Close
Close

Pogotowie Życiowe #3: seks z byłym koleżanki

Skip to entry content
Zaraz po nowym roku ruszyliśmy z akcją „Pogotowie Życie”, pamiętacie? W twitterowym skrócie, chodziło o kółko samopomocy, gdzie jeden czytelnik przychodzi z problemem, a reszta mówi jak to wygląda z ich perspektywy i co w takiej sytuacji można by zrobić. W pierwszym odcinku dyskutowaliśmy o problemie Marty, która chciała przejść z etapu „spotykamy się” na etap „jesteśmy razem”, a w drugim o sytuacji Pauli, gdzie rok po zakończeniu dłuższego związku wciąż nie mogła zapomnieć o byłym.

W obu przypadkach byłem pod wrażeniem zaangażowania i ilości empatii jaką wykazaliście w sprawach dziewczyn i z późniejszych rozmów z nimi wiem, że one też były bardzo wdzięczne za wsparcie. Od tego momentu minęło pół roku. Kolejne maile jakie dostawałem do „Pogotowia Życiowego” albo powtarzały już omówione tematy albo zwyczajnie były mało interesujące dla szerszego grona odbiorców. Jednak w zeszłym tygodniu dostałem wiadomość od Laury, która porusza na tyle istotny problem, że postanowiłem wrócić do cyklu.

 

Jak wrócić do łask przyjaciół?

Mam(miałam?) swoją paczkę,w tym jedną parę, która jakiś czas temu się rozstała. On(nazwijmy go R.) zerwał z nią (nazwijmy ją M.), ale pozostali w dobrych stosunkach, chodzili razem na kurs tańca i często i gęsto przebywali w swoim towarzystwie. R.zdecydowanie nie chciał wracać,bo się odkochał, M.rozpowiadała wszędzie(i wyglądało na to,że jest to szczere),że jej przeszło i nie ma to już dla niej znaczenia i nie chciałaby byc znów z R.

Pewnego razu, przytrafiło mi się zostać sam na sam z R. w mieszkaniu, piliśmy wino, rozmawialiśmy, oczywiście zaczęliśmy dyskutować o seksie, jak nam go bardzo brakuje (rozstałam się z chłopakiem jakieś czas temu) i tak jakoś wyszło,że się ze sobą przespalismy.

Doszłam do wniosku,że nie ma sensu o tym myśleć zbyt wiele, ot stało się, nikt się o tym nie dowie, więc zapomnijmy o sprawie. Ale zdarzyło się drugi raz i R.zaproponował mi układ fuck friends. Przeanalizowałam argumenty za i przeciw(nie są i nie chcą być razem, ona jest szczęsliwa bez niego, to tylko seks, nikt się nie dowie) i podjęłam (jak widać)złą decyzję zgadzając się.

No, I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt,że M.zaczęła coś podejrzewać. Nie mam pojęcia skąd i jak, bo przynajmniej wg mnie nie okazywałam R. żadnych większych wyrazów sympatii niż zwykle. W każdym razie doszło do konfrontacji między R. i M. Ona oskarżała mnie,że go podrywam i on (pokrętna logika) nie chcąc,żeby wyszło na to,że to moja wina, przynał że to on leci na mnie i że się ze sobą przespaliśmy.

No i się zaczęło.

W skrócie, M. nie chce mnie znać – poniekąd rozumiem. Problemem jest tutaj jednak nasza paczka przyjaciół – czyli A. i J. Opowiedzieli się po stronie M. J. usunął mnie nawet ze znajomych na fejsie(co mnie bawi niezmiernie, bo to takie dorosłe,prawda?)

Spotkałam się z R. po jakimś czasie( on mieszka z A. i J. ) i powiedział mi, że w związku z zaistniałą sytuacją niniejszym kończy nasz układ, jest mu przykro,że tak wyszło, bardzo fajnie spędzało mu się ze mną czas, ale on ma jeszcze szansę coś ugrać i jakoś z tej sytuacji się wyplątać i coś uratować. Czuję się wykorzystana. I naiwna. Muszę przyznać, że dawno takiego liścia w twarz nie dostałam. Podobno (wg tego,co mówił mi R. A. i J. nie chcą mnie widzieć i są na mnie niesamowicie wkurzeni, nim podobno rozczarowani i zawiedzeni(what?!)

I teraz w czym rzecz. Zastanawiam się co mam w tej sytuacji zrobić. M. nie chce mnie widzieć,nie dziwi mnie to właściwie(chociaż może trochę,bo od momentu zerwania nie powinna już się interesować z kim R.sypia, tym bardziej,że nic do niego nie czuje) ale zdaję sobie sprawę z tego,że było to bardzo nie fair wobec niej i nie chciałam nikogo zranić. Nie chciała się spotkać, więc byłam zmuszona wyjaśnić jej sytuację przez sms, przeprosiłam, powiedziałam co miałam powiedzieć i tutaj już chyba nic więcej nie zdziałam (jeszcze nie wiem czy chcę więcej działać, bo wiele razy się na niej zawiodłam i między nami już dawno nie było takich dobrych układów jak kiedyś)

Nie wiem czy powinnam próbować naprawić swoje stosunki z A. i J.? Z jednej strony szkoda tych kilku lat przyjaźni. Z drugiej nie rozumiem trochę ich postepowania, bo skoro podobno sa moimi również przyjaciolmi to czy w tej sytuacji nie powinni być bezstronni? Powinnam sobie odpuścić J. i A.przez ro jak się zachowali? Jestem w kropce. Męczy mnie to i dzięki postawie R. i tym teksie,że on coś jeszcze może uratować czuję się zdzirowato. Ale logicznie rzecz biorąc, nie odbiłam go nikomu, jest wolny,to był tylko seks, nic wiążącego, odkąd zerwali to przecież może robić co chce, nikomu nic do tego. Nie mogę tego zrozumieć,dlaczego on jest traktowany lepiej w tej sytuacji niż ja. Powinnam próbować rozmawiać z A. i J. czy raczej odpuścić? Jakieś sugestie/porady ? Możesz cisnąć, przyjmę wszystko.
Pozdrawiam,
Laura

Standardowo, pierwsza doba należy do Was, a ja nie mieszam się w dyskusję, żeby nic nie sugerować. Swój punkt widzę tej sytuacji nakreślę dopiero jutro. Ze względu na delikatność sprawy, uczulam, że wypowiadamy się rzeczowo i staramy się pomóc, nie oceniając zachowania autorski listu, a już na pewno nie robimy przytyków personalnych. Darzymy się szacunkiem i zrozumieniem. Zresztą, wiem, że nie muszę tego pisać, bo jeśli tylko tekst nie trafia na Wykop i nie wpadają tu jaskiniowcy, to zawsze jest kulturalnie.

To co, są jakieś szanse na naprawienie szwankującej przyjaźni? Jest coś co Laura mogłaby zrobić, żeby się zrehabilitować i znów być w dobrych stosunkach z A. i J.? I przede wszystkim, czy powinna czuć się winna, wobec M.?

Wygląda na to, że A. i J. wzięli Cię, że niszczycielkę związku M. i R., która wykorzystała chwilę słabości R. i próbowała go odbić, dlatego odsunęli Cię od stada. Wiem, że sytuacja miała się zgoła inaczej i z Twojej perspektywy to tak nie wyglądało, ale nikt nawet nie próbował tego dociec. Ani A., ani J. nie spytali o Twoją wersję wydarzeń, żeby mieć pełen obraz sprawy, tylko wydali wyrok słuchając jednej strony.

Przyjaciele się tak nie zachowują, przyjaciele w takich sytuacjach starają się być bezstronni i obiektywni, i dojść do tego jak było naprawdę. A. i J. postąpili, jakby łączyła Was tylko luźna znajomość i wcale im na niej nie zależało. Tu nie należy stawiać pytania „czy powinnam próbować naprawić swoje stosunki z A. i J.?”, tylko raczej „jak A. i J. mogą naprawić swoje stosunki ze mną i czy powinnam im na to pozwolić?”. Albo przyjąć na klatę, że niestety nie są warci Twojej uwagi i odpuścić znajomość z nimi.

