Close
Close

Los Angeles, 16.05.2019

 

Cześć młody!

Piszę do Ciebie z miejsca, o którym marzyłeś zaczynając studia – z Kalifornii. Tak, jestem w Los Angeles! Biegam po plaży, rzucam frisbee, pływam na desce (znaczy, uczę się pływać na desce), i piję drinki z palemką leżąc pod palmą (spoko, nie zadławię się, nie bój nic). Szkoda, że tego nie widzisz, jest tak jak mówiłeś, że będzie – wiatr we włosach, bryza na policzkach i dziewczyny na wrotkach. I czekoladowa opalenizna (no dobra, może trochę przesadziłem z siedzeniem na słońcu).

Jestem tu z A. (wiem, wiem, nic nie mówiłem o niej wcześniej, ale jest naprawdę świetna, w Twoim typie – drobna i z pasją). Mamy bilety powrotne na przyszłą sobotę, ale chyba przebukujemy je na później. Jestem na fali, piszę po 10 stron dziennie i mało co skreślam, jak nie stracę weny, to skończę książkę przed lipcem. A. też się tu podoba, choć myślałem, że taka miejsko-plażowa sielanka będzie ją nudzić, bo co tu do fotografowania. Nie nudzi. Całymi dniami pstryka zdjęcia surferom. Cóż…

Ale koniec o mnie. Wiem, że u Ciebie nie jest tak kolorowo.

Wiem, że masz teraz cięższy okres i targa Tobą wiele niepewności. Wiem, że boisz się, czy podjęte decyzje nie zemszczą się na Tobie. Czy Cię za bardzo nie poniosło, czy nie były zbyt śmiałe i radykalne, czy nie będziesz musiał wracać z podkulonym ogonem. Zwłaszcza, że za bardzo nie masz dokąd. Boisz się, że sen na jawie okaże się pijacką ułudą i zamieni w koszmar. Boisz się, że… Daj spokój, człowieku, nie masz czego! Bywasz naiwny i działasz impulsywnie, ale nie aż tak.

Świat stoi przed Tobą otworem. Wejdź w ten otwór!

Rzuciłeś pracę na rzecz blogowania i co? Ryzykowne? Pewnie tak, ale nie w Twoim przypadku. Nie zrobiłeś tego po pół roku, tylko po 31 miesiącach. Wiesz co potrafisz, wiesz na co Cię stać i wiesz z czym to się je. A raczej z kim. Z resztą, to był start, to jeszcze nic. Wielkie żarcie jest tuż za rogiem. I nie myśl o tym, że się wypalisz. Za 5 lat poczujesz, że do lampki z rezerwą została Ci jeszcze cała cysterna. Jedziesz!

Nienawistnicy (wiem, że nie lubisz makaronizmów, dlatego podarowałem sobie „hejterów”)? Będą. I będzie ich coraz więcej, ale nie martw się tym, ilość przeciwników jest miarą sukcesu. Tylko nieboszczyki i przeciętniaki nikomu nie wadzą, a powiedzmy sobie szczerze, że na pierwszych jesteś za młody, a na drugich za dobry. Uodpornisz się na to. Serio, kolejne dwa lata skutecznie Cię zaszczepią na przejmowanie się uwagami ludzi, którzy chcą Ci tylko opluć buty. Trochę popiecze, jak każda szczepionka, ale zadziała. Zresztą, mając A. u boku, opinie innych będą dla Ciebie tak istotne, jak sytuacja fok na Alasce.

Właśnie, A.

Poznasz ją w najmniej spodziewanym (i oczywiście najmniej odpowiednim) momencie, a na pierwszą randkę przyjdzie jak najlepsza riposta. Godzinę po czasie. Mimo to, zakochacie się w sobie jak nastolatkowie, parzącą miłością. Nie jesteś już nastolatkiem, więc wiesz, że nie będziecie ze sobą do końca życia. Na szczęście nie będzie Ci to przeszkadzać. Jej nawet też, choć będziecie czuli naciski z otoczenia, że powinno być do grobowej deski. Że trzeba, że należy,  że kto to tak widział bez ślubu i formalizowania uczucia przez urzędasów.

Luz, ludzie to przeżyją. Choć się wykruszą.

Nie ma co się oszukiwać, że trochę się przerzedzi na Twojej drodze i część znajomości obróci się w pył. Życie jest sinusoidą, a sinusoidy mają to do siebie, że niektórzy jak już wdrapią się na wzniesienie, to będą zapierać się rękami i nogami, żeby nie zejść na dół. Na siłę ich nie pociągniesz ze sobą, będziesz dalej iść sam. I tak, nie raz spocą Ci się przez to oczy (zawsze byłeś nadwrażliwy), ale przetrzyj je i wytęż wzrok. Na kolejnych pagórkach stoją podobni Tobie. Chyba już ich widać, co?

