Close
Close

Finał Ligi Mistrzów w starciu z kobietą

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką Heineken

Finał Ligi Mistrzów kobiecym okiem

W sobotę wielki dzień dla fanów piłki nożnej. I fanek piłkarzy. Najostateczniejszy z ostatecznych meczy – finał Ligi Mistrzów! Sytuacja jest o tyle nietuzinkowa, że o puchar walczyć będą dwie drużyny z tego samego miasta. Real Madryt i Atletico Madryt. Coś jak Wisła i Cracovia, tyle, że tam się nie tną maczetami przed wyjściem na boisko. Po, zresztą chyba też nie. Co by się nie działo, Hiszpanie są kozakami i Madryt może czuć się szefem Europy. Przynajmniej przez chwilę.

Kto ogarnia zakłady bukmacherskie, ten już od wyników półfinałów projektuje w głowie wszystkie możliwe scenariusze rozgrywki. Męska część widzów, wczuta w temat, pewnie będzie oglądać starcie drużyn w napięciu porównywalnym z oczekiwaniem porodu. Będzie śmiech, okrzyki szczęścia, łzy wzruszenia i skoki pod sufit, ale niezadowolenie też da o sobie znać. Niejedno słowo na „q” zostanie zaadresowane do sędziego, bramkarzy i napastników, a kilka kufli z pewnością dokona żywota.

Tak w dużym uproszczeniu będą wyglądały reakcje facetów. A jak, kwadrans po kwadransie, finał Ligi Mistrzów mogą odbierać kobiety?

 

Na przykład tak

 

20:35 – Prezentacja składów

– Czemu oni mają różne stroje, jak wszyscy są z Madrytu?

– Bo to dwie różne drużyny i mają stroje klubowe, a nie reprezentacji narodowej.

– Aha. Ci w paski lepsi, zawsze wolałam atletów. Poza tym, te białe niepraktyczne, zaraz brudne będą.

– Aha.

 

20:50 – Pierwszy faul

– O, Jezu!

– O, boże!

– O, Jezu!

– O, boże, ale on…

–  O, Jezu, czemu nie ma karetki, jakichś noszy? Widziałeś jak mu tamten…

– …udaje.

– Jak to udaje? To on nie krwawi?

 

21:14 – Lopez wybiegł na ofsajd

– „Na ofsajd”?

– Na ofsajd. W sensie, że jest spalony.

– Ale, przecież nie dotknął ręką?

– Nie, nie, spalony jest wtedy, gdy…

– …?

– Tak, masz rację, nie dotknął ręką.

 

21:29 – Ronaldo podszedł pod bramkę Atletico

– No dawaj, dawaj!

– …

– Dawaj, dawaj!

– …

– Dawaj, dawaj, jeszcze trochę!

– …

– Jeszcze trooochę! Jeszcze trooooochę!

– …

– Strzeeelaj Kryyystian, strzeeelaaaaaj! STRZEEE-EEE-LAAA-AAAJ!

– …

– GOOO-OOO-OOO-OOO-OOOL!

– Naplułeś na ekran.

 

21:39 – Przerwa

– Oni naprawdę tyle gadają o akcji, która trwała 12 sekund?

– W sumie to 7, bo liczy się od autu.

 

21:46 – Początek drugiej połowy

– Jeeezu, jak oni nie ogarniają, to już nasza reprezentacja lepiej gra.

– O co ci chodzi?

– No biegną do złej bramki.

– Ale wiesz, że pierwsza połowa skończyła się 15 minut temu?

 

21:58 – Rzut karny dla Atletico

– No i po coś to brał do ręki, pooo cooo?!?!

– Może chciał zmienić bramkarza?

 

22:09 – Suarez wyrzuca piłkę z autu

– Jak tak dalej pójdzie, to Real nie wyjdzie nawet na remis.

– To przez zmianę boisk. Jakbym ciągle przed oczami miała logo banku, w którym wzięłam kredyt na mieszkanie, to też bym się nie mogła skupić.

 

22:21 – Siedemnasty faul

– Czyli mówisz, że jego tak naprawdę nie boli?

 

22:33 – Koniec meczu

– No i przegrali…

– Ale tylko jednym punktem!

– Ale w sumie padły tylko 3 bramki.

– Czyli mieli ponad 30% z całości. Maturę by zdali.

