Close
Close

– A tak w ogóle, to pracujesz w Capie, no nie?

– No, już trzeci rok. Zacząłem pod koniec studiów. Teraz już jestem seniorem.

– O, bo właśnie szukam pracy i…

– Ale wiesz, ja tam mało znam osób.

– …nie mógłbyś mnie polecić?

– Kurde, ciężko będzie. Trzeba znać minimum 2 języki, a ty znasz jeden, nie?

– No znam angielski biegle i niemiecki. I uczę się hiszpań…

– Dobra, to zgadamy się, ja spadam.

– Dź-dźięki.

 

***

 

– To robimy to, czy nie?

– Robimy, robimy, tylko muszę ogarnąć się ze swoimi projektami.

– Ale to gadamy już tak od pół roku.

– Wiesz Grzesiu jak to jest – praca, dom, Gośka, Gośka, praca, dom. Rozumiesz.

– Wiem Pawełku jak to jest, dlatego pytam, czy to robimy, czy olewasz temat i mam szukać kogoś innego?

– Przecież mówię, że robimy, tylko daj mi trochę czasu. Odrobię się ze swoimi rzeczami i uderzymy z tematem. Spokojnie.

– Dobra, to kiedy?

–  Jak będę miał jakoś luźniej. Zgadamy się.

 

***

 

– Maaarcin! Maaarcin!

– Wiola… cześć.

– Jola.

– Sorry, przejęzyczyłem się.

– Nawet nie pamiętasz jak mam na imię, a miałeś zadzwonić.

– Dzwoniłem, ale ciągle skrzynka się włącza. Musiałaś podać mi zły numer.

– Zaproszenie Ci wysłałam na Facebooku…

– Ja tam rzadko zaglądam.

– …miesiąc temu.

– Idziesz na rynek?

– Nie, właśnie wracam. Oblewałyśmy obronę Gośki i…

– To szkoda, bo ja właśnie w tamtą stronę. To nic, pogadamy innym razem.

– Spotkamy się w przysz…

– No pewnie, zgadamy się jakoś. Pa!

 

***

 

Zgadamy się = spierdalaj.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Cordova Vega

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Karolina

    true. aczkolwiek nie zawsze. :)

  • Katarzyna Depa

    Mówię wprost – nie mam czasu. I zdarza się, że jednak go nie mam bardzo długo.

  • Paweł Daniel Kęcerski

    Gówno prawda. Nie raz, nie dwa „zgadywałem się” ze znajomymi, jako że wszyscy jesteśmy rozjechani po świecie w celach picia alkoholu (studiowania) bądź zarabiania pieniędzy (pracy). W zasadzie to właśnie na takie spotkanie po półtora roku, ustalane w zeszłym miesiącu, wychodzę.
    Po raz kolejny przerysowujesz sytuację do granic, których nawet ustawa nie przewiduje tylko po to aby pokazać, że albo cenisz sobie lingwistyczną prostotę (ten blog temu przeczy) w wypowiedziach werbalnych, albo naprawdę wolisz, żeby ktoś Ci powiedział „spierdalaj, nie mam dla Ciebie czasu Ty dupku”, zamiast „ustawimy się na browarka przy okazji, co ziom?”. Po poziomie Twoich tekstów wnioskuję, że jednak jesteś na tyle inteligentny by nie tylko wiedzieć kiedy ktoś Cię okrutnie zlewa (pomijając fakt że taka relacja często jest dwustronna), ale także umieć docenić etykietę.

  • Firefly

    o tak znam to, straszne. BRR.

  • EEee… serio?? :P

  • Keygan.

    Ten tekst jest tak prawdziwy, że aż bolesny. ;_;

