Close
Close

Zanim pojedziesz po kobiecie malującej jajkami z pochwy

Skip to entry content

Wczoraj rozniosło się po sieci jak ospa po 9-latkach wideo, na którym kobieta tworzy obraz przy pomocy jajek wypełnionych farbą. Filmik nie stałby się wirusem, gdyby owa artystka nie malowała nago. W miejscu publicznym. Używając przy tym swojej pochwy. Jak nie jestem wielkim fanem perferomerów i podchodzę sceptycznie do tego typu akcji, tak staram się zachować dystans i, na ile to możliwe, powstrzymywać od wydawania radykalnych osądów. Większość osób pracujących w portalach informacyjnych, i komentujących je, jednak nie ma takich zahamowań.

Wynikły z tego 3 bardzo śmieszne rzeczy, po pierwsze…

 

Polacy są ekspertami od malarstwa i intermediów

Tak, nagle okazuje się, że nie tylko jesteśmy znawcami piłki nożnej, rasowymi politologami, fachowcami z zakresu ekonomii i budowy dróg, ale także doświadczonymi koneserami sztuki. Każdy wie jak odróżnić dobre malarstwo od słabego, jakie są wiodące trendy w sztuce współczesnej i że Jackson Pollock dał podwaliny pod performens, przesuwając środek ciężkości z efektu widocznego na płótnie na sam proces tworzenia. Niezmiernie mi miło, że żyję wśród tak światłych ludzi, którzy każdą wolną chwilę spędzają na obcowaniu ze sztuką i zgłębianiu wiedzy związanej z jej tworzeniem.

Dobrze wiedzieć! Równie miłym zaskoczeniem jest fakt, że…

[emaillocker]

Portale informacyjne na bieżąco piszą o sztuce

Są tak wkręcone w temat, że codziennie leci po kilka niusów związanych z aktualnymi wystawami, ciekawymi teatralnymi premierami i rozpiską arii operowych. Niezmiernie cieszy mnie, że najbliższa ich sercu jest sztuka wizualna, dlatego przynajmniej raz w tygodniu publikują wielostronicowe wywiady z plastykami z całego globu, zamiast po raz setny pisać kogo Trybson zaciągnął do darkroomu. Świadomość tego, że zwracają uwagę na artystów interdyscyplinarnych każdego dnia, a nie tylko gdy któryś z nich włoży sobie jajko do pochwy, jest bardzo budująca.

Dobrą wiadomością jest również to, że…

 

Polacy sprzeciwiają się epatowaniu nagością

Nie tylko w przypadku niszowych performensów, ale przede wszystkim w stosunku do reklam. Nikt z moich krajan nie życzy sobie, aby pół nagie modelki były we wszystkich materiałach promocyjnych niezależnie od produktu. I głośno o tym mówi. Cieszą mnie pikiety i pospolite ruszenia, gdy w reklamie kremu do rąk, kostki bulionowej i środku na zgagę pojawiają się cycki, tyłki i wijące się seksbomby. To dobrze, że seks w telewizji, internecie, na billboardach i przystankach przeszkadza Polakom na co dzień. Że nachalna nagość drażni ich nie tylko, gdy pojawia się jako forma artystycznej ekspresji.

Jeśli czujesz, że coś z tym tekstem jest nie tak, to zanim następnym razem pojedziesz po kobiecie malującej jajkami z pochwy…

 

Zastanów się

Czy faktycznie jesteś ekspertem od sztuki? Czemu portale specjalizujące się w relacjonowaniu ilości stosunków w Warsaw Shore chcą być opiniotwórcze w dziedzinach artystycznych? Czym się różni nagość w performensie od gołej baby w reklamie kosmetyków?

[/emaillocker]

(niżej jest kolejny tekst)

46
Dodaj komentarz

avatar
21 Comment threads
25 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
22 Comment authors
Temat dowolny - o wszystkim - Strona 164Paweł Daniel KęcerskiMaddKarolina GołuchowskaJestemSe Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Ostatnie zdanio-pytanie jest kluczowe i świetnie oddające problem funkcjonujących podwójnych standardów. Ale mam braki kulturowe,matko i córko,jeszcze nie widziałam tego objawienia. Kuurczę,powiem Ci,że ja już w sumie nie wiem,co gorsze-kiedy zawodnik mieni się specem od wszystkiego,a wie tyle,co mu mignie w Fakcie,czy kiedy w sposób absolutnie jawny obnaża swoją indolencję i na twoją uwagę „lubię sposób,w jaki prerafaelici przedstawiali kobiety” wybałusza oczy i pociąga nosem z błyskotliwym „yye?”.To pierwsze wpienia,bo podczas dyskusji kopiesz się z koniem i nie przetłumaczysz,że może być całkiem inaczej,ale chociaż rokuje jakąś nadzieję,że coś,jakoś,gdzieś,kiedyś zobaczył czy przeczytał,już kij w to,że koślawo-grunt,że ma inne,nawet akcydentalne zainteresowania poza… Czytaj więcej »

