Close
Close

Berlin część I – street art, uliczne żarcie i picie w plenerze

Skip to entry content

Naszych zachodnich sąsiadów, zgodnie z moimi podróżniczymi planami na ten rok, miałem odwiedzić już w lutym. Ale wyjazd przesunął się na marzec, bo był zły układ planet, niekorzystny biomet i wróżbita Maciej mi tak poradził. A poza tym, przyjaciel do którego jechałem borykał się ze zmianą mieszkania – co jest arcy skomplikowaną kwestią w porównaniu do Krakowa – i nie było opcji żebym mu się zwalił na głowę.

Więc marzec. A w marcu jak w garncu – jak tylko przyjechałem do Berlina spieprzyła się pogoda. Ale zasadniczo to nieistotne, bo i tak udało mi się poznać klimat tego miasta i nacieszyć się jego najcharakterystyczniejszymi elementami.

Pierwsze co rzuca się w oczy, niezależnie w jakiej dzielnicy jesteś, to szeroko pojęty…

 

Street art

Graffiti, tagi, murale, szablony – to jest tu wszędzie. Dosłownie, nie ma osiedla, którego mury nie byłyby pokryte farbą. I stare fabryki, i kamienice, i małe sklepy, i nowe centra, i resztki Muru Berlińskiego, i nawet kościoły są naznaczone sztuką ulicy. Oczywiście przy takim natężeniu różnych malunków wiadomo, że praca pracy nierówna, ale mimo wszystko dominują dobre projekty. Zwykłe szwendanie się ulicami strasznie wciąga, bo za każdym rogiem odkrywasz coś nowego i przy odrobinie szczęścia – lub przegooglowaniu tematu – możesz trafić na Banksy’ego lub BLU!

Berlin - Graffiti, street-art, murale (51)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (62)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (60)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (66)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (49)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (43)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (42)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (37)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (32)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (30)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (25)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (23)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (21)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (13)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (5) Berlin - Graffiti, street-art, murale (3)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (7) Berlin - Graffiti, street-art, murale (1)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (10)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (68)

Włócząc się między Placem Alexandra, a Kreuzbergiem nie da się nie zgłodnieć, więc mniej więcej po 15 minutach sprawdziłem jak w stolicy Niemiec wygląda…

 

Uliczne żarcie

Więcej kebabów niż u nas, to na pewno. I zdecydowanie lepsze. Z szybkiej szamy, której u nas jest mało, to pizza. Ale nie byle jaki napompowany placek i szynka konserwowa, tylko bardzo dobra – prawie, że włoska – pizza. Najpopularniejsza jest zwykła margherita ze świeżą bazylią – smakuje nawet w ciągu dnia – ale jeśli tylko uda Wam się trafić, to polecam z pikantnym salami. Bardzo pierwsza klasa.

Berlin - uliczne jedzenie (44)

Berlin - uliczne jedzenie (34)

Berlin - uliczne jedzenie (38)

Berlin - uliczne jedzenie (36)

Berlin - uliczne jedzenie (55)

Z szybkiego jedzenia, którego u nas nie ma, próbowałem curry wurstów, czyli kiełbas bez skóry, z curry i sosem pomidorowym. Baaardzo duuużą ilością sosu pomidorowego. Jak usłyszałem o tym – mocno się zdziwiłem, że można tak jeść, jak zobaczyłem co mi podali – chciałem oddać, ale jak spróbowałem – polubiłem. Serio, smaczne i sycące. Zjadłbym jeszcze raz.

Berlin - uliczne jedzenie (52)

Berlin - uliczne jedzenie (46)

Berlin - uliczne jedzenie (31)

Jedyny i niepowtarzalny człowiek-budka. Inspektor Gadżet by mu zazdrościł. Podgrzewa, nakłada i wydaje resztę, a jak pada rozkłada parasol. Śmieję się, bo nie da się zareagować inaczej widząc człowieka z rurą między nogami, który jest mobilnym McDonaldem. Pomijając jednak podśmiechujki, to szacun dla gościa, że daje radę, bo to ciężka fizyczna praca, której ja bym pewnie nie sprostał.

Berlin - uliczne jedzenie (2)

A to co prawda raczej slow food, ale zaskoczyło mnie, że dają burgera do samodzielnego złożenia. Widzieliście to gdzieś indziej?

