Close
Close

Zazwyczaj w niedzielę, gdy spędzam cały dzień w łóżku, oddaję się bezkresnym rozważaniom filozoficznym. Staram się dotrzeć do jądra prawdy, zastanawiając się jakiś jest sens egzystencji i czemu ktoś dodaje kminku do chleba. O ile odpowiedzi na pierwsze pytanie jestem już całkiem blisko, o tyle rozwiązanie drugiej zagadki, wciąż jest wielką niewiadomą. Dzisiaj jednak skupiłem się na tak bezrefleksyjnie przyjmowanym zachowaniu jak kurtuazja.

Zadaliście sobie kiedyś pytanie, do czego Wam to potrzebne?

Czy z tego, ze jesteście poprawni, grzeczni i akuratni wynikają dla Was jakiekolwiek korzyści? Materialne? Duchowe? Społeczne? A jeśli tak, to czy przechylają szalę, gdy złość i nonkonformizm leży na jej drugim końcu? Odpowiedzi zapewne jest tyle ilu czytelników, ale sprawdźmy, co by się stało gdybyśmy odrzucili z góry narzucone wzorce zachowań.

 

Po pierwszej randce

– Świetnie się bawiłem. Spotkamy się w środę?

– Nie spotkamy się już nigdy. Ostatni raz tak się wynudziłam na szkoleniu BHP.

Nie będzie męczył Cię telefonami. I smsami. I wiadomościami na Facebooku. I mailami. I  komentarzami na Instagramie. I na Asku, Foursquarze, Naszej-Klasie i E-Pulsie.

 

Gdy spotykasz dawnego znajomego

– Cześć, co słychać?

– Jest beznadziejnie. Zostawiła mnie dziewczyna, wyrzucili mnie ze studiów, zdechł mi chomik, nie mam pracy i myślę o samobójstwie.

Przypadkowy znajomy na 90% nie będzie chciał się zagłębiać w Twój problem, bądź skwituje rozmowę wszystko mówiącym „aha”. Więcej niż pewne, że już nigdy nie zada Ci tego pytania, przez co zaoszczędzisz sobie nudnej gadki-szmatki. I tlenu. A w Krakowie go coraz mniej.

 

W przymierzalni z dziewczyną

– Misiaczku, jak wyglądam w tej sukience?

– Jak wieloryb. Kobieta w 9-tym miesiącu ciąży wyglądają szczuplej.

Jeśli nie jest niedojrzałą księżniczką, podziękuje Ci, że nie wydała pieniędzy na coś, w czym wstyd wyjść ze śmieciami. Jeśli jest nią, to będzie kłótnia. Ale z drugiej strony, po co Ci taka dziewczyna?

 

Przy babcinym stole

– Zostawiłeś tyle mięska? Nie smakuje ci wnusiu?

– Babciu, jeśli zjem jeszcze kęsa dostanę permanentnej biegunki, a mam plany na weekend.

Babcia się nie ucieszy, ale Twój żołądek tak. Nie ugotuje Ci już tego więcej.

 

Gdy zaczepia Cię bezdomny

– Przepraszam, mogę się o coś spytać?

– Właśnie to zrobiłeś.

– Yyy… ma pan może złotóweczkę?

– Mam nawet 127 złotóweczek, ale nie dam ci ani grosza, bo jesteś wstrętnym pasożytem.

Nie oświecisz go, bo on to doskonale wie, ale przynajmniej Tobie zejdzie ciśnienie.

 

Gdy dzwoni telemarketer

– Dzień dobry, tutaj student z łapanki z call center w piwnicy na wydupiu. Mogę potruć panu dupę przez pół godziny, żeby skasować prowizję za podpisanie umowy?

– [bip, bip, bip, bip]

Oszczędzasz i sobie, i jemu, czas i możliwe, że nawet Twój numer oznaczą etykietka „cham”, dzięki czemu nikt z tej piwnicy nie będzie już do Ciebie dzwonił. Sukces! Jeszcze tylko 12496 innych.

 

Po seksie

– Dobrze ci było misiaczku?

– Pomijając to, że gdy zaczęłaś nim trzeć o zęby popłakałem się z bólu, to tak.

