Close
Close

Los Angeles, 16.05.2019

 

Cześć młody!

Piszę do Ciebie z miejsca, o którym marzyłeś zaczynając studia – z Kalifornii. Tak, jestem w Los Angeles! Biegam po plaży, rzucam frisbee, pływam na desce (znaczy, uczę się pływać na desce), i piję drinki z palemką leżąc pod palmą (spoko, nie zadławię się, nie bój nic). Szkoda, że tego nie widzisz, jest tak jak mówiłeś, że będzie – wiatr we włosach, bryza na policzkach i dziewczyny na wrotkach. I czekoladowa opalenizna (no dobra, może trochę przesadziłem z siedzeniem na słońcu).

Jestem tu z A. (wiem, wiem, nic nie mówiłem o niej wcześniej, ale jest naprawdę świetna, w Twoim typie – drobna i z pasją). Mamy bilety powrotne na przyszłą sobotę, ale chyba przebukujemy je na później. Jestem na fali, piszę po 10 stron dziennie i mało co skreślam, jak nie stracę weny, to skończę książkę przed lipcem. A. też się tu podoba, choć myślałem, że taka miejsko-plażowa sielanka będzie ją nudzić, bo co tu do fotografowania. Nie nudzi. Całymi dniami pstryka zdjęcia surferom. Cóż…

Ale koniec o mnie. Wiem, że u Ciebie nie jest tak kolorowo.

Wiem, że masz teraz cięższy okres i targa Tobą wiele niepewności. Wiem, że boisz się, czy podjęte decyzje nie zemszczą się na Tobie. Czy Cię za bardzo nie poniosło, czy nie były zbyt śmiałe i radykalne, czy nie będziesz musiał wracać z podkulonym ogonem. Zwłaszcza, że za bardzo nie masz dokąd. Boisz się, że sen na jawie okaże się pijacką ułudą i zamieni w koszmar. Boisz się, że… Daj spokój, człowieku, nie masz czego! Bywasz naiwny i działasz impulsywnie, ale nie aż tak.

Świat stoi przed Tobą otworem. Wejdź w ten otwór!

Rzuciłeś pracę na rzecz blogowania i co? Ryzykowne? Pewnie tak, ale nie w Twoim przypadku. Nie zrobiłeś tego po pół roku, tylko po 31 miesiącach. Wiesz co potrafisz, wiesz na co Cię stać i wiesz z czym to się je. A raczej z kim. Z resztą, to był start, to jeszcze nic. Wielkie żarcie jest tuż za rogiem. I nie myśl o tym, że się wypalisz. Za 5 lat poczujesz, że do lampki z rezerwą została Ci jeszcze cała cysterna. Jedziesz!

Nienawistnicy (wiem, że nie lubisz makaronizmów, dlatego podarowałem sobie „hejterów”)? Będą. I będzie ich coraz więcej, ale nie martw się tym, ilość przeciwników jest miarą sukcesu. Tylko nieboszczyki i przeciętniaki nikomu nie wadzą, a powiedzmy sobie szczerze, że na pierwszych jesteś za młody, a na drugich za dobry. Uodpornisz się na to. Serio, kolejne dwa lata skutecznie Cię zaszczepią na przejmowanie się uwagami ludzi, którzy chcą Ci tylko opluć buty. Trochę popiecze, jak każda szczepionka, ale zadziała. Zresztą, mając A. u boku, opinie innych będą dla Ciebie tak istotne, jak sytuacja fok na Alasce.

Właśnie, A.

Poznasz ją w najmniej spodziewanym (i oczywiście najmniej odpowiednim) momencie, a na pierwszą randkę przyjdzie jak najlepsza riposta. Godzinę po czasie. Mimo to, zakochacie się w sobie jak nastolatkowie, parzącą miłością. Nie jesteś już nastolatkiem, więc wiesz, że nie będziecie ze sobą do końca życia. Na szczęście nie będzie Ci to przeszkadzać. Jej nawet też, choć będziecie czuli naciski z otoczenia, że powinno być do grobowej deski. Że trzeba, że należy,  że kto to tak widział bez ślubu i formalizowania uczucia przez urzędasów.

