale na spotkania blogerów i tak przychodziłem w bandażach, bo bałem się, że bez nich nikt mnie nie rozpozna.

75. Czy znasz jakąś Weronikę?

Nie, nie znam żadnej Weroniki.

76. Ulubiony zespół/gatunek muzyczny?

Pezet/rap.

77. Chłopiec niższy od dziewczyny. Co ty na to?

Nie ma szans. Źle bym się czuł przy dziewczynie wyższej od siebie, poza tym pociągają mnie zdecydowanie te drobne.

78. Czy to prawda, że prawdziwy facet ma duszę zdobywcy i chce zdobyć kobietę, irytuje go, kiedy ona za nim lata?

Faceci lubią zdobywać, a kobiety lubią być zdobywane. To jedna sprawa. Druga jest taka, że mało kto docenia to, co przyszło mu łatwo.

79. Wiele było pisane o podrywaniu dziewczyn, ale może podasz swoim czytelniczkom drogę do serca faceta?

Zasadniczo wystarczy, że powiesz „cześć” i w pierwszych pięciu minutach rozmowy nie zasypiesz go kompleksami na temat swojego wyglądu.

80. Czego się boisz?

Samotności i śmierci. Ciężko żyje mi się bez innych ludzi, a wizja tego, że życie po prostu się kończy w momencie ustania akcji serca paraliżuje mnie.

81. Co sądzisz o bogu? Jest on tam, czy go nie ma?

Bardzo chciałbym, żeby był, ale obawiam się, że to tylko idea, która powstała, żeby uniknąć bezcelowości życia i móc uzasadniać zjawiska, których w inny sposób nie da się wytłumaczyć.

82. Jaki jest twój stosunek do wiary i religii?

Jestem przekonany, że religia została stworzona tylko po to, by móc sterować i kontrolować społeczeństwo.

83. Miałeś taki moment, że chciałeś rzucić pisanie bloga?

Wielokrotnie. Zasadniczo najbardziej wątpiłem w sens pisania, gdy kończyłem studia i trzeba było się zdecydować co dalej z życiem, i z czego będę płacił za wodę, prąd, gaz i nowe adidasy. Moi znajomi zaczynali pracę w korporacjach, za nawet nieśmieszne pieniądze, a ja stukałem w zimnym pokoju w  klawiaturę, marząc, że może kiedyś ktoś mi za to zapłaci.

84. Dlaczego już nie gotujesz?

Gotuję na bieżąco, tyle, że ostatnio nie robiłem nic na tyle ciekawego, by to pokazać. Ale bez obaw, blogowe gotowanie wróci w nieco odświeżonej formie.

85. Kiedy wspomniana w jednym ze starszych wpisów impreza?!

W którym?

86. Ile zarabiasz?

Poniżej 10 000zł miesięcznie nie ma sensu się chwalić zarobkami.

87. Czy jest jakaś cecha – jeśli tak, to jaka – którą szczególnie cenisz sobie u ludzi?

Nonkonformizm. Pójście pod prąd i realizacja własnych marzeń bez względu na wszystko.

88. Na dzień dzisiejszy, koncert jakiego zespołu najchętniej byś się wybrał?

Eminema. Najwszechstronniejszy tekściarz i wokalista na świecie. Potrafi zrobić ze słowem i głosem WSZYSTKO. Muszę zobaczyć go na żywo.

89. Jaka jest Twoja ulubiona książka (opcjonalnie pisarz/pisarka)?

Czytam za mało książek, żeby mieć jedną ulubioną, a zwłaszcza jednego ulubionego twórcę.

90. Czym dla Ciebie jest samotność?

Stanem, w którym bardzo nie lubię się znajdować i trudno mi go zaakceptować. Potrzebuję kontaktu z ludźmi do normalnego funkcjonowania.

91. Jakie byłoby ostatnie zdanie, w książce którą byś napisał, ale nie była by to twoja autobiografia, a suma Twoich przemyśleń?

Jeśli będziesz robił to, co zawsze, będziesz dostawał to, co zawsze.

92. Jaki jest ulubiony pub w Krakowie, mojego ulubionego kolesia którego czytam?

Z pubów-klubów, to Forum Przestrzenia, Pixel i chwilowo (mam nadzieję) zamknięte Rozrywki Trzy. Z pubów-kawiarń to Święta Krowa i większość knajp na Placu Nowym.

93. Jak osiągnąłeś „popularność”? Zacząłeś się reklamować u innych bloggerów czy po prostu pisałeś tak, jak piszesz i ludzie cię polubili za Twój sposób bycia itd?

Do popularności, to mi jeszcze trochę brakuje, ale rozumiem, że pytasz o zdobywanie czytelników.

Na początku miałem różne głupie pomysły, typu pisanie pod SEO, albo komentowanie wpisów innych blogerów nie z profilu prywatnego, tylko z fanpejdża. To na nic się nie przekładało i było tylko stratą czasu. Na szczęście w porę to pojąłem i skupiłem się po prostu na tworzeniu dobrych tekstów, dając z siebie tyle, ile jestem tylko w stanie. Czytelnicy to docenili i zaczęli podawać moje wpisy dalej swoim znajomym. To jedyna droga jaką można zdobyć wartościową widownię.

94. Jakie dałbyś tipsy pozostałym próbującym zostać blogerami, aby przeżyć ten najtrudniejszy, pierwszy rok pisania? Jakieś osobiste drogowskazy, wskazówki, porady?

Po pierwsze, nie próbujcie się wybić atakując innych, większych blogerów, bo to najgorsze co możecie zrobić. Po drugie, nie płyńcie z nurtem, bądźcie oryginalni, postarajcie się wnieść coś nowego swoimi tekstami. Czytelnicy to docenią. Po trzecie, jasno określcie po co to robicie i do czego dążycie blogując. Jeśli ma się jasno określony cel, łatwiej pokonać przeszkody na drodze do niego.

95. Twoje motto życiowe?

Najgorsze co możesz zmarnować to talent.

---> SKOMENTUJ