Close
Close

Święta, święta i zamiast talii osy, dupa słonięta. Czy jakoś tak. Barszcz wypity, uszka odgryzione, poliki wycałowane, hajsik przytulony. Aby tradycji stało się za dość, w pierwszy pracujący dzień po świętach należy pognać co tchu w płucach do sklepów. Bo wyprzedaże, bo obniżki, bo promocje. W gąszczu nikomu niepotrzebny pierdół tańszych o złotówkę czają się zasadzki, niebezpieczeństwa i spoceni ludzie.

Jak po bożemu ich ominąć i zrobić zakupy jak szef, a nie jak lama? Oczywiście bardzo prosto.

1. Miej galerie cudze przede mną. Wybranie się na poświąteczne wyprzedaże, do centrum handlowego, które jest najbliżej/które najlepiej znasz, nie zawsze jest dobrym pomysłem. Zwłaszcza jeśli to najpopularniejszy obiekt w mieście/usytuowany w centrum. W Galerii Krakowskiej w „zwykłe” dni są tłumy, a po jakiejkolwiek dłuższej przerwie są TŁUMY. Odpuść i pojedź do jakiejś handlówki na obrzeżach, gdzie nie zaglądają przypadkowi turyści.

2. Nie będziesz jeździł po obiedzie nadaremno. Jeśli nie chcesz skruszyć zębów zgrzytając nimi w kolejce do wejścia, przebieralni i kasy, to wyrusz na zakupy przed południem, a nie po, jak większość. Najlepiej koło 11, gdy ciuchy jeszcze nie walają się po podłodze, tylko wiszą ułożone według rozmiarów na wieszakach, a ekspedientki nie wypowiadają nazwy najstarszego zawodu świata w myślach, przed udzieleniem odpowiedzi na Twoje pytanie.

3. Pamiętaj abyś szatnię na okrycie wierzchnie święcił. Pozbądź się kurtki, czapki, rękawiczek i szalika. Nie żałuj tej trójczyny i zostaw zbędną odzież tam, gdzie jej miejsce. Taszczenie tego ze sobą po wszystkich sklepach albo, nie daj boże, ściąganie i zakładanie za każdym razem, gdy chcesz coś przymierzyć jest gorsze, niż odrastające włosy w nosie.

4. Czcij gotówkę swoją i karty płatnicze swoje. Obniżka o 10%, to nie obniżka. Przecena z 249,90zł na 229,90zł, to nie przecena. Już lepiej było kupić tę kurtkę od razu po ukazaniu się kolekcji, a nie teraz brać wymiętoloną za 2 dyszki mniej. Nie daj się omamić napisem „SALE”. Sale to były w szkole od wuefu.

5. Nie wkręcaj sobie, że nie potrzebujesz przymierzyć. To, że wszystkie spodnie z Bershki masz w rozmiarze 32 nie znaczy, że gacie w Zarze z takim numerkiem też będą na Ciebie pasowały. A już na pewno nie w H&M! Wiem, że nie chce Ci się 27 raz stać w kolejce, rozsznurowywać butów i ściągać spodni, ale lepiej zrobić to po raz kolejny, niż po przyjściu do domu dowiedzieć się, że sztruksy, których tyle się naszukałeś, jednak są za małe. I wyglądasz w nich jak po młodszym bracie.

6. Nie zabijaj. Się. O byle gówno. Stań przed lustrem w tym t-shirce z jednorożcem, i zadaj sobie jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie – „czy naprawdę chcę to mieć?”. Nie raz widząc stertę ciuchów ometkowanych „-50%” brałem co popadnie w euforycznym szale, po czym dochodziłem do kabiny w przymierzalni i doznawałem olśnienia. Wewnętrzny głos rozsądku klepał mnie po twarzy mówiąc „synu, trzymasz w rękach syf najgorszego sortu, w którym będzie ci wstyd nawet wyjść ze śmieciami”.

7. Nie cudzołóż. W sensie nie łóż gdzie popadnie. Jeśli rezygnujesz z oversize’owego swetra, w którym wyglądasz jak Dumbo po nieudanej liposukcji, to nie rzucaj go gdzie popadnie. Daj go jakiejś ekspedientce przy przymierzalni albo zostaw przy kasie, bo kładąc go byle gdzie, zrobisz większy burdel, niż w „Showgirls”.

8. Nie rób bydła. Ani rzucając się na ostatnią koszulę moro za 19,90zł w Twoim rozmiarze, ani kwitnąc w kolejce do kasy. To, że nie udało Ci się kupić po taniości tego, co chciałeś, to Twoja wina. Tak samo jak to, że wrastasz w ziemię czekając, aż kasjer Cię obsłuży. Zacznij zarabiać więcej, to pozbędziesz się takich problemów.

9. Nie miej fałszywych potrzeb przeciwko skarbonce swojej. Przy kasie dowiesz się, że jeśli weźmiesz jeszcze 15 rzeczy, to 16-sta będzie gratis. De facto okaże się, że zapłaciłeś za to, co naprawdę chciałeś kupić 3 razy więcej, niż przed przeceną, ale wiele osób się na to łapie. Bądź czujny. Nie daj się zwieść. Podążaj za brzdękiem monet w swojej świni-skarbonie.