Luz, ludzie to przeżyją. Choć się wykruszą.

Nie ma co się oszukiwać, że trochę się przerzedzi na Twojej drodze i część znajomości obróci się w pył. Życie jest sinusoidą, a sinusoidy mają to do siebie, że niektórzy jak już wdrapią się na wzniesienie, to będą zapierać się rękami i nogami, żeby nie zejść na dół. Na siłę ich nie pociągniesz ze sobą, będziesz dalej iść sam. I tak, nie raz spocą Ci się przez to oczy (zawsze byłeś nadwrażliwy), ale przetrzyj je i wytęż wzrok. Na kolejnych pagórkach stoją podobni Tobie. Chyba już ich widać, co?

Cholera, zrobiło się sentymentalnie-ponuro, a miałem Ci wysłać trochę słońca.

To może inaczej. Młody, jesteś na drodze, którą wybrałeś sam i dobrze wiesz, że nie poszedłbyś żadną, którą ktoś by wybrał za Ciebie (tak to jest z zodiakalnymi baranami, uparte bestie). Raz żyjesz jakbyś wygrał w Lotto, raz jakbyś przepuścił dom na loterii. Tak to już jest w tym zawodzie amigo (to drugie zdarza się sporadycznie, także nie bój). Podróżujesz nie tylko po swoim kontynencie, jesz nie tylko rzeczy dostępne w Twoim kraju, pijesz nie tylko sok z zagęszczonego koncentratu, bawisz się nie tylko w weekend. Jest dobrze!

Rób brzuszki z rana i pamiętaj o interpunkcji!

 

Do zobaczenia za 5 lat,

Jan Favre

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Światłoczuła.pl

    A. fotograf – melduję się ;)

    • No hej, to co, bykujemy bilet?

      • Światłoczuła.pl

        Jak po byku. Mam już spakowaną walizkę ;)

  • Przestaję kupować gazety. Takie blogi jak Twój mi wystarczają – jest, co poczytać! ;)

    PS Czy jest przewidziana jakaś nagroda za pierwszy komentarz? :)

    • Za pierwszy nie, ale jest za ostatni.

      • To daj znać, jak będziesz zwijać interes ;)

  • Aleksandra Muszyńska

    Postanowione.Idę pisać do siebie.
    Piękne to jest.

  • Agata Muszyńska

    Dołączam się do uwielbień nad porównaniem z najlepszą ripostą. Steve Jobs mi się przypomniał i jego słowa o tym, że punkty łączymy, patrząc w przyszłość. Wtedy zawsze się zgadza. (Najlepiej jak zarówno przeżycia, jak i hajs.)

  • juz chcialam pisac lit do siebie z przyszlosci a tu mam napisac list z przyszlosci do siebie ? ajajaj

  • Ja Cię podliczę za 5 lat!
    Nie no żart, dasz radę, wierzę.

  • aventia

    Miałam napisać: ,,życzę Ci, aby ten list był prawdą”, ale przecież jest.
    Fajnie będzie obserwować jak się to sprawdza :)
    (Oprócz A. pewnie :))

  • Katarzyna

    Przede mną ostatnie matury… Jak ja bym chciała być na tym etapie co Ty i już wiedzieć o co mniej wiecej w życiu chodzi…

    • Kasiu, ale po co wyprzedzać zdarzenia, korzystaj z beztroski nieświadomości. Nie wiem czy to nawet nie ma więcej uroku.

    • aventia

      Teoretycznie po maturze wiedziałam, co chcę robić. 4 lata później wszystko to, co robiłam w tym celu, okazało się bezwartościowe, a rzeczy, które przytrafiły mi się ,,przypadkiem”, które ,,musiałam” znosić, były właśnie drogą do prawdziwego celu. Więc chill. Rób, co lubisz, nie zastanawiając się za bardzo, czy dokądś Cię to zaprowadzi. Tzn. zastanawiając, ale nie łamiąc sobie niepotrzebnie głowy.

