Close
Close

Nie znam się na neurobiologii

Skip to entry content
nie znam się na naurobiologii
autorem zdjęcia jest cephir

Mam nikłe pojęcie o curlingu. Wiem, że to takie kręgle na lodzie. Przy czym określić ten sport w taki sposób, to tak jakby powiedzieć, że grafika komputerowa to takie malarstwo na iMacu. Mało  precyzyjne. Z naciskiem na „mało”. Moja wiedza na ten temat sięga na tyle głęboko, na ile można poznać cokolwiek przełączając kanały w telewizji. Wiem, że jeden typ pcha kamień po lodzie, a dwóch innych biega wokół niego ze szczotkami.

Czy to wystarczy, żeby grać w reprezentacji Kanady? Bez komentarza.

Czy pozwoli mi być ekspertem wypowiadającym się o curlingu w mediach? Również szkoda słów.

Czy z taką znajomością tematu, mogę być choćby trenerem szkolnej drużyny w podstawówce pod Wąchockiem? No też nie bardzo.

Podobnie ma się rzecz z kafelkowaniem. Niby prosta sprawa. Położyć płytki. Położyć i przykleić. To znaczy, przygotować zaprawę, położyć kafelki i zrobić tak, żeby nie odlatywały. I były równo. I fugi za specjalnie nie wychodziły. I wybrać takie, żeby ani nie matowiały, ani nie niszczyły się od pary, oleju, ani przypadkowego pieprznięcia z całej siły gorącym garnkiem. Z naciskiem na „przypadkowego” i „gorącym”.

Wrażenie prostoty tej czynności, daje mi względne poczucie, że coś tam o tym wiem i jakoś mogę się na tym znać. Ale to tylko wrażenie. Nikt nie musi klepać mnie w potylicę, żebym wrócił na ziemię i przyznał przed samym sobą, że fachowcem to ja jednak nie jestem. I z pewnością nie wezmę się za kafelkowanie kuchnio-jadalni w nowej willi Kulczyka.

Nie inaczej jest z Ukrainą, Putinem i zbliżającą się III wojną światową, która ma zetrzeć Polskę z powierzchni ziemi. Za każdym razem kiedy chcę podnieść alarm i zacząć sprowadzać Was do schronów, przy każdej okazji, gdy szukam nowych synonimów do męskich narządów rozrodczych, aby trafnie określić info-terrorystów siejących popłoch wśród tłumu, zawsze, gdy nachodzi mnie chęć, aby udzielić rady ministrowi spraw zagranicznych, jednoznacznie sugerując co ma zrobić w obecnej sytuacji, myślę, że z moją wiedzą na temat polityki międzynarodowej jest jak z neurobiologią.

Nie mam o tym pojęcia.

Dlatego nie zabieram głosu.

(niżej jest kolejny tekst)

29
Dodaj komentarz

avatar
16 Comment threads
13 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
19 Comment authors
MonikaMarcinAggacieszkoAnna Sikora Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Fredi
Gość

Ejj, to jest Polska, tutaj każdy zna się na medycynie, sporcie i polityce.

Jan Favre
Gość

Cholera, czuję się gorszy.

Hubert Wyrzykowski
Gość

Faktycznie, jeszcze do tego dochodzi sport, ekonomia i klasyczne „ja bym to zrobił lepiej”. Ja to bym się bał o to czy „prorosyjskie komentarze” nie zaleją Ci bloga po tym wpisie :(

Martyna Kubicka
Gość
Martyna Kubicka

do ostatniego akapitu nie wiedziałam, o czym piszesz i co ma Putin z obrazka do kafelkowania. lubię takie teksty :)

Kamila Łońska-Kępa
Gość

Dobre podejście. Szkoda, że takie rzadkie :)

Krakowska Singielka
Gość
Krakowska Singielka

No jak to tak? A co z zasadą, ‚nie znam się, to się wypowiem’?

Jan Favre
Gość

To zbyt mainstreamowe.

