Close
Close

supersamiec

„Lubię ładne rzeczy i chcę mieć na nie” zarapował w 2006 Dizkret w kawałku z Brudnymi Sercami i mimo upływu lat jego słowa nie tracą na aktualności. Przynajmniej dla mnie. Lubię ładne buty, bluzy, swetry, koszulki, kurtki, czapki i lubię wyglądać lepiej, niż typowy Janusz. Nie wiem, czy to kwestia próżności, czy tego, że ten świat jest zbudowany na fundamentach wizualnych i jakbym nie zaklinał rzeczywistości, to jednak szata zdobi człowieka. I często obrazuje jego wyjątkowość.

Dawno, dawno temu (gdy jeszcze nie ujawniałem facjaty, a dinozaury chodziły po ziemi) napisałem jak ubiera się moja Supergirl, czyli zestawienie blogów najlepszych szafiarek. Ciuchy tam były jak marzenie i nie mówię tego tylko dlatego, że dziewczyny wyglądały jak fantazja. Pora przerzucić piłeczkę zainteresowania na drugą połowę boiska i pokazać w czym chodzi SuperSamiec. I skąd brać inspiracje, żeby nie dać się wdeptać w szarość chodnika sandałami umocowanymi na skarpetach.

Poniżej 5 najbardziej stylowych facetów w polskiej blogosferze, podzielonych tematycznie na każdą okazję.

 

Na zebranie zarządu

1 Mr Vintage Michał Kędziora

Nigdy nie byłem fanem klasycznej elegancji, bo wydawała mi się nudna i przesadnie patetyczna. Mr Vintage swoim blogiem udowadnia, że nie musi tak być. Że zakładając marynarkę i pantofle nie trzeba równocześnie kastrować się z luzu. Jak po 30-stce otworzę swoją sieć kawiarni na spotkania strategiczne będę śmigał tylko w zestawach Michała.

 

Na premierę nowego filmu Tarantino

3 fashionable innovations

Adam z Fashionable Innovations, to wariat jakich mało. Przesadza, przekracza granice, jedzie po bandzie, prowokuje i widać, że się przy tym dobrze bawi. Gdyby Quentin wiedział o jego istnieniu, błagałby go o stylizowanie aktorów w swoich filmach. Albo przynajmniej chciał przybić piątkę.

 

Na jedno małe

4 Ekskluzywny Menel

Ekskluzywny Menel wjechał z buta w polską blogosferę i media. Prowadzi bloga ledwo rok, a już jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych twórców w swojej kategorii. Ze wszystkich chłopaków w rankingu prezentuje stylówki najużyteczniejsze w kontekście dnia codziennego. Proste, wygodne, ale wciąż oryginalne. W sam raz na jedno małe. Góra dwa.

 

Na odbiór haraczu

2 Szarmant Roman Zaczkiewicz

Są takie momenty w życiu mężczyzny (poza ślubami i pogrzebami), że trzeba ubrać się jak Al Pacino. Albo jak Humphrey Bogart. Albo jak Wilk z Wallstreet. W takiej chwili zaczynasz rwać siwe włosy z potylicy i przeglądać wszystkie gangsterskie filmy z ostatnich dwóch dekad, po czym wchodzisz na blog Szarmanta.

 

Na pokazanie kto ma swag!

5 Vanitas

Myślisz, że prawdziwy swag jest tylko w Stanach? Że u nas nikt nie buja się jak Asap Rocky? Błąd! Vanitas pokazuje jak zrobić Amerykę w Polsce bez zmieniania koloru skóry. Nie wiem, czy to kwestia budowy ciała, zarostu, czy błękitnych oczu, ale ten gość we wszystkim wygląda mega naturalnie. I przede wszystkim dobrze. Polecam tego Allegrowicza.

(niżej jest kolejny tekst)

22
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment threads
12 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
MaddKamil PawelskiAggaArlnie Co Ja Plotę?Agata Muszyńska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Martyna Kubicka
Gość
Martyna Kubicka

lajkłam. komentarz prawdziwny będzie, jak się wyśpię

Jan Favre
Gość

:*

Króliczek Doświadczalny
Gość

Na odbiór haraczu <3

PS – a co ma Quentin do Las Vegas Parano, bo jakoś nie wyłapałam?

Jan Favre
Gość

Jak zobaczyłem marynarkę na pierwszym zdjęciu to mnie poniosło i zapomniałem, że to Terry Gilliam ;)

Zuza B
Gość
Zuza B

w kategorii ‚na jedno małe’ oprócz Menela postawiłabym też Grubą Rybę z casualism.pl :)

Magda
Gość
Magda

o tak, Big ♥

Jan Favre
Gość

Szacun, że nie pokazuje twarzy. A i chyba gdzieś widziały podobny szablon ;)

Zuza B
Gość
Zuza B

Jedyny słuszny! :D

Martyna Kubicka
Gość
Martyna Kubicka

nie chce mi się prawdziwnego. sobie patrzę i jest fajnie.

