Close
Close

Był pierwszy lipca. Właśnie wracałem w przepoconej koszuli przepełnionym autobusem z oblanego egzaminu. Z uczelni, która mnie rozczarowała, do miejsca, na które ktoś rzucił urok i żaden znachor nie kwapił się by zdjąć zaklęcie. Garnitur ze studniówki wisiał na mnie jak na strachu na wróble, a przymałe buty odparzały mi stopy. Mijając kolejny taki sam zdewastowany przystanek, zastanawiałem się, czemu mając Excela i programy do księgowania, myśmy tę rachunkowość zdawali na kartkach. Nie znalazłem odpowiedzi. Znalazłem za to rozwiązanie – rzucić to wszystko w cholerę.

Zadzwoniłem do Ciebie i zanim zdążyłaś wziąć oddech na „cześć, co słychać?”, balansując między euforią i histerią, oświadczyłem, że rzucam studia, wyprowadzam się i przyjeżdżam.

Nie próbowałaś przemówić mi do rozsądku. Nie zaczęłaś mnie umoralniać. Nie wylałaś mi na łeb wiadra lodowatej wody próbując ostudzić moje rozgorączkowanie. Odpuściłaś sobie wychowawczą gadkę o konsekwencjach. Powiedziałaś, żebym wpadał. Byłem 2 dni później.

Miałem 600 złotych, 5 par bokserek, koszulę, nowe półbuty i bułkę z polędwica sopocką. I naiwne przekonanie, że do poniedziałku znajdę mieszkanie i pracę. Dałaś mi spać, jeść i pożyczyłaś na ksero, żebym poodbijał sobie CV, w którym najmocniejszym punktem było zdjęcie z pełnym uzębieniem. I nie wybiłaś tego szaleństwa z głowy.

Dzięki. Bez Ciebie bym nie dał rady.

 

***

 

Podjęłaś wyzwanie. Wyzwanie, któremu wielu bałoby się sprostać. Wyzwanie godne prawdziwej bohaterki. Wychowałaś mnie. Na przekór wszystkiemu.

Żadne słowa nie wyrażą tego co zrobiłaś. Dziękuję.

 

***

 

To była gówniana rozmowa w przeciętnej korporacji za przyzwoitą kasę. Odkąd zobaczyłem garsonkę rekruterki wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Oboje wiedzieliśmy, że tu nie pasuję i nie będę pasował, ale ja musiałem zapłacić czymś za pierogi z serem i akademik, a ona wypełnić obowiązki służbowe. Kurtyna poszła w górę, aktorzy weszli na scenę, przedstawienie się zaczęło.

Ja wmawiałem jej, że moim najskrytszym marzeniem jest kariera w finansach, ona z przyklejonym uśmiechem i nieudaną ondulacją udowadniała mi, że tak nie jest.

To był już drugi etap, więc jasne było, że zabawa potrwa przynajmniej pół godziny. Bo takie procedury. Równo przez 2 kwadranse przerzucaliśmy piłkę tuż przy siatce, tak by przeciwnik nie mógł jej odbić, mimo, że wynik rozgrywki był z góry dobrze znany. W 31-szej minucie padł slogan kończący mecz – „dziękuję panu za rozmowę, do 14 dni otrzyma pan informację zwrotną”. Nie było ani przybijania piątek, ani wymiany koszulek, ani obrażania swoich rodzinnych miast. Był chłodny, wykalkulowany co do mikroskurczu, oficjalny uścisk dłoni.

I odprowadzenie do windy. Bo w tym budynku bez plakietki pracownika nie dało się nawet spuścić wody w kiblu.

Czekam, aż na wyświetlaczu pojawi się numer mojego piętra i wybije donośny „dinggg!” sygnalizujący definitywny koniec walki i zaczynam snuć w myślach pajęczynę niepowodzeń w przyszłych staraniach o pracę. Gdy powoli czuję się jak mucha na szybie rzeczywistości, pojawiasz się Ty.

Ty!