Oleandrra
Gość

Nagość w reklamach mnie nie razi. Nie robi na mnie wrażenia i nie mam nic przeciwko. Jakimś cudem wbrew powszechnemu oburzeniu, wciąż łatwiej sprzedać produkt nagością, więc czemu nie? Zawsze irytowało mnie psioczenie ludzi, że telewizja kłamie, wciska nam wzorce, kreuje naszą rzeczywistość. Że kobiety w reklamach są zawsze wydepilowane, piękne i zgrabne. Naprawdę nie wierzę, że trzeba nam to narzucać. My po prostu doskonale wiemy, co jest atrakcyjne, a co nie, zaś media jedynie reagują na nasze upodobania. Dostosowują się do naszych potrzeb, a nie stwarzają je. Co najwyżej wzajemnie się nakręcamy, jak w błędnym kole, ale na pewno… Czytaj więcej »

Oleandrra
Gość

Poza tym: nie wiem, dlaczego „ciemny” lud miałby nie wypowiadać się na
temat tego widowiska. Dla mnie osobiście to co ona tam wyprawia:
a) nie jest sztuką – po prostu
b) nie jest sztuką, bo jest nią to, co odbiorca uważa za sztukę
c) jest sztuką, ale marną
d) jest sztuką, ale w takim razie jest nią również kleks pozostawiony przez psa na środku alejki na Plantach.

(mam problem z logowaniem)

Jan Favre
Gość

Nie chodzi o to, że nie powinien się wypowiadać, bo jak najbardziej jako odbiorca ma prawo do opinii „podoba mi się/jest beznadziejne”, ale hasła „nie jest sztuką – po prostu”, czy ‚nie jest sztuką, bo jest nią to, co odbiorca uważa za sztukę” są co najmniej śmieszne i tak na miejscu jak moje sugestie odnośnie polityki międzynarodowej.

Oleandrra
Gość

Ale co jest śmiesznego i nie na miejscu w stwierdzeniu, że sztuką jest to co odbiorca uważa za sztukę? Czy na twórcę podczas aktu tworzenia spływa jakaś łaska? Skoro nie można tego podważyć, to znaczy, że artysta był „pod natchnieniem”? To obraz, jak każdy inny. Sztuką mogą być bazgroły czterolatka, zielona kropka na środku płótna, albo właśnie te kleksy. Albo może właśnie żadne z tych „dzieł” sztuką nie jest, bo wszystko zależy od osoby, która na to patrzy. Nie ma wyznacznika sztuki. Granicy, od której kończą się bohomazy i zaczynają dzieła. Czy wystarczy interesować się tym tematem i mieć w… Czytaj więcej »

Jan Favre
Gość

Oczywiście nie musisz być Gordonem Ramsayem, żeby powiedzieć, że cordon blue Ci nie smakuje, ale z ust osoby, która w życiu nie zrobiła nawet jajecznicy i nie ma pojęcia o gotowaniu śmiesznie będzie brzmiało stwierdzenie, że „to nie jest danie”. Nie odbieram Ci prawa do oceny, ale wypowiadanie się z pozycji eksperta jest nie na miejscu.

Jan Favre
Gość

Dwie pierwsze z brzegu interpretacje, które sensownie wyjaśniają jak można by odebrać to przedstawienie. Pierwsza, Ewy Zielińskiej: Kobieta jest naga, bo tylko prawda jest taka. I król był nagi, ale nawet wówczas dorośli nie chcieli się przyznać, co naprawdę widzą. Prawda jestem zatem trudna w odbiorze (i koniecznie naga ;))! Kobieta nie tylko w naszym społeczeństwie; jest obiektem seksualnym, albo sprowadzana jest do roli reproduktora, nagość zawsze podkreśla jedną z tych dwóch postaw. Pochwa to symbol zarówno seksu jak i macierzyństwa również. Jajko to symbol życia, narodzin, ale również doskonałości. Zatem naga artystka pokazuje prawdę (na swój?) temat. Jaką? Zamiast… Czytaj więcej »

Zocha
Gość

Dzięki za te podpowiedzi, bo już miałam napisać, że to bez sensu. Ale jeśli chodzi o zachwyt, to i tak zachwytu nie wzbudza.