Co do M. i R., to ich przykład obrazuje prawdę życiową, z którą wiele osób nie chce się mierzyć – nie ma czegoś takiego jak przyjaźń po zakończeniu związku. Zwłaszcza jeśli jedna ze stron wcale nie chciała go kończyć. W takiej sytuacji ślepo wierzy, że jeśli mimo rozstania będą się przyjaźnić, to może jeszcze uda się to uratować i za jakiś czas do siebie wrócą. I tak właśnie było z M. Spędzała tyle czasu z R., bo łudziła się, że jemu znowu się odmieni i będzie jak dawniej. Dlatego tak ją ruszyło, gdy dowiedziała się, że z nim spałaś. To dało jej poczuć, że R. już nie jest jej, nie są razem i pewnie nie będą.

Jeśli chodzi o to, czy powinnaś czuć się winna, że sypiałaś z R., z logicznego punktu widzenia nie. Tak jak napisałaś – on był wolny, nie byli razem, nie chcieli do siebie wracać, każdy mógł robić co chce. Tyle, że logika jest najmniej istotna w relacja międzyludzkich, najczęściej górę biorą emocje.

Spójrzmy więc na to z perspektywy emocjonalnej.

Jeśli M., byłaby Twoją przyjaciółką, to mimo rozstania, sypianie z jej byłym byłoby trochę za granicą „w porządku”. Ale z tego co piszesz nie przyjaźnicie, to zwykła koleżanka. Jeśli jednak mimo bycia tylko koleżankami wiedziałabyś, że M. chce wrócić do R., ciągle o nim myśli i nie może przeżyć rozstania, to sypianie z nim też byłoby nie halo. Ale M. wszem i wobec deklarowała, że nie chce wracać do R. i jej przeszło. Biorąc pod uwagę powyższe, zupełnie nie masz powodu, żeby czuć się źle i robić sobie wyrzuty sumienia z tego powodu.

To, że R. i M. są niedojrzali, a A. J. zachowała się jak para dupków, to nie Twoja wina.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Temat trochę stary, ale nadrabiam zaległości. Nie będę dawał rad – w tym momencie to już sensu nie ma. Ruszyło mnie za to, kiedy napisałeś o „prawdzie życiowej” nie ma przyjaźni „pozwiązkowej”. Nie może być o niej mowy, jeśli osoby, które się rozstają nie są wystarczająco dorosłe, nie przeanalizowały wspólnie powodów rozstania oraz jeśli jedna ze stron nadal kocha. Jestem ( z moją byłą) żywym przykładem. Może nie widujemy się często (nie jest to przyjaźń „paczkowa”), ale jesteśmy dla siebie wsparciem, kiedy tylko możemy. Nazwałbym to bardziej, że jesteśmy dla siebie jak rodzeństwo – nie przyjaciele.
    Ale… może jesteśmy tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę?

  • W zasadzie jest taka niepisana zasada, że w paczce znajomych nie angażuje sie w bliższe relacje z byłymi parami które dalej tworzą paczkę.
    Bo to zawsze rodzi kwasy. Nie znam żadnej sytuacji w której taki układ nie rozwalił paczki. Ludzie mówią jedno a myślą drugie.
    Znam taką sytuacje z męskiego punktu widzenia. Chłopak zerwał z dziewczyną a ta zaczęła podbijać do innego z paczki. On się wiele razy pytał i motał czy warto, bo mimo rozstania ten pierwszy dalej miał trochę mięty. I niby nie miał nic przeciwko ale kwas był i paczka się rozeszła. Sorry musi minąć kilka lat żeby ludzie przestali mieć „sentyment” do swoich exów. Czy to miły czy dyktoawny złością i zawodem.
    Reszta Twojej paczki „przyjaciół” to niedojrzałe bubki. Podobnie jak ten człowiek, który za swoje zachowanie nie ponosi w zasadzie żadnych konsekwencji.
    Co więcej wydaje mi się iż przedstawił im zgoła inną wersje niż to było naprawdę. Jeśli z taką lekkoscią urwał z Tobą relacje „bo może coś ugrać” to jak dla mnie zwalił winę na Ciebie. Nikt normalny, myślący i dojrzały nie przyjmuje jednej wersji i obraża się na drugą stronę. Jak dla mnie nie masz co wracac do tej paczki. I tak już do niej nie należysz. Po czesci dlatego że podjęłaś się stąpać po kruchym gruncie, który się szybko obsunął; a po drugie dlatego, że prawdziwi przyjaciele podjęliby chociaż próby zapoznania się z Twoimi emocjami i myślami w tej kwestii. A oni tego nie zrobili.
    Wiem jak to jest ciężkie. Ale to nie są Twoi przyjaciele. Nigdy nimi nie byli. Przyjaźń tak nie wygląda.

  • „Wygląda na to, że A. i J. wzięli Cię, że niszczycielkę związku M. i R., która wykorzystała chwilę słabości R. i próbowała go odbić, dlatego odsunęli Cię od stada.”

    Nope. Przynajmniej z listu na to nie wygląda. Wygląda na to, że jak zwykle w takim przypadku, ma zastosowane zasada, pardon my french, „jak suka nie da, to pies nie weźmie”. Wina laski jest w tych sprawach orzekana z miejsca, tak jak matka w 99% otrzymuje opiekę nad dziećmi, choćby piła i biła.

    Opcje są trzy.
    1. Zabawić się ich kosztem mieszając w tym kółku wzajemnej adoracji.
    2. Przeczekać.
    3. Zapomnieć o nich, ale mając świadomość, że po 20 roku życia praktycznie niemożliwym jest zawarcie nowych przyjaźni.

    • Beata Krowisz

      Z tym 3 punktem, to zdecydowanie przesadzone. Oczywiście, że można zawrzeć nowe przyjaźnie po 20 roku życia i wcale nie jest to praktycznie niemożliwe.

      • Konrad trolluje, proszę go nie dokarmiać ;)

  • Ewe

    Faktycznie, ludzie dobrze piszą, nie ma sensu się starać o kogoś z kim nigdy później już sytuacja nie będzie czysta. Masz nauczkę na przyszłość, każdy się musi nauczyć czegoś na przykrych sytuacjach.

    Dlatego właśnie nie cierpię „paczek” – zawsze potem się coś chrzani, wystarczy że ktoś z kimś na boku będzie bardziej, albo mniej. Nie należę już do żadnej i świetnie mi z tym.

    Bierz się w garść, za kilka tygodni w ogóle nie będziesz już o tym myśleć.

  • Ja to nazywam prawem własności i widzę tu spore nadużycie. Nie rób tak więcej, a póki co potrzeba czasu. Może się rozejdzie po kościach.

    • Aleksandra Muszyńska

      Możesz rozwinąć ten wątek o prawie własności…?

      • Wyznaję lojalność wobec przyjaciółek i jestem przekonana, że jeśli bliska mi osoba byłaby nadal zainteresowana facetem, to nawet jakby zaprzeczała zauważyłabym to. Nie rusza się obecnych i byłych przyjaciółek i już ;)

        • Mariwhoana

          Ja swoją przyjaciółkę zachęcałam do spotkania z moim byłym, bo pomimo, że jej się podobał to miała jakieś dziwne opory moralne. Ani on nie był moją własnością ani tym bardziej ja jego.

          • Prawo własności, to określenie w wieeeelkim cudzysłowie ;) I zupełnie inaczej wygląda sprawa, jeśli się samej chce swatać przyjaciółkę z niechcianym facetem.