W za wysokich szpilkach, za wąskiej spódnicy, za dużym dekolcie, ze stertą teczek. Tak dużą, że powinnaś dostać naganę i karny dyżur w święta za złamanie przepisów BHP. Idziesz pewnym krokiem senior accounts payable accountanta nie widząc nic przed sobą i stajesz mi na prawie nowym – bo tylko trzyletnim – półbucie. Teczki lecą w górę, rekruterka na bok, a Twój prawy cycek na mnie. Bardzo. Ładny. Prawy. Cycek. Który wyskoczył zza dużego dekoltu i trącił mnie sterczącym z napięcia sutkiem. W dłoń. Nie bolało.

Dzięki. Gdyby nie Ty, to byłoby gówniane popołudnie.

 

***

 

8 marca – dzień jak co dzień. I dziś, i wczoraj, i jutro dobrze, że jesteście, byłyście i będzie.

(niżej jest kolejny tekst)

45
Dodaj komentarz

avatar
29 Comment threads
16 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
31 Comment authors
Justyna SekułaPingwinkaOlgaEdyta Lechciemnymnowiem Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Klaudia Andrzejewska
Gość
Klaudia Andrzejewska

Czytając ostatni akapit zrobiło mi się ciepło tam gdzieś w środku.
Uwielbiam Twoje teksty! :)

L.
Gość

Cała przyjemność po naszej stronie.

Jan Favre
Gość

Nieprawda. Co najmniej połowa po mojej.

L.
Gość

Maksymalnie jedna czwarta.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Polecam(y) się.A ostatni akapit- w obliczu tego,że dzisiaj, jak zdejmowałam w robocie kurtkę,w nieco ciasnawej koszuli strzeliły mi dwa krytycznie umiejscowione zatrzaski-podoba mi się bardzo :D.

Jan Favre
Gość

Jak takie rzeczy dzieją się przy ściąganiu kurtki, to co się dzieje, gdy się schylasz? ;)

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Sama magia.

Firefly
Gość
Firefly

Dobry tekst! :) Do końca nie domyślałam się o co chodzi!

Agnieszka Riboq Rybacka
Gość

:D Dobre :]

11 rzeczy, których nie powinieneś robić na rozmowie o pracę

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z portalem Pracuj.pl

Wiele osób fiksuje się na tym, że jeszcze nie skończyło studiów i jest przekonanych, że przez to nie dostanie pracy, jak to się pięknie mówi, w zawodzie. Doświadczenie moje i wielu moich znajomych pokazuje, że to mit, powielany najczęściej przez rodziców, którzy wchodzili na rynek pracy w zupełnie innej rzeczywistości. I nie kumają, że trochę się zmieniło od czasów kiedy CV pisało się odręcznie na kartce i doczepiało spinaczem zdjęcie z dowodu. Pracuj.pl chce obalić kilka takich mitów i zachęcić młodych ludzi do szukania pracy zgodnej z ich zainteresowaniami trochę wcześniej, niż w dniu odbioru dyplomu magistra. Bo nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ją dostali.

Ale, ale. Zanim wyruszysz w drogę musisz zebrać drużynę, a zanim zaczniesz mówić sobie z prezesem po imieniu, musisz przejść rozmowę kwalifikacyjną. Bieg z przeszkodami, który jest  jednym z bardziej stresujących wydarzeń w życiu człowieka. Zwłaszcza, jeśli doświadczasz go pierwszy raz.

Co zrobić, żeby nie połamać sobie nóg, dobiec do mety i jeszcze odebrać trofeum w postaci przyjęcia do pracy? Dobrze się przygotować. I nie robić na rozmowie rekrutacyjnej niczego z poniższej listy.

1. Nie przychodź niechlujnie ubrany

Stare góralskie przysłowie „jak cię widzą, tak cię piszą” niestety nie wzięło się znikąd. Da się zrobić tylko jedno pierwsze wrażenie, a rozmowa łatwiej Ci pójdzie, jeśli będzie ono dobre. Nie chodzi o to, żebyś od razu wbijał się w garnitur, ale dostosował swój wygląd do okazji. Przychodząc w wymiętej koszuli i brudnych butach, dajesz do zrozumienia, że w sumie to Ci nie zależy.

