Close
Close

Poniedziałek, godzina 7:32

Mam zamiar dotrzeć do pracy. Najlepiej na czas. Stoję na przystanku wraz z kilkunastoma innymi osobami, czekając na tramwaj. Studenci, absolwenci, bezdomny i starsza pani. Standard. Podjeżdża 24-ka, podchodzę do drzwi. Gdy tylko się otwierają dostaję łokcia w żebra i laską po nogach. Obracam się, żeby sprawdzić kto chciał mnie poprzytulać, ale mu nie wyszło, lecz sprawcy już nie ma. Jest hen przede mną wygodnie spoczywając na miejscu siedzącym. To znaczy na dwóch miejscach siedzących, bo siatki starszej pani też zasługują na to, by wypocząć w trakcie podróży.

Gdy przechodzę obok niej, czuję, że zahaczyłem o coś kurtką. Konkretnie o jej zaciśniętą pięść. Coś się stało? Jest moją czytelniczką i chce pogadać o jakimś tekście, który ją poruszył? Został jej tydzień życia i ma zamiar przepisać mi pół kamienicy przy Straszewskiego? Chce przeprosić, że zachowała się jak burak, taranując mnie przy wejściu do tramwaju? Jedna myśl głupsza od drugiej, ale mój pytający wzrok nie musi długo czekać na odpowiedź.

– Proszę mi skasować bilet!

 

***

 

Środa, godzina 14:11

Wracam z Barcelony. To znaczy z samolotu. To znaczy z lotniska, na które przyleciałem samolotem z Barcelony. Jestem na nogach od 5:30, spałem jakieś 4 godziny, mam Saharę w ustach, jezioro pod pachą i lepię się jak podłoga po imprezie. Wchodzę do 292 i siadam na pierwszym wolnym miejscu w zasięgu wzroku. I wkładam zapałki pod powieki, żeby nie usnąć.

W okolicach Parku Decjusza wsiada kobiecina. Na starszą panią jest jeszcze za młoda, ale od 40-tki odbiła się dość dawno. Ot, kobiecina. Wsiada i łapie się rurki przy moim siedzeniu. I stoi. I chrząka. I chrząka coraz głośniej. I czuję na sobie jej wzrok tak bardzo, że chyba zacznie mnie zaraz szczypać. Wiem, wiem o co jej chodzi. Ale, ale, zaraz, zaraz! Unoszę przyciężką głowę i spod zamglonych powiek widzę, że w autobusie jest od cholery wolnych miejsc! W sensie, co najmniej 8.

To, na którym siedzę jest jakieś wyjątkowe? Straciła na nim dziewictwo albo powiła syna? A może bierze udział w autobusowej loterii i za chwilę okaże się, że pasażer na nim siedzący wygra bezpłatne przejście na czerwonym i zapas ołówków z IKEI na cały rok? Ciężko wyczuć, ale najwyraźniej odczuwa niewytłumaczalną potrzebę zajęcia tego miejsca, a skóra po szczypaniu wzrokiem powoli zaczyna piec, więc wstaję. Na odchodne dostaję najbardziej zawoalowany eufemizm „dziękuję” jaki dane mi było słyszeć.

– Mógłby mi pan skasować bilet?

 

***

 

Niedziela, godzina 18:05

„Jest niedziela, pusto jak cholera” cytując rapera o ptasiej ksywce. W 194 z Czerwonych Maków na Krowodrzą Górkę jestem tylko ja i kierowca. Wiatr wieje, kwiaty pachną i ogólnie to jeden z tych letnich, weekendowych dni, kiedy całe miasto jest za miastem. Wtem, na samiuśkim końcu autobusu zauważam postać. Postać kobiety. Postać kobiety, która macha. Postać kobiety, która macha chyba do mnie, być może na przywitanie, a być może czegoś chce. Postać kobiety, która ewidentnie macha do mnie, być może na przywitanie, ale bardziej prawdopodobne, że czegoś chce, choć nie mam pojęcia co mogłoby to być, widząc jej rozleniwienie i anielski spokój na twarzy.

