Close
Close
muzyczne hity 2013
autorem zdjęcia jest Kheel Center, Cornell University

O tym jak ważna jest dla mnie muzyka pisałem na blogu ze 100 razy, jak nie 101. Jest jednym z najważniejszych elementów mojego życia. Wpływa na moje myślenie, postrzeganie świata i samopoczucie. Wydałem na nią furmankę pieniędzy i gdybym miał, wydałbym drugą. Trudno mi sobie przypomnieć dzień, w którym nie przesłuchałem ani jednego utworu lub chociaż, nie nuciłem jakiegoś tekstu pod nosem. Traktuję ją wybitnie priorytetowo.

W zeszłym roku i w jeszcze poprzednim, tuż przed sylwestrem wrzucałem swój subiektywny ranking 10 hitów, które rządziły w mijających 12-stu miesiącach. W tym roku pomyślałem, że pójdę dalej i do swojego spojrzenia na muzykę dodam również Wasze, żeby pełniej oddać to jak brzmiał 2013, a przy okazji skonfrontować te dwie perspektywy i zobaczyć jak bardzo nasze gusta się pokrywają. Bo co do tego, że nasze preferencje kulturowe są zbieżne nie mam wątpliwości. Po pierwsze, widać to po utworach, które podrzuciliście mi na parapetówkę. Po drugie, gdyby tak nie było, to nie zaglądalibyście tu tak często.

Nie przedłużając, ogłaszam największy w blogosferze plebiscyt na muzyczne hity 2013 roku! Swoich faworytów typować będziemy 5-ciu kategoriach:

1. Singiel roku – szlagier domówek, klubówek i bezsennych nocy, który pojawiał się na każdej imprezie, niezależnie od wieku uczestników i ilości alkoholu we krwi.

2. Teledysk roku – klip, który z miejsca poleciał do ulubiony na YouTube i nie znudził Was nawet po godzinnym zapętleniu.

3. Ścieżka dźwiękowa roku – tło muzyczne, które było równie dobre co film lub nawet przyćmiło obraz, a Waszym pierwszym odruchem po wyjściu z kina było wpisanie w Google „nazwa_filmu + soundtrack”.

4. Album roku – kompletna płyta-klasyk, do której będziecie wracać równie chętnie za rok jak i za 10 lat, mając ciary na plecach.

5. Muzyk roku – wokalista, producent, skrzypek, dj, raper, klawiszowiec, bądź organista, który zdominował mijający rok kradnąc Wasze serca, czas antenowy i miejsce na blogach.

Głosujemy w komentarzach podając kolejne numerki i odpowiednio tytuł singla/klipu/ścieżki dźwiękowej/albumu i ksywki muzyka. Wrzucamy zarówno polskie, amerykańskie, jak i urugwajskie propozycje, byleby premiera proponowanych kawałków mieściła się między 01.01.2013 a 31.12.2013. Nie trzeba typować wszystkich kategorii, można 4, 3, 2 lub tylko jedną, ale umawiamy się, że brak udziału nie wchodzi w grę i wszyscy się bawią.

Plebiscyt trwa do 4-go stycznia włącznie. Po tym terminie moje niezawodne oko absolwenta informatyki i ekonometrii sumuje, potęguje, pierwiastkuje i mnoży wyniki zliczając tytuły i ksywki. 6-go stycznia dowiadujemy się, co królowało przez cały poprzedni rok w słuchawkach czytelników Stay Fly, i rzecz jasna w moich, pijemy Moët i obrzucamy się kawiorem z bieługi.  Nie wiem, kto się bardziej zdziwi, czy ja czy Wy, ale głęboko wierzę, że jednak nikt nawet dla żartu nie wrzuci „She dances for me”. „My Słowianie” jeszcze będę w stanie przeżyć, a widząc coś z polskiego podziemia serduszko szybciej mi zabije.

No to jedziemy, losy muzycznych hitów 2013 roku są w Waszych rękach!

