Close
Close

Pogotowie Życiowe #4: Miłość, czy pieniądze?

Skip to entry content
miłość czy pieniądze
autorem zdjęcia jest Opensource.com

Cholera, coraz bardziej podoba mi się ten cykl i coraz bardziej jestem dumny ze społeczności jaka tu jest (tak mówię o Was). Po zeszłotygodniowym „Pogotowiu Życiowym”, gdzie rozmawialiśmy o sytuacji Laury, która poszła do łóżka z byłym swojej koleżanki, kolejny raz byłem w szoku. Po pierwsze z powodu ilości empatii i zaangażowania w temat do tego stopnia, że dzieliliście swoimi prywatnymi historiami, o których wielu bałoby się mówić (dzięki!). Po drugie, że mamy bardzo podobny tok rozumowania i czytając Wasze komentarze czułem, że de facto nie muszę już umieszczać swojej opinii, bo napisaliście wszystko to, co sam chciałem wrzucić.

Dzisiaj problem niby też dotyczący związku, ale jednak inny, niż pozostałe. Tym razem nie chodzi o kwestie łóżkowe, czy trudności przy angażowaniu się w nową relację. W przypadku Róży i jej chłopaka na drodze do motyli w brzuchu stanął hajs.

 

Pieniądze kontra miłość

Kilka miesięcy temu poznałam chłopaka w mieście w którym studiuję, na początku podchodziłam do niego z lekką ostrożnością, bo wiadomo nie chcę się zawieść. Od samego początku starał się bardzo o mnie, kwiaty itd. Kolejna randka to pierwszy pocałunek, wszystko pięknie i ładnie się układało. Czułam się trochę jak w filmie, ale myślałam sobie wtedy-dziewczyno nie daj się oczarować tak szybko. Po jakimś czasie powiedział mi ,że mnie kocha. Spotykaliśmy się w weekendy i głównie wtedy gdy miałam akurat zajęcia na uczelni w tym mieście, ponieważ studiuję zaocznie. Bardzo dużo rozmawialiśmy przez telefon , a nawet godzinami i to były cudowne rozmowy, aż ciężko to opisać.

Od samego początku wiedziałam,że ma kłopoty finansowe,że firma nie przynosiła zysków, że ma kredyt i że myśli o wyjździe zagranice. Nie byłam zadowolona tym faktem, ale pieniądze nie są dla mnie,aż tak waże aniżeli wnętrze.Postanowił,że narazie nie wyjedża i będzie szukał pracy tutaj. Ja oczywiście starałam się go motywować i wspierać. Mimo tego po pewnym czasie znów zaczął myśleć o wyjezdzie, bo mieć dlugi i słabo płatną pracę to niezbyt łatwe.

Poznał moją rodzinę. On bardzo chciał,żebym ja poznała Jego rodzinę. I w weekend po zajęciach pojechaliśmy do Jego domu, gdzie poznałam jego rodziców, praktycznie cały czas spędziliśmy na herbacie i wesołej rozmowie wspólnie z rodzicami. Panowała luźna i miła atmosfera…na dodatek poznałam Jego starsze rodzeństwo. Wtedy poczułam,że go kocham i tego wieczora wyznałam mu miłość. Na następny dzień zadzwonił do mnie by podzielić się wrażeniami. Powiedział ,że mama lepiej się czuję przy mnie aniżeli przy swojej synowej, którą zna już 10 lat, tata stwierdził natomiast,że jestem dobrą kandydatką na żonę. Znam swoją wartość, wiem,że jestem ładna i mądra, ale przy Nim czułam się jeszcze piękniejsza i rozpromieniona.

Do rzeczy, spędzaliśmy dalej czas razem w miarę możlowosci, ze względu na koszty jego przyjazdy do mojego domu nie byly możliwe, więc spotykaliśmy się jak zwykle co 2 tygodnie mniej wiecej. W maju otwarto rynek pracy w Szwajcarii, daltego mój chłopak zaczął myśleć o wyjeżdzie. Nie byłam zachwycona, wiedziałam ,że musi wyjechać. Oswoiłam się z tą myślą. Przedstawił mi to w ten sposób,że bedzie go stać na samolot do Polski co jakiś czas i w wakacje będę go mogła też odwiedzić, do tego rozmowey tel. i skype.