– Ale to nie była matura.

– I dobrze, z takimi plamami z trawy by ich nawet nie wpuścili.

 

Tak może być, ale nie koniecznie. To tylko moja fantazja. Lepiej…

 

Sprawdź sam czy tak będzie

A w zasadzie, sprawdź sama, bo wiem ile jest tu dziewczyn. Pewnie pamiętasz z poprzednich postów, że Heineken zrobił prokibicowską akcję, stawiając specjalną platformę do oglądania wszystkich rozgrywek Ligi Mistrzów. Online. Pod adresem www.liga.heineken.pl już w tę sobotę możesz obejrzeć wielki finał. W HD. Wystarczy, że wpiszesz kod spod kapsla lub zawleczki Heinekena. Albo spędzisz cały piątek na hackowaniu strony, ale polecam to pierwsze, bo jest wygodniejsze.

heineken liga mistrzów

Kumulując energię na finał finałów z najlepszymi z najlepszych, na stronie znajdziesz też coś co zaspokoi Twój sportowo-informacyjny głód – dużo merytorycznych materiałów poświęconych poprzednim rozgrywkom UEFA Champions League. Między innymi komentarze, analizy i zestawienia najładniejszych bramek, a także piłkarską aplikację, w której aż do 24-go maja, codziennie możesz zgarnąć Playstation 4.

I pamiętaj, jeśli jesteś dziewczyną lub z takową będziesz oglądał spotkanie Real Madryt kontra Atletico Madryt, daj znać, czy reagowała jak w poście.

(niżej jest kolejny tekst)

33
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment threads
20 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
16 Comment authors
Pod słońcem Portugalii – MDCBBalbinaaaAuroraSzczęsnyAgnieszka Polak Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karolina Franieczek | Życie Me
Gość

O matko, ale się obśmiałam z rana. :D :D Jak to dobrze, że ze mnie inna kobieta, taka po męsku meczowa, bo innej siebie bym nie zniosła. :D Wprawdzie madryckie drużyny nie są mi jakoś szczególnie bliskie, ale liczę na super spektakl (czemu finałów CL nie ma co tydzień? – Byłabym w niebie) i fakt, że nie będę musiała wyklinać na decyzje sędziego, jak w ostatnim Pucharze Niemiec – moja biedna Borussia ;(
A tymczasem czas robić zapasy przekąskowo-pitne, żeby być gotowym na finał. Emocji życzę! :)

Joanna/ LotsOfSources
Gość

Ja się ekscytuję piłką wybiórczo i okazjonalnie, ale żadna z powyższych reakcji nie jest mi bliska ;)

Agnieszka Riboq Rybacka
Gość

Ja bym przy meczu nie wykazała nawet takie elokwencji, jak Twoja fantazja :D. Nigdy nie zrozumiem dlaczego nie dadzą im po piłce, tylko za jedną wszyscy ganiają ;P. Ale to samo niezrozumienie wykazuję w przypadku każdej gry zespołowej :D. Ten typ tak ma.

Jan Favre
Gość

Ej, no nie mów, że nie jarały Cię dwa ognie w podstawówce ;)

Agnieszka Riboq Rybacka
Gość

Ja browarem za oceny z WułeFu płaciłam ;P

Agnieszka Polak
Gość
Agnieszka Polak

„Nigdy nie zrozumiem dlaczego nie dadzą im po piłce”- Ja tam słyszałam, że piłka nożna to życiowy sport, bo wielu facetów na raz biega za zwykłym kawałkiem szmaty ;)

Jan Favre
Gość

Hahaha, dobre ;)

Maciej Trojanowicz
Gość

#KrzyczKrystian

Jan Favre
Gość

Nie wiem, czy Kardyś nie będzie trochę zazdrosny.

Maciej Trojanowicz
Gość

O Ronaldo? Lol.

Jan Favre
Gość

O hashtag.

Agata Muszyńska
Gość
Agata Muszyńska

Ale musisz przyznać, że kobiety nadają oglądaniu meczów całkiem inny wymiar ze swoim spojrzeniem na świat (patrz np. 22:09 :D). Zwracanie uwagi na detale plus wrażliwość na każdego, kto upadł… Czasem to może sprawić, że odbiór jest bardziej atrakcyjny – oczywiście tylko wtedy, gdy bramkarz-firana albo panowie na murawie nie zaspokajają żądzy piłkarskich emocji widza. ;)

Jan Favre
Gość

Przyznaję ;)

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Jak kelnerzy wyłudzają napiwki?