(niżej jest kolejny tekst)

57
Dodaj komentarz

avatar
48 Comment threads
9 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
47 Comment authors
największe hity 2013Grzeczny ChłopiecMarcinŁukaszSebastian Ziach Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Janosik
Gość
Janosik

1. Get Lucky – Daft Punk
2. Blurred Lines – Robin Thicke
3. Django
4. Marshal Maters 2 – Eminem
5. Eminem

Magda Bednarczyk
Gość

1. Get Lucky – Daft Punk
2. Pharrell Williams – Happy
3. Wiecznie żywy
4. The 20/20 Experience – Justin Timberlake
5. Beyonce

cinkik
Gość

1. Get Lucky – Daft Punk
2. Pharrell Williams – Happy
3. Django
4. The 20/20 Experience – Justin Timberlake
5. Beyonce

tattwa
Gość

1. Blurred Lines – Robin Thicke

2. Water Me – FKA twigs

3. Django Soundtrack

4. Pushin’ Against a Stone – Valerie June

5. Dawid Podsiadło

Anja
Gość
Anja

1. DJ Trakmajster – Moc Energia Amfetamina

2. Wilkinson – After Glow (!!!)

4. Efen – Nowe Zmienne

5. London Grammar

Shit-test – co to jest, jak go przejść i czemu kobiety robią je facetom?

Skip to entry content

Dzień, w którym dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak shit-test pamiętam dość dobrze. Prawie tak dobrze, jak moment, w którym zorientowałem się, że jeśli stanę na łączeniu płyt chodnikowych, to ulica nie wybuchnie. Też dotarło do mnie, że to co robiłem wcześniej było zupełnie bez sensu, a świat zaczął wyglądać nieco inaczej. Gotowy na połknięcie czerwonej pigułki i wyjście poza Matrixa? To jedziemy!

Co to jest shit-test?

Shit-test pochodzi ze slangu trenerów uwodzenia i profesjonalnych podrywaczy i można tłumaczyć go na polski dosłownie: to test, którym kobieta sprawdza, czy nie wciskasz jej gówna. Mniej dosłownie: niewinne zdanie lub pytanie, na podstawie którego dziewczyna błyskawicznie klasyfikuje jakim typem faceta jesteś. Za jego pomocą weryfikuje, czy wersja siebie, którą próbujesz jej sprzedać, to tylko przyjęta przez Ciebie poza na potrzeby podrywu, czy faktycznie taki jesteś.

W skrócie: shit-test, to błyskawiczny sprawdzian Twojej osobowości.

Po co kobiety robią shit-testy?

Żeby bez wysiłku odsiać ziarno od plew.

Nieco ponadprzeciętnej urody dziewczyna niestroniąca od imprez, zwłaszcza w klubach, słyszy średnio co trzy piosenki, że ma ładne oczy i co cztery, że z taką jak ona, to można by ołówki z IKEI kraść. Że jej cielęcinkę, to jak Reksio szynkę, nawet nie trzeba mówić, bo mokra intencja spływa adoratorowi po twarzy razem z potem. Innymi słowy: ma branie. I najczęściej wśród typów, z którymi nie chciałaby się wymienić nawet spojrzeniem. Skutkuje to tym, że nawet, gdy nie podbijasz z tekstem, że jej stary to na bank jest złodziejem, bo ukradł gwiazdy i wsadził jej w oczy, to ona i tak odruchowo zakłada, że:

a) chcesz wyłącznie dobrać jej się do majtek (więc sprawdza shit-testem, czy zależy Ci na czymś więcej niż seksie)

b) jesteś za cienki w uszach, żeby do niej startować (więc sprawdza shit-testem, czy jesteś z jej ligi i nie zrobi błędu dając Ci szansę)

Czasem pojawia się jeszcze jedna motywacja:

c) jest nauczona, że relacja damsko-męska to wojna, a ona nie wie, gdzie masz granice (więc sprawdza shit-testem na ile może sobie pozwolić)

jeśli jednak zdarza się to na zaawansowanym etapie znajomości i na tyle często, by to zauważyć, to lepiej uciekać od takiej. Zdrowi ludzie nie sprawdzają w kółko, czy mogą Ci stanąć butami na głowie. Po prostu tego nie robią, bo to pojebane.

Jak wyglądają shit-testy?

Czyli, w którym momencie flirt zamienia się w egzamin, stwierdzający, czy jesteś godzin jej uwagi, numeru telefonu i kontaktu z florą bakteryjną? W każdym. Ale najczęściej, gdy w trakcie podrywu słyszysz jeden z poniższych tekstów.

