Close
Close

14 rzeczy, które powinieneś wiedzieć o sieci rowerów KMK Bike

Skip to entry content

Jestem dużym entuzjastą rowerów i uważam je za najlepszą formę transportu miejskiego. Jak już kiedyś pisałem, w tekście propagującym pedałowanie, zanim zdążyłem przywieźć do Krakowa komputer, miałem już tu rower. Dlatego, gdy w Mieście Królów powstała bezobsługowa wypożyczalnia jednośladów – KMK Bike – byłem bardzo podjarany.

Niestety jej pierwsza wersja była totalnie niefunkcjonalna i korzystali z niej tylko radykalni zapaleńcy, nie mający świadomości na co się piszą. Sieć przechodziła kolejne etapy ewolucji, a ja w międzyczasie miałem okazję korzystać z podobnej w Paryżu. I zobaczyć jak to powinno wyglądać. Osobom pracującym przy rozwoju tej krakowskiej niestety nie chciało się zajrzeć za granicę, ale i tak jest lepiej niż wcześniej.

Poniżej 14 najistotniejszych rzeczy, które powinieneś wiedzieć, na temat korzystania z KMK Bike.

 

1. Trudna rejestracja

To pierwsze i zarazem największe utrudnienie przy korzystaniu z sieci rowerów. Nie możesz zarejestrować się w 3 minuty bezpośrednio na stacji, tak jak jest to rozwiązane we Francji. Nie. Musisz założyć konto przez internet, wpłacić na nie 10zł i czekać. Czekać, aż wpłata zostanie zaksięgowana przez wypożyczalnię. Ktoś kto mieszka w Krakowie może i jeszcze to przeboleje, ale w przypadku turystów, którzy wpadają tu na 2-3 dni, a nie daj boże w weekend, to już jest porażka.

Zupełnie niefunkcjonalne.

 

2. Brak opłaty za korzystanie w wyznaczonym limicie czasowym

To najmocniejszy plus całej inicjatywy. Nie ma żadnego abonamentu miesięcznego, tygodniowego, ani opłaty dziennej czy startowej. Jeśli tylko przy jednorazowej jeździe trzymasz się limitu czasowego wyznaczonego przez wypożyczalnię, to możesz to robić całkowicie za friko. Tak, możesz korzystać z rowerów zupełnie za darmo.

 

3. Tylko 20 minut darmowej jazdy

To odnośnie tego limitu czasowego. Cóż, możesz jeździć bezpłatnie tylko przez 20 minut. Dziwi mnie, że tylko tyle bo podobne sieci w innych częściach Europy mają standardowo 30 minut. Może uznali, że Kraków jest mały to tyle wystarczy. Nie wiem. Co prawda, po tym czasie nie ma żadnych przeszkód, żebyś oddał rower do stacji i natychmiast znów go wypożyczył, ale to już jest mocno kłopotliwe z kilku powodów.

 

4. Stacje tylko w pobliżu centrum Krakowa

Wypożyczalnia rowerów miejskich w Krakowie KMK Bike (11)

Jeśli chciałbyś zapuścić się na Nową Hutę, czy, w przypływie letniej niepoczytalności, na Ruczaj, to oczywiście możesz to zrobić, ale jest jedno duże „ale”. Nie znajdziesz stacji, żeby odstawić rower. Bo ich tam nie.

 

5. Duża odległość między stacjami

W Paryżu to wygląda tak, że wypożyczasz rower, wsiadasz, jedziesz dokąd masz potrzebę, zsiadasz i zawsze za rogiem znajdzie się jakiś punkt, w którym możesz zostawić sprzęt. U nas jest tak, że wypożyczasz rower, wsiadasz, jedziesz dokąd masz potrzebę i przez  20 minut szukasz stacji, po czym przez kolejne 20 drepczesz do miejsca, w którym chciałeś się znaleźć. Punktów KMK Bike jest zdecydowanie za mało.

 

6. Brak stacji pod Galerią Krakowską

To zasadniczo tak duża wada jak utrudnienie przy rejestracji i bardzo skutecznie zniechęca do korzystania z wypożyczalni. Jak można nie zrobić punktu w takiej lokalizacji? Przecież tu dziennie przewijają się dziesiątki tysięcy ludzi i to najczęstsze miejsce spotkań w tym mieście, na równi z Bagatelą i Mariackim. Słabo razy milion!