  • Pozdrowienia od zodiakalnego barana :D Dobre decyzje nie są złe, więc coco jumbo i do przodu ;)

  • Saga Sachnik

    Nie no, jak starszy wujek Favre tak pisze, to nie może być inaczej. Człowiek głupi, bo niby się przejmuje co to będzie, a wystarczy do skrzynki zajrzeć.

    Chwileczkę, to rzeźbę się ma od brzuszków czy od chusteczek?

  • Wszystko, co najlepsze jeszcze przed Tobą;)

  • Weronika

    Genialny tekst, dający do myślenia. Motywuje do działania i stawiania celów. Najważniejsze jest blokowanie negatywnych myśli i przekonanie, że tak właśnie będzie.
    A tak btw czytam Cię od niedawna ale już masz we mnie wierną fankę :) mam nadzieję, że za 5 lat zamieścisz na blogu zdjęcia z LA

  • „Na pierwszą randkę przyjdzie jak najlepsza riposta. Godzinę po czasie.” – no, po prostu chylę czoła za to zdanie.

    Powodzenia nie mam co życzyć. Życzenia raczej nie będą tu do niczego potrzebne. :)

  • Arkadiusz B

    Kiedyś zrobiłem coś podobnego. Znalazłem aplikacje, chyba nazywała się „Emailowa Kapsuła Czasu”, której zadaniem było przechowanie wiadomości i wysłanie jej na wskazany adres po upływie określonego czasu. I tak w przeddzień moich 25 urodzin otrzymałem list od siebie, napisany gdy miałem 23 lata. Niesamowita sprawa :)

  • Agnieszka Polak

    Też takie listy pisałam jak byłam mała, niestety wszystkie zaginęły:) Już widzę jak go odkopiesz za 5 lat i wrzucisz na bloga zdziwiony jak wszystko ułożyło się po Twojej myśli. 5!

  • Mjichał Zet

    Jeśli poważnie rzuciłeś tyrę na rzecz blogowania, to..jestem pełen podziwu i trzymam kciuki!

  • Ojej, przesłodki ten tekst dzisiaj :)

    • Żeby tylko nie roztopił się na deszczu ;)

  • <3 <3 <3

  • Aleksandra

    Z Aleksandrą? Bardzo dobry wybór, piękne imię :>

    • Skąd wiesz, że „A” jest od pierwszej, a nie ostatniej litery imienia?

      • Aleksandra

        Bo imię każdej kończy się na „a”, a tylu dziewczyn nie będziesz miał! :D

        • Łatwo Cię strollować ;*

          • Aleksandra

            Nieprawda, po prostu jestem zaspana, w półśnie wchodzę poczytać i oto co mnie spotyka! Więc idę, też mam taki list z przyszłości od dawna, nie mam czego tu szukać! :(

          • Ja Ciebie też Olu.

  • Martyna Kubicka

    też sobie napiszę taki list.
    całość bardzo fajna. ale jako kobiecie do cna praktycznej najbardziej spodobało się ostatnie zdanie. brzuszki zaprocentują. i nie wiem, czy pamiętasz, ale miałeś nagrać płytę z fitnessem.

    • Nie płytę z fitnessem, tylko efekty używania chusteczek Mola z eukaliptusem, polecanych przez Łysego z Brazzers. Spoko, jeszcze pół miesiąca.

  • Mam ciary i mnóstwo motywacji, mimo że to nie był list do mnie. Bardzo dobrze napisane o nienawistnikach. Dzięki :)

  • Sentymentalnie – tak, ale oprócz tego niezwykle budująco i motywująco. Grunt to mieć swoje cele nieustannie w zasięgu wzroku i… działać. :)

  • no to Janie, teraz dostałeś już dawkę optymizmu na kilka najbliższych lat. powodzenia.

