Close
Close

11 powodów, dla których nie warto iść na „Nimfomankę”

Skip to entry content

Z Larsem von Trierem jest jak z dzieckiem księcia Williama – nawet jak ma zrobić kupę ludzie spodziewają się, że to będzie cukierek. „Nimfomanka” jest jedną z takich śmierdzących niespodzianek, po obejrzeniu których część widzów boi się przyznać, że król jest nagi. Mocno się wczoraj zastanawiałem, czy iść na premierę, czy wyszorować sedes i odkurzyć dywany. I żałuję, że wybrałem jednak to pierwsze.

Czemu „Nimfomanka” jest słabsza, niż życzenia prezydenta dla facebookowiczów?

 

#1 – Tandeta, tandeta

Film zaczyna się pseudo-poetycko – czarny ekran, dźwięk padającego deszczu, nostalgia, melancholia i najazd na nieprzytomną, poobijaną i zakrwawioną kobietę na dziedzińcu starej, zapuszczonej kamienicy – po czym zaczyna grać Rammstein. Tak, Rammstein, ten hiper popularny niemiecki zespół metalowy bazujący na kiczu. Po takim wstępie nie da się dalszej części traktować poważnie.

 

#2 – Ambitne kino na siłę

Reżyser za wszelką cenę chciał usprawiedliwić kobiety z nieustannie wilgotną pochwą i odnieść ich palącą potrzebę stosunku płciowego do innych zjawisk. Wszelkie porównania są tak wymuszone, że ani nie ciekawią, ani nawet nie śmieszą, tylko żenują. To raz. Dwa, że wprowadzenie postaci dziadeczka, który z rozdziawioną japą słucha o obciąganiu przypadkowym kolesiom w środkach publicznej komunikacji i usilnie chce nadawać temu sens, obraża mnie jako widza.

 

#3 – Traktowanie wątków po łebkach

Główna bohaterka rżnie się jak świnie w ubojni. To motyw przewodni. Super.

Niestety wszystkie czynniki, które mogłyby mieć na to RACJONALNY wpływ i odciskać na Joe jakieś piętno, zostają potraktowane bardziej po macoszemu, niż Kopciuszek. Relacja z matką zostaje spłycona tak bardzo, że jestem zaskoczony, że jej postać w ogóle pojawia się w filmie. Ojciec też wiemy, że jest i nawet wiemy, że umiera, ale nie ma ani słowa z jakiego powodu. I czy rodzice mieli jakikolwiek stosunek do permanentnej rozwiązłości córki. Zasadniczo, to większość postaci pojawia się tylko jako pretekst, do pokazania pochwy na ekranie.

 

#4 – Nieudolność reżysera

W połowie filmu oprócz weny, Larsa opuszcza również zdolność do samokrytyki i nie wiedząc jak przejść od jednego miałkiego porównania do drugiego, stosuje rozwiązanie na poziomie szkółki aktorskiej dla niewidomych. Żeby móc powiązać nimfomanię z polifonią, reżyser wprowadza do rozmowy głównych bohaterów temat muzyki. Robi to tak topornie, jak tylko możesz sobie wyobrazić.

Joe po kilku godzinach przebywania w tym samym pomieszczeniu i gapienia się we wszystkie możliwe kąty, ni z tego, ni z owego, rezolutnie zagaja:

O, masz magnetofon. Słuchasz muzyki?

To stwierdzenie na poziomie „o, masz cycki. Jesteś kobietą?” lub „o, jeździsz na wózku inwalidzkim i nie masz nóg. Jesteś kaleką?”. „O, masz kibel. Zdarza ci się srać?” jest równie finezyjnym sposobem zmiany tematu rozmowy.

 

#5 – Ciśnienie na kasę

Larsowi widać ostatnio hajs się nie zgadza, bo nie dość, że porusza temat oklepany jak tyłek Sashy Grey, ale o niegasnącym potencjale komercyjnym, to jeszcze rozbija film na dwie części. I pod koniec tej pierwszej, w trakcie napisów końcowych, daje nachalną zapowiedź drugiej, która jest jedną wielką kanonadą wagin, penisów i jęków. Jeśli RedTube dałby możliwość kręcenia vlogów, to tak by właśnie wyglądały.

 

#6, 7, 8, 9, 10, 11 – N-U-D-A!

Pomimo tych wszystkich cycków, stosunków i orgazmów, „Nimfomanka” jest niewiarygodnie nuuużąca. Ostatni raz tak się wymęczyłem na „Tylko bóg wybacza” i wyszedłem po 25-ciu minutach. Już bardziej fascynujące jest czekanie w kolejce do lekarza. Serdecznie nie polecam.

Jak znacie coś równie nudnego, to dawajcie do komentarzy. Nie chciałbym się tak nadziać kolejny raz.

