Close
Close

Co zdziwiło moją mamę w trakcie świąt w Paryżu?

Skip to entry content

Zawsze jadąc za granicę porównuję jak wyglądają kluczowe aspekty życia tam i u nas. Różnice w mentalności, rozwiązywaniu problemów, obyczajach i samych miastach inspirują i skłaniają do refleksji. Wracając z takiego wyjazdu na wiele rzeczy patrzę z zupełnie innej perspektywy, rozkminiam, czy w kraju nad Wisłą też mogło by tak być i dlaczego nie. Potem muszę brać  Nervosol, żeby nie usmażyć mózgu od natłoku myśli, ale mimo wszystko jest to ciekawe.

Podczas świąt w Paryżu było jeszcze ciekawiej, bo byłem tam z mamą i oprócz swojego zaskoczenia przy wpadaniu na różnice miałem dodatkowo drugie. Przy czym jej zdziwienie odmiennościami było spotęgowane tym, że jest te 30 lat ode mnie starsza i zasadniczo wiele rzeczy postrzega inaczej. Innymi słowy, jest mamą.

Co będąc we Francji zwróciło jej uwagę?

1. Wszyscy czytają – no dobra, nie wszyscy, ale bardzo, bardzo dużo osób. W metrze, w kolejce, w parku, czy w knajpie ciągle widać kogoś z książką lub Kindlem. Sam byłem pod wrażeniem, gdy zobaczyłem kobietę, która pochłaniała lekturę idąc. Przez pasy.

2. Polska nie jest już dzikim wschodem – to raczej nie różnica, a zaskoczenie w stosunku do tego co się działo 25 lat temu. Jadąc z lotniska w Beauvais, mama zwróciła uwagę, że wjazd do Paryża mógłby być równie dobrze wjazdem do Warszawy, Gdańska, czy Poznania i gdyby nie francuski na tablicach informacyjnych, trudno byłoby się zorientować, że to inny kraj. Dogoniliśmy Europę.

3. W sklepach nie ma prania mózgów – związanego ze świętami. Wystawy nie rzygały króliczkami, jajeczkami, trawkami i wszystkimi innymi akcesoriami kojarzącymi się z Wielkanocą.

4. Nie ma kato-terroru. Będąc w Polsce podczas jakichkolwiek świąt, zawsze mam wrażenie, że jeśli nie wielbię imienia pana spędzając 3 dni w mieszkaniu na modlitwach, to za chwilę zostanę zlinczowany. Bez względu na to, czy jestem wierzący, czy nie. We Francji katolicy nie epatują patosem, nie robią spiętej atmosfery i nie narzucają innym swoich pomysłów na spędzanie dnia. W Święta Wielkanocne bardzo dużo sklepów, restauracji i instytucji było czynnych, dając mieszkańcom wybór, czy chcą siedzieć w domu, czy robić cokolwiek innego spędzając miło czas. Większość z nich wybrała to drugie.

Święta Wielkanocne w Paryżu 3

5. Dojrzali mężczyźni nie ubierają się jak dziady. Goście po 50-tce wyglądają bardzo stylowo, czasem nawet bardziej niż ich synowie. Zakładają modne wzory, odważne kroje i nie boją się oceny społeczeństwa. W porównaniu do naszego morza flanel, polarów i półbutów do ortalionów, to naprawdę spory kontrast.

6. Ludzie traktują czerwone światło tylko jako sugestię – którą najczęściej ignorują. Mama była mocno poruszona, że mało kto czeka na zielone i większość pakuje się między auta, byleby jak najszybciej przejść. Widząc to po raz pierwszy w Barcelonie też wybałuszałem gały, ale de facto nie widziałem żadnego potrącenia ani stłuczki, więc chyba działa.

Święta Wielkanocne w Paryżu 2

7. Można wynająć mieszkanie nie widząc się z właścicielem. To dla mnie też było dość niecodzienne. Znalazłem śliczne dwupokojowe mieszkanko na Airbnb, zarezerwowałem termin, przelałem pieniądze i napisałem kiedy będziemy. Zjawiliśmy się o umówionej godzinie pod wskazanym adresem i znajomy właścicielki podał nam klucze. Trwało to z 3,5 sekundy. W środku było dużo więcej, niż potrzeba turystom podczas tygodniowego pobytu, a osoby do której to wszystko należało nigdy nie zobaczyłem na oczy. Minimum formalności, maksimum zaufania.