 

7. Niewielkie opłaty po przekroczeniu 20 minut

Wyżej wymienione kwestie sprawiają, że nie trudno przekroczyć ten limit, zwłaszcza jeśli pierwszy raz jedziesz daną trasą i jeszcze nie znasz rozkładu stacji na pamięć. Na szczęście, jeśli zdarzy Ci się przeholować, to nie ma tragedii. Opłata za kolejne 40 minut to 2zł, za drugą i trzecią godzinę to 3zł, a za czwartą i każdą następną 4zł (właśnie po to była ta wpłata 10zł przy rejestracji). Do przeżycia.

 

8. Przy każdym wypożyczaniu i zwracaniu dostajesz smsa z potwierdzeniem

Wypożyczalnia rowerów miejskich w Krakowie KMK Bike (3)

To jest mega opcja i to jedyny aspekt, w którym KMK Bike przebija Veliby.

W momencie, gdy wypożyczasz jednoślad, dostajesz smsa z numerem Twojego roweru i szyfrem do zapięcia, które jest przy nim. To zapięcie, to na wypadek, gdybyś chciał skoczyć po mielonkę i przypiąć rower pod sklepem. Albo po pasztet. Gdy zwracasz sprzęt dostajesz esa potwierdzającego, że system zanotował zwrot i informację o ewentualnym koszcie za przekroczenie bezpłatnego limitu. To bardzo sensowne i wygodne i daje gwarancję, że wszystko jest w porządku i nagle nie okaże się, że naliczyli Ci kilka baniek za uprowadzenie sprzetu.

 

9. Mało rowerów na stacjach w głównych punktach

Wypożyczalnia rowerów miejskich w Krakowie KMK Bike (1)

Przez co jak się napalisz, że jest ładna pogoda i poniesie Cię fantazja, żeby po obiedzie na rynku przejechać się na lemoniadę na Kazimierz, możesz boleśnie zderzyć się z rzeczywistością. Stacje, nawet te w okolicach starego miasta, są małe (średnio po 10 stanowisk) i rowerów na nich też jest mało (pod Bagatelą nie widziałem nigdy więcej niż 5).

 

10. Dużo uszkodzonych rowerów

Nawet, gdy znajdziesz sobie stacyjkę, gdzie tych rowerów jest 8 (łouł, zacznij grać w Lotto z takim fartem!) i to tak najczęściej połowa z nich nie działa. A to łańcuch zerwany, a to pedały zablokowane, a to dętki przebite. Ewentualnie trafisz na stary niebieski model, z gównianym małym koszyczkiem, do którego nic się nie mieści.

 

11. Wygodnie się jeździ

Jeśli już trafisz na punkt gdzie są rowery, w dodatku działają i są z nowej linii, no to prawie jakbyś zaklepał sobie miejsce na Powązkach. Jest bardzo wygodnie. Masz 3 przerzutki w zależności czy jedziesz po prostym, pod górkę, czy z górki, hamulce hamują jak trza, do koszyczka zapakujesz siaty z Biedry i siodełko jest mięciutkie. Naprawdę w porządku, nie ma do czego się przyczepić.

 

12. Nie da się wypożyczyć roweru bez logowania

Za każdy razem musisz wklepać swój numer, pin i numer roweru. Nie jest to jakiś wielki problem, ale mając w pamięci rozwiązanie zastosowane dla stałych użytkowników Velibów – gdzie tylko podchodzisz z kartą do roweru i z miejsca go bierzesz – ma się poczucie, że dałoby się to zrobić wygodniej/szybciej/lepiej.

 

13. Można wypożyczyć 4 rowery na raz

Również bez dodatkowy opłat, na standardowych zasadach. To jest świetne, gdy wpadają do Ciebie znajomi z innego miasta. Zwłaszcza, gdy uciekł Wam nocny, a chcecie pocisnąć na melanż. Albo wrócić z niego. Tyle, że znaleźć 4 sprawne rowery na jednej stacji, to jak spotkać 2 dziewice w jednym klubie. Rzadko się zdarza.

 

14. Czy warto?

Wypożyczalnia rowerów miejskich w Krakowie KMK Bike (10)

KMK Bike nie ma racji bytu, jako normalny, stały środek transportu. Przez małą ilość stacji, w dodatku daleko od siebie rozrzuconych, swobodne przemieszczanie się po mieście jest bardzo trudne. Biorąc jednak pod uwagę, że korzystanie z wypożyczalni jest zupełnie darmowe (o ile mieścimy się w 20 minutach), to jest to dobre uzupełnienie tramwajów i autobusów. Oraz niezła opcja awaryjna/koło ratunkowe, gdy coś nam ucieknie albo nasz własny rower nawali.