  • figofago

    Miałam identyczny „problem”. Był chłopak M., który spotykał się z przyjaciółką K. (w sumie ciężko nazwać spotykaniem się jednorazowy seks w sylwestra, ale niech będzie). Po około dwóch miesiącach nic-nie-dziania-się między nimi, coś zaczęło się dziać między nim a mną, a to długie rozmowy, to spacery itp. Gdy sprawa zaczęła nabierać tempa poszłam zapytać K. czy nie będzie miała nic przeciwko temu i czy nie będzie się źle czuła czy inne dziwne kobiece akcje nie wpadną jej do głowy. Powiedziała stanowczo: „Absolutnie nie będę miała nic przeciwko, rób co chcesz, nic do niego nie czuję”. Przeklęte kłamliwe baby… Spotykałam się z jegomościem przez około miesiąc, niby nic wiążącego, ale jednak był mi bliższy niż pierwszy lepszy kolega z klasy. Przyjaciółka z czterema innymi, które znałam od dzieciństwa przestały się do mnie odzywać, a moja (myślałam, że) najbliższa przyjaciółka O. zaczęła nawet mnie kłamać (znów kłamliwe babska dają o sobie znać), że siedzi grzecznie w domu, a bawiła na imprezie, na którą nie chciała mnie zapraszać. Wiem, że nie jestem idealna i zdarzały mi się błędy, ale wobec moich przyjaciół zawsze była szczera i zachowywałam się w porządku, jednak to im nie wystarczyło.
    Po „krótkim” wstępie napisze jak to się rozwiązało u mnie. Urwałam z nimi całkowicie resztki kontaktu, pojechałam na wyjazd organizowany w liceum na żagle z nieznajomymi, gdzie nawiązałam nowe znajomości, które przerodziły się w nowe przyjaźnie.
    Nie ma sensu wałkować czegoś nad czym masz tak duże wątpliwości. Jak masz polegać na ludziach, którzy się od Ciebie odwrócili, choć nie zrobiłaś nic strasznego? A jeżeli nie wyobrażasz sobie bez nich życia (jak ja na początku bez moich starych „przyjaciół”) spróbuj się z nimi skonfrontować i poznać ich punkt widzenia, co wg nich zrobiłaś źle, same konkrety i przekaż im swój punkt, może otworzą oczy.

  • Paula

    M.- rozstalam sie ze swoim chlopakiem, nadal utrzymuje z nim kontakt na plaszczyznie przyjacielskiej i wszystkim znajomym i PRZYJACIOLOM bede opowiadac jak bardzo mnie on nie obchodzi, usmiechac sie i pokazywac, jaka ze mnie nowoczesna, twarda kobieta z meskim podejsciem do rozstan.

    R.- Utrzymuje przyjacielskie kontakty ze swoja byla dziewczyna, jednoczesnie sypiajac z jej przyjaciolka.

    Po pierwsze… M. jest sama sobie winna. Przeciez otwarcie mowila o tym, ze nie jest nim zainteresowana. Przyjaciolom! Ludziom, przed ktorymi nie trzeba nic udawac. Nie trzeba kreowac sie na kogos kim sie nie jest. Przyjazn polega na akceptacji bezwarunkowej. Oczywiscie moglas przewidziec, ze ona gdzies gleboko moze cos do niego czuc i ze to tylko taka maska twardej sztuki. Ale czy my zyjemy po to, zeby kazdemu wchodzic w glowe i zastanawiac sie czy to co mowi jest wprostproporcjonalne do tego co mysli? Nie! Bo nikt sie w ten sposob nie zastanawia nad nami. Prosty komunikat- nie jestem znim, lubimy sie, skonczymy razem ten kurs tanca, bo z nas dorosli ludzie. Nie musisz zastanawiac sie co sie pod tym kryje.

    Abstrahujac jednak od ”nie zastanawiania sie”. Z autopsji powiem Ci, ze w 98% przypadkow, jezeli ludzie sie rozstaja i dalej spotykaja sie ze soba bez zadnej przerwy, na poukladanie sobie uczuc i zycia, to oni sie nie roztali. Dalej cos ich laczy, dalej ktores z nich chce to odbudowac, ludzi sie i ma nadzieje, ze cos sie zmieni. Jezeli sie cos do kogos czulo, to nie da sie tego wylaczyc. Bez wzgledu na wszystko. Nie da sie przyjaznic ze swoim bylym zaraz po roztaniu. Chyba, ze on z nami zerwal, my chcemy, zeby wrocil i cieszymy sie jak idiotki, kiedy przychodzi mowiac czule slowka, tylko po to, zeby nas przeleciec. Ale to nie jest przyjazn. To jest jego wygoda i nasza naiwnosc.
    Wiec jezeli sytuacja M. i R. jest podobna do tej powyzej, to ona udawala ze ma go gdzies, bo przeciez ”zgrywaj obojetna, to na bank zateskni i wroci”, a on wracal tylko z pobudek fizycznych, bo bylo blisko. Czyli w konsekswencji, ona dalej musiala udawac przed wszystkimi, ze jej to nie obchodzi, bo przeciez to taki wstyd, ze kobieta ma uczucia i chcac dalej utzymac ten wizerunek nie mogla sie rowniez przyznac, ze nadal jej zalezy i ze walczy, ze sie jeszcze nie poddala i potrzebuje wolnego pola manewru. A on z calej sytuacji mial tylko profity, wiec po co sie komus przyznawac, ze ze soba np. sypiaja bo wystawioloby go to na ocene znajomych. To tak w ramach wyjasnienia, dlaczego mogla byc zazdrosna.

    R.- zachowal sie jak swinia, bo byliscie w tym razem i razem powinniscie sie w tym i po tym wspierac. Odpowiedzialnosc obu stron jest taka sama! Ale najlatwiej bylo z Ciebie zrobic kozla ofiarnego. Jemu mozna przeciez wybaczyc, bo to facet i mysli penisem (nie, nie wszyscy faceci mysla penisem, ale dlaczego nie mozna tego wykorzystac jako usprawidliwienia?)/tesknil za M. i nie umial sobie z tym poradzic/ probowal w niej wzbudzic zazdrosc/ inneidiotycznewymowki

    A. i J.- ”przyjaciele”… przeciez najprosciej wysluchac jednej strony. Uwazam osobiscie ze usuwanie ze znajomych z fejsa juz okresla poziom ich IQ i EQ. Powiem krotko, bo na nich juz w ogole szkoda czasau- przede wszystkim Twojego- jezeli ktos przestaje byc Twoim przyjacielem, to znaczy, ze nigdy nim nie byl. Sa LudzieWydarzenia. Pojawiaja sie w Twoim zyciu, sa intensywnie, czasami na chwile, a czasami na kilka lat. I zniakaja z powodu roznych okolicznosci. Uczysz sie dzieki nim bardzo waznych rzeczy. Przyjemnych i nieprzyjemnych, ale waznych. Byc moze to byli wlasnie Twoi LudzieWydarzenia? Wyciagnij wnioski na przyszlosc i idz w podniesionym czolem. Pokaz ze jestes od nich madrzejsza.
    A jezeli chcesz zeby chociaz sie nad tym zastanowili, bo uwazam, ze na ta chwile nie zrozumieja swojej glupoty, to przyeslij im link do tego tekstu. Maja caly obraz sytuacji, plus opinie, niezaleznych ”ekspertow”.

  • Tianzi

    Ja bym się spotkała z A. i J. Mieszkają z R. i, jak rozumiem, z nim utrzymują kontakty. Nie wiem, czy warto zabiegać o przyjaźń, ale warto wytknąć im hipokryzję.