8. Jedzenie w sklepach wcale nie jest droższe niż w Polsce – kosztuje tyle samo, tylko nie ma w nich najtańszych śmieciowych produktów.

9. Wielu facetów zajmuje się swoimi dziećmi – bawiąc się z nimi w parkach i na placach zabaw. Sam bym tego w życiu nie zauważył, ale moja mama wyłapała to momentalnie, mówiąc, że takie sytuacje w Polsce mogłaby policzyć na placach ręki drwala. Miło, że Francuzi faktycznie poczuwają się do roli ojców i chce im się pójść z dzieciakami na zjeżdżalnię, pojeździć na rowerach, czy popuszczać latawce.

Święta Wielkanocne w Paryżu 4

Kończąc listę inności z kraju dobrych win i croissantów, polecam Wam też pojechać do miejsca, które jest dla Was nowe z mamą. Odkryjecie je podwójnie.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Generalnie mam bardzo podobne spostrzeżenia.
    Myślę, że punkt 6 czyli niekaranie za przejście na czerwonym świetle wraz z praktycznie kompletnym brakiem dróg z pierwszeństwem przejazdu (nawet z najmniejszej uliczki może Ci w każdej chwili ktoś wyjechać) powoduje, że kierowcy dużo bardziej uważają i przez to nie ma tyle stłuczek i wypadków.

  • Tak w kwestii punktu szóstego. W krajach w których ten system, się sprawdza istnieje coś takiego jak kultura jazdy autem. Towar absolutnie deficytowy na naszych krajowych drogach ;)

    Co się zaś tyczy piątki, to wiesz. No jednak jest to Francja. Miejsce w którym z mlekiem matki wysysa się coś co się nazywa gust i wyczucie.

    Mnie zawsze na wszelkich zagranicach zaskakiwał poziom usług „państwowych”. Poczta, transport czy lekarz. Niestety ale w tym to jesteśmy miliardy lat świetlnych za tymi krajami.

    • Katarzyna Makowska

      O nie poczta we Francji i administracja to najgorsze zlo na swiecie. 7 krag piekielny, goraco nie polecam

  • Po tym tekście lubię Cię jeszcze bardziej. Podwójne odkrywanie pewnie odnosi się do podróżowania w parze w ogóle (chociaż zależy o jakiej parze mówimy), jednak… nie ma to jak mama!

  • W Londynie też lud wchodzi niemalże pod koła, można się przyzwyczaić.

  • O_l_l_i_e

    Punkt 5 to jedna z moich ulubionych rzeczy w europejskich stolicach (a przynajmniej we wszystkich tych, w których byłam). Szkoda, że u nas znajduje ją znacznie rzadziej niż bym chciała. A potem wielkie zdziwienie, że tyle kobiet woli starszych mężczyzn – jak byłam w Paryżu albo w Rzymie i rozglądałam się po ulicach, to też wolałam.

    6-stka za to zawsze mnie przeraża. Chociaż już się nauczyłam, że jak się jedzie do kraju, gdzie wszyscy jeżdżą po swojemu, to TRZEBA się przystosować. Jak pierwszy raz byłam w Paryżu z kimś, kto się upierał, że się nie przystosuje, to mieliśmy stłuczkę na pierwszym rondzie. Ale jak byłam w Rzymie (fakt, że z innym kimś – może to miało jakiś wpływ) i szybko ogarnęliśmy, że tam zwyczajnie trzeba jeździć nienormalnie, najlepiej wpychać się w każdą szczelinę, wyprzedzać na najbardziej niebezpiecznych zakrętach, a znaki drogowe traktować jako delikatne wskazówki, to było super.

    Zazdroszczę wyjazdu. Nigdy jeszcze na Święta nie wybyłam z domu, ale zaczyna mnie to bardzo kusić.

    • Gdy byłem w Paryżu za pierwszym razem z przyjacielem i jeździliśmy rowerami po głównych ulicach, byliśmy dużym szoku, że na 3-pasmówce rowerzyści ścigają się ze skuterami wyprzedzając autobusy i wciskając w każdą możliwą szczelinę. Na początku miałem sceny śmierci przed oczami, ale po kilku dniach sam tak zacząłem robić i nie dość, że nic mi się nie stało, to to był faktycznie skuteczny sposób uczestniczenia w ruchu ulicznym.