Po mimo tych problemów starał się niezałamywać, jezdził na rolkach, brał udział w wydarzeniach sportowych. Pieniądze z pracy dorywczej szly na bieżące rachunki, więc nie ma mowy o spłacie kredytów. W połowie czerwca zdałam wszystkie egzaminy przed rozpoczęciem sesji. Miał przyjechać do mnie za tydzień, mówił jak bardzo tęskni, bo w ostatnim czasie widywaliśmy się co tydzień, ale że nie ma pieniędzy i że chciałby być już wolny od długów. Rozmawialiśmy, ale rzadziej, czego w związku na odległość nie powinno być. Czułam że się oddalamy,że niby jest dobrze,ale nie do końca….potem wyznał mi ,że myslał,że wczesniej rozwiązą się jego problemy i raczej jak wyjedzie to na stałe.

Potrafil nie odzywac się 2 dni, pisałam do niego, chciałałam by czuł moją obecnosc i to,że go wspieram, Mówił,że widzi,że wspieram go, że jestem kochana….i że go męczą problemy i ,że patrzy na to realnie i ,że raczej nie odnajdę się w innym kraju….pomyślałam gdzie ten chłopak , któty walczył, wiedział czego chce, który mnie przekonywał (nie ukrywam,że poczatkowo mówiłam że nie chce wyjeżdzać, ale tylko dlatego by został tutaj…ale od czego sa kompromisy). Postanowiłam zawalczyć, bo ja miałam więcej siły niż on..spotkaliśmy się….wyjaśnił parę rzeczy….dał mi do przemyślenia, po spotkaniu 2 dni odzywał się potem zapadła cisza. Nie wiedziałam jak to rozumieć, czy mnie olewa. Napisał,że ciezko mu się teraz skupic na zwiazku,że nie wie nic, ze totalny bałagan się zrobił i wydaje mu się,że ciezko było by mi opuścić Polskę.

Obecnie sytuacja wygląda tak,że on milczy. Nie rozstał się ze mną oficjalnie, ale ja to tak rozumiem, a właściwie nie rozumiem….wolę szczerość niż niepewność . Spójrz na to wszystko męskim okiem i powiedź co myślisz. Ps strasznie sie rozpisałam i przepraszam za to ale to tylko dlatego by jasniej przedstawić całą sytuację. Rozum i bliscy podowiadają dać sobie spokój, serce ma troszkę inne zdanie. Raczej pogodziłam się z faktem,że nie poskłada to wszystko się tak nagle w całość.

Róża

Dla formalności przypomnę o zasadach cyklu:

– przez pierwszą dobę wypowiadacie się tylko Wy, ja swoje spojrzenie na problem wrzucam dopiero na drugi dzień, żeby niczego nie sugerować

– staramy się pomóc, co jest równoznaczne z tym, że nie kpimy z sytuacji, w której znalazła się autorka, a tym bardziej z niej, ani pod żadnym pozorem nie robimy przytyków personalnych

– jesteśmy mili i kulturalni dla pozostałych wypowiadający, nawet jeśli całkowicie nie zgadzamy się z tym co napisali.

Przechodząc do meritum – jak Wy to widzicie? Chłopak mówi, że kocha, ale chce wyjechać za pieniądzem. Ściemnia? A jeśli nie, to czemu nie chce, żeby Róża z nim jechała? Duma i męskie ego jest ważniejsze od miłości? Jest jakieś wyjście z tej sytuacji, tak aby Róża skorzystała z niego bez złamanego serca?

Przechodząc do meritum – jak Wy to widzicie? Chłopak mówi, że kocha, ale chce wyjechać za pieniądzem. Ściemnia? A jeśli nie, to czemu nie chce, żeby Róża z nim jechała? Duma i męskie ego jest ważniejsze od miłości? Jest jakieś wyjście z tej sytuacji, tak aby Róża skorzystała z niego bez złamanego serca?