Agnieszka B.
Gość

Ła jakie fajne!!!

Agnieszka B.
Gość

PS. Dobrze, że mam syna, podpatrzyłam kilka świetnych stylówek *_*

Jan Favre
Gość

A dla męża nic się nie znajdzie?

Agnieszka B.
Gość

Dla (nie)męża też by się znalazło, chociaż on w takim wieku, że już czwórka z przodu i nie wszystko mu – w jego mniemaniu – pasuje :)

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

wpis jest wynikiem współpracy z marką Coca-Cola

Puchar Świata, mundial, World Cup, FIFA, mecz, drużyna, faza grupowa, faza pucharowa, rozgrywki, turniej finałowy, spalony, bramka, dogrywka, karne, emocje, głód, Luis Suarez. Od dwóch tygodni te zwroty opanowały internet, prasę, radio, telewizję, rozmowy telefoniczne, smsy i spotkania. To znaczy ich męską część.

Gdy zaczynają się mistrzostwa świata w piłce nożnej, faceci wydawałoby się, że mówią po polsku, ale jednak w obcym języku i często trudno się z nimi dogadać. O ile powyższe hasła można wpisać w Wikipedię i bez trudu rozszyfrować ich znaczenie, o tyle z innymi zwrotami może być problem. Bo niby brzmią normalnie, ale jednak znaczą coś innego, niż na co dzień.

Aby w narodzie nieprzerwanie panowała miłość i zrozumienie, razem z Coca-Colą – oficjalnym sponsorem Pucharu Świata w Brazylii – postanowiliśmy rozłożyć męskie odzywki na czynniki pierwsze i wyjaśnić, o co tym kolesiom do diaska chodzi. Sprawdźcie mundialowy słownik męsko-damski, czyli przełożenie tego co mówią faceci, na to co myślą.

Źle się czuję, możemy dzisiaj zostać w domu? – wiem, że chcesz wyjść, ale dzisiaj jest mecz

Wiesz, że nigdy nie przepadałem za klubami. Może spotkamy się z nimi na spokojnie w jakimś barze? – no dobra, jak już tak bardzo chcesz, to chodźmy gdzieś, gdzie jest chociaż telewizor

A co tam w ogóle u Karoliny, widziałyście się ostatnio? – nie wyszłabyś z koleżankami na miasto, bo zaprosiłem już chłopaków?

Która godzina? – za ile mecz?

Dzisiaj już wtorek? – dzisiaj gra Argentyna?

Zaraz – po meczu

Później – jutro

Jutro – w tym tygodniu

Nie, nie mam pojęcia, gdzie są koreczki ze śliwek i boczku – głupia sprawa, ale chłopaki dorwały się do nich w przerwie meczu

Ten film to kicha. Ledwo 5/10 na Filmwebie, poza tym Marek go widział i mówił, że słabizna – błagam nie przełączaj!

Nie lubię chodzić na jego koncerty, wszystkie wyglądają tak samo – chętnie bym poszedł, ale w tym samym czasie jest mecz

Skończył się papier toaletowy? A sprawdzałaś za szafką? – wiem, że papier się skończył, bo od wczoraj jadę na chusteczkach, ale jest mecz, więc gram na czas

Tak, kupiłem – zupełnie o tym zapomniałem, ale kupię jutro z samego rana

Przepraszam, zapomniałem – przepraszam, ale gdybym zrobił to o co mnie prosiłaś spóźniłbym się na mecz

Możemy się pośpieszyć? – za kwadrans zaczyna się mecz

Byłaś w sklepie? – jest jeszcze Cola w lodówce?

Byłaś na zakupach? – są jakieś czipsy?

Tak, kochanie – nie mam pojęcia co do mnie mówisz, ale wydawało mi się, że to było pytanie, więc wolałem odpowiedzieć twierdząco, żeby nie narażać się na dalszą dyskusję, czy – nie daj boże – kłótnię. Najprawdopodobniej, nigdy bym się na to nie zgodził, ale piłka, emocje i w ogóle

GOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOL!!! – jeśli nie okaże się, że jest spalony, to wygląda na to, że drużyna, której kibicuję zdobyła punkt

Jak można było to puścić? Jak?! J-A-K?!?!?! – jak wiesz, nie jestem zawodowym piłkarzem, nie mam też doświaczenia w szkoleniu sportowców, ale co czwartek gram w FIFĘ na konsoli, więc mam prawo stwierdzić, że zrobiłbym to lepiej

No i gdzie żeś był? – no i gdzie on był?

Jaki spalony? Nie było żadnego spalonego! – obstawiłem u bukchamera, że ta drużyna wygra

Strzelaj! Strzeeelaj! Strze-e-e-e-elaj! – strzelaj

 

Czegoś brakuje?