  • Tatusiowie rzadko biorą udział w wychowaniu, a potem wszyscy narzekają, że na świecie brakuje prawdziwych mężczyzn. Skąd mieliby się wziąć, skoro nie mieli dobrego wzorca?
    Także fajnie, jeśli ojcowie są obecni w życiu swoich dzieci.

    Co do kato-pato, minione święta były dla mnie pod tym względem traumatyczne. Spędziłam je pierwszy raz w innej niż moja rodzinie i już wiem, jak się czują nastolatkowie, których mamusia zmusza co niedzielę do chodzenia do kościółka.

    Zainspirowałeś mnie tym wyjazdem, za rok też gdzieś wyjadę – byle jak najdalej stąd.

    • Twittryt

      Wyjdź za mąż za jakiegoś ciapatego. O godzinie 13 w środę faceci nie zajmują się dziećmi, ale w sobotę, niedzielę – przejdź się na jakikolwiek plac zabaw i oceniaj.

      Jesteś taka postępowa.

      • Nie mów mi co mam robić i za kogo mam wychodzić, nie jesteś moim tatą.

        • Twittryt

          xD Ale jesteśdorosła. :*

        • Twittryt

          Oj oj. Ale jesteś zgryźliwa. Studentka psychologii czy kulturoznawstwa?

          • Prosiłbym bez pyskówek i ataków personalnych.

  • Basia

    Paryż to Paryż, a Francja to Francja. Trzeba zaznaczyć różnicę.

  • 3. Wszystko zależy jakie sklepy odwiedziłeś. Jeśli małe, osiedlowe Casino- był spokój, ale już w Carefourze była jajecznica wszędzie.
    7. Krótkoterminowy wynajem turystyczny może i jest łatwy, ale rzeczywisty wynajem to jakieś nieporozumienie. Musisz dać depozyt, mieć personalnego gwaranta o odpowiednich zarobach, konto w banku francuskim oraz najczęściej na Tobie spoczywa odpowiedzialność ubezpieczenia mieszkania.
    8. Papu jest droższe, nie mam pojęcia, gdzie robiłeś zakupy! Kilogram jabłek kosztuje 3 Euro w dyskoncie Lider Price! Tutaj tylko wino jest tańsze.

    Reszta jak najbardziej na tak, a na dowód uroczego francuskiego zaczytania wrzucam fotkę z Saint Malo.

    Zdrówka z Lyonu!

    • 3. W żadnym lokalno-osiedlowym, ani w Dia, ani w Marcheprix (tak to się nazywało?) nie było świątecznego napastowania.
      7. Tak, to chodziło mi stricte o krótki okres.
      8. No chyba żartujesz, sery, szynki bagietki dokładnie w takich cenach jak u nas, jeśli nawet nie tańsze.

      • olgacecylia

        Monoprix :-)

  • Agata

    Sama w to nie wierzę, ale muszę stanąć w obronie tatusiów. Na polskich placach zabaw jest ich zdecydowanie więcej niż kiedyś! Tacierzyńskie zrobiło swoje.

    • Twittryt

      Oczywiście, że tak Agata. Ale te wszystkie „postępowe” damulki dalej wolą po polsku psioczyć i ochać nad tym jak cudownie jest zagranicą.

  • olgacecylia

    Miałam w tym roku taką refleksję, że szkoda, że w Polsce święta = siedzenie w domu. Ja bym sobie chętnie pojechała na weekend w góry albo nad jezioro, zjadła te jajka ugotowane przez kogoś innego i popatrzyła przez okno, które umyli za mnie profesjonaliści…

    I tu trafiłam na drugą stronę medalu. Chętnych, żeby sobie poleniuchować, jest znacznie więcej niż chętnych do pracy w święta. Żebym sobie mogła pojechać na Wielkanoc do hotelu, kilkadziesiąt osób musi tę Wielkanoc spędzić w pracy.

    • Jest w Polsce wielu ateistów i wyznawców innych religii, którym praca w takim dzień nie powinna przeszkadzać.

      • Kasia

        Zgadzam się, ale praca w święta i bycie ateistą nie zawszę idzie w parze…jeśli np. sklepy i galerie byłby otwarte sporo osób zamiast spędzić ten czas z rodziną musiałoby iść do pracy. Poza tym we Francji większość sklepów i centrów handlowych jest zamkniętych w każdą niedzielę i nie jest to związane z religią.