Oleandrra
Gość

Wciąż mam jakiś dziwny problem z logowaniem, wiec nie wiem, jak opublikuje się ten komentarz, ale jakby co, to wciąż ja ;)

Ok, muszę przyznać, że całkiem sensownie brzmią te dwie interpretacje. Jednak być może zbyt powierzchownie na to wszystko spojrzałam. Chociaż wciąż odnoszę wrażenie, że ten przykład pokazuje, jak ideologię można dopisać do wszystkiego, a taka jej forma trochę rozprasza, przez co niełatwo dojść do sedna.

Niemniej jednak rozumiem, że ktoś rzeczywiście może widzieć w tym głębię.

Jan Favre
Gość

Też nie lubię dorabiania ideologii do słabych rzeczy i śmieszy mnie, gdy jakaś „praca” ma sens dopiero po pliku kartek A4 z wyjaśnieniem, ale akurat tu wspomiane przez Ciebie dochodzenie do sedna uważam za wartość, bo namalowanie czarnego obrazu i mówienie wszystkim, że jest czarny nie jest żadną sztuką ;)

Oleandrra
Gość

Kurdę, nie jest?

http://kominek.es/2013/09/10-zdjec-ktore-powiedza-ci-jak-wiele-wiesz-o-wspolczesnej-sztuce/

Znów zarzucę linkiem, jeśli nie masz nic przeciwko (jeśli jednak masz, to przepraszam). Tam znajdują się trzy białe obramowane obrazki. Czyli białe może być sztuką, a czarne to już nie? Smutek.

To tylko pokazuje, że sztuka to pojęcie względne i czasem może trochę zbyt szerokie… Stąd moja ignorancka postawa :).

Jan Favre
Gość

Ola, w zdaniu „namalowanie czarnego obrazu i mówienie wszystkim, że jest czarny nie jest żadną sztuką” nie chodziło, o stworzenie czarnego obrazu, tylko zawarcie na pracy wprost tego co chce się powiedzieć ;)

A co do linka, który podrzuciłaś, to to jest właśnie doczepianie pliku kartek z wyjaśnieniami, o którym mówiłem. I na przyszłość, jest tylko to co chcesz zalinkować jest faktycznie powiązane z treścią posta, to śmiało. Jedyne komentarze z linkami, które usuwam, to coś co jest jawnym spamem.

Oleandrra
Gość

Co do linkowania – roger that. Czarny/biały, a nawet czarno-biały obrazek nie mówi mi nic i doszukiwanie się w tym czegoś więcej jest właśnie takim dorabianiem ideologii. Czasem mam wrażenie, że ludzie celowo tworzą takie dzieła jak w podlinkowanym tekście – żeby ośmieszyć sztukę. Pokazać, że odbiorca jest w stanie dopowiedzieć resztę nawet do pustej kartki i uznać ją za arcydzieło. To pozwala złapać dystans. W przypadku performance’u faktycznie trzeba się trochę bardziej wysilić, żeby dojść do sedna. I fajnie, że ktoś je dostrzega, że kogoś to pobudza do myślenia. Ja na początku myślałam, że to będą jakieś pisanki, tak… Czytaj więcej »

Jan Favre
Gość

Przejdź przez archwium bloga do początku, masz tam same takie ;)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Chciałabym tak na serio wiedzieć, co działo się w głowie pomysłodawców i jakie są prawdziwe pobudki takiej twórczości.

Daleka jestem od interpretowania sztuki w ogóle, bo to, co autor miał na myśli najczęściej zupełnie nie przystaje do naszych górnych i durnych wyobrażeń.

Saga Sachnik
Gość
Saga Sachnik

Do MOCAK-u musiałam się wybrać dwa razy, żeby na spokojnie ogarnąć to, co tam widzę, bez tej heheheszkowej otoczki „sztuki współczesnej”. W sumie, gdyby przyjrzeć się na spokojnie pojawiającym się tam obiektom, można poczuć przyjemne kopnięcie pod czaszką. Coś tam jednak się dzieje. Co do performance’ów (diabli nadali takie odmieniowywanie)… Jeśli coś mnie nie tknie od razu, idę dalej i nie zawracam sobie tym głowy. Naga kobieta pluje jajkami z farbką. Oburzenie. Zniesmaczenie. A kto jadąc do Tajlandii nie zastanawia się przynajmniej raz, czy by nie zobaczyć ping-pong show? To tak na marginesie. Pointa tego wywodu jest następująca: jej pupa/pochwa,… Czytaj więcej »

Jakub Wróbel
Gość

Widocznie sztukę można juz uzasadnić w każdy sposób. A jeśli ktoś jej nie rozumie – bo jak dla mnie to syf – to znaczy, ze do dla mnie zbyt głębokie.