10. Ani złudzeń, że nie potrzebujesz paragonu. Potrzebujesz i to jak cholera! Wszystkie ciuchy podlegają wymianie bądź naprawie, jeśli są wadliwe, a ciuchy z wyprzedaży bywają wybrakowane częściej, niż poza nią. Tu przetarcie na zgięciu, tam urwany guzik i już dżinsy z niższym krokiem, niż team leader przewiduje, nie nadają się do założenia na casual friday w korpo. Bez paragonu będziesz mógł w nich już tylko jeździć na sobotnie zakupy, więc nie kozakuj wyrzucając rachunek za siebie po odejściu od kasy, tylko schowaj w portfelu.

Amen.

autorem zdjęcia w nagłówku jest twicepix

(niżej jest kolejny tekst)

50
Dodaj komentarz

avatar
22 Comment threads
28 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
27 Comment authors
Dorota CudzichJan FavreJoanna KrzakMichał 'Zioło' ZielińskiDawid Zawadzki Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Cloudy
Gość
Cloudy

Przyda się przed jutrzejszą eskapadą ;)

Elaine
Gość

Sieciówki są mistrzami marketingu, nieraz dałam się złapać na te ich cudowne promocje czy specjalne oferty. Jak już idę na zakupy to w konkretnym celu, więc raczej nie szaleję na wyprzedażach.

Grzeczny Chłopiec
Gość

Ja od jakiegoś czasu też jeśli idę to tylko w konkretnym celu. Jest? Biorę! Nie ma? Wychodzę.

gabrielafrancuz
Gość
gabrielafrancuz

W przypadku kobiet to tak nie działa ;-) Cel zmienia się z minuty na minutę – wychodzę po spodnie i wracam z sukienką, nie ma w tym nic nielogicznego ;)

Monika
Gość

Do 7 i 8 dodałabym jeszcze – nie rób bydła w przymierzalni. Jeśli przymierzyłaś (sorry, w męskich nie widziałam takiego syfu nigdy) 6 seksi sukieneczek i w każdej wyglądasz źle, to zabierz je łaskawie ze sobą i oddaj obsłudze/poszukaj wieszaka zbiorowego przy wyjściu z przymierzalni/ odnieś na właściwe miejsce, a nie wychodź, a sukienusie zostawiaj w przymierzalni do której ktoś po tobie musi wejść.

Grzeczny Chłopiec
Gość

To właśnie to miałem na myśli pisząc „nie cudzołóż” ;)

Oleandrra
Gość

Ja bym dala jeszcze przykazanie 11.Nie spinaj się. Wszyscy chodzą wkurzeni i bojowo nastawieni i sapia się za każdym razem gdy ktoś/cos wejdzie im w drogę. Trochę więcej pozytywnych wibracji i świat stanie się o wiele bardziej przystępny i wesoły.

Grzeczny Chłopiec
Gość

Liczę, że zastosowanie się do wszystkich 10 przykazań zaowocuje brakiem spiny.

Krakowska Singielka
Gość
Krakowska Singielka

Amę.

Powinni takie ulotki przed wejściami do galerii rozdawać. ;)

Michał 'Zioło' Zieliński
Gość

No co Ty, to wszyscy by poszli z torbami ;)

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

jak skutecznie zepsuć święta
autorem zdjęcia jest Dan Century

Święta Bożego Narodzenia, to radosny czas, kiedy golimy się, strzyżemy, depilujemy nogi i wkładamy czystą bieliznę. Przypływom szczęścia nie ma końca, gdy dowiadujemy się, co przez pół roku mieliśmy za kanapą. Pod biurkiem znajdujemy zaginione długopisy, a w zgięciach fotela drobniaki, których czasem starcza na jakieś lepsze piwo. Wszyscy są serdeczni, trzymają się za ręce i nie kradną kołpaków z aut na obcych blachach stojących pod blokiem, a po północy nawet blogerzy technologiczni zaczynają mówić ludzkim głosem.

Tę sielankę jednak da się zakłócić. I to dość prosto. W zasadzie to nawet przez nieuwagę. Poniżej masz 7 sposobów, którymi, celowo bądź nieumyślnie, zepsujesz każde święta.

 

1.  Nie przychodź

Niezjawienie się na Wigilii, pomimo przyjęcia i potwierdzenia zaproszenia, z pewnością wpłynie negatywnie na atmosferę podczas wieczerzy. Jednak pojawiają się tu dwa haczyki. Po pierwsze, jeśli zwyczajem w Twojej rodzinie jest, że na wigilijną kolację zjeżdżają się wszyscy do trzech pokoleń wstecz i jednego wprzód, to możliwe, że w tym kilkudziesięcioosobowym tłumie nikt nie zauważy Twojej nieobecności. Po drugie, jeśli Ty jesteś organizatorem Wigilii, to masz ograniczone pole ucieczki, a nieotwieranie drzwi może nie poskutkować.

 

2. Nie przynoś prezentów

Działa tylko w momencie, gdy w Twojej rodzinie jest zwyczaj wkładania pudełek przewiązanych wstążką pod choinkę. Jeśli tradycją jest, że każdy daje sobie coś choćby symbolicznego, a Ty ostentacyjnie zamanifestujesz, że się w to nie bawisz, wszystkim zrobi się nieswojo. Przynajmniej przez kwadrans.

