Close
Close
muzyczne hity 2013
autorem zdjęcia jest Kheel Center, Cornell University

O tym jak ważna jest dla mnie muzyka pisałem na blogu ze 100 razy, jak nie 101. Jest jednym z najważniejszych elementów mojego życia. Wpływa na moje myślenie, postrzeganie świata i samopoczucie. Wydałem na nią furmankę pieniędzy i gdybym miał, wydałbym drugą. Trudno mi sobie przypomnieć dzień, w którym nie przesłuchałem ani jednego utworu lub chociaż, nie nuciłem jakiegoś tekstu pod nosem. Traktuję ją wybitnie priorytetowo.

W zeszłym roku i w jeszcze poprzednim, tuż przed sylwestrem wrzucałem swój subiektywny ranking 10 hitów, które rządziły w mijających 12-stu miesiącach. W tym roku pomyślałem, że pójdę dalej i do swojego spojrzenia na muzykę dodam również Wasze, żeby pełniej oddać to jak brzmiał 2013, a przy okazji skonfrontować te dwie perspektywy i zobaczyć jak bardzo nasze gusta się pokrywają. Bo co do tego, że nasze preferencje kulturowe są zbieżne nie mam wątpliwości. Po pierwsze, widać to po utworach, które podrzuciliście mi na parapetówkę. Po drugie, gdyby tak nie było, to nie zaglądalibyście tu tak często.

Nie przedłużając, ogłaszam największy w blogosferze plebiscyt na muzyczne hity 2013 roku! Swoich faworytów typować będziemy 5-ciu kategoriach:

1. Singiel roku – szlagier domówek, klubówek i bezsennych nocy, który pojawiał się na każdej imprezie, niezależnie od wieku uczestników i ilości alkoholu we krwi.

2. Teledysk roku – klip, który z miejsca poleciał do ulubiony na YouTube i nie znudził Was nawet po godzinnym zapętleniu.

3. Ścieżka dźwiękowa roku – tło muzyczne, które było równie dobre co film lub nawet przyćmiło obraz, a Waszym pierwszym odruchem po wyjściu z kina było wpisanie w Google „nazwa_filmu + soundtrack”.

4. Album roku – kompletna płyta-klasyk, do której będziecie wracać równie chętnie za rok jak i za 10 lat, mając ciary na plecach.

5. Muzyk roku – wokalista, producent, skrzypek, dj, raper, klawiszowiec, bądź organista, który zdominował mijający rok kradnąc Wasze serca, czas antenowy i miejsce na blogach.

Głosujemy w komentarzach podając kolejne numerki i odpowiednio tytuł singla/klipu/ścieżki dźwiękowej/albumu i ksywki muzyka. Wrzucamy zarówno polskie, amerykańskie, jak i urugwajskie propozycje, byleby premiera proponowanych kawałków mieściła się między 01.01.2013 a 31.12.2013. Nie trzeba typować wszystkich kategorii, można 4, 3, 2 lub tylko jedną, ale umawiamy się, że brak udziału nie wchodzi w grę i wszyscy się bawią.

Plebiscyt trwa do 4-go stycznia włącznie. Po tym terminie moje niezawodne oko absolwenta informatyki i ekonometrii sumuje, potęguje, pierwiastkuje i mnoży wyniki zliczając tytuły i ksywki. 6-go stycznia dowiadujemy się, co królowało przez cały poprzedni rok w słuchawkach czytelników Stay Fly, i rzecz jasna w moich, pijemy Moët i obrzucamy się kawiorem z bieługi.  Nie wiem, kto się bardziej zdziwi, czy ja czy Wy, ale głęboko wierzę, że jednak nikt nawet dla żartu nie wrzuci „She dances for me”. „My Słowianie” jeszcze będę w stanie przeżyć, a widząc coś z polskiego podziemia serduszko szybciej mi zabije.

No to jedziemy, losy muzycznych hitów 2013 roku są w Waszych rękach!

(niżej jest kolejny tekst)

57
Dodaj komentarz

avatar
48 Comment threads
9 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
47 Comment authors
największe hity 2013Grzeczny ChłopiecMarcinŁukaszSebastian Ziach Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Janosik
Gość
Janosik

