Close
Close

Zazwyczaj w niedzielę, gdy spędzam cały dzień w łóżku, oddaję się bezkresnym rozważaniom filozoficznym. Staram się dotrzeć do jądra prawdy, zastanawiając się jakiś jest sens egzystencji i czemu ktoś dodaje kminku do chleba. O ile odpowiedzi na pierwsze pytanie jestem już całkiem blisko, o tyle rozwiązanie drugiej zagadki, wciąż jest wielką niewiadomą. Dzisiaj jednak skupiłem się na tak bezrefleksyjnie przyjmowanym zachowaniu jak kurtuazja.

Zadaliście sobie kiedyś pytanie, do czego Wam to potrzebne?

Czy z tego, ze jesteście poprawni, grzeczni i akuratni wynikają dla Was jakiekolwiek korzyści? Materialne? Duchowe? Społeczne? A jeśli tak, to czy przechylają szalę, gdy złość i nonkonformizm leży na jej drugim końcu? Odpowiedzi zapewne jest tyle ilu czytelników, ale sprawdźmy, co by się stało gdybyśmy odrzucili z góry narzucone wzorce zachowań.

 

Po pierwszej randce

– Świetnie się bawiłem. Spotkamy się w środę?

– Nie spotkamy się już nigdy. Ostatni raz tak się wynudziłam na szkoleniu BHP.

Nie będzie męczył Cię telefonami. I smsami. I wiadomościami na Facebooku. I mailami. I  komentarzami na Instagramie. I na Asku, Foursquarze, Naszej-Klasie i E-Pulsie.

 

Gdy spotykasz dawnego znajomego

– Cześć, co słychać?

– Jest beznadziejnie. Zostawiła mnie dziewczyna, wyrzucili mnie ze studiów, zdechł mi chomik, nie mam pracy i myślę o samobójstwie.

Przypadkowy znajomy na 90% nie będzie chciał się zagłębiać w Twój problem, bądź skwituje rozmowę wszystko mówiącym „aha”. Więcej niż pewne, że już nigdy nie zada Ci tego pytania, przez co zaoszczędzisz sobie nudnej gadki-szmatki. I tlenu. A w Krakowie go coraz mniej.

 

W przymierzalni z dziewczyną

– Misiaczku, jak wyglądam w tej sukience?

– Jak wieloryb. Kobieta w 9-tym miesiącu ciąży wyglądają szczuplej.

Jeśli nie jest niedojrzałą księżniczką, podziękuje Ci, że nie wydała pieniędzy na coś, w czym wstyd wyjść ze śmieciami. Jeśli jest nią, to będzie kłótnia. Ale z drugiej strony, po co Ci taka dziewczyna?

 

Przy babcinym stole

– Zostawiłeś tyle mięska? Nie smakuje ci wnusiu?

– Babciu, jeśli zjem jeszcze kęsa dostanę permanentnej biegunki, a mam plany na weekend.

Babcia się nie ucieszy, ale Twój żołądek tak. Nie ugotuje Ci już tego więcej.

 

Gdy zaczepia Cię bezdomny

– Przepraszam, mogę się o coś spytać?

– Właśnie to zrobiłeś.

– Yyy… ma pan może złotóweczkę?

– Mam nawet 127 złotóweczek, ale nie dam ci ani grosza, bo jesteś wstrętnym pasożytem.

Nie oświecisz go, bo on to doskonale wie, ale przynajmniej Tobie zejdzie ciśnienie.

 

Gdy dzwoni telemarketer

– Dzień dobry, tutaj student z łapanki z call center w piwnicy na wydupiu. Mogę potruć panu dupę przez pół godziny, żeby skasować prowizję za podpisanie umowy?

– [bip, bip, bip, bip]

Oszczędzasz i sobie, i jemu, czas i możliwe, że nawet Twój numer oznaczą etykietka „cham”, dzięki czemu nikt z tej piwnicy nie będzie już do Ciebie dzwonił. Sukces! Jeszcze tylko 12496 innych.