Nie wiem jakiego rzędu wielkości są długi Twojego chłopaka, ale z tego co relacjonujesz, wynika jakby to były dziesiątki tysięcy. Jeśli faktycznie tak jest, to uważałbym na takiego człowieka, bo zadłużenie się do tego stopnia świadczy o wyjątkowej lekkomyślności i nieodpowiedzialności życiowej. W problemy finansowe tego stopnia nie popada się z dnia na dzień. To jest proces, który trwa dłuższy czas i wynika z nawyków myślowych, które w pewnym wieku już trudno zmienić, a na pewno nie da się bez zaangażowania głównego zainteresowanego.

Jeśli jednak sytuacja jest trochę przekoloryzowana i nie jest to 60 tysięcy, tylko 6, to też nie świadczy o nim najlepiej. Z kilkutysięcznego długu nawet przy słabo płatnej pracy da się zejść w rok i zaręczam, że da się to zrobić bez wyprowadzki z kraju. Jeśli tak lekko jest mu rzucić wszystko i wyprowadzić się na stałe, to znaczy, że za bardzo nic go tu nie trzyma. Do niczego nie jest przywiązany i na niczym, i również na nikim, mu nie zależy.

Istotną kwestią jest też jego niezaradność życiowa. Z tego co piszesz wnioskuję, że ma 20-kilka lat i przynajmniej maturę. W takiej sytuacji nie wiem co trzeba robić, że nie znaleźć jakiejś nie-beznadziejnej pracy na dłużej. Przez te kilka miesięcy, które ze sobą jesteście już dawno zdążyłby dostać się albo do korpo, albo na kelnera w przyzwoitej restauracji, albo na budowę jeśli nic umysłowego, ani związanego z prezencją nie wchodzi w grę. Serio, to nie jest tak, że w całym kraju nie ma pracy. Jest i to całkiem sporo, tylko trzeba się trochę postarać.

Co do jego miłości do Ciebie, to wygląda na to, że wygodnie jest mu mieć kogoś, kto niczego od niego nie wymaga. Nie masz co do niego oczekiwań, nie wywierasz na nim presji, tylko pokornie przyjmujesz wszystko co powie i jeszcze w tym wspierasz. Jest mu na rękę, że nie musi się starać, a Ty i tak nie odejdziesz, co najdobitniej pokazuje sprawa z przyjazdem do Twojego domu po sesji egzaminacyjnej. Ile kosztowałaby go taka wyprawa w tę i z powrotem? W sumie ze 100zł? Wybacz, ale jeśli dorosły/pracujący facet nie jest w stanie odłożyć takiej kwoty, zwłaszcza, że wie o wydatku z wyprzedzeniem, to coś jest nie w porządku.

Wiem, że podchodzisz do tego bardzo emocjonalnie, bo jesteś zakochana, ale spróbuj się zdystansować i spojrzeć na sytuację z perspektywy osoby trzeciej. Ty chcesz być jego dziewczyną, on się spodziewam opiekunki i powierniczki problemów, a tu by się po prostu przydał kop w dupę. I to jego.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST

Ludzie, którym sukces odbił się czkawką

Skip to entry content

W masowym odbiorze sukces często utożsamiany jest z popularnością lub pieniędzmi. Zakłada się, że jeśli ktoś regularnie gości na okładce Gali z torebką za równowartość średniej krajowej, to jego życie jest usłane endorfinami i poczuciem własnej wartości. Osoby przegrywające nierówną walkę z rzeczywistością, bądź po prostu borykające się z niemożnością rozmnożenia stuzłotówek, trąc jedną o drugą, mają przypadłość wierzyć, że jeśli tylko ktoś ustawiłby na nie światła jupiterów, to pieniądze zleciałyby się jak ćmy. A zaraz za nimi szczęście.

Czy jest tak faktycznie? Czy posiadanie trochę znańszej gęby gwarantuje stabilizację finansową,  emocjonalną, spełnienie i samozadowolenie? I czy sława pomaga ułożyć sobie życie?

Nie. Nie będę budował napięcia przez pięć kolejnych akapitów, żeby zaskoczyć nieoczekiwanym zwrotem narracyjnym. Po prostu tak się nie dzieje, a jeśli istnieje jakaś zależność między wzrostem rozpoznawalności, a spokojem ogólno-życiowym, to raczej działa w drugą stronę. Im więcej zaczyna się dziać wokół Ciebie, tym więcej dzieje się w Tobie i jeśli masz jakieś niepozałatwiane sprawy, jakieś tlące się wewnętrzne problemy, to gdy jesteś na świeczniku, zaczynają wybuchać żywym ogniem.