Skip to entry content

Jakiś czas temu pisałem o zwyczaju dawania napiwków, stwierdzając, że to premia uznaniowa za dobrą obsługę. W skrócie: lubię dawać napiwki, gdy mam powód, ale też nie widzę przeciwwskazań, żeby zostawić równą należność, jeśli coś jest nie tak. Kelnerom jednak nie jest tak łatwo pogodzić się z brakiem bonusu i bywa, że kombinują jak humanista na maturze z matematyki. Albo bardziej. I chcą za wszelką cenę wyciągnąć od Ciebie te pieniądze.

Ze wszystkich przypadków, gdy obsługa w restauracji była fatalna i mimo to próbowała wyłudzić premię uznaniową, wyróżniłem 5 konkretnych sposobów. Oto one wraz z radami, jak się przed nimi bronić.

 

#1 – Mówi, że nie ma wydać

Kelnerzy tego chwytu najczęściej używają przed południem, maksymalnie do dwóch godzin od otwarcia knajpy. Później wytłumaczenie, że jest mały ruch i obsłużyli niewielu klientów, przez co nie mają drobnych, traci na wiarygodności. Zazwyczaj do hasła „oj, będzie ciężko z resztą” dochodzą jeszcze nerwowe ruchu, sugerujące, że ma dużo pracy i nagle mu się śpieszy oraz spojrzenie typu „panie, ale to przeca ino kilka złociszy, weź pan odpuść”.

Kiedy ma najwyższą skuteczność? Kiedy reszta z rachunku jest stosunkowo niewielka, zazwyczaj do 5zł.

Jak się bronić? Spytać czy nie może rozmienić pieniędzy u koleżanki, aczkolwiek jak jest napalony na napiwek, to wróci po kwadransie i powie, że reszta obsługi też nie ma. W takim wypadku najlepiej poprosić o płatność kartą.

 

#2 – Źle wydaje resztę

Może i zabrzmi to seksistowsko, ale jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby mężczyzna źle mi wydał resztę w restauracji. Na ten trik zawsze chciały mnie złapać kobiety i to zarówno w Polsce, Niemczech, Francji, jak i Bułgarii. Albo nie były tak ładne jak im się wydawało, albo ja nie byłem tak naiwny jak się spodziewały, albo mam po prostu podzielność uwagi, ale zawsze się orientowałem. Standardowa reakcja, po zwróceniu uwagi, że „coś” się nie zgadza – „ojeju, jaka ze mnie głupia blondynka, hihi, taka jestem roztrzepana, hihi, już przynoszę panu resztę hihi, chrum, chrum, chrum, chrum”.

Kiedy ma najwyższą skuteczność? Kiedy myślisz penisem (czyli u niektórych zawsze).

Jak się bronić? Jak zwykle, w przypadku obrony przed kobietą – zacznij od „przepraszam”.

[emaillocker]

#3 – Gra na czas

Tu są dwa warianty:

A) gdy poda rachunek zaczyna omijać Twój stolik

B) bierze rachunek z pieniędzmi i przestaje pojawiać się na sali

W obu przypadkach liczy na to, że nie będzie Ci się chciało czekać i zostawisz pieniądze z nadwyżką, bez wypatrywania, aż podejdzie drugi raz, żeby wydać lub wróci z resztą. Zwlekanie z finalizacją rachunku często pojawia się w godzinach szczytu, gdy w lokalu jest faktycznie dużo osób, talerze latają nad stolikami, kucharze chodzą na rzęsach i kelner prawie naturalnie może się „zgubić”.

Kiedy ma najwyższą skuteczność? Kiedy naprawdę Ci się śpieszy lub jesteś zmęczony/znudzony/chcesz na litość boską w końcu stamtąd wyjść.

Jak się bronić? Tu z obroną jest dość trudno, bo wymaga od Ciebie sporego zaangażowania. Możesz albo szukać go po lokalu, albo kazać znaleźć go komuś innemu z obsługi, albo wezwać menadżera. Jeśli w lokalu jest faktycznie apogeum ruchu, to ostanie dwa wyjścia są najbardziej czasochłonne.