  • Szymon

    Myśle że to troche robienie z igieł wideł. Dla mnie to dość oczywiste że jest to swego rodzaju zwrot grzecznościowy, i nie wynika z wyrachowania, a raczej sklada sie zazwyczaj z kilku czynników. Swoja droga często też dochodzi do tego „zgadania”, o czym wiem z doświadczenia. Nie podoba mi się natomiast sposób myślenia niektórych osób w stylu „- to już wolałbym żeby mi powiedział/a spierdalaj”. Nie, nie wolałbyś, i nikt by nie -wolał-. Na tym polega subtelność niektórych wypowiedzi, że ludzie, nazwijmy ich ogólnikowo „ogarniętymi”, rozumieją niektóre aluzje. Z mojego punktu widzenia można niektórych ludzi lubić, lub ich tolerować, ale do pewnego stopnia (czytaj przypadkowego spotkania i wymiany paru zdań, są to np osoby znane z uczelni, poprzedniej pracy etc.), ale nie na tyle żeby z nimi imprezować czy umawiać się na jakieś dłuższe ‚zobowiązujące’ spotkania. Rozmowy jakie tutaj przedstawiłeś są między osobą zainteresowaną, oraz bardzo widocznie niezainteresowaną, co ta pierwsza powinna zauważyć bardzo szybko i to bez tytułowego „zgadamy się”, chyba że dostała poważnego uszczerbku na umyśle, albo jest lekko towarzysko upośledzona. Dlatego uważam że są przerysowane.
    Zgadamy się = ? .

    • Misia

      Zgadzam się z Tobą. Właśnie sięgam pamięcią do ostatnich sytuacji kiedy użyłam tego zwrotu i są to sytuacje związane z osobami, które znam tak „przelotnie”, fajnie ustać, pogadać, nawet raz na rok na kawę się umówić, ale nie akurat teraz. Teraz powiem zgadamy się, a za pół roku jedna ze stron rzeczywiście numer wykręci i wyjdzie ze zgadania spotkanie. Zgadamy się to częściej zwrot grzecznościowy, przynajmniej w moim otoczeniu.

    • Haczy

      Sorry, ale to trochę piepszenie kogoś, kto nie umie drugiej osobie powiedzieć jak jest, tylko zasłania sie takimi zwrotami. Jak ktoś stawia na szczerośc, to woli usłyszeć, „mam cie gdzieś” albo „wal się” a nie takie mydlenie oczu.

      • Szymon

        Wiesz, był czas kiedy stawiałem na szczerość, nie mam wielu znajomych z tamtego okresu :P.

  • M.

    Jak kobitka mówi do faceta „daj mi trochę czasu” (na zastanowienie się nad związkiem blablabla) to mniej więcej to samo znaczy, co „zgadamy się” :D

    • Haczy

      Bardzo celne ;D

  • strasznie wymowne te wymiany zdań.

    dlatego zawsze staram się ‚zgadywać’ od razu. bo jak tak w danym momencie się nie zgadam, to potem już tylko zgaduję, że ktoś serio miał mnie gdzieś.

  • Strzelając rzutkami w tarczę trafia się często 7-kę, czasem 9-kę. Bywa, że wow – prosto w dyszkę. Tobie się to w większości udaje. Tak jak tutaj.

  • Agnieszka Polak

    Przecież da się odpowiedzieć szczerze i grzecznie: ” Nie jest pani pracownikiem jakiego szukamy”, ” Nie dam rady ci pomóc z tym projektem” itd. Myślę, że do manewru „zgadamy się” uciekają się tchórze;)

  • Prudens
    • Cieszę się, ze, że skojarzyłaś ten tekst z tym numerem, bo poniekąd jest nim inspirowany ;)

    • Chciałem wrzucić ten kawałek, ale widzę, że zostałem wyręczony :-)

    • Haha, przyszłam z zamiarem podlinkowania tego kawałka, a to już :)

  • Nikt nigdy nie powiedział mi ‚zgadamy się’. Czuję się… dobrze. :)

  • gabrielafrancuz

    Zgadamy się = oddzwonimy do pani :-)

  • Sama tak robię w stosunku do osób z którymi nie bardzo chce mi się utrzymywać kontakt. Jednak trzeba być uprzejmym i powiedzenie chamsko „Sorry, uważam, że jesteś beznadziejny/nudny/nie lubię cię, nie chce mi się z Tobą gadać” nie byłoby zbyt dobrze odebrane. Chociaż czasami mam już ochotę tak zrobić, zamiast tracić czas na takie milusie pogawędki.
    Co nie znaczy jednak, że w niektórych przypadkach takie „zgadamy się” jest straszne, zwłaszcza jak człowiek chce coś konkretnego i ważnego załatwić.

    • 1. Czemu chcesz być miła dla osób, które masz w dupie?
      2. Uważasz, że oszukiwanie kogoś jest milsze?

