Close
Close

Jak kelnerzy wyłudzają napiwki?

Skip to entry content

Jakiś czas temu pisałem o zwyczaju dawania napiwków, stwierdzając, że to premia uznaniowa za dobrą obsługę. W skrócie: lubię dawać napiwki, gdy mam powód, ale też nie widzę przeciwwskazań, żeby zostawić równą należność, jeśli coś jest nie tak. Kelnerom jednak nie jest tak łatwo pogodzić się z brakiem bonusu i bywa, że kombinują jak humanista na maturze z matematyki. Albo bardziej. I chcą za wszelką cenę wyciągnąć od Ciebie te pieniądze.

Ze wszystkich przypadków, gdy obsługa w restauracji była fatalna i mimo to próbowała wyłudzić premię uznaniową, wyróżniłem 5 konkretnych sposobów. Oto one wraz z radami, jak się przed nimi bronić.

 

#1 – Mówi, że nie ma wydać

Kelnerzy tego chwytu najczęściej używają przed południem, maksymalnie do dwóch godzin od otwarcia knajpy. Później wytłumaczenie, że jest mały ruch i obsłużyli niewielu klientów, przez co nie mają drobnych, traci na wiarygodności. Zazwyczaj do hasła „oj, będzie ciężko z resztą” dochodzą jeszcze nerwowe ruchu, sugerujące, że ma dużo pracy i nagle mu się śpieszy oraz spojrzenie typu „panie, ale to przeca ino kilka złociszy, weź pan odpuść”.

Kiedy ma najwyższą skuteczność? Kiedy reszta z rachunku jest stosunkowo niewielka, zazwyczaj do 5zł.

Jak się bronić? Spytać czy nie może rozmienić pieniędzy u koleżanki, aczkolwiek jak jest napalony na napiwek, to wróci po kwadransie i powie, że reszta obsługi też nie ma. W takim wypadku najlepiej poprosić o płatność kartą.

 

#2 – Źle wydaje resztę

Może i zabrzmi to seksistowsko, ale jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby mężczyzna źle mi wydał resztę w restauracji. Na ten trik zawsze chciały mnie złapać kobiety i to zarówno w Polsce, Niemczech, Francji, jak i Bułgarii. Albo nie były tak ładne jak im się wydawało, albo ja nie byłem tak naiwny jak się spodziewały, albo mam po prostu podzielność uwagi, ale zawsze się orientowałem. Standardowa reakcja, po zwróceniu uwagi, że „coś” się nie zgadza – „ojeju, jaka ze mnie głupia blondynka, hihi, taka jestem roztrzepana, hihi, już przynoszę panu resztę hihi, chrum, chrum, chrum, chrum”.

Kiedy ma najwyższą skuteczność? Kiedy myślisz penisem (czyli u niektórych zawsze).

Jak się bronić? Jak zwykle, w przypadku obrony przed kobietą – zacznij od „przepraszam”.

[emaillocker]

#3 – Gra na czas

Tu są dwa warianty:

A) gdy poda rachunek zaczyna omijać Twój stolik

B) bierze rachunek z pieniędzmi i przestaje pojawiać się na sali

W obu przypadkach liczy na to, że nie będzie Ci się chciało czekać i zostawisz pieniądze z nadwyżką, bez wypatrywania, aż podejdzie drugi raz, żeby wydać lub wróci z resztą. Zwlekanie z finalizacją rachunku często pojawia się w godzinach szczytu, gdy w lokalu jest faktycznie dużo osób, talerze latają nad stolikami, kucharze chodzą na rzęsach i kelner prawie naturalnie może się „zgubić”.

Kiedy ma najwyższą skuteczność? Kiedy naprawdę Ci się śpieszy lub jesteś zmęczony/znudzony/chcesz na litość boską w końcu stamtąd wyjść.

Jak się bronić? Tu z obroną jest dość trudno, bo wymaga od Ciebie sporego zaangażowania. Możesz albo szukać go po lokalu, albo kazać znaleźć go komuś innemu z obsługi, albo wezwać menadżera. Jeśli w lokalu jest faktycznie apogeum ruchu, to ostanie dwa wyjścia są najbardziej czasochłonne.