  • Joanna

    chyba zmienię swój znak zodiaku!

  • Świetne i motywujące! Chyba też skrobnę sobie taki list, bo coś mnie chandra dopada.

    • O, cześć Eva! Dawno Cię nie było.

      • Ja jestem cały czas i czytam! Nawet miałam Ci napisać, że za każdym razem jak słucham Marcepanów Jamala, to pamiętam u kogo się na ten utwór pierwszy raz natknęłam. Możesz mnie już nazwać fanką :]

        • Okej, bo już się bałem. To miło mi bardzo w takim razie ;)

wpis jest wynikiem współpracy z marką STR8

Czemu pierwszy raz jest taki ekscytujący?

Pamiętasz swój pierwszy raz? Założę się o mój login i hasło do Facebooka, że tak. Takich rzeczy się nie zapomina, mimo że tego typu wspomnieniom raczej daleko do poprawiających samopoczucie. Nie, nie tylko Twój pierwszy stosunek płciowy był beznadziejny. Jak donosi Instytut Badania Opinii Publicznej Na Podstawie Rzutu Kośćmi, 11 na 10 Polaków czuje zażenowanie i wstyd przywołując w myślach swoją inicjację seksualną. Łatwiej znaleźć niewypłacalnego dłużnika mafii ze wszystkimi palcami, niż osobę, która szczerze stwierdzi, że jej pierwszy seks był udany i podobało jej się.

Większość, jeśli nie każdy, z nas czuł się w tym momencie skrępowany, niepewny, czy zwyczajnie przerażony, a sam akt przebiegał jak pilotowanie samolotu bez przejścia kursu pilotażu. Tu coś wciskasz, tam za coś ciągniesz, próbujesz utrzymać w rękach stery i modlisz się, żeby lot nie skończył się przed czasem. Mimo to, nie znam osoby, która by nie czekała w napięciu na ten pierwszy raz albo chciała cofnąć czas i żyć w celibacie, żeby uniknąć dyskomfortu.

Czemu więc towarzyszyła temu taka ekscytacja? Bo wszystkiemu co nowe i nieznane, a pobudzające zmysły i emocje, towarzyszy podniecenie. Mimo świadomości, że może skończyć się inaczej, niż byśmy to sobie wyobrażali.

Rutyna zabija związki

Popadanie w schematy często bywa korzystne w pracy i w sporcie, ale rzadko kiedy poza nimi.

Czy wyjście w piątek wieczorem do kina jest spoko? No jest. Można odetchnąć po całym tygodniu i spędzić razem czas – dobra zabawa. Czy wychodzenie co piątek wieczorem do kina przez 5 lat, na seans o 19:15 jest spoko? No mniej. Nie ma w tym nic zaskakującego i na dobrą sprawę zamienia się to w kolejny obowiązek do odhaczenia – brak dobrej zabawy. Czy uprawiane seksu na jeźdźca jest spoko? No jasne. Czy uprawianie seksu tylko i wyłącznie na jeźdźca, za każdym razem na tej samej kanapie przy zgaszonym świetle jest spoko? No nie za bardzo.

Czemu mężczyźni zdradzają kobiety? Bo się nudzą, bo potrzebują nowych bodźców, bo dawny ogień namiętności zgasł na wietrze powszedniości. Czemu kobiety zdradzają mężczyzn? Bo ten koleś w barze, który zrobił jej i jej koleżance „test najlepszej przyjaciółki”, a potem odgadł liczbę, którą zapisała na serwetce był inny. Inny niż ten, który odkąd się poznali w kółko zabiera ją na randki do tego samego miejsca. Ten jest ciągle taki sam.

Powodów w obu przypadkach jest oczywiście więcej, ale zrutynizowanie wspólnego życia jest najniebezpieczniejsze. Bo rutyna wkrada się niepostrzeżenie.