(niżej jest kolejny tekst)

57
Dodaj komentarz

avatar
25 Comment threads
32 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
30 Comment authors
19 rzeczy, które całkowicie ośmieszają film "Smoleńsk"Patrycja MuchaNesarahIzabela FolgaAmaktor Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jestem Ninją
Gość
Jestem Ninją

„temat oklepany jak tyłek Sashy Grey” boskie ;)

Wojciech Kopeć
Gość
Wojciech Kopeć

Odniosę się tylko do pkt nr 5 – oglądałem Nimfomankę poza Polską, i obie części były naraz, tj. z 15 minutową przerwą, w cenie normalnego biletu – także to chyba raczej wina dystrybutora (?) niż reżysera.

Jan Favre
Gość

Jeśli tak jest, to i tak wciąż „wina” reżysera, że podpisał umowę, która pozwala dystrybutorowi na takie rzeczy.

Wojciech Kopeć
Gość
Wojciech Kopeć

Jeżeli miał do wyboru albo w ten sposób, albo w ogóle (bo może publiczność nie wysiedzi ;) to ciężko go winić ;) (oczywiście tylko hipotetyzuję)

Jan Favre
Gość

Jeśli miał wątpliwości, czy publiczność wysiedzi, to znaczy, że nie był przekonany do tego co zrobił, więc mógł albo go nie puszczać w świat albo skrócić. Ja nie wrzucam tekstu na bloga, jeśli uważam, że jest za długi, aby czytelnicy byli w stanie dotrwać do końca ;)

Wojciech Kopeć
Gość
Wojciech Kopeć

Znowu – to czy publiczność wysiedzi czy nie może w dużej mierze zależeć od kraju w którym puszczany jest dany film i stąd ten cały szkopuł. Generalnie nie wydaje mi się, aby akurat von Trier łapał się takich zagrań żeby więcej zarobić ;DD

Saga Sachnik
Gość
Saga Sachnik

A co sądzisz o filmie?

Wojciech Kopeć
Gość
Wojciech Kopeć

Jak dla mnie film broni się dość mocną końcówką (drugiej części). Kilkakrotnie się autentycznie śmiałem, mając wrażenie, że reżyser puszcza oko do widza. Tym niemniej film jest w moim odczuciu mocno przerysowany – ot, ciekawostka, nic ponadto. No i jeśli miałbym oceniać tylko pierwszą część, to faktycznie czułbym się rozczarowany.

ann
Gość
ann

„Z Larsem von Trierem jest jak z dzieckiem księcia Williama – nawet jak ma zrobić kupę ludzie spodziewają się, że to będzie cukierek.” rozbroiłeś mnie już pierwszy zdaniem!

Łukasz Pilarski
Gość
Łukasz Pilarski

Odnośnie punktu pierwszego – który kawałek Rammsteina puszczono?

Jan Favre
Gość

Nie mam pojęcia.

Iga Socik
Gość
Iga Socik
Łukasz Pilarski
Gość
Łukasz Pilarski

Welp, patrząc po tłumaczeniu jest to piosenka o miłości… Z drugiej strony von Trier zawsze mógł wybrać Mein Teil :P

Wieslawowna
Gość
Wieslawowna
Nesarah
Gość
Nesarah

mówi się odnośnie DO

Andrzej Kozdęba
Gość

Dla mnie już Antychryst był dużym rozczarowaniem. Po Nimfomance też nie spodziewałem się czegoś wielkiego, nie oglądałem, pewnie nie obejrzę. Dzięki za głos w sprawie :).

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

„Rolowanie” – tłumaczenie na język polski

Skip to entry content

Wszyscy się śmieją z „Rolowania” Nataszy Urbańskiej, a nikt nie wie o czym jest. Po części przez naganną dykcję, po części przez lawinę ordynarnych anglojęzycznych wtrąceń. Faktycznie, nie ma możliwości, żeby cokolwiek zrozumieć po pierwszym przesłuchaniu. Po drugim zresztą też. Kluchy w ustach mieszają się z makaronizmami, z czego wychodzi jeden wielki zakalec.

Ale, że jestem masochistą i staram się za wszelką cenę wdrażać ideę „jesteśmy Polakami, mówmy po polsku”, przesłuchałem ten „utwór” kilkukrotnie, spisałem słowa, przetłumaczyłem na języki polski i nawet wytłumaczyłem ich znaczenie. Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy, oto jest…

 

„Rolowanie” po polsku

Podmiot liryczny to osoba pracująca w szeroko rozumianej branży reklamowej. Najprawdopodobniej jest to content designer działający na własny rachunek, bądź jeden z przedstawicieli agencji. W piosence opowiada o trudach prowadzenia profilu marki na Facebooku.

Wielki mi big deal = wielka mi duża sprawa

After czy before = przed czy po

Podniósł mi się flow = poprawił mi się nastrój

Face demolation = demolka na Facebooku

Pierwsze 4 wersy odnoszą się do propozycji płatnego wywołania kryzysu w mediach społecznościowych. Mówi, że taki kryzys na stronie fanowskiej, to żadna duża sprawa, po czym pyta, czy płatność będzie przed, czy po zleceniu. Następnie słowami „podniósł mi się flow” oznajmia, że jest już gotowy, aby zrobić „demolation” na Fejsie.

