Close
Close

Chrońmy grubych, piętnujmy chudych

Skip to entry content

W środę Krzysztof Majak, uczestniczący w akcji PZU „Biegaj na zdrowie”, napisał, że gdy widzi grubych ludzi jest mu ich żal. Zasadniczo w tekście opisuje jak radzi sobie z pozbywaniem się nadwagi, jak to było być w rozmiarze plus, jak to jest z tygodnia na tydzień tracić na wadze i ile to dla niego znaczy. Pewnie wypowiedź przeszłaby bez echa, gdyby nie stwierdzenie, że grubsi mają niższą jakość życia, a otyłość wpływa nie tylko na problemy fizyczne, ale i na inne aspekty egzystencji.

Nie chcę teraz rozstrzygać, czy tak jest, czy nie, ale zwrócić uwagę na coś innego. Na podwójne standardy w traktowaniu osób grubych i chudych.

Jeśli napiszesz komuś w internecie, że ma problemy z nadwagą zaraz zleci się rój obrońców oskarżających Cię o brak tolerancji i dyskryminację mniejszości. Usłyszysz, że otyłość to obciążenie genetyczne, z którym się nie wygra i musisz być wypraną z uczuć kukłą, żeby komuś to wytykać. Ewentualnie, że nadwaga to świadomy wybór i przejaw akceptacji samego siebie, więc goń się, bo gówno wiesz o życiu w zgodzie ze sobą. Ostatecznie, że to zachowanie indywidualności jednostki i kontra do obecnych trendów.

Jakbyś nie poruszył tematu, używając słowa „grubas” jesteś rasistowskim ścierwem.

Zupełnie inaczej jednak ma się sytuacja z komentowaniem sylwetek osób chudych. Tu już nie ma takich argumentów jak dobre samopoczucie, czy autonomiczny wybór. Nie wspominając już o haśle-wytrychu – zaburzeniu. Tyle, że nie na tle genetycznym, a psychicznym. Te same osoby, które fanatycznie walczyły z określeniami „spaślak”, „tłuścioch” i „trzydrzwiowa szafa” nie mają żadnych oporów by użyć takich zwrotów jak „wieszak”, „tyczka”, „kij od szczotki”, „kościotrup”, czy „boże, dajcie jej coś zjeść”.

W przypadku chudych już nie ma empatii i współczucia. Nie ma tej tak kwieciście opisywanej tolerancji i otwierania się na odmienność. Kończy się akceptacja, zrozumienie drugiej osoby, szukanie usprawiedliwień wyglądu i tłumaczenie przyczyn. Szydzenie z kościstych pośladków i wystających obojczyków jest w dobrym tonie, a wytknięcie liczby żeber widocznych na zdjęć uchodzi za szczyt savoir-vivre’u. I gdy chudą dziewczynę ktoś nazwie anorektyczką można tak radośnie przyklasnąć i czuć satysfakcję ze zwrócenia jej uwagi. Równość ponad wszystko!

Piętnujmy chudych, oni nie mają prawa czuć się dobrze w swoim ciele.

(niżej jest kolejny tekst)

48
Dodaj komentarz

avatar
21 Comment threads
27 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
26 Comment authors
Angelika NiedźwiedzkaKonrad Błaszak - KonduxMelAgnieszkaAgata Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Saga Sachnik
Gość
Saga Sachnik

Jaśku, śpiewam i klaszczę na Twoją cześć.

Kiedy czytam komentarze na temat modelek, włos jeży się na głowie. Jad, równanie z ziemią i wyśmiewanie to normalka. Swoją drogą, panuje jakieś rozdwojenie jaźni – z jednej strony nie można mieć wystających obojczyków, ale za to przerwa między udami jest porządana i oddziela szczupłe od „grubasów”. Serio?