 

3. Narzekaj na jedzenie

Ale nie jednokrotnie. Jeśli ograniczysz się do stwierdzenia, że karp cuchnie mułem, sprawisz przykrość tylko osobie, która go przyrządzała. No i może dwóm innym, które są fanatykami karpi. Kwieciście komentując każdą z potraw znajdujących się na stole, nie tylko urazisz wszystkich którzy brali udział w przygotowywaniu kolacji, ale i tych, którzy wcześniej je chwalili.

 

4. Szybko przeholuj z winem

Nic tak nie żenuje jak bełkoczący gość, w momencie gdy reszta zaproszonych nie zdążyła jeszcze dotknąć kieliszków. Brak koordynacji ruchowej, plątający się język i bezsensowny słowotok wywołują grymas nawet na twarzach kilkuletnich dzieci, które nie są do końca świadome, co się dzieje. A jedyne co musisz zrobić, żeby do tego doprowadzić, to nawadniać organizm. Alkoholem.

 

5. Nie śpiewaj kolęd

Kolędy cieszą tylko starych ludzi, upośledzonych i kaleki. I dobrze, żeby się o tym dowiedzieli. Od Ciebie. Poza tym przecież nie umiesz śpiewać.

 

6. Włącz telewizor

Przedkładając telepudło nad rozmowy z bliskimi zanegujesz sens całego spotkania. Mass media i marketing wmawiają nam, że w Bożym Narodzeniu chodzi o prezenty i Coca-Colę, a nie spotkania z rodziną i kultywowanie relacji. Jeśli tysięczna powtórka „Kevina” będzie dla Ciebie ważniejsza, niż rozmowa z umierającą ciocią, dasz wszystkim jasny komunikat, że faktycznie tak jest. I że masz ich gdzieś. Znaczy się w dupie konkretnie.

 

7. Złóż szczerze życzenia

Poprzednie 6 punktów, to był tylko aperitif. Leciutka przystawka torująca drogę przed daniem głównym, które ma roznieść imprezę.

Przyjęło się, że w dzień poprzedzający narodzenie boga, życzymy sobie zdrowia, szczęścia i spadku stopy inflacyjnej. Czasem powodzenia w życiu zawodowym i zmiany stanu cywilnego. Jeśli ktoś chce zaszaleć i po całości spersonalizować życzenia, to między jednym „wszystkiego”, a drugim „najlepszego”, wtrąci nasze imię i nawiąże do rozmowy sprzed 5-ciu lat. Jednak nikt, dosłownie i w przenośni, ale to nikt nie spodziewa się, że te życzenia będą szczere, przemyślane i jakkolwiek związane z naszymi realiami.

Jeśli chcesz zniszczyć święta bez szans na szczęśliwe zakończenie, podczas łamania się opłatkiem daj upust swoim całorocznym przemyśleniom na temat członków rodziny. Życz wujkowi utraty kilogramów. Przynajmniej 15-stu. Babci znalezienia sobie kogoś w zastępstwie za zmarłego 30 la temu dziadka i regularniejszego zażywania lecytyny. Młodszej siostrze prostszych zębów. I cycków. Jakichkolwiek, już obojętnie czy prostych, czy krzywych, bo nie wiadomo po której stronie ją klepać jak się zakrztusi. Ojcu bezalkoholowej wódki.

Ludzie nie chcą słuchać o problemach. Zwłaszcza swoich. Powyciągaj je na wierzch uzmysławiając jak bardzo potrzebują rozwiązania, a otworzysz puszkę pandory. Zniszczenie, armagedon, wszystko płonie.

99 odpowiedzi od kolesia, którego czytasz

Skip to entry content

Wiem, wiem. Te odpowiedzi miały być tak dawno, że nawet wypis ze szpitala byłby słabym usprawiedliwieniem.

Najpierw wpadłem na genialny pomysł, że nagram przypadkowych ludzi na starym mieście jak czytają Wasze pytanie, a potem dogram siebie, jak siedzę na pomniku Mickiewicza i na nie odpowiadam. Faktycznie genialne, tylko nie przewidziałem, że zaczepienie i przekonanie do tego 99 osób trochę zajmie. Trochę za dużo.

Potem chciałem nagrać fabularyzowane scenki. Znajome blogerki przebrane kolejno za nauczycielkę, księdza i lekarkę miały zadawać mi Wasze pytania. Nagraliśmy pierwszą część w szkole, ale przekombinowaliśmy i nie wyszła dobrze. Poza tym żaden ksiądz nie chciał się zgodzić na vlogowanie w kościele.

Później stwierdziłem, że siądę u siebie w kuchni i po prostu na nie odpowiem. Zaparzyłem sobie herbatę i zacząłem odpowiadać. Biorąc ostatniego łyka zorientowałem się, że minęło już pół godziny, a ja dopiero jestem w połowie. Nie chciałoby Wam się tego oglądać.

I tak doszedłem do tego miejsca, czyli odpowiedzi pisemnej, którą będziecie w stanie przełknąć bez uszczerbku na zdrowiu. Aha, jest 95 odpowiedzi, a nie 99, bo 4 pytania się powtarzały.