 

#4 – Dopisek „service not included” na rachunku

Największe szanse, żeby się na to naciąć mają cudzoziemcy. Lub gdy składasz zamówienie w obcym języku, bo trenujesz przed maturą. Albo chcesz sobie pokręcić bekę. Albo jesteś ze znajomym z zagranicy i zapomnisz, że obsługa jednak mówi po polsku. Turyści najczęściej znają słabo lub wcale panujące u nas zwyczaje i nie wiedzą, że ceny w menu zawierają koszt serwisu, a napiwek to tylko premia uznaniowa.

Kiedy ma najwyższą skuteczność? Kiedy faktycznie jesteś obcokrajowcem. Jesteś?

Jak się bronić? Skreślić „not”.

 

#5 – Pyta przy płaceniu, czy zaokrąglić w górę

Mało cech tak cenię u ludzi jak pewność siebie. Wielu podziwiam za bezczelność, ale tylko wtedy, gdy jest to świadome, chłodne działanie. A w tym przypadku to zazwyczaj bezmyślny akt desperacji. Osoby, które wprost sugerują żebyś zapłacił z nadwyżką, wiedzą, że są gówniane w tym co robią i ordynarne wyłudzenie napiwku, to jedna możliwość, żeby go w ogóle dostać. Gdyby były pewne tego, że świadczą usługę kelnerską wysokiej jakości, podobny pomysł nawet nie przeszedłby im przez myśl.

Kiedy ma najwyższą skuteczność? Kiedy jesteś wstydliwą szarą myszką, która w trosce o własne życie, boi się komukolwiek zwrócić uwagę.

Jak się bronić, jeśli jesteś szarą myszką? Przeproś, posyp głowę popiołem, uderz się w pierś i powiedz, że niestety masz wyliczoną sumę i choć bardzo, bardzo, bardzo chcesz, nie masz przy sobie tylu pieniędzy, aby zaokrąglić rachunek w górę, ale obiecujesz, że następnym razem na pewno się poprawisz i zadośćuczynisz kelnerowi. Na koniec poproś, aby nie podpalał Ci domu w odwecie.

Jak się bronić w każdym innym przypadku? Powiedz „nie”.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Ged Carroll

[/emaillocker]

(niżej jest kolejny tekst)

55
Dodaj komentarz

avatar
29 Comment threads
26 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
32 Comment authors
KingaDotJoanna WuMagdachiyome.blogspot.com Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Adrianna
Gość
Adrianna

Przykro mi, ale chyba nie jesteś do końca zorientowany. W większości restauracji na rynku w Krakowie serwis nie jest wliczony, nie ma też procentu od utargu (a jeśli jest jest, to marne 3%), czasem przy większych grupach owszem doliczane jest 10% automatycznie. Niestety, ale pracowałam jako kelnerka i moi znajomi także i wygląda to tak, że stawka to 6 zł na godzinę, w niektórych knajpach nawet 4 zł (!), a reszta to co „co łaska”. Tak więc, niestety, ale kelnerom zależy na napiwkach. Nie popieram oczywiście niektórych sposobów, ale serwis zazwyczaj NIE jest wliczony. Przynajmniej nie w Polsce.

czysta
Gość
czysta

ja to tak z innej beczki: nigdy wcześniej nie słyszałam o zostawianiu napiwków w sklepach – do czasu, aż zaczęłam pracować w krakowskim monopolowym we wrześniu – najczęściej napiwki zostawiali obcokrajowcy (i byli bardzo zdziwieni, że w Polsce ten zwyczaj nie obowiązuje); raz trafiło mi się polskie małżeństwo, które zrobiło u mnie dość znaczne zakupy (parę win plus coś jeszcze) i zostawili mi napiwek ponad 25zł – osobiście mnie wtedy zatkało;) jeśli chodzi o kelnerskie doświadczenia… sama byłam kelnerką przez pewien czas w okresie licealnym i nigdy mi się nie zdarzyło wyłudzić napiwku – mój charakter na to nie pozwala;… Czytaj więcej »