Podejść? Nie podejść? Podejść? Nie podejść? Podejść? Nie podejść? Cholera, podchodzę.

– Skasuje mi pan bilet?

 

***

 

W takich sytuacjach zadaję sobie jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie – czy ja wyglądam jak kasownik?

autorem zdjęcia w nagłówku jest centralniak
(niżej jest kolejny tekst)

72
Dodaj komentarz

avatar
30 Comment threads
42 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
43 Comment authors
MateuszAmandaLorkaWeronika ZuzańskaGrocrafty Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
aventia
Gość
aventia

O ile dwie pierwsze sytuacje mnie nie dziwią, trzecia jest wyjątkowa. Bo nawet jeśli ktoś miał chorą/niesprawną nogę, to jakoś się do siedzenia doczłapał, a po drodze zwykle bywa kasownik. Chyba bym nie pomogła.

Ale a propos tych babć sapiących nad uchem… ja rozumiem wiek, te sprawy, ale niektórzy mogą być młodzi, ale po operacji/ciężkim dniu jak Ty/cokolwiek. Ale widać tylko pozory – młody to może stać.

Fajny tekst, brakowało mi takiego na dobranoc i na dobre rozpoczęcie następnego tygodnia, tym razem bez krakowskich babć :) ale dlaczego warszawka na obrazku?:(

Jan Favre
Gość

Ej, Warszawa jest okej, nie mamy nic do Warszawy na tym blogu ;)

aventia
Gość
aventia

No, doooobra… Ale dlaczego? :D
Wcale nie mają ładniejszych :D

Jan Favre
Gość

Bez wyraźnego powodu, po prostu ładne zdjęcie, a te historie mogły zdarzyć się równie dobrze i w Poznaniu ;)

Cathrina
Gość

Dzień jak co dzień, w Poznaniu też :)

Wojciech Kopeć
Gość
Wojciech Kopeć

Mają ładniejsze kasowniki :X

Marta
Gość

Banalny temat mistrzowsko napisany.
Dziękuję za trochę śmiechu w przerwie od nauki ;)

Kinga
Gość

O jak to dobrze znałam,
ale teraz w moim autobusie zrobili tak ze liczą się tylko bilety kupione u
kierowcy (drukowane z kasy fiskalnej)
inne nie są ważne, czyli nie trzeba kasować ;) Ale za to chwile to trwa, jak na
przystanku 5 osób chce kupić bilet…
I dzięki za dobrą dawkę humoru na ciężki poniedziałek! :)

Karolina Franieczek | Życie Me
Gość

Uśmiałam się :) Ale fakt jest faktem, w autobusach czy tramwajach dzieją się cuda. Oprócz opisanego przez Ciebie „Czy może Pan/Pani skasować mi bilet” prym wiedzie cudowne ozdrowienie staruszek, które na przystanku o laseczce, albo i dwóch, skulone, widać, że swoje przeżyły, a jak wsiądą w taki autobus to dawaj, laski pod pachy i pęd taki, że sprinter wymięka.

Jan Favre
Gość

Mnie najbardziej zastanawia gdzie one wszystkie tak jada codziennie z samego rana.

Karolina Franieczek | Życie Me
Gość

Msza poranna, maraton w przychodni po wszystkich możliwych lekarzach i zakupy na drugim końcu miasta. Napięty grafik.

Agnieszka Koćmiel
Gość
Agnieszka Koćmiel

Z całego miasta i okolic zjeżdżają na Halę Targową

Jan Favre
Gość

W sensie, że na targ je tak ciągnie?

Borsuk
Gość
Borsuk

Ja kiedyś zapytałam i starsza pani powiedziała mi tak: Jadę na Kleparz, ty młoda jesteś to nie wiesz, ale później to WSZYSTKO WYKUPIĄ!