1. Get Lucky – Daft Punk
2. Blurred Lines – Robin Thicke
3. Django
4. Marshal Maters 2 – Eminem
5. Eminem

Magda Bednarczyk
Gość

1. Get Lucky – Daft Punk
2. Pharrell Williams – Happy
3. Wiecznie żywy
4. The 20/20 Experience – Justin Timberlake
5. Beyonce

cinkik
Gość

1. Get Lucky – Daft Punk
2. Pharrell Williams – Happy
3. Django
4. The 20/20 Experience – Justin Timberlake
5. Beyonce

tattwa
Gość

1. Blurred Lines – Robin Thicke

2. Water Me – FKA twigs

3. Django Soundtrack

4. Pushin’ Against a Stone – Valerie June

5. Dawid Podsiadło

Anja
Gość
Anja

1. DJ Trakmajster – Moc Energia Amfetamina

2. Wilkinson – After Glow (!!!)

4. Efen – Nowe Zmienne

5. London Grammar

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Święta, święta i zamiast talii osy, dupa słonięta. Czy jakoś tak. Barszcz wypity, uszka odgryzione, poliki wycałowane, hajsik przytulony. Aby tradycji stało się za dość, w pierwszy pracujący dzień po świętach należy pognać co tchu w płucach do sklepów. Bo wyprzedaże, bo obniżki, bo promocje. W gąszczu nikomu niepotrzebny pierdół tańszych o złotówkę czają się zasadzki, niebezpieczeństwa i spoceni ludzie.

Jak po bożemu ich ominąć i zrobić zakupy jak szef, a nie jak lama? Oczywiście bardzo prosto.

1. Miej galerie cudze przede mną. Wybranie się na poświąteczne wyprzedaże, do centrum handlowego, które jest najbliżej/które najlepiej znasz, nie zawsze jest dobrym pomysłem. Zwłaszcza jeśli to najpopularniejszy obiekt w mieście/usytuowany w centrum. W Galerii Krakowskiej w „zwykłe” dni są tłumy, a po jakiejkolwiek dłuższej przerwie są TŁUMY. Odpuść i pojedź do jakiejś handlówki na obrzeżach, gdzie nie zaglądają przypadkowi turyści.

2. Nie będziesz jeździł po obiedzie nadaremno. Jeśli nie chcesz skruszyć zębów zgrzytając nimi w kolejce do wejścia, przebieralni i kasy, to wyrusz na zakupy przed południem, a nie po, jak większość. Najlepiej koło 11, gdy ciuchy jeszcze nie walają się po podłodze, tylko wiszą ułożone według rozmiarów na wieszakach, a ekspedientki nie wypowiadają nazwy najstarszego zawodu świata w myślach, przed udzieleniem odpowiedzi na Twoje pytanie.

3. Pamiętaj abyś szatnię na okrycie wierzchnie święcił. Pozbądź się kurtki, czapki, rękawiczek i szalika. Nie żałuj tej trójczyny i zostaw zbędną odzież tam, gdzie jej miejsce. Taszczenie tego ze sobą po wszystkich sklepach albo, nie daj boże, ściąganie i zakładanie za każdym razem, gdy chcesz coś przymierzyć jest gorsze, niż odrastające włosy w nosie.

4. Czcij gotówkę swoją i karty płatnicze swoje. Obniżka o 10%, to nie obniżka. Przecena z 249,90zł na 229,90zł, to nie przecena. Już lepiej było kupić tę kurtkę od razu po ukazaniu się kolekcji, a nie teraz brać wymiętoloną za 2 dyszki mniej. Nie daj się omamić napisem „SALE”. Sale to były w szkole od wuefu.

5. Nie wkręcaj sobie, że nie potrzebujesz przymierzyć. To, że wszystkie spodnie z Bershki masz w rozmiarze 32 nie znaczy, że gacie w Zarze z takim numerkiem też będą na Ciebie pasowały. A już na pewno nie w H&M! Wiem, że nie chce Ci się 27 raz stać w kolejce, rozsznurowywać butów i ściągać spodni, ale lepiej zrobić to po raz kolejny, niż po przyjściu do domu dowiedzieć się, że sztruksy, których tyle się naszukałeś, jednak są za małe. I wyglądasz w nich jak po młodszym bracie.

6. Nie zabijaj. Się. O byle gówno. Stań przed lustrem w tym t-shirce z jednorożcem, i zadaj sobie jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie – „czy naprawdę chcę to mieć?”. Nie raz widząc stertę ciuchów ometkowanych „-50%” brałem co popadnie w euforycznym szale, po czym dochodziłem do kabiny w przymierzalni i doznawałem olśnienia. Wewnętrzny głos rozsądku klepał mnie po twarzy mówiąc „synu, trzymasz w rękach syf najgorszego sortu, w którym będzie ci wstyd nawet wyjść ze śmieciami”.

7. Nie cudzołóż. W sensie nie łóż gdzie popadnie. Jeśli rezygnujesz z oversize’owego swetra, w którym wyglądasz jak Dumbo po nieudanej liposukcji, to nie rzucaj go gdzie popadnie. Daj go jakiejś ekspedientce przy przymierzalni albo zostaw przy kasie, bo kładąc go byle gdzie, zrobisz większy burdel, niż w „Showgirls”.