 

1. Skąd pomysł z ukrywaniem twarzy? Jak długo chcesz stosować ten image?

Zabandażowana twarz miała dwa dna.

Po pierwsze, uważałem, że ważniejsze jest to co piszę, a nie to jak wyglądam. Że zupełnie nie ma znaczenia, czy mam buźkę jak Zakościelny, czy nos jak lodołamacz i krzywe zęby. Dalej uważam, że najważniejsza jest treść, ale nie ma co zaklinać rzeczywistości – osią bloga jest autor. I powinien być widoczny na blogu.

Po drugie, chciałem żeby człowiek-widmo był czymś na wzór symbolu. Założyć bloga na platformie blogowej można w 15 minut. Na swoim serwerze w 45. Z technicznego punktu widzenia, żeby robić to co ja, wystarczy mieć dostęp do komputera i internetu. Jest ktoś, kto tego nie ma w dzisiejszych czasach? Chciałem pokazać, że tym kolesiem z zabandażowaną twarzą mógł być każdy. Dosłownie.

2. Uważasz się za „grzecznego chłopca” ?

Ten pseudonim jest z przekory do samego siebie. Nigdy nie chciałem nim być, a zawsze tak mnie postrzegano.

3. Skąd bierzesz tematy na wpisy? Mi, jako początkującemu, czasami dość ciężko znaleźć temat, a staram się pisać co dwa dni. Masz jakieś opcje awaryjne, na wypadek braku weny?

To najbanalniejsza odpowiedź jakiej mogę udzielić, ale też najprawdziwsza. Najwięcej tematów na wpisy biorę z życia i bieżących sytuacji, w których się znajduję. Równie często inspiruję się muzyką i filmami, ale zawsze w odniesieniu do własnych przeżyć. W newralgicznych wypadkach (kiedy leżę obłożnie chory, jak ostatnio) wchodzę na Wykop i mam tematy na miesiąc wprzód.

4. Dlaczego założyłeś bloga i jakie są twoje plany/marzenia z nim związane?

Bloga założyłem, że zrobić sobie pracę z hobby, zarabiać więcej, niż na etacie i czuć namiastkę wolności podróżując po świecie.

5. Co sądzisz o ludziach typu Natalia Siwiec, którzy nic nie zrobili, niczego nie osiągnęli, a są w mediach i lansują się na celebrytów?

Do Natalii Siwiec nic nie mam, póki nie będzie się starała być ekspertem od wszystkiego. Robi to, co większość modelek, tyle, że z lepszym skutkiem.

6. Jakie seriale oglądasz/polecasz?

Z nieaktualnych, polecam pierwsze dwie generacje „Skinsów” i pierwsze dwa sezony „Californication”. Z bieżących „Mad Men” i „House of cards”. Z ponadczasowych „South park”.

7. Jakbyś mógł spełnić jedno życzenie, co by to było?

Zażyczyłbym sobie tysiąca życzeń.

8. Masz francuskie korzenie (pytam bo nazwisko na to wskazuje)? Może powiedz o tym coś więcej?

Tak, urodziłem się we Francji i mam francuskie nazwisko, ale to tyle w tym temacie. Nie upubliczniam spraw rodzinnych.

9. Trafiłam tu od wpisu „Życie jest spoko” i był bardzo spoko. Potem zaczęłam czytać inne „jak żyć” i wszystkie napisane są cudownie, po prostu płyną i się je czyta jednym tchem. Skąd masz taki talent pisarski? Dużo pisałeś opowiadań zanim zacząłeś prowadzić blog?

Mimo tego, że w liceum byłem w klasie matematycznej, a na studiach 90% przedmiotów opierało się o liczby, to zawsze miałem duszę humanisty. Po 3-cim roku dostałem się na staż w portalu informacyjny, gdzie moim zadaniem było pisanie artykułów. Dość szybko okazało się, że nawet mi to wychodzi, co ucieszyło obie strony, jednak poza wypracowaniami w gimnazjum, nigdy nie pisałem wcześniej nic dłuższego.

10. Czy masz rzecz bez której absolutnie byś się nie wytrzymał? Jeśli tak,to jaką?

Nie przywiązuje się za bardzo do rzeczy, ale jeśli już coś musiałbym wybrać, to na pewno trudno byłoby mi żyć bez lodówki.

11. Dlaczego nie podbiłeś do mnie w tramwaju, skoro specjalnie jeżdżę bez słuchawek?

Bo jeżdżę rowerem.

12. Nie uważasz, że powoli więcej czasu zaczynasz poświęcać na promocję niż na samą treść bloga?

W żadnym wypadku.

13. Jak myślisz, co jest w walizce z „Pulp Fiction”?

Najpewniej ćwierćfunciak z serem.

14. Gdzie w Krakowie można cię najczęściej spotkać?

Gdy czekam na kogoś pod Bagatelą.

15. Co zrobiłbyś z pierwszym zarobionym milionem?

Kupiłbym Jordany 5-tki i dwupoziomowe mieszkanie w kamienicy na Lea. No i może starczyłoby mi nawet na to, żeby je urządzić.