 

Po seksie

– Dobrze ci było misiaczku?

– Pomijając to, że gdy zaczęłaś nim trzeć o zęby popłakałem się z bólu, to tak.

Skąd ona ma wiedzieć, że robi coś źle, jeśli za każdym razem mówisz jej, że to był seks stulecia i Rocco Siffredi mógłby Ci zazdrościć? I a propos dziewczyny, to działa w dwie strony. Mimo, że byśmy chcieli, to nie czytamy w myślach, nie widzimy przez ściany i nie wiemy, że Was tam boli. Jeśli nie powiecie „weź tak nie rób, bo usypiam/łaskocze mnie/to nie ta dziurka” to nie będziemy wiedzieć.

 

W każdym przypadku, poza rozmową z bezdomnym, po odrzuceniu kurtuazji dochodzimy do czegoś. Albo porozumienia się, albo uznania, że rozmówcy nie mają ze sobą nic wspólnego, co de facto też jest jakąś formą zrozumienia. A w przypadku zaczepki żebraka przynajmniej rozładowujemy irytację.

I co, tak nie jest lepiej?

autorem zdjęcia jest sarah gabriela
(niżej jest kolejny tekst)

68
Dodaj komentarz

avatar
31 Comment threads
37 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
35 Comment authors
"Kariera" i "fejm" na skróty? - W głowie Joanny„Kariera” i „fejm” na skróty? | Joanna PocztowaErillsstsyleAnna Ewelina WilczyńskaKarina Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Paweł Daniel Kęcerski
Gość
Paweł Daniel Kęcerski

Kurtuazja ma to do siebie, że jest społecznym standardem, przynajmniej w większości wypadków. Rezygnowanie z niej na rzecz chamstwa, bo przecież przykłady które podałeś są przerysowane, może grozić obiciem mordy i utratą społecznego edge ranku.

P.S. Celem kurtuazji: pierwszy!

Jan Favre
Gość

Są przerysowane celowo, żeby dotarły do czytających, ale w bardziej stonowanej formie miałyby podobny efekt. I który z przykładów miałby grozić obiciem mordy, a tym bardziej utraty statusu społecznego?

Paweł Daniel Kęcerski
Gość
Paweł Daniel Kęcerski

Zdaję sobie sprawę że są celowo przerysowane, tak samo jak sytuacja którą opisuję jest odbita w krzywym zwierciadle. Nikt nikomu nie da po pysku za bycie szczerym, nawet jeśli szczerym do bólu. Ale od kobiety w przymierzalni można spodziewać się liścia, a na pewno jakiejś formy focha.

O_l_l_i_e
Gość
O_l_l_i_e

„od kobiety w przymierzalni można spodziewać się liścia”??? Serio? Jakaś dziwna kobieta. Przecież nie chodzi o to, żeby mi facet powiedział, że wyglądam jak wieloryb wyrzucony na brzeg, ale jak mi powie, że kiecka mnie pogrubia i powinnam poszukać czegoś lepszego, to prędzej go ozłocę, niż pobiję. Po to pytam, nie? Nie ma nic bardziej wkurwiającego, niż powtarzanie, że wyglądam pięknie; po to nie zabrałam ze sobą mamy, babci, ciotki i całej reszty osób, dla których zawsze jestem najpiękniejsza i najszczuplejsza, żeby mi ktoś powiedział, jak naprawdę wyglądam.

Paweł Daniel Kęcerski
Gość
Paweł Daniel Kęcerski

Dobrze mówisz, i ciężko mi się z Tobą nie zgodzić, ale moje doświadczenie mówi mi że jest wręcz przeciwnie. Może to po prostu zła kobieta była?

Sonia
Gość
Sonia

Z tym chamstwem i biciem mordy to przesadziłeś, czemu ktoś miałby tak reagować?

Basia
Gość
Basia

no tak, babcia, dziewczyna w przymierzalni ani telemarketer się raczej nie zamachną…
rozumiem, że przykłady są przerysowane, ale czytając ten tekst można odnieść raczej złe wrażenie o osobie samego autora, a sądzę, że nie takie jest jego zamierzenie.

