Close
Close

Grzegorz znajduje profil „Kurwa Eye Center”

Skip to entry content

Kurwa Eye Center

Grzegorz to Twój sąsiad z piętra, pan od angielskiego albo szef działu. Widujesz go codziennie w autobusie, w warzywniaku i na Facebooku. Grzegorz w Twojej obecności udaje dżentelmena, faceta na poziomie, z którym chciałaby się spotykać każda perfekcyjna pani domu, ale gdy nikt nie patrzy kiepuje bezdomnym do piwa, wyrzuca śmieci przez okno w samochodzie i sika do basenu przy pływaniu.

Grzegorz ma partnerkę. Długoletnią. Zaraz po skończeniu studiów oświadczył się jej i najdalej po dwóch latach narzeczeństwa pojmie ją za żonę. Zgodnie z etykietą. W międzyczasie, korzysta z życia i często bywa na przyjęciach weselnych, gdzie maca po cyckach pijane druhny. Niby przypadkiem. W tańcu. Bo wodzirej kazał. Po pierwsze to lubi, a po drugie ma przyzwolenie. Bo taka sytuacja. Skrycie marzy o tym, żeby w drugim życiu być ginekologiem i mieć pretekst do wkładania palców w pochwę obcym kobietom.

Grzegorz kompletnie nie  zna się na muzyce. Myli Justina Timberlake’a z Justinem Bieberem, ale uwielbia koncerty. Kocha! Zawsze pcha się pod samą scenę, na młyn, żeby wbić się w pogo. Kopie wszystkich po kostkach, miażdży im palce i wjeżdża w żebro z łokcia nawet dziewczynom. Czasem nie trafi w żebro i wjedzie w jedynki. I to nawet nie to, że jest jakimś mizoginistą i lubi bić kobiety. Chodzi o to, że może. Bez konsekwencji.

Grzesiula jest gościem z klasą. Gdy osiąga apogeum wkurwienia nie rzuci nic więcej niż „kurde bele”. Raz mu się wymsknęło „shit”, gdy pomieszał przelewy i wykonał operację na pięciocyfrową kwotę na złym koncie. Oczywiście w pracy. No w sumie w domu też. I na imprezach też. Bo wszędzie chodzi ze swoją żabcią. Gdzie są żabci znajomi. A to nie wypada, żeby taki duży Grzesiunio, tak brzydko mówił przy innych ludziach. Więc nie przeklina. Bo nie może.

Ale, ale. Wczoraj Grzechu trafił na zajebisty profil na Facebook – „Kurwa Eye Center”. Czujecie? „Kurwa”! Nie da się wypowiedzieć jego nazwy bez przeklinania! Ale beka! Co prawda to kalifornijskie centrum optyczne i w kraju, w którym funkcjonuje nie ma żadnego związku z prostytucją, no ale nasze rodzime, polskie skojarzenie zostaje. Hehe. Grzesiek tak się ucieszył, że może sobie pokurwić nie narażając się na ostracyzm społeczny, że spędził pół dnia na tym fanpejdżu. Lokując „kurwę” we wszystkich możliwych zestawieniach.

Ubaw. Po uszy.

 

***

 

Jeśli wyjątkowo podnieca Cię hasło w grafice u góry, obawiam się, że jesteś Grzegorzem. Stłamszonym przez normy społeczne strażakiem-piromanem.

(niżej jest kolejny tekst)

Dodaj komentarz

23 komentarzy do "Grzegorz znajduje profil „Kurwa Eye Center”"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Joanna Biel
Gość

dziękuję.
chwilę myślałam, że tylko mnie to nie bawi.

Baba Jedna
Gość

Niestety znam Grzegorza, nawet kilku …

Jan Favre
Gość

Grzegorz jest wszędzie.

aventia
Gość

To chyba mój ulubiony dział. Genialne te profile. Również niestety znam kilku :(

Saga Sachnik
Gość

Grześki są odważne, bo publikują kontrowersyjne opinie pod własnym nazwiskiem!

Jan Favre
Gość

Bo wydaje im się, że są w tłumie i nikt tego nie widzi ;)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Ładny profil psychologiczny Grzegorza.

Jan Favre
Gość

Dzięki. Wciąż czekam, aż ureguluje płatność za diagnozę.

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Berlin część II – dźwigi, rowery i Murzyni

Skip to entry content

Wiecie już, że w Berlinie jest w cholerę street-artu, można pić alkohol w miejscach publicznych, a kiełbasa z curry jest, o dziwo, smaczna. Teraz pokażę Wam to miasto od nieco innej strony. Będzie trochę ładny obrazków na widokówki, ale i nieco mroku i absurdu. Przede wszystkim, mimo, że czas płynie tu niezwykle leniwie, a wszyscy wydają się być na pełnym luzie, to ciągle tu coś się dzieje, bo to…

 

Miasto robót ulicznych

Przy każdej większej ulicy coś się buduje. Biurowce, osiedla, sklepy. A jeśli nie buduje, to na pewno remontuje. I jeśli nawet nie w tej chwili, to na 100% działo się to wczoraj lub będzie dziać się jutro. Trudno bujać się po głównych dzielnicach i nie trafić na koparkę, betoniarkę, rusztowanie, czy żurawia. Dokładając do tego typowy łódzko-katowicki miejski brud, w rejonach gdzie nie ma monumentalnych zabytkowych budowli, burzy to trochę mit nieskazitelnie czystego miasta.