– Postawisz mi drinka? – sprawdza, czy uważasz, że musisz kupować sobie jej uwagę, czy w swoim mniemaniu jesteś na tyle interesujący, że będzie z Tobą rozmawiać nawet, gdy odmówisz

– Musisz się bardziej postarać – sprawdza, czy może Cię zdominować i sprowadzić do roli maskotki

– Mówisz to wszystkim dziewczynom? – sprawdza, czy jesteś masowym podrywaczem i bierzesz co się nawinie, czy chcesz spędzić wieczór stricte z nią

– Nie daję swojego numer nieznajomym – sprawdza, czy nie jesteś desperatem, który zacznie ją błagać o numer albo wariatem-stalkerem

– Jesteś dla mnie za niski/wysoki – sprawdza, czy kwestia Twojego wzrostu jest tak naprawdę problemem dla Ciebie

– Pójdziesz do szatni po mój płaszcz? – sprawdza jak bardzo jesteś uległy i czy będziesz posłusznym pieskiem wykonującym polecenia

– Któraś się złapała na ten bajer? – sprawdza, czy wystarczy prosty przytyk do sposobu w jaki podrywasz, żebyś odpuścił, czy masz jaja, żeby grać z nią dalej

– Dzięki, ale mam chłopaka/jestem lesbijką – oczywiście może być tak jak mówi, ale w większości przypadków, to po prostu filtr odsiewający płotki i sprawdzający poziom Twojej determinacji

Jak przejść shit-test?

Jak już ustaliliśmy, shit-test jest egzaminem, który musisz zdać lub też piłeczką, którą musisz odbić, jeśli chcesz posunąć się do przodu w relacji ze stosującą go kobietą. Poprawnych odpowiedzi na szczęście jest więcej niż na maturze i wcale nie trzeba uczyć się ich na pamięć, żeby wpasować się w klucz. Są 3 głownie strategie rozwiązywania tego typu quizów, jednak niezależnie, którą z nich wybierzesz, musisz pamiętać o najważniejszej kwestii: nigdy, przenigdy, nawet pod groźbą wazektomii, NIE TŁUMACZ SIĘ!

Niestety w tej grze jest permanentne domniemanie winności, a jej naczelna zasada to, że winny się tłumaczy. Jeśli więc zaczniesz racjonalnie ją przekonywać, że nie uważasz, żebyś był niski albo, że wcale nie jesteś podrywaczem i przyszedłeś do klubu po prostu się pobawić, to przegrałeś. Serio, tłumaczenia pozostaw na rozprawy sądowe, a jeśli chcesz przejść gówno-sprawdzian, to wykorzystaj któryś z poniższych wariantów.

1. Zbycie absurdalnym żartem.

– Mówisz to wszystkim dziewczynom?
– Tylko tym, których imię kończy się na „a”.

– Dzięki, ale mam chłopaka.
– Ja też, ciągle nie mogę go nauczyć, żeby nie sikał na deskę.

– Z iloma dziewczynami spałeś przede mną?
– Za kogo ty mnie masz? Seks dopiero po pierwszym dziecku.

Niezależnie, czy chcesz kogoś poderwać, czy sprzedać mu zestaw garnków za 5 koła, gdy poznajesz nową osobę Ty jesteś na jednym brzegu, a ona na drugim. Wskoczenie w ciuchach do rzeki jest pomysłem z puli tych mniej przybliżających Cię do niej. Potrzebujesz wybudować most między Wami, a śmiech jest świetnym stelażem, po którym można się poruszać i nakładać kolejne warstwy. Jeśli nie wiesz jak wybrnąć z jakiejś sytuacji w trakcie podrywu – rzuć żartem. W najgorszym wypadku tylko jedno z Was zakończy spotkanie w dobrym humorze. Ty.

2. Zignorowanie.

Opcja dla chłopaków mocniej zaprawionych w bojach, ewentualnie z silniejszym poczuciem własnej wartości. Jeśli słyszy pytanie, czy postawisz jej drinka albo popilnujesz torebki, gdy będzie tańczyć z koleżanką na parkiecie, zachowuj się, jakby Twoja kilkuletnia siostra spytała, czy dłubiesz w nosie. Zignoruj to i zrób minę, jakby to było tak niepoważne, że tylko z grzeczności nie będziesz odpowiadał.

3. Konfrontacja.

– Postawisz mi piwo?
– Chcesz, żebym cię kupił, czy upił?

– Jesteś dla mnie za niski.
– A ty dla mnie zbyt wymalowana, ale chyba nie ma sensu oceniać książki po okładce?