 

#4 – Dopisek „service not included” na rachunku

Największe szanse, żeby się na to naciąć mają cudzoziemcy. Lub gdy składasz zamówienie w obcym języku, bo trenujesz przed maturą. Albo chcesz sobie pokręcić bekę. Albo jesteś ze znajomym z zagranicy i zapomnisz, że obsługa jednak mówi po polsku. Turyści najczęściej znają słabo lub wcale panujące u nas zwyczaje i nie wiedzą, że ceny w menu zawierają koszt serwisu, a napiwek to tylko premia uznaniowa.

Kiedy ma najwyższą skuteczność? Kiedy faktycznie jesteś obcokrajowcem. Jesteś?

Jak się bronić? Skreślić „not”.

 

#5 – Pyta przy płaceniu, czy zaokrąglić w górę

Mało cech tak cenię u ludzi jak pewność siebie. Wielu podziwiam za bezczelność, ale tylko wtedy, gdy jest to świadome, chłodne działanie. A w tym przypadku to zazwyczaj bezmyślny akt desperacji. Osoby, które wprost sugerują żebyś zapłacił z nadwyżką, wiedzą, że są gówniane w tym co robią i ordynarne wyłudzenie napiwku, to jedna możliwość, żeby go w ogóle dostać. Gdyby były pewne tego, że świadczą usługę kelnerską wysokiej jakości, podobny pomysł nawet nie przeszedłby im przez myśl.

Kiedy ma najwyższą skuteczność? Kiedy jesteś wstydliwą szarą myszką, która w trosce o własne życie, boi się komukolwiek zwrócić uwagę.

Jak się bronić, jeśli jesteś szarą myszką? Przeproś, posyp głowę popiołem, uderz się w pierś i powiedz, że niestety masz wyliczoną sumę i choć bardzo, bardzo, bardzo chcesz, nie masz przy sobie tylu pieniędzy, aby zaokrąglić rachunek w górę, ale obiecujesz, że następnym razem na pewno się poprawisz i zadośćuczynisz kelnerowi. Na koniec poproś, aby nie podpalał Ci domu w odwecie.

Jak się bronić w każdym innym przypadku? Powiedz „nie”.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Ged Carroll

[/emaillocker]

Los Angeles, 16.05.2019

 

Cześć młody!

Piszę do Ciebie z miejsca, o którym marzyłeś zaczynając studia – z Kalifornii. Tak, jestem w Los Angeles! Biegam po plaży, rzucam frisbee, pływam na desce (znaczy, uczę się pływać na desce), i piję drinki z palemką leżąc pod palmą (spoko, nie zadławię się, nie bój nic). Szkoda, że tego nie widzisz, jest tak jak mówiłeś, że będzie – wiatr we włosach, bryza na policzkach i dziewczyny na wrotkach. I czekoladowa opalenizna (no dobra, może trochę przesadziłem z siedzeniem na słońcu).

Jestem tu z A. (wiem, wiem, nic nie mówiłem o niej wcześniej, ale jest naprawdę świetna, w Twoim typie – drobna i z pasją). Mamy bilety powrotne na przyszłą sobotę, ale chyba przebukujemy je na później. Jestem na fali, piszę po 10 stron dziennie i mało co skreślam, jak nie stracę weny, to skończę książkę przed lipcem. A. też się tu podoba, choć myślałem, że taka miejsko-plażowa sielanka będzie ją nudzić, bo co tu do fotografowania. Nie nudzi. Całymi dniami pstryka zdjęcia surferom. Cóż…

Ale koniec o mnie. Wiem, że u Ciebie nie jest tak kolorowo.

Wiem, że masz teraz cięższy okres i targa Tobą wiele niepewności. Wiem, że boisz się, czy podjęte decyzje nie zemszczą się na Tobie. Czy Cię za bardzo nie poniosło, czy nie były zbyt śmiałe i radykalne, czy nie będziesz musiał wracać z podkulonym ogonem. Zwłaszcza, że za bardzo nie masz dokąd. Boisz się, że sen na jawie okaże się pijacką ułudą i zamieni w koszmar. Boisz się, że… Daj spokój, człowieku, nie masz czego! Bywasz naiwny i działasz impulsywnie, ale nie aż tak.