Jan Favre
Gość

Dlatego nie powinno się wyrabiać zdania na czyjś temat po jednym tekście?

Basia
Gość
Basia

ja mam zdanie wyrobione :) powinieneś jednak pamiętać, że zawsze je można zmienić. nie odbierz tego opacznie, lubię Twojego bloga, ale wyjątkowo negatywnie uderzyły mnie te przykładowe odpowiedzi. czy są przerysowane, czy dosłowne, to już nie ma dla mnie takiego znaczenia. ja bym się tak do kogoś nie odezwała, przy czym i tak uważam się za osobę dość bezpośrednią, ale może jestem zbytnią idealistką.

Jan Favre
Gość

Wszystkich i tak nigdy nie zadowolę, jeśli ktoś tak uzna, to co mogę zrobić? Trudno.

Basia
Gość
Basia

ojej, ale wziąłeś moją opinię do siebie :<
aż mi teraz przykro!

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Poważnie?Obiektywna do końca pewnie nie będę,ale gdybym nie miała do czynienia z tekstami autora,to po tym bym go przysposobiła.Nigdy nie miałaś syndromu Adasia Miauczyńskiego ;)?

Basia
Gość
Basia

nigdy :)

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Niebywałe…

Basia
Gość
Basia

co tu dużo mówić, staram się mieć pozytywne podejście do tego, co mnie spotyka :) nie znaczy to, że mi się wszystko zawsze podoba, ba, ja pracuję w tzw. „ciężkim środowisku”, ale jednocześnie umiem zwrócić komuś uwagę w taki sposób, że nie wychodzę na obrażalską i wiecznie wkurwioną pindę. Adaś Miauczyński, choć śmieszny, jest przy tym „lekko” irytujący.
w polskiej rzeczywistości też nie dziwi mnie, że kogoś dziwi moje podejście, to dopiero ironia ;)

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

A mnie irytuje coś zgoła innego- przekonanie,że tylko polska rzeczywistość może budzić zwykłego,ludzkiego wkurwa.Wszędzie są baby,które gadają na głos w komunikacji miejskiej;debile,którzy nie używają kierunkowskazu przy wyjeździe z ronda;sąsiedzi,którzy walą młotkiem po 18:00-do 22:00.Wszędzie.Nie tylko w polskiej rzeczywistości.Zresztą – na polską rzeczywistość składamy się wszyscy,więc jeśli komuś nie odpowiada jej struktura mentalna,to polecam zacząć od siebie.To tak ogółem.
I to,że czasami zdarza się komuś wybuchnąć przy ludziach,nie determinuje bycia obrażalską pindą.A jeśli ktoś po jednorazowym epizodzie wybuchu kogoś „na nerwie” wyrabia sobie zdanie o tymże człowieku,to już nie moja brocha…

Agu
Gość
Agu

Pierwszy i ostatni przykład najlepszy. Nie ma sensu czarować się, że będzie jakies spotkanie kiedy jedna ze stron go nie chce, to tylko rodzi niepotrzebne nadzieje, a brak komunikacji w seksie to juz w ogole tragedia.

Pani Doskonałość
Gość

Wszystko fajnie, ale… Nie wiem, czy istnieje jakiekolwiek wytłumaczenie, które byłoby w stanie przekonać babcię. No chance!

Sonia
Gość
Sonia

„nie smakowało ci, yhym… a to ci zrobię coś innego” – standard ;)

Jan Favre
Gość

Że nie smakuje? Da radę. Że nie jesteś głodna? Faktycznie ma szans ;)

Misia
Gość
Misia

Dla mnie nie jest lepiej, bo przecież pomiędzy kurtuazja, a jej brakiem jest jeszcze coś. To chyba jakaś mieszanka stanowczości, rzeczowości i uprzejmości wymieszanych w odpowiednich proporcjach w zależności od sytuacji. Stosuję, polecam!