Skąd ona ma wiedzieć, że robi coś źle, jeśli za każdym razem mówisz jej, że to był seks stulecia i Rocco Siffredi mógłby Ci zazdrościć? I a propos dziewczyny, to działa w dwie strony. Mimo, że byśmy chcieli, to nie czytamy w myślach, nie widzimy przez ściany i nie wiemy, że Was tam boli. Jeśli nie powiecie „weź tak nie rób, bo usypiam/łaskocze mnie/to nie ta dziurka” to nie będziemy wiedzieć.

 

W każdym przypadku, poza rozmową z bezdomnym, po odrzuceniu kurtuazji dochodzimy do czegoś. Albo porozumienia się, albo uznania, że rozmówcy nie mają ze sobą nic wspólnego, co de facto też jest jakąś formą zrozumienia. A w przypadku zaczepki żebraka przynajmniej rozładowujemy irytację.

I co, tak nie jest lepiej?

autorem zdjęcia jest sarah gabriela
---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Pingback: "Kariera" i "fejm" na skróty? - W głowie Joanny()

  • Pingback: „Kariera” i „fejm” na skróty? | Joanna Pocztowa()

  • „- Pomijając to, że gdy zaczęłaś nim trzeć o zęby popłakałem się z bólu,” HAHAHHAHAHAHAHAHHAHAHAHHAHHAHAHHAHAHAHA.

    Najlepsze. Wybacz to jest tak dobra puenta, że nawet nie jestem w stanie się odnieść do treści w spazmach smiechu.

  • Anna Ewelina Wilczyńska

    Świetny tekst – oprócz tezy, że bezdomny to pasożyt. Żyjemy w pojebanym kraju, gdzie każdy znienacka może stać się bezdomnym. Nie ma pracy, kasy i ochoty na utrzymywanie obywateli.

  • Teoretycznie tak byłoby łatwiej. Ale nie wiem, czy lepiej. Patrząc po sobie, ludzie często nie lubią szczerości. I weź tu bądź madry. I szczery. To ponoć takie cenne.

    W każdym razie post mnie wewnętrznie rozwalił.

  • Błażej

    Może trochę nie na temat, ale tylko trochę. W bardzo wielu sferach życia zauważyć można brak umiejętności komunikacji w społeczeństwie. Wydawać by się mogło, że jestem w błędzie przeglądając sterty listów motywacyjnych (np. w rzeczonej piwnicy), gdzie w każdym (na 100% w każdym) pada słowo komunikatywność, w kontekście posiadania tej cechy przez kandydata, ale nie. Niestety mam rację. Odrzucenie kurtuazji jest jakimś krokiem w przód, żeby umiejętności komunikacyjne poprawić – przynajmniej dajesz proste i zrozumiałe komunikaty, a to już jest bardzo dużo. Można również odrzucić kurtuazję, nie stając się jednocześnie „chamem i prostakiem” – to już dwa kroki na przód.

    sp. Zastanawia mnie teraz, czy nasza sobotnia wymiana zdań odnośnie planów imprezowych to była kurtuazja, czy dosięgnęła Cię alkoholowa amnezja?

  • Firefly

    Dobre przykłady, ale kurde co za dużo szczerości to niezdrowo. Z drugiej strony jakby wszyscy tak zaczęli to byśmy się przyzwyczaili.

  • Nel

    Sztuczna uprzejmość w rozmowie z przygłupią koleżanką z zatęchłych czasów liceum, zachwycanie się tym, co godzi w nasze najbardziej podstawowe estetyczne wymagania, czy ryzykowanie zmiany rozmiaru ze względu na troskę o rodzinną atmosferę przy stole są, przyznaję, głupie. Ale wydaje mi się, że jeśli już mówimy o jakimś spektrum, to znów – nie warto uciekać na drugi biegun. Warto żyć tak, żeby inni czuli się dobrze w swojej skórze. Warto uśmiechać się do ludzi. Warto wysyłać dobrą energię, bo ona nie ginie. Na pełną szczerość trzeba sobie zasłużyć, do pełnej szczerości dają nam prawo bliscy ludzie, dla których jesteśmy wystarczająco istotni, żeby przystanąć nad tą szczerością i przyjąć ją inaczej, niż personalnie. Z pozostałymi trzeba nauczyć się nie tracić siebie i nie ranić ich. Wcale nie mówię, że jestem mistrzem. Bardzo dużo milczę w towarzystwie.
    Fajnie tu u Ciebie. Krótkie te wpisy, z niebezpiecznego pogranicza fastfooda i migotliwości, ale i tak fajnie.