Cholera, zrobiło się sentymentalnie-ponuro, a miałem Ci wysłać trochę słońca.

To może inaczej. Młody, jesteś na drodze, którą wybrałeś sam i dobrze wiesz, że nie poszedłbyś żadną, którą ktoś by wybrał za Ciebie (tak to jest z zodiakalnymi baranami, uparte bestie). Raz żyjesz jakbyś wygrał w Lotto, raz jakbyś przepuścił dom na loterii. Tak to już jest w tym zawodzie amigo (to drugie zdarza się sporadycznie, także nie bój). Podróżujesz nie tylko po swoim kontynencie, jesz nie tylko rzeczy dostępne w Twoim kraju, pijesz nie tylko sok z zagęszczonego koncentratu, bawisz się nie tylko w weekend. Jest dobrze!

Rób brzuszki z rana i pamiętaj o interpunkcji!

 

Do zobaczenia za 5 lat,

Jan Favre

(niżej jest kolejny tekst)

48
Dodaj komentarz

avatar
25 Comment threads
23 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
26 Comment authors
Jan FavreŚwiatłoczuła.plMag.Aleksandra MuszyńskaAgata Muszyńska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
eva maria
Gość

Świetne i motywujące! Chyba też skrobnę sobie taki list, bo coś mnie chandra dopada.

Jan Favre
Gość

O, cześć Eva! Dawno Cię nie było.

eva maria
Gość

Ja jestem cały czas i czytam! Nawet miałam Ci napisać, że za każdym razem jak słucham Marcepanów Jamala, to pamiętam u kogo się na ten utwór pierwszy raz natknęłam. Możesz mnie już nazwać fanką :]

Jan Favre
Gość

Okej, bo już się bałem. To miło mi bardzo w takim razie ;)

Joanna
Gość
Joanna

chyba zmienię swój znak zodiaku!

punkwoman
Gość

no to Janie, teraz dostałeś już dawkę optymizmu na kilka najbliższych lat. powodzenia.

Karolina Franieczek | Życie Me
Gość

Sentymentalnie – tak, ale oprócz tego niezwykle budująco i motywująco. Grunt to mieć swoje cele nieustannie w zasięgu wzroku i… działać. :)

Marta
Gość

Mam ciary i mnóstwo motywacji, mimo że to nie był list do mnie. Bardzo dobrze napisane o nienawistnikach. Dzięki :)

Jan Favre
Gość

Gdybyś chciała napisać do siebie, to koleżanka podrzuciła http://www.futureme.org/ ;)

Marta
Gość

Dzięki, świetny pomysł!

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Rysiek Ridel skończył się na Kill Em All

Skip to entry content
Rysiek Ridel skończył się na Kill 'Em All
autorem zdjęcia jest B Zedan

Pod koniec miesiąca przychodzi taka chwila, gdy odczuwam napięcie związane z cyferkami. Nie, nie chodzi o stan konta. To ten moment, gdy trzeba zajrzeć w Google Analytics i sprawdzić, czy ktoś mnie jeszcze czyta. Najczęściej okazuje się, że tak. W sumie to zawsze, poza jednym razem, gdy zmieniłem szablon i zapomniałem podpiąć statystyk. Cóż, tak to jest jak się pomyli lecytynę z Penigrą przy kolacji. Ale nie o tym.

Narzędzie do zliczania odwiedzin, oprócz pokazywania kto, skąd i na jak długo wbija się na bloga, udostępnia też informacje o wejściach z wyszukiwarek. A konkretnie, po jakich słowach kluczowych ludzie zostają przekierowani na Stay Fly. Jedne są absurdalne, drugie jeszcze bardziej, a trzecie na tyle bekowe, że nadają się na dedykowany im wpis. Dziś o tych ostatnich.

Poniżej 10 najdziwniejszy fraz, po których ludzie trafili tu z Googli:

 

 #10

10

Na „Kill ‚Em All” to Budka Suflera i Kombi. Ryszard zaczął odcinać kupony dopiero po „Master of Puppets”.

 

#9

9

O, czyżby jakiś programista-komputerowiec chciał ściągnąć simlocka? Wiem, że skończyłem informatykę i ekonometrię, ale poza „przeczyszczę ci głowicę, jak zwolnisz bufor” nie znam nic więcej.

 

#8

8

To naucz się oddzwaniać. To nie jest takie trudne. Naprawdę. Wystarczy wejść w nieodebrane połączenia i kliknąć zieloną słuchawkę przy jego numerze. Dasz radę?