Agnieszka Riboq Rybacka
Gość

Ależ się uśmiałam. Bo nawet miewam taką odreagunkową zabawę. Po pytaniu kilka sekund milczenia i szybki/ciężki wybór: sciemniam, czy jadę? :D
Ale kurde prawie zawsze wygrywa ta „udawana kurtuazja”. Bo kogo oszukujemy? To, że wiem jak się zachować nie znaczy, że jestem pełna obycia. To znaczy, że mam społeczny skill w kłamaniu :P.

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Był pierwszy lipca. Właśnie wracałem w przepoconej koszuli przepełnionym autobusem z oblanego egzaminu. Z uczelni, która mnie rozczarowała, do miejsca, na które ktoś rzucił urok i żaden znachor nie kwapił się by zdjąć zaklęcie. Garnitur ze studniówki wisiał na mnie jak na strachu na wróble, a przymałe buty odparzały mi stopy. Mijając kolejny taki sam zdewastowany przystanek, zastanawiałem się, czemu mając Excela i programy do księgowania, myśmy tę rachunkowość zdawali na kartkach. Nie znalazłem odpowiedzi. Znalazłem za to rozwiązanie – rzucić to wszystko w cholerę.

Zadzwoniłem do Ciebie i zanim zdążyłaś wziąć oddech na „cześć, co słychać?”, balansując między euforią i histerią, oświadczyłem, że rzucam studia, wyprowadzam się i przyjeżdżam.

Nie próbowałaś przemówić mi do rozsądku. Nie zaczęłaś mnie umoralniać. Nie wylałaś mi na łeb wiadra lodowatej wody próbując ostudzić moje rozgorączkowanie. Odpuściłaś sobie wychowawczą gadkę o konsekwencjach. Powiedziałaś, żebym wpadał. Byłem 2 dni później.

Miałem 600 złotych, 5 par bokserek, koszulę, nowe półbuty i bułkę z polędwica sopocką. I naiwne przekonanie, że do poniedziałku znajdę mieszkanie i pracę. Dałaś mi spać, jeść i pożyczyłaś na ksero, żebym poodbijał sobie CV, w którym najmocniejszym punktem było zdjęcie z pełnym uzębieniem. I nie wybiłaś tego szaleństwa z głowy.

Dzięki. Bez Ciebie bym nie dał rady.

 

***

 

Podjęłaś wyzwanie. Wyzwanie, któremu wielu bałoby się sprostać. Wyzwanie godne prawdziwej bohaterki. Wychowałaś mnie. Na przekór wszystkiemu.

Żadne słowa nie wyrażą tego co zrobiłaś. Dziękuję.

 

***

 

To była gówniana rozmowa w przeciętnej korporacji za przyzwoitą kasę. Odkąd zobaczyłem garsonkę rekruterki wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Oboje wiedzieliśmy, że tu nie pasuję i nie będę pasował, ale ja musiałem zapłacić czymś za pierogi z serem i akademik, a ona wypełnić obowiązki służbowe. Kurtyna poszła w górę, aktorzy weszli na scenę, przedstawienie się zaczęło.

Ja wmawiałem jej, że moim najskrytszym marzeniem jest kariera w finansach, ona z przyklejonym uśmiechem i nieudaną ondulacją udowadniała mi, że tak nie jest.

To był już drugi etap, więc jasne było, że zabawa potrwa przynajmniej pół godziny. Bo takie procedury. Równo przez 2 kwadranse przerzucaliśmy piłkę tuż przy siatce, tak by przeciwnik nie mógł jej odbić, mimo, że wynik rozgrywki był z góry dobrze znany. W 31-szej minucie padł slogan kończący mecz – „dziękuję panu za rozmowę, do 14 dni otrzyma pan informację zwrotną”. Nie było ani przybijania piątek, ani wymiany koszulek, ani obrażania swoich rodzinnych miast. Był chłodny, wykalkulowany co do mikroskurczu, oficjalny uścisk dłoni.

I odprowadzenie do windy. Bo w tym budynku bez plakietki pracownika nie dało się nawet spuścić wody w kiblu.