Świat stoi przed Tobą otworem. Wejdź w ten otwór!

Rzuciłeś pracę na rzecz blogowania i co? Ryzykowne? Pewnie tak, ale nie w Twoim przypadku. Nie zrobiłeś tego po pół roku, tylko po 31 miesiącach. Wiesz co potrafisz, wiesz na co Cię stać i wiesz z czym to się je. A raczej z kim. Z resztą, to był start, to jeszcze nic. Wielkie żarcie jest tuż za rogiem. I nie myśl o tym, że się wypalisz. Za 5 lat poczujesz, że do lampki z rezerwą została Ci jeszcze cała cysterna. Jedziesz!

Nienawistnicy (wiem, że nie lubisz makaronizmów, dlatego podarowałem sobie „hejterów”)? Będą. I będzie ich coraz więcej, ale nie martw się tym, ilość przeciwników jest miarą sukcesu. Tylko nieboszczyki i przeciętniaki nikomu nie wadzą, a powiedzmy sobie szczerze, że na pierwszych jesteś za młody, a na drugich za dobry. Uodpornisz się na to. Serio, kolejne dwa lata skutecznie Cię zaszczepią na przejmowanie się uwagami ludzi, którzy chcą Ci tylko opluć buty. Trochę popiecze, jak każda szczepionka, ale zadziała. Zresztą, mając A. u boku, opinie innych będą dla Ciebie tak istotne, jak sytuacja fok na Alasce.

Właśnie, A.

Poznasz ją w najmniej spodziewanym (i oczywiście najmniej odpowiednim) momencie, a na pierwszą randkę przyjdzie jak najlepsza riposta. Godzinę po czasie. Mimo to, zakochacie się w sobie jak nastolatkowie, parzącą miłością. Nie jesteś już nastolatkiem, więc wiesz, że nie będziecie ze sobą do końca życia. Na szczęście nie będzie Ci to przeszkadzać. Jej nawet też, choć będziecie czuli naciski z otoczenia, że powinno być do grobowej deski. Że trzeba, że należy,  że kto to tak widział bez ślubu i formalizowania uczucia przez urzędasów.

Luz, ludzie to przeżyją. Choć się wykruszą.

Nie ma co się oszukiwać, że trochę się przerzedzi na Twojej drodze i część znajomości obróci się w pył. Życie jest sinusoidą, a sinusoidy mają to do siebie, że niektórzy jak już wdrapią się na wzniesienie, to będą zapierać się rękami i nogami, żeby nie zejść na dół. Na siłę ich nie pociągniesz ze sobą, będziesz dalej iść sam. I tak, nie raz spocą Ci się przez to oczy (zawsze byłeś nadwrażliwy), ale przetrzyj je i wytęż wzrok. Na kolejnych pagórkach stoją podobni Tobie. Chyba już ich widać, co?

Cholera, zrobiło się sentymentalnie-ponuro, a miałem Ci wysłać trochę słońca.

To może inaczej. Młody, jesteś na drodze, którą wybrałeś sam i dobrze wiesz, że nie poszedłbyś żadną, którą ktoś by wybrał za Ciebie (tak to jest z zodiakalnymi baranami, uparte bestie). Raz żyjesz jakbyś wygrał w Lotto, raz jakbyś przepuścił dom na loterii. Tak to już jest w tym zawodzie amigo (to drugie zdarza się sporadycznie, także nie bój). Podróżujesz nie tylko po swoim kontynencie, jesz nie tylko rzeczy dostępne w Twoim kraju, pijesz nie tylko sok z zagęszczonego koncentratu, bawisz się nie tylko w weekend. Jest dobrze!

Rób brzuszki z rana i pamiętaj o interpunkcji!

 

Do zobaczenia za 5 lat,

Jan Favre

3 mężczyzn, 4 kobiety, 24 godziny w Krakowie

Zapis doby wyrwanej bez znieczulenia z życia byłej stolicy. Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów.

Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy?

Noc w środku juwenaliów pełna jest wykrzyczanych pytań. Dzień przynosi odpowiedzi, których nikt nie chce słyszeć, nawet gdy są wypowiedziane szeptem. Czy uwierzysz bohaterom, przekonującym siebie nawzajem, że „to tylko seks”?

Zobacz książkę!