      • Jestem wychowana, że należy być miłym i kulturalnym, też trochę kwestia podejścia do ludzi – jeśli ktoś zwraca się do mnie w uprzejmy sposób i niczym mi nie zawinił to nie będę dla niego chamska tylko dlatego, że za nim nie przepadam. No i są to zwykle osoby z uczelni, z którymi widuję się chcąc nie chcąc dosyć często, więc tworzenie konfliktów nie jest wskazane, zwłaszcza, że trzeba żyć w jakiejś zgodzie i harmonii, bo funkcjonowanie razem przez koleje miesiące mogłoby być katorgą. I jeśli ktoś mnie gdzieś zaprasza, a ja odmawiałam mu już wiele razy, a on nadal mnie nagabuje, to zamiast odmawiać, tłumaczyć, wyjaśniać (bo oczywiście ta osoba nie rozumie, że nie, to nie) lepiej powiedzieć ‚zgadamy się’ i mieć święty spokój. ;)

        • LISU

          Tyle, że ‚zgadamy się’ to (no niemożliwee..) zachęta do .. zgadania się? Więc czego się spodziewasz, mówiąc komuś, że może się odezwać i ponowić próbę? Dżizas, czemu ludzie nie potrafią po prostu czasami powiedzieć jednego, krótkiego ‚NIE’, które w przeciwieństwie do zakłamanego ‚zgadamy się’, nie pozostawia złudzeń.
          Chcesz świętego spokoju, ale zachęcasz go do dalszego kontaktu, FUCK LOGIC! :]

          • Nigdy nie mówisz „kiedy indziej”, „innym razem”, „może kiedyś”, czy właśnie „zgadamy się”? :D „Nie” wbrew pozorom (niestety) nie zawsze funkcjonuje i nie zawsze można kategorycznie komuś powiedzieć, że nie chce się gdzieś z nim iść. Zwłaszcza, jak dobre relacje z tą osobą są koniecznością, a dobitne słowa prawdy mogłyby te relacje zabić ;) Życie ;)

          • Btw. Ciekawa dyskusja się wywiązała ;D

          • Czyli „zgadamy się” jest wynikiem wyrachowania i kalkulacji z kim opłaca się mieć dobre stosunki? ;)

          • Nie generalizuj aż tak;) Nie nazwałabym tego też wyrachowaniem. Zawsze „opłaca” się mieć dobre stosunki ze wszystkimi ludźmi, tak samo jak zawsze „opłaca” się być miłym dla innych. I jeśli te dobre stosunki z ludźmi wymagają mojego „wyrachowania” i „kłamania” to zamiast stać na ulicy i rozmawiać o czymś co mnie kompletnie nie interesuje z kimś, kto nie jest dla mnie ważny, mówię ‚zgadamy się, muszę lecieć’ i wracam do swoich spraw. Nie mam też z tego powodu wyrzutów sumienia, cóż, najwyraźniej jestem złym człowiekiem. ;) Aha, i żeby nie było – nie robię tak w ważnych sprawach ;)

  • ja to mam problem, bo wiele rzeczy zapominam. o tym, że miałam się zgadać, to też…

    • Kwestia priorytetów. Jeśli coś/ktoś jest dla Ciebie ważny, to będziesz pamiętać albo umówisz się od razu. Jeśli nie, to „zgadacie się”.

  • Trafne i niestety prawdziwe.Kulturalne zgadamy sie a jednak chamskie spier…

    • Jeden z ładniejszy eufemizmów wulgaryzmów jakie słyszałem.

  • ajć. takie prawdziwe…

  • Zibi

    Jak zwykle w punkt, dobry jesteś ;)

  • Karo

    Dobrze wiedzieć, zapamiętam.

10 typów ludzi, których nie chcesz spotkać na ulicy

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z Krajową Radą Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego

Wiesz, że mamy jeden z najwyższych współczynników śmiertelności w wypadkach drogowych w Europie? Że w zeszłym roku w Polsce zginęło przez to 3026 osób? Bo 8 na 100 takich wypadków kończy się śmiercią? Ja też nie, dopóki nie przeczytałem raportu Biura Ruchu Drogowego. Na ulicy pojawiam się i jako kierowca, i jako rowerzysta, a najczęściej jako pieszy, i trafiam na ludzi z każdej z tych grup, którzy zapominają, że nie są tam sami. Przez co wolałbym ich nie spotykać.