 

#7

7

No wiesz, co? Rozumiem, że na tym vlogu mam podobną fryzurę do Tomka, ale żeby aż tak nas pomylić? Przecież ja się uśmiecham prawą stroną twarzy.

 

#6

6

Oj, uważaj bo wykraczesz!

 

#5

5

Gdzie obejrzeć premierę filmu, który właśnie wchodzi do kin? Hmm, pomyślmy… może w kinie? A, no tak, trzeba byłoby zapłacić za bilet. To nie wiem w takim razie.

 

#4

12

Mam kilku znajomych w tej branży, ale żaden nie chwalił się, że stosuje. To chyba wymierający trend.

 

#3

3

To tekst z jednego z najcięższych wpisów na blogu o dobrym momencie na śmierć. Zastanawiam się, czy ktoś zapamiętał tę frazę i chciał wrócić do posta, czy sprawdzał mnie, czy to autorskie sformułowanie.

 

#2

2

Musiałeś się mocno rozczarować, ale niestety, na to nie ma leku. Z tym trzeba się urodzić i to pokochać.

 

#1

1

Strasznie mnie to rozczuliło, że ktoś może aż tak negatywnie oceniać swoją fizyczność, że ma wątpliwości co do tego, czy w ogóle będzie w stanie założyć rodzinę. Faceci, aż tak się nie dołują własnym wyglądem, więc zakładam, że napisała to dziewczyna – pewnie, że masz szanse, spójrz choćby na Donatellę Versace. Albo Tori Spelling. Albo połowę celebrytek bez makijażu i Photoshopa,

Dobra, były lekkie śmichy-chichy, ale, ale to nie wszystko. Wiem, że…

 

Ty też znasz dziwne frazy z Googli

Jeśli jesteś blogerem, tak jak w zeszłym roku, zachęcam Cię żebyś przejrzał swojego Analyticsa i skontrolował co tam się dzieje w ruchu z wyszukiwarek. Założę się o dobrego burgera, że czytelnicy trafiają do Ciebie na bloga z równie śmiesznych haseł, jeśli nie bardziej. Zrób swoje zestawienie z niedorzecznymi zapytaniami, zalinkuj do mnie we wpisie i wrzuć posta do komentarzy poniżej. Niech korytarze w kopalni beki będą ze sobą połączone!

Jeśli jesteś czytelnikiem, również możesz pomóc w poszerzaniu uśmiechu. Daj znać jaką najbardziej niecodzienną kombinację słów zdarzyło Ci się wpuścić w Gugla.

Bo nie ma głupich słów kluczowych, są tylko głupie wyniki wyszukiwania.

Eurowizji nie wygrała kobieta z brodą

Skip to entry content

Conchita Wurst - Eurowizja 2014

To nie jest post o tym, kto powinien wygrać Eurowizję, to nie jest post o tym, czy konkurs piosenki zamienił się w cyrk, ani nawet o tym, czy grozi nam potop genderowo-tęczowej poprawności. To jest post o tym, jak bezmyślnie tworzy się „artykuły” w portalach internetowych i jak „dziennikarze” ogłupiają odbiorców.

Od wczoraj czytam, oglądam i słyszę, że w finale tegorocznej Eurowizji Donatana i Cleo pokonała kobieta z brodą. Kobieta. Człowiek płci żeńskiej. Nie transwestyta, nie transseksualistka, nie drag queen, tylko kobieta. Z piersiami, pochwą, wcięciem w talii, szerokimi biodrami i bez jabłka Adama. Patrzę na tę zwycięską postać i mimo kamuflażu jakoś tej kobiety nie widzę.

Pewnie dlatego, że jej tam nie ma.

59-ty konkurs Eurowizji wygrał Thomas Neuwirth, posługujący się pseudonimem artystycznym Conchita Wurst. Koleś. Człowiek płci męskiej. Austriak z penisem między nogami i zarostem na twarzy, który przed występem maluje się kosmetykami do makijażu i ubiera damskie ciuszki.

Facet w sukience, nie kobieta z brodą.

3 mężczyzn, 4 kobiety, 24 godziny w Krakowie

Zapis doby wyrwanej bez znieczulenia z życia byłej stolicy. Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów.

Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy?

Noc w środku juwenaliów pełna jest wykrzyczanych pytań. Dzień przynosi odpowiedzi, których nikt nie chce słyszeć, nawet gdy są wypowiedziane szeptem. Czy uwierzysz bohaterom, przekonującym siebie nawzajem, że „to tylko seks”?

Zobacz książkę!