8. Nie rób bydła. Ani rzucając się na ostatnią koszulę moro za 19,90zł w Twoim rozmiarze, ani kwitnąc w kolejce do kasy. To, że nie udało Ci się kupić po taniości tego, co chciałeś, to Twoja wina. Tak samo jak to, że wrastasz w ziemię czekając, aż kasjer Cię obsłuży. Zacznij zarabiać więcej, to pozbędziesz się takich problemów.

9. Nie miej fałszywych potrzeb przeciwko skarbonce swojej. Przy kasie dowiesz się, że jeśli weźmiesz jeszcze 15 rzeczy, to 16-sta będzie gratis. De facto okaże się, że zapłaciłeś za to, co naprawdę chciałeś kupić 3 razy więcej, niż przed przeceną, ale wiele osób się na to łapie. Bądź czujny. Nie daj się zwieść. Podążaj za brzdękiem monet w swojej świni-skarbonie.

10. Ani złudzeń, że nie potrzebujesz paragonu. Potrzebujesz i to jak cholera! Wszystkie ciuchy podlegają wymianie bądź naprawie, jeśli są wadliwe, a ciuchy z wyprzedaży bywają wybrakowane częściej, niż poza nią. Tu przetarcie na zgięciu, tam urwany guzik i już dżinsy z niższym krokiem, niż team leader przewiduje, nie nadają się do założenia na casual friday w korpo. Bez paragonu będziesz mógł w nich już tylko jeździć na sobotnie zakupy, więc nie kozakuj wyrzucając rachunek za siebie po odejściu od kasy, tylko schowaj w portfelu.

Amen.

autorem zdjęcia w nagłówku jest twicepix

99 odpowiedzi od kolesia, którego czytasz

Skip to entry content

Wiem, wiem. Te odpowiedzi miały być tak dawno, że nawet wypis ze szpitala byłby słabym usprawiedliwieniem.

Najpierw wpadłem na genialny pomysł, że nagram przypadkowych ludzi na starym mieście jak czytają Wasze pytanie, a potem dogram siebie, jak siedzę na pomniku Mickiewicza i na nie odpowiadam. Faktycznie genialne, tylko nie przewidziałem, że zaczepienie i przekonanie do tego 99 osób trochę zajmie. Trochę za dużo.

Potem chciałem nagrać fabularyzowane scenki. Znajome blogerki przebrane kolejno za nauczycielkę, księdza i lekarkę miały zadawać mi Wasze pytania. Nagraliśmy pierwszą część w szkole, ale przekombinowaliśmy i nie wyszła dobrze. Poza tym żaden ksiądz nie chciał się zgodzić na vlogowanie w kościele.

Później stwierdziłem, że siądę u siebie w kuchni i po prostu na nie odpowiem. Zaparzyłem sobie herbatę i zacząłem odpowiadać. Biorąc ostatniego łyka zorientowałem się, że minęło już pół godziny, a ja dopiero jestem w połowie. Nie chciałoby Wam się tego oglądać.

I tak doszedłem do tego miejsca, czyli odpowiedzi pisemnej, którą będziecie w stanie przełknąć bez uszczerbku na zdrowiu. Aha, jest 95 odpowiedzi, a nie 99, bo 4 pytania się powtarzały.

 

1. Skąd pomysł z ukrywaniem twarzy? Jak długo chcesz stosować ten image?

Zabandażowana twarz miała dwa dna.

Po pierwsze, uważałem, że ważniejsze jest to co piszę, a nie to jak wyglądam. Że zupełnie nie ma znaczenia, czy mam buźkę jak Zakościelny, czy nos jak lodołamacz i krzywe zęby. Dalej uważam, że najważniejsza jest treść, ale nie ma co zaklinać rzeczywistości – osią bloga jest autor. I powinien być widoczny na blogu.

Po drugie, chciałem żeby człowiek-widmo był czymś na wzór symbolu. Założyć bloga na platformie blogowej można w 15 minut. Na swoim serwerze w 45. Z technicznego punktu widzenia, żeby robić to co ja, wystarczy mieć dostęp do komputera i internetu. Jest ktoś, kto tego nie ma w dzisiejszych czasach? Chciałem pokazać, że tym kolesiem z zabandażowaną twarzą mógł być każdy. Dosłownie.

2. Uważasz się za „grzecznego chłopca” ?

Ten pseudonim jest z przekory do samego siebie. Nigdy nie chciałem nim być, a zawsze tak mnie postrzegano.

3. Skąd bierzesz tematy na wpisy? Mi, jako początkującemu, czasami dość ciężko znaleźć temat, a staram się pisać co dwa dni. Masz jakieś opcje awaryjne, na wypadek braku weny?

To najbanalniejsza odpowiedź jakiej mogę udzielić, ale też najprawdziwsza. Najwięcej tematów na wpisy biorę z życia i bieżących sytuacji, w których się znajduję. Równie często inspiruję się muzyką i filmami, ale zawsze w odniesieniu do własnych przeżyć. W newralgicznych wypadkach (kiedy leżę obłożnie chory, jak ostatnio) wchodzę na Wykop i mam tematy na miesiąc wprzód.