  • Gdyby kurtuazja nie istniała, do chleba – prócz kminku – dodawaliby jeszcze majeranek. Kminek z majerankiem to już po prostu podłość.

  • Ludzie przyjmują pewne role społeczne i zachowania, chcąc być akceptowanymi i wetrzeć się w dane środowisko czy społeczeństwo. Też uwielbiam filozoficzne dylematy, zastanawiać się nad różnymi rzeczami. Nadal nie wiem co było pierwsze, kura czy jajko? Z kurtuazją jest tak, że jesteśmy uprzejmi, bo sami oczekujemy tego samego w zamian. Najlepiej jeśli jesteśmy dobrzy i szczerzy wobec samych siebie. Z jakiej racji ktoś nieuprzejmy, chciałby być szanowany. Myślę, że dobrze mnie zrozumieliście ;-)

    • „sami oczekujemy tego samego w zamian” – czyli zbywając kogoś krótkim „aha”, czy mówiąc dla świętego spokoju, ze wygląda dobrze, mimo, że jest wręcz przeciwnie, również oczekujemy w zamian olania i kłamstwa?

      • Nie. Ale nie możemy spodziewać się czegoś więcej od przeciętnej osoby, która jest nauczona czy wychowana dawać mniej więcej to samo. „Jeżeli ktoś jest dla mnie niemiły niech nie liczy na uśmiechy i komplementy z mojej strony.” Czasem jesteśmy tylko, albo nawet AŻ szczerzy, a czasem celowo mili, by ktoś się odczepił. Podsumowując, dobrze że jest coś takiego jak kurtuazja…

  • Wyzbycie się kurtuazji umożliwia zrobienie wokół siebie porządku. Generalne porządki należy robić co najmniej dwa razy do roku. Mylę się?

  • Monika Grzebyk

    Ja tak robię. Oczywiście nie w każdym kontekście, bo na przykład w zawodowym to może boleć a imprezy rodzinne nie zawsze chcę psuć tłumaczeniami, dlaczego nie chodzę do kościoła. Ale z związkach tak. I powiem Ci że bardzo niewielu facetów spośród tych, z którymi byłam, było w stanie znosić mówienie rzeczy wprost.

  • Maciek Zagórski

    Spróbuj załatwić coś w urzędzie, czy u którejkolwiek ‚Pani w okienku’ bez kurtuazji! Nawet jeżeli Ci się to uda, zrobisz to najdłuższą, najbardziej pokręconą, najniebezpieczniejszą drogą jaką ta Pani może Ci wymyślić.

    • W placówkach państwowych to już nie ma kurtuazji, tylko jest jasne, oficjalne wchodzenie w dupę.

  • Aleksandra Chromniak

    http://www.przyprawowy.pl/kminek.html

    Dla wszystkich ktorzy jeszcze nie wiedza „dlaczego kminek” ;)
    Choc dla mnie jest ochydny, ma spore walory zdrowotne o ktorych nasze prababcie, babcie…dobrze wiedzialy…

    • Ej, mieszkam w Krakowie. Tu nie ma czegoś takiego jak walory zdrowotne.

      • Aleksandra Chromniak

        Idac tym tokiem myslenia, to caly swiat juz nie ma….
        Moze mamy „lekko” zanieczyszczone powietrze, ale mozemy sie starac jesc zdrowo