Jan Favre
Gość

Kiedy przyjechałem do Krakowa, też mnie to zdziwiło, że w niektórych spożywczakach przy rynku jest kubeczek z napisem „tip”, bo to dla mnie lekki absurd, ale widać działa ;)

Aleksandra
Gość
Aleksandra

Najlepiej w każdej życiowej kwestii zakładać, że jak chcesz to dajesz, jak nie chcesz nie dajesz :> Nie lubię przymusu ani braku kultury.To ja decyduje, czy dostanie moje drobniaki, a zwykle zostawiam, chyba, że trafiam na chamstwo lub ignorowanie moich zamówień! Nigdy nie zdarzyło mi się, żeby ktoś sugerował, żebym zostawiła mu swoje pieniądze, wręcz zdarzało mi się, że kelner postawił mi piciówę :)

Jan Favre
Gość

Przepraszam, co Ci postawił? ;)

Aleksandra
Gość
Aleksandra

Piciówa=napój. Niczego innego mi nie postawi ;) Ach, ci krakowianie!

Jan Favre
Gość

No co Ty, nie gadaj, że jak idziesz do knajpy to Ci kelner jeszcze picie stawia? Czyżbyś była Aleksandrą Hamkało? ;)

Aleksandra
Gość
Aleksandra

No nie zawsze niestety, tylko kilka razy, jakieś picie czy ciastko :> Jestem inną Aleksandra, moje nazwisko jest bardziej szlachetne.

Jan Favre
Gość

A no tak, zapomniałem, że masz przecież w mailu „aleksandranowak”.

Aleksandra
Gość
Aleksandra

Mylisz się, Janie, nigdy nie napisałam do ciebie maila, choć wiem, że bardzo byś chciał :) Bez złośliwości proszę, nie wolno tak traktować wiernych czytelniczek.

Jan Favre
Gość

Ej Olka, to był przecież żart. Wiem, że masz innego maila, bo widzę go, gdy się logujesz do Disqusa ;)

Aleksandra
Gość
Aleksandra

I nadal nie piszesz? Nie rozumiem :'( No dobra, to zostaję :>

Kondux
Gość

Następnym razem jak końcówka będzie się kończyć na mniejsza cyfrę niż 5 to powiem, żeby zaokrąglił w dół bo takie są zasady i inaczej nie płacę :P
Czasem się zdarzało, ale jak nie chciałem płacić napiwku to nie płaciłem ;)

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Kiedy sama biegałam z tacą miałam problem z wyczuciem reakcji klienta – chce zostawić napiwek,czy nie?Jak rzuca kasę do koszyczka,to mam gonić po resztę?Jak nie pogonię,to będzie przypał,że wycyganiłam resztę.Jak pogonię i przyniosę,to powie,że nie trzeba.Ewentualny pomagający rozstrzygnąć kwestię uczciwy i obiektywny auto-osąd tego,czy napiwek mi się należał,bo się starałam i byłam dobra,nigdy nie miał racji bytu,bo zawsze byłam do dupy :).
Ja nie spotkałam się z werbalnym naleganiem na opłacenie wysiłku kelnera – ale już wymowne spojrzenia,ociąganie się z wydaniem reszty i żywcem wyciągnięte z „Misia” przeciągłe „Perrrrrroszszszę” owszem,zdarzało się.

Jan Favre
Gość

To, o czym piszesz w pierwszej części komentarza, to kwestia etykiety, której niestety uczą tylko w drogich knajpach.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Mnie tam w ogóle nauczyli niewiele.W drugi dzień pracy sama ogarniałam dużą salę przez pół dnia.Była pełna.Starsze kelnerki pomocne jak drzwi do lasu.W odwecie nie dzieliłam się napiwkami.Niech mają!Czy może-nie mają.

Jan Favre
Gość

Standard, też w takich pracowałem na początku studiów, bo tylko do takich przyjmowali bez doświadczenia ;)

LISU
Gość
LISU

Jak płace i nic nie mówię – znaczy, że czekam na resztę, jak mówię „i dziękuję” z uśmiechem, reszty nigdy nie przynoszą ;) i słusznie.