Berlin - uliczne jedzenie (13)

Berlin - uliczne jedzenie (14)

Dobra, uliczna szama uliczną szamą, ale teraz to co najedzone tygryski lubią najbardziej, czyli…

 

Picie w plenerze

Berlin - picie w plenerze (2)

Berlin - picie w plenerze (11)

Berlin - picie w plenerze (17)

Berlin - picie w plenerze (21)

Berlin - picie w plenerze (23)

Berlin - picie w plenerze (14)

Berlin - picie w plenerze (9)

Wiem, że piszę to przy okazji każdej zagranicznej podróży, ale zawsze mnie to cieszy tak samo. To, że nie musisz czuć się jak kryminalista-zamachowiec, czając się z jednym piwem jak ze zwłokami gdzieś w bramie. To, że możesz siąść sobie na trawie gdziekolwiek i nacieszyć się dobrym dniem popijając wino, bez stresu, że zaraz ktoś podniesie raban. To, że chodząc po mieście ze znajomymi możesz przysiąść na murku i walnąć po kielonie, bez czajenia się jakbyście mieli M16.

Kocham to!

I jak pokazuje przykład Berlina, zezwolenie na publiczne spożywanie alkoholu wcale nie powoduje zwiększenia się ilości bójek i incydentów. Mam wrażenie, że jest wręcz przeciwnie. Od godziny 18:00 w piątek metro jest pełne ludzi z alkoholem i nikt nie robi burd, nie awanturuje się, ani nie rzyga. Nawet bezdomnych jest mniej niż u nas i nie robią takiego syfu. Jest kulturalnie, miło i swobodnie. Tak jak powinno być.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Karolina

    To picie w plenerze powinni u nas wprowadzić. Zdecydowanie.

  • Pingback: Praga część II - jedzenie, żarcie i szama()

  • Pingback: Praga część I - Ściana Johna Lennona, pływanie po Wełtawie i absynt()

  • Ania Błotko

    W restauracji Jeff’s serwują burgera do samodzielnego złożenia ;)

  • Pingback: Berlin część II - dźwigi, murzyni i rowery()

  • No z tym piciem to nie jest kwestia zakazu co bardziej kultury spozywania alkoholu. Której w Polsce to raczej nie ma. Nie znaczy to, że Berlin zawsze wita człowiekiem z piwem czy winem w reku który jest słodki, kulturalny i uroczy bo różne obrazki można w u/s/banie nocą zobaczyć i niektórzy imprezowicze z Polski mogliby się uczyć. Nie zmienia to jednak faktu, że w ogólnym rozrachunku zakaz u nas wynika bardziej z nieumiejętności picia (nie tylko w plenerze) .

  • Robek

    trzymam kciuki za to, żebyś w drugiej części relacji nie pisał o berlińskiej scenie techno :)

    • Chętnie bym napisał, ale nie zdążyłem jej poznać ;)

  • Księciunio Kaminski

    Berlin jest tak kosmicznie nieniemiecki, wychillowany i bez napinki, tak pełen pozytywnych ludzi, ze bez dwóch zdań poleciłbym każdemu, kto uważa, ze Niemcy są sztywni i bez polotu.

  • Aleksandra

    Zauważyłeś, że na trzecim muralu jest dwóch gości w okularach z bandażami na twarzach? :>

    • Pewnie i czekałem, aż Ty to zauważysz ;*

      • Aleksandra

        Ach, jak ty mnie znasz :>

  • Byłem w wielu tych miejscach, polecam. Widzę, że i legendarny Curry 36 się znalazł, ale to jednak nic przy Mustafa’s Gemuse Kebap – najbardziej hipsterski i w ogóle naj kebab świata. Byłem, stałem prawie 2 godziny w kolejce, polecam.