A owy sukces zaczyna odbijać się czkawką. Albo Cię spopielać.

Mike Tyson – Człowiek Demolka

Odkąd zacząłem czytać biografię Mike’a Tysona, która jest tak wielka, że służy mi też za barykadę do drzwi, przestałem używać sformułowania „nic mnie już nie zdziwi”. Bo ten człowiek jest jednym, gigantycznym, napakowanym kompleksami i testosteronem zdziwieniem. Jako 7-latek był świadkiem prostytuowania się matki, która wykonywała usługi leżąc obok niego na łóżku. W tym wieku został też zgwałcony. Nie miał czego jeść, gdzie spać i od kogo nauczyć się choćby mycia się. Jako 13-latek nokautował kolesi starszych od siebie o dekadę i gdy już leżeli nieprzytomni na ziemi, ściągał im złote łańcuszki i zabierał portfele. Za co zresztą szybko trafił do poprawczaka.

I w wieku 20 lat został najmłodszym na świecie mistrzem wagi ciężkiej, przyleciał Dzwoneczek z „Piotrusia Pana”, posypał czarodziejskim pyłem i wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

Nie.

Rodzice mieli go w dupie, więc od nich nie nauczył się funkcjonowania w społeczeństwie, ani w ogóle podstaw relacji międzyludzkich. Jego psychopatyczny trener też nie przekazał mu za wiele, poza tym, że najważniejsza jest wygrana i jeśli nie dajesz z siebie 400% możliwości to jesteś gównem. Więc gdy na jego konto zaczęły spływać dziesiątki milionów dolarów, a media zrobiły z niego celebrytę, braki z dzieciństwa i system wartości poszatkowany jak tatar, musiały dać o sobie znać.

I dały.

Pieniądze traktował jak oset za kołnierzem – robił wszystko, żeby się ich pozbyć. Rozwalał hajs na drogie zabawki, ciuchy i imprezy, odbijając sobie wychowywaanie się w skrajnej biedzie, aż doszedł na skraj bankructwa i musiał ogłosić upadłość. Po drodze jeszcze tracąc zwycięskie złote pasy, odgryzając ucho przeciwnikowi na ringu i odsiadując w więzieniu wyrok za gwałt. Był jak półświadome dziecko z bronią masowego rażenia w dłoniach, i to bardziej dosłownie niż w przenośni.

Chodzące zniszczenie, które potęgowało się przez sukces sportowy i uwagę mediów.

Macaulay Culkin – biedny bogacz

Jak byłem dzieciakiem to myślałem sobie, że bycie aktorem to musi być spełnienie marzeń i jak trafiasz do nieba, to za sumienne odmawianie zdrowasiek robią z Ciebie hitowego filmowca. A potem nauczyłem się czytać i składać literki w wyrazy, a wyrazy w zdania i przeczytałem artykuł o Macaulayu Culkinie. Dziecięcej turbo-gwieździe, która w dorosłym życiu bardziej przypomina wieloletniego pacjenta MONARu niż popularnego aktora. Co jakoś bardzo nie mija się z prawdą.

Macky w wieku 10 lat zaczął zgarniać takie siano, że nasz kraj mógłby się u niego zapożyczyć. To znaczy, przepraszam, nie on, tylko jego rodzice. Którzy przez lata utrzymywali wielodzietną rodzinę ledwo wiążąc koniec z końcem. Bardzo Cię zaskoczę jak powiem, że skończyło się to walką matki z ojcem o kasę? To znaczy, nie o kasę, oficjalnie o prawo do opieki nad synem. Ładny eufemizm, co?

Przeobrażanie się z dzieciaczka w nastolatka przy asyście kamer, wpłynęło na niego jak Titanic na lodowiec i słodki Kevin z Richi Richa stał się dublerem Jareda Leto w końcowych scenach „Requiem dla snu”.