16. Co myślisz o kobietach , które nie chcą mieć dzieci i brać ślubu? Nie mam na myśli typowych feministek czy karierowiczek , które z facetami spotykają się tylko na seks. Mówię o tych, które chcą prowadzić wspólne życie z facetem, być szczęśliwe, ale nie potrzebny im od tego ślub w kościele czy huczne wesele. Czy kobieta, która nie chce urodzić mężczyźnie dzieci, będzie dla niego atrakcyjna ?

Myślę, że niezależnie, czy ktoś jest kobietą, czy mężczyzną, decyzję o posiadaniu dzieci powinien podjąć samodzielnie, w oparciu o własne odczucia, a nie presję z zewnątrz. Jeśli jednak ktoś decyduje się na wspólne życie z drugą osobą na dłużej, niż do następnego weekendu, powinien otwarcie zakomunikować, że w żadnym wypadku nie planuje reprodukcji, żeby obojgu zaoszczędzić przyszłych rozczarowań.

Natomiast co do ślubów i wesel, a zwłaszcza hucznych, to jestem przeciwnikiem marnowania pieniędzy w ten sposób. Znam inne dużo lepsze. Wiem jednak, że wielu ludzi to cieszy. Jeśli chodzi o samą instytucję małżeństwa, to nie uważam, żeby posiadanie tego samego nazwiska było bezwzględnym gwarantem szczęścia.

17. Na co najczęściej przeznaczasz pieniądze? Rachunki, podatki, jedzenie to rzeczy oczywiste, ale reszta idzie na ubrania, hobby, kino czy jeszcze coś innego?

Poza mieszkaniowo-czynszowymi sprawami, najwięcej kasy wydaję na szeroko rozumianą kulturę/rozrywkę, czyli płyty, kino, koncerty. Nie żałuję też sobie na dobre jedzenie, bo to jedna z trzech najprzyjemniejszych rzeczy na świecie i jedyna, którą powinno się kupować. Dalej są podróże, ale te już wymagają większych nakładów.

18. Ostatnio podnosi się szum wokoło takiej blogowej śmietanki. Dużo się mówi o towarzystwach wzajemnych adoracji i ciągle tych samych twarzach wszędzie się pojawiających. A jak ty się na to postrzegasz? Czy też się z tym zgadzasz, czy nie? Czy sam chciałbyś być tam gdzie oni?

Afery próbują wzniecać mali blogerzy i pseudo dziennikarze z bólem dupy, którzy chcieliby być na miejscu osób, które krytykują. Ja również chcę się tam znaleźć, dlatego pracuję, by być tam najpóźniej za rok.

19. Umówisz się ze mną na kawę?

Tak.

20. A ze mną na lody (ze Starowiślnej, bo wiem, że lubisz)?

Tak.

21. A ze mną na piwo (bo ja lubię)?

Tak.

22. Gdybyś był superbohaterem, to jakie miałbyś moce i jaki miałbyś kostium?

Chciałbym mieć moc czytania w myślach, żeby wiedzieć czy ludziom pokrywa się to co mówią, z tym co myślą. A kostium? Zasadniczo to w czym chodzę teraz, tyle, że z zasłoniętą twarzą. Na przykład bandażem.

23. Jeśli miałbyś lecieć balonem w świat, to gdzie byś poleciał?

Biorąc pod uwagę, że balonem nie da się za daleko dolecieć, to nie chciałbym spaść na ziemię przed Włochami.

24. Co to za blondynka która zadawała Ci pytanie przed Galerią?

Nie mam pojęcia.

25. Co myślisz o Kamilu Bednarku?

Wiem o jego istnieniu, ale kompletnie nie mam z nim, ani jego twórczością, styczności. W związku z czym, myślę o nim to, co o każdej niewyróżniającej się osobie na ulicy – nic.

26. Kot czy pies?

Pies.

27. Czy mężczyźni naprawdę kochają zołzy?

Tylko ci o słabym charakterze.

28. Jak wygląda twój blog pod względem statystyk?

Tak jak w zakładce współpraca.

29. Ulubiona książka z dzieciństwa?

„Sposób na Alcybiadesa” – jedyna jaką przeczytałem w całości w podstawówce.

30. Co sądzisz o studiach, magistrze i całym tym systemie? Czy uważasz, że studia są do czegoś człowiekowi potrzebne?

Myślę, że  moje pokolenie zamiast myśleć samodzielnie, dało się bezrefleksyjnie kierować rodzicom, którzy z kolei zostali wychowani w zupełnie innej rzeczywistości.

W czasach, gdy moja mama kończyła szkołę średnią, mało kto z jej rówieśników szedł na studia, to były raczej pojedyncze przypadki i przez rzadkość tego zjawiska, ten dyplom był gwarantem pracy. Teraz mało kto nie idzie na studiach, co roku mamy kilka set tysięcy magistrów i ten dyplom nie znaczy nic. Na większości kierunków dostajesz tylko i wyłącznie wiedzę teoretyczną, która dla przyszłego pracodawcy nic nie znaczy. Liczy się doświadczenie.

Dlatego zamiast cieszyć się, że studiujesz 3 kierunki naraz, lepiej skończyć licencjat z jednego zaliczając w międzyczasie 2-3 praktyki. Albo w ogóle pójść od razu po maturze do pracy.