    • Paulina Tasarz

      No ja się jeszcze nie zdecydowałam na stanie przy Mustafa’s Hemuse Kebap aż tyle, po świętach przeprowadzam się do Berlina więc mam nadzieję, że uda mi się być w tych okolicach i spróbować bez czekania 2 godziny :D Bo obawiam się, że to jest tak samo jak z lodami na Starowiślnej, uwielbiam je ale nie stałam nigdy więcej niż 10 minut :D

      • Mnie się nie udało nigdy stać krócej niż 20 minut ;(

  • Mjichał Zet

    Spoko spoko, czekam na więcej :)
    Ps. jedna mała uwaga- nie mówie tego z jakiejś snobistycznej megalomanii,czy wrodzonej złośliwości, a jedynie dlatego, że sam się dowiedziałem całkiem nie dawno – nie ma takiego slowa jak biometr :( jest biomet. Niby jeden chuj bo i tak brzmi podobnie,chociaż ta twarda końcówka wydaje mi się bliższa. Ale jakby co ,sprzedaje Ci cichaczem pewne i sprawdzone info, żeby znowu mądre gadające głowy nie płakały że te blogery takie nie mondre :(

    • Cholera, masz rację Michał i dzięki za uwagę. Że tez mi tego autokorekta nie podkreśliła ;)

  • Jest kiełba, ufff.

  • Venegoor

    Kraków mógłby czerpać przykładów od Berlina garściami :)

    • Jedzenie mamy lepsze, murale dobre, tylko, że mało to fakt, ale w kwestii ostatniego akapitu to na pewno ;)

    • Według mnie całkiem dobrze mu w tym idzie a i też kopiowanie nie ma sensu ;) Berlin na propsie, nawet niemiecki brzmi tam jakoś mało inwazyjnie… :D

  • Takiego burgera do samodzielnego złożenia szamałam ostatnio w Park Hotelu w Inwałdzie. Szamałam to w sumie dość oględne słowo. Męczyłam się ze skubańcem przez godzinę, ale mniamuśny był.Potem się tylko kolejną godzinę nie mogłam ruszać. :D

    Co do samego Berlina, to miasto z klimatem, a uliczne malunki na dobre wpisują się w wygląd niemieckich miast, nie tylko Berlina.

    • Godzinę? Łouł, ja nie potrafię jeść wolno i najczęściej jest tak, że zanim moi znajomi na dobre wezmą się do jedzenia, to ja już kończę ;)

  • Łosiek

    Curry wurstów nie ma w polsce? Halo, a kolega był w Katowicach? Zapraszamy w takim razie!
    A burgery do „samodzielnego złożenia” podają w wielu polskich burgerowniach. Także ten.

10 typów ludzi, których nie chcesz spotkać na ulicy

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z Krajową Radą Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego

Wiesz, że mamy jeden z najwyższych współczynników śmiertelności w wypadkach drogowych w Europie? Że w zeszłym roku w Polsce zginęło przez to 3026 osób? Bo 8 na 100 takich wypadków kończy się śmiercią? Ja też nie, dopóki nie przeczytałem raportu Biura Ruchu Drogowego. Na ulicy pojawiam się i jako kierowca, i jako rowerzysta, a najczęściej jako pieszy, i trafiam na ludzi z każdej z tych grup, którzy zapominają, że nie są tam sami. Przez co wolałbym ich nie spotykać.

Młody gniewny

Odebrał prawko w zeszłym tygodniu i jeszcze dobrze nie opanował sprzęgła, ale już chce lecieć stówką w terenie zabudowanym. Najlepiej ruszając z trójki. Wziął sobie do serca słowa wujka Wiesia na ostatnich imieninach cioci Marzeny, że tak jak na egzaminie, to już nie pojedzie nigdy w życiu. Bo na egzaminie jeździ się, żeby zdać, a w życiu, żeby zdążyć na obiad. Dlatego nigdy nie zatrzymuje się na zielonej strzałce. Przed torami kolejowymi też. I na stopie też nie, jak nic nie jedzie.

Najwięcej wypadków ze skutkiem śmiertelnym spowodowały osoby w wieku 18-24lata.

Rebeliant

Anarchia, wolność i leki na receptę bez recepty dla wszystkich! Buntownik z wyboru, już w przedszkolu walczył o swoją niezależność otwarcie ignorując poobiednie leżakowanie, kontynuując drogę rewolucjonisty i pisząc „mój” przez u otwarte aż do matury. Nikt nie narzuci mu, że białe jest białe, a czarne jest czarne, a tym bardziej, że nie może przechodzić na czerwonym. Czy Luke Skywalker trzymał się zasad narzuconych przez imperialistyczny system? No właśnie!

