Close
Close

– A tak w ogóle, to pracujesz w Capie, no nie?

– No, już trzeci rok. Zacząłem pod koniec studiów. Teraz już jestem seniorem.

– O, bo właśnie szukam pracy i…

– Ale wiesz, ja tam mało znam osób.

– …nie mógłbyś mnie polecić?

– Kurde, ciężko będzie. Trzeba znać minimum 2 języki, a ty znasz jeden, nie?

– No znam angielski biegle i niemiecki. I uczę się hiszpań…

– Dobra, to zgadamy się, ja spadam.

– Dź-dźięki.

 

***

 

– To robimy to, czy nie?

– Robimy, robimy, tylko muszę ogarnąć się ze swoimi projektami.

– Ale to gadamy już tak od pół roku.

– Wiesz Grzesiu jak to jest – praca, dom, Gośka, Gośka, praca, dom. Rozumiesz.

– Wiem Pawełku jak to jest, dlatego pytam, czy to robimy, czy olewasz temat i mam szukać kogoś innego?

– Przecież mówię, że robimy, tylko daj mi trochę czasu. Odrobię się ze swoimi rzeczami i uderzymy z tematem. Spokojnie.

– Dobra, to kiedy?

–  Jak będę miał jakoś luźniej. Zgadamy się.

[emaillocker]

***

 

– Maaarcin! Maaarcin!

– Wiola… cześć.

– Jola.

– Sorry, przejęzyczyłem się.

– Nawet nie pamiętasz jak mam na imię, a miałeś zadzwonić.

– Dzwoniłem, ale ciągle skrzynka się włącza. Musiałaś podać mi zły numer.

– Zaproszenie Ci wysłałam na Facebooku…

– Ja tam rzadko zaglądam.

– …miesiąc temu.

– Idziesz na rynek?

– Nie, właśnie wracam. Oblewałyśmy obronę Gośki i…

– To szkoda, bo ja właśnie w tamtą stronę. To nic, pogadamy innym razem.

– Spotkamy się w przysz…

– No pewnie, zgadamy się jakoś. Pa!

 

***

 

Zgadamy się = spierdalaj.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Cordova Vega

[/emaillocker]

(niżej jest kolejny tekst)

37
Dodaj komentarz

avatar
20 Comment threads
17 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
26 Comment authors
KarolinaKatarzyna DepaPaweł Daniel KęcerskiFireflyAurora Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karo
Gość
Karo

Dobrze wiedzieć, zapamiętam.

Zibi
Gość
Zibi

Jak zwykle w punkt, dobry jesteś ;)

Hattu
Gość

ajć. takie prawdziwe…

Zaciesz
Gość

Trafne i niestety prawdziwe.Kulturalne zgadamy sie a jednak chamskie spier…

Jan Favre
Gość

Jeden z ładniejszy eufemizmów wulgaryzmów jakie słyszałem.

evemarie
Gość

ja to mam problem, bo wiele rzeczy zapominam. o tym, że miałam się zgadać, to też…

Jan Favre
Gość

Kwestia priorytetów. Jeśli coś/ktoś jest dla Ciebie ważny, to będziesz pamiętać albo umówisz się od razu. Jeśli nie, to „zgadacie się”.

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

5 powodów, dla których warto obejrzeć „Kill Bill 3”

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z dystrybutorem filmu – firmą Monolith

kill bill 3 recenzja

Pierwsza część „Kill Billa” to jeden z moich ulubionych filmów rozrywkowych, więc gdy dostałem propozycję promocji kontynuacji od razu cieplej zrobiło mi się na serduszku. Zwłaszcza, że to jedna z nielicznych akcji, kiedy blogerzy mają dostęp do filmu przed „oficjalnymi mediami”. Tak, to ten moment, gdy dziennikarze, publicyści i fachowi recenzenci nam zazdroszczą. Miłe.

Przechodząc do konkretów, z nagłówka wiecie, że warto iść na ten tytuł. Jak na każdy film Tarantino. Poniżej macie 5 powodów, z których dowiecie się dlaczego.

#1 Uma Thurman jako staruszka

Akcja dzieje się plus-minus 20 lat po wydarzeniach z jedynki i Quentin nie oszczędził Umy. Jest zniszczona po wycieńczającym życiu płatnego zabójcy. Widać to po jej pomarszczonej twarzy, siwych włosach i trzęsących się dłoniach. Reżyser pokazał na jej ciele, że supersztuki też nadgryza ząb czasu. Choćby chciały się od niego odżegnać świeżo naostrzoną kataną. Świetna kreacja i świetna gra aktorska. Morderczyni-staruszka śmieszy, zapiera dech w piersiach i wzrusza. I to wtedy, kiedy powinna.