Agnieszka B.
Gość

O fak, mam w cholerę wystające obojczyki, za to uda musiałabym chyba tasakiem sobie urżnąć od wewnątrz, żeby mieć przerwę między nimi. Borze sosnowy, kim jestem? Chudogrubołkiem? :D

Jan Favre
Gość

Na blogach modowych w komentarzach też jest ciekawie, zwłaszcza, gdy nakazuje się by dziewczyny zmieniły swój wygląd, bo tak.

olgacecylia
Gość
olgacecylia

Nie tylko na modowych, urodowe są podobne. Ja przeczytałam, że prostych włosów się nie cieniuje, bo wyglądają brzydko, okropnie i „jakoś dziwnie”. 2 miesiące później innej prostowłosej napisali, żeby wycieniowała włosy, bo wyglądają brzydko, dziecinnie, jak u topielicy, jak strąki i oczywiście „jakoś dziwnie”.

Niektórym ludziom nie wiadomo czemu się wydaje, że internety to taka wielka fotka.pl – każde zdjęcie jest wstawione po to, żeby je oceniać.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Będzie długo,trzeba czytać z suchym prowiantem na podorędziu. Będąc doświadczona pobytem po obydwu stronach strzałki na wadze mogę stwierdzić,że ten pan ma rację.Ja co prawda nie byłam targana dylematami typu „wejść na kebsa czy nie”,ale zgadzam się,że grubym po prostu nie jest fajnie być.Począwszy od aspektów związanych z fizyczną prozą życia – nie podbiegniesz,bo się szybko męczysz;temperaturę zawsze odczuwasz nieco wyższą niż faktycznie jest,więc pocisz się jak prosiaczek;często masz wysokie ciśnienie,a to już mało wesołe i bezpieczne – kończąc na takich drobiazgach jak problemy z ubraniami,w których nie wygląda się jak Buka (teraz może mniej,bo wybór jest większy) czy kiepskie… Czytaj więcej »

Marta
Gość
Marta

„w nocy zakrada się do niego krasnal,który przetacza mu dożylnie smalec” – made my day :D
Już wiem czemu schudnąć nie mogę, prze tego krasnala ;)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Określenie ‚chudzina’ jest raczej mało przyjemne, kojarzy mi się z politowaniem, poczuciem wyższości itp., zwłaszcza jeśli kierowane jest do dorosłej kobiety.
U mnie na pewno nie podnosi kącików ;)
Komplementem na temat takiej figury jest określenie jej ‚szczupłą’, ale ‚chuda’ to już o krok od ‚wychudzonej’, czyli najpewniej schorowanej i zabiedzonej.
Nawet Ania z Zielonego Wzgórza mówiła, że nie ma nic romantycznego w byciu chudą :)

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

To,Pani,inne czasy.Za kadencji Ani Shirley nie było w modzie bycie chudą ;).
U mnie „chudzina” nie budzi pejoratywnych skojarzeń.Natomiast określenie „takiej” figury mianem szczupłej jest po prostu niedopowiedzeniem,bo między chudą a szczupłą osobą jest spora różnica.

Króliczek Doświadczalny
Gość

No właśnie problem w tym jak kto co postrzega, bo jednak często to normalne, szczupłe osoby obrywają wszelkimi ‚chudzinami’ ;)

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Często raczej od babć (wiadomo,czemu) albo grubszych koleżanek.Taka moja prywatna obserwacja socjologiczna.Nie masz tak,że koleżanka,z której nogawki od spodni mogłabyś zrobić sobie dwuosobowy śpiwór,najbardziej ciśnie akurat z ciebie,że jesteś za chuda?Albo z innych szczupłych znajomych dziewczyn?

Króliczek Doświadczalny
Gość

Dokładnie tak, napisałam o tym nawet wyżej w osobnym komentarzu. Nie muszą to być bardzo otyłe osoby, ale wystarczy już że dieta jest dla nich czymś uciążliwym i nie mogą przeżyć gdy ktoś je tyle co oni, a nie tyje, nie ma boczków czy zaokrąglonego brzucha.

M.Ortycja
Gość

nazywanie szczupłej czy wg swojej własnej oceny zbyt szczupłej osoby „chudą” to jak nazywanie osoby otyłej „grubasem” – dla mnie to ten sam poziom, czyli słabo.

olgacecylia
Gość
olgacecylia

Bo za czasów Ani Shirley chudość wiązała się z dużo mniejszymi szansami na potomstwo, a więc i zamążpójście, a wtedy wartość kobiety mierzono dziećmi.