31. Bardzo lubię cię czytać i zawsze mnie zastanawia ile zajmuje ci napisanie jednego tekstu? Godzinę, dwie?

Stworzenie kompletnego wpisu, czyli napisanie tekstu, wyjustowanie, poprawienie literówek i znalezienie odpowiedniego zdjęcia średnio zajmuje mi 5 godzin.

32. Co najbardziej lubisz jeść?

Wiem jak to zabrzmi, ale pizzę i burgery. Tyle, że prawdziwą pizzę i prawdziwe burgery.

33. Slipki czy bokserki ?

Bokserki. Noszę od 6 klasy podstawówki i zastanawiam się jak mogłem zacząć tak późno.

34. Jeśli byłbyś instrumentem muzycznym to jakim?

Skrzypcami, bo nie ma do nich prostej instrukcji obsługi.

35. Gdybyś dziś propozycję od Wojewódzkiego faktycznie dostał, to czy uznałbyś że to właściwy czas by się zgodzić?

Pewnie, że bym się zgodził, takich propozycji się nie odrzuca. Zresztą, czemu miałby to nie być właściwy czas?

36. To kiedy u tego Wojewódzkiego?

Cały czas czekam na zaproszenie. Chyba zgubił mój e-mail.

37. Czy od początku studiów sam na siebie zarabiałeś (czynsz,  życie, itp.)?

Tak, odkąd wyprowadziłem się z domu w wieku 20 lat, pracuję, żeby mieć na życie.

38. Czy nie jesteś rozczarowany, że zebranie kompletu pytań zajęło… dokładnie miesiąc?

Jestem pod wrażeniem, że w ogóle padło tyle pytań.

39. Kawa czarna czy biała?

Biała, najlepiej latte albo w ogóle mrożona mocha. Tylko raz w życiu próbowałem wypić czarną. Nie dopiłem.

40. KFC czy McDonald?

Oba, ale sporadycznie.

41. Jadasz w North Fish?

Tak, zdarza się.

42. Z jakiego miasta pochodzisz?

Z Sosnowca – miasta Jana Kiepury, nie mamy małej Madzi.

43. Co było pierwsze – jajko czy kura?

Rosół z lanymi kluskami.

44. Dlaczego KMK jest najlepsze?

Nie wiem co to KMK.

45. Chcesz się całować?

Tak.

46. Kiedy masz urodziny?

3 dni po pierwszym dniu wiosny.

47. Jaką książkę ostatnio przeczytałeś?

Cały czas kończę „Grę o tron”.

48. Co sądzisz o naszym kraju?

Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć kilkoma zdaniami, a nie chcę też tu pisać kilkudziesięciostronicowego wywodu. Zasadniczo jest wiele rzeczy do zmiany.

49. Chciałbyś wyjechać z Polski na stałe?

Kocham polski język, sprawia mi przyjemność posługiwanie się nim i na nim opieram swoją przyszłość, w związku z czym, nie wyobrażam sobie, żeby nagle przerzucić się na angielski. Aczkolwiek, okresowo, na przykład od października do kwietnia, chętnie będę wyjeżdżał zagranicę, żeby tam przezimować. Ale nigdy na stałe.

50. Okulary! Zafascynowały mnie. Skąd takie i dlaczego ten model a nie inny?

Cytując Franka Kimono – pierwszego znanego mi samca alfa – chciałem mieć w  sobie dzikość żółtej pantery.

51. Kręcą o tobie film. Albo o blogosferze. Jakoś tak. Kto miałby Ciebie zagrać?

Gierszał – najlepszy aktor młodego pokolenia. Tyle, że zanim do tego dojdzie nie będzie już taki młody…

52. Wybierasz się na Coke Live Music Festival w tym roku ?

W tym nie poszedłem, w przyszłym możliwe, ale najchętniej wybrałbym się na Woodstock. To jedyny polski festiwal owiany legendą. Słyszałem tyle skrajnych opinii, że muszę sam sprawdzić jak tam jest.

53. Masz jakiś blogowy autorytet? Na kim się wzorujesz pisząc bloga?

Na nikim się nie wzoruję, bo mam własną wizję tego jak ma to wyglądać, ale jeśli chodzi o rady dotyczące blogowania, to bardzo dużo wyniosłem z obu książek Tomka i bloga Andrzeja. Gdyby nie wiedza, którą od nich dostałem, nie byłoby mnie tu gdzie jestem teraz, za co jestem im bardzo wdzięczny.

54. Jak ubrane wolisz kobiety – luźno czy elegancko?

Zdecydowanie luźno. Staram się unikać jak ognia eleganckich ciuchów, i u kobiet też mi się to nie podoba. Strasznie je to postarza i odbiera im uroku.

55. Co myślisz o spotted? Dałbyś się tak poderwać?

Myślę, że nie wchodzę na tego typu strony, więc nawet jeśli ktoś by mnie tam szukał, to nie miałbym o tym pojęcia. Jeśli chcesz kogoś poderwać, to po prostu to zrób, gdy masz ku temu okazję. W najgorszym wypadku dowiesz się, że nie jesteś w jego typie. To dużo lepsze, niż pół życia zastanawiać się „co by było gdyby…”.