Młody gniewny

Odebrał prawko w zeszłym tygodniu i jeszcze dobrze nie opanował sprzęgła, ale już chce lecieć stówką w terenie zabudowanym. Najlepiej ruszając z trójki. Wziął sobie do serca słowa wujka Wiesia na ostatnich imieninach cioci Marzeny, że tak jak na egzaminie, to już nie pojedzie nigdy w życiu. Bo na egzaminie jeździ się, żeby zdać, a w życiu, żeby zdążyć na obiad. Dlatego nigdy nie zatrzymuje się na zielonej strzałce. Przed torami kolejowymi też. I na stopie też nie, jak nic nie jedzie.

Najwięcej wypadków ze skutkiem śmiertelnym spowodowały osoby w wieku 18-24lata.

Rebeliant

Anarchia, wolność i leki na receptę bez recepty dla wszystkich! Buntownik z wyboru, już w przedszkolu walczył o swoją niezależność otwarcie ignorując poobiednie leżakowanie, kontynuując drogę rewolucjonisty i pisząc „mój” przez u otwarte aż do matury. Nikt nie narzuci mu, że białe jest białe, a czarne jest czarne, a tym bardziej, że nie może przechodzić na czerwonym. Czy Luke Skywalker trzymał się zasad narzuconych przez imperialistyczny system? No właśnie!

Janusz biznesu

Miałeś kiedyś w trakcie jazdy tak ważny telefon, że aż zjechałeś na pobocze, żeby go odebrać i porozmawiać? Tak? No i po co to wszystko? Trzeba było jedną ręką trzymać słuchawkę, drugą dźwignię zmiany biegów, zębami kierownicę, a rzęsą włączyć kierunkowskaz. Zestaw słuchawkowy? Głośnomówiący? Bluetooth w uchu? A co Ty z Holiłudu jesteś, czy ze Star Treka? Prawdziwy byznesmen potrafi zmieniając pas ruchu, wyprzedzając na trzeciego i odpalając czerwonego Viceroya w tym samym czasie odebrać ważny telefon. Czyli każdy telefon, bo w byznesie wszystkie telefony są ważne.

Kierowcy jadący 100 km/h i trzymający komórkę przy uchu hamują średnio o 14 metrów później niż nierozmawiający.

Klubowóz

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Co?

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Co mówiłeś?

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Nie słyszę…

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– W końcu przejechał, możesz powtórzyć?

Najwięcej wypadków śmiertelnych jest w piątek i sobotę.

W dni imprezowe.

Ostatnia szara komórka

Koniom zakłada się klapki na oczy, żeby nie patrzyły na boki, a ludziom wkłada w ręce smartfony. Świecący prostokąt przed twarzą i całe otoczenie przestaje istnieć. O ile w przestrzeniach zamkniętych można po prostu popsuć sobie wzrok, o tyle w terenie otwartym można zepsuć sobie nogi, ręce, żebra albo życie. Na przykład przechodząc przez ruchliwą ulicę wpatrzonym w komórkę.

Niespokojna noga

Zwany też lowriderem dla ubogich. Przyśpiesza, zwalnia, przyśpiesza, zwalnia, przyśpiesza, zwalnia, a auto się gibie jak na teledysku do „Still D.R.E.”. Zatrzymuje się zawsze metr za linią stopu na światłach, a gdy stoisz na pasach, nigdy nie wiesz, czy nie zatrzyma się na Tobie. Ani czy nie wjedzie Ci w tyłek, jeśli stoisz przed nim w korku i ruszysz ćwierć sekundy później niż on.

Niezachowanie bezpiecznej odległości między pojazdami, jest jedną z głównych przyczyn wypadków na prostych odcinkach.

Usain Bolt

Rusza z bloków startowych w momencie, gdy w autobusie po drugiej stronie ulicy zamykają się drzwi i biegnie do nich jak po karpia na Wigilię. Ignorując wszystkich uczestników ruchu drogowego dookoła. Gdyby któryś z kierowców samochodów cudem omijających go miał gorszy dzień, albo bardziej zużyte klocki hamulcowe, do celu dojechałby na masce. Kończąc karierę sportową w szpitalu.

Oszczędny

Ładowanie akumulatora? 50 groszy.

Migacz boczny do Opla? 14 złotych.

Emocje z jazdy bez używania kierunkowskazów? Bezcenne!

Nieprawidłowe wyprzedzanie, jest jedną z głównych przyczyn wypadków na prostych odcinkach.