Kurt Cobain – autodestruktor bez autopilota

Podobno teraz prawdziwych punków już nie ma, ale jak byłem w gimnazjum to wielu moich znajomych chciało nimi być. Więc każdy z nich miał glany, kostkę i udawał, że wie jak zagrać „Come as you are”. Ich nietykalnym guru był Kurt Cobain i jeśli nie miałeś naszywki Nirvany w widocznym miejscu, to tak jakbyś nie miał ust – nie odzywałeś się.

Historia Cobaina to był klasyczny rock’n’roll – dzieciak z problematycznej rodziny, wkurwiony na dorosłych, rząd, system i prawa fizyki, przelewa złość, ból i poczucie bezsensu na muzykę. I nagrywa ultra przebojową płytę, która staje się hymnem pokolenia, a on sam jego symbolem. Gra trasy za cysterny dolarów, stacje muzyczne windują go na szczyty playlist i wpada w sidła komercji, stając się trybem machiny, którą tak bardzo gardził.

Wewnętrzne rozdarcie próbuje zszyć igłą i heroiną. Nie wychodzi. Z pomocą krawiecką przychodzi mu Courtney Love. Kurt kilka razy przedawkowuje narkotyki, ale uwolnić się od świateł reflektorów i mroków depresji pozwala mu dopiero strzał w głowę.

 

Marylin Monroe – samobójcze 90-60-90

Świat zapamiętał ją jako symbol seksu i ikonę popkultury, bo patrzył przez pryzmat tego, co było na pierwszym planie. W tle, w okolicach scenografii, było coś innego niż złocisty blond, perlisty uśmiech i wypięta pierś. Najpierw sierociniec, potem szpital psychiatryczny, a na końcu samotne odebranie sobie życia przez przedawkowanie barbituratów. A po drodze ciągłe szukanie szczęścia pod złym adresem, trzy rozwody i bezdzietność.

Ktoś by zapytał: jak to możliwe, przecież to była hollywoodzka gwiazda? Ja bym odpowiedział: właśnie dlatego.

***

Uważaj czego sobie życzysz, bo możesz to dostać, a potem nie będziesz wiedział jak sobie z tym poradzić.

więcej na ten temat znajdziesz w mojej powieści „Lunatycy”

---> SKOMENTUJ

Zostałem wychowany w kulcie skromności i posypywania głowy popiołem. Zawsze, gdy na Wigilii ktoś chwalił babcię za uszka z kapustą i grzybami, zachwycając się jakie są dobre, mówiła, że nieprawda. Albo że raz jej się udało, bo normalnie są średnie. A były boskie! I to za każdym razem! Zresztą sernik i szarlotka też bardzo pierwszoklasowe. Zawsze, gdy ktoś otwarcie doceniał jej pracę widziałem dumę na jej twarzy, ale i jednocześnie spore zakłopotanie – jak przyjąć słowa uznania? Jak reagować na komplementy?

Nie chcę wszystkiego sprowadzać do hasła „mentalność Polaków”, ale z grubsza rzecz ujmując, jako naród nie jesteśmy nauczeni jak radzić sobie z komplementami. I celowo użyłem zwrotu „radzić sobie”, bo dla większości miłe słowa to problem, z którym za bardzo nie wiadomo co zrobić. Niby każdy chciałby dostać, ale jak już się pojawia, to sprawia tylko, że czujemy się niezręcznie. Bo przecież skromność to cnota i jak tu się zachować, żeby przypadkiem ktoś nie posądził nas o pychę i zarozumiałość?

Najczęściej ludzie w takiej sytuacji przyjmują jedną z 4-ech strategii:

 

Deprecjacja tematu

– Gratuluję srebra w mistrzostwach pływackich, rewelacja!
– Aaa, to nic takiego. No, udało się, tyle.
– Co ty mówisz, przecież to wielki sukces i kawał ciężkiej roboty!
– Nie no przesadzasz, to przecież tylko zwykłe zawody, każdy mógł je wygrać.

Umniejszanie tego, co zrobiłeś jest bezsensowne dla obu stron – zarówno dla Ciebie jak i Twojego rozmówcy. Dla Ciebie, bo się nie cenisz i nie jesteś dumny z tego, co zrobiłeś i nie uważasz nawet, że to coś na co warto zwrócić uwagę. Trudno rozwijać się i piąć w górę bez świadomości własnych atutów i przekonania o własnej wartości. Zaprzeczanie komplementom jest też głupie z perspektywy osoby, która Ci je prawi, bo niby co ma pomyśleć w takiej sytuacji? Że źle zrobiła doceniając Twoje osiągnięcia, bo to przecież nieistotna pierdoła?