I tak to trzeba traktować – jako plan b.

(niżej jest kolejny tekst)

41
Dodaj komentarz

avatar
23 Comment threads
18 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
26 Comment authors
Z pamiętnika słoika: pierwszy miesiąc w WarszawiermikkeŁukasz PrzechodzeńMaciej Kurek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Piotrek
Gość

Nie porównuj Paryża do Krakowa

Jan Favre
Gość

Czemu?

Piotrek
Gość

W aglomeracji paryskiej mieszka około 10 mln ludzi. Mimo wszystko mało jest stacji w Krakowie, w znacznie mniejszym Białymstoku jest ich więcej.

Jan Favre
Gość

Wybacz, ale dalej nie rozumiem. Mówisz, że Paryż ma więcej mieszkańców, niż Kraków, po czym, że Białystok jest mniejszy, a ma więcej stacji.

Karolina Franieczek | Życie Me
Gość

Rowerowy pomysł bardzo fajny. We Wrocławiu jest Nextbike i jak powstał to też się jarałam jak dziecko, ale niestety, tak jak i w Krakowie stacji i samych rowerów zbyt mało i też raczej okupują centrum. Chcieliśmy kiedyś zrobić sobie taki mały objazd, to przez pierwsze dwie stacje przesiadka się udała, ale jak dojechaliśmy do trzeciej był tylko jeden rower – cóż, bywa. Oczywiście, jak pomysł powstał, były ankiety, gdzie powinny być kolejne stacje, ale na ankietach się chyba skończyło, bo nie widzę nowych punktów na mapie.

olgacecylia
Gość
olgacecylia

15. Wieszające się stacje. W tym sezonie dwa razy wypożyczałam rower. Raz na Szwedzkiej, udało się bez problemu. Drugi raz chciałam to zrobić na Placu Wszystkich Świętych. SMS przyszedł, ale rower nie dał się odpiąć, a stacja się zawiesiła, czas wypożyczenia leciał, ja próbowałam dodzwonić się na infolinię, która była cały czas zajęta, a za mną stała kilometrowa kolejka wkurzonych ludzi. Od tego czasu mam uraz. Wolę własny rower.

Jan Favre
Gość

Kurczę, nie zazdroszczę, ale może to jakiś turbo pech, bo akurat nie miałem takiego przypadku ani razu, z KMK Bike przez ostatni miesiąc korzystałem kilka razy w tygodniu.

Adriana
Gość
Adriana

Olga – my mieliśmy nieco podobną sytuację – stacja była zawieszona i nie dało się oddać roweru, musieliśmy jechać do innej, ale anulowali nam opłatę dzięki temu.

panpiotr
Gość
panpiotr

nie miałeś pewnie okazji bo stacje mają jakąś sztuczna inteligencję, która wyczuwa, że akurat śpieszysz się na egzamin i wtedy stacja zwiesza się! Przetestowane na własnej skórze: około miesiąca prawie codziennie używałem KMK, przed jednym egzaminem zepsuta stacja pod jubilatem jak i przy urzędzie miasta, przed następnym w stacji były 3 rowery, ale żadnego z nich nie udało mi się wyrwać ;)

a i pinu nie trzeba wpisywać jak zeskanujesz w automacie swoją kartę miejską a potem swoje dane – potem tylko zbliżasz kartę i wybierasz od razu rower ;)

Jan Favre
Gość

Jeśli przydał Ci się ten tekst i dowiedziałeś się z niego czegoś, co Ci pomoże, proszę puść go dalej. Niech innym osobom zainteresowanym temat też się przyda. Dzięki!

Agata Skop
Gość
Agata Skop

Ciii, bo wtedy serio będzie ciężko o rowery na stacji :-P

mówiłam już, że bardzo fajnie piszesz? Lubię Cię czytać :-)

Jan Favre
Gość

Dzięki, dzięki!