James Bond na rowerze

Szpieg w służbie Jej Królewskiej Mości realizuje tajne zadanie, od powodzenia którego zależą losy starego kontynentu, dlatego musi pozostać incognito. I jedzie na rowerze nocą bez oświetlenia i odblasków, zmieniając pasy jakby miał za sobą ogon odkąd wyszedł z MI6. Dzięki temu jest niewidzialny dla kontrwywiadu. I wszystkich pozostałych uczestników ruchu drogowego.

Szybki i wściekły

Wiesz po co w aucie jest pedał gazu? Żeby go używać! Dlatego dopóki nie czuje pod dużym palcem u prawej stopy podłogi, ciśnie. Ciśnie wyprzedzając ruszający autobus, ciśnie na gasnącym pomarańczowym i ciśnie wymijając matkę z dzieckiem na pasach. Jak im zrobi peeling pięt, to może nauczą się szybciej chodzić. Gdy nie może zasnąć po ciężkim dniu, bo męczą go wyrzuty sumienia, że przez półtorej minuty jechał prawym pasem, układa sobie w głowie, co by powiedział Vin Dieselowi jakby go spotkał. I jakim jechałby autem, gdyby kręcili „The Fast and the Furious: Zabrze Drift”.

W zeszłym roku główną przyczyną aż 7195 wypadków było niedostosowanie prędkości do warunków ruchu.

Kierowcy wczujcie się w rolę pieszych! Tylko wzajemne zrozumienie może zaprowadzić nas bezpiecznie do celu. Druga odsłona naszej kampanii. #kierowcaVpieszy

Opublikowany przez Krajowa Rada BRD na 25 września 2017

Ten tekst jest uszczypliwy, ale tylko po to, by zwrócić uwagę na zachowania, które mogą przyczynić się do tragedii. Niezależnie, czy jesteś kierowcą w nowej, błyszczącej strzale, czy pieszym, który musi zdążyć na tramwaj, zwracajmy na siebie uwagę i pamiętajmy, że nie jesteśmy sami na ulicy. Zaoszczędzimy sobie nerwów, zdrowia, a czasem i życia.

---> SKOMENTUJ

5 powodów, dla których warto obejrzeć „Kill Bill 3”

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z dystrybutorem filmu – firmą Monolith

kill bill 3 recenzja

Pierwsza część „Kill Billa” to jeden z moich ulubionych filmów rozrywkowych, więc gdy dostałem propozycję promocji kontynuacji od razu cieplej zrobiło mi się na serduszku. Zwłaszcza, że to jedna z nielicznych akcji, kiedy blogerzy mają dostęp do filmu przed „oficjalnymi mediami”. Tak, to ten moment, gdy dziennikarze, publicyści i fachowi recenzenci nam zazdroszczą. Miłe.

Przechodząc do konkretów, z nagłówka wiecie, że warto iść na ten tytuł. Jak na każdy film Tarantino. Poniżej macie 5 powodów, z których dowiecie się dlaczego.

#1 Uma Thurman jako staruszka

Akcja dzieje się plus-minus 20 lat po wydarzeniach z jedynki i Quentin nie oszczędził Umy. Jest zniszczona po wycieńczającym życiu płatnego zabójcy. Widać to po jej pomarszczonej twarzy, siwych włosach i trzęsących się dłoniach. Reżyser pokazał na jej ciele, że supersztuki też nadgryza ząb czasu. Choćby chciały się od niego odżegnać świeżo naostrzoną kataną. Świetna kreacja i świetna gra aktorska. Morderczyni-staruszka śmieszy, zapiera dech w piersiach i wzrusza. I to wtedy, kiedy powinna.

#2 Sceny walki

Jest dokładnie tak, jak sobie wyobrażacie. Wszędzie, WSZĘDZIE, ale to WSZĘ-Ę-Ę-DZIE, leje się krew, odpadają kończyny, a bruk wyłożony jest wnętrznościami. O to chodziło!

#3 Biegun Północny i Afryka

Film jest dosyć nietypowy jak na Tarantino, bo kręcony w dwóch totalnie dzikich i nieskażonych cywilizacją miejscach. W klimatach biegunowych, między lodowcami i misiami, i w dziewiczej afrykańskiej dżungli, gdzie nawet Cejrowski bałby się postawić stopę. Dwie zupełnie odmienne scenerie oddają usposobienie dwóch mocno kontrastowych postaci. Lód i śnieg, to Podstarzała Panna Młoda, gorąc i egzotyka, to Córka Vernity Greeny. Walka żywiołów, na wielu płaszczyznach obrazu i dosłowności, to motyw przewodni tego filmu.