Janusz biznesu

Miałeś kiedyś w trakcie jazdy tak ważny telefon, że aż zjechałeś na pobocze, żeby go odebrać i porozmawiać? Tak? No i po co to wszystko? Trzeba było jedną ręką trzymać słuchawkę, drugą dźwignię zmiany biegów, zębami kierownicę, a rzęsą włączyć kierunkowskaz. Zestaw słuchawkowy? Głośnomówiący? Bluetooth w uchu? A co Ty z Holiłudu jesteś, czy ze Star Treka? Prawdziwy byznesmen potrafi zmieniając pas ruchu, wyprzedzając na trzeciego i odpalając czerwonego Viceroya w tym samym czasie odebrać ważny telefon. Czyli każdy telefon, bo w byznesie wszystkie telefony są ważne.

Kierowcy jadący 100 km/h i trzymający komórkę przy uchu hamują średnio o 14 metrów później niż nierozmawiający.

Klubowóz

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Co?

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Co mówiłeś?

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Nie słyszę…

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– W końcu przejechał, możesz powtórzyć?

Najwięcej wypadków śmiertelnych jest w piątek i sobotę.

W dni imprezowe.

Ostatnia szara komórka

Koniom zakłada się klapki na oczy, żeby nie patrzyły na boki, a ludziom wkłada w ręce smartfony. Świecący prostokąt przed twarzą i całe otoczenie przestaje istnieć. O ile w przestrzeniach zamkniętych można po prostu popsuć sobie wzrok, o tyle w terenie otwartym można zepsuć sobie nogi, ręce, żebra albo życie. Na przykład przechodząc przez ruchliwą ulicę wpatrzonym w komórkę.

Niespokojna noga

Zwany też lowriderem dla ubogich. Przyśpiesza, zwalnia, przyśpiesza, zwalnia, przyśpiesza, zwalnia, a auto się gibie jak na teledysku do „Still D.R.E.”. Zatrzymuje się zawsze metr za linią stopu na światłach, a gdy stoisz na pasach, nigdy nie wiesz, czy nie zatrzyma się na Tobie. Ani czy nie wjedzie Ci w tyłek, jeśli stoisz przed nim w korku i ruszysz ćwierć sekundy później niż on.

Niezachowanie bezpiecznej odległości między pojazdami, jest jedną z głównych przyczyn wypadków na prostych odcinkach.

Usain Bolt

Rusza z bloków startowych w momencie, gdy w autobusie po drugiej stronie ulicy zamykają się drzwi i biegnie do nich jak po karpia na Wigilię. Ignorując wszystkich uczestników ruchu drogowego dookoła. Gdyby któryś z kierowców samochodów cudem omijających go miał gorszy dzień, albo bardziej zużyte klocki hamulcowe, do celu dojechałby na masce. Kończąc karierę sportową w szpitalu.

Oszczędny

Ładowanie akumulatora? 50 groszy.

Migacz boczny do Opla? 14 złotych.

Emocje z jazdy bez używania kierunkowskazów? Bezcenne!

Nieprawidłowe wyprzedzanie, jest jedną z głównych przyczyn wypadków na prostych odcinkach.

James Bond na rowerze

Szpieg w służbie Jej Królewskiej Mości realizuje tajne zadanie, od powodzenia którego zależą losy starego kontynentu, dlatego musi pozostać incognito. I jedzie na rowerze nocą bez oświetlenia i odblasków, zmieniając pasy jakby miał za sobą ogon odkąd wyszedł z MI6. Dzięki temu jest niewidzialny dla kontrwywiadu. I wszystkich pozostałych uczestników ruchu drogowego.

Szybki i wściekły

Wiesz po co w aucie jest pedał gazu? Żeby go używać! Dlatego dopóki nie czuje pod dużym palcem u prawej stopy podłogi, ciśnie. Ciśnie wyprzedzając ruszający autobus, ciśnie na gasnącym pomarańczowym i ciśnie wymijając matkę z dzieckiem na pasach. Jak im zrobi peeling pięt, to może nauczą się szybciej chodzić. Gdy nie może zasnąć po ciężkim dniu, bo męczą go wyrzuty sumienia, że przez półtorej minuty jechał prawym pasem, układa sobie w głowie, co by powiedział Vin Dieselowi jakby go spotkał. I jakim jechałby autem, gdyby kręcili „The Fast and the Furious: Zabrze Drift”.