Agnieszka Wegrzyn
Gość
Agnieszka Wegrzyn

Ja się kiedyś na to „nadziałam” bo miałam klienta z włoch. Powiedział „Dziękuję” i się uśmiechnął, więc ja wyuczona nie wydawałam tych 1.50 PLN. Jak już obsłużyłam resztę stolików i wróciłam posprzątać jego stolik to mnie ochrzanił, że gdzie jego reszta. Jak każda młoda siksa spaliłam buraka i pogoniłam po te grosidła do kasy a potem próbowałam tłumaczyć, że w Polsce taki zwyczaj. Ale nie słuchał tylko oburzony zebrał manatki i pognał przed siebie. I to gość, który przez godzinę posiedzenia zadawał milion pytań na temat historii miasta, i gdzie iść co zobaczyć. A ja głupia robiłam za kelnerkę i… Czytaj więcej »

Joanna Wu
Gość
Joanna Wu

Zawsze jak wychodzimy ze slubnym do restauracji (bez wzgledu na kraj) to mamy taka zasade, ze placimy gotowka, a drobne na napiwek zawsze mamy ze skarbonki restauracyjnej ;-) (taki nasz wynalazek, gdzie wrzucamy drobniaki). I w zasadzie cala procedura odbywa sie zawsze tak samo: rachunek prosze – prosze wydac do takiej i takiej kwoty, lub gdy kelner/-ka zostawiaja rachunek i akurat kwota nam sie zgadza to zostawiamy sume za kolacje+napiwek. Troche skomplikowanie to brzmi, ale funkcjonuje. Oczywiscie zdarzaja sie sytuacje, gdzie napiwku nie ma. Kiepsko wykonana usluga nie moze byc premiowana. Generalnie, nienawidze proszenia sie o napiwek i uwazam, ze… Czytaj więcej »

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Los Angeles, 16.05.2019

 

Cześć młody!

Piszę do Ciebie z miejsca, o którym marzyłeś zaczynając studia – z Kalifornii. Tak, jestem w Los Angeles! Biegam po plaży, rzucam frisbee, pływam na desce (znaczy, uczę się pływać na desce), i piję drinki z palemką leżąc pod palmą (spoko, nie zadławię się, nie bój nic). Szkoda, że tego nie widzisz, jest tak jak mówiłeś, że będzie – wiatr we włosach, bryza na policzkach i dziewczyny na wrotkach. I czekoladowa opalenizna (no dobra, może trochę przesadziłem z siedzeniem na słońcu).

Jestem tu z A. (wiem, wiem, nic nie mówiłem o niej wcześniej, ale jest naprawdę świetna, w Twoim typie – drobna i z pasją). Mamy bilety powrotne na przyszłą sobotę, ale chyba przebukujemy je na później. Jestem na fali, piszę po 10 stron dziennie i mało co skreślam, jak nie stracę weny, to skończę książkę przed lipcem. A. też się tu podoba, choć myślałem, że taka miejsko-plażowa sielanka będzie ją nudzić, bo co tu do fotografowania. Nie nudzi. Całymi dniami pstryka zdjęcia surferom. Cóż…

Ale koniec o mnie. Wiem, że u Ciebie nie jest tak kolorowo.

Wiem, że masz teraz cięższy okres i targa Tobą wiele niepewności. Wiem, że boisz się, czy podjęte decyzje nie zemszczą się na Tobie. Czy Cię za bardzo nie poniosło, czy nie były zbyt śmiałe i radykalne, czy nie będziesz musiał wracać z podkulonym ogonem. Zwłaszcza, że za bardzo nie masz dokąd. Boisz się, że sen na jawie okaże się pijacką ułudą i zamieni w koszmar. Boisz się, że… Daj spokój, człowieku, nie masz czego! Bywasz naiwny i działasz impulsywnie, ale nie aż tak.

Świat stoi przed Tobą otworem. Wejdź w ten otwór!

Rzuciłeś pracę na rzecz blogowania i co? Ryzykowne? Pewnie tak, ale nie w Twoim przypadku. Nie zrobiłeś tego po pół roku, tylko po 31 miesiącach. Wiesz co potrafisz, wiesz na co Cię stać i wiesz z czym to się je. A raczej z kim. Z resztą, to był start, to jeszcze nic. Wielkie żarcie jest tuż za rogiem. I nie myśl o tym, że się wypalisz. Za 5 lat poczujesz, że do lampki z rezerwą została Ci jeszcze cała cysterna. Jedziesz!