  • „Wymienianie” się facetami w paczkach przyjaciół jest zawsze ciężkie i w idealnym świecie unikalibyśmy tego… Ale nie żyjemy w takim. Sama byłam w takiej sytuacji, z tym że wystąpiłam w roli M. Wszystko było podobnie – ona po zerwaniu, my także. Jedyna różnica – nie deklarowałam, że mi już całkiem przeszło, bo też rozstaliśmy się raczej z ninnych przyczyn niż „już nam przeszło”. I oczywiście, to zabolało, M. tez mogło zaboleć, mimo jej deklaracji – w końcu kobiety trochę tak mają, że były powinien z tęsknoty usychać jeszcze baardzo długo ;). W dodatku jako przyjaciólka powinnaś się z nią w tym niby solidaryzować, ale jak piałam świat nie jest idealny. Jednak wydaje mi się, że masz też mocno nieidealnych przyjaciół. Czy na pewno przyjaciół? My załatwiłyśmy sprawę między sobą. Nasza paczka w ogóle sie do tego nie mieszała, bo i niby dlaczego? To nie ich sprawa! Nie bardzo miała też kiedy, ani po co, bo po prostu my szybko ze sobą porozmawiałyśmy. Po co miałam z tego robić dramat? Ona szukała pocieszenia, on też. Bywa. I wiesz, przyjaźnimy sie do dziś. Jakoś to sobie przepracowałyśmy. A Ty piszesz, że zawiodłaś się na M. już wiele razy. Cała paczka zachowuje się jak banda dzieciaków. Skreślili Cię, usunęli z fb?! Serio? Podwójne standardy nadal maja się dobrze – trochę płacisz ich cenę. Ty, jak piszesz, poczułaś się zdzirowato. Tobie mniej przecież można niż facetowi. Ale to R. chce jeszcze coś na tym ugrać, więc coś tu chyba jest nie tak z przydziałem tego określenia. Po tym jak to rozegrał, masz prawo czuć się przez niego wykorzystana. To był wasz wspólny układ, a on teraz dla własnej wygody, zrywa go, czy też znajomość z Tobą w ogóle i nawet nie stara się tego wytłumaczyć przyjaciołom. A powinien. Nie wiem, czy na prawdę warto przedstawiać tym ludziom swój punkt widzenia (A. i J.). Jeśli bardzo Ci na nich zależy możesz spróbować, w końcu kto wie, jaką wersję Ciebie im przedstawiła M., R. zreszta też… Tyko czy ludzie, którzy się tak zachowują, są tymi, z ktorymi chcesz się zadawać?
    PS Nie mogłam się powstrzymać przed tym komentarzem – moim tutaj pierwszym. Czytam z przyjemnością już od jakiegoś czasu.
    Pozdrawiam :)

  • Ula

    Moja rada: OLAĆ.
    Kiedyś miałam sytuację, w której skrzywdził mnie „przyjaciel”, a niektórzy inni nasi wspólni „przyjaciele” opowiedzieli się po jego stronie. Ba, jeszcze mieli do mnie pretensje, jak mogłam się tak w stosunku do niego zachować ;) Oczywiście zupełnie nie byli zainteresowani moją wersją wydarzeń. Cóż, trochę czasu już minęło i jakoś tych ludzi mi nie brakuje – wręcz się cieszę, że w końcu coś pomogło mi zweryfikować te znajomości. Nie ma tego złego :)

  • O_l_l_i_e

    Mówiąc szczerze – nie widzę opcji, by cokolwiek tu „ratować”. I wcale nie dlatego, że ktoś jest mniej lub bardziej winny – wprowadzanie seksu do paczki znajomych zawsze wiąże się z konsekwencjami, rzadko miłymi (i Laura na pewno zdawała sobie z tego sprawę, stąd impuls, by seks z R. zataić), ale nie znaczy to, że dziewczyna ma się wpędzać w poczucie winy, bo „wiedziała lepiej”. Do tanga trzeba dwojga, jeśli jest gdzieś jakaś wina, to się rozłożyła na całą trójkę, bo wszyscy zachowali się na swój sposób niedojrzale.

    Ale to jest kwestia, która nigdy nie zniknie. Nie dość, że to pewnie Laura będzie musiała sobie przypiąć etykietkę winnej i w tej niesławie powrócić do grona wielce urażonych – to to nigdy nie wyjdzie im wszystkim z pamięci. O tym A. z M. będą plotkować po winie, o tym się będzie myśleć, jak się obejrzy film z niewiernością/friends with benefits w tle, a Laura zawsze będzie trochę „z boku”, na warunkowym.

    Nie ma sensu fundować sobie takiej emocjonalnej huśtawki, lepiej się odciąć. Nie na zasadzie „spadajcie!” może, ale na zasadzie spędzania czasu z innymi ludźmi, w innych miejscach. Nowi znajomi się znajdą, bez obaw.

  • Aleksandra Muszyńska

    M.zachowała się jak boleśnie stereotypowa,z najgorszych,najbardziej krzywdzących szowinistycznych dowcipów kobieta-mówię,że mam go w dupie,ale koocham goooo,niech on wróóóci!Mówię jedno,myślę drugie,robię trzecie.
    Nie masz powodów do tego,żeby uważać,że cokolwiek z tego cyrku to twoja wina,bo po pierwsze-wszyscy deklarowali obojętność wobec siebie,więc pretensje M. są nie na miejscu,po drugie-zachowałaś się kulturalnie z naddatkiem,tłumacząc się z sytuacji (zresztą niepotrzebnie).
    Wywaliłabym się w tych ludzi z kilku powodów:
    1)To przedszkole jakieś-usuwanie ze znajomych;”nie jesteśmy razem,ale jak się bzykniesz z inną,to się pogniewamy’.Nie warto.
    2)Smród zostanie.Sytuacja będzie wypływać w rozmowach,na imprezach.Szkoda nerwów na analizowanie tego w nieskończoność.
    3)Do dupy z takimi znajomymi,którzy zachowują się w sposób przedstawiony w problemie.
    Hough.Powodzenia i nie przejmuj się.

  • Doktor D.

    Jest w tej sytuacji jedna pewna rada: nawróć się na drogę Kościoła, a na pewno taka przygoda już Ci się więcej nie powtórzy.

  • kel

    Widzę, że dostajemy te same maile. ;)

  • Dominika

    Kiedyś przeczytałam bardzo życiowy tekst, coś w stylu „Nigdy nie walczyć o przyjaźń. O fałszywą nie warto, o prawdziwą – nie musisz.” W moim przypadku się sprawdziło. Wychodzę z założenia, że jeżeli ludzie mają być razem, oczywiście w kwestii przyjaźni, to są w stanie przezwyciężyć wszystko i przymknąć oko na pewne wady i nie do końca moralne postępowanie drugiej osoby. Skoro Twoi znajomi takiej cechy nie posiadają, nie sądzę, że powinnaś wyciągać do nich rękę. Przeprosiłaś, wyjaśniłas co miałaś wyjaśnić. Teraz pozostaje czekać na ich reakcję, a jeśli Cię odrzucą to nie byli Ciebie warci :) Wybacza się WSZYSTKO

    • Kamcia

      Nie, nie wszystko można wybaczyć.

  • kowalskimck

    Przede wszystkim pamiętaj, żeby kochać siebie i nie zarzucać sobie za wiele. To co się stało między Tobą a R, wynikło z pewnych myśli, emocji i (może znikomych, ale zawsze) uczuć, ale przede wszystkim z czystego, prostego i ludzkiego popędu seksualnego. Zastanów się czy ich decyzja o „znienawidzeniu” Ciebie aż tak bardzo wpływa na Twoje życie. Czy lepiej zmieniać siebie i pokutować za coś, co nie uważasz za niesłuszne? Ja stanowczo odpowiem – nie.
    Pamiętaj – ta cała sytuacja to jest ich problem a nie Twój.

    • Hanna

      Szanować.
      Co do M. Jeżeli to Twoja przyjaciółka, daj Jej czas. Ja tak zrobiłam kiedy moja przyjaciółka mnie skrzywdziła. Potrzebowałam rok czasu żeby Jej wybaczyć. Potrzebowałam czasu i przestrzeni dla samej siebie żeby poukładać swoje emocje. Rok czasu nie miałyśmy ze sobą kontaktu, po roku kiedy już przepracowałam negatywne emocje, potrafiłam Jej wybaczyć. Jeżeli M jest Tobie bliska, daj Jej czas – wybaczy. Jeżeli nie była to przyjaźń – odpuść.
      Tak jak napisał kowalskimck – najważniejsze żebyś Ty sama żyła w zgodzie ze sobą, nie pozwól aby inni niszczyli Twój świat.

