Close
Close

Rysiek Ridel skończył się na Kill Em All

Skip to entry content
Rysiek Ridel skończył się na Kill 'Em All
autorem zdjęcia jest B Zedan

Pod koniec miesiąca przychodzi taka chwila, gdy odczuwam napięcie związane z cyferkami. Nie, nie chodzi o stan konta. To ten moment, gdy trzeba zajrzeć w Google Analytics i sprawdzić, czy ktoś mnie jeszcze czyta. Najczęściej okazuje się, że tak. W sumie to zawsze, poza jednym razem, gdy zmieniłem szablon i zapomniałem podpiąć statystyk. Cóż, tak to jest jak się pomyli lecytynę z Penigrą przy kolacji. Ale nie o tym.

Narzędzie do zliczania odwiedzin, oprócz pokazywania kto, skąd i na jak długo wbija się na bloga, udostępnia też informacje o wejściach z wyszukiwarek. A konkretnie, po jakich słowach kluczowych ludzie zostają przekierowani na Stay Fly. Jedne są absurdalne, drugie jeszcze bardziej, a trzecie na tyle bekowe, że nadają się na dedykowany im wpis. Dziś o tych ostatnich.

Poniżej 10 najdziwniejszy fraz, po których ludzie trafili tu z Googli:

 

 #10

10

Na „Kill ‚Em All” to Budka Suflera i Kombi. Ryszard zaczął odcinać kupony dopiero po „Master of Puppets”.

 

#9

9

O, czyżby jakiś programista-komputerowiec chciał ściągnąć simlocka? Wiem, że skończyłem informatykę i ekonometrię, ale poza „przeczyszczę ci głowicę, jak zwolnisz bufor” nie znam nic więcej.

 

#8

8

To naucz się oddzwaniać. To nie jest takie trudne. Naprawdę. Wystarczy wejść w nieodebrane połączenia i kliknąć zieloną słuchawkę przy jego numerze. Dasz radę?

 

#7

7

No wiesz, co? Rozumiem, że na tym vlogu mam podobną fryzurę do Tomka, ale żeby aż tak nas pomylić? Przecież ja się uśmiecham prawą stroną twarzy.

 

#6

6

Oj, uważaj bo wykraczesz!

 

#5

5

Gdzie obejrzeć premierę filmu, który właśnie wchodzi do kin? Hmm, pomyślmy… może w kinie? A, no tak, trzeba byłoby zapłacić za bilet. To nie wiem w takim razie.

 

#4

12

Mam kilku znajomych w tej branży, ale żaden nie chwalił się, że stosuje. To chyba wymierający trend.

 

#3

3

To tekst z jednego z najcięższych wpisów na blogu o dobrym momencie na śmierć. Zastanawiam się, czy ktoś zapamiętał tę frazę i chciał wrócić do posta, czy sprawdzał mnie, czy to autorskie sformułowanie.

 

#2

2

Musiałeś się mocno rozczarować, ale niestety, na to nie ma leku. Z tym trzeba się urodzić i to pokochać.

 

#1

1

Strasznie mnie to rozczuliło, że ktoś może aż tak negatywnie oceniać swoją fizyczność, że ma wątpliwości co do tego, czy w ogóle będzie w stanie założyć rodzinę. Faceci, aż tak się nie dołują własnym wyglądem, więc zakładam, że napisała to dziewczyna – pewnie, że masz szanse, spójrz choćby na Donatellę Versace. Albo Tori Spelling. Albo połowę celebrytek bez makijażu i Photoshopa,

Dobra, były lekkie śmichy-chichy, ale, ale to nie wszystko. Wiem, że…

 

Ty też znasz dziwne frazy z Googli

Jeśli jesteś blogerem, tak jak w zeszłym roku, zachęcam Cię żebyś przejrzał swojego Analyticsa i skontrolował co tam się dzieje w ruchu z wyszukiwarek. Założę się o dobrego burgera, że czytelnicy trafiają do Ciebie na bloga z równie śmiesznych haseł, jeśli nie bardziej. Zrób swoje zestawienie z niedorzecznymi zapytaniami, zalinkuj do mnie we wpisie i wrzuć posta do komentarzy poniżej. Niech korytarze w kopalni beki będą ze sobą połączone!

Jeśli jesteś czytelnikiem, również możesz pomóc w poszerzaniu uśmiechu. Daj znać jaką najbardziej niecodzienną kombinację słów zdarzyło Ci się wpuścić w Gugla.

Bo nie ma głupich słów kluczowych, są tylko głupie wyniki wyszukiwania.

(niżej jest kolejny tekst)

27
Dodaj komentarz

avatar
17 Comment threads
10 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
16 Comment authors
WYSZUKIWANIA GOOGLE #6 - WIERSZE Z GOOGLE - Króliczek DoświadczalnyJoanna GłuszekPaweł Daniel KęcerskiDariaPiątki w piątki #10 | Baluk Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dominika
Gość
Dominika

Tez lubie przegladac statystyki swojego bloga i czasem wrzucam o nich posta.
Ostatnim hitem byly: azjatki bez butow w mini oraz angela na kokardke …. cokolwiek mialoby to znaczyc;)
Od razu sprostuje, ze bloguje glownie o Cyprze:)

Jan Favre
Gość

Aaa, tu Ciebie czytałem o inwazji bosych Azjatek na Cypr. Tak, to by się zgadzało.