Zocha
Gość

Podobno na starość człowiek nie lubi już tak spać. Jeśli tak jest, to ja się nie starzeje w ogóle;)

Jan Favre
Gość

Zocha, nie da się starzeć będąc nastolatką ;)

Mondzia
Gość
Mondzia

Badaliśmy to – w ramach zaliczenia chcieliśmy coś pożytecznego zrobić dla młodego pokolenia, któe wracając z imprezy zastanawia się „czy oni też…?” Więc najczęściej wnuczek/wnuczka albo zakupki bo „tam całe życie robiłam” „tam taniej” „tutaj na placu jest dobry dżemik” i inne w tym stylu. Generalnie, cały dzień jeżdżą zbierając po jednej najlepszej rzeczy z każdego placu w mieście. Kwestia życia i śmierci w koncu

Grocrafty
Gość
Grocrafty

Do lidla koło mojego domu. Sprawdziłam, potwierdzam. Nieopatrznie wybrałam się rano, szybko pożałowałam.

Joanna/ LotsOfSources
Gość

Lepiej zaczelam rozumiec te staruszki jak zaczelam sie podobnie zachowywac w ciazy- generalnie przejazd zatloczonym i dusznym autobusem jest uciazliwy bez wystajacego brzucha, nudnosci i poczucia, ze zaraz się zasłabnie a na zyczliwosc ludzka rzadko da się liczyc, wiec teraz tez uprawiam bieg do wolnego miejsca i mam to gdzies co sobie ludzie myslą- myśle, ze te staruszki miewają podobnie- spinają się na tę jedną prostą do miejsca wybawienia ;)

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Ludzie są niemożliwi.Mnie czasami tak zatyka na cudzą bezczelność,że aż robię bez szemrania to,czego oczekują,mimo że to frajerstwo.I gdybym patrzyła na to z odległości dwóch metrów,to bym miała milion ripost i tekstów na spławienie. Miałam kiedyś delikatne faux pas,jak byłam zbuntowaną nastolatką w glanach.Siedziałam sobie w autobusie na podwójnym siedzeniu od zewnętrznej,tuż za kabiną kierowcy,kiedy ktoś mnie popukał z tyłu w ramię i powiedział,żebym się przesiadła pod okno,bo „pan chce usiąść”.Ja na to bezczelnie,że jak chce,to niech siada,pod oknem obok mnie jest jeszcze jedno miejsce.A babka na to,że tak,ale panu będzie chyba trudno się przecisnąć.Odwracam się,a tu koleś o kulach,z… Czytaj więcej »

Jan Favre
Gość

Ja zaczynam nabierać przekonania, że faktycznie mam jakiś magnez w sobie, który przyciąga takich ludzi.

Paweł Daniel Kęcerski
Gość
Paweł Daniel Kęcerski

Oraz wapń, nie zapominajmy o wapniu.
https://www.youtube.com/watch?v=t-CVg56XNaw

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Tak jest absolutnie,i to często.Tyle zgrozy dla mojego serduszka.

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Co zdziwiło moją mamę w trakcie świąt w Paryżu?

Skip to entry content

Zawsze jadąc za granicę porównuję jak wyglądają kluczowe aspekty życia tam i u nas. Różnice w mentalności, rozwiązywaniu problemów, obyczajach i samych miastach inspirują i skłaniają do refleksji. Wracając z takiego wyjazdu na wiele rzeczy patrzę z zupełnie innej perspektywy, rozkminiam, czy w kraju nad Wisłą też mogło by tak być i dlaczego nie. Potem muszę brać  Nervosol, żeby nie usmażyć mózgu od natłoku myśli, ale mimo wszystko jest to ciekawe.

Podczas świąt w Paryżu było jeszcze ciekawiej, bo byłem tam z mamą i oprócz swojego zaskoczenia przy wpadaniu na różnice miałem dodatkowo drugie. Przy czym jej zdziwienie odmiennościami było spotęgowane tym, że jest te 30 lat ode mnie starsza i zasadniczo wiele rzeczy postrzega inaczej. Innymi słowy, jest mamą.