 

Zbycie pochlebstwa ciszą

– …a tak w ogóle to świetne zdjęcia z Tunezji, wyszłaś na nich zjawiskowo.
– …

Próba przemilczenia pochwały w oczekiwaniu na grom z jasnego nieba, to chyba najgorsze wyjście z możliwych. Bo ten piorun, mimo oczekiwań i ściągania go myślami, nie uderza, a Wy stoicie w niezręcznej ciszy. I stoicie. I stoicie. I stoicie. Aż nie udasz, że woła Cię znajomy, dzwoni do Ciebie telefon, albo nie dostaniesz zawału.

 

Zmiana tematu

– Cześć Karolina! Rety, fantastyczna sukienka, wyg…
– Cześć Janek! Co u ciebie? Jak było w Krośnie, dobrze się bawiłeś na Podkarpaciu?

To technika z kategorii „najlepszą obroną jest atak”. Jeśli zaatakujesz znienacka, w połowie zdania, rozmówca będzie w takim szoku, że zacznie odpowiadać na Twoje pytania. I nawet nie zauważy, że chamsko mu przerwałaś, gdy chciał powiedzieć Ci coś miłego. Unikniesz krepującej sytuacji, w której może i nawet byś się zarumieniła, ale możesz mieć pewność, że już drugi raz nie będzie się silił na serdeczne gesty.

 

Przyjęcie komplementu i podziękowanie

Jedyne adekwatne rozwiązanie. Serio, przerabiałem wszystkie scenariusze i najsensowniejszą reakcją na komplementy, niezależnie czego by one nie dotyczył, jest po prostu przyjęcie ich i powiedzenie „dziękuję”. Tyle. Jeśli jesteś w czymś dobry, zupełnie nie ma powodu, by męczyć się fałszywą skromnością, bądź tego wypierać. Jesteś asem w danym temacie i ludzie to widzą. Bez znaczenia, czy pieczesz ciasta, grasz na skrzypcach, robisz zdjęcia, wyplatasz kosze z wikliny, czy kodzisz aplikacje mobilne.

Podziękuj za ciepłe słowa i poczuj zajebistość w lewym górnym rogu klatki piersiowej. Naprawdę, ludzie doceniają Cię nie po to, żebyś czuł się źle.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Alessandra Celauro

---> SKOMENTUJ

wpis jest wynikiem współpracy z marką Somersby i przeznaczony jest wyłącznie dla osób pełnoletnich

Pamiętasz to uczucie, gdy odbierałeś wyniki z matury?

Wszyscy ludzie z Twojego rocznika nakręceni jak pozytywki, rodzice ciągle na telefonie, a nauczyciele w kółko ze stoickim spokojem powtarzali „proszę czekać, proszę czekać, proszę czekać”. Ekscytacja sięgała zenitu. W końcu odebrałeś swój arkusz z rezultatem egzaminu dojrzałości i dałeś się ponieść fali euforii jak łupinka orzecha wpadająca do Amazonki.

A teraz wyobraź sobie, że nie ma Twoich kumpli z klasy, w domu nie czeka rodzina, a na wieczór nie umówiłeś się z przyjaciółmi, żeby to uczcić. Trochę średnio co?  Nagle rwąca rzeka zamieniła się w malusieńki strumyczek.

Podobnie byłoby z 18-tymi urodzinami – w pojedynkę nie smakowałyby tak dobrze. Zresztą każde inne też nie. A koncert Twojego ulubionego zespołu? Bez kumpla przy boku jarającego się ich muzą tak samo jak Ty, też jakoś blado. Samotne celebrowanie zdobycia szczytu, do którego przymierzałeś się od kilku miesięcy, też nie cieszy tak bardzo jak z kimś. A wygrana w mistrzostwach piłkarskich, gdzie strzeliłeś zwycięską bramkę z przewrotki w ostatniej minucie meczu?