56. Jaki jest twój ideał kobiety?

Filigranowa z pasją.

57. Czy jest jakaś cecha – jeśli tak, to jaka – którą szczególnie cenisz sobie u kobiet?

Pazur. Lubię wyraziste kobiety z charakterem, które mają coś do powiedzenia i potrafią obronić to zdanie.

58. Gdy byłeś mały, chciałeś zostać… ?

Jak każdy chłopiec – piłkarzem. Niestety, dość szybko okazało się, że nie potrafię prosto kopnąć piłki i moja kariera sportowa legła w gruzach.

59. Określ się politycznie. Lewica czy prawica?

Nigdy nie interesowałem się tym na tyle, by jednoznacznie się określać. Zasadniczo tyle razy dałem się już nabrać na obietnice wyborcze, że każda partia wydaje mi się zła.

60. Co tam?

Spoko.

61. Jak wyrzeźbiłeś łydki ? Chodzisz gdzieś na siłownię/chodziłeś?

Nic nie rzeźbiłem, najzwyczajniej codziennie jeżdżę na rowerze. Ogólnie rower jest rozwiązaniem wszystkich problemów egzystencjalnych i źródłem szczęśliwego pożycia przedmałżeńskiego. Polecam każdemu.

62. Najbardziej szalona rzecz, jaką w życiu zrobiłeś?

Żadna z tych, które byłyby interesujące nie nadaje się do publikacji.

63. Gdybyś mógł wybrać czasy bądź epokę, to kiedy chciałbyś żyć?

Chciałbym zobaczyć jak będzie się żyło za 100 i za 1000 lat. Czy nasze wyobrażenia o przyszłości pokryją się z realiami, czy są zupełnie od nich oderwane? Ciekawi mnie jak będzie wyglądało życie i kontakty międzyludzkie w, jak podejrzewam, totalnie zdigitalizowanym świecie, gdzie nawet nasze myśli będą zapisywane na dysku twardym.

64. Masz dobrze wytyczony plan na przyszłość?

Jasne, pisałem o nim tutaj.

65. Ciebie też wkurwia Kominek?

Nie. Tomka bardzo szanuję za to, że wbrew wszystkim i wszystkiemu zrealizował swoją fantazję i żyje tak jak chce, a nie tak jak wypada.

66. Lubisz Kubę Wojewódzkiego?

Nie znam go, więc nie mogę go lubić, bądź nie, ale cenię go za intelekt i błyskotliwość.

67. Czy wiesz kim był Pakelika?

Nie.

68. Kim chcesz być w przyszłości, zakładając, że z bloga nie wyżyjesz?

Wszystko wskazuje na to, że jednak wyżyję i to nie tylko jedząc parówki z Biedry, więc raczej rozważam co będę robił, jeśli kiedyś blogowanie mi się znudzi.

69. Książka, która wywarła na Ciebie największy wpływ to…?

Zdecydowanie „Gra” Neila Straussa. Wywróciła do góry nogami moje nastoletnie, naiwne spojrzenie na relacje damsko-męskie. Gdyby kumpel nie podrzucił mi jej w liceum, pewnie do dziś nie złapałbym dziewczyny nawet za ramię.

70. Jakie trzy cechy ludzkie uznałbyś za najbardziej denerwujące?

Zawiść, brak chęci do działania i narzekactwo. W tej kolejności.

71. Ja mam pytanie: za co kochasz Kraków?

Za to, że zawsze się w nim coś dzieje i daje namiastkę dużego, zachodnioeuropejskiego miasta, ale mimo to jest bardzo kameralny i zaściankowy.

72. Czy w tym bandażu nie jest Ci za ciepło?

Było w nim gorąco jak cholera. Latem czułem, że mi odparzy twarz, ale za to zimą dawał większy komfort ciepła, niż jakakolwiek czapka/szalik/kominiarka.

73. Czy twoje ukruszone jedynki odrosły dzięki profesjonalnemu bandażowaniu twarzyszcza?

Niestety mumifikowanie się nie pomogło.

74. Czy na spotkania blogerów też przychodzisz w bandażach? Bo w sumie z chęcią bym z tobą poruszyła parę blogowych kwestii, a podejrzewam, że ciężko Ci się rozmawia przez te zwoje?

Faktycznie trudno się w tym rozmawiało, ale na spotkania blogerów i tak przychodziłem w bandażach, bo bałem się, że bez nich nikt mnie nie rozpozna.

75. Czy znasz jakąś Weronikę?

Nie, nie znam żadnej Weroniki.

76. Ulubiony zespół/gatunek muzyczny?

Pezet/rap.

77. Chłopiec niższy od dziewczyny. Co ty na to?

Nie ma szans. Źle bym się czuł przy dziewczynie wyższej od siebie, poza tym pociągają mnie zdecydowanie te drobne.

78. Czy to prawda, że prawdziwy facet ma duszę zdobywcy i chce zdobyć kobietę, irytuje go, kiedy ona za nim lata?

Faceci lubią zdobywać, a kobiety lubią być zdobywane. To jedna sprawa. Druga jest taka, że mało kto docenia to, co przyszło mu łatwo.