Nienawistnicy (wiem, że nie lubisz makaronizmów, dlatego podarowałem sobie „hejterów”)? Będą. I będzie ich coraz więcej, ale nie martw się tym, ilość przeciwników jest miarą sukcesu. Tylko nieboszczyki i przeciętniaki nikomu nie wadzą, a powiedzmy sobie szczerze, że na pierwszych jesteś za młody, a na drugich za dobry. Uodpornisz się na to. Serio, kolejne dwa lata skutecznie Cię zaszczepią na przejmowanie się uwagami ludzi, którzy chcą Ci tylko opluć buty. Trochę popiecze, jak każda szczepionka, ale zadziała. Zresztą, mając A. u boku, opinie innych będą dla Ciebie tak istotne, jak sytuacja fok na Alasce.

Właśnie, A.

Poznasz ją w najmniej spodziewanym (i oczywiście najmniej odpowiednim) momencie, a na pierwszą randkę przyjdzie jak najlepsza riposta. Godzinę po czasie. Mimo to, zakochacie się w sobie jak nastolatkowie, parzącą miłością. Nie jesteś już nastolatkiem, więc wiesz, że nie będziecie ze sobą do końca życia. Na szczęście nie będzie Ci to przeszkadzać. Jej nawet też, choć będziecie czuli naciski z otoczenia, że powinno być do grobowej deski. Że trzeba, że należy,  że kto to tak widział bez ślubu i formalizowania uczucia przez urzędasów.

Luz, ludzie to przeżyją. Choć się wykruszą.

Nie ma co się oszukiwać, że trochę się przerzedzi na Twojej drodze i część znajomości obróci się w pył. Życie jest sinusoidą, a sinusoidy mają to do siebie, że niektórzy jak już wdrapią się na wzniesienie, to będą zapierać się rękami i nogami, żeby nie zejść na dół. Na siłę ich nie pociągniesz ze sobą, będziesz dalej iść sam. I tak, nie raz spocą Ci się przez to oczy (zawsze byłeś nadwrażliwy), ale przetrzyj je i wytęż wzrok. Na kolejnych pagórkach stoją podobni Tobie. Chyba już ich widać, co?

Cholera, zrobiło się sentymentalnie-ponuro, a miałem Ci wysłać trochę słońca.

To może inaczej. Młody, jesteś na drodze, którą wybrałeś sam i dobrze wiesz, że nie poszedłbyś żadną, którą ktoś by wybrał za Ciebie (tak to jest z zodiakalnymi baranami, uparte bestie). Raz żyjesz jakbyś wygrał w Lotto, raz jakbyś przepuścił dom na loterii. Tak to już jest w tym zawodzie amigo (to drugie zdarza się sporadycznie, także nie bój). Podróżujesz nie tylko po swoim kontynencie, jesz nie tylko rzeczy dostępne w Twoim kraju, pijesz nie tylko sok z zagęszczonego koncentratu, bawisz się nie tylko w weekend. Jest dobrze!

Rób brzuszki z rana i pamiętaj o interpunkcji!

 

Do zobaczenia za 5 lat,

Jan Favre

Rysiek Ridel skończył się na Kill Em All

Skip to entry content
Rysiek Ridel skończył się na Kill 'Em All
autorem zdjęcia jest B Zedan

Pod koniec miesiąca przychodzi taka chwila, gdy odczuwam napięcie związane z cyferkami. Nie, nie chodzi o stan konta. To ten moment, gdy trzeba zajrzeć w Google Analytics i sprawdzić, czy ktoś mnie jeszcze czyta. Najczęściej okazuje się, że tak. W sumie to zawsze, poza jednym razem, gdy zmieniłem szablon i zapomniałem podpiąć statystyk. Cóż, tak to jest jak się pomyli lecytynę z Penigrą przy kolacji. Ale nie o tym.