W zeszłym roku główną przyczyną aż 7195 wypadków było niedostosowanie prędkości do warunków ruchu.

Kierowcy wczujcie się w rolę pieszych! Tylko wzajemne zrozumienie może zaprowadzić nas bezpiecznie do celu. Druga odsłona naszej kampanii. #kierowcaVpieszy

Opublikowany przez Krajowa Rada BRD na 25 września 2017

Ten tekst jest uszczypliwy, ale tylko po to, by zwrócić uwagę na zachowania, które mogą przyczynić się do tragedii. Niezależnie, czy jesteś kierowcą w nowej, błyszczącej strzale, czy pieszym, który musi zdążyć na tramwaj, zwracajmy na siebie uwagę i pamiętajmy, że nie jesteśmy sami na ulicy. Zaoszczędzimy sobie nerwów, zdrowia, a czasem i życia.

---> SKOMENTUJ

Skąd masz wiedzieć, że nie jesteś hipsterem?

Skip to entry content

O hipsterach mówi się dużo, a pisze jeszcze więcej. Wiele osób z nich kpi i nie mniej im zazdrości. Zazwyczaj pytanie o to, czy jesteś jednym z nich jest atakiem, bo jeszcze nikt publicznie się do tego nie przyznał. Zamieszanie potęguje fakt, że podobno prawdziwy hipster nigdy nie powie, że nim jest, bo paradoksalnie właśnie wtedy przestałby nim być. Gdy mnie ktoś próbuje wziąć pod włos z tym tekstem, zawsze odpowiadam, że bardzo bym chciał, ale póki co mnie jeszcze nie stać (iPhone 5s taki drogi). Aczkolwiek zawsze dla spokoju sumienia zastanowię się, czy aby na pewno.

Od piątku jestem w Berlinie – jednym z głównych ośrodków rozwoju street-artu i w ogóle sztuki jako takiej. Wszędzie jedno wielkie multi-kulti. Jadąc 3 przystanki metrem widzisz więcej hipsterów, niż siedząc w Forum Przestrzenie przez cały miesiąc. Idąc przez Kreuzberg, choćbyś miał na sobie ciuchy samych niszowych projektantów, czujesz że do tej pory nawet nie miałeś okazji się otrzeć o bycie offowym. Definitywnie będąc tu i widząc tubylców wiesz, że nie jesteś hipsterem. Ale skąd masz to wiedzieć będąc w Radomiu?

Chwilę to rozkminiałem i  przygotowałem test, który pomoże Ci to stwierdzić. Poniżej masz 17 pytań. Jeśli czytając każde z nich pokiwasz twierdząco głową, to mogę dać Ci na piśmie, że nie jesteś hipsterem. Jeśli jednak przy którymś trochę się zawahasz… to prawie na pewno też nim nie jesteś. Jeśli natomiast przy każdym pytaniu ostentacyjnie zmarszczysz brwi i krzykniesz „nie prawda, mam rurki!”, to jesteś chodzącą świątynią alternatywy. Brawo (chyba)!

Zaczynamy:

1. Nie masz brody dłuższej niż 3-dniowy zarost?

2. Nie masz Vansów?

3. Nie wstydzisz się przyznać, że słuchasz zespołów, których nazwę kojarzy ktoś więcej, niż Ty i Twój wyimaginowany przyjaciel?

4. Nie pijesz Fritz-Coli?

5. Nie chodzisz w czapce zimowej latem i w pomieszczaniach zamkniętych?

6. Nie nosisz ekotorby?

7. Nie jeździsz na longboardzie, a tym bardziej nie wiesz co to jest?

8. Nie nosisz węższych spodni od swojej dziewczyny?

9. Nie znasz nazw wegańskich potraw?

10. Nie masz iPhone’a?

11. Nie chodzisz w trampkach zimą?

12. Nie pijesz wina w klubie?

13. Nie nosisz okularów mimo, że nie masz wady wzroku?

14. Nie masz bardzo enigmatycznego tatuażu w bardzo widocznym miejscu?

15. Nie chodzisz na kawę do Starbucksa?

16. Nie palisz papierosów powyżej 20zł za paczkę?

17. Nie spędzasz godziny przed lustrem po to, by Twoje włosy wyglądały jak chwilę po wyjściu z łóżka?

I jak Ci poszło?