79. Wiele było pisane o podrywaniu dziewczyn, ale może podasz swoim czytelniczkom drogę do serca faceta?

Zasadniczo wystarczy, że powiesz „cześć” i w pierwszych pięciu minutach rozmowy nie zasypiesz go kompleksami na temat swojego wyglądu.

80. Czego się boisz?

Samotności i śmierci. Ciężko żyje mi się bez innych ludzi, a wizja tego, że życie po prostu się kończy w momencie ustania akcji serca paraliżuje mnie.

81. Co sądzisz o bogu? Jest on tam, czy go nie ma?

Bardzo chciałbym, żeby był, ale obawiam się, że to tylko idea, która powstała, żeby uniknąć bezcelowości życia i móc uzasadniać zjawiska, których w inny sposób nie da się wytłumaczyć.

82. Jaki jest twój stosunek do wiary i religii?

Jestem przekonany, że religia została stworzona tylko po to, by móc sterować i kontrolować społeczeństwo.

83. Miałeś taki moment, że chciałeś rzucić pisanie bloga?

Wielokrotnie. Zasadniczo najbardziej wątpiłem w sens pisania, gdy kończyłem studia i trzeba było się zdecydować co dalej z życiem, i z czego będę płacił za wodę, prąd, gaz i nowe adidasy. Moi znajomi zaczynali pracę w korporacjach, za nawet nieśmieszne pieniądze, a ja stukałem w zimnym pokoju w  klawiaturę, marząc, że może kiedyś ktoś mi za to zapłaci.

84. Dlaczego już nie gotujesz?

Gotuję na bieżąco, tyle, że ostatnio nie robiłem nic na tyle ciekawego, by to pokazać. Ale bez obaw, blogowe gotowanie wróci w nieco odświeżonej formie.

85. Kiedy wspomniana w jednym ze starszych wpisów impreza?!

W którym?

86. Ile zarabiasz?

Poniżej 10 000zł miesięcznie nie ma sensu się chwalić zarobkami.

87. Czy jest jakaś cecha – jeśli tak, to jaka – którą szczególnie cenisz sobie u ludzi?

Nonkonformizm. Pójście pod prąd i realizacja własnych marzeń bez względu na wszystko.

88. Na dzień dzisiejszy, koncert jakiego zespołu najchętniej byś się wybrał?

Eminema. Najwszechstronniejszy tekściarz i wokalista na świecie. Potrafi zrobić ze słowem i głosem WSZYSTKO. Muszę zobaczyć go na żywo.

89. Jaka jest Twoja ulubiona książka (opcjonalnie pisarz/pisarka)?

Czytam za mało książek, żeby mieć jedną ulubioną, a zwłaszcza jednego ulubionego twórcę.

90. Czym dla Ciebie jest samotność?

Stanem, w którym bardzo nie lubię się znajdować i trudno mi go zaakceptować. Potrzebuję kontaktu z ludźmi do normalnego funkcjonowania.

91. Jakie byłoby ostatnie zdanie, w książce którą byś napisał, ale nie była by to twoja autobiografia, a suma Twoich przemyśleń?

Jeśli będziesz robił to, co zawsze, będziesz dostawał to, co zawsze.

92. Jaki jest ulubiony pub w Krakowie, mojego ulubionego kolesia którego czytam?

Z pubów-klubów, to Forum Przestrzenia, Pixel i chwilowo (mam nadzieję) zamknięte Rozrywki Trzy. Z pubów-kawiarń to Święta Krowa i większość knajp na Placu Nowym.

93. Jak osiągnąłeś „popularność”? Zacząłeś się reklamować u innych bloggerów czy po prostu pisałeś tak, jak piszesz i ludzie cię polubili za Twój sposób bycia itd?

Do popularności, to mi jeszcze trochę brakuje, ale rozumiem, że pytasz o zdobywanie czytelników.

Na początku miałem różne głupie pomysły, typu pisanie pod SEO, albo komentowanie wpisów innych blogerów nie z profilu prywatnego, tylko z fanpejdża. To na nic się nie przekładało i było tylko stratą czasu. Na szczęście w porę to pojąłem i skupiłem się po prostu na tworzeniu dobrych tekstów, dając z siebie tyle, ile jestem tylko w stanie. Czytelnicy to docenili i zaczęli podawać moje wpisy dalej swoim znajomym. To jedyna droga jaką można zdobyć wartościową widownię.

94. Jakie dałbyś tipsy pozostałym próbującym zostać blogerami, aby przeżyć ten najtrudniejszy, pierwszy rok pisania? Jakieś osobiste drogowskazy, wskazówki, porady?

Po pierwsze, nie próbujcie się wybić atakując innych, większych blogerów, bo to najgorsze co możecie zrobić. Po drugie, nie płyńcie z nurtem, bądźcie oryginalni, postarajcie się wnieść coś nowego swoimi tekstami. Czytelnicy to docenią. Po trzecie, jasno określcie po co to robicie i do czego dążycie blogując. Jeśli ma się jasno określony cel, łatwiej pokonać przeszkody na drodze do niego.

95. Twoje motto życiowe?

Najgorsze co możesz zmarnować to talent.