      Ale nie byłabym sobą gdybym nie wyraziła swojej opinii do końca. Myślę, że ta cała sytuacja jest tylko i wyłącznie winą Twoją i R. M nie jest tutaj winna. Mogłaby nawet nie kochać R., ale ja nie potrafiłabym znieść żeby moja bliska koleżanka sypiała z moim byłym. To boli. I to była zdrada.

      Życzę powodzenia !

  • Myślę, że wszyscy powinni przespać się ze sobą. Jednocześnie. W celu rozładowania napięcia i zacieśnienia więzów.

  • Zaradny Radek

    A ja mam taką swoją osobistą dygresję. Zawsze mnie to zastanawia mniejsza solidarność między kobietami, niż między mężczyznami. Nie wyobrażam sobie sytuacji, aby mój kolega podrywał moją byłą dziewczynę i większość facetów, którzy się dobrze znają i przyjaźnią ma tak samo. Kobietom jak wynika z rozmów z Nimi mają z tym mniejszy problem.

    Cytując klasycznie facetów zbyt wiele tego kwiatu na świecie, żeby ryzykować przyjaźń.

    Osobiście w takiej sytuacji wkurzyłbym się, ale czy robiłbym jakąś zbytnią chryję. Raczej powiedziałbym mało uprzejmie co o tym uważam.

    Ale współczuję i powodzenia. Jak przyjaźń ma przetrwać to przetrwa. Świat nie jest zero jedynkowy…

    • Dagmara Białek

      A ja bym tam się nie zarzekała, że faceci to nie bo solidarność a kobiety to wredne. Jak mówi stare mądre przysłowie w miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone i w dorosłym świecie nikt nie ma sentymentów, nikt nie będzie cierpiał za narody bo koleżanka czy kolega. Oni za Ciebie życia nie przeżyją i jeżeli to Twoje szczęście jest na szali to większość ludzi jest egoistami i będzie dążyć po trupach do celu. Tak nasza ludzka natura… to tak offtop

  • Almondcake

    Trochę nie rozumiem ich reakcji, przecież nie byli już razem, więc skąd taka solidarność?

  • Paulina Wnuk

    Ja spróbowałabym zrobić konfrontację z nimi wszystkimi. Powiedziałabym co mi leży i przedstawiłabym swój punkt widzenia. Jeśli to by nie pomogło to znaczy, że ta „przyjaźń” nie było przyjaźnią.

  • Jak na mnie to zbyt wiele….

  • Chciałabym powiedzieć „olej ich”, ale wiem jak trudno zrezygnować z kilkuletniej przyjaźni. Zakładając oczywiście, że to faktycznie była przyjaźń i wszystko było wcześniej ok. Laura popełniła wieeelkie głupstwo pakując się w taki układ z byłym przyjaciółki, ale z drugiej strony nie uważam, żeby musiała się przed kimkolwiek rehabilitować. Przecież nie była tam sama, do tego z tego co wiem to trzeba z reguły dwóch osób. Nie bardzo łapię jakim cudem cała wina spadła na nią, a on „ma szansę coś uratować”. Albo została przy pierwszej okazji skreślona (a wtedy spieprzałabym od takich ludzi jak najdalej), albo ktoś zrobił z niej kozła ofiarnego zrzucając na nią całą winę (wtedy spieprzałabym od R. jak najdalej, a reszcie udowodniła, że są kretynami). Nie sądzę, żeby ci ludzie byli warci dalszego zachodu (choć zawsze mogę się mylić..), ale dla samego honoru i sprawiedliwości wyjaśniłabym całą sprawę. Jeśli są tacy moralni to powinni wykluczyć obie strony. Może jestem podła, ale takie zerwanie hmm… „układu” i tchórzowską próbę ratowania własnej skóry zasługuje na wszystko co najgorsze…

  • Nie inwestowałabym w tych ludzi ani minuty dłużej.
    Skoro wszyscy mają się na dorosłych ludzi nie powinno dojść do takiej rozróby.

    Po pierwsze: skoro się rozeszli i nie szarpią się ze sobą: nie mają prawa ingerować w życie swoich byłych. Nieważne, czy kobieta umie się wyplątać emocjonalnie, czy nie. Z doświadczenia wiem, że jednak dojrzałe i sensowne kobiety nie miewają z tym problemu.

    Po drugie: wynika z tekstu, że dziewuszka przeanalizowała temat. Fakt, że „nikt się nie dowie” to też dzieciniada, ale wszystkie za i przeciw były jasne, prawda? Trzeba wziąć na klatę własne decyzje i możliwe reakcje otoczenia. Tylko, że to działa w obie strony, a tych stron jest tutaj więcej.

    Po trzecie: skoro już kogoś coś zabolało to się siada i rozmawia. Ustala pewien układ. I dopiero jak układ ten nie działa to się ścieżki rozchodzą. Zwłaszcza, że niby „tyle lat przyjaźni”.

    Serio? To jest przyjaźń?
    Mieszkający razem ludzie dyktują sobie nawzajem (na zasadzie wykluczenia) jak ma wyglądać ich życie prywatne? Spieprzałabym gdzie pieprz rośnie.

    Dodam tylko, że całość akcji to głupota. Gdybym zakochała się na zabój w byłym koleżanki – i tak bym pewnie nic nie zrobiła. Bo takie mam zasady. Ja. Co nie oznacza, że są one jakoś wyższe moralnie. Po prostu mniej trzeba potem na klatę brać.

    • Chciałem napisać komentarz, ale widzę że Agnieszka dokładnie napisała to co ja chciałem napisać. Dopisuję się do tego.

  • Agnieszka Zelek

    Obie zachowałyście się nie fair.
    M. trochę jak gówniara, bo takie obracanie wspólnych przyjaciół przeciwko sobie jest słabe. Natomiast Twoim występkiem jest nie tyle to, że się przespałaś z jej byłym, tylko, że to ukryłaś. Myślę, że M. poczuła się zdradzona i oszukana, a fakt, że przyznałaś się jej, że to był „tylko seks” chyba nie poprawia sytuacji, bo prędzej zrozumiałabym, że moja przyjaciółka zakochała się w moim byłym, więc niech im się wiedzie, aniżeli, że poniekąd zaryzykowała zranienie mnie, bo brakowało jej seksu.
    Rozumiem, że koleżanka deklarowała, że ona już do niego nic-nic, ale to raczej temat stary jak świat, że kobiety jednak tak łatwo emocjonalnie nie wyplątują się ze swoich związków.
    Więc, niczego nie wartościuję, ale wchodzenie w układ „fuck friendowy” z byłym przyjaciółki było, no… delikatnie mówiąc -lekkomyślne.
    Co do R. -heh, w sumie chłop szczerze Ci sprawę postawił. „Zawinił” równie mocno jak Ty, ale skoro mieszka z Waszymi wspólnymi przyjaciółmi, to dziwisz mu się, że chce „jeszcze coś ugrać”? Mało elegancko zakończył cały ten układ/znajomość, ale chyba z góry wiedzieliście, że nie na elegancji ma on się opierać….
    Podsumowując:
    R. postawił Ci sprawę jasno -odpuściłabym sobie go zupełnie.
    M. -zrobiłaś co mogłaś, by wyjść jej naprzeciw i wyjaśnić sprawę, następny ruch należy do niej. Jeśli go nie wykona, to nic już tu nie ugrasz….
    A. i J. -weź pod uwagę, że w sumie nie wiadomo jaka wersja wydarzeń ostatecznie do nich dotarła -to po 1. Po 2 -traktują R. ulgowo, bo z nim mieszkają. Po 3 -Ty jesteś traktowana surowiej niż R., bo inną rolę pełniłaś w tej relacji, pomiędzy Wami wszystkimi. R. obiektywnie może i zachował się trochę jak świnia, ale ostatecznie nikogo nie zdradzał. Ty „zdradzałaś” przyjaciółkę.