Monotonia zabija radość z życia

Uwielbiam burgery, ale gdy zbierałem materiał do rankingu krakowskich burgerowni i musiałem jeść je dzień po dniu, żeby rzetelnie ocenić serwujące je miejscówki, zaczęły śnić mi się po nocach wegetariańskie sałatki. Z zestawieniem najlepszych ramenów było podobnie. I nie inaczej jest ze słuchaniem w kółko jednego utworu. Ile razy miałeś tak, że pojawiał singiel Twojego ulubionego wykonawcy, zapętlałeś go jak szalony w oczekiwaniu na resztę płyty, a gdy już ukazał album, musiałeś pomijać ten utwór słuchając całości, bo wychodził Ci nosem? Albo po powrocie z wakacji ustawiałeś na budzik w telefonie turbo szlagier, przy którym byłeś conocnym królem parkietu. A po miesiącu wracałeś do domyślnego alarmu wgranego przez producenta, bo po pierwszych taktach letniego hitu zaczynało Cię mdlić?

Każda czynność ma skończoną liczbę powtórzeń, po wykonaniu których bez żadnej przerwy z przyjemności zamienia się w mękę. Każda.

Od poniedziałku do piątku kursujemy między dwoma punktami – pracą i domem, ewentualnie uczelnią i domem albo, przy opcji triathlonowej – uczelnią, pracą i domem. Zwłaszcza jesienią i zimą, gdy każde wyjście z domu zaczyna być postrzegane w kategoriach wyczynu, w codzienność wkrada się monotonia, zakładając nam klapki na oczy jak koniowi. Klapki, przez które nie widzimy piękna otaczającego nas świata i ciągle rozwijających się pąków możliwości, tylko betonową drogę, którą znamy na pamięć, prowadzącą do miejsca przyprawiającego nas o ziewanie, a nie zachwyt. Z czasem dopada to każdego, również mnie, choć mogłoby się wydawać, że w przypadku pracy opartej na pasji to niemożliwe. Nic bardziej mylnego. Zwłaszcza, gdy Twoja trasa do pracy polega na przebyciu drogi między łóżkiem a biurkiem, a liczba interakcji z ludźmi w jej trakcie wynosi 0. Tak jak jej zmienność.

Żeby codzienność nie stała się linijką, która bije Cię po palcach, gdy chcesz brać z życia garściami, trzeba coś zmienić. Wpleść w nią coś nowego.

Co daje próbowanie nowych rzeczy?

W przeciwieństwie do większości chłopców, jakoś nigdy ani w przedszkolu, ani w podstawówce, ani w gimnazjum, ani nawet w liceum nie ciągnęło mnie do motoryzacji i zupełnie nie kumałem tych wczutych gadek o furach i ciśnienia na zdawanie prawka. Aż nie skończyłem 22 lat i nie pomyślałem, że przy staraniu się o kolejną pracę taki dokument może się przydać. Zapisałem się na kurs, cudem nie umarłem z nudów na wykładach, wsiadłem do samochodu po stronie kierowcy i poczułem się jak Neo z „Matrixa”, kiedy wybrał czerwoną pigułkę.

W momencie kiedy wcisnąłem pedał gazu, usłyszałem ryk silnika i poczułem jak auto przyśpiesza, wszystko stało się dla mnie jasne. Nagle zrozumiałem skąd u tylu facetów taka fascynacja samochodami, a przede wszystkim kompletnie zmieniłem perspektywę postrzegania poruszania się po mieście i ruchu ulicznego. Na rzeczywistość został nałożony filtr, który ukazywał ją z innej, nowej strony. Podobnie było, kiedy pierwszy raz leciałem samolotem. I kiedy pierwszy raz występowałem na scenie prowadząc prezentację dla tłumu ludzi. I kiedy pierwszy raz wpadł mi w ręce koktajler i odkryłem, że szpinak łączy się z bananem i można to wypić.