Tak, niektórym się chyba wydaje, że mówiąc „jaka ty chudziutka jesteś” mówią komplement. Ale to jest trochę jak z wielkością biustu: usłyszenie „ale masz wielkie cyce!” i „ale płaska jesteś!” jest tak samo niemiłe, to jednak to pierwsze w zamierzeniu ma być komplement.

Agnieszka B.
Gość

Nie napisał chłop nic nadzwyczajnego, w zasadzie wyraził tylko swoje zdanie, które wcale nie było przecież obraźliwe. Doskonale wiem, jak to jest być grubasem. Gdy miałam 20 lat, ważyłam ponad 110 kg, wyglądałam jak chodząca kupa tłuszczu i bardzo długo wmawiałam sobie i otoczeniu, że właściwie bycie grubym jest okej, że to mój wybór, że akceptuję siebie. Ehe. Jasne. Wmawiałam to sobie, a jednocześnie gdzieś tam z tyłu głowy wiedziałam, że to przesrane tak wyglądać, ale nie dopuszczałam tej rozsądnej siebie do głosu. Nie zapomnę, ile razy wmawiałam ludziom, że jestem otyła, bo mam powolną przemianę materii, albo że to… Czytaj więcej »

Voodoo Child
Gość
Voodoo Child

Wielu ludzi nie wie o tym, że – uwaga uwaga! – niektórzy są chudzi z powodu SZYBKIEGO metabolizmu, z którym niewiele da się zrobić. Denerwujący jest stereotyp „chudy=głodzi się”. Jestem osobą chudą odkąd pamiętam, jem odpowiednią ilość kalorii, nigdy nawet nie pomyślałam, żeby przejść na dietę, a mimo to obojczyki niezmiennie wystają. Często spotykam się ze stwierdzeniem, że powinnam jeść więcej, jednak dobrze czuję się w swoim ciele i jakkolwiek go inni ludzie nie nazwą nie zamierzam wciskać sobie jedzenia na siłę.

Jan Favre
Gość

Pomijając jednak kwestię z czego to wynika i czy to dobrze, czy źle, to podwójny standard w stylu „osoby z nadwagą dobrze czują się ze swoim ciałem, odwalcie się od nich” i „wygląda jak wieszak, weźcie ją do mięsnego” jest nie w porządku.

Voodoo Child
Gość
Voodoo Child

Masz rację, chciałam tylko powiedzieć, że tak jak u niektórych otyłych sylwetka może być wynikiem genetyki, tak też u chudych wystające kości nie zawsze są wynikiem głodzenia, dlatego modne ostatnio napastowanie na osoby chude jest często nielogiczne, ale taki też mniej więcej przekaz ma Twój post ;)

Joanna Głuszek
Gość

Temat podwójnych standardów grubości vs. chudości jest już trochę przechodzony i odnoszę wrażenie, że już każdy wie, że mówienie „dajcie jej kanapkę” to NIE JEST ani zawoalowany komplement ani konstruktywna krytyka. Tyle tylko, że nawet jeśli spotkasz jeszcze jakieś „dajcie jej kanapkę” w komentarzach na Pudelku, to już gdyby osoba publiczna udzielając wywiadu powiedziała „gdy widzę chudych ludzi, jest mi ich żal”, zostałaby skrytykowana dokładnie tak samo, jak w odwrotnym przypadku. Poza tym jednak, nawet mimo że zgadzam się z ogólnym przesłaniem, to nie sposób nie zauważyć, że skala problemu naprawdę znacznie się różni w tych przypadkach. Mówienie o tym,… Czytaj więcej »

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Nigella powiedziała kiedyś,że chudość kojarzy jej się z chorobą.Nie spadły chyba na nią gromy-ale mogę się mylić.Chyba,że to było sprzed afery kokainowej,kiedy jeszcze wszyscy ją lubili ;).
Ale zgadzam się,często kiedy ktoś chce komuś po prostu dowalić,to chwyci się wszystkiego:”tyczka”,”spaślak”,”żyrafa”,”kurdupel”,”ryży”,”tleniona”.