    Co ja bym zrobiła? Porozmawiała szczerze z A. i J., przedstawiła swój punkt widzenia i czekała na ich ruch.
    Ale w tym wszystkim jednak liczyła się z tym, że być może faktycznie oni nie będą chcieli z Tobą gadać, a Ty nie powinnaś ich o to prosić.
    W końcu wszyscy jesteśmy dorośli.

    Anyway, trzymam kciuki :)

Zrobiłem sobie test na HIV. Jak to wygląda i dlaczego warto?

Skip to entry content

wpis jest elementem kampanii społecznej #mamczasrozmawiac

Mam to niewątpliwe szczęście, że seks w moim domu nigdy nie był tematem tabu i żeby dowiedzieć się skąd się biorą dzieci, nie musiałem czekać do lekcji biologii w czwartej klasie podstawówki, w międzyczasie polując z lornetką na bociany. Zresztą, nikt mi nie opowiadał takich głupot i jedząc gołąbki nie miewałem napadów paniki, że coś twardego między liśćmi kapusty, to nie ziarnko piasku, tylko jednak noworodek.

Zawsze mogłem porozmawiać o tym z mamą, a w zasadzie to ona rozmawiała o tym ze mną.

To od niej dostałem pierwszego „Playboya”, żeby z kobiecego ciała nie robić jakiejś tajemnicy poliszynela. Od niej też usłyszałem, że kiedy dojdę do etapu, w którym będę chciał z kimś pójść do łóżka, to powinienem mieć prezerwatywę. I ta rozmowa miała miejsce długo zanim przeżyłem swój pierwszy raz, a nie tak jak w wielu przypadkach, rok albo dwa lata po. Albo wcale. Podobnie było z tłumaczeniem, że kondomy zabezpieczają nie tylko przed staniem się rodzicem, w momencie kiedy zupełnie nie jest się na to gotowym, ale również przed chorobami.

Na przykład przed HIV.

Czym jest HIV, czym nie jest i co o nim wiemy?

HIV to ludzki wirus upośledzenia odporności. Innymi słowy: skomplikowane cząsteczki organiczne, które mogą spowodować, że Twój organizm będzie miał odporność na tak niskim poziomie, że zapalenie płuc może Cię zabić.

Czy HIV można się zakazić przez pocałunek albo dotyk? Nie. HIV można się zakazić tylko trzema drogami: przez krew (w sensie kontakt z krwią osoby zakażonej), przez seks (także oralny) lub przez poród (od matki).

Czy HIV można się zakazić korzystając z tych samych sztućców? Nie.

A z tego samego prysznica? Też nie.

A z tego samego basenu? Również nie.

A od ukąszenia komara? Także nie. Jak podają badania z 1989, nie ma możliwości, żeby owady przenosiły HIV.

Czym HIV różni się od AIDS?  HIV to wirus, natomiast AIDS to choroba, którą ten wirus wywołuje. Możesz być zakażony HIV nawet przez kilkanaście lat i o tym nie wiedzieć, bo sam wirus nie daje żadnych odczuwalnych oznak. Dopiero, gdy przechodzi w AIDS, daje o sobie znać, bo wtedy złapanie zwykłego przeziębienia staje się walką o życie.

Czy z HIV da się żyć? Jak najbardziej i dodatni wynik na teście wcale nie jest wyrokiem. Przy poziomie dzisiejszej medycyny, dzięki lekarstwom, z HIV da się funkcjonować zawodowo, społecznie, a także związkowo.

Czy jeśli uprawiam seks z jednym i tym samym facetem, i jest on moim pierwszym, to nie ma szans, żebym miała HIV? Dopóki się nie zbadasz, nigdy nie możesz być pewna, bo po pierwsze: mogłaś się zakazić w inny sposób, niż przez seks, po drugie: skąd wiesz, że on nie jest zakażony?

Czy problem HIV dotyczy tylko narkomanów? Nie. Wśród osób zarejestrowanych w 2016 roku, tylko 3% z nich zakaziło się wirusem przy okazji wstrzykiwania narkotyków. Co ciekawe, największą grupą wiekową, której dotyczy zakażenie, nie są – jak mogłoby się wydawać – szalone, nieodpowiedzialne małolaty, tylko ludzie między 30 a 39 rokiem życia. Dorośli.

Czy jeśli używam prezerwatyw, to nie muszę zwracać uwagi na to z kim sypiam i nic mi się nie stanie? Byłoby pięknie, ale nie jest tak do końca. Cytując WHO:

Używanie prezerwatyw chroni przed 80% do 95% zakażeń wirusem HIV, które pojawiłyby się, gdyby prezerwatywy nie zostałyby użyte (nie znaczy to, jednak że 5% do 20% użytkowników prezerwatyw zakazi się HIV).

Tak że, jeśli nie kochasz się z osobą, która się zbadała i wyszedł jej ujemny wyniki, to jakieś ryzyko – niewielkie, ale jednak – istnieje zawsze.

Jak wygląda test na HIV?

W każdym województwie w Polsce są miejsca, gdzie możesz zrobić BEZPŁATNIE i ANONIMOWO test na obecność wirusa HIV. Ja swój robiłem w Zakładzie Mikrobiologii na drugim piętrze Szpitala Uniwersyteckiego na ulicy Mikołaja Kopernika 19, ale jeśli nie mieszkasz w Krakowie, to bliższy siebie punkt możesz sprawdzić na mapce.

  • Nie musisz się wcześniej zapisywać, rejestrować, ani w inny sposób planować badania z wyprzedzeniem. Po prostu przychodzisz i stajesz w kolejce.
  • Nie musisz być ubezpieczony, żeby wykonać badanie. Test jest w pełni anonimowy, w związku z czym, nikt nie pobiera od Ciebie żadnych danych.
  • Nie musisz się przejmować tym „co ludzie o Tobie pomyślą”. Na badania do punktów konsultacyjno-diagnostycznych wszyscy przychodzą w tym samym celu, a w kolejce spotkasz zarówno osoby młodsze od Ciebie, starsze, kobiety, mężczyzn oraz pary.
  • Nie musisz się przejmować tym „co lekarz o Tobie pomyśli”. Osoby pracujące w punktach wykonujących anonimowe testy na HIV są specjalistami, którzy chcą pomagać innym. Są bardzo serdeczni i nie ma mowy, abyś odczuł, że w jakiś sposób Cię oceniają.

Zanim zostanie Ci pobrana krew, rozmawia z Tobą konsultant, tłumacząc jak naprawdę działa HIV, ponieważ sporo osób nie ma świadomości tych mechanizmów. A część, googlując objawy swoich problemów zdrowotnych, sama się diagnozuje, wyczytując na forach internetowych, że osłabienie i ból mięśni to na pewno HIV. Najczęściej, na szczęście, to tylko przeziębienie, stres albo grypa.

Po spokojnej rozmowie idziesz na pobranie krwi, podajesz hasło na jakie będą Ci wydane wyniki badań (tak zaskoczyło mnie to pytanie o hasło, że podałem pierwsze słowo, które mi przyszło do głowy: „pizza”) i po tygodniu przychodzisz po ich odbiór.

Gdy masz się dowiedzieć, czy Twój wyniki jest negatywny, czy pozytywny, również nie jesteś pozostawiony sam sobie, tylko – jak na pierwszym etapie – rozmawia z Tobą konsultant. W moim przypadku potwierdziło się, że nie jestem zakażony, w związku z czym, rozmowa ograniczała się do informacji, co zrobić aby tak pozostało. I sugestii, aby ewentualna partnerka – niezależnie czy stała, czy tymczasowa – również się przebadała.

Bo dopóki nie wykonasz testu, nigdy nie możesz być pewien. Dlatego ja zrobiłem swój.