4. Dlaczego założyłeś bloga i jakie są twoje plany/marzenia z nim związane?

Bloga założyłem, że zrobić sobie pracę z hobby, zarabiać więcej, niż na etacie i czuć namiastkę wolności podróżując po świecie.

5. Co sądzisz o ludziach typu Natalia Siwiec, którzy nic nie zrobili, niczego nie osiągnęli, a są w mediach i lansują się na celebrytów?

Do Natalii Siwiec nic nie mam, póki nie będzie się starała być ekspertem od wszystkiego. Robi to, co większość modelek, tyle, że z lepszym skutkiem.

6. Jakie seriale oglądasz/polecasz?

Z nieaktualnych, polecam pierwsze dwie generacje „Skinsów” i pierwsze dwa sezony „Californication”. Z bieżących „Mad Men” i „House of cards”. Z ponadczasowych „South park”.

7. Jakbyś mógł spełnić jedno życzenie, co by to było?

Zażyczyłbym sobie tysiąca życzeń.

8. Masz francuskie korzenie (pytam bo nazwisko na to wskazuje)? Może powiedz o tym coś więcej?

Tak, urodziłem się we Francji i mam francuskie nazwisko, ale to tyle w tym temacie. Nie upubliczniam spraw rodzinnych.

9. Trafiłam tu od wpisu „Życie jest spoko” i był bardzo spoko. Potem zaczęłam czytać inne „jak żyć” i wszystkie napisane są cudownie, po prostu płyną i się je czyta jednym tchem. Skąd masz taki talent pisarski? Dużo pisałeś opowiadań zanim zacząłeś prowadzić blog?

Mimo tego, że w liceum byłem w klasie matematycznej, a na studiach 90% przedmiotów opierało się o liczby, to zawsze miałem duszę humanisty. Po 3-cim roku dostałem się na staż w portalu informacyjny, gdzie moim zadaniem było pisanie artykułów. Dość szybko okazało się, że nawet mi to wychodzi, co ucieszyło obie strony, jednak poza wypracowaniami w gimnazjum, nigdy nie pisałem wcześniej nic dłuższego.

10. Czy masz rzecz bez której absolutnie byś się nie wytrzymał? Jeśli tak,to jaką?

Nie przywiązuje się za bardzo do rzeczy, ale jeśli już coś musiałbym wybrać, to na pewno trudno byłoby mi żyć bez lodówki.

11. Dlaczego nie podbiłeś do mnie w tramwaju, skoro specjalnie jeżdżę bez słuchawek?

Bo jeżdżę rowerem.

12. Nie uważasz, że powoli więcej czasu zaczynasz poświęcać na promocję niż na samą treść bloga?

W żadnym wypadku.

13. Jak myślisz, co jest w walizce z „Pulp Fiction”?

Najpewniej ćwierćfunciak z serem.

14. Gdzie w Krakowie można cię najczęściej spotkać?

Gdy czekam na kogoś pod Bagatelą.

15. Co zrobiłbyś z pierwszym zarobionym milionem?

Kupiłbym Jordany 5-tki i dwupoziomowe mieszkanie w kamienicy na Lea. No i może starczyłoby mi nawet na to, żeby je urządzić.

16. Co myślisz o kobietach , które nie chcą mieć dzieci i brać ślubu? Nie mam na myśli typowych feministek czy karierowiczek , które z facetami spotykają się tylko na seks. Mówię o tych, które chcą prowadzić wspólne życie z facetem, być szczęśliwe, ale nie potrzebny im od tego ślub w kościele czy huczne wesele. Czy kobieta, która nie chce urodzić mężczyźnie dzieci, będzie dla niego atrakcyjna ?

Myślę, że niezależnie, czy ktoś jest kobietą, czy mężczyzną, decyzję o posiadaniu dzieci powinien podjąć samodzielnie, w oparciu o własne odczucia, a nie presję z zewnątrz. Jeśli jednak ktoś decyduje się na wspólne życie z drugą osobą na dłużej, niż do następnego weekendu, powinien otwarcie zakomunikować, że w żadnym wypadku nie planuje reprodukcji, żeby obojgu zaoszczędzić przyszłych rozczarowań.

Natomiast co do ślubów i wesel, a zwłaszcza hucznych, to jestem przeciwnikiem marnowania pieniędzy w ten sposób. Znam inne dużo lepsze. Wiem jednak, że wielu ludzi to cieszy. Jeśli chodzi o samą instytucję małżeństwa, to nie uważam, żeby posiadanie tego samego nazwiska było bezwzględnym gwarantem szczęścia.

17. Na co najczęściej przeznaczasz pieniądze? Rachunki, podatki, jedzenie to rzeczy oczywiste, ale reszta idzie na ubrania, hobby, kino czy jeszcze coś innego?