Jan Favre
Gość

„odnoszę wrażenie, że już każdy wie, że mówienie „dajcie jej kanapkę” to NIE JEST ani zawoalowany komplement ani konstruktywna krytyka” – Asia, to poczytaj komentarze pod tekstami przy okazji tej aferki. Jedną ręką rozkłada się parasol empatii nad puszystymi, a drugą szczuje modelki ujmując im na wartości.

Joanna Głuszek
Gość

No właśnie źle się wyraziłam, mówiąc, że „chyba każdy”, a dopiero potem dodałam rozgraniczenie, że w sferze publicznej, bo w komentarzach dzieją się różne rzeczy. W tej sprawie oburza może nie tyle sam pogląd (anty)bohatera, co fakt, że wygłasza go osoba publiczna. Masz trochę racji, jasne, choć mnie się wydaje, że komentarze mają to do siebie, że pisze się je anonimowo (nb. Wojciech Orliński w swojej książce zauważa, że nawet pisząc pod własnym nazwiskiem ludzie coraz częściej pozwalają sobie na więcej, bo wydaje im się, że w internecie i tak „giną”) i typowy człowiek korzystając z tej anonimowości trochę się… Czytaj więcej »

M.Ortycja
Gość

wpisy na ten temat czytałam już na kilku blogach co prawda, ale uważam, że to wciąż za mało, jako osoba podobno zbyt szczupła wcale nie uważam tematu za przechodzony, wręcz przeciwnie – uważam, że powinno się o nim mówić jak najwięcej, żeby ludzie sobie w końcu to wbili do swoich pustych makówek

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

5 produktów spożywczych, których nie da się otworzyć i odstawić

Skip to entry content

Są rzeczy na tym świecie, które się dietetykom nie śniły. Choćbyś nie wiem jak silną miał silną wolę, to jest jedzenie, przy którym słabnie jak Superman przy kryptonicie. I to nie słabnie na zasadzie, że weźmiesz kęsa albo trzy. Są takie rarytasy, przy których człowiek robi oczy jak Czarodziejka Z Księżyca i zaczyna ślinić się jakby miał dostać padaczki. I nie przestaje, dopóki nie zeżre całego.

Przy czym nie chodzi tu o ulubione dania. Potrawy mają to do siebie, że zjada się je w całości. Chodzi o produkty spożywcze, których po otworzeniu nie da się odstawić. Mają tak specyficzny smak, tak uzależniająco łechcą kubki smakowe, że nie da się ich zjeść tylko trochę. Nie da się przestać w połowie i zostawić na jutro. Chowanie do lodówki na później nie działa.

Mózg każe jeść. Jeść, aż język nie zatrzyma się na opuszkach palców. To po prostu uzależniające jedzenie.

 

Szynka parmeńska

Prosciutto Crudo - szynka parmeńska

Rzecz droga i jak na polskie warunki wciąż egzotyczna/niepopularna. Zazwyczaj na stoły wjeżdża z okazji świąt, komuni i urodzin. Rzadziej pogrzebów. Najlepsza z Delikatesów 13, ale nie zawsze jest czas, żeby po szynkę specjalnie biegać na Rynek. Zawsze obiecuję sobie, że zostawię połowę i zjem na drugi dzień z melonem. Jeszcze nigdy mi się nie udało.

 

Mini salami pleśniowe

Salami Snakcs - snacki pleśniowe

Pierwszy raz pleśniowych kiełbas próbowałem 2 lata temu podczas pierwszej wizyty w Paryżu, ale nie zwróciłem na nie specjalnej uwagi. Nie żeby mi nie smakowały, wręcz przeciwnie. Wszystko mi tam smakowało, dlatego trudno było zapamiętać tę jedną jedyną kiełbaskę. Kiedy wpadłem na nią podczas zakupów w Tesco, zrozumiałem, że to nie przypadek. To miłość. A fakt, że jest w formie takich malutkich ogonków sprawia, że nawet nie wiesz, kiedy pochłaniasz ją całą.