#mamczasrozmawiac

Z każdym rokiem, w dyskusjach publicznych, seks coraz bardziej przestaje być krępującym tematem, jednak wciąż jest wiele rodzin, gdzie stosunek płciowy określa się „robienie tych rzeczy”, „wchodzeniem pod kołderkę”, „ciupkaniem” lub w inny enigmatyczny sposób, a kwestia chorób przenoszonych drogą płciową jest zupełnie pomijana. Wciąż jest wiele osób, które nie wiedzą jak się zabezpieczać, żeby się nie zakazić HIV, bo nie dowiedzieli się tego ani od rodziców, ani od nauczycieli. Bo każdy z nich bał się o tym rozmawiać. Bo nie wiedział jak to zrobić.

Dlatego cieszę się, że powstają takie kampanie jak #mamczasrozmawiac (organizowana przez Krajowe Centrum ds. AIDS), bo oczywiście uświadamiają co, jak, z czym i dlaczego, ale przede wszystkim pokazują, że o seksie można i powinno się rozmawiać. Publicznie, w związku i w rodzinie. I że tych rozmów nie trzeba się bać.

Więcej informacji znajdziesz na http://mamczasrozmawiac.aids.gov.pl

---> SKOMENTUJ

Co można robić przez 72 godziny na Podkarpaciu? [+konkurs]

Skip to entry content

wpis powstał we współpracy z Województwem Podkarpackim

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (72)

W zeszłym tygodniu razem z Asią ze Style Digger, Pauliną z From Movie To The Kitchen i Dorotą z Dorota Smakuje, przez 3 dni odkrywaliśmy uroki województwa podkarpackiego. I zwrot „odkrywaliśmy” nie jest tu przypadkowy, bo w tym regionie faktycznie byłem pierwszy raz w życiu. Odwiedziliśmy Bachórz, Sanok, Wetlinę, Przysłupie, Cisnę, Smolnik i Ustrzyki Dolne, przejeżdżając przez wiele innych malowniczych miasteczek i wsi.

Z racji tego, że podróżowaliśmy wzdłuż szlaku Podkarpackie Smaki, pierwsze, co zrobiło na mnie wrażenie, to…

 

Hreczanyki, fuczki i stolniki

Czyli nietypowe jedzenie.

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (117)

Na Podkarpaciu jest wiele potraw, których dotychczas nie udało mi się spotkać w innych częściach Polski, a już na pewno nie na Śląsku, ani w Małopolsce. Wiele dań, które kiedyś uchodziły za proste/chłopskie/robotnicze, dziś wraca na salony i robi furorę wśród turystów. Jednym z nich są właśnie hreczanyki

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (57)

…czyli kotlety z kaszy gryczanej i mięsa mielonego (które można dostać w Karczmie Jadło Karpackie w Sanoku). Zdecydowanie lepsze, niż zwykłe mielone. Ciekawszym odpowiednikiem znanej mi potrawy były też fuczki

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (61)

…czyli placki z kiszonej kapusty. Gdybym je jadł z zamkniętymi oczami, to byłbym przekonany, że to ziemniaczane, tylko z kwaśniejszych ziemniaków. Z serii „wydaje mi się, ze to jadłem, ale nie do końca” są jeszcze stolniki

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (55)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (56)

…czyli gołąbki z ziemniakami. Te akurat mnie nie oszołomiły, no bo jak to można tak bez mięsa? Nie można! Chyba, że mowa o kozich serach.

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (113)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (116)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (109)

Sery z tego regionu, to absolutny kozak! Bierzesz gryza i wiesz, że to z mleka od szczęśliwych kóz. Nie będę tu biadolił, że przetwory mleczne od dużych producentów do niczego się nie nadają, ale te są naprawdę lepsze. Smak jest intensywny i pieści kubki smakowe jeszcze długo po połknięciu.  Podobnie jak baranina z pierwszej ręki, którą…

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (85)

…jedliśmy w Gospodarstwie Agroturystycznym Szymkówka w Cisnej. Kruchutka, idealnie doprawiona, rozpływała się w ustach i mimo, że byłem pełny, to musiałem wziąć sobie dokładkę. Za to wymiękłem przy naleśniku gigancie

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (89)

placek gigant chata wedrowca

…w Chacie Wędrowca (w zasadzie nie wiem czemu nazywany jest naleśnikiem, bo to raczej racuch, ale nie o tym). Widząc tę pozycję w menu byłem przekonany, że hasło „gigant” jest na wyrost i wcale nie będzie taki duży, ale coś mnie tknęło i powiedziałem Paulinie, żebyśmy wzięli jednego na pół. Ostatecznie okazało się, że był tak duży, że zjedliśmy go we czwórkę, bo inaczej nie było szans go pokonać. Spore bydle.

naleśnik gigant chata wedrowca

A, i żebyście nie myśleli, że myśmy tylko tam jedli. Sporo też ćwiczyliśmy. Przed każdym posiłkiem trzeba było wykonać serię skłonów, skrętów i przysiadów. Aparaty w rękach postaci na ilustracji znalazły się przypadkowo.

Dobra, dość o jedzeniu. Czas powiedzieć…

 

Parę słów o piciu

Próbowaliśmy lokalnych piwek, głównie z browaru Ursa Maior. Mimo, że były zarówno pszeniczne, o nucie waniliowej, czy cytrusowej, to wszystkie charakteryzowały się specyficzną goryczką, którą trudno porównać do piw innej marki. Ze wszystkich najbardziej przypasował mi ich flagowy trunek, czyli Rzeźnik

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (54)

…oficjalne piwo legendarnego Biegu Rzeźnika, najtrudniejszego ultramaratonu w Polsce. Mimo swojej wojowniczej nazwy, to w żadnym wypadku nie robi rzezi, wręcz przeciwnie. Jest lekkie i orzeźwiające. Pogrom za to zrobiła wizyta na Dworze Kombornia.

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (129)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (145)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (130)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (131)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (132)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (133)

W piwnicach dworu mieści się Salon Win Karpackich, czyli po prostu winnica. Są tam zarówno wina słowackie, czeskie, węgierskie, rumuńskie, austriackie, jak i polskie. I można tych win próbować. Bez ograniczeń. To jedyne miejsce w Polsce, w którym podczas degustacji do swobodnej konsumpcji wystawione są wszystkie dostępne wina.

Dwór Kombornia

Na szczęście, aż tak mnie nie poniosło, żeby wypić kieliszek z każdej butelki, ale jak dorwałem się do Tokaji, to faktycznie trudno mnie było stamtąd przegonić. Przyznaję się bez bicia – kocham słodkie. Z polskich win, próbowałem trunku Uniwersytetu Jagiellońskiego i muszę przyznać, że jak na rodzimą produkcję całkiem przyzwoite. Nic się nie chwali ten UJ, że takie rzeczy robią.

Oprócz gry w butelkę mieliśmy też inne, zabawy i atrakcje, między innymi była to…

 

Wąskotorówka, stadnina koni i młyn

Najpierw jeździliśmy drezyną.

Post użytkownika Stay Fly.

Zabawa jak stąd do Wieliczki. Nie wpadłbyś na to, że machanie wajchą w górę i w dół po to, żeby rozpędzić blaszany wózek, może tak cieszyć. Później zmieniliśmy zabawki na trochę większe i wsiedliśmy do dużej kolejki.

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (73)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (95)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (74)

„Pogórzanin” to jedna z niewielu czynnych wąskotorówek w Polsce. Dzięki temu, że ma odkryte wagony i biegnie wzdłuż doliny rzeki Mleczki podczas jazdy można popatrzeć na dzikie lasy, poczuć wiatr we włosach i cofnąć się wyobraźnią kilka dekad. I dojść do wniosku, że PKP na odcinku Kraków-Katowice jedzie wolniej.

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (75)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (76)

 

Po przejażdżce  wagonikami, czekała nas przejażdżka konikami (w Bieszczadach de facto można się nawet wybrać na kilkudniowy rajd konny).

konie huculskie 3

konie huculskie

konie huculskie 2

Trochę się bałem, bo zwierzątka zazwyczaj mnie nie lubią, a na konikach w życiu nie jeździłem, ale nie było tak strasznie. Koniki huculskie, to rasa tak zwanych koni domowych, także są zrównoważone i za często nie gryzą. Po kilku okrążeniach zaczęliśmy się dogadywać i nawet to polubiłem. No w każdym razie na pewno opanowałem skręcanie i komendę „wio!”.