Za każdym razem, gdy próbujesz czegoś czego nie próbowałeś nigdy wcześniej, gdy jesz, robisz albo jesteś w jakimś miejscu po raz pierwszy, zmienia się Twoje dotychczasowe postrzeganie. Patrzysz na, wydawałoby się, znane Ci rzeczy z nieznanej wcześniej perspektywy, przez co znów zaczynają być interesujące. Gdy codziennie pokonywaną drogę z domu na przystanek możesz obserwować lecąc nad nią balonem, rzeczywistość poszerza się o kolejny wymiar, a płaska monotonia nabiera kształtów.

Próbowanie nowych rzeczy, to odkrywanie świata na nowo.

Tydzień pierwszych razy!

Żeby nie być zakładnikiem codzienności i przypomnieć sobie na wiosnę, że świat wciąż jest nieprzeczytaną książką, podjąłem wyzwanie. Wyzwanie pod tytułem „Tydzień pierwszych razy!”. W ramach akcji #BeTheHeroYouAre, razem z marką STR8 przez 7 dni codziennie próbowałem czegoś po raz pierwszy, żeby przełamać rutynę, zainspirować się, rozbawić, przerazić, zmieszać i przede wszystkim wnieść coś nowego do prozy życia. Jak konkretnie wyglądał mój plan?

Dzień pierwszy: popłynę kajakiem po Wiśle
Dzień drugi: nadrobię puszczanie latawców
Dzień trzeci: oderwę się od ziemi w parku trampolin
Dzień czwarty: postaram się nie przewrócić na tandemie
Dzień piąty: wydostanę się z escape roomu
Dzień szósty: zobaczę jak jeździ się w kabriolecie
Dzień siódmy: sprawdzę jak smakują bycze jądra

Jak wyszło? Zobacz na filmie poniżej, a jeśli chcesz podjąć swoje wyzwanie wpadaj na https://www.str8betheheroyouare.com/poland

---> SKOMENTUJ

Rysiek Ridel skończył się na Kill Em All

Skip to entry content
Rysiek Ridel skończył się na Kill 'Em All
autorem zdjęcia jest B Zedan

Pod koniec miesiąca przychodzi taka chwila, gdy odczuwam napięcie związane z cyferkami. Nie, nie chodzi o stan konta. To ten moment, gdy trzeba zajrzeć w Google Analytics i sprawdzić, czy ktoś mnie jeszcze czyta. Najczęściej okazuje się, że tak. W sumie to zawsze, poza jednym razem, gdy zmieniłem szablon i zapomniałem podpiąć statystyk. Cóż, tak to jest jak się pomyli lecytynę z Penigrą przy kolacji. Ale nie o tym.

Narzędzie do zliczania odwiedzin, oprócz pokazywania kto, skąd i na jak długo wbija się na bloga, udostępnia też informacje o wejściach z wyszukiwarek. A konkretnie, po jakich słowach kluczowych ludzie zostają przekierowani na Stay Fly. Jedne są absurdalne, drugie jeszcze bardziej, a trzecie na tyle bekowe, że nadają się na dedykowany im wpis. Dziś o tych ostatnich.

Poniżej 10 najdziwniejszy fraz, po których ludzie trafili tu z Googli:

 

 #10

10

Na „Kill ‚Em All” to Budka Suflera i Kombi. Ryszard zaczął odcinać kupony dopiero po „Master of Puppets”.

 

#9

9

O, czyżby jakiś programista-komputerowiec chciał ściągnąć simlocka? Wiem, że skończyłem informatykę i ekonometrię, ale poza „przeczyszczę ci głowicę, jak zwolnisz bufor” nie znam nic więcej.

 

#8

8

To naucz się oddzwaniać. To nie jest takie trudne. Naprawdę. Wystarczy wejść w nieodebrane połączenia i kliknąć zieloną słuchawkę przy jego numerze. Dasz radę?

 

#7

7

No wiesz, co? Rozumiem, że na tym vlogu mam podobną fryzurę do Tomka, ale żeby aż tak nas pomylić? Przecież ja się uśmiecham prawą stroną twarzy.