Czekam, aż na wyświetlaczu pojawi się numer mojego piętra i wybije donośny „dinggg!” sygnalizujący definitywny koniec walki i zaczynam snuć w myślach pajęczynę niepowodzeń w przyszłych staraniach o pracę. Gdy powoli czuję się jak mucha na szybie rzeczywistości, pojawiasz się Ty.

Ty!

W za wysokich szpilkach, za wąskiej spódnicy, za dużym dekolcie, ze stertą teczek. Tak dużą, że powinnaś dostać naganę i karny dyżur w święta za złamanie przepisów BHP. Idziesz pewnym krokiem senior accounts payable accountanta nie widząc nic przed sobą i stajesz mi na prawie nowym – bo tylko trzyletnim – półbucie. Teczki lecą w górę, rekruterka na bok, a Twój prawy cycek na mnie. Bardzo. Ładny. Prawy. Cycek. Który wyskoczył zza dużego dekoltu i trącił mnie sterczącym z napięcia sutkiem. W dłoń. Nie bolało.

Dzięki. Gdyby nie Ty, to byłoby gówniane popołudnie.

 

***

 

8 marca – dzień jak co dzień. I dziś, i wczoraj, i jutro dobrze, że jesteście, byłyście i będzie.

Nie znam się na neurobiologii

Skip to entry content
nie znam się na naurobiologii
autorem zdjęcia jest cephir

Mam nikłe pojęcie o curlingu. Wiem, że to takie kręgle na lodzie. Przy czym określić ten sport w taki sposób, to tak jakby powiedzieć, że grafika komputerowa to takie malarstwo na iMacu. Mało  precyzyjne. Z naciskiem na „mało”. Moja wiedza na ten temat sięga na tyle głęboko, na ile można poznać cokolwiek przełączając kanały w telewizji. Wiem, że jeden typ pcha kamień po lodzie, a dwóch innych biega wokół niego ze szczotkami.

Czy to wystarczy, żeby grać w reprezentacji Kanady? Bez komentarza.

Czy pozwoli mi być ekspertem wypowiadającym się o curlingu w mediach? Również szkoda słów.

Czy z taką znajomością tematu, mogę być choćby trenerem szkolnej drużyny w podstawówce pod Wąchockiem? No też nie bardzo.

Podobnie ma się rzecz z kafelkowaniem. Niby prosta sprawa. Położyć płytki. Położyć i przykleić. To znaczy, przygotować zaprawę, położyć kafelki i zrobić tak, żeby nie odlatywały. I były równo. I fugi za specjalnie nie wychodziły. I wybrać takie, żeby ani nie matowiały, ani nie niszczyły się od pary, oleju, ani przypadkowego pieprznięcia z całej siły gorącym garnkiem. Z naciskiem na „przypadkowego” i „gorącym”.

Wrażenie prostoty tej czynności, daje mi względne poczucie, że coś tam o tym wiem i jakoś mogę się na tym znać. Ale to tylko wrażenie. Nikt nie musi klepać mnie w potylicę, żebym wrócił na ziemię i przyznał przed samym sobą, że fachowcem to ja jednak nie jestem. I z pewnością nie wezmę się za kafelkowanie kuchnio-jadalni w nowej willi Kulczyka.

Nie inaczej jest z Ukrainą, Putinem i zbliżającą się III wojną światową, która ma zetrzeć Polskę z powierzchni ziemi. Za każdym razem kiedy chcę podnieść alarm i zacząć sprowadzać Was do schronów, przy każdej okazji, gdy szukam nowych synonimów do męskich narządów rozrodczych, aby trafnie określić info-terrorystów siejących popłoch wśród tłumu, zawsze, gdy nachodzi mnie chęć, aby udzielić rady ministrowi spraw zagranicznych, jednoznacznie sugerując co ma zrobić w obecnej sytuacji, myślę, że z moją wiedzą na temat polityki międzynarodowej jest jak z neurobiologią.

Nie mam o tym pojęcia.

Dlatego nie zabieram głosu.