2. Nie spóźnij się, a już na pewno nie olewaj spotkania

Rozmowa kwalifikacyjna, to taka pierwsza randka z pracodawcą. Chodzi to, żeby się poznać i sprawdzić, czy do siebie pasujecie. Jeśli się spóźniasz, dajesz się poznać jak ktoś, kto nie potrafi ogarnąć działania zegarka, ale to i tak lepsze, niż wystawienie drugiej strony do wiatru i w ogóle odpuszczenie spotkania. Jeśli na rozmowę wyszedłeś odpowiednio wcześnie, ale na Twojej drodze właśnie wylądował meteoryt albo oddział obcych zablokował ulicę, poinformuj o opóźnieniu osobę, która na Ciebie czeka i wytłumacz sytuację. Doceni fakt, że dałeś jej znać i wie na czym stoi.

3. Nie ściemniaj, że w wieku 20 lat masz 30 lat doświadczenia

Pamiętam jak w pewnym momencie studiów miałem jeszcze bardziej beznadziejną sytuację finansową niż zazwyczaj i uparłem się, że dostanę normalną pracę biurową choćby nie wiem co. Podrasowałem swoje CV i zadowolony z siebie, że oszukałem system, w myślach już otwierałem szampana świętując sukces, bo zaprosili mnie na rozmowę do jednej z lepiej płacących korporacji. W trakcie spotkania pani rekruterka zapytała o moje doświadczenie, które posiadałem tylko w sferze fantazji i próbując na szybko wymyślić, co mogłem robić na wyimaginowanym stanowisku, moja twarz zapłonęła czerwienią żywą jak pieczony burak.

Kłamstwo, to najgłupsze co można zrobić. Wychodzi błyskawicznie i w zasadzie permanentnie skreśla Cię w danej firmie. Za to pochwalenie się umiejętnościami zdobytymi na przykład w trakcie organizowania juwenaliów, wychodzi tylko na plus.

4. Nie daj odczuć, że nie robi Ci różnicy, czy będziesz analitykiem danych, czy panem kanapką

Gdybym prowadził serwis o pączkach i szukał kogoś do redagowania artykułów, zależałoby mi na osobie, która jest tym zajarana i nie widzi się w niczym innym. Nie na kimś, komu nie udało się dostać na aplikację radcowską i z braku laku przyszedł do mnie. Domyślam się, że jeśli stawiasz pierwsze kroki w tematach zawodowych, to nie wiesz, czy bycie HRowcem jest Twoim przeznaczeniem i związkiem na całe życie. To jasne, bo jeszcze tego nie robiłeś, więc skąd masz wiedzieć. Ale pokaż zaangażowanie w tym temacie i wytłumacz czemu akurat zdecydowałeś się aplikować na to stanowisko.

Gdyby to była randka, chciałbyś się umówić na kolejne spotkanie z kimś, kto szuka partnera, ale jest mu obojętne, czy to będziesz Ty, czy przypadkowy przechodzień?

5. Nie bój się, nie mów szeptem, nie patrz w ścianę

Ja wiem, że im bardziej zależy Ci na pracy, tym większy stres i w ogóle matura ustna nie ma nawet podjazdu, ale wchodzenie do salki konferencyjnej z wypisany na czole „nie bijcie, ja nic nie wiem!” nie pomaga. Wręcz przeciwnie. Pomaga za to uśmiech, nawiązywanie kontaktu wzrokowego, bycie pewnym siebie i odpowiadanie na pytania więcej niż dwoma słowami. I przede wszystkim dobre przygotowanie się.

Tutaj znajdziesz przykładowe pytania, które mogą paść w trakcie rozmowy. A imię i nazwisko osoby, z którą będziesz rozmawiać w mailu z zaproszeniem.

6. Nie śmieszkuj na siłę, rozmowa rekrutacyjna to nie stand-up

Jeden żart jest w porządku, dwa to już granica, przy trzech przechodzisz na stronę pajacowania. O ile nie starasz się o angaż w cyrku, nie zaplusujesz takim zachowaniem.

7. Nie kozacz. Jesteś gościem, a nie gospodarzem

Przesada w każdą stronę jest zła. Zarówno bycie wycofanym i schowanym w sobie jest kiepskim pomysłem, jak i spychanie z biurka rzeczy, by móc postawić na nim swoje ego. Arogancja, buta i nonszalancja, to nie są magiczne składniki, po zmieszaniu których powstanie dobre wrażenie.