      • olgacecylia

        Czy tak wielu? Według najnowszych badań jest 80% „wierzących”. W co wierzą, to już inna sprawa. W praktyce jest tak, że nawet ateista ma jakichś rodziców. I najczęściej ci rodzice są wierzący albo chociaż udają.

        Przypominam też, że wiele wyznań ma święta mniej więcej w tym samym czasie co katolicy :-) Tak że to nie jest takie proste w Polsce, jak by się mogło wydawać.

        • Agrest

          Tak rzadko spotykam w internetach kogoś, kto pisze poprawnie „tak że” w znaczeniu „tak więc” (w odróżnieniu od – nie szukając daleko – autora tego blogu, który nagminnie pisze „także” czyli „również”) więc się ponapawam chwilę Twoim, Olgo Cecylio, komentarzem ;]

  • Aleksandra Muszyńska

    Francja jest do bólu zlaicyzowana.Nie ważne,czy jesteś katolikiem,muzułmaninem,wyznania żydowskiego czy wierzącym w święte jeże – nie możesz epatować religijnością i tyle.Mają to wpisane w kulturę.I stąd podobno problemy z muzułmanami, dla których burki i inne rekwizyty to warunek sine qua non identyfikacji z wyznaniem.
    Z tym ubraniem to prawda.W miastach w których było Euro gołym okiem można było odróżnić będących w wieku średnim kibiców polskich i zagranicznych – po stroju.

  • Kato-terroru nie ma, ale mają problem z Islamem (tak piszą internety) . Życie w wielkim mieście jest do siebie podobne, czy to Paryż, Rzym, Kraków czy Stambuł.

    • W Rzymie i Stambule jeszcze nie byłem, ale Paryża w żadnym wypadku bym do Krakowa nie porównał. Zupełnie inna skala i organizacja miasta.

      • Twittryt

        Przecież podał je jako przykłady. Równie dobrze mógł wymienić Malagę, Amsterdam, Wiedeń czy Ateny.

        • Podawanie przykładów opartych na przypuszczeniach a nie doświadczeniu jest nielogiczne i bezsensowne.

      • Aleksandra Muszyńska

        Jak zobaczysz Rzym i Stambuł,to też nie porównasz ;).

  • Saga Sachnik

    Czy pani z punktu pierwszego czytała książkę przechodząc po pasach na czerwonym?
    I dlaczego opuściłeś te wszystkie fragmenty, kiedy mama wyszukuje dla Ciebie potencjalne żony?

    • Nie, akurat na zielonym, także nie dostanie nagrody Darwina.

      Mimo, że to była główna część wypadu, a w zasadzie cel, nie chciałem zanudzić czytelników, dlatego odpuściłem ten wątek.

      • Saga Sachnik

        Moglibyśmy głosować na wytypowane przez mamę panny.

Ludzie, którzy weszli na szczyt, mimo że świat spychał ich na dno

Skip to entry content

W naszej kulturze często sukcesy i porażki łączymy z zewnętrznymi, nieokreślonymi czynnikami. Jeśli kolega z biurka obok awansował na team leadera, dostając tym samym dostęp do magicznego przycisku „prześlij dalej” w skrzynce mailowej, mówimy, że mu się pofarciło. Jeśli z kolei szef zorientował się, że przez większość ostatniego miesiąca symulowaliśmy pracę, oszukując system wykrywania ruchu na komputerze myszką przyklejoną do chomika, i zostaliśmy zwolnieni, mówimy, że mieliśmy pecha. Sprawczość zdarzeń globalnych, mających trwały wpływ na nasze życie, również przypisujemy sile  wyższej. Niezależnej od nas samych.

Ktoś przedwcześnie odszedł z tego świata? Bóg tak chciał. Dwójka ludzi rozstała się po roku małżeństwa? Nie byli sobie przeznaczeni. Obiecujący piłkarz zerwał ścięgna? Kariera sportowa nie była mu pisana. Dziewczyna z rozbitej rodziny skończyła na ulicy? Taki był jej los.