Już niebawem wielki dzień w życiu tegorocznych maturzystów. Odbiorą wyniki z egzaminu dojrzałości i dowiedzą się, czy po tych 3 latach spisywania prac domowych na długich przerwach i pozorowania nauki w ostatniej ławce, coś zostało im w głowach. I to coś wymiernego, wyrażonego w liczbie znajdującej się między 0 a 100. Cześć z nich z pewnością dozna szoku, że mimo wybiórczego podejścia do nauki, ma więcej punktów od dziobaków wkuwających na blachę każdą linijkę z książki. Też tak miałem.

Niezależnie, w której grupie jesteś, to z pewnością dojdzie do Ciebie egzystencjalne pytanie „co ja, do cholery, mam ze sobą dalej zrobić?”. To hasło w trakcie życia powraca wielokrotnie, co jakiś czas zmieniając formę, a tym razem brzmi jak „jakie studia wybrać?”. Nie będę się rozwodził nad tym, czy studia mają sens, czy nie (bo to temat na książkę, w dodatku moją i to piątą). I tak większość z Was na nie pójdzie. Wybór studiów, jak każdy inny wybór, można spieprzyć i to spieprzyć spektakularnie.

Poniżej 3 kroki, które musisz podjąć, żeby pluć sobie w brodę przez kolejne kilka lat, a jak dobrze pójdzie, to i całe życie.

 

Krok #1: Wybierz miasto ze względu na znajomych

Nie ma sensu, żebyś wybierał się na studia do Wrocławia tylko dlatego, że Ci się podoba i od zawsze marzyłeś o tym, żeby tam mieszkać. Jeśli połowa Twojej klasy będzie studiować w Rzeszowie, bo jest najbliżej i na dobrą sprawę nawet nie trzeba się przeprowadzać, bo to tylko 30 kilometrów, idź za nimi! Będziesz miał sprawdzoną, zaufaną paczkę, która co prawda doprowadza Cię do szału, ale przynajmniej ją znasz.

Chyba nie ma nic gorszego, niż poznawanie nowych ludzi i zaczynanie relacji od zera. Nie dość, że masz świeży start i możesz budować kontakty bardziej świadomie, niż w liceum, to jeszcze mogą okazać się ciekawsze, niż te stare. A nie daj boże, odkryją przed Tobą nowe horyzonty i zaczniesz interesować się rzeczami, o których wcześniej nie miałeś pojęcia.

Tyle gadania, tyle poznawania się, tyle imprezowania, tyle trudu. To nie ma sensu, lepiej zostać na starych śmieciach.

 

Krok #2: Wybierz uczelnię, na której studiowali Twoi rodzice

Tatuś z mamusią powiedzieli Ci, że tylko Uniwersytet Jagielloński? Że żadna inna uczelnia w kraju nawet nie może z nim konkurować? Że tylko tam dostaniesz solidne wykształcenie, które pozwoli Ci znaleźć stabilną pracę w dobrej firmie? I w ogóle, to mają najlepszą kadrę nauczycielską, rewelacyjne sale wykładowe i świetne wyposażone pracownie? Cóż, muszą mieć rację, w końcu ostatni raz tam byli jedyne 25 lat temu.

 

Krok #3: Wybierz kierunek bo jest wysoko w rankingach

Tylko informatyka kolego, tylko informatyka! Rankingi nie kłamią. Olać pasję, olać zainteresowania, olać predyspozycje, liczy się hajs! Rozwój sieci komputerowych, projektowanie aplikacji na urządzenia mobilne, Ruby on Rails, ewentualnie bazy danych. Zapamiętaj te pojęcia,  bo któreś z nich już od października stanie się osią Twojego życia. Kto wie, może nawet zostaniesz drugim Markiem Zuckerbergiem?

Mówisz, że Cię to nie interesuje? Że podchodzisz do komputera jak ksiądz do podatków? Że jarasz się Bałkanami i chciałbyś pójść na filologię serbską? Nie bądź niepoważny, wiesz ile zarabiają nauczyciele? Mało! Własne biuro tłumaczeń? To zbyt ryzykowne. Lepiej mieć pracę, której się nie lubi, niż żadną. Albo słabo płatną. Wybierając kierunek z pierwszych miejsc rankingów masz pewność.

A, że Ci się nie podoba i tego nie czujesz? Już nie marudź, to tylko 5 lat studiów. A potem 41 lat w zawodzie. Jakoś przeżyjesz, w końcu to nie pierwsza rzecz, którą robisz wbrew sobie.

3 mężczyzn, 4 kobiety, 24 godziny w Krakowie

Zapis doby wyrwanej bez znieczulenia z życia byłej stolicy. Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów.

Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy?

Noc w środku juwenaliów pełna jest wykrzyczanych pytań. Dzień przynosi odpowiedzi, których nikt nie chce słyszeć, nawet gdy są wypowiedziane szeptem. Czy uwierzysz bohaterom, przekonującym siebie nawzajem, że „to tylko seks”?

Zobacz książkę!