#2 Sceny walki

Jest dokładnie tak, jak sobie wyobrażacie. Wszędzie, WSZĘDZIE, ale to WSZĘ-Ę-Ę-DZIE, leje się krew, odpadają kończyny, a bruk wyłożony jest wnętrznościami. O to chodziło!

#3 Biegun Północny i Afryka

Film jest dosyć nietypowy jak na Tarantino, bo kręcony w dwóch totalnie dzikich i nieskażonych cywilizacją miejscach. W klimatach biegunowych, między lodowcami i misiami, i w dziewiczej afrykańskiej dżungli, gdzie nawet Cejrowski bałby się postawić stopę. Dwie zupełnie odmienne scenerie oddają usposobienie dwóch mocno kontrastowych postaci. Lód i śnieg, to Podstarzała Panna Młoda, gorąc i egzotyka, to Córka Vernity Greeny. Walka żywiołów, na wielu płaszczyznach obrazu i dosłowności, to motyw przewodni tego filmu.

#4 Daft Punk

W „Django” mieliśmy 2Paca i Rick Rossa, w „Kill Bill 3” mamy Daft Punk. I to Daft Punk w konwencji retro-newschool-electro! Uwierzcie, pójdzie na ten film 3 razy dla samej ścieżki dźwiękowej. „Get lucky” przy tym, to jak „Ona tańczy dla mnie” przy… w zasadzie, to przy czymkolwiek. Te numery to jest ogień, niekontrolowany pożar stacji benzynowej, nawet „Wielki Gatsby” nie miał takiego udźwiękowienia.

#5 Odmłodzona Halle Berry

Powiedzmy sobie szczerze, Halle Berry nie jest od tego, żeby wywoływać emocje z pogranicza ekstazy i depresji. Nigdy nie doświadczałem katharsis widząc ją na ekranie. Halle Berry jest od tego, żeby wbijać się w kreacje, które więcej odsłaniają, niż zakrywają, robić salta, szpagaty i skoki przeczące prawom fizyki, i zajebiście przy tym wyglądać. I sprawdza się w tym bezreklamacyjnie. Zwłaszcza, że zrobiona jest na kipiącą seksem dwudziestokilkulatkę. Przepraszam, na idealnie wyrzeźbioną, żądną zemsty, kipiącą seksem dwudziestokilkulatkę z szaleństwem w oczach. Ekran parzy.

Kill Bill 3 premiera

Chciałem czymś dowalić temu tytułowi, bo nie może być tak, że sam miód, cukier i orzeszki, ale szczerze mówiąc, nie mam czym. Zresztą, sprawdźcie recenzje u Moniki z Black Dresses (wyłapała polski smaczek) i Michała z Życie jest piękne (podróżnicze akcenty). Też słodzą i to nie wiem, czy nie bardziej niż ja. Andrzej z jestKultury i Alina z Design Your Life, którzy byli z nami na seansie, również złego słowa o nowym „Kill Billu” nie powiedzieli. Dobra, mnie się zdarzyło pomruczeć na przegadane sceny i przeciągnięcie tematu (prawie 2,5 godziny), ale podobno prawdziwi fani właśnie to kochają u Tarantino.

Jest tak?

Powyższe wideo pojawiło się na profilu krakowskiego MPK zatytułowane pytaniem, które widzicie powyżej. W opisie filmu możemy przeczytać szczegółowy opis zdarzenia wraz z detalami, których nie widać na filmie, a tekst kończy się retorycznym zwrotem „jak można bezpiecznie wozić pasażerów, gdy po ulicach jeżdżą tacy rowerzyści?”. Okej, to było bezdyskusyjnie głupie, a filmik mrozi krew w żyłach, ale mam inne pytanie.

Jak nazwiesz pielęgniarkę, która wkłada sobie do kieszeni fartucha noworodki i robi z nimi zdjęcia?

Jak nazwiesz kierowcę autobusu, który wykonuje pracę mając 2 promile alkoholu we krwi po sobotniej imprezie?

Jak nazwiesz matkę, która bierze narkotyki w trakcie ciąży, bo nie chce rezygnować z imprez na rzecz dziecka?

Jak nazwiesz kucharza, który dla żartów sika do frytek przed podaniem ich klientom?

Jak nazwiesz przedszkolankę, która podaje dzieciom środki nasenne, żeby były spokojniejsze przy leżakowaniu?

Jak nazwiesz gimnazjalistę, który dla szpanu bierze pistolet ojca i przychodzi z nim do szkoły?

Ja każdego z nich nazwę idiotą, bez względu na profesję, rolę społeczną, czy rodzinną. I tak samo powiem o gościu wyprzedzającym tramwaj na rowerze. Jest debilem, ale to że przy okazji lubi poruszać się na jednośladzie nie ma znaczenia. Myślisz, że gdyby jechał samochodem byłby bardziej odpowiedzialny?

Idiotą się jest bez względu na to czy jedziesz na dwóch kółkach, czterech, czy lecisz samolotem.