Narzędzie do zliczania odwiedzin, oprócz pokazywania kto, skąd i na jak długo wbija się na bloga, udostępnia też informacje o wejściach z wyszukiwarek. A konkretnie, po jakich słowach kluczowych ludzie zostają przekierowani na Stay Fly. Jedne są absurdalne, drugie jeszcze bardziej, a trzecie na tyle bekowe, że nadają się na dedykowany im wpis. Dziś o tych ostatnich.

Poniżej 10 najdziwniejszy fraz, po których ludzie trafili tu z Googli:

 

 #10

10

Na „Kill ‚Em All” to Budka Suflera i Kombi. Ryszard zaczął odcinać kupony dopiero po „Master of Puppets”.

 

#9

9

O, czyżby jakiś programista-komputerowiec chciał ściągnąć simlocka? Wiem, że skończyłem informatykę i ekonometrię, ale poza „przeczyszczę ci głowicę, jak zwolnisz bufor” nie znam nic więcej.

 

#8

8

To naucz się oddzwaniać. To nie jest takie trudne. Naprawdę. Wystarczy wejść w nieodebrane połączenia i kliknąć zieloną słuchawkę przy jego numerze. Dasz radę?

 

#7

7

No wiesz, co? Rozumiem, że na tym vlogu mam podobną fryzurę do Tomka, ale żeby aż tak nas pomylić? Przecież ja się uśmiecham prawą stroną twarzy.

 

#6

6

Oj, uważaj bo wykraczesz!

 

#5

5

Gdzie obejrzeć premierę filmu, który właśnie wchodzi do kin? Hmm, pomyślmy… może w kinie? A, no tak, trzeba byłoby zapłacić za bilet. To nie wiem w takim razie.

 

#4

12

Mam kilku znajomych w tej branży, ale żaden nie chwalił się, że stosuje. To chyba wymierający trend.

 

#3

3

To tekst z jednego z najcięższych wpisów na blogu o dobrym momencie na śmierć. Zastanawiam się, czy ktoś zapamiętał tę frazę i chciał wrócić do posta, czy sprawdzał mnie, czy to autorskie sformułowanie.

 

#2

2

Musiałeś się mocno rozczarować, ale niestety, na to nie ma leku. Z tym trzeba się urodzić i to pokochać.

 

#1

1

Strasznie mnie to rozczuliło, że ktoś może aż tak negatywnie oceniać swoją fizyczność, że ma wątpliwości co do tego, czy w ogóle będzie w stanie założyć rodzinę. Faceci, aż tak się nie dołują własnym wyglądem, więc zakładam, że napisała to dziewczyna – pewnie, że masz szanse, spójrz choćby na Donatellę Versace. Albo Tori Spelling. Albo połowę celebrytek bez makijażu i Photoshopa,

Dobra, były lekkie śmichy-chichy, ale, ale to nie wszystko. Wiem, że…

 

Ty też znasz dziwne frazy z Googli

Jeśli jesteś blogerem, tak jak w zeszłym roku, zachęcam Cię żebyś przejrzał swojego Analyticsa i skontrolował co tam się dzieje w ruchu z wyszukiwarek. Założę się o dobrego burgera, że czytelnicy trafiają do Ciebie na bloga z równie śmiesznych haseł, jeśli nie bardziej. Zrób swoje zestawienie z niedorzecznymi zapytaniami, zalinkuj do mnie we wpisie i wrzuć posta do komentarzy poniżej. Niech korytarze w kopalni beki będą ze sobą połączone!

Jeśli jesteś czytelnikiem, również możesz pomóc w poszerzaniu uśmiechu. Daj znać jaką najbardziej niecodzienną kombinację słów zdarzyło Ci się wpuścić w Gugla.

Bo nie ma głupich słów kluczowych, są tylko głupie wyniki wyszukiwania.

3 mężczyzn, 4 kobiety, 24 godziny w Krakowie

Zapis doby wyrwanej bez znieczulenia z życia byłej stolicy. Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów.

Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy?

Noc w środku juwenaliów pełna jest wykrzyczanych pytań. Dzień przynosi odpowiedzi, których nikt nie chce słyszeć, nawet gdy są wypowiedziane szeptem. Czy uwierzysz bohaterom, przekonującym siebie nawzajem, że „to tylko seks”?

Zobacz książkę!