– Musisz się bardziej postarać.
– Zawsze masz takie roszczeniowe podejście, czy tylko gdy ktoś próbuje Cię poznać?

Tu już wchodzimy z drzwiami. Chce grać w wojnę? Potrzebuje dowodu, że nie dajesz sobie wchodzić na głowę? To proszę bardzo. Zagranie ryzykowne, przy czym całe ryzyko sprowadza się do tego, czy odbijesz greps wystarczająco przekonująco. Wyczuje w Tobie moment zawahania i leżysz. O ile przy ignorowaniu było wyrównywanie siły i ustawianie się w pozycji równowagi, o tyle tu jest przechylanie szali dominacji na Twoją stronę.

Czy w ogóle warto przechodzić shit-testy?

Pytanie, od którego tak naprawdę powinniśmy zacząć.

Część kobiet stosuje shit-testy z pełną premedytacją w wyniku uczenia się zarządzania relacjami, część zupełnie nieświadomie, kopiując te zachowania od koleżanek lub matek. Cześć z nich ma zawyżoną samoocenę i musi sprawdzić, czy aby na pewno jesteś ich wart. A część nie zadziera nosa, ale trafiła na pluton ruchaczy w przebraniach mężczyzn szukających związku i instynkt samozachowawczy każe im się przed nimi bronić.

Warto wiedzieć jak przechodzić shit-testy dla tych ostatnich.

Święta, święta i zamiast talii osy, dupa słonięta. Czy jakoś tak. Barszcz wypity, uszka odgryzione, poliki wycałowane, hajsik przytulony. Aby tradycji stało się za dość, w pierwszy pracujący dzień po świętach należy pognać co tchu w płucach do sklepów. Bo wyprzedaże, bo obniżki, bo promocje. W gąszczu nikomu niepotrzebny pierdół tańszych o złotówkę czają się zasadzki, niebezpieczeństwa i spoceni ludzie.

Jak po bożemu ich ominąć i zrobić zakupy jak szef, a nie jak lama? Oczywiście bardzo prosto.

1. Miej galerie cudze przede mną. Wybranie się na poświąteczne wyprzedaże, do centrum handlowego, które jest najbliżej/które najlepiej znasz, nie zawsze jest dobrym pomysłem. Zwłaszcza jeśli to najpopularniejszy obiekt w mieście/usytuowany w centrum. W Galerii Krakowskiej w „zwykłe” dni są tłumy, a po jakiejkolwiek dłuższej przerwie są TŁUMY. Odpuść i pojedź do jakiejś handlówki na obrzeżach, gdzie nie zaglądają przypadkowi turyści.

2. Nie będziesz jeździł po obiedzie nadaremno. Jeśli nie chcesz skruszyć zębów zgrzytając nimi w kolejce do wejścia, przebieralni i kasy, to wyrusz na zakupy przed południem, a nie po, jak większość. Najlepiej koło 11, gdy ciuchy jeszcze nie walają się po podłodze, tylko wiszą ułożone według rozmiarów na wieszakach, a ekspedientki nie wypowiadają nazwy najstarszego zawodu świata w myślach, przed udzieleniem odpowiedzi na Twoje pytanie.

3. Pamiętaj abyś szatnię na okrycie wierzchnie święcił. Pozbądź się kurtki, czapki, rękawiczek i szalika. Nie żałuj tej trójczyny i zostaw zbędną odzież tam, gdzie jej miejsce. Taszczenie tego ze sobą po wszystkich sklepach albo, nie daj boże, ściąganie i zakładanie za każdym razem, gdy chcesz coś przymierzyć jest gorsze, niż odrastające włosy w nosie.

4. Czcij gotówkę swoją i karty płatnicze swoje. Obniżka o 10%, to nie obniżka. Przecena z 249,90zł na 229,90zł, to nie przecena. Już lepiej było kupić tę kurtkę od razu po ukazaniu się kolekcji, a nie teraz brać wymiętoloną za 2 dyszki mniej. Nie daj się omamić napisem „SALE”. Sale to były w szkole od wuefu.