Berlin - ładne budynki i miasto w budowie (8)

Berlin - ładne budynki i miasto w budowie (10)

Berlin - ładne budynki i miasto w budowie (11)

Berlin - ładne budynki i miasto w budowie (1)

Berlin - ładne budynki i miasto w budowie (2)

Berlin - ładne budynki i miasto w budowie (15)

Berlin - ładne budynki i miasto w budowie (9)

Berlin - ładne budynki i miasto w budowie (13)

Berlin - ładne budynki i miasto w budowie (6)

Berlin - ładne budynki i miasto w budowie (3)

Berlin - ładne budynki i miasto w budowie (5)

Berlin - ładne budynki i miasto w budowie (14)

Berlin - ładne budynki i miasto w budowie (7)

 

Miasto rowerów

Nie byłem w Amsterdamie, ale wydawało mi się, że Kraków to miasto rowerów. Przynajmniej trochę. No i tak troszkę to jest, ale w porównaniu do tego co się dzieje w stolicy Niemiec, to tak troszkę jakby nie było. Tam jest bardzo, bardzo, bardzo dużo rowerów.

Komunikacja miejska – tramwaje, autobusy, metro, pociągi – działa świetnie, w pół godziny można dostać się z jednego końca miasta na drugi i to w godzinach szczytu. Mimo to, mieszkańcy poruszają się na jednośladach. I w ciągu dnia i nocą, z różną do nich miłością – albo chuchają na nie jak na noworodki, albo traktują jak narzędzia jednokrotnego użytku. I spoko. Mieszkając tam, czułbym się jak pirania w Amazonce.

Berlin - miasto rowerów (10)

Berlin - miasto rowerów (6)

Berlin - miasto rowerów (11)

Berlin - miasto rowerów (5)

Berlin - miasto rowerów (9)

Berlin - miasto rowerów (8)

Berlin - miasto rowerów (12)

Berlin - miasto rowerów (7)

 

Miasto Murzynów-rozbitków

W centrum miasta, przy jednym ze skrzyżowań,  grupa Murzynów postawiła sobie osiedle z dykty, koców i europalet. Wygląda to co najmniej groteskowo, a cała sytuacja jest mocno absurdalna. Czujecie, że  w XXI wieku, w zachodnioeuropejskim kraju, ktoś mieszka w namiocie przy skrzyżowaniu? Chodząc na co dzień w airmaxa i new erach?

Berlin - Afryka i murzyni (1)

Berlin - Afryka i murzyni (2)

Berlin - Afryka i murzyni (3)

Berlin - Afryka i murzyni (5)

Berlin - Afryka i murzyni (6)

Berlin - Afryka i murzyni (7)

Berlin - Afryka i murzyni (4)

 

Miasto Murzynów-dilerów

Park dilerów Berlin

W pobliżu bramy do Parku Goerlitzer stoi zazwyczaj grupa 15-20 Murzynów. Najczęściej w full capach, bluzach z kapturem i dobrych adidasach. Jak tylko podejdziesz do wejścia, zaczną Cię nagabywać i każdy po kolei będzie przekonywał, że ma najlepszy towar. W specjalnej cenie, specjalnie dla Ciebie.

Większość oferuje marihuanę albo hasz. Większość z tej grupki przy wejściu. Im dalej w park, tym większy wachlarz narkotyków. Przy kładce nad torami już bez ceregieli polecają „kickass pills” i „awesome powder”. Wśród matek z dziećmi, staruszków na spacerze i nastolatków wracających ze szkoły, w biały – jak to się mówi – dzień. Przyznaję, nie jestem na bieżąco z polityką, ale wiem, że tylko posiadanie na własny użytek w Niemczech jest legalne, natomiast handel narkotykami już nie.

Ten park zwyczajowo jest wyjęty spod prawa, czy coś mnie ominęło?

Berlin część I – street art, uliczne żarcie i picie w plenerze

Skip to entry content

Naszych zachodnich sąsiadów, zgodnie z moimi podróżniczymi planami na ten rok, miałem odwiedzić już w lutym. Ale wyjazd przesunął się na marzec, bo był zły układ planet, niekorzystny biomet i wróżbita Maciej mi tak poradził. A poza tym, przyjaciel do którego jechałem borykał się ze zmianą mieszkania – co jest arcy skomplikowaną kwestią w porównaniu do Krakowa – i nie było opcji żebym mu się zwalił na głowę.

Więc marzec. A w marcu jak w garncu – jak tylko przyjechałem do Berlina spieprzyła się pogoda. Ale zasadniczo to nieistotne, bo i tak udało mi się poznać klimat tego miasta i nacieszyć się jego najcharakterystyczniejszymi elementami.