8. Nie szantażuj i nie mów, że coś Ci się należy. To nie spotkanie z politykiem

Mam zarówno znajomych pracujących w korporacjach, jak i tych prowadzących własne firmy, zdecydowanie większe niż jednoosobowe, i ci drudzy często opowiadają mi o tym, jak to jest być z drugiej strony ogłoszenia o pracę. Czyli jak to jest wylistować konkretne umiejętności, które powinien mieć kandydat, a potem spotykać się na rozmowach z ludźmi, którzy jedyne co umieją, to machać kartką z pieczątką uczelni i żądać 4 000 złotych netto.

To nie jest tak, że za sam fakt posiadania dyplomu magistra z urzędu należy Ci się praca i kilka tysięcy na rękę, a pracodawca jest tylko po to, by Ci je dać. Jeśli ktoś szuka programisty, to interesuje go tylko to, czy faktycznie potrafisz obsługiwać MySQLa, a nie czy masz zaświadczenie, że na trzecim roku studiów miałeś zajęcia z baz danych. W małych firmach często w ogóle nie zwraca się uwagi na to, w którym momencie zakończyłeś edukację, tylko na projekty, które zrealizowałeś.

9. Nie mieszaj z błotem byłego pracodawcy

Nawet jeśli uważasz, że na to zasługuje.

Wymaga tego zawodowy savoir-vivre. To jak wypowiadasz się o poprzednim człowieku, który Cię zatrudniał, daje do myślenia co będziesz mówił o obecnym, kiedy kolejny raz zmienisz pracę. Jeśli padnie pytanie, czemu odszedłeś z poprzedniej firmy, nie mów, że były szef był dupkiem. Powiedz, że nie widziałeś dla siebie możliwości rozwoju.

10. Nie zdradzaj sekretów – tajemnica rzecz święta

Tak jak poprzednio: jeśli na pierwszym spotkaniu wyjawiasz poufne informacje, to jaki to daje sygnał osobie, która być może w przyszłości też przekaże Ci coś w zaufaniu?

11. Nie mów, że nie masz pytań. Wykaż zainteresowanie przyszłą pracą

Rozmowa kwalifikacyjna to dobry moment, by omówić jakie masz opcje w kwestii łączenia nauki z pracą. I przy okazji pokazać, że faktycznie zależy Ci na tym stanowisku, dopytując o jego szczegóły.

Do momentu, w którym prowadzę własną działalność gospodarczą, doszedłem od sprzedawania gazet na plaży. W trakcie zahaczając o kilkanaście zawodów z najróżniejszy branż i po drodze studiując. Dziennie. Naprawdę, wszystko da się połączyć, wystarczyć tylko zapytać, czy jest taka możliwość i wykazać trochę zainteresowania.

Gdzie szukać pracy? W apce na telefonie

Jak pisałem we wstępie, odkąd nasi rodzice dostali pierwszą wypłatę trochę się zmieniło. Zmienił się nie tylko rynek, wygląd i forma dokumentów, czy rodzaj popularnych zawodów, ale też drogi jakimi tej pracy się szuka. Przeglądanie fizycznych tablic z ogłoszeniami, czy gazet, to już mocny archaizm. Tak jak Spotify zastąpił magnetofon z kasetami, tak aplikacja Pracuj.pl zastępuje chodzenie po przedsiębiorstwach i pytanie o wolną posadę.

Pomijając oczywiste oczywistości typu: apka jest wygodna, intuicyjna, ma trylion ogłoszeń i możesz korzystać z niej w każdej chwili, bo telefon masz zawsze przy sobie, to jest coś więcej, co sprawia, że faktycznie jest zajebista.

Pierwsza rzecz, to możliwość aplikowania na dane stanowisko z poziomu telefonu. Jeśli wklepałeś wcześniej dane ze swojego CV do konta na Pracuj.pl, to robisz jeden klik i beng! Już jesteś w procesie rekrutacji.

Druga, to JobAlerty. Ustawiasz filtr jakiego typu pracy szukasz i w jakim regionie, a aplikacja wrzuca Ci powiadomienie, gdy tylko pojawi się coś nowego.

Trzecia, to opcja sprawdzenia przeciętnego wynagrodzenia na danym stanowisku. Załóżmy, że chcesz pracować jako tłumacz holenderskiego: znajdujesz ofertę, pukasz w przycisk i masz podane widełki z zarobkami na tym stanowisku w Twoim regionie. Kozak! Szczerze mówiąc, to chyba najistotniejszy powód, dla którego warto pobrać tę apkę, bo wiem, że masę osób ma problem z wycenieniem swojej pracy.