Joanna/ LotsOfSources
Gość

U mnie hitami były „czy używalyscie smolu w ciąży” (smolu? po godzinie główkowania i szukania u wujka Gugla wyszło mi, że jedynie o amol mogło tu chodzić) i „pragne cie coraz bardziej” oraz „mierdziele”(to pewnie jakis eufemistyczny eufemizm) …

Ania Burmistrzak
Gość

Niezmiennie od kilku miesięcy „zdjęcia waginy” są na szczycie słów kluczowych. Musi to być rozczarowujące dla szukających, bo tekst jest o głupocie robienia sesji zdjęciowych w trakcie porodów, więc za każdym razem mam większy ubaw widząc jak cyferki tam rosną.

Jan Favre
Gość

Ojej, to faktycznie szukającym musi być smutno.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Co jakiś czas robię przegląd słów kluczowych i najlepsze zamieszczam w serii postów. Jeden z nich, z uroczą perełką na koniec: http://www.kroliczekdoswiadczalny.pl/2014/03/wyszukiwania-google-czyli-jak-trafiano.html
A kolejny odcinek, z nadmiaru haseł zmieniłam w poezję a’la Wiesze z Google: http://www.kroliczekdoswiadczalny.pl/2014/04/wyszukiwania-google-6-wiersze-z-google.html
Do wyboru, do koloru. Generalnie – zboki rządzą w sieci.

Jan Favre
Gość

„czy oglądanie porno przyczynia sie do wypadania włosów –
Myślę, że tak. Zwłaszcza tych u nasady penisa.” Hahaha, świetne! Na marginesie, czemu u Ciebie nie da się polubić/udostępnić wpisu?

Króliczek Doświadczalny
Gość

Hmm przycisk share jest pod treścią posta, choć może niezbyt widoczny, ale zmobilizowałeś mnie żeby wprowadzić jakiś od polubień.

Blog Ojciec
Gość

Zainspirowawszy się. U mnie wygrało „lubię nosić pieluchy” i „zrobiłam ojcu dobrze”.
http://www.blogojciec.pl/dzieci/lubie-nosic-pieluchy/

Jan Favre
Gość

„Zrobiłam ojcu dobrze” mrozi krew w żyłach. Mocne.

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Eurowizji nie wygrała kobieta z brodą

Skip to entry content

Conchita Wurst - Eurowizja 2014

To nie jest post o tym, kto powinien wygrać Eurowizję, to nie jest post o tym, czy konkurs piosenki zamienił się w cyrk, ani nawet o tym, czy grozi nam potop genderowo-tęczowej poprawności. To jest post o tym, jak bezmyślnie tworzy się „artykuły” w portalach internetowych i jak „dziennikarze” ogłupiają odbiorców.

Od wczoraj czytam, oglądam i słyszę, że w finale tegorocznej Eurowizji Donatana i Cleo pokonała kobieta z brodą. Kobieta. Człowiek płci żeńskiej. Nie transwestyta, nie transseksualistka, nie drag queen, tylko kobieta. Z piersiami, pochwą, wcięciem w talii, szerokimi biodrami i bez jabłka Adama. Patrzę na tę zwycięską postać i mimo kamuflażu jakoś tej kobiety nie widzę.

Pewnie dlatego, że jej tam nie ma.

59-ty konkurs Eurowizji wygrał Thomas Neuwirth, posługujący się pseudonimem artystycznym Conchita Wurst. Koleś. Człowiek płci męskiej. Austriak z penisem między nogami i zarostem na twarzy, który przed występem maluje się kosmetykami do makijażu i ubiera damskie ciuszki.

Facet w sukience, nie kobieta z brodą.

„My Słowianki – prostytutki”, czyli jak zmieszać z błotem ludzi sukcesu

Skip to entry content

Jest niewiele osób, które nie słyszały „My, Słowianie” Donatana i Cleo, więc nie będę Was jakoś szeroko wprowadzał. To najgłośniejszy hit ostatniego półrocza, utrzymany w kanonie pop-folkowym. 42 i pół miliona wyświetleń. Jak na gwiazdy z casting-showu wspierane przez globalny koncern muzyczny, to sporo. Tyle, że oni nimi nie są. Są niezależnymi twórcami, będącymi w kontrze do trendów panujących w polskim popie. I taka liczba odsłon to miazga! Nic więc dziwnego, że dostali się do Eurowizji jako reprezentanci naszego kraju.

W półfinale dali spójny z tym co robili wcześniej, energiczny występ, łechtający nie tylko zmysł słuchu, ale i wzroku. Naprawdę przyzwoite show. A w porównaniu do wcześniejszych występów Michała Wiśniewskiego w tym konkursie, to bez porównania. Żeby jednak nie zachłysnąć się dobrym samopoczuciem i nie upić zasłużonym sukcesem, Kinga Matusiak pisząca dla naTemat, musiała zmieszać ich z błotem. Bo tak.