  • Martyna Kubicka

    „spotkamy się jeszcze?/nie/ale czemu?/nie. nie muszę się tłumaczyć”
    „co u Ciebie słychać?/ nie chce mi się z Tobą gadać”
    „jak wyglądam w tej sukience?/ pamiętaj, Ty jesteś studentką, nie tanią dziwką”
    „czemu zostawiłaś mięso?/ mieszkam z weganami, wczoraj cały wieczór nawijali mi o uboju rytualnym”
    „ma pani złotóweczkę?/ masz terminal?”
    „dzień dobry, tu firma bfuwefhiudf/ ”
    „dobrze Ci było?/ odkąd zaczęłam myśleć o byłym – jakoś poszło”

    a potem matka mówi, że źle mnie wychowała i jestem zbyt bezpośrednia

  • Xerol33t

    Nowy design osobiście mi się nie podoba – jest taki „bez duszy” jeśli mogę to tak nazwać ale teksty trzymają poziom cały czas! :)

  • Madd

    No właśnie. Dlaczego? Nienawidzę kminku…

  • Joanna Biel

    kurtuazja to nie kłamanie, albo bycie chamskim. to uprzejmość. to powiedzenie, że niestety, ale się nie spotkamy, albo że lepiej aby przymierzyła inną sukienkę, i żeby On następnym razem działał wolniej/szybciej.

    chociaż kurtuazją prędzej wygrasz z babcią niż telemarketerem :)

    • To uprzejmość na pokaz, rzadko kiedy mająca coś wspólnego z faktycznym zainteresowaniem, czy chęcią bycia miłym.

  • Prawda. Kurtuazja jest tak naprawdę potrzebna tylko w nielicznych sytuacjach, oto jedna z nich:

    ROZMOWA KWALIFIKACYJNA

    – Dlaczego wybrał pan naszą firmę? Pana największe wady? Ile chce pan zarabiać?
    – Miałem blisko. Lenistwo, uzależnienie od imprez, problemy z kontaktami międzyludzkimi. 100 tys. będzie spoko. ;)

  • Saga Sachnik

    Kurtuazja pozwala opóźnić moment zabijania się nawzajem, daleko byśmy nie doszli, wrzucając sobie nawzajem.

    • Czemu od razu zabijania się nawzajem, to raz. A dwa, gdzie dochodzimy stosując miałką gadkę-szmatkę?

      • Saga Sachnik

        Bo zakładasz, że wszyscy ludzie reagują tak samo na wypalanie do nich z grubej rury. Jest bardzo cienka granica między szczerością a chamowatością.

  • Maja Sieńkowska

    Czekaj, czekaj, a co to w ogóle jest ta kurtuazja?

  • Kurtuazja w przymierzalni.
    „Kochanie, ta sukienka w ogóle nie podkreśla Twojej urody, jest nijaka, zasługujesz na coś oryginalniejszego, w czym nie chodzi pół miasta”. Korzyść: +15 do puli ‚zrobię ci dobrze wieczorem’
    Tekst z wielorybem: +25 do puli ‚wypier$ w podskokach chamie’
    ;)

    • O, i to właśnie jest kurtuazja i dyplomacja w jednym, powiedzenie, że wygląda jak wieloryb jest po prostu chamskie i tak samo się ma do prawdy jak kłamanie, że wygląda świetnie. Po tym się poznaje, czy ktos ma kulturę czy nie, że umie w sposób niekrzywdzący/ bez zbędnego ‚krzywdzenia’ przekazać swoją opinię i zaakcentować swoje granice, szanując jednocześnie owe granice u rozmówcy. ;)
      ps. i tak, tak- wiem, że wpis był z przymróżeniem oka :)

    • Sonia

      A mi się wydaje, że Pan Stejflaj nie pisał tego na powaznie, tylko to był żart, mylę się?

  • Paulina Tasarz

    Kiedy rodzina po raz kolejny pyta kiedy mąż i ślub?
    – Zostałam lesbijką, męża nie będzie- Mina wujka bezcenna :D

  • To się nazywa: „mówienie rzeczy wprost” najtrudniejsza umiejętność na świecie.
    ps. Jestem jedyną znaną mi osobą, która lubi chleb z kminkiem. I zgadnij, co? Mam uczulenie na kminek :D

    • matylda.semadeni

      Życie to jednak złośliwe jest.