Takim tokiem naprawdę wszystko można nazwać sztuka, a jeśli ktoś coś neguje, krytykuje to po prostu mówimy ze sie nie zna.

To tylko taki mój punkt widzenia.

Jan Favre
Gość

Kuba, ale to nie o to chodzi, żeby wszystko nazywać sztuką, tylko w momencie kiedy czegoś nie rozumiesz, nie robić z siebie wyroczni i jedynej osoby uprawionej do uznania czy to jest sztuką czy nie.

Oleandrra
Gość

I właśnie do tego dążyłam pisząc swój komentarz – jako jeden z odbiorców powiem (sobie), że dla mnie to nie jest sztuka, ale jestem daleka od wydawania werdyktów. Zdaję sobie sprawę, że jakiś znawca może uznać coś za sztukę. I tym samym większość powtórzy za nim – to sztuka. Tyle, że ja wciąż nie muszę się z tym zgadzać, bo według mnie nie ma innej, lepszej definicji na sztukę niż ta subiektywna. Każdy ma inne odczucia, nawet dwóch ekspertów może się na ten temat spierać.

Paweł Daniel Kęcerski
Gość
Paweł Daniel Kęcerski

Jeśli mówię, że coś nie jest dla mnie sztuką, lub uważam coś za marne i obrzydliwe (bo tak się czuję po obejrzeniu minuty tego performensu) nie robię z siebie wyroczni. Ani znawcy czy krytyka sztuki. Wyrażam swoją, subiektywną opinię do której mam prawo. I naprawdę nie muszę przed wszystkim co powiem, dodawać „Moim zdaniem”, żeby nie było to potraktowane niczym matematyczny aksjomat. Skoro to „sztuka” to nie muszę się z mojej opinii w stosunku do niej tłumaczyć. To w stosunku do punktu #1. #2 niestety pokazuje tylko jak działają media. Jest kocioł, afera – jest pokrycie. Ale to są prawa… Czytaj więcej »

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Bez czego Wielkanoc we Francji by się nie udała?

Skip to entry content

Nie powiem nic odkrywczego, ale w Paryżu naprawdę da się żyć. Dzień jest długi, deszcz nie pada nawet gdy prognoza zapowiada coś innego, jedzenie jest dobre, wino tanie i wszędzie da się dotrzeć komunikacją miejską. Która faktycznie działa i w porównaniu do cen w Londynie jest tania. Człowiek ma wrażenie, że mógłby usiąść na trawie i siedzieć, aż się ściemni. A jak się ściemni pójść do kawiarenki i dalej siedzieć. Ogólnie siedzieć. Siedzieć, przegryzać coś dobrego, popijać coś lepszego i zapomnieć o głodzie w Indiach, dziurze ozonowej i aktualizacji Androida.

Zasadniczo właśnie tak wyglądają moje tegoroczne Święta Wielkanocne, jednak nie byłyby tak udane, gdyby nie…

 

Ślimaki

Cześć ludzi się ich boi, część uwielbia. Ta pierwsza grupa to ci, którzy nigdy ich nie próbowali. Z zalewą z masła, czosnku i pietruszki i ze świeżą bagietką są jedną z najlepszych przekąsek. Intensywne w smaku, sycące i banalne do przygotowania. Żałuję, że tak rzadko wpadam na nie w Polsce.

Paryż - ślimaki (1)

Paryż - ślimaki (2)

Paryż - ślimaki (3)

 

Veliby

Moja ulubiona forma przemieszczania się po mieście. Rejestracja w systemie trwa niecałe 5 minut, całodniowy „bilet” kosztuje 1,70 euro, a stacje gdzie możesz je zostawić są średnio co 700 metrów. Rowerki są solidne, dostosowane do jazdy po mieście (przerzutki, koszyk, światła/stroboskop) i na bieżąco naprawiane. I przede wszystkim jadąc na nich możesz cieszyć się miastem i podziwiać widoki, a nie kisić w metro. Czekam na dzień, w którym w Krakowie będzie równie funkcjonalna sieć rowerów miejskich.

Paryż - Veliby

DSCN8044

 

Ogród Luksemburski

Ogród jest zachcianką Marii Medycejskiej – drugiej żony i wdowy po Henryku IV. Ma ponad 220 000 m2 i poza Montmartre jest moim ulubionym miejscem w Paryżu. Jest w nim obezwładniająco-rozleniwiająca atmosfera, która sprawia, że rozkładasz na chwilę koc, żeby odpocząć i ugasić pragnienie winem i okazuje się, że minęły 2 godziny. Zatrzymujesz się na moment popatrzeć jak dzieciaki puszczają statki na wodzie i mijają kolejne 2. Zagadujesz publiczność pytając na czym polega gra w bule i dzieje się to, co wcześniej. Wychodzisz z parku i orientujesz się, że minął cały dzień.