Wychowując się w nieciekawych warunkach społeczno-ekonomicznych, w biedzie, w rozbitej rodzinie, w miejscu, gdzie psy szczekają dupami, cytując XIX-wiecznego poetę, trudno zacząć wierzyć w siebie. Bez bliskich wzorów sukcesu do naśladowania, przekonanie o wpływie na swoje życie i możliwości decydowania o samym sobie spada do zera. A często poniżej niego.

Gdy cały świat pokazuje Ci środkowy palec, otoczenie na każdym kroku utwierdza Cię w przekonaniu, że jesteś nikim, a jedyne co dostałeś w nadmiarze, to czwarty pasek na Superstarach, myśl, że sam kreujesz swoją rzeczywistość jest ciałem obcym. Umysł je odrzuca. I przyjmuje dożylnie koncepcję woli bożej, przeznaczenia bądź losu. Lub wszystkie naraz.

Gdy rzeczywistość próbuje Cię wdeptać między płyty chodnikowe, to wielu z nas uznaje, że tak ma być. Akceptując tym samym, że nie ma wpływu na swoje życie, bo jeśli coś jest zapisane w kartach, na przykład zapicie się na śmierć i zlanie z żelbetonowym osiedlem w jedną bezbarwną masę, to nikt i nic tego nie zmieni. A już na pewno nie Ty.

Czy to słuszne podejście? Czy można oszukać przeznaczenie? Czy przeznaczenie w ogóle istnieje? Czy jeśli gwiazdy na niebie układają się w słowo „śmieć”, to jest jakiś sposób, by „m” obrócić do góry nogami?

Nie odpowiem na te pytania. Bohaterowie dzisiejszego tekstu zrobią to za mnie.

 

Quentin Tarantino – pornobileter bez szkoły

„Magister to podstawa”, „bez studiów nie znajdziesz pracy”, „żeby zarabiać dobre pieniądze, trzeba mieć dobre wykształcenie”. Słyszałeś to? Pewnie, że tak i wątpię, żeby ominęło to również uszy młodego Quentina, który mimo to, w wieku 16 lat rzucił szkołę. By rozpocząć zawrotną karierę biletera w kinie pornograficznym. Z którego i tak został wyrzucony ze względu na kłamstwo odnośnie pełnoletności.

Czy to była przyszłość, jaką chciała zapewnić mu jego matka i ojczym? Wątpię. Czy późniejsza praca jako układacz kaset w wypożyczalni filmów była szczytem ich ambicji? Kurczę, nie sadzę. Jednak bez względu na to, jak decyzje Quentina oceniłoby otoczenie, w jego skali, ta z pozoru byle jaka tyrka, była mocnym 11/10. Bo dzięki niej był blisko kina. I zaczął kręcić swój pierwszy film „My best friend’s birthday”. Który nie został ukończony, bo taśma się spaliła.

Przy kolejnych dwóch – „Wściekłe psy” i „Pulp fiction” – sprawy przyjęły nieco inny obrót, i z nikogo znikąd stał gwiazdą „Hollywood” i ikoną świata filmu.

 

J. K. Rowling – samotna matka z depresją

Dzisiaj to oczywiste, że seria przygód o małym czarodzieju z przekręconym logiem Opla na czole to, oprócz wciągającej historii, maszynka do robienia pieniędzy, ale w momencie, gdy autorka ją tworzyła, wcale nie było to takie oczywiste. I J. K. Rowling ostatnie o czym mogła pomyśleć, to że dzięki swojemu pisaniu zostanie milionerką. Albo chociaż będzie miała czym zapłacić czynsz.

Rowling od dziecka marzyła o byciu pisarką, ale pracując w dorosłym życiu jako sekretarka, nic nie wskazywało, żeby z powodzeniem miała się przebranżowić. Szkicowanie „Harry’ego Pottera” przerwała śmierć jej matki, którą strasznie przeżywała, więc wyjechała z Anglii do Portugalii, żeby zacząć wszystko od nowa. Tam wróciła do pisania, dopóki nie poznała w barze dziennikarza, z którym wzięła ślub i spłodziła córkę. A który okazał się damskim bokserem. Pobita, upodlona kolejny raz musiała od czegoś uciekać. I przerywać pisanie. Po przeprowadzce do Szkocji, bez pieniędzy, bez pracy, za to z małym dzieckiem na utrzymaniu, wpada w depresję i ląduje w szpitalu psychiatrycznym. W trakcie leczenia z obserwacji pacjentów i personelu czerpie inspiracje do książki, i w 1995 w końcu ją kończy. I to by było na tyle, bo 12 wydawnictw z rzędu ma jej powieść w dupie.