5. Nie wkręcaj sobie, że nie potrzebujesz przymierzyć. To, że wszystkie spodnie z Bershki masz w rozmiarze 32 nie znaczy, że gacie w Zarze z takim numerkiem też będą na Ciebie pasowały. A już na pewno nie w H&M! Wiem, że nie chce Ci się 27 raz stać w kolejce, rozsznurowywać butów i ściągać spodni, ale lepiej zrobić to po raz kolejny, niż po przyjściu do domu dowiedzieć się, że sztruksy, których tyle się naszukałeś, jednak są za małe. I wyglądasz w nich jak po młodszym bracie.

6. Nie zabijaj. Się. O byle gówno. Stań przed lustrem w tym t-shirce z jednorożcem, i zadaj sobie jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie – „czy naprawdę chcę to mieć?”. Nie raz widząc stertę ciuchów ometkowanych „-50%” brałem co popadnie w euforycznym szale, po czym dochodziłem do kabiny w przymierzalni i doznawałem olśnienia. Wewnętrzny głos rozsądku klepał mnie po twarzy mówiąc „synu, trzymasz w rękach syf najgorszego sortu, w którym będzie ci wstyd nawet wyjść ze śmieciami”.

7. Nie cudzołóż. W sensie nie łóż gdzie popadnie. Jeśli rezygnujesz z oversize’owego swetra, w którym wyglądasz jak Dumbo po nieudanej liposukcji, to nie rzucaj go gdzie popadnie. Daj go jakiejś ekspedientce przy przymierzalni albo zostaw przy kasie, bo kładąc go byle gdzie, zrobisz większy burdel, niż w „Showgirls”.

8. Nie rób bydła. Ani rzucając się na ostatnią koszulę moro za 19,90zł w Twoim rozmiarze, ani kwitnąc w kolejce do kasy. To, że nie udało Ci się kupić po taniości tego, co chciałeś, to Twoja wina. Tak samo jak to, że wrastasz w ziemię czekając, aż kasjer Cię obsłuży. Zacznij zarabiać więcej, to pozbędziesz się takich problemów.

9. Nie miej fałszywych potrzeb przeciwko skarbonce swojej. Przy kasie dowiesz się, że jeśli weźmiesz jeszcze 15 rzeczy, to 16-sta będzie gratis. De facto okaże się, że zapłaciłeś za to, co naprawdę chciałeś kupić 3 razy więcej, niż przed przeceną, ale wiele osób się na to łapie. Bądź czujny. Nie daj się zwieść. Podążaj za brzdękiem monet w swojej świni-skarbonie.

10. Ani złudzeń, że nie potrzebujesz paragonu. Potrzebujesz i to jak cholera! Wszystkie ciuchy podlegają wymianie bądź naprawie, jeśli są wadliwe, a ciuchy z wyprzedaży bywają wybrakowane częściej, niż poza nią. Tu przetarcie na zgięciu, tam urwany guzik i już dżinsy z niższym krokiem, niż team leader przewiduje, nie nadają się do założenia na casual friday w korpo. Bez paragonu będziesz mógł w nich już tylko jeździć na sobotnie zakupy, więc nie kozakuj wyrzucając rachunek za siebie po odejściu od kasy, tylko schowaj w portfelu.

Amen.

autorem zdjęcia w nagłówku jest twicepix

jak skutecznie zepsuć święta
autorem zdjęcia jest Dan Century

Święta Bożego Narodzenia, to radosny czas, kiedy golimy się, strzyżemy, depilujemy nogi i wkładamy czystą bieliznę. Przypływom szczęścia nie ma końca, gdy dowiadujemy się, co przez pół roku mieliśmy za kanapą. Pod biurkiem znajdujemy zaginione długopisy, a w zgięciach fotela drobniaki, których czasem starcza na jakieś lepsze piwo. Wszyscy są serdeczni, trzymają się za ręce i nie kradną kołpaków z aut na obcych blachach stojących pod blokiem, a po północy nawet blogerzy technologiczni zaczynają mówić ludzkim głosem.

Tę sielankę jednak da się zakłócić. I to dość prosto. W zasadzie to nawet przez nieuwagę. Poniżej masz 7 sposobów, którymi, celowo bądź nieumyślnie, zepsujesz każde święta.

 

1.  Nie przychodź

Niezjawienie się na Wigilii, pomimo przyjęcia i potwierdzenia zaproszenia, z pewnością wpłynie negatywnie na atmosferę podczas wieczerzy. Jednak pojawiają się tu dwa haczyki. Po pierwsze, jeśli zwyczajem w Twojej rodzinie jest, że na wigilijną kolację zjeżdżają się wszyscy do trzech pokoleń wstecz i jednego wprzód, to możliwe, że w tym kilkudziesięcioosobowym tłumie nikt nie zauważy Twojej nieobecności. Po drugie, jeśli Ty jesteś organizatorem Wigilii, to masz ograniczone pole ucieczki, a nieotwieranie drzwi może nie poskutkować.