Pierwsze co rzuca się w oczy, niezależnie w jakiej dzielnicy jesteś, to szeroko pojęty…

 

Street art

Graffiti, tagi, murale, szablony – to jest tu wszędzie. Dosłownie, nie ma osiedla, którego mury nie byłyby pokryte farbą. I stare fabryki, i kamienice, i małe sklepy, i nowe centra, i resztki Muru Berlińskiego, i nawet kościoły są naznaczone sztuką ulicy. Oczywiście przy takim natężeniu różnych malunków wiadomo, że praca pracy nierówna, ale mimo wszystko dominują dobre projekty. Zwykłe szwendanie się ulicami strasznie wciąga, bo za każdym rogiem odkrywasz coś nowego i przy odrobinie szczęścia – lub przegooglowaniu tematu – możesz trafić na Banksy’ego lub BLU!

Berlin - Graffiti, street-art, murale (51)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (62)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (60)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (66)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (49)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (43)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (42)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (37)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (32)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (30)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (25)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (23)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (21)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (13)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (5) Berlin - Graffiti, street-art, murale (3)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (7) Berlin - Graffiti, street-art, murale (1)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (10)

Berlin - Graffiti, street-art, murale (68)

Włócząc się między Placem Alexandra, a Kreuzbergiem nie da się nie zgłodnieć, więc mniej więcej po 15 minutach sprawdziłem jak w stolicy Niemiec wygląda…

 

Uliczne żarcie

Więcej kebabów niż u nas, to na pewno. I zdecydowanie lepsze. Z szybkiej szamy, której u nas jest mało, to pizza. Ale nie byle jaki napompowany placek i szynka konserwowa, tylko bardzo dobra – prawie, że włoska – pizza. Najpopularniejsza jest zwykła margherita ze świeżą bazylią – smakuje nawet w ciągu dnia – ale jeśli tylko uda Wam się trafić, to polecam z pikantnym salami. Bardzo pierwsza klasa.

Berlin - uliczne jedzenie (44)

Berlin - uliczne jedzenie (34)

Berlin - uliczne jedzenie (38)

Berlin - uliczne jedzenie (36)

Berlin - uliczne jedzenie (55)

Z szybkiego jedzenia, którego u nas nie ma, próbowałem curry wurstów, czyli kiełbas bez skóry, z curry i sosem pomidorowym. Baaardzo duuużą ilością sosu pomidorowego. Jak usłyszałem o tym – mocno się zdziwiłem, że można tak jeść, jak zobaczyłem co mi podali – chciałem oddać, ale jak spróbowałem – polubiłem. Serio, smaczne i sycące. Zjadłbym jeszcze raz.

Berlin - uliczne jedzenie (52)

Berlin - uliczne jedzenie (46)

Berlin - uliczne jedzenie (31)

Jedyny i niepowtarzalny człowiek-budka. Inspektor Gadżet by mu zazdrościł. Podgrzewa, nakłada i wydaje resztę, a jak pada rozkłada parasol. Śmieję się, bo nie da się zareagować inaczej widząc człowieka z rurą między nogami, który jest mobilnym McDonaldem. Pomijając jednak podśmiechujki, to szacun dla gościa, że daje radę, bo to ciężka fizyczna praca, której ja bym pewnie nie sprostał.

Berlin - uliczne jedzenie (2)

A to co prawda raczej slow food, ale zaskoczyło mnie, że dają burgera do samodzielnego złożenia. Widzieliście to gdzieś indziej?

Berlin - uliczne jedzenie (13)

Berlin - uliczne jedzenie (14)

Dobra, uliczna szama uliczną szamą, ale teraz to co najedzone tygryski lubią najbardziej, czyli…

 

Picie w plenerze

Berlin - picie w plenerze (2)

Berlin - picie w plenerze (11)

Berlin - picie w plenerze (17)

Berlin - picie w plenerze (21)

Berlin - picie w plenerze (23)

Berlin - picie w plenerze (14)

Berlin - picie w plenerze (9)

Wiem, że piszę to przy okazji każdej zagranicznej podróży, ale zawsze mnie to cieszy tak samo. To, że nie musisz czuć się jak kryminalista-zamachowiec, czając się z jednym piwem jak ze zwłokami gdzieś w bramie. To, że możesz siąść sobie na trawie gdziekolwiek i nacieszyć się dobrym dniem popijając wino, bez stresu, że zaraz ktoś podniesie raban. To, że chodząc po mieście ze znajomymi możesz przysiąść na murku i walnąć po kielonie, bez czajenia się jakbyście mieli M16.

Kocham to!

I jak pokazuje przykład Berlina, zezwolenie na publiczne spożywanie alkoholu wcale nie powoduje zwiększenia się ilości bójek i incydentów. Mam wrażenie, że jest wręcz przeciwnie. Od godziny 18:00 w piątek metro jest pełne ludzi z alkoholem i nikt nie robi burd, nie awanturuje się, ani nie rzyga. Nawet bezdomnych jest mniej niż u nas i nie robią takiego syfu. Jest kulturalnie, miło i swobodnie. Tak jak powinno być.