Adriana
Gość
Adriana

Trochę korzystałam z tych rowerów, aż w końcu zniechęcona ciągłym brakiem na stacji koło mnie lub usterkami i każdorazowym obniżaniem siedzonka kupiłam sobie własny… :) Kilka uwag do tego co napisałeś : 1. U mnie zaksięgowała się kwota w niecałe 5 minut, zarówno w tygodniu jak i w weekend. Może to kwestia mojego banku, nie mam pojęcia, w każdym razie nie miałam problemów. 3. Ma być zwiększone do 40 minut, dla osób posiadających bilet miesięczny. Kiedy – oczywiście nie wiadomo ;) 4. Są planowane bardziej oddalone stacje, pierwsza właśnie w Nowej Hucie. 6. Bo to galeria, albo hotel (pod nim… Czytaj więcej »

Jan Favre
Gość

1. To albo Ty miałaś farta albo ja pecha, ale czekałem 2 dni ;)
3., 4. – Plany, plany, plany, jak zobaczę, to uwierzę ;)
6. Jasne, rozumiem, że to „teren prywatny”, ale na przystanku tramwajowym już nie byłoby problemów, żeby zrobili stację, a baaardzo by się przydała.

Adriana
Gość
Adriana

Mateuszowi też w takim samym czasie zaksięgowało – bank ING i PKO ;) a jeszcze wracając do placu przed galerią… tam przypadkiem nie ma zakazu jazdy rowerem? ;)

johan
Gość
johan

miałeś pecha!

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Z Audioriver jest trochę podobna historia jak z Hip-Hop Kempem, też zbierałem się kilka lat zanim w końcu pojechałem na festiwal. Zawsze coś stawało na drodze, zazwyczaj ze skrajności w skrajność – albo za mało kasy albo za dużo pracy. W tym roku w zasadzie z dnia na dzień stwierdziłem, że jadę, wydzwoniłem znajomych i ruszyliśmy do Płocka.

Nawet jeśli nie jarasz się muzyką elektroniczną, to warto umieścić Audioriver w swoich planach wakacyjnych ze względu lokalizację festiwalu. Jezioro, plaża i masa terenów zielonych tworzą niepowtarzalny klimat i dają poczuć, że jesteś daleko, daleko poza miastem. Choć do centrum jest jakieś 20 minut z buta.

Nie wiem na ile wideo z relacją to oddaje, ale było bardzo przyzwoicie. Napisałbym, że pierwszoklasowo, gdyby nie fakt, że impreza trwała tylko 2 dni. Za krótko! Jak ktoś był niech da znaka w komentarzach. A jak nie, to chętnie przyjmuję sugestię na jaki festiwal jeszcze warto wybrać się w tym roku. Poza Kempem oczywiście.

Pogotowie Życiowe #4: Miłość, czy pieniądze?

Skip to entry content
miłość czy pieniądze
autorem zdjęcia jest Opensource.com

Cholera, coraz bardziej podoba mi się ten cykl i coraz bardziej jestem dumny ze społeczności jaka tu jest (tak mówię o Was). Po zeszłotygodniowym „Pogotowiu Życiowym”, gdzie rozmawialiśmy o sytuacji Laury, która poszła do łóżka z byłym swojej koleżanki, kolejny raz byłem w szoku. Po pierwsze z powodu ilości empatii i zaangażowania w temat do tego stopnia, że dzieliliście swoimi prywatnymi historiami, o których wielu bałoby się mówić (dzięki!). Po drugie, że mamy bardzo podobny tok rozumowania i czytając Wasze komentarze czułem, że de facto nie muszę już umieszczać swojej opinii, bo napisaliście wszystko to, co sam chciałem wrzucić.

Dzisiaj problem niby też dotyczący związku, ale jednak inny, niż pozostałe. Tym razem nie chodzi o kwestie łóżkowe, czy trudności przy angażowaniu się w nową relację. W przypadku Róży i jej chłopaka na drodze do motyli w brzuchu stanął hajs.

 

Pieniądze kontra miłość

Kilka miesięcy temu poznałam chłopaka w mieście w którym studiuję, na początku podchodziłam do niego z lekką ostrożnością, bo wiadomo nie chcę się zawieść. Od samego początku starał się bardzo o mnie, kwiaty itd. Kolejna randka to pierwszy pocałunek, wszystko pięknie i ładnie się układało. Czułam się trochę jak w filmie, ale myślałam sobie wtedy-dziewczyno nie daj się oczarować tak szybko. Po jakimś czasie powiedział mi ,że mnie kocha. Spotykaliśmy się w weekendy i głównie wtedy gdy miałam akurat zajęcia na uczelni w tym mieście, ponieważ studiuję zaocznie. Bardzo dużo rozmawialiśmy przez telefon , a nawet godzinami i to były cudowne rozmowy, aż ciężko to opisać.