  • Aleksandra Muszyńska

    Doskonałe :D.A propos tej sukienki i wieloryba,to przypomniała mi się hasło Ala Bundy’ego – „nie sukienka sprawia,że wyglądasz grubo;to tłuszcz sprawia,że wyglądasz grubo!”.
    Do setlisty dołożyłabym jeszcze klasyk z rozmów rekrutacyjnych.Zamiast kiwać głową i mamić,że „zadzwonimy do Pani”,można by to rozegrać znacznie bardziej otwarcie:
    -Rozumiem,że mam czekać na wiadomość z państwa strony?
    -Może pani czekać,ale się nie doczeka.Jest pani daremna jak sucha studnia,głupsza niż mój długopis i wygląda jak nieszczęście.Nie zatrudniłbym pani nawet,gdybym miał do wyboru panią i beznogiego,upośledzonego karła ze szpotawą ręką.Nie zadzwonimy,nie napiszemy,zwrócimy koszty przejazdu.
    P.S.Z moją Babcią nie wygrasz.Biegunką,eksplozją żołądką,zawałem z przejedzenia-niczym.

    • „nie sukienka sprawia,że wyglądasz grubo;to tłuszcz sprawia,że wyglądasz grubo!” – hahaha, bardzo dobre ;)

      • Martyna Kubicka

        wieść niesie, że tekst należy do siostry Seg

        • Aleksandra Muszyńska

          Wolę teorię,że do Bundy’ego ;).

  • Mam to samo z tym kminkiem.

    • Naprawdę bardzo chcę się czemu ktoś to robi.

      • Paulina Tasarz

        Mam to samo i wykładowca kiedyś opowiadał o „krakowskości”, o której rzadko się mówi i opowiedział jak gotowali jakąś kolację swoim żonom no i wykładowca ochoczo pyta gdzie mają kminek bo trzeba dodać do sałatki, kolega prawie go zabił wzrokiem za chęć takiej masakry na sałatce i oczywiście nawet kminku w domu nie miał. A dla mojego wykładowcy to było takie normalne. Mama dodawała kminek wszędzie, babcia też, wiec to takie naturalne było dla niego. Dla MNIE nadal nie jest :D po 5 latach w tym pięknym mieście :D

  • Ależ się uśmiałam. Bo nawet miewam taką odreagunkową zabawę. Po pytaniu kilka sekund milczenia i szybki/ciężki wybór: sciemniam, czy jadę? :D
    Ale kurde prawie zawsze wygrywa ta „udawana kurtuazja”. Bo kogo oszukujemy? To, że wiem jak się zachować nie znaczy, że jestem pełna obycia. To znaczy, że mam społeczny skill w kłamaniu :P.

  • Misia

    Dla mnie nie jest lepiej, bo przecież pomiędzy kurtuazja, a jej brakiem jest jeszcze coś. To chyba jakaś mieszanka stanowczości, rzeczowości i uprzejmości wymieszanych w odpowiednich proporcjach w zależności od sytuacji. Stosuję, polecam!

  • Wszystko fajnie, ale… Nie wiem, czy istnieje jakiekolwiek wytłumaczenie, które byłoby w stanie przekonać babcię. No chance!

    • Sonia

      „nie smakowało ci, yhym… a to ci zrobię coś innego” – standard ;)

    • Że nie smakuje? Da radę. Że nie jesteś głodna? Faktycznie ma szans ;)

  • Agu

    Pierwszy i ostatni przykład najlepszy. Nie ma sensu czarować się, że będzie jakies spotkanie kiedy jedna ze stron go nie chce, to tylko rodzi niepotrzebne nadzieje, a brak komunikacji w seksie to juz w ogole tragedia.

  • Paweł Daniel Kęcerski

    Kurtuazja ma to do siebie, że jest społecznym standardem, przynajmniej w większości wypadków. Rezygnowanie z niej na rzecz chamstwa, bo przecież przykłady które podałeś są przerysowane, może grozić obiciem mordy i utratą społecznego edge ranku.

    P.S. Celem kurtuazji: pierwszy!

    • Są przerysowane celowo, żeby dotarły do czytających, ale w bardziej stonowanej formie miałyby podobny efekt. I który z przykładów miałby grozić obiciem mordy, a tym bardziej utraty statusu społecznego?

      • Paweł Daniel Kęcerski

        Zdaję sobie sprawę że są celowo przerysowane, tak samo jak sytuacja którą opisuję jest odbita w krzywym zwierciadle. Nikt nikomu nie da po pysku za bycie szczerym, nawet jeśli szczerym do bólu. Ale od kobiety w przymierzalni można spodziewać się liścia, a na pewno jakiejś formy focha.