Krakowska Singielka
Gość
Krakowska Singielka

ech…

w89
Gość
w89

Zgadzam sie tylko z jednej strony. Tak – bo mniej więcej na tym polega szum informacyjny. To już nie czasy, gdy jedna strona na podstawie emisji fal o danej częstotliwości zagłuszała komunikację drugiej. A dziś w wyniku „nie znam się, to się wypowiem” informacja staje się mniej klarowna. Nie – bo niestety nie można popaść w totalną obojętność względem tematu, który jest sednem twojej publikacji. My nie wypowiadamy się, bo jednostkowo nie mamy wpływu na przebieg wydarzeń. Są jednak instytucje, które powinny się wypowiedzieć… Luźne przemyślenie jest takie. Nie wypowiadajmy się w stylu polskiego „eksperta od wszystkiego”. Jednak… Są na… Czytaj więcej »

Jan Favre
Gość

Jasne, rozumiem, że to poważny problem i ludzie podchodzą do tego emocjonalnie, ale rzucanie haseł typu „powinniśmy uciekać”, „powinniśmy pierwsi najechać Rosję”, „powinniśmy ogłosić stan wojenny” i sugerowanie konkretnych rozwiązań, które powinni wprowadzić osoby odpowiedzialne za stosunki międzynarodowe w naszym rzędzie jest co najmniej nie na miejscu. Zwłaszcza patrząc na wszystko z perspektywy tabloidowych nagłówków, a nie siedząc w temacie dogłębnie.

w89
Gość
w89

That’s right ;)

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Share Week 2014: ciągle nowe gęby

Skip to entry content

„Share Week” to akcja zainicjowana przez Andrzeja Tucholskiego z jestKultura.pl, która ma na celu promocję nieodkrytych twórców treści internetowych. W teleexpresowym skrócie, chodzi o to, że jak masz bloga, którego czyta ktoś poza Tobą i Twoją byłą, to piszesz, że jest 5 innych równie fajnych. A jak masz kanał na YouTubie, to nie piszesz tylko mówisz. I właśnie z tym mówieniem coś jest słabo, bo jeszcze nie widziałem, żeby jakiś vloger uczestniczył w „Share Weeku”.

Dlatego wyszedłem przed szereg.

Linki do autorów, których facjaty widzieliście we vlogu:

Saga / Wysoka Blogerka – klik!

Karolina / TL;DR – klik!

Monika / Black Dresses – klik!

Justyna / With Love – klik!

Maciek / Z Dupy – klik!

Jeśli macie coś od siebie godnego polecenia, zwłaszcza z youtuberów, to śmiało.

Obowiązkowa matematyka na maturze to głupota

Skip to entry content

Niedługo skończę 26 lat. Biorąc pod uwagę średnią długość życia mężczyzn w naszym kraju, zostało mi jeszcze jakieś 17074 dni. W tym większość z nich będzie pracujących. Dokładnie to 5/7, pomniejszone o dni ustawowo wolne i urlop, w każdym roku do 67 urodzin. Dużo?

Gdy podpisałem pierwszą umowę o pracę, za każdy przepracowany miesiąc należało mi się 1,67 dnia wolnego. Po 10 latach stażu pracy, ta liczba wzrasta do 2,16 dnia urlopu na każdą 1/12 roku. Przy czym, przez to, że mam papierek poświadczający, że potrafię używać Googli, Wikipedii i parafrazować to, co tam znajdę, miałem na wejściu 8 lat stażu gratis. Gdybym poszedł do korpo od razu po liceum, dłużej zajęłoby mi dojście do 26-dniowego urlopu, ale zarabiałbym w tej chwili 2 razy więcej. Opłacało się studiować?

Z każdego tysiąca, który zarobię 237zł zabiera mi państwo. Mojemu pracodawcy 207zł. W sumie 444zł. Gdybym pracował na umowie o dzieło, haraczu byłoby tylko 144zł. Ale sam musiałbym się ubezpieczać. Na wypadek choroby, utraty wzroku od gapienia się w telefon i ataku motomyszy z Marsa. I nie miałbym emerytury za 14995 dni. Choć i tak, nikt nie da mi gwarancji, że system emerytalny nie pierdolnie do tego momentu i również nie będę jej miał. Warto być zatrudnionym na umowę o pracę?

Dowóz zakupów z internetowego sklepu Tesco kosztuje średnio 6,50zł. Ta sama usługa w Almie jest bezpłatna zazwyczaj powyżej 100zł, ale jedzenie jest droższe mniej więcej o 15%. Gdzie bardziej opłaca się kupować?

Duża Capriciosa w DaGrasso kosztuje 25zł. Ile wychodzi za jedną przy promocji „druga 50% taniej” doliczając 2,50zł za dowóz?

Półlitrowa Coca-Cola kosztuje 3zł, dwulitrowa 5,10zł. Która jest tańsza w przeliczeniu na litr?

Nie, matematyka na maturze wcale nie jest potrzebna.

autorem zdjęcia w nagłówku jest snorski