Od samego początku wiedziałam,że ma kłopoty finansowe,że firma nie przynosiła zysków, że ma kredyt i że myśli o wyjździe zagranice. Nie byłam zadowolona tym faktem, ale pieniądze nie są dla mnie,aż tak waże aniżeli wnętrze.Postanowił,że narazie nie wyjedża i będzie szukał pracy tutaj. Ja oczywiście starałam się go motywować i wspierać. Mimo tego po pewnym czasie znów zaczął myśleć o wyjezdzie, bo mieć dlugi i słabo płatną pracę to niezbyt łatwe.

Poznał moją rodzinę. On bardzo chciał,żebym ja poznała Jego rodzinę. I w weekend po zajęciach pojechaliśmy do Jego domu, gdzie poznałam jego rodziców, praktycznie cały czas spędziliśmy na herbacie i wesołej rozmowie wspólnie z rodzicami. Panowała luźna i miła atmosfera…na dodatek poznałam Jego starsze rodzeństwo. Wtedy poczułam,że go kocham i tego wieczora wyznałam mu miłość. Na następny dzień zadzwonił do mnie by podzielić się wrażeniami. Powiedział ,że mama lepiej się czuję przy mnie aniżeli przy swojej synowej, którą zna już 10 lat, tata stwierdził natomiast,że jestem dobrą kandydatką na żonę. Znam swoją wartość, wiem,że jestem ładna i mądra, ale przy Nim czułam się jeszcze piękniejsza i rozpromieniona.

Do rzeczy, spędzaliśmy dalej czas razem w miarę możlowosci, ze względu na koszty jego przyjazdy do mojego domu nie byly możliwe, więc spotykaliśmy się jak zwykle co 2 tygodnie mniej wiecej. W maju otwarto rynek pracy w Szwajcarii, daltego mój chłopak zaczął myśleć o wyjeżdzie. Nie byłam zachwycona, wiedziałam ,że musi wyjechać. Oswoiłam się z tą myślą. Przedstawił mi to w ten sposób,że bedzie go stać na samolot do Polski co jakiś czas i w wakacje będę go mogła też odwiedzić, do tego rozmowey tel. i skype.

Po mimo tych problemów starał się niezałamywać, jezdził na rolkach, brał udział w wydarzeniach sportowych. Pieniądze z pracy dorywczej szly na bieżące rachunki, więc nie ma mowy o spłacie kredytów. W połowie czerwca zdałam wszystkie egzaminy przed rozpoczęciem sesji. Miał przyjechać do mnie za tydzień, mówił jak bardzo tęskni, bo w ostatnim czasie widywaliśmy się co tydzień, ale że nie ma pieniędzy i że chciałby być już wolny od długów. Rozmawialiśmy, ale rzadziej, czego w związku na odległość nie powinno być. Czułam że się oddalamy,że niby jest dobrze,ale nie do końca….potem wyznał mi ,że myslał,że wczesniej rozwiązą się jego problemy i raczej jak wyjedzie to na stałe.

Potrafil nie odzywac się 2 dni, pisałam do niego, chciałałam by czuł moją obecnosc i to,że go wspieram, Mówił,że widzi,że wspieram go, że jestem kochana….i że go męczą problemy i ,że patrzy na to realnie i ,że raczej nie odnajdę się w innym kraju….pomyślałam gdzie ten chłopak , któty walczył, wiedział czego chce, który mnie przekonywał (nie ukrywam,że poczatkowo mówiłam że nie chce wyjeżdzać, ale tylko dlatego by został tutaj…ale od czego sa kompromisy). Postanowiłam zawalczyć, bo ja miałam więcej siły niż on..spotkaliśmy się….wyjaśnił parę rzeczy….dał mi do przemyślenia, po spotkaniu 2 dni odzywał się potem zapadła cisza. Nie wiedziałam jak to rozumieć, czy mnie olewa. Napisał,że ciezko mu się teraz skupic na zwiazku,że nie wie nic, ze totalny bałagan się zrobił i wydaje mu się,że ciezko było by mi opuścić Polskę.

Obecnie sytuacja wygląda tak,że on milczy. Nie rozstał się ze mną oficjalnie, ale ja to tak rozumiem, a właściwie nie rozumiem….wolę szczerość niż niepewność . Spójrz na to wszystko męskim okiem i powiedź co myślisz. Ps strasznie sie rozpisałam i przepraszam za to ale to tylko dlatego by jasniej przedstawić całą sytuację. Rozum i bliscy podowiadają dać sobie spokój, serce ma troszkę inne zdanie. Raczej pogodziłam się z faktem,że nie poskłada to wszystko się tak nagle w całość.