Poza mieszkaniowo-czynszowymi sprawami, najwięcej kasy wydaję na szeroko rozumianą kulturę/rozrywkę, czyli płyty, kino, koncerty. Nie żałuję też sobie na dobre jedzenie, bo to jedna z trzech najprzyjemniejszych rzeczy na świecie i jedyna, którą powinno się kupować. Dalej są podróże, ale te już wymagają większych nakładów.

18. Ostatnio podnosi się szum wokoło takiej blogowej śmietanki. Dużo się mówi o towarzystwach wzajemnych adoracji i ciągle tych samych twarzach wszędzie się pojawiających. A jak ty się na to postrzegasz? Czy też się z tym zgadzasz, czy nie? Czy sam chciałbyś być tam gdzie oni?

Afery próbują wzniecać mali blogerzy i pseudo dziennikarze z bólem dupy, którzy chcieliby być na miejscu osób, które krytykują. Ja również chcę się tam znaleźć, dlatego pracuję, by być tam najpóźniej za rok.

19. Umówisz się ze mną na kawę?

Tak.

20. A ze mną na lody (ze Starowiślnej, bo wiem, że lubisz)?

Tak.

21. A ze mną na piwo (bo ja lubię)?

Tak.

22. Gdybyś był superbohaterem, to jakie miałbyś moce i jaki miałbyś kostium?

Chciałbym mieć moc czytania w myślach, żeby wiedzieć czy ludziom pokrywa się to co mówią, z tym co myślą. A kostium? Zasadniczo to w czym chodzę teraz, tyle, że z zasłoniętą twarzą. Na przykład bandażem.

23. Jeśli miałbyś lecieć balonem w świat, to gdzie byś poleciał?

Biorąc pod uwagę, że balonem nie da się za daleko dolecieć, to nie chciałbym spaść na ziemię przed Włochami.

24. Co to za blondynka która zadawała Ci pytanie przed Galerią?

Nie mam pojęcia.

25. Co myślisz o Kamilu Bednarku?

Wiem o jego istnieniu, ale kompletnie nie mam z nim, ani jego twórczością, styczności. W związku z czym, myślę o nim to, co o każdej niewyróżniającej się osobie na ulicy – nic.

26. Kot czy pies?

Pies.

27. Czy mężczyźni naprawdę kochają zołzy?

Tylko ci o słabym charakterze.

28. Jak wygląda twój blog pod względem statystyk?

Tak jak w zakładce współpraca.

29. Ulubiona książka z dzieciństwa?

„Sposób na Alcybiadesa” – jedyna jaką przeczytałem w całości w podstawówce.

30. Co sądzisz o studiach, magistrze i całym tym systemie? Czy uważasz, że studia są do czegoś człowiekowi potrzebne?

Myślę, że  moje pokolenie zamiast myśleć samodzielnie, dało się bezrefleksyjnie kierować rodzicom, którzy z kolei zostali wychowani w zupełnie innej rzeczywistości.

W czasach, gdy moja mama kończyła szkołę średnią, mało kto z jej rówieśników szedł na studia, to były raczej pojedyncze przypadki i przez rzadkość tego zjawiska, ten dyplom był gwarantem pracy. Teraz mało kto nie idzie na studiach, co roku mamy kilka set tysięcy magistrów i ten dyplom nie znaczy nic. Na większości kierunków dostajesz tylko i wyłącznie wiedzę teoretyczną, która dla przyszłego pracodawcy nic nie znaczy. Liczy się doświadczenie.

Dlatego zamiast cieszyć się, że studiujesz 3 kierunki naraz, lepiej skończyć licencjat z jednego zaliczając w międzyczasie 2-3 praktyki. Albo w ogóle pójść od razu po maturze do pracy.

31. Bardzo lubię cię czytać i zawsze mnie zastanawia ile zajmuje ci napisanie jednego tekstu? Godzinę, dwie?

Stworzenie kompletnego wpisu, czyli napisanie tekstu, wyjustowanie, poprawienie literówek i znalezienie odpowiedniego zdjęcia średnio zajmuje mi 5 godzin.

32. Co najbardziej lubisz jeść?

Wiem jak to zabrzmi, ale pizzę i burgery. Tyle, że prawdziwą pizzę i prawdziwe burgery.

33. Slipki czy bokserki ?

Bokserki. Noszę od 6 klasy podstawówki i zastanawiam się jak mogłem zacząć tak późno.

34. Jeśli byłbyś instrumentem muzycznym to jakim?

Skrzypcami, bo nie ma do nich prostej instrukcji obsługi.

35. Gdybyś dziś propozycję od Wojewódzkiego faktycznie dostał, to czy uznałbyś że to właściwy czas by się zgodzić?

Pewnie, że bym się zgodził, takich propozycji się nie odrzuca. Zresztą, czemu miałby to nie być właściwy czas?