---> SKOMENTUJ

Marta jest singielką. Znaczy się nie ma narzeczonego, metalu na serdecznym palcu, ani wspólnego kredytu na M2. Żyje aktywnie. Fitness, spining, basen. Lubi towarzystwo. Kurs samby, wolontariat w hospicjum, clubbing w weekendy. Jest wzorową obywatelką. Płaci podatki, nie kiepuje na chodnik i zakrywa usta przy ziewaniu. Jest atrakcyjna. Dekolt C, rozmiar XS, tyłek nastolatki. Ma branie u facetów. U lasek też.

 

Sytuacja A: Marta na dyskotece

Marta w zeszłym piątek poszła ze znajomymi na dicho. Lokal na poziomie. Żeby wejść trzeba było zapłacić 2 dychy i mieć czyste buty. W środku kelnerki na szpilkach, drinki na wódce sklepowej i czyste kible. Lokal na poziomie, jak mówiłem.

Oddała płaszczyk do szatni, zamówiła Martini ze Spritem i gdy usłyszała „Single ladies” pobiegła z koleżanką poruszać tym co wyćwiczyła na siłowni i kursie tańca. Zanim Beyonce zdążyła dojść do drugiego refrenu, dobrze zbudowany Hiszpan z koszulą rozpiętą na trzeci guzik wplótł swoje palce w jej dłonie. Wirowali na parkiecie jak jesienne liście na wietrze. I nie mogli przestać. Jego południowy temperament, ciemna karnacja i ruchy Rafała Maseraka magnetyzowały ją.

Gdy przyciągał ją do siebie tuląc w ramionach, jej ciało pulsowało z gorąca. Jeszcze jedno potarcie i czuła, że spłonie. Zanim zdążyła wyjąć zapałki i przeciągnąć jedną z nich po drasce, on pierwszy podłożył ogień. Musnął ją ustami w szyję, później odgarnął włosy drażniąc językiem jej ucho, aż w końcu spopielił jej filigranową sylwetkę, ssąc jej wargę jak świeżą pomarańczę.

Całowali się jakby jutra miało nie być, w pół mroku rozświetlanym blaskiem ich oczu. Tłum nazwał ją imprezową szmatą liżącą się z kim popadnie.

 

Sytuacja B: Marta w eksperymencie społecznym „First kiss”

Marta w zeszłym miesiącu wzięła udział w artystycznym performensie. Autorka akcji chciała uwiecznić moment pierwszego pocałunku osób, które zupełnie się nie znają. Nie wiedzą jak mają na imię, jakiej pasty do zębów używają, czy myją penisa przed stosunkiem, ani nawet czy są w OFE. Totalnie obcy ludzie.

Eksperyment składał się z 20 uczestników – 8 par hetero i 2 homo. Dla każdego coś lepkiego.

Marta przed włączeniem kamery czuła się nieco nieswojo. Po włączeniu jeszcze bardziej. Nigdy nie robiła tego na pokaz, tym bardziej z losowo przydzielonym partnerem, a już na pewno nie dlatego, że ktoś ją o to poprosił. Przytłaczające światło jarzeniówek, zniewieściały dźwiękowiec i nadpobudliwy pan kamerzysta nie pomagali.

W końcu się przemogła i pozwoliła by jakiś zarośnięty typ włożył jej jęzor do buzi. Wierzgał nim jak świnia w ubojni. Przez chwilę nawet się bała, czy nie straci jedynek. W końcu udało jej się dostosować do jego konwulsyjnych ruchów i złapali wspólne tempo. Polizali się kilka minut, ciągnąc za włosy bardziej by przystopować akcję niż z pożądania, i gdy pani reżyser wymamrotała „mamy to”, Marta w końcu mogła odetchnąć z ulgą.

Przez większość czasu czuła się jak rozgrzebywany bigos w poszukiwaniu kiełbasy, ale nie okazywała tego, bo chciała dobrze wypaść na filmie. Tłum nazwał ją romantyczną duszą, zazdroszcząc odwagi i spontaniczności.

 

Wnioski: Jeśli całujesz się z obcą osobą bo chcesz – jesteś szmatą. Jeśli całujesz się z obcą osobą bo ktoś Cię namówił – jesteś romantyczką.

---> SKOMENTUJ