Wielu na tym etapie pogrzebałoby pomysł bycia pisarzem głęboko pod ziemią, ale Rowling cały czas trzymała go przy życiu. Wierzyła w niego jak w nic innego na świecie. I w 1997 ukazał się „Harry Potter i kamień filozoficzny”, który do tej pory przetłumaczono na 35 języków, a w 1998 Warner Bros kupił prawa do ekranizacji powieść. A J. K. Rowling stała milionerką. Mimo, że do tej pory była samotną, bezrobotną matką z depresją, tułającą się po świecie.

Walt Disney – porażka, porażka, porażka

Życiorys Walta Disneya przypomina trochę biblijną przypowieść o Hiobie. Jakby przeznaczenie/los/Bóg próbowało sprawdzić ile razy musi go przybić do gleby, żeby w końcu się nie podniósł.

Chodził do szkoły artystycznej, by potem kierować ambulansem w trakcie I wojny światowej. Dostał pracę jako ilustrator w gazecie, by zostać z niej zwolnionym. Założył własne studio rysunku, by od razu zbankrutować. Drugi raz założył własną firmę, by drugi raz zbankrutować i nie skończyć „Alicji w krainie czarów”, na stworzenie której się pozadłużał. Trzeci raz próbował sił w prowadzeniu studia animacji, by wspólnik ukradł mu prawa do stworzonej przez niego postaci. I pracowników. Później przeszedł załamanie nerwowe, później stworzył Myszkę Mickey, która odniosła sukces, a później chciał stworzył „Królewnę Śnieżkę”, która prawie puściła go z torbami, ale ostatecznie odniosła sukces spektakularny.

I tak, nie ulegając sprowadzaniu go przez życie do roli szmaty do podłogi, Disney stworzył imperium, które znamy dziś.

Stephen Hawking – więzień w klatce własnego ciała

Powiem krótko: gość powinien być najpopularniejszym i najlepiej opłacanym mówcą motywacyjnym na świecie.

Nie może chodzić, nie może mówić, nie może pisać. Jest przykuty do wózka, w gardle ma rurkę, a ze światem komunikuje się przez syntezator mowy, który obsługuje policzkiem. PO. LICZ. KIEM. Zgodnie z diagnozą lekarzy miał już dawno umrzeć. A napisał doktorat, napisał bestseller, jest przegenialnym fizykiem i cały czas występuje na scenie. Rzucając do tego żarcikami.

Oprah Winfrey – gwałty, pobicia i narkotyki

Lista tytułów, którymi została odznaczona jest chyba dłuższa niż ten wpis. Czołówka najbardziej wpływowych kobiet świata według Forbesa, czołówka najbardziej wpływowych kobiet świata według Time’a, czołówka najbardziej wpływowych kobiet świata według Life’a. Trzecie miejsce najbardziej rozpoznawalnych postaci medialnych według plebiscytu telewizyjnego z 2003. Oprah znalazła się w nim tuż za Supermanem i Elvisem Presleyem. Decydowała o być albo nie być polityków, pchnęła po wygraną George’a W. Busha i Baracka Obamę.

Grubo, co? To teraz pomyśl, że doszła do tego po tym, jak w dzieciństwie mężczyźni w jej rodzinie ją bili i gwałcili.

Jej matka była nastoletnią robotnicą, jej ojciec żołnierzem na przepustce, a ona ich wpadką. „Rodzice” oddali ją na wychowanie dziadkom, którzy uczyli ją zasad i dyscypliny pięścią. W wieku 9 lat zgwałcił ją jej własny kuzyn, a w wieku 14 – wujek. Z którym zaszła w ciążę. Ich wspólne dziecko zmarło po dwóch tygodniach. Żeby nie skonać z bólu zaczęła pić i ćpać. Jak to piszę, to nie wierzę, że pojedynczy człowiek mógł topić się w tak głębokim oceanie gówna.

I nie utonąć, a po wyjściu z niego zacząć błyszczeć jak gwiazda. Wbrew wszystkiemu.