36. To kiedy u tego Wojewódzkiego?

Cały czas czekam na zaproszenie. Chyba zgubił mój e-mail.

37. Czy od początku studiów sam na siebie zarabiałeś (czynsz,  życie, itp.)?

Tak, odkąd wyprowadziłem się z domu w wieku 20 lat, pracuję, żeby mieć na życie.

38. Czy nie jesteś rozczarowany, że zebranie kompletu pytań zajęło… dokładnie miesiąc?

Jestem pod wrażeniem, że w ogóle padło tyle pytań.

39. Kawa czarna czy biała?

Biała, najlepiej latte albo w ogóle mrożona mocha. Tylko raz w życiu próbowałem wypić czarną. Nie dopiłem.

40. KFC czy McDonald?

Oba, ale sporadycznie.

41. Jadasz w North Fish?

Tak, zdarza się.

42. Z jakiego miasta pochodzisz?

Z Sosnowca – miasta Jana Kiepury, nie mamy małej Madzi.

43. Co było pierwsze – jajko czy kura?

Rosół z lanymi kluskami.

44. Dlaczego KMK jest najlepsze?

Nie wiem co to KMK.

45. Chcesz się całować?

Tak.

46. Kiedy masz urodziny?

3 dni po pierwszym dniu wiosny.

47. Jaką książkę ostatnio przeczytałeś?

Cały czas kończę „Grę o tron”.

48. Co sądzisz o naszym kraju?

Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć kilkoma zdaniami, a nie chcę też tu pisać kilkudziesięciostronicowego wywodu. Zasadniczo jest wiele rzeczy do zmiany.

49. Chciałbyś wyjechać z Polski na stałe?

Kocham polski język, sprawia mi przyjemność posługiwanie się nim i na nim opieram swoją przyszłość, w związku z czym, nie wyobrażam sobie, żeby nagle przerzucić się na angielski. Aczkolwiek, okresowo, na przykład od października do kwietnia, chętnie będę wyjeżdżał zagranicę, żeby tam przezimować. Ale nigdy na stałe.

50. Okulary! Zafascynowały mnie. Skąd takie i dlaczego ten model a nie inny?

Cytując Franka Kimono – pierwszego znanego mi samca alfa – chciałem mieć w  sobie dzikość żółtej pantery.

51. Kręcą o tobie film. Albo o blogosferze. Jakoś tak. Kto miałby Ciebie zagrać?

Gierszał – najlepszy aktor młodego pokolenia. Tyle, że zanim do tego dojdzie nie będzie już taki młody…

52. Wybierasz się na Coke Live Music Festival w tym roku ?

W tym nie poszedłem, w przyszłym możliwe, ale najchętniej wybrałbym się na Woodstock. To jedyny polski festiwal owiany legendą. Słyszałem tyle skrajnych opinii, że muszę sam sprawdzić jak tam jest.

53. Masz jakiś blogowy autorytet? Na kim się wzorujesz pisząc bloga?

Na nikim się nie wzoruję, bo mam własną wizję tego jak ma to wyglądać, ale jeśli chodzi o rady dotyczące blogowania, to bardzo dużo wyniosłem z obu książek Tomka i bloga Andrzeja. Gdyby nie wiedza, którą od nich dostałem, nie byłoby mnie tu gdzie jestem teraz, za co jestem im bardzo wdzięczny.

54. Jak ubrane wolisz kobiety – luźno czy elegancko?

Zdecydowanie luźno. Staram się unikać jak ognia eleganckich ciuchów, i u kobiet też mi się to nie podoba. Strasznie je to postarza i odbiera im uroku.

55. Co myślisz o spotted? Dałbyś się tak poderwać?

Myślę, że nie wchodzę na tego typu strony, więc nawet jeśli ktoś by mnie tam szukał, to nie miałbym o tym pojęcia. Jeśli chcesz kogoś poderwać, to po prostu to zrób, gdy masz ku temu okazję. W najgorszym wypadku dowiesz się, że nie jesteś w jego typie. To dużo lepsze, niż pół życia zastanawiać się „co by było gdyby…”.

56. Jaki jest twój ideał kobiety?

Filigranowa z pasją.

57. Czy jest jakaś cecha – jeśli tak, to jaka – którą szczególnie cenisz sobie u kobiet?

Pazur. Lubię wyraziste kobiety z charakterem, które mają coś do powiedzenia i potrafią obronić to zdanie.

58. Gdy byłeś mały, chciałeś zostać… ?

Jak każdy chłopiec – piłkarzem. Niestety, dość szybko okazało się, że nie potrafię prosto kopnąć piłki i moja kariera sportowa legła w gruzach.