 

Smoothie z truskawek i bananów

strawberry banana smoothie

To z kolei odkrycie z wyprawy do Londynu szlakiem polskich rodzin. Po pierwszej wypłacie stwierdziliśmy, że zaszalejemy i wydamy całego funciaka na koktajl. Biorąc pod uwagę, że mieliśmy wtedy zawrotny budżet – 5 funtów na dzień na WSZYSTKO – to było to naprawdę dużo. Ale było warto. Jeden z lepszych smoothiesów jaki piłem.

 

Lody Carte Dor Creme Brulee

Carte Dor - Creme Brulee

Kiedyś już pisałem, że mógłbym zostać ambasadorem tych lodów albo nawet maskotką. Ten palony cukier rozsadza mózg. Nie wiem czy dodają do tego narkotyków, czy tylko polskiej amfetaminy, ale to uzależnia. Co dziwne, gdy opanuje się cukrowe omamienie, wyraźnie czuć smak masła. I to masło dalej smakuje! Czujecie?

 

Mleczko w tubce

mleczko w tubce

Doszliśmy do kozaka i to w dodatku klasyka. Chciałbym rzucić jakąś lotną metaforę albo zabójcze porównanie, ale w obliczu tego kultowego smakołyka wszystko jest miałkie. Kto nie jadł tego w podstawówce, ten nie wie co to szczęśliwe dzieciństwo.

 

Więcej, więcej, więcej!

Tak – jestem masochistą. Tak – potrzebuję więcej uzależnień. Tak – chcę żebyś podał swoje typy szamy, której nie da się tak po prostu otworzyć i odstawić na jutro. Trzeba zjeść natychmiast! Całą!

– No i jak ta panna?

– Która?

– Nie udawaj, że jest ich więcej niż jedna, ta, z którą miałeś iść do MOCAKu.

– Aaa, ta…

– No?

– No, taka, sympatyczna.

– Czyli nic nie będzie?

– Nic.

Większość facetów ma tę cechę – która różni ich od kobiet – że w przypadku zawodów miłosnych, rozczarowań damsko-męskich, czy po prostu porażek towarzyskich, nie jest zbyt wylewna. Nie ma barwnych opisów, obrazowych przykładów, czy homeryckich porównań. Nie ma rysowania portretu psychologicznego, wciągania słuchacza w kontekst historii i budowania napięcia. Cała wypowiedź zawęża się do jednego zdania, a postać niewiasty, z którą dane im było obcować, do jednego epitetu.

Jeśli relacjonując przebieg znajomości odnoszą się do aspektu wizualnego, z interpretacją ich odczuć jest dość prosto:

gruba = za gruba

wysoka = za wysoka

[emaillocker]

brzydka = nieatrakcyjnie ubrana i pomalowana

plastik = zbyt atrakcyjnie ubrana i pomalowana

ruda = ruda

Jeśli jednak nie same kwestie związane z wyglądem zaważyły na braku konsensusu, ale również cechy odnoszące się do osobowości, to jest już trudniej. Skwitowanie dziewczyny określeniem „głupia” może znaczyć, że ma niski iloraz inteligencji, niewielką wiedzę ogólną i wąskie zainteresowania, ale równie prawdopodobne jest, że po prostu nie śmiała się z jego żartów. Albo przegadała go używając słów, których nie rozumiał. Albo chciała związku do grobowej deski, a on tylko do śniadania. Albo 2589 innych rzeczy.

Jest tylko jedno określenie dziewczyny, które u każdego faceta znaczy to samo.

sympatyczna = aseksualna i nieciekawa

[/emaillocker]

3 mężczyzn, 4 kobiety, 24 godziny w Krakowie

Zapis doby wyrwanej bez znieczulenia z życia byłej stolicy. Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów.

Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy?

Noc w środku juwenaliów pełna jest wykrzyczanych pytań. Dzień przynosi odpowiedzi, których nikt nie chce słyszeć, nawet gdy są wypowiedziane szeptem. Czy uwierzysz bohaterom, przekonującym siebie nawzajem, że „to tylko seks”?

Zobacz książkę!