Tekst „My Słowianki – prostytutki (Eurowizja 2014)” zaczyna się od zdania sugerującego pojmowanie świata na poziomie 10-latka:

Słowianka okiem przeciętnego Europejczyka, widza telewizyjnego: cycata, wytapetowana lala z czerwonymi pazurami, nabierająca do drewnianego wiadra wody, trąca (na czymś?!) szmatę.

Idąc tym tropem rozumowania, Polacy powinni uznać, że wszystkie kobiety w Austrii mają brody. A raczej, że wszyscy Austriacy chodzą na szpilkach, depilują sobie nogi i mają problem z regulacją brwi. Od razu pomyśleliście tak, prawda?

Dalej autorka pokazuje jaką jest ignorantką muzyczną:

Do samego utworu zastrzeżeń, żeby było jasne – nie mam – równie dobrze mógłby zaśpiewać zespół Weekend i w sumie nie zrobiłoby to dla mnie różnicy

Jeśli ktoś nie widzi różnicy między łupanką z wiejskich remiz, a wysokiej jakości popem, to nie powinien wypowiadać się na żadne tematy związane z estetyką. Rozumiem, że między „Mazurkiem Dąbrowskiego” w wykonaniu Chóru i Orkiestry Wojska Polskiego, a „Pisarzem miłości” Braci Figo Fagot też nie widzi różnicy?

W kolejnym akapicie kopalnia beki nie staje się ani ciut płytsza:

Nasza turlająca się po scenie przedstawicielka pokazała wiele. Może nawet nie „za wiele” ale sposób w jaki zostało TO przedstawione spowodował, że otworzyłam szeroko usta ze szczerego zdziwienia…

Ta poza, wyraz twarzy, tandetne udawanie „dziwnych ruchów”

Ciekaw jestem co Kinga otworzyłaby szeroko, gdyby zobaczyła, któryś z klipów Madonny. Albo Snoop Dogga. Albo 50 Centa. Nie mówiąc już o Rihannie i Lady Gadze. Przy teledyskach amerykańskich gwiazd występ Cleo jest aseksualną wieczorynką dla przedszkolaków, więc może czas szeroko otworzyć oczy i zobaczyć, że nie ma w nim żadnego szatana? Jeśli nie, to z rzeczy do otwierania pozostaje jeszcze okno.

Dobra, było śmiszno, to teraz będzie straszno:

Nie dość, że Polki i tak mają ogólnie dość ciekawą opinię „dobrych” prostytutek (wiele Polek poza granicami kraju właśnie w taki sposób zarabia), o czym teoretycznie każdy wie (a praktycznie pewnie niejeden!), to jeszcze na Eurowizji scenografia nie pozostawia złudzeń. Kim jest Polka? Cycatą wieśniarą z idiotycznym wyrazem twarzy i ruchu ciała, zachęcającym raczej do kopulacji, a nie do głosowania. Ubijająca dwuznacznie masło (?!), piorąca tarą odzież…

Po pierwsze, ta kobieta powinna przestać oglądać „Plebanię”, bo lasuje jej mózg. Byłem w różnych częściach Europy, moi przyjaciele byli w różnych częściach świata, ale jeszcze nikt nie przywiózł informacji o tym, że Polki są postrzegane na arenie międzynarodowej jako „dobre prostytutki”. Jako pielęgniarki? Tak. Kelnerki? Owszem. Sprzątaczki? Również. Ale prostytutki? Nie wiem skąd ma dane odnośnie „wielu Polek” i na jakiej podstawie twierdzi, że „każdy wie”, ale chyba pomyliła nas z jakimś państwem bloku wschodniego.

Po drugie, co jest interesującego w byciu „dobrą prostytutką”, że uważa to za „ciekawą opinię”?

Po trzecie, jeśli ruchy występujących dziewczyn zachęcają ją do kopulacji, to może coś jest na rzeczy? Jak to mówią – „głodnej wibrator na myśli”. Czy jakoś tak.

Na przedostatnim zakręcie niekontrolowanej jazdy przez świat mediów wyłania się pytanie, które powinno być retorycznym, a nie jest:

A może cycki tak bardzo dobrze się sprzedają, że inaczej nie można było?

Tak.

Kończąc bolesne spotkanie z tym „artykułem”, chciałbym zasugerować autorce sprawdzenie w słowniku języka polskiego słowa „prostytutka” i nauczenie się definicji na pamięć. Rozumiem, że zazdrości dziewczynom występującym na Eurowizji pięknych piersi, zgrabnych nóg i pewności siebie. Zdarza się. Mimo wszystko, to, że ktoś jest atrakcyjniejszy od niej, jeszcze nie świadczy o tym, że sprzedaje swoje ciało za pieniądze. Zajebista figura nie jest jednoznaczna z odpłatnym świadczeniem usług seksualnych. To tak nie działa.

Współczuję ludziom, którzy utożsamiają seksapil z prostytucją. To chore.