59. Określ się politycznie. Lewica czy prawica?

Nigdy nie interesowałem się tym na tyle, by jednoznacznie się określać. Zasadniczo tyle razy dałem się już nabrać na obietnice wyborcze, że każda partia wydaje mi się zła.

60. Co tam?

Spoko.

61. Jak wyrzeźbiłeś łydki ? Chodzisz gdzieś na siłownię/chodziłeś?

Nic nie rzeźbiłem, najzwyczajniej codziennie jeżdżę na rowerze. Ogólnie rower jest rozwiązaniem wszystkich problemów egzystencjalnych i źródłem szczęśliwego pożycia przedmałżeńskiego. Polecam każdemu.

62. Najbardziej szalona rzecz, jaką w życiu zrobiłeś?

Żadna z tych, które byłyby interesujące nie nadaje się do publikacji.

63. Gdybyś mógł wybrać czasy bądź epokę, to kiedy chciałbyś żyć?

Chciałbym zobaczyć jak będzie się żyło za 100 i za 1000 lat. Czy nasze wyobrażenia o przyszłości pokryją się z realiami, czy są zupełnie od nich oderwane? Ciekawi mnie jak będzie wyglądało życie i kontakty międzyludzkie w, jak podejrzewam, totalnie zdigitalizowanym świecie, gdzie nawet nasze myśli będą zapisywane na dysku twardym.

64. Masz dobrze wytyczony plan na przyszłość?

Jasne, pisałem o nim tutaj.

65. Ciebie też wkurwia Kominek?

Nie. Tomka bardzo szanuję za to, że wbrew wszystkim i wszystkiemu zrealizował swoją fantazję i żyje tak jak chce, a nie tak jak wypada.

66. Lubisz Kubę Wojewódzkiego?

Nie znam go, więc nie mogę go lubić, bądź nie, ale cenię go za intelekt i błyskotliwość.

67. Czy wiesz kim był Pakelika?

Nie.

68. Kim chcesz być w przyszłości, zakładając, że z bloga nie wyżyjesz?

Wszystko wskazuje na to, że jednak wyżyję i to nie tylko jedząc parówki z Biedry, więc raczej rozważam co będę robił, jeśli kiedyś blogowanie mi się znudzi.

69. Książka, która wywarła na Ciebie największy wpływ to…?

Zdecydowanie „Gra” Neila Straussa. Wywróciła do góry nogami moje nastoletnie, naiwne spojrzenie na relacje damsko-męskie. Gdyby kumpel nie podrzucił mi jej w liceum, pewnie do dziś nie złapałbym dziewczyny nawet za ramię.

70. Jakie trzy cechy ludzkie uznałbyś za najbardziej denerwujące?

Zawiść, brak chęci do działania i narzekactwo. W tej kolejności.

71. Ja mam pytanie: za co kochasz Kraków?

Za to, że zawsze się w nim coś dzieje i daje namiastkę dużego, zachodnioeuropejskiego miasta, ale mimo to jest bardzo kameralny i zaściankowy.

72. Czy w tym bandażu nie jest Ci za ciepło?

Było w nim gorąco jak cholera. Latem czułem, że mi odparzy twarz, ale za to zimą dawał większy komfort ciepła, niż jakakolwiek czapka/szalik/kominiarka.

73. Czy twoje ukruszone jedynki odrosły dzięki profesjonalnemu bandażowaniu twarzyszcza?

Niestety mumifikowanie się nie pomogło.

74. Czy na spotkania blogerów też przychodzisz w bandażach? Bo w sumie z chęcią bym z tobą poruszyła parę blogowych kwestii, a podejrzewam, że ciężko Ci się rozmawia przez te zwoje?

Faktycznie trudno się w tym rozmawiało, ale na spotkania blogerów i tak przychodziłem w bandażach, bo bałem się, że bez nich nikt mnie nie rozpozna.

75. Czy znasz jakąś Weronikę?

Nie, nie znam żadnej Weroniki.

76. Ulubiony zespół/gatunek muzyczny?

Pezet/rap.

77. Chłopiec niższy od dziewczyny. Co ty na to?

Nie ma szans. Źle bym się czuł przy dziewczynie wyższej od siebie, poza tym pociągają mnie zdecydowanie te drobne.

78. Czy to prawda, że prawdziwy facet ma duszę zdobywcy i chce zdobyć kobietę, irytuje go, kiedy ona za nim lata?

Faceci lubią zdobywać, a kobiety lubią być zdobywane. To jedna sprawa. Druga jest taka, że mało kto docenia to, co przyszło mu łatwo.

79. Wiele było pisane o podrywaniu dziewczyn, ale może podasz swoim czytelniczkom drogę do serca faceta?

Zasadniczo wystarczy, że powiesz „cześć” i w pierwszych pięciu minutach rozmowy nie zasypiesz go kompleksami na temat swojego wyglądu.