        • O_l_l_i_e

          „od kobiety w przymierzalni można spodziewać się liścia”??? Serio? Jakaś dziwna kobieta. Przecież nie chodzi o to, żeby mi facet powiedział, że wyglądam jak wieloryb wyrzucony na brzeg, ale jak mi powie, że kiecka mnie pogrubia i powinnam poszukać czegoś lepszego, to prędzej go ozłocę, niż pobiję. Po to pytam, nie? Nie ma nic bardziej wkurwiającego, niż powtarzanie, że wyglądam pięknie; po to nie zabrałam ze sobą mamy, babci, ciotki i całej reszty osób, dla których zawsze jestem najpiękniejsza i najszczuplejsza, żeby mi ktoś powiedział, jak naprawdę wyglądam.

          • Paweł Daniel Kęcerski

            Dobrze mówisz, i ciężko mi się z Tobą nie zgodzić, ale moje doświadczenie mówi mi że jest wręcz przeciwnie. Może to po prostu zła kobieta była?

    • Sonia

      Z tym chamstwem i biciem mordy to przesadziłeś, czemu ktoś miałby tak reagować?

      • Basia

        no tak, babcia, dziewczyna w przymierzalni ani telemarketer się raczej nie zamachną…
        rozumiem, że przykłady są przerysowane, ale czytając ten tekst można odnieść raczej złe wrażenie o osobie samego autora, a sądzę, że nie takie jest jego zamierzenie.

        • Dlatego nie powinno się wyrabiać zdania na czyjś temat po jednym tekście?

          • Basia

            ja mam zdanie wyrobione :) powinieneś jednak pamiętać, że zawsze je można zmienić. nie odbierz tego opacznie, lubię Twojego bloga, ale wyjątkowo negatywnie uderzyły mnie te przykładowe odpowiedzi. czy są przerysowane, czy dosłowne, to już nie ma dla mnie takiego znaczenia. ja bym się tak do kogoś nie odezwała, przy czym i tak uważam się za osobę dość bezpośrednią, ale może jestem zbytnią idealistką.

          • Wszystkich i tak nigdy nie zadowolę, jeśli ktoś tak uzna, to co mogę zrobić? Trudno.

          • Basia

            ojej, ale wziąłeś moją opinię do siebie :<
            aż mi teraz przykro!

        • Aleksandra Muszyńska

          Poważnie?Obiektywna do końca pewnie nie będę,ale gdybym nie miała do czynienia z tekstami autora,to po tym bym go przysposobiła.Nigdy nie miałaś syndromu Adasia Miauczyńskiego ;)?

          • Basia

            nigdy :)

          • Aleksandra Muszyńska

            Niebywałe…

          • Basia

            co tu dużo mówić, staram się mieć pozytywne podejście do tego, co mnie spotyka :) nie znaczy to, że mi się wszystko zawsze podoba, ba, ja pracuję w tzw. „ciężkim środowisku”, ale jednocześnie umiem zwrócić komuś uwagę w taki sposób, że nie wychodzę na obrażalską i wiecznie wkurwioną pindę. Adaś Miauczyński, choć śmieszny, jest przy tym „lekko” irytujący.
            w polskiej rzeczywistości też nie dziwi mnie, że kogoś dziwi moje podejście, to dopiero ironia ;)

          • Aleksandra Muszyńska

            A mnie irytuje coś zgoła innego- przekonanie,że tylko polska rzeczywistość może budzić zwykłego,ludzkiego wkurwa.Wszędzie są baby,które gadają na głos w komunikacji miejskiej;debile,którzy nie używają kierunkowskazu przy wyjeździe z ronda;sąsiedzi,którzy walą młotkiem po 18:00-do 22:00.Wszędzie.Nie tylko w polskiej rzeczywistości.Zresztą – na polską rzeczywistość składamy się wszyscy,więc jeśli komuś nie odpowiada jej struktura mentalna,to polecam zacząć od siebie.To tak ogółem.
            I to,że czasami zdarza się komuś wybuchnąć przy ludziach,nie determinuje bycia obrażalską pindą.A jeśli ktoś po jednorazowym epizodzie wybuchu kogoś „na nerwie” wyrabia sobie zdanie o tymże człowieku,to już nie moja brocha…

Skończyłem pisać książkę!