 

2. Nie przynoś prezentów

Działa tylko w momencie, gdy w Twojej rodzinie jest zwyczaj wkładania pudełek przewiązanych wstążką pod choinkę. Jeśli tradycją jest, że każdy daje sobie coś choćby symbolicznego, a Ty ostentacyjnie zamanifestujesz, że się w to nie bawisz, wszystkim zrobi się nieswojo. Przynajmniej przez kwadrans.

 

3. Narzekaj na jedzenie

Ale nie jednokrotnie. Jeśli ograniczysz się do stwierdzenia, że karp cuchnie mułem, sprawisz przykrość tylko osobie, która go przyrządzała. No i może dwóm innym, które są fanatykami karpi. Kwieciście komentując każdą z potraw znajdujących się na stole, nie tylko urazisz wszystkich którzy brali udział w przygotowywaniu kolacji, ale i tych, którzy wcześniej je chwalili.

 

4. Szybko przeholuj z winem

Nic tak nie żenuje jak bełkoczący gość, w momencie gdy reszta zaproszonych nie zdążyła jeszcze dotknąć kieliszków. Brak koordynacji ruchowej, plątający się język i bezsensowny słowotok wywołują grymas nawet na twarzach kilkuletnich dzieci, które nie są do końca świadome, co się dzieje. A jedyne co musisz zrobić, żeby do tego doprowadzić, to nawadniać organizm. Alkoholem.

 

5. Nie śpiewaj kolęd

Kolędy cieszą tylko starych ludzi, upośledzonych i kaleki. I dobrze, żeby się o tym dowiedzieli. Od Ciebie. Poza tym przecież nie umiesz śpiewać.

 

6. Włącz telewizor

Przedkładając telepudło nad rozmowy z bliskimi zanegujesz sens całego spotkania. Mass media i marketing wmawiają nam, że w Bożym Narodzeniu chodzi o prezenty i Coca-Colę, a nie spotkania z rodziną i kultywowanie relacji. Jeśli tysięczna powtórka „Kevina” będzie dla Ciebie ważniejsza, niż rozmowa z umierającą ciocią, dasz wszystkim jasny komunikat, że faktycznie tak jest. I że masz ich gdzieś. Znaczy się w dupie konkretnie.

 

7. Złóż szczerze życzenia

Poprzednie 6 punktów, to był tylko aperitif. Leciutka przystawka torująca drogę przed daniem głównym, które ma roznieść imprezę.

Przyjęło się, że w dzień poprzedzający narodzenie boga, życzymy sobie zdrowia, szczęścia i spadku stopy inflacyjnej. Czasem powodzenia w życiu zawodowym i zmiany stanu cywilnego. Jeśli ktoś chce zaszaleć i po całości spersonalizować życzenia, to między jednym „wszystkiego”, a drugim „najlepszego”, wtrąci nasze imię i nawiąże do rozmowy sprzed 5-ciu lat. Jednak nikt, dosłownie i w przenośni, ale to nikt nie spodziewa się, że te życzenia będą szczere, przemyślane i jakkolwiek związane z naszymi realiami.

Jeśli chcesz zniszczyć święta bez szans na szczęśliwe zakończenie, podczas łamania się opłatkiem daj upust swoim całorocznym przemyśleniom na temat członków rodziny. Życz wujkowi utraty kilogramów. Przynajmniej 15-stu. Babci znalezienia sobie kogoś w zastępstwie za zmarłego 30 la temu dziadka i regularniejszego zażywania lecytyny. Młodszej siostrze prostszych zębów. I cycków. Jakichkolwiek, już obojętnie czy prostych, czy krzywych, bo nie wiadomo po której stronie ją klepać jak się zakrztusi. Ojcu bezalkoholowej wódki.

Ludzie nie chcą słuchać o problemach. Zwłaszcza swoich. Powyciągaj je na wierzch uzmysławiając jak bardzo potrzebują rozwiązania, a otworzysz puszkę pandory. Zniszczenie, armagedon, wszystko płonie.