Liznąłem też trochę historii zwiedzając Park Etnograficzny w Sanoku.

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (14)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (42)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (41)

Pod względem ilości obiektów to największy skansen w Polsce. Na okolicznych terenach sąsiadowało ze sobą wiele kultur, zostawiając odcisk zarówno na architekturze, jak i sprzętach użytku codziennego. W poszczególnych sektorach parku można poznać życie Bojków, Łemków, Pogórzan i Dolinian, przenosząc się w czasie do ich epoki.

Rynek Galicyjski w Sanoku

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (21)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (23)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (25)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (49)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (26)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (27)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (28)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (29)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (31)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (32)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (33)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (34)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (35)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (43)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (39)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (37)

 

Z atrakcji, których nie znajdziesz w Krakowie, byliśmy też w Muzeum Młynartswa w Ustrzykach Dolnych.

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (123)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (124)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (126)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (125)

Przy wejściu wręczono nam po takiej tabliczce. Z początku nie wiedziałem, czy to dlatego, że jesteśmy blogerami, czy po prostu chodzi o wyraz twarzy. Pan przewodnik rozwiał naszej wątpliwości.

Kiedyś w młynach na porządku dziennym były takie komunikaty z powodu pyłu mącznego, który nieustannie unosił się w powietrzu zatykając płuca młynarzom. Panowie, próbowali pozbyć się osadu odkasłując, jednak to nie pomagało i po pewnym czasie nieświadomie zaczynali spluwać na podłogę. Nie było to ani skuteczne, ani tym bardziej higieniczne, więc wieszano tabliczki, aby opamiętali się i mimo wszystko starali się nad tym panować.

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (128)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (127)

 

Czego by nie napisać o jedzeniu, piciu, zabytkach, spływach kajakowych, przejażdżkach konnych, wyprawach psimi zaprzęgami (husky, husky), czy pieszych wędrówkach, to z perspektywy mieszczucha i tak najistotniejszy był dla mnie…

 

Spokój i czyste powietrze

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (119)

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (65)

Niezależnie, czy śpisz w trzygwiazdkowym hotelu ze spa, czy na sianie w ramach agroturystyki po całości, to w obu przypadkach możesz poczuć, że zostawiasz świat za sobą, a codzienne problemy znikają gdzieś w tyle. Ucieczka od miejskiego zgiełku raz na jakiś czas jest bardzo potrzebna dla zdrowia psychicznego, a kontakt z czystym powietrzem dla fizycznego. Zwłaszcza, gdy mieszkasz w Krakowie i masz na co dzień alarm smogowy. I nie wiem na ile to autosugestia, a na ile faktyczne działanie mikroklimatu Podkarpacia, ale zasypiałem błyskawicznie i wstawałem bez przejmującego „czy tego dnia nie można by spędzić w łóżku?”.

Podkarpacie - szlak Podkarpackie Smaki (64)

Poza tym ognisko w mieście to nie to samo. Zwłaszcza, gdy do rozpalenia zamiast suchy gałęzi z lasu chcesz użyć suchego paździerza z meblościanki babci.

 

Konkurs, konkurs!

Jeśli narobiłem Wam smaka zdjęciami lokalnego jadła z początku wpisu, to dobrze się składa. Żebyście mogli się przekonać na własnym podniebieniu, że Podkapracie jest spoko,  mam dla Was kosz regionalnych pyszności. Akcja jest prosta jak login i hasło do stron rządowych – musicie w kilku zdaniach (góra czterech) odpowiedzieć na pytanie z nagłówka, czyli napisać co można robić na Podkarpaciu przez 72 godziny. W ujęciu turystycznym rzecz jasna.

5 osób, które w komentarzach pod tym wpisem poda najoryginalniejsze odpowiedzi według mojego widzimisię, zgarnie zestaw tradycyjnych produktów regionalnych, składający się z: win podkarpackich, miodów, bryndzy karpackiej, długo dojrzewających wędlin, serów i słodyczy.

Jak zwykle przy konkursach na blogu, najwyżej punktowane są odpowiedzi kreatywne/niestandardowe/pojechane/inne-niż-wszystkie. Pisząc co chcielibyście robić na Podkarpaciu przez 3 dni, możecie posiłkować się zarówno tym, co znaleźliście w tej relacji, zakamarkami Googli, własnymi doświadczeniami, jak i szeroko pojętą wyobraźnią. Niebo nie jest limitem, jak to mawiają astronauci.

Na podanie odpowiedzi macie czas do 19-go lipca, czyli przyszłej soboty. Zwycięzcy zostaną ogłoszeni w tym wpisie i pójdzie do nich też mail z informacja o wygranej. Biorąc udział w konkursie akceptujecie regulamin i tym samym oświadczacie, że macie 18-ście lat (ze względu na winko, które jest w zestawach).

3, 2, 1… START!

---> SKOMENTUJ

Chrońmy grubych, piętnujmy chudych

Skip to entry content

W środę Krzysztof Majak, uczestniczący w akcji PZU „Biegaj na zdrowie”, napisał, że gdy widzi grubych ludzi jest mu ich żal. Zasadniczo w tekście opisuje jak radzi sobie z pozbywaniem się nadwagi, jak to było być w rozmiarze plus, jak to jest z tygodnia na tydzień tracić na wadze i ile to dla niego znaczy. Pewnie wypowiedź przeszłaby bez echa, gdyby nie stwierdzenie, że grubsi mają niższą jakość życia, a otyłość wpływa nie tylko na problemy fizyczne, ale i na inne aspekty egzystencji.

Nie chcę teraz rozstrzygać, czy tak jest, czy nie, ale zwrócić uwagę na coś innego. Na podwójne standardy w traktowaniu osób grubych i chudych.

Jeśli napiszesz komuś w internecie, że ma problemy z nadwagą zaraz zleci się rój obrońców oskarżających Cię o brak tolerancji i dyskryminację mniejszości. Usłyszysz, że otyłość to obciążenie genetyczne, z którym się nie wygra i musisz być wypraną z uczuć kukłą, żeby komuś to wytykać. Ewentualnie, że nadwaga to świadomy wybór i przejaw akceptacji samego siebie, więc goń się, bo gówno wiesz o życiu w zgodzie ze sobą. Ostatecznie, że to zachowanie indywidualności jednostki i kontra do obecnych trendów.

Jakbyś nie poruszył tematu, używając słowa „grubas” jesteś rasistowskim ścierwem.

Zupełnie inaczej jednak ma się sytuacja z komentowaniem sylwetek osób chudych. Tu już nie ma takich argumentów jak dobre samopoczucie, czy autonomiczny wybór. Nie wspominając już o haśle-wytrychu – zaburzeniu. Tyle, że nie na tle genetycznym, a psychicznym. Te same osoby, które fanatycznie walczyły z określeniami „spaślak”, „tłuścioch” i „trzydrzwiowa szafa” nie mają żadnych oporów by użyć takich zwrotów jak „wieszak”, „tyczka”, „kij od szczotki”, „kościotrup”, czy „boże, dajcie jej coś zjeść”.

W przypadku chudych już nie ma empatii i współczucia. Nie ma tej tak kwieciście opisywanej tolerancji i otwierania się na odmienność. Kończy się akceptacja, zrozumienie drugiej osoby, szukanie usprawiedliwień wyglądu i tłumaczenie przyczyn. Szydzenie z kościstych pośladków i wystających obojczyków jest w dobrym tonie, a wytknięcie liczby żeber widocznych na zdjęć uchodzi za szczyt savoir-vivre’u. I gdy chudą dziewczynę ktoś nazwie anorektyczką można tak radośnie przyklasnąć i czuć satysfakcję ze zwrócenia jej uwagi. Równość ponad wszystko!

Piętnujmy chudych, oni nie mają prawa czuć się dobrze w swoim ciele.

---> SKOMENTUJ