Co będąc we Francji zwróciło jej uwagę?

1. Wszyscy czytają – no dobra, nie wszyscy, ale bardzo, bardzo dużo osób. W metrze, w kolejce, w parku, czy w knajpie ciągle widać kogoś z książką lub Kindlem. Sam byłem pod wrażeniem, gdy zobaczyłem kobietę, która pochłaniała lekturę idąc. Przez pasy.

2. Polska nie jest już dzikim wschodem – to raczej nie różnica, a zaskoczenie w stosunku do tego co się działo 25 lat temu. Jadąc z lotniska w Beauvais, mama zwróciła uwagę, że wjazd do Paryża mógłby być równie dobrze wjazdem do Warszawy, Gdańska, czy Poznania i gdyby nie francuski na tablicach informacyjnych, trudno byłoby się zorientować, że to inny kraj. Dogoniliśmy Europę.

3. W sklepach nie ma prania mózgów – związanego ze świętami. Wystawy nie rzygały króliczkami, jajeczkami, trawkami i wszystkimi innymi akcesoriami kojarzącymi się z Wielkanocą.

4. Nie ma kato-terroru. Będąc w Polsce podczas jakichkolwiek świąt, zawsze mam wrażenie, że jeśli nie wielbię imienia pana spędzając 3 dni w mieszkaniu na modlitwach, to za chwilę zostanę zlinczowany. Bez względu na to, czy jestem wierzący, czy nie. We Francji katolicy nie epatują patosem, nie robią spiętej atmosfery i nie narzucają innym swoich pomysłów na spędzanie dnia. W Święta Wielkanocne bardzo dużo sklepów, restauracji i instytucji było czynnych, dając mieszkańcom wybór, czy chcą siedzieć w domu, czy robić cokolwiek innego spędzając miło czas. Większość z nich wybrała to drugie.

Święta Wielkanocne w Paryżu 3

5. Dojrzali mężczyźni nie ubierają się jak dziady. Goście po 50-tce wyglądają bardzo stylowo, czasem nawet bardziej niż ich synowie. Zakładają modne wzory, odważne kroje i nie boją się oceny społeczeństwa. W porównaniu do naszego morza flanel, polarów i półbutów do ortalionów, to naprawdę spory kontrast.

6. Ludzie traktują czerwone światło tylko jako sugestię – którą najczęściej ignorują. Mama była mocno poruszona, że mało kto czeka na zielone i większość pakuje się między auta, byleby jak najszybciej przejść. Widząc to po raz pierwszy w Barcelonie też wybałuszałem gały, ale de facto nie widziałem żadnego potrącenia ani stłuczki, więc chyba działa.

Święta Wielkanocne w Paryżu 2

7. Można wynająć mieszkanie nie widząc się z właścicielem. To dla mnie też było dość niecodzienne. Znalazłem śliczne dwupokojowe mieszkanko na Airbnb, zarezerwowałem termin, przelałem pieniądze i napisałem kiedy będziemy. Zjawiliśmy się o umówionej godzinie pod wskazanym adresem i znajomy właścicielki podał nam klucze. Trwało to z 3,5 sekundy. W środku było dużo więcej, niż potrzeba turystom podczas tygodniowego pobytu, a osoby do której to wszystko należało nigdy nie zobaczyłem na oczy. Minimum formalności, maksimum zaufania.

8. Jedzenie w sklepach wcale nie jest droższe niż w Polsce – kosztuje tyle samo, tylko nie ma w nich najtańszych śmieciowych produktów.

9. Wielu facetów zajmuje się swoimi dziećmi – bawiąc się z nimi w parkach i na placach zabaw. Sam bym tego w życiu nie zauważył, ale moja mama wyłapała to momentalnie, mówiąc, że takie sytuacje w Polsce mogłaby policzyć na placach ręki drwala. Miło, że Francuzi faktycznie poczuwają się do roli ojców i chce im się pójść z dzieciakami na zjeżdżalnię, pojeździć na rowerach, czy popuszczać latawce.