No dobra, z tym ostatnim trochę mnie poniosło, ale zasadniczo, zmierzam do tego, że…

 

Są takie momenty, które lepiej smakują razem

I smakują na tyle dobrze, że chcesz je uwiecznić na fotografii. Niekoniecznie musi być to wyczyn na miarę zdobycia 8-tysięcznika. Czy średniego wykształcenia (co w obliczu bieżącej zdawalności, faktycznie zaczyna być wyczynem). To mogą być proste rzeczy jak odkrycie nowej knajpy z mistrzowskimi burgerami, rowerowy wypad za miasto, czy niedzielny piknik w parku. Grill na działce, wyjście na mecz, czy gra w zochę, to też coś, co bardziej cieszy (a w zasadzie dopiero jest możliwe), gdy robi się to z ekipą.

Ludzie cykają sobie foty w takich chwilach, żeby móc je zatrzymać i później do nich wracać, ale i po to, by dzielić się nimi z innymi.

Nie odkryję teraz nowego pierwiastka na tablicy Mendelejewa, ale na tym właśnie opiera się Facebook. I w ogóle całe media społecznościowe. Na dzieleniu się przeżyciami ze znajomymi. Na teleportowaniu emocji i przenoszeniu dobrej zabawy z paczką znajomych z dowolnego miejsca na Ziemi do wirtualnej rzeczywistości. Dlatego nie rozumiem, czemu ludzie robiąc sobie zdjęcie z ręki z przyjaciółmi tagują je #selfie. Przecież nie są tam sami!

Lord Somersby też tego nie mógł zrozumieć, dlatego stworzył…

 

#friendsie

Czyli hashtag przyjaźni do zdjęć z kumplami. I kumpelami. I mami. I tatami. I rybkami.

Co byłoby ciekawego w zdjęciu z tegorocznego rozdania Oscarów, gdyby był na nim sam Bradley Cooper? Nic. A w fotce papieża Franciszka z młodymi pielgrzymami? No dobra, może sam papież. Ale tam gdzie na zdjęciu z rąsi jest ktoś więcej, niż tym sam i są pozytywne wibracje nie ma #selfie, jest #friendsie. Bo bez tych ludzi nie było przeżyć, nie byłoby emocji, nie byłoby zabawy!

bułgaria

Gdyby nie Maciek, nie wsiadłbym pierwszy raz w życiu do samolotu i nie dowiedział się jak bosko jest czuć mrowienie w ciele przy starcie, bo za bardzo bym się bał – #friendsie.

festiwal kolorów

Gdyby nie Michał, nie zwlókłbym się z łóżka na „Festiwal Kolorów” i nie poczuł wodospadu dopaminy, skacząc w tłumie, bo była niedziela i miałem ten dzień przeleżeć w łóżku – #friendsie.

temat rzeka

Gdyby nie Sylwia, nie tańczyłbym boso na piasku o 4 nad ranem w środku stolicy, bo po imprezie na Polu Mokotowskim, chciałem iść spać – #friendsie.

1 friendsie 2

I gdyby nie Segritta, Charlize Mystery, Paweł Opydo, Fashionelka, Pani Ekscelencja i Kominek, nie zjadłbym najlepszych na świecie pierogów z cielęciną i nie dowiedział się, że…

 

Lord Somersby będzie Was szukał!

Tak, właśnie Was!

Jego Lordowska Mość będzie przechadzała się po Facebooku, Instagramie i Twitterze w poszukiwaniu dobrej zabawy. Konkretnie, interesują go miejsca, gdzie są pełnoletni ludzie (akceptujący regulamin akcji) utrwalający szczęśliwe chwile. Jeśli chcecie, żeby Lord Was znalazł, tagujcie foty „#friendsie #somersby” wrzucając na swoje profile społecznościowe. Z osób rozprzestrzeniających hashtag przyjaźni lord będzie wybierał farciarzy, których obdaruje niespodziankami. Nie mogę powiedzieć co to jest, ale to niespodzianka, której na stówę się nie spodziewacie, a daje kupę radochy przy spędzaniu czasu w grupie.

Wiem tez z zaufanego źródła, że Lord szczególnie będzie przyglądał się komentarzom pod tym tekstem, więc jeśli macie jakieś zdjęcia, które można otagować „#friendsie #somersby”, to śmiało!

---> SKOMENTUJ