80. Czego się boisz?

Samotności i śmierci. Ciężko żyje mi się bez innych ludzi, a wizja tego, że życie po prostu się kończy w momencie ustania akcji serca paraliżuje mnie.

81. Co sądzisz o bogu? Jest on tam, czy go nie ma?

Bardzo chciałbym, żeby był, ale obawiam się, że to tylko idea, która powstała, żeby uniknąć bezcelowości życia i móc uzasadniać zjawiska, których w inny sposób nie da się wytłumaczyć.

82. Jaki jest twój stosunek do wiary i religii?

Jestem przekonany, że religia została stworzona tylko po to, by móc sterować i kontrolować społeczeństwo.

83. Miałeś taki moment, że chciałeś rzucić pisanie bloga?

Wielokrotnie. Zasadniczo najbardziej wątpiłem w sens pisania, gdy kończyłem studia i trzeba było się zdecydować co dalej z życiem, i z czego będę płacił za wodę, prąd, gaz i nowe adidasy. Moi znajomi zaczynali pracę w korporacjach, za nawet nieśmieszne pieniądze, a ja stukałem w zimnym pokoju w  klawiaturę, marząc, że może kiedyś ktoś mi za to zapłaci.

84. Dlaczego już nie gotujesz?

Gotuję na bieżąco, tyle, że ostatnio nie robiłem nic na tyle ciekawego, by to pokazać. Ale bez obaw, blogowe gotowanie wróci w nieco odświeżonej formie.

85. Kiedy wspomniana w jednym ze starszych wpisów impreza?!

W którym?

86. Ile zarabiasz?

Poniżej 10 000zł miesięcznie nie ma sensu się chwalić zarobkami.

87. Czy jest jakaś cecha – jeśli tak, to jaka – którą szczególnie cenisz sobie u ludzi?

Nonkonformizm. Pójście pod prąd i realizacja własnych marzeń bez względu na wszystko.

88. Na dzień dzisiejszy, koncert jakiego zespołu najchętniej byś się wybrał?

Eminema. Najwszechstronniejszy tekściarz i wokalista na świecie. Potrafi zrobić ze słowem i głosem WSZYSTKO. Muszę zobaczyć go na żywo.

89. Jaka jest Twoja ulubiona książka (opcjonalnie pisarz/pisarka)?

Czytam za mało książek, żeby mieć jedną ulubioną, a zwłaszcza jednego ulubionego twórcę.

90. Czym dla Ciebie jest samotność?

Stanem, w którym bardzo nie lubię się znajdować i trudno mi go zaakceptować. Potrzebuję kontaktu z ludźmi do normalnego funkcjonowania.

91. Jakie byłoby ostatnie zdanie, w książce którą byś napisał, ale nie była by to twoja autobiografia, a suma Twoich przemyśleń?

Jeśli będziesz robił to, co zawsze, będziesz dostawał to, co zawsze.

92. Jaki jest ulubiony pub w Krakowie, mojego ulubionego kolesia którego czytam?

Z pubów-klubów, to Forum Przestrzenia, Pixel i chwilowo (mam nadzieję) zamknięte Rozrywki Trzy. Z pubów-kawiarń to Święta Krowa i większość knajp na Placu Nowym.

93. Jak osiągnąłeś „popularność”? Zacząłeś się reklamować u innych bloggerów czy po prostu pisałeś tak, jak piszesz i ludzie cię polubili za Twój sposób bycia itd?

Do popularności, to mi jeszcze trochę brakuje, ale rozumiem, że pytasz o zdobywanie czytelników.

Na początku miałem różne głupie pomysły, typu pisanie pod SEO, albo komentowanie wpisów innych blogerów nie z profilu prywatnego, tylko z fanpejdża. To na nic się nie przekładało i było tylko stratą czasu. Na szczęście w porę to pojąłem i skupiłem się po prostu na tworzeniu dobrych tekstów, dając z siebie tyle, ile jestem tylko w stanie. Czytelnicy to docenili i zaczęli podawać moje wpisy dalej swoim znajomym. To jedyna droga jaką można zdobyć wartościową widownię.

94. Jakie dałbyś tipsy pozostałym próbującym zostać blogerami, aby przeżyć ten najtrudniejszy, pierwszy rok pisania? Jakieś osobiste drogowskazy, wskazówki, porady?

Po pierwsze, nie próbujcie się wybić atakując innych, większych blogerów, bo to najgorsze co możecie zrobić. Po drugie, nie płyńcie z nurtem, bądźcie oryginalni, postarajcie się wnieść coś nowego swoimi tekstami. Czytelnicy to docenią. Po trzecie, jasno określcie po co to robicie i do czego dążycie blogując. Jeśli ma się jasno określony cel, łatwiej pokonać przeszkody na drodze do niego.

95. Twoje motto życiowe?

Najgorsze co możesz zmarnować to talent.