 

#6

6

Oj, uważaj bo wykraczesz!

 

#5

5

Gdzie obejrzeć premierę filmu, który właśnie wchodzi do kin? Hmm, pomyślmy… może w kinie? A, no tak, trzeba byłoby zapłacić za bilet. To nie wiem w takim razie.

 

#4

12

Mam kilku znajomych w tej branży, ale żaden nie chwalił się, że stosuje. To chyba wymierający trend.

 

#3

3

To tekst z jednego z najcięższych wpisów na blogu o dobrym momencie na śmierć. Zastanawiam się, czy ktoś zapamiętał tę frazę i chciał wrócić do posta, czy sprawdzał mnie, czy to autorskie sformułowanie.

 

#2

2

Musiałeś się mocno rozczarować, ale niestety, na to nie ma leku. Z tym trzeba się urodzić i to pokochać.

 

#1

1

Strasznie mnie to rozczuliło, że ktoś może aż tak negatywnie oceniać swoją fizyczność, że ma wątpliwości co do tego, czy w ogóle będzie w stanie założyć rodzinę. Faceci, aż tak się nie dołują własnym wyglądem, więc zakładam, że napisała to dziewczyna – pewnie, że masz szanse, spójrz choćby na Donatellę Versace. Albo Tori Spelling. Albo połowę celebrytek bez makijażu i Photoshopa,

Dobra, były lekkie śmichy-chichy, ale, ale to nie wszystko. Wiem, że…

 

Ty też znasz dziwne frazy z Googli

Jeśli jesteś blogerem, tak jak w zeszłym roku, zachęcam Cię żebyś przejrzał swojego Analyticsa i skontrolował co tam się dzieje w ruchu z wyszukiwarek. Założę się o dobrego burgera, że czytelnicy trafiają do Ciebie na bloga z równie śmiesznych haseł, jeśli nie bardziej. Zrób swoje zestawienie z niedorzecznymi zapytaniami, zalinkuj do mnie we wpisie i wrzuć posta do komentarzy poniżej. Niech korytarze w kopalni beki będą ze sobą połączone!

Jeśli jesteś czytelnikiem, również możesz pomóc w poszerzaniu uśmiechu. Daj znać jaką najbardziej niecodzienną kombinację słów zdarzyło Ci się wpuścić w Gugla.

Bo nie ma głupich słów kluczowych, są tylko głupie wyniki wyszukiwania.

---> SKOMENTUJ

Eurowizji nie wygrała kobieta z brodą

Skip to entry content

Conchita Wurst - Eurowizja 2014

To nie jest post o tym, kto powinien wygrać Eurowizję, to nie jest post o tym, czy konkurs piosenki zamienił się w cyrk, ani nawet o tym, czy grozi nam potop genderowo-tęczowej poprawności. To jest post o tym, jak bezmyślnie tworzy się „artykuły” w portalach internetowych i jak „dziennikarze” ogłupiają odbiorców.

Od wczoraj czytam, oglądam i słyszę, że w finale tegorocznej Eurowizji Donatana i Cleo pokonała kobieta z brodą. Kobieta. Człowiek płci żeńskiej. Nie transwestyta, nie transseksualistka, nie drag queen, tylko kobieta. Z piersiami, pochwą, wcięciem w talii, szerokimi biodrami i bez jabłka Adama. Patrzę na tę zwycięską postać i mimo kamuflażu jakoś tej kobiety nie widzę.

Pewnie dlatego, że jej tam nie ma.

59-ty konkurs Eurowizji wygrał Thomas Neuwirth, posługujący się pseudonimem artystycznym Conchita Wurst. Koleś. Człowiek płci męskiej. Austriak z penisem między nogami i zarostem na twarzy, który przed występem maluje się kosmetykami do makijażu i ubiera damskie ciuszki.

Facet w sukience, nie kobieta z brodą.

---> SKOMENTUJ