Paryż - Ogród Luksemburski (3)

Paryż - Ogród Luksemburski (7)

Paryż - Ogród Luksemburski (5)

Paryż - Ogród Luksemburski (4)

Paryż - Ogród Luksemburski (8)

Paryż - Ogród Luksemburski (9)

Paryż - Ogród Luksemburski (6)

Paryż - Ogród Luksemburski (12)

Paryż - Ogród Luksemburski (13)

Paryż - Ogród Luksemburski (11)

Paryż - Ogród Luksemburski (14)

 

Wino z czerwonym grejpfrutem

Lekkie, słodkie i orzeźwiające. Ktoś wie, czy można je dostać w Polsce?

Paryż - napój grejfrutowy

 

Zupa cebulowa

Tej Wielkanocy jajka na 13 sposobów musiały ustąpić zupie z 5 knajp. Cebulowa, cebulowa, cebulowa. Codziennie cebulowa. Jadłem ją wielokrotnie u nas i nigdy nie zdobyła mojej sympatii. Poszedłem z mamą do pierwszej lepszej restauracji i z miejsca zostałem fanem. Jeśli wydaje Ci się, że nic nie przebije grzanek z serem Twojej babci, to musisz spróbować tego. Pycha.

Paryż - zupa cebulowa (1)

Paryż - zupa cebulowa (6)

Paryż - zupa cebulowa (7)

 

Słodkości?

Święta bez ciast, ciastek, ciasteczek, babek i placków to nie święta. Dlatego pokupowaliśmy tuziny słodkości w pobliskiej cukierni i… wszystkie zeżarłem. Tak, przyznaję się bez bicia, zanim opamiętałem się i przeleciało mi przez myśl, że mógłbym zrobić zdjęcie albo przynajmniej zostawić coś na potem stół był pusty. A na 26-tych urodzinach obiecywałem sobie, że nie będę się obżerał. Nie udało się. Znowu.

Jedyne co mnie pociesza, to myśl, że Wy też nie mogliście się opanować i rzuciliście się na serniki i mazurki jak rolnicy na dopłaty z Unii. Było tak, co?

W Paryżu pierwszy raz byłem 2 lata temu. Mimo, że przyleciałem do niego z mało rozrywkowych powodów, to starałem się wycisnąć z pobytu tyle i ile się dało. I uległem wszystkim stereotypom na temat tego miasta. Jest piękne, jest klimatyczne, jest dużo terenów zielonych, czuć artystyczną atmosferę i można się zakochać. I się zakochałem. I obiecałem sobie, że drugi raz tu przylecę dopiero jak będzie mnie stać, żeby wynająć całe mieszkanie, a nie bujać się po couchsurfingach i spać na podłodze.

I stało się.

W czwartek przyleciałem z mamą do stolicy Francji na Święta Wielkanocne. Niekoniecznie po to, żeby poczuć telewizyjno-hipermarketową magię świąt i mierzyć linijką, czy tu mają lepsze jajka. Raczej, żeby faktycznie odciąć się od codzienności i celebrować bycie razem, nie przejmując się natłokiem bieżących spraw. Czyli robić to, o co w świętach tak naprawdę chodzi.

Jest świetnie razy tysiąc. Mieszkamy w ślicznym dwupokojowym mieszkaniu na 4-tym piętrze stylowej kamienicy w 19-tej dzielnicy. Z okna widać Wieżę Eiffla, która wieczorem do nas mruga iluminując, a przed nią rozpościera się widok na piękną, jasną zabudowę Paryża.  Pół metra od wejścia jest typowa paryska kawiarenka, w której ludzie przesiadują całymi dnia jedząc sery i pijąc wino, a na przeciwko piekarnia, z której zapach świeżego pieczywa roznosi się po całej ulicy. Tak, mam wrażenie, że gram w filmie Woody’ego Allena.

święta w Paryżu 5

święta w Paryżu 7

święta w Paryżu

DSCN8044

święta w Paryżu 8

święta w Paryżu 3

święta w Paryżu 2

święta w Paryżu 9

święta w Paryżu 4

DSCN8035

Jeździmy na Velibach, jemy ślimaki, spacerujemy po mieście, odpoczywamy w parkach i pijemy dobre wino. Słońce świeci, a ludzie są mili. Zawsze chciałem mieć takie święta.