 

***

 

Dobrego dnia.

autorem zdjęcia jest JD Hancock
---> SKOMENTUJ

Zanim pojedziesz po kobiecie malującej jajkami z pochwy

Skip to entry content

Wczoraj rozniosło się po sieci jak ospa po 9-latkach wideo, na którym kobieta tworzy obraz przy pomocy jajek wypełnionych farbą. Filmik nie stałby się wirusem, gdyby owa artystka nie malowała nago. W miejscu publicznym. Używając przy tym swojej pochwy. Jak nie jestem wielkim fanem perferomerów i podchodzę sceptycznie do tego typu akcji, tak staram się zachować dystans i, na ile to możliwe, powstrzymywać od wydawania radykalnych osądów. Większość osób pracujących w portalach informacyjnych, i komentujących je, jednak nie ma takich zahamowań.

Wynikły z tego 3 bardzo śmieszne rzeczy, po pierwsze…

 

Polacy są ekspertami od malarstwa i intermediów

Tak, nagle okazuje się, że nie tylko jesteśmy znawcami piłki nożnej, rasowymi politologami, fachowcami z zakresu ekonomii i budowy dróg, ale także doświadczonymi koneserami sztuki. Każdy wie jak odróżnić dobre malarstwo od słabego, jakie są wiodące trendy w sztuce współczesnej i że Jackson Pollock dał podwaliny pod performens, przesuwając środek ciężkości z efektu widocznego na płótnie na sam proces tworzenia. Niezmiernie mi miło, że żyję wśród tak światłych ludzi, którzy każdą wolną chwilę spędzają na obcowaniu ze sztuką i zgłębianiu wiedzy związanej z jej tworzeniem.

Dobrze wiedzieć! Równie miłym zaskoczeniem jest fakt, że…

 

Portale informacyjne na bieżąco piszą o sztuce

Są tak wkręcone w temat, że codziennie leci po kilka niusów związanych z aktualnymi wystawami, ciekawymi teatralnymi premierami i rozpiską arii operowych. Niezmiernie cieszy mnie, że najbliższa ich sercu jest sztuka wizualna, dlatego przynajmniej raz w tygodniu publikują wielostronicowe wywiady z plastykami z całego globu, zamiast po raz setny pisać kogo Trybson zaciągnął do darkroomu. Świadomość tego, że zwracają uwagę na artystów interdyscyplinarnych każdego dnia, a nie tylko gdy któryś z nich włoży sobie jajko do pochwy, jest bardzo budująca.

Dobrą wiadomością jest również to, że…

 

Polacy sprzeciwiają się epatowaniu nagością

Nie tylko w przypadku niszowych performensów, ale przede wszystkim w stosunku do reklam. Nikt z moich krajan nie życzy sobie, aby pół nagie modelki były we wszystkich materiałach promocyjnych niezależnie od produktu. I głośno o tym mówi. Cieszą mnie pikiety i pospolite ruszenia, gdy w reklamie kremu do rąk, kostki bulionowej i środku na zgagę pojawiają się cycki, tyłki i wijące się seksbomby. To dobrze, że seks w telewizji, internecie, na billboardach i przystankach przeszkadza Polakom na co dzień. Że nachalna nagość drażni ich nie tylko, gdy pojawia się jako forma artystycznej ekspresji.

Jeśli czujesz, że coś z tym tekstem jest nie tak, to zanim następnym razem pojedziesz po kobiecie malującej jajkami z pochwy…

 

Zastanów się

Czy faktycznie jesteś ekspertem od sztuki? Czemu portale specjalizujące się w relacjonowaniu ilości stosunków w Warsaw Shore chcą być opiniotwórcze w dziedzinach artystycznych? Czym się różni nagość w performensie od gołej baby w reklamie kosmetyków?

---> SKOMENTUJ

Bez czego Wielkanoc we Francji by się nie udała?

Skip to entry content

Nie powiem nic odkrywczego, ale w Paryżu naprawdę da się żyć. Dzień jest długi, deszcz nie pada nawet gdy prognoza zapowiada coś innego, jedzenie jest dobre, wino tanie i wszędzie da się dotrzeć komunikacją miejską. Która faktycznie działa i w porównaniu do cen w Londynie jest tania. Człowiek ma wrażenie, że mógłby usiąść na trawie i siedzieć, aż się ściemni. A jak się ściemni pójść do kawiarenki i dalej siedzieć. Ogólnie siedzieć. Siedzieć, przegryzać coś dobrego, popijać coś lepszego i zapomnieć o głodzie w Indiach, dziurze ozonowej i aktualizacji Androida.