 

Weź mnie na dancefloor = weź mnie na taneczną podłogę

Zrobię ci hardcore = zrobię ci twardy rdzeń

Tamten to asshole = tamten to otwór w odbycie

Zero temptation = bez kuszenia

W kolejnych 4 wersach przedstawia nieciekawe skutki spędzenia codziennie wielu godzin przed komputerem. Prosi swojego rozmówcę, aby zabrał go do miejsca, w którym można się rozerwać. Na przykład do klubu tanecznego. W zamian oferuje własnoręcznie zrobiony solidny rdzeń do twardego dysku. Od prośby, przechodzi do ofensywy, atakując konkurencję. Na celownik bierze inną osobę, która również własnoręcznie tworzy rdzenie komputerowe. Nazywa ją otworem w odbycie, przy czym zachowuje pozory nienachalnego – zaznacza, że wcale nie kusi swojego rozmówcy.

 

Mam „like it” na Fejsie = mam polubienia na Facebooku

W realu gubię się = w rzeczywistości gubię się

Jestem królową z bajki = jestem królową z bajki

Grandmatka truje mnie = wielka matka truje mnie

Podmiot liryczny zachwala swoje umiejętności w angażowaniu fanów na prowadzonych przez siebie profilach. Deklaruje, że jego posty mają polubienia. W stwierdzeniu „w realu gubię się” widać przełom w postawie Nataszy. Publicznie przyznaje, że jest obszar w planowaniu strategii marketingowej, w którym sobie nie radzi. Nie wie jakim algorytmem rządzi się widoczność billboardów przy ulicach i plakatów na przystankach, przez co, doznaje swoistego zagubienia. Jednak już w następnym zdaniu wraca do pierwotnej pozy, w której podtrzymuje, że jest najlepsza w tym co robi, niczym królowa z bajki. Na koniec dodaje „grandmatka truje mnie” żaląc się na kobiecą personifikację edge ranku. Mimo, że wstawia świetne posty, wielka matka (edge rank) „truje” ją, ucinając im zasięg.

 

Dziary że ho ho = dobre tatuaże

Oldschoolowy Joe = zabawka z dzieciństwa (G.I. Joe)

O co kaman? No? = co się dzieje?

Nie rób tragetion = nie jest tak źle

W tej zwrotce następuje szybkie omówienie najnowszych trendów na portalu Marcka Zuckerberga. Po kotach i psach, wróciła moda na zdjęcia tatuaży (często w głupich miejscach) i wszystkich akcesoriów z dzieciństwa typu: gumy Turbo, kartridże do Pegazusa, czy właśnie figurki G.I. Joe. Najczęściej z hashtagiem „#gimbynieznajo”. Urbańska jest tym trochę zdziwiona, bo wszyscy branżowcy zapowiadali, że treść będzie szła w stronę jakości, ale ostatecznie sugeruje aby nie robić „tragetion”. Przeżyła żebrolajki, to i temu podoła.

 

Chce zresetować się = chcę zacząć od początku

Chce exit’eować się = chcę wyjść

Jestem królową z bajki = jestem królową z bajki

Grandmatka truje mnie = wielka matka truje mnie

Urbańska boi się, że prze kupowanie fanów na Allegro z krajów arabskich, edge rank zupełnie wyrzuci jej posty z tablic użytkowników, przez co chciałaby zacząć wszystko od początku. Wyjść z portalu i utworzyć stronę fanowską jeszcze raz od zera, z czystym kontem. Na koniec powtarza afirmację osobistą „jestem królową balu” i żalenie się na facebookowy algorytm. Powtórzenie tych dwóch wersów w kontekście poprzednich, ukazuje podmiot liryczny jako człowieka z krwi i kości – z zaletami, ale i wadami. Mimo, że jest najlepszy w tym co robi, zdarza mu się popełnić błąd, od którego chciałby uciec.

 

Rolowanie blanta na backstage’u = naginanie wyników przez zmiany w kodzie

Jakaś soda, jakiś juice = trochę rozproszenia danych wyjściowych, trochę skoncentrowania danych wejściowych

Refren jest swoisty hymnem ku pokrzepieniu serc wszystkich social media specialistów. Jeśli prowadzenie profilu idzie słabiej, niż było to zakładane w umowie z klientem, zawsze można coś pomieszać w kodzie narzędzia do zliczania statystyk. Tu się zaokrągli, tu się poda wartości absolutne, a nie względne, i już liczby wyglądają dużo lepiej.

Kto z branży nigdy nie rolował blanta na backstage’u, pod koniec miesiąca, niech pierwszy rzuci kamieniem!

Przejmuję się losem ludzi. Mniej losem psów

Skip to entry content

Zazwyczaj odmawiam udziału w akcjach charytatywnych, ale Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy wspieram odkąd miałem pierwsze kieszonkowe. W tym roku także wrzucam pieniążka do puchy. Pokazałem twarz, ujawniłem nazwisko i ściąłem włosy, żeby przekonać Cię do tego samego.

Jeśli chcesz dać dychę albo dwie, kliknij na wirtualną puszkę.