Możesz ściągnąć ją, oczywiście za friko, stąd na Androida i stąd na iPhone’a, do czego zachęcam. Nawet, jeśli w tym momencie nie szukasz pracy. Może to praca szuka Ciebie.

Nie znam się na neurobiologii

Skip to entry content
nie znam się na naurobiologii
autorem zdjęcia jest cephir

Mam nikłe pojęcie o curlingu. Wiem, że to takie kręgle na lodzie. Przy czym określić ten sport w taki sposób, to tak jakby powiedzieć, że grafika komputerowa to takie malarstwo na iMacu. Mało  precyzyjne. Z naciskiem na „mało”. Moja wiedza na ten temat sięga na tyle głęboko, na ile można poznać cokolwiek przełączając kanały w telewizji. Wiem, że jeden typ pcha kamień po lodzie, a dwóch innych biega wokół niego ze szczotkami.

Czy to wystarczy, żeby grać w reprezentacji Kanady? Bez komentarza.

Czy pozwoli mi być ekspertem wypowiadającym się o curlingu w mediach? Również szkoda słów.

Czy z taką znajomością tematu, mogę być choćby trenerem szkolnej drużyny w podstawówce pod Wąchockiem? No też nie bardzo.

Podobnie ma się rzecz z kafelkowaniem. Niby prosta sprawa. Położyć płytki. Położyć i przykleić. To znaczy, przygotować zaprawę, położyć kafelki i zrobić tak, żeby nie odlatywały. I były równo. I fugi za specjalnie nie wychodziły. I wybrać takie, żeby ani nie matowiały, ani nie niszczyły się od pary, oleju, ani przypadkowego pieprznięcia z całej siły gorącym garnkiem. Z naciskiem na „przypadkowego” i „gorącym”.

Wrażenie prostoty tej czynności, daje mi względne poczucie, że coś tam o tym wiem i jakoś mogę się na tym znać. Ale to tylko wrażenie. Nikt nie musi klepać mnie w potylicę, żebym wrócił na ziemię i przyznał przed samym sobą, że fachowcem to ja jednak nie jestem. I z pewnością nie wezmę się za kafelkowanie kuchnio-jadalni w nowej willi Kulczyka.

Nie inaczej jest z Ukrainą, Putinem i zbliżającą się III wojną światową, która ma zetrzeć Polskę z powierzchni ziemi. Za każdym razem kiedy chcę podnieść alarm i zacząć sprowadzać Was do schronów, przy każdej okazji, gdy szukam nowych synonimów do męskich narządów rozrodczych, aby trafnie określić info-terrorystów siejących popłoch wśród tłumu, zawsze, gdy nachodzi mnie chęć, aby udzielić rady ministrowi spraw zagranicznych, jednoznacznie sugerując co ma zrobić w obecnej sytuacji, myślę, że z moją wiedzą na temat polityki międzynarodowej jest jak z neurobiologią.

Nie mam o tym pojęcia.

Dlatego nie zabieram głosu.

Share Week 2014: ciągle nowe gęby

Skip to entry content

„Share Week” to akcja zainicjowana przez Andrzeja Tucholskiego z jestKultura.pl, która ma na celu promocję nieodkrytych twórców treści internetowych. W teleexpresowym skrócie, chodzi o to, że jak masz bloga, którego czyta ktoś poza Tobą i Twoją byłą, to piszesz, że jest 5 innych równie fajnych. A jak masz kanał na YouTubie, to nie piszesz tylko mówisz. I właśnie z tym mówieniem coś jest słabo, bo jeszcze nie widziałem, żeby jakiś vloger uczestniczył w „Share Weeku”.

Dlatego wyszedłem przed szereg.

Linki do autorów, których facjaty widzieliście we vlogu:

Saga / Wysoka Blogerka – klik!

Karolina / TL;DR – klik!

Monika / Black Dresses – klik!

Justyna / With Love – klik!

Maciek / Z Dupy – klik!

Jeśli macie coś od siebie godnego polecenia, zwłaszcza z youtuberów, to śmiało.