Święta Wielkanocne w Paryżu 4

Kończąc listę inności z kraju dobrych win i croissantów, polecam Wam też pojechać do miejsca, które jest dla Was nowe z mamą. Odkryjecie je podwójnie.

Zanim pojedziesz po kobiecie malującej jajkami z pochwy

Skip to entry content

Wczoraj rozniosło się po sieci jak ospa po 9-latkach wideo, na którym kobieta tworzy obraz przy pomocy jajek wypełnionych farbą. Filmik nie stałby się wirusem, gdyby owa artystka nie malowała nago. W miejscu publicznym. Używając przy tym swojej pochwy. Jak nie jestem wielkim fanem perferomerów i podchodzę sceptycznie do tego typu akcji, tak staram się zachować dystans i, na ile to możliwe, powstrzymywać od wydawania radykalnych osądów. Większość osób pracujących w portalach informacyjnych, i komentujących je, jednak nie ma takich zahamowań.

Wynikły z tego 3 bardzo śmieszne rzeczy, po pierwsze…

 

Polacy są ekspertami od malarstwa i intermediów

Tak, nagle okazuje się, że nie tylko jesteśmy znawcami piłki nożnej, rasowymi politologami, fachowcami z zakresu ekonomii i budowy dróg, ale także doświadczonymi koneserami sztuki. Każdy wie jak odróżnić dobre malarstwo od słabego, jakie są wiodące trendy w sztuce współczesnej i że Jackson Pollock dał podwaliny pod performens, przesuwając środek ciężkości z efektu widocznego na płótnie na sam proces tworzenia. Niezmiernie mi miło, że żyję wśród tak światłych ludzi, którzy każdą wolną chwilę spędzają na obcowaniu ze sztuką i zgłębianiu wiedzy związanej z jej tworzeniem.

Dobrze wiedzieć! Równie miłym zaskoczeniem jest fakt, że…

[emaillocker]

Portale informacyjne na bieżąco piszą o sztuce

Są tak wkręcone w temat, że codziennie leci po kilka niusów związanych z aktualnymi wystawami, ciekawymi teatralnymi premierami i rozpiską arii operowych. Niezmiernie cieszy mnie, że najbliższa ich sercu jest sztuka wizualna, dlatego przynajmniej raz w tygodniu publikują wielostronicowe wywiady z plastykami z całego globu, zamiast po raz setny pisać kogo Trybson zaciągnął do darkroomu. Świadomość tego, że zwracają uwagę na artystów interdyscyplinarnych każdego dnia, a nie tylko gdy któryś z nich włoży sobie jajko do pochwy, jest bardzo budująca.

Dobrą wiadomością jest również to, że…

 

Polacy sprzeciwiają się epatowaniu nagością

Nie tylko w przypadku niszowych performensów, ale przede wszystkim w stosunku do reklam. Nikt z moich krajan nie życzy sobie, aby pół nagie modelki były we wszystkich materiałach promocyjnych niezależnie od produktu. I głośno o tym mówi. Cieszą mnie pikiety i pospolite ruszenia, gdy w reklamie kremu do rąk, kostki bulionowej i środku na zgagę pojawiają się cycki, tyłki i wijące się seksbomby. To dobrze, że seks w telewizji, internecie, na billboardach i przystankach przeszkadza Polakom na co dzień. Że nachalna nagość drażni ich nie tylko, gdy pojawia się jako forma artystycznej ekspresji.

Jeśli czujesz, że coś z tym tekstem jest nie tak, to zanim następnym razem pojedziesz po kobiecie malującej jajkami z pochwy…

 

Zastanów się

Czy faktycznie jesteś ekspertem od sztuki? Czemu portale specjalizujące się w relacjonowaniu ilości stosunków w Warsaw Shore chcą być opiniotwórcze w dziedzinach artystycznych? Czym się różni nagość w performensie od gołej baby w reklamie kosmetyków?

[/emaillocker]