Skip to entry content

Chciałbym napisać tu coś mądrego, ale czuję, że wszystkie mądre słowa i finezyjne zwroty zużyłem pisząc książkę, dlatego krótko: SKOŃCZYŁEM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Więcej w poniższym filmie, a jeszcze więcej (między innymi o czym ona będzie i jaki będzie jej tytuł) w specjalnym newsletterze: http://tnij.at/KsiazkaJanka

---> SKOMENTUJ

Był pierwszy lipca. Właśnie wracałem w przepoconej koszuli przepełnionym autobusem z oblanego egzaminu. Z uczelni, która mnie rozczarowała, do miejsca, na które ktoś rzucił urok i żaden znachor nie kwapił się by zdjąć zaklęcie. Garnitur ze studniówki wisiał na mnie jak na strachu na wróble, a przymałe buty odparzały mi stopy. Mijając kolejny taki sam zdewastowany przystanek, zastanawiałem się, czemu mając Excela i programy do księgowania, myśmy tę rachunkowość zdawali na kartkach. Nie znalazłem odpowiedzi. Znalazłem za to rozwiązanie – rzucić to wszystko w cholerę.

Zadzwoniłem do Ciebie i zanim zdążyłaś wziąć oddech na „cześć, co słychać?”, balansując między euforią i histerią, oświadczyłem, że rzucam studia, wyprowadzam się i przyjeżdżam.

Nie próbowałaś przemówić mi do rozsądku. Nie zaczęłaś mnie umoralniać. Nie wylałaś mi na łeb wiadra lodowatej wody próbując ostudzić moje rozgorączkowanie. Odpuściłaś sobie wychowawczą gadkę o konsekwencjach. Powiedziałaś, żebym wpadał. Byłem 2 dni później.

Miałem 600 złotych, 5 par bokserek, koszulę, nowe półbuty i bułkę z polędwica sopocką. I naiwne przekonanie, że do poniedziałku znajdę mieszkanie i pracę. Dałaś mi spać, jeść i pożyczyłaś na ksero, żebym poodbijał sobie CV, w którym najmocniejszym punktem było zdjęcie z pełnym uzębieniem. I nie wybiłaś tego szaleństwa z głowy.

Dzięki. Bez Ciebie bym nie dał rady.

 

***

 

Podjęłaś wyzwanie. Wyzwanie, któremu wielu bałoby się sprostać. Wyzwanie godne prawdziwej bohaterki. Wychowałaś mnie. Na przekór wszystkiemu.

Żadne słowa nie wyrażą tego co zrobiłaś. Dziękuję.

 

***

 

To była gówniana rozmowa w przeciętnej korporacji za przyzwoitą kasę. Odkąd zobaczyłem garsonkę rekruterki wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Oboje wiedzieliśmy, że tu nie pasuję i nie będę pasował, ale ja musiałem zapłacić czymś za pierogi z serem i akademik, a ona wypełnić obowiązki służbowe. Kurtyna poszła w górę, aktorzy weszli na scenę, przedstawienie się zaczęło.

Ja wmawiałem jej, że moim najskrytszym marzeniem jest kariera w finansach, ona z przyklejonym uśmiechem i nieudaną ondulacją udowadniała mi, że tak nie jest.

To był już drugi etap, więc jasne było, że zabawa potrwa przynajmniej pół godziny. Bo takie procedury. Równo przez 2 kwadranse przerzucaliśmy piłkę tuż przy siatce, tak by przeciwnik nie mógł jej odbić, mimo, że wynik rozgrywki był z góry dobrze znany. W 31-szej minucie padł slogan kończący mecz – „dziękuję panu za rozmowę, do 14 dni otrzyma pan informację zwrotną”. Nie było ani przybijania piątek, ani wymiany koszulek, ani obrażania swoich rodzinnych miast. Był chłodny, wykalkulowany co do mikroskurczu, oficjalny uścisk dłoni.