#4 Daft Punk

W „Django” mieliśmy 2Paca i Rick Rossa, w „Kill Bill 3” mamy Daft Punk. I to Daft Punk w konwencji retro-newschool-electro! Uwierzcie, pójdzie na ten film 3 razy dla samej ścieżki dźwiękowej. „Get lucky” przy tym, to jak „Ona tańczy dla mnie” przy… w zasadzie, to przy czymkolwiek. Te numery to jest ogień, niekontrolowany pożar stacji benzynowej, nawet „Wielki Gatsby” nie miał takiego udźwiękowienia.

#5 Odmłodzona Halle Berry

Powiedzmy sobie szczerze, Halle Berry nie jest od tego, żeby wywoływać emocje z pogranicza ekstazy i depresji. Nigdy nie doświadczałem katharsis widząc ją na ekranie. Halle Berry jest od tego, żeby wbijać się w kreacje, które więcej odsłaniają, niż zakrywają, robić salta, szpagaty i skoki przeczące prawom fizyki, i zajebiście przy tym wyglądać. I sprawdza się w tym bezreklamacyjnie. Zwłaszcza, że zrobiona jest na kipiącą seksem dwudziestokilkulatkę. Przepraszam, na idealnie wyrzeźbioną, żądną zemsty, kipiącą seksem dwudziestokilkulatkę z szaleństwem w oczach. Ekran parzy.

Kill Bill 3 premiera

Chciałem czymś dowalić temu tytułowi, bo nie może być tak, że sam miód, cukier i orzeszki, ale szczerze mówiąc, nie mam czym. Zresztą, sprawdźcie recenzje u Moniki z Black Dresses (wyłapała polski smaczek) i Michała z Życie jest piękne (podróżnicze akcenty). Też słodzą i to nie wiem, czy nie bardziej niż ja. Andrzej z jestKultury i Alina z Design Your Life, którzy byli z nami na seansie, również złego słowa o nowym „Kill Billu” nie powiedzieli. Dobra, mnie się zdarzyło pomruczeć na przegadane sceny i przeciągnięcie tematu (prawie 2,5 godziny), ale podobno prawdziwi fani właśnie to kochają u Tarantino.

Jest tak?

---> SKOMENTUJ

Powyższe wideo pojawiło się na profilu krakowskiego MPK zatytułowane pytaniem, które widzicie powyżej. W opisie filmu możemy przeczytać szczegółowy opis zdarzenia wraz z detalami, których nie widać na filmie, a tekst kończy się retorycznym zwrotem „jak można bezpiecznie wozić pasażerów, gdy po ulicach jeżdżą tacy rowerzyści?”. Okej, to było bezdyskusyjnie głupie, a filmik mrozi krew w żyłach, ale mam inne pytanie.

Jak nazwiesz pielęgniarkę, która wkłada sobie do kieszeni fartucha noworodki i robi z nimi zdjęcia?

Jak nazwiesz kierowcę autobusu, który wykonuje pracę mając 2 promile alkoholu we krwi po sobotniej imprezie?

Jak nazwiesz matkę, która bierze narkotyki w trakcie ciąży, bo nie chce rezygnować z imprez na rzecz dziecka?

Jak nazwiesz kucharza, który dla żartów sika do frytek przed podaniem ich klientom?

Jak nazwiesz przedszkolankę, która podaje dzieciom środki nasenne, żeby były spokojniejsze przy leżakowaniu?

Jak nazwiesz gimnazjalistę, który dla szpanu bierze pistolet ojca i przychodzi z nim do szkoły?

Ja każdego z nich nazwę idiotą, bez względu na profesję, rolę społeczną, czy rodzinną. I tak samo powiem o gościu wyprzedzającym tramwaj na rowerze. Jest debilem, ale to że przy okazji lubi poruszać się na jednośladzie nie ma znaczenia. Myślisz, że gdyby jechał samochodem byłby bardziej odpowiedzialny?

Idiotą się jest bez względu na to czy jedziesz na dwóch kółkach, czterech, czy lecisz samolotem.

---> SKOMENTUJ