Róża

Dla formalności przypomnę o zasadach cyklu:

– przez pierwszą dobę wypowiadacie się tylko Wy, ja swoje spojrzenie na problem wrzucam dopiero na drugi dzień, żeby niczego nie sugerować

– staramy się pomóc, co jest równoznaczne z tym, że nie kpimy z sytuacji, w której znalazła się autorka, a tym bardziej z niej, ani pod żadnym pozorem nie robimy przytyków personalnych

– jesteśmy mili i kulturalni dla pozostałych wypowiadający, nawet jeśli całkowicie nie zgadzamy się z tym co napisali.

Przechodząc do meritum – jak Wy to widzicie? Chłopak mówi, że kocha, ale chce wyjechać za pieniądzem. Ściemnia? A jeśli nie, to czemu nie chce, żeby Róża z nim jechała? Duma i męskie ego jest ważniejsze od miłości? Jest jakieś wyjście z tej sytuacji, tak aby Róża skorzystała z niego bez złamanego serca?

Przechodząc do meritum – jak Wy to widzicie? Chłopak mówi, że kocha, ale chce wyjechać za pieniądzem. Ściemnia? A jeśli nie, to czemu nie chce, żeby Róża z nim jechała? Duma i męskie ego jest ważniejsze od miłości? Jest jakieś wyjście z tej sytuacji, tak aby Róża skorzystała z niego bez złamanego serca?

Nie wiem jakiego rzędu wielkości są długi Twojego chłopaka, ale z tego co relacjonujesz, wynika jakby to były dziesiątki tysięcy. Jeśli faktycznie tak jest, to uważałbym na takiego człowieka, bo zadłużenie się do tego stopnia świadczy o wyjątkowej lekkomyślności i nieodpowiedzialności życiowej. W problemy finansowe tego stopnia nie popada się z dnia na dzień. To jest proces, który trwa dłuższy czas i wynika z nawyków myślowych, które w pewnym wieku już trudno zmienić, a na pewno nie da się bez zaangażowania głównego zainteresowanego.

Jeśli jednak sytuacja jest trochę przekoloryzowana i nie jest to 60 tysięcy, tylko 6, to też nie świadczy o nim najlepiej. Z kilkutysięcznego długu nawet przy słabo płatnej pracy da się zejść w rok i zaręczam, że da się to zrobić bez wyprowadzki z kraju. Jeśli tak lekko jest mu rzucić wszystko i wyprowadzić się na stałe, to znaczy, że za bardzo nic go tu nie trzyma. Do niczego nie jest przywiązany i na niczym, i również na nikim, mu nie zależy.

Istotną kwestią jest też jego niezaradność życiowa. Z tego co piszesz wnioskuję, że ma 20-kilka lat i przynajmniej maturę. W takiej sytuacji nie wiem co trzeba robić, że nie znaleźć jakiejś nie-beznadziejnej pracy na dłużej. Przez te kilka miesięcy, które ze sobą jesteście już dawno zdążyłby dostać się albo do korpo, albo na kelnera w przyzwoitej restauracji, albo na budowę jeśli nic umysłowego, ani związanego z prezencją nie wchodzi w grę. Serio, to nie jest tak, że w całym kraju nie ma pracy. Jest i to całkiem sporo, tylko trzeba się trochę postarać.

Co do jego miłości do Ciebie, to wygląda na to, że wygodnie jest mu mieć kogoś, kto niczego od niego nie wymaga. Nie masz co do niego oczekiwań, nie wywierasz na nim presji, tylko pokornie przyjmujesz wszystko co powie i jeszcze w tym wspierasz. Jest mu na rękę, że nie musi się starać, a Ty i tak nie odejdziesz, co najdobitniej pokazuje sprawa z przyjazdem do Twojego domu po sesji egzaminacyjnej. Ile kosztowałaby go taka wyprawa w tę i z powrotem? W sumie ze 100zł? Wybacz, ale jeśli dorosły/pracujący facet nie jest w stanie odłożyć takiej kwoty, zwłaszcza, że wie o wydatku z wyprzedzeniem, to coś jest nie w porządku.

Wiem, że podchodzisz do tego bardzo emocjonalnie, bo jesteś zakochana, ale spróbuj się zdystansować i spojrzeć na sytuację z perspektywy osoby trzeciej. Ty chcesz być jego dziewczyną, on się spodziewam opiekunki i powierniczki problemów, a tu by się po prostu przydał kop w dupę. I to jego.