I odprowadzenie do windy. Bo w tym budynku bez plakietki pracownika nie dało się nawet spuścić wody w kiblu.

Czekam, aż na wyświetlaczu pojawi się numer mojego piętra i wybije donośny „dinggg!” sygnalizujący definitywny koniec walki i zaczynam snuć w myślach pajęczynę niepowodzeń w przyszłych staraniach o pracę. Gdy powoli czuję się jak mucha na szybie rzeczywistości, pojawiasz się Ty.

Ty!

W za wysokich szpilkach, za wąskiej spódnicy, za dużym dekolcie, ze stertą teczek. Tak dużą, że powinnaś dostać naganę i karny dyżur w święta za złamanie przepisów BHP. Idziesz pewnym krokiem senior accounts payable accountanta nie widząc nic przed sobą i stajesz mi na prawie nowym – bo tylko trzyletnim – półbucie. Teczki lecą w górę, rekruterka na bok, a Twój prawy cycek na mnie. Bardzo. Ładny. Prawy. Cycek. Który wyskoczył zza dużego dekoltu i trącił mnie sterczącym z napięcia sutkiem. W dłoń. Nie bolało.

Dzięki. Gdyby nie Ty, to byłoby gówniane popołudnie.

 

***

 

8 marca – dzień jak co dzień. I dziś, i wczoraj, i jutro dobrze, że jesteście, byłyście i będzie.

---> SKOMENTUJ

Nie znam się na neurobiologii

Skip to entry content
nie znam się na naurobiologii
autorem zdjęcia jest cephir

Mam nikłe pojęcie o curlingu. Wiem, że to takie kręgle na lodzie. Przy czym określić ten sport w taki sposób, to tak jakby powiedzieć, że grafika komputerowa to takie malarstwo na iMacu. Mało  precyzyjne. Z naciskiem na „mało”. Moja wiedza na ten temat sięga na tyle głęboko, na ile można poznać cokolwiek przełączając kanały w telewizji. Wiem, że jeden typ pcha kamień po lodzie, a dwóch innych biega wokół niego ze szczotkami.

Czy to wystarczy, żeby grać w reprezentacji Kanady? Bez komentarza.

Czy pozwoli mi być ekspertem wypowiadającym się o curlingu w mediach? Również szkoda słów.

Czy z taką znajomością tematu, mogę być choćby trenerem szkolnej drużyny w podstawówce pod Wąchockiem? No też nie bardzo.

Podobnie ma się rzecz z kafelkowaniem. Niby prosta sprawa. Położyć płytki. Położyć i przykleić. To znaczy, przygotować zaprawę, położyć kafelki i zrobić tak, żeby nie odlatywały. I były równo. I fugi za specjalnie nie wychodziły. I wybrać takie, żeby ani nie matowiały, ani nie niszczyły się od pary, oleju, ani przypadkowego pieprznięcia z całej siły gorącym garnkiem. Z naciskiem na „przypadkowego” i „gorącym”.

Wrażenie prostoty tej czynności, daje mi względne poczucie, że coś tam o tym wiem i jakoś mogę się na tym znać. Ale to tylko wrażenie. Nikt nie musi klepać mnie w potylicę, żebym wrócił na ziemię i przyznał przed samym sobą, że fachowcem to ja jednak nie jestem. I z pewnością nie wezmę się za kafelkowanie kuchnio-jadalni w nowej willi Kulczyka.

Nie inaczej jest z Ukrainą, Putinem i zbliżającą się III wojną światową, która ma zetrzeć Polskę z powierzchni ziemi. Za każdym razem kiedy chcę podnieść alarm i zacząć sprowadzać Was do schronów, przy każdej okazji, gdy szukam nowych synonimów do męskich narządów rozrodczych, aby trafnie określić info-terrorystów siejących popłoch wśród tłumu, zawsze, gdy nachodzi mnie chęć, aby udzielić rady ministrowi spraw zagranicznych, jednoznacznie sugerując co ma zrobić w obecnej sytuacji, myślę, że z moją wiedzą na temat polityki międzynarodowej jest jak z neurobiologią.

Nie mam o tym pojęcia.

Dlatego nie zabieram głosu.

---> SKOMENTUJ