Zasadniczo właśnie tak wyglądają moje tegoroczne Święta Wielkanocne, jednak nie byłyby tak udane, gdyby nie…

 

Ślimaki

Cześć ludzi się ich boi, część uwielbia. Ta pierwsza grupa to ci, którzy nigdy ich nie próbowali. Z zalewą z masła, czosnku i pietruszki i ze świeżą bagietką są jedną z najlepszych przekąsek. Intensywne w smaku, sycące i banalne do przygotowania. Żałuję, że tak rzadko wpadam na nie w Polsce.

Paryż - ślimaki (1)

Paryż - ślimaki (2)

Paryż - ślimaki (3)

 

Veliby

Moja ulubiona forma przemieszczania się po mieście. Rejestracja w systemie trwa niecałe 5 minut, całodniowy „bilet” kosztuje 1,70 euro, a stacje gdzie możesz je zostawić są średnio co 700 metrów. Rowerki są solidne, dostosowane do jazdy po mieście (przerzutki, koszyk, światła/stroboskop) i na bieżąco naprawiane. I przede wszystkim jadąc na nich możesz cieszyć się miastem i podziwiać widoki, a nie kisić w metro. Czekam na dzień, w którym w Krakowie będzie równie funkcjonalna sieć rowerów miejskich.

Paryż - Veliby

DSCN8044

 

Ogród Luksemburski

Ogród jest zachcianką Marii Medycejskiej – drugiej żony i wdowy po Henryku IV. Ma ponad 220 000 m2 i poza Montmartre jest moim ulubionym miejscem w Paryżu. Jest w nim obezwładniająco-rozleniwiająca atmosfera, która sprawia, że rozkładasz na chwilę koc, żeby odpocząć i ugasić pragnienie winem i okazuje się, że minęły 2 godziny. Zatrzymujesz się na moment popatrzeć jak dzieciaki puszczają statki na wodzie i mijają kolejne 2. Zagadujesz publiczność pytając na czym polega gra w bule i dzieje się to, co wcześniej. Wychodzisz z parku i orientujesz się, że minął cały dzień.

Paryż - Ogród Luksemburski (3)

Paryż - Ogród Luksemburski (7)

Paryż - Ogród Luksemburski (5)

Paryż - Ogród Luksemburski (4)

Paryż - Ogród Luksemburski (8)

Paryż - Ogród Luksemburski (9)

Paryż - Ogród Luksemburski (6)

Paryż - Ogród Luksemburski (12)

Paryż - Ogród Luksemburski (13)

Paryż - Ogród Luksemburski (11)

Paryż - Ogród Luksemburski (14)

 

Wino z czerwonym grejpfrutem

Lekkie, słodkie i orzeźwiające. Ktoś wie, czy można je dostać w Polsce?

Paryż - napój grejfrutowy

 

Zupa cebulowa

Tej Wielkanocy jajka na 13 sposobów musiały ustąpić zupie z 5 knajp. Cebulowa, cebulowa, cebulowa. Codziennie cebulowa. Jadłem ją wielokrotnie u nas i nigdy nie zdobyła mojej sympatii. Poszedłem z mamą do pierwszej lepszej restauracji i z miejsca zostałem fanem. Jeśli wydaje Ci się, że nic nie przebije grzanek z serem Twojej babci, to musisz spróbować tego. Pycha.

Paryż - zupa cebulowa (1)

Paryż - zupa cebulowa (6)

Paryż - zupa cebulowa (7)

 

Słodkości?

Święta bez ciast, ciastek, ciasteczek, babek i placków to nie święta. Dlatego pokupowaliśmy tuziny słodkości w pobliskiej cukierni i… wszystkie zeżarłem. Tak, przyznaję się bez bicia, zanim opamiętałem się i przeleciało mi przez myśl, że mógłbym zrobić zdjęcie albo przynajmniej zostawić coś na potem stół był pusty. A na 26-tych urodzinach obiecywałem sobie, że nie będę się obżerał. Nie udało się. Znowu.

Jedyne co mnie pociesza, to myśl, że Wy też nie mogliście się opanować i rzuciliście się na serniki i mazurki jak rolnicy na dopłaty